Jak to kiedyś będzie?

28.07.04, 11:23
Tekst poniżej jest dosyć obszerny ale nie dało się krócej.
    • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 11:24
      Po obudzeniu się otworzyłem drzwi balkonu i podziwiałem piękne niebieskie niebo
      bez jednej chmurki. I byłby to piękny początek dnia gdyby nie wiadomości w
      radiu słuchane podczas porannej gimnastyki. Nie bulwersują mnie wypadki,
      kataklizmy ani nawet śmierć dziewczyny wyrzuconej z pociągu. Cóż, smutne
      tragiczne zdarzenia na które nie mam wpływu i które będą się na pewno zdarzały.
      Usłyszana wiadomość też należała do tego rodzaju. W środku Zielonej Góry o
      godzinie 15,00 pijany szesnastolatek zgwałcił dziewczynę grożąc jej potłuczoną
      butelką (tulipanem). Tylko, że stało się to na oczach ludzi których było tam
      sporo o tej porze. Odwracali się, uciekali, udawali, że nie widzą.
      Jeden „mężczyzna” nawet krzyknął - zostaw ją. Ale na tym poprzestał i odszedł.
      Nikt nie zawiadomił nawet policji. Zrobiła to dopiero sama dziewczyna po
      fakcie.
      Słyszy się w takich wypadkach o przypuszczeniach, że pewnie sama jest sobie
      winna. Ale ja w to nie wierzę. Zwykłe wykręty. Myślę, że to zmiany w naszej
      kulturze powodują takie patologie. Ruchy pacyfistyczne, potępianie wszelkiej
      przemocy niezależnie od racji.
      Czy ktoś komu wpaja się od dziecka, ze życie jest wartością bezwzględną i
      najwyższą i wstręt do wszelkich przejawów przemocy odważy się zaryzykować swoje
      życie czy zdrowie w obronie czyjegoś tyłka? Czy w ogóle potrafi?
      Przecież pijanych nastolatków i zwykłych psycholi nie zabraknie w przyszłości.
      W jakim kierunku zmierza nasza cywilizacja? Czy będzie to kiedyś bezpieczna,
      konsumpcyjna cywilizacja łagodnych ludzi w jakiś sposób pozbawiona agresywnych
      osobników. A może będzie to cywilizacja 2 gatunków ludzi. Tych spokojnych i
      łagodnych jak owieczki i specjalnie hodowanych strażników, którzy będą chcieli
      i potrafili narażać się i nawet zabijać. Którzy z nich będą bardziej
      prawdziwymi ludźmi?
      I w ten sposób dzisiejszy piękny poranek przesłoniły wcale nie radosne myśli w
      drodze do pracy.
      • olga55 Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 11:34
        Post długi,i poruszający sprawy bardzo tragiczneDlaczego jednak smierć
        dziewczyny z pociągu poruszyła cię mniej niż ten gwałt??To taki sam, a może
        większy nawet dramat-dziewczyna straciła życie.
        A jeśli chodzi o reakcje ludzi-to nie jest wynik pacyfistycznego wychowania,
        bynajmniej. to zwykłe tchurzostwo, które nie ma nic wspólnego z pacyfizmem.
        Mój syn jest pacyfistą-ale to on stanął w obronie kobiety napadniętej w
        autobusiei dostał za to w głowę, zresztą inny mężczyzna,który go bronił, też
        oberwał. Natomiast pani z apteki, przed którą to sie stało powiedziała, ze nie
        odejdzie od okienka,aby zadzwonić po policję, bo musiałaby je zamknąć, chronić
        kasę itp. I na pewno nie była pacyfistką.Chyba zmieniła zresztą miejsce pracy,
        bo przechodząc tamtędy często zachodziłam do niej i pytałam o
        samopoczucie..ostatno jej nie widuję.
        • olga55 Re: Jak to kiedyś będzie?errata. 28.07.04, 11:41
          No,tak sie zapędziłam, ze "walnęłam" byka.Oj,oj ale mi wstyd.Ale mam nadzieję,
          że mi wybaczycie.Jestem "starej daty" i bardzo nie lubię błędów ortograficznych
          i w ogóle językowych.
        • monia.i Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 11:47
          I to jest właśnie to, co mnie najbardziej przeraża w dzisiejszym świecie - ta
          zupełnie niekontrolowalna, nieuzasadniona, bezduszna agresja wśród takich
          młodych osobników. To jest zupełnie nieprzewidywalne - idziesz sobie ulicą
          (albo jedziesz pociągiem), miniesz troje lub czworo ludzi..dziesięcioro - i
          nic - a ktoś inny idzie (lub jedzie) sobie równie spokojnie - i nagle staje się
          ofiarą - całkiem przypadkową - jakiegoś patologicznego gówniarza...i koniec!
      • no_no Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 11:48
        Jak to kiedyś będzie?
        Mam nadzieję, że będzie dobrze, a z czasem gatunek ludzki
        pozbędzie się agresji i stanie się Człowiekiem...
        Pewien nie jestem, ale tak myślę, bo ludzie nie mają
        innej alternatywy. Inaczej zginą z powierzchni Ziemi...
        Nie myślę tu tylko o pojedyńczych przypadkach agresji,
        ale i o wojnach, wywoływanych przez narody z powodu np. nafty,
        czy też racji jednej ideologii, albo wyższości jednego Boga,
        nad innym.

        P.S. A też jestem mocno zdziwiony, dlaczego porusza Ciebie
        gwałt w środku miasta, a morderstwo w pociągu, na oczach podróżnych,
        już mniej?...

        No
        • igwiazdka Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 12:03
          Mnie takze przeraza agresja ludzi.W kazdej postaci.Tak samo morderstwo w
          pociagu,jak gwalt w srodku miasta.Oczywiscie najbardziej zawsze przeraza to co
          najblizsze.Zdarzenie,ktorego np.bylismy swiadkami.Mnie ostatnio poruszyla
          rozmowa.Mam przyjaciolke, od wielu lat, Ona jest pediatra na poludniu Polski,
          przyjechala do mnie w odwiedziny.Nie wiem jak zaczelysmy ten temat,ale to co
          uslyszalam o biernym przyzwalaniu matek na kontakty seksualne ojcow z corkami,
          absolutnie mna zatrzeslo.I nikt nie moze tym osobom pomoc.Matki!!!Boja sie,ze
          chlop zostawi, ze zostana bez srodkow do zycia...Straszne to!Czy to mniej
          porusza anizeli gwalt w srodku miasta? To gwalt na co dzien!
          Kiedy bedzie z pewnoscia inaczej! Zeby nie uprawiac czarnowidztwa, chcialabym
          zwrocic uwage na dosc istotna zmienna, bardzo wazna w tej dyskusji.Jeszcze 100
          lat temu ilosc informacji, ktora przetwarzal mozg czlowieka w ciagu calego
          zycia, jest taka sama jak dzisiejsza jednodniowa porcja newsow.Wiecej do nas
          dociera i coraz bardziej jestesmy wobec tej wiedzy bezradni!!!
        • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 22:08
          no_no napisał:

          > Mam nadzieję, że będzie dobrze, a z czasem gatunek ludzki
          > pozbędzie się agresji i stanie się Człowiekiem...
          -----
          Hm... człowiek pozbawiony uczucia agresjii. Mam mieszane uczucia co do takiego
          człowieka.

          > Pewien nie jestem, ale tak myślę, bo ludzie nie mają
          > innej alternatywy. Inaczej zginą z powierzchni Ziemi...
          > Nie myślę tu tylko o pojedyńczych przypadkach agresji,
          > ale i o wojnach, wywoływanych przez narody z powodu np. nafty,
          > czy też racji jednej ideologii, albo wyższości jednego Boga,
          > nad innym.
          ----
          I tu bym się częściowo zgodził. Ludzie mogą zginąć z powierzchni ziemi ale
          także z innego powodu.
          Konflikty i wojny będą długo jeszcze wybuchały. Powodów nie zabraknie. Podobnie
          jak pospolitych przestępców i psycholi. A zniknąć możemy możemy także wtedy
          kiedy nie będziemy umieli się temu skutecznie i w porę przeciwstawić.
      • marialudwika Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 11:57
        Uwazam,ze nie mozna mylic pacyfizmu ze znieczulica spoleczna.
        Nieuzasadniona agresja to jedna z najnowszych plag naszych czasow i wystepuje
        jak widac w kazdym panstwie,nietety.Czyzby brak tzw.trzymania za
        morde,przepraszam za ten zwrot,byl tego przyczyna?Za duzo wolnosci?Skad biora
        sie te potwory,ci bezmozgowcy,kto ich wychowal?Czy wogole ich ktos
        wychowywal,watpie....
        ml
        • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 12:05
          Nie mogę teraz pisać ale nie bardzo się rozumiemy. Nie porusza mnie gwałt tylko
          postawa ludzi, którzy mogli łatwo temu zapobiec. I nie wydaje mi się żeby to
          było tylko tchórzostwo. Zresztą tchórzostwo czy znieczulica też z czegoś
          wynikają. Nie uważacie?
      • bepeef Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 19:10
        bodzio49 napisał:

        > Czy ktoś komu wpaja się od dziecka, ze życie jest wartością bezwzględną i
        > najwyższą i wstręt do wszelkich przejawów przemocy odważy się zaryzykować swoje
        > życie czy zdrowie w obronie czyjegoś tyłka?


        Tak sobie myślę, że pytanie powinno być trochę inaczej sformułowane:
        I każdy powinien zadać je sobie samemu:
        Czy ja jestem w stanie odważyć się zaryzykować moje życie w obronie "czyjegoś
        tyłka"? I w imię czego?
        • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 21:55
          Masz rację bepeef. To indywidualna sprawa. Właśnie mnie przygnębia to, że
          takich osób jest coraz mniej. W Zielonej Górze nie znalazła się ani jedna. Ani
          jedna nie zaryzykowała. A myślę że , było w imię czego. Pozdrawiam.
          • bepeef Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 07:16
            bodzio49 napisał:

            > Właśnie mnie przygnębia to, że takich osób jest coraz mniej. W Zielonej Górze
            > nie znalazła się ani jedna. Ani jedna nie zaryzykowała. A myślę że , było w
            > imię czego.

            Bodziu, wydaje mi się, że ulegasz dziwnemu złudzeniu. Mianowicie, że człowiek
            jest w stanie jednocześnie panować w 100% nad swoimi złymi emocjami i ulegać
            w 100% tym dobrym. W dodatku...cały czas masz na myśli "innych ludzi".
            W dodatku (do tego dodatku) - wcale nie jestem pewna, czy bez (tak dzisiaj
            niepopularnych) odniesień do Boga można ustalić, które emocje są dobre, a które
            złe. I przeważnie ustalenia te robimy po fakcie, w zależności od sytuacji
            (i własnej korzyści bądź straty) nazywając te same emocjonalne działania
            innych ludzi bądź swoje - dobrymi albo złymi.

            Przyznając nastolatkom prawo do wolnego seksu uczymy ich jednocześnie, że drugi
            człowiek jest stworzony do tego, żeby dawał przyjemność (a jeśli jest
            zagrożeniem dla tejże przyjemności - można go (przepraszam) wyskrobać
            albo zmusić do tego dawania przyjemności.
            Zwiększenie wolności jednych prowadzi zawsze do ograniczenia wolności drugich.
            Nikt nie chce być w gronie tych "drugich"...Bo - po raz któryś zadaję to pytanie:
            W imię czego?
            • warum Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 07:24
              B: cyt:
              Przyznając nastolatkom prawo do wolnego seksu uczymy ich jednocześnie, że drugi
              > człowiek jest stworzony do tego, żeby dawał przyjemność (a jeśli jest
              > zagrożeniem dla tejże przyjemności - można go (przepraszam) wyskrobać
              > albo zmusić do tego dawania przyjemności.
              > Zwiększenie wolności jednych prowadzi zawsze do ograniczenia wolności drugich.
              > Nikt nie chce być w gronie tych "drugich"...Bo - po raz któryś zadaję to
              pytani
              > e:
              > W imię czego?

              Skad wniosek , ze zgoda / podkreslam ZGODA/na seks u nastolatkow ma
              skutkowac,ze jeden bierze, a drugi musi dawac? Absolutnie nie zgadzam sie z
              zalozeniem,ze "prawo do wolnego seksu" u nastolatkow prowadzi do tego rodzaju
              zachowan jak opisal Bodzio. Gwalt - jest PRZESTEPSTWEM.Jest wykorzystaniem bez
              zgody drugiego czlowieka. I nie ma usprawiedliwienia, a postawa ludzi "z
              boku".... no wlasnie gdzie ci mezczyzni???albo posiadacze komorek, albo
              POLICJA, straz miejska? jesli to zdarzenie dzialo sie " na oczach" tylu
              ludzi....to i Bog tu nie pomoze.
              • bepeef Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 20:13
                warum napisała:

                > Skad wniosek , ze zgoda / podkreslam ZGODA/na seks u nastolatkow ma
                > skutkowac,ze jeden bierze, a drugi musi dawac? Absolutnie nie zgadzam sie z
                > zalozeniem,ze "prawo do wolnego seksu" u nastolatkow prowadzi do tego rodzaju
                > zachowan jak opisal Bodzio.

                Warum - masz prawo się nie zgadzać, i to "absolutnie" wink
                A ja mam prawo pozostać przy swoim zdaniu.
                Gdyby nastolatkom dać prawo do swobodnego używania broni palnej - również
                prowadziłoby to do niepożądanych zachowań, (chociaż na pewno nie u wszystkich).

                A propos: Czy mogłabyś mi wykazać różnicę między "zgodą na robienie czegoś" a
                "daniem prawa do robienia czegoś"? Jeśli masz chwilkę wolną...


                Gwalt - jest PRZESTEPSTWEM. Jest wykorzystaniem bez
                > zgody drugiego czlowieka.
                I nie ma usprawiedliwienia, a postawa ludzi "z
                > boku".... no wlasnie gdzie ci mezczyzni???albo posiadacze komorek, albo
                > POLICJA, straz miejska? jesli to zdarzenie dzialo sie " na oczach" tylu
                > ludzi....to i Bog tu nie pomoze.

                Oksymorony są rzeczywiście bardzo poetyckie.

                Czym jeździsz do do pracy? Bo ja tramwajami. I widzę
                na codzień jak skwapliwie wykorzystywane jest przez nastolatków to prawo,
                czy też jak wolisz: "zgoda" na prowadzenie przez nich życia seksualnego.
                Kiedyś byłam w stanie podejść i poprosić, żeby może niektóre sprawy odłożyli
                do intymnego sam na sam. Teraz po prostu staram się nie zwracać uwagi.
                Nie mam ochoty śledzić rozwoju sytuacji aby ustalać, czy okrzyki wydawane przez
                panienkę są wyrazem zadowolenia czy też już przestało jej się podobać.
                Samo wyjście z "łóżkiem" na ulicę świadczy o niedojrzałości i to nie tylko
                samych małolatów ale także rodziców, którzy akceptując związki nieletnich
                jednocześnie nie pozwalają na "robienie z domu burdelu".

                W opisywanym przez Bodzia wydarzeniu to nie szesnastolatek popełnił przestępstwo.
                Przestępstwo popełnili ci dorośli, którzy sprzedali mu alkohol. I jeszcze inni...
                ci, co sprzedali kiepską receptę na życie.
                Oczywiście nie zmienia to w niczym sytuacji dziewczyny, ale zmienia ocenę zdarzenia.
                • warum Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 20:58
                  Popelnilam skroty, ktore skutkuja inna interpretacja, niz mialam na mysli.
                  "Zgoda na seks u nastolatkow-chodzilo o dobrowolny seks miedzy nimi.i ich
                  wspolna zgode na az tyle/ czyli nie chlopak zada, a dziewczyna MUSI, tylko
                  chca tego samego i wiedza co robia/
                  " prawo do wolnego seksu../ czyli moje przyzwolenie / doroslego/- nie
                  oznacza,ze kazdy kto wspolzyje majac np 17-18 lat zachowuje sie w ten sposob/
                  opisana sytuacja przez B/. To srodowisko w jakim sie mlodzi obracaja dopuszcza
                  lub nie tego rodzaju "zabawy" / obojetnie - na ulicy, w tramwaju czy na
                  prywatce. Nie wszyscy mlodzi "slinia sie" na widoku / bo im publika wisi/.co
                  innego pocalunek nawet najbardziej namietny ale w miare krotki a co innego
                  macanie co dziewczyna ma pod spodnica na przystanku itp niestosowne zachowania
                  w miejscach publicznych. Te zachowania sa nie do "karania' tylko do"
                  potepiania" i tylko ogolnospoleczna dezaprobata poczawszy od szkoly, przez
                  odpowiednie paragrafy powinna miec tu zastosowanie " wychowacze" co wypada i
                  jest dopuszczalne, a co nie.
                  Z reszta Twoich uwag zgadzam sie. uzylam znow potocznych okreslen, ale tak
                  pisze. Nie wiem co to oksymoronysad wiec mnie oswiec, bo ja nie lubie zglebiac
                  czegos jak moge dostac gotowe od specasmilejezdze samochodem, ale moje dzieci
                  jezdza pociagami , a i sama przezylam sytuacje kiedy sparalizowal mnie strach,
                  i tylko przypadek mnie uratowal. Mysle,ze jestesmy wszyscy zgodni, ze to co
                  zdarzylo sie na przytanku w ZG to przestepstwo, a brak jakiejkolwiek reakcji ze
                  strony mimowolnych swiadkow - to swiadectwo czasow w jakich zyjemysad
            • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 09:52
              Znowu będzie szeroko ponieważ dla mnie temat jest rzeczywiście poruszający.
              Nie uważam, że wszyscy jesteśmy w stanie panować w 100% nad złymi emocjami i
              tak samo ulegać dobrym. Jednym wychodzi to lepiej innym gorzej.
              Mnie zastanawia dlaczego wychodzi to nam coraz gorzej. Co jest przyczyną?
              Coraz lepiej wykształceni, bardziej katoliccy a tu taki numer.
              Czy przyznawanie młodym prawa do wolnego seksu jest przyczyną? Wątpię.
              Jeśli chciałaś zapytać o mnie to szczycę się tym, że chyba nikt bezkarnie nie
              krzywdził w mojej obecności innej osoby. Nawet mój „rodzony” dyrektor.
              Przynajmniej nie pamiętam. Nie znaczy to, że zawsze należy narażać się
              bezpośrednio i obrywać po głowie. To byłaby głupota. Niestety, niektórym się to
              zdarza sad
              Wybacz ale ja nie mam problemu w ustaleniu, które emocje są dobre, które złe.
              Jakoś udaje mi się także opanować te dobre dla mnie a niekoniecznie dobre dla
              drugiej osoby. Ale jeśli ktoś woła pomocy to nie zastanawiam się nad tym.
              Natomiast Twojego stwierdzenia, że zwiększenie wolności jednych zawsze prowadzi
              do ograniczenia wolności drugich nie rozumiem. Pewnie dlatego, że jestem tylko
              facetem smile
              Dla mnie zwiększenie wolności jednych może się odbywać tylko pod warunkiem
              poszanowania wolności innych. Pomijam oczywiście kwestie sporne: kto i na
              jakiej podstawie ma prawo decydować czyja wolność bardziej wymaga ochrony
              Wytłumacz proszę czyim kosztem odbyło się np.: zwiększenie naszej wolności po
              upadku komuny. Chyba nie powiesz, że kosztem wolności tych, którzy nas gnębili?
              Pytasz w imię czego? Jeśli dobrze rozumiem pytanie to odpowiadam że zawsze
              warto w imię niesienie pomocy słabszym.
              • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 09:54
                Odpowiedź była oczywiście do Bepeef. Coś mi "uciekło"
              • bepeef Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 20:52
                bodzio49 napisał:

                > Mnie zastanawia dlaczego wychodzi to nam coraz gorzej. Co jest przyczyną?
                > Coraz lepiej wykształceni, bardziej katoliccy a tu taki numer.

                Coraz bardziej katoliccy? Co masz na myśli?

                > Jeśli chciałaś zapytać o mnie to szczycę się tym, że chyba nikt bezkarnie nie
                > krzywdził w mojej obecności innej osoby. Nawet mój „rodzony” dyrektor.
                > Przynajmniej nie pamiętam. Nie znaczy to, że zawsze należy narażać się
                > bezpośrednio i obrywać po głowie. To byłaby głupota. Niestety, niektórym się to
                > zdarza sad

                Nie miałam intencji przeprowadzanie licytacji kto więcej razy narażał życie
                w obronie innych. Wierzę, że wielu wśród nas bohaterów.

                > Wybacz ale ja nie mam problemu w ustaleniu, które emocje są dobre, które złe.
                > Jakoś udaje mi się także opanować te dobre dla mnie a niekoniecznie dobre dla
                > drugiej osoby. Ale jeśli ktoś woła pomocy to nie zastanawiam się nad tym.

                Jakie kryteria oceny stosujesz?

                > Natomiast Twojego stwierdzenia, że zwiększenie wolności jednych zawsze prowadzi
                > do ograniczenia wolności drugich nie rozumiem. Pewnie dlatego, że jestem tylko
                > facetem smile

                Jakoś już nie czuję się na siłach wyjaśniać. Wybacz.

                > Dla mnie zwiększenie wolności jednych może się odbywać tylko pod warunkiem
                > poszanowania wolności innych. Pomijam oczywiście kwestie sporne: kto i na
                > jakiej podstawie ma prawo decydować czyja wolność bardziej wymaga ochrony
                > Wytłumacz proszę czyim kosztem odbyło się np.: zwiększenie naszej wolności po
                > upadku komuny. Chyba nie powiesz, że kosztem wolności tych, którzy nas gnębili?

                Oczywiście, że ich kosztem. Czy ci, którzy gnębią to nie ludzie?

                Definicja państwa, jako aparatu przemocy jednej grupy nad drugą pozostała.


                > Pytasz w imię czego? Jeśli dobrze rozumiem pytanie to odpowiadam że zawsze
                > warto w imię niesienie pomocy słabszym.

                Dlaczego należy nieść pomoc słabszym? I czy chodzi o słabszych od Ciebie, czy
                słabszych spośród innych ludzi, niekoniecznie słabszych od Ciebie?

                Chciałabym tylko taki mały pees dodać. A właściwie prośbę.
                Żeby z faktu, że czasami zadaję głupie pytania w rodzaju: "dlaczego nie należy
                kraść" nie wyciągać wniosku, iż mam "lepkie ręce", itepe.
        • axsa Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 22:01
          Kiedyś wydawało mi się,
          że tak,
          ale nigdy nie miałam /na szczęście/
          okazji tego sprawdzić.

          Teraz zycia nie zaryzykuję w żadnej sprawie.
          I nieważne jak to zostanie nazwane:
          tchórzostwo, znieczulica czy inny gównoobchodzizm.
          Ja po prostu nie mam niczego cenniejszego.
          • axsa Re: Jak to kiedyś będzie? 28.07.04, 22:03
            Właśnie, tam było dużo ludzi
            i tylko jeden szesnastolatek.
            Przecież nie trzeba było
            aż ryzykować życia.
    • no_no Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 17:41
      bepeef:
      <Czy ja jestem w stanie odważyć się zaryzykować moje życie w obronie "czyjegoś
      <tyłka"? I w imię czego?
      ------------------------

      Jestem w stanie zaryzykować życie, ba, ja MUSZĘ zaryzykować...
      W imię czego? W imię obrony człowieka.
      Zdarzyło mi się to dwukrotnie. Raz, było to w Poznaniusmile
      Gdy wyszliśmy z kolegą z restauracji, zobaczyliśmy, że
      pijany facet okłada pięściami kobietę. Wyglądało na to,
      że zakatuje ją. Nie zastanawialiśmy się długo.
      Trzeba było ratować bezbronnego człowieka, przed agresją
      zwierzęcia. Przechodzący obok zdarzenia ludzie, spuszczali
      wzrok, udawali, że nie widzą, co się dzieje, przyspieszali
      kroku.
      Było niebezpiecznie, bo facet wyciągnął nóż...
      Skończyło się dobrze. Tylko kolega ma do dzisiaj,
      niewielką bliznę na czole.

      Inny przypadek, w którym udało się obronić kobietę, człowieka,
      przed zwierzęciem, miał miejsce w moim mieście...
      Była zima, mróz, zapadające ciemności rozświetlane żółtym
      światłem latarni i skrzącym się w ich świetle śniegiem.
      Wracałem od znajomych, oglądając świątecznie udekorowane wystawy,
      szedłem powoli...Lubię zimowe spacery.
      W centrum miasta skręciłem w mało uczęszczaną uliczkę, długości ok. 100m,
      którą oświetlały światła okien i latarnie pobliskiej ulicy.
      Nagle usłyszałem przeraźliwe wołanie: Ludzie - pomocy! pomocy! proszę! On chce
      mnie zgwałcić! Pomocy! Stanąłem, jak wryty. Głos kobiety był przejmujący. Pod
      blokiem, jak się zorientowałem, rozgrywał się dramat.
      Silny byczek, usiłował zgwałcić kobietę, która broniła się dzielnie
      resztkami sił...Rozejrzałem się zdenerwowany, czy mogę liczyć na czyjeś
      wsparcie. Pobliskie ulice były puste. Spojrzałem w okna bloków, położonych
      po obu stronach ulicy. Pomyślałem, dlaczego nikt nie wychodzi pomóc? Czułem,
      że czają się za firankami jakieś postacie, że przecież muszą słyszeć ten
      przeraźliwy krzyk...dlaczego nikt nie wyjdzie? Przeszywały mnie myśli z
      prędkością naddźwiękową. Kalkulowałem, że przecież za chwilę zjawi się policja,
      bo jeśli boją wyjść, to musieli zadzwonić! Sekunda zastanowienia i wyjmuję
      telefon. Postanawiam zadzwonić, tak na wszelki wypadek, wystukuję 112. Panowie,
      szybko, facet chce zgwałcić kobietę. Policjant pyta, jaka to ulica?....
      Mam stracha, ale muszę coś zrobić, zanim przyjadą gliny. Co jest dziwne, w
      takich sytuacjach, nie myślę, że mogę stracić życie, ale że MUSZĘ pomóc.
      Inaczej, nie mógłbym spojrzeć sobie w twarz....Wychodzę z cienia. Podchodzę
      bliżej, i wrzeszczę: Bydlaku, co ty kurwa robisz?!!! Dziewczyna płacze, prosi:
      Niech pan mi pomoże, on chce mnie zgwałcić. Zwierzę zrywa się, poprawia szybko
      spodnie, zasłania twarz, ale i tak udaje mi się przez ułamek sekundy dostrzec
      jego zamglone oczy, pełne obłędu...


      axsa:
      Teraz zycia nie zaryzykuję w żadnej sprawie.
      I nieważne jak to zostanie nazwane:
      tchórzostwo, znieczulica czy inny gównoobchodzizm.
      Ja po prostu nie mam niczego cenniejszego.
      • warum Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 18:13
        No_No. Dziekuje. Czyjes zycie byc moze zostalo uratowane, czyjas godnosc. Moze
        ludzie, bez wzgledu na wlasne doswidczenia... pomysla,ze powinno nas wszystkich
        obchodzic co sie dzieje tuz obok i tam dalej. Pozdrawiam.
        PS. A za mna dzis caly dzien chodzi temat - co mnie to obchodzi...? no wlasnie?
        Tu juz kiedys bylo podobne haslo- po co martwic sie o glodujacych, jak trzeba
        martwic sie o swoje podworko. Hmm, a mimo wszystko kazdy kto ma odrobine
        wrazliwosci, nie pozbedzie sie dziwnego uczucia,ze jednak cos mogl zrobic, a
        nie zrobil - i w tym cala nadzieja dla przyszlosci,ze pojedynczy ludzie sie
        decyduja i robia. starsznie patetycznie mi to wyszlo ale ... wielki usmiech do
        forumowych panow - ode mnie ze wschodusmile
      • no_no Re: P.S. Do gwałtu na człowieku 30.07.04, 08:37
        Ilekroć przechodzę między tymi budynkami,
        przypominam tamto zdarzenie. Patrzę w okna,
        na ludzi wychodzących z klatek, dobrze
        zabezpieczonych drzwiami na zamki. Każdy
        z mieszkańców ma swój klucz...otwiera, zamyka...
        i w pośpiechu znika w swojej twierdzy.

        Czy możecie Państwo uwierzyć, że chociaż pod oknami
        od wielu minut rozgrywał się czyjś dramat, to byłem
        pierwszym, który powiadomił policję o próbie gwałtu?
        Ja do tej pory nie mogę w to uwierzyć....

        Nie umiem ukryć uczucia pogardy dla tych ludzi...
        Przecież nie trzeba być zaraz bohaterem.
        Wystarczy być tylko człowiekiem. Czy to tak wiele?

        No
        • bepeef podstawy 30.07.04, 18:43
          no_no napisał:

          > Nie umiem ukryć uczucia pogardy dla tych ludzi...
          > Przecież nie trzeba być zaraz bohaterem.
          > Wystarczy być tylko człowiekiem. Czy to tak wiele?

          Wydaje mi się (jestem o tym przekonana), że każdy człowiek ma prawo narzucać sam
          sobie dowolne zasady postępowania, może od nich robić odstępstwa/zmieniać je
          lub trzymać się tych samych przez całe życie...Nie ma przy tym żadnego obowiązku
          tłumaczyć się, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Nawet sobie nie musi tego
          uzasadniać: wystarczy jego przekonanie, że "tak jest słusznie".

          Kłopot zaczyna się, gdy ów człowiek próbuje skłonić/zmusić drugiego
          człowieka(grupę ludzi) do stosowania się do tychże zasad postępowania.
          Kiedy oczekuje od innych ludzi takiej a nie innej reakcji na określone
          sytuacje i od tych reakcji uzależnia swój podziw dla innych albo pogardę,
          od tych reakcji uzależnia prawo innych ludzi do życia wedle ich własnych zasad.

          W dzisiejszych czasach zewsząd bombardują nas różnorodne instrukcje "jak żyć"
          i sprzedawane są różnorodne "recepty na szczęście".
          Dlatego gdy młody człowiek przychodzi z pytaniem: "dlaczego mam postępować tak,
          a nie inaczej"? - nie zawsze wystarczy powiedzieć: "bo tak jest słusznie", a na
          dalsze pytanie: "a dlaczego słusznie jest właśnie tak"? zdenerwować się, albo
          obrazić. Podpieranie się obowiązującym akurat prawem niczego też nie załatwia:
          historia uczy, że prawo jest zmienne i zależy od większości. To, co jeszcze
          niedawno uchodziło za przestępstwo - jutro może stać się wręcz obowiązkiem.

          Warto dotrzeć do źródeł swojego postępowania, swoich zasad.
          Najtrudniejsze są oczywistości.
          • no_no Re: podstawy filozofii:-) 30.07.04, 21:34
            bepeef napisała:

            > Najtrudniejsze są oczywistości.

            Na początku jest zdziwienie, niedowierzanie,
            następnie pytania, które wynikają z jakiegoś
            jednorazowego przeżycia (w moim przypadku -
            gwałtu na człowieku). Następnym krokiem -
            szukanie odpowiedzi. Najczęściej jest tak,
            że ilu filozofów, tyle odpowiedzi.

            W tym konkretnym, opisanym przeze mnie przypadku,
            na pytanie, czy ludzie powinni pomóc napadniętemu
            człowiekowi, odpowiedź wydaje się oczywista.
            Jak się okazuje - nie dla wszystkich.


            Pozdrawiam wszystkich zadających pytania
            i szukających odpowiedzi - jednym słowem -
            filozofówsmile

            P.S. Mam nadzieję bepeef, że wybaczysz mi
            tak skrótowe odniesienie się do Twego postu,
            ale piękne lato i gorączka piątkowej nocysmile
            nie nastrajają mnie do szukania odpowiedzi
            na trudne pytaniasmile, ani tym bardziej
            do pisania 'rozprawek filozoficznych'.

            Pozdrawiam
            No
            • bepeef :-)) 31.07.04, 08:06
              no_no napisał:

              > W tym konkretnym, opisanym przeze mnie przypadku,
              > na pytanie, czy ludzie powinni pomóc napadniętemu
              > człowiekowi, odpowiedź wydaje się oczywista.
              > Jak się okazuje - nie dla wszystkich.

              Właśnie.
              Jedną z głównych przyczyn (szeroko pojętych)konfliktów między ludźmi jest
              zakładanie, że "moje oczywistości" są jednocześnie oczywistościami dla kogoś,
              kto żyje w pobliżu mnie/wygląda i ubiera się podobnie. To kiedyś było to
              założenie prawdziwe. Dzisiaj z racji tak bardzo rozwiniętej techniki w
              komunikacji pojęcie "krąg kulturowy" nie odnosi się już w prosty sposób
              do ludzi zamieszkujących dany kraj, dane miasto czy dzielnicę, ba - nawet nie
              można go odnosić do ludzi deklarujących się jako wyznawcy tej samej religii!

              "Poznaj jak najwięcej jego/jej oczywistości i pomyśl, czy jesteś w stanie żyć
              z kimś takim/ obok kogoś takiego" - tego powinniśmy uczyć swoje dzieci i dzieci
              naszych dzieci.

              Jak się to ma do wydarzenia opisanego przez Bodzia?
              Myślę, że "ma się" i to bardzo smile)))

              Miłego weekendu!
    • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 19:51
      Ratowałem, ratuje i oczekuje ratunku w razie potrzeby.Taka jest moja twarda
      zasada.
      Mimo wrodzonego " bandyckiego " usposobienia , duzej siły fizycznej i braku
      jakiejkolwiek bojazni - raz w zyciu byłem bezradny.
      Na cmentarzu, wiele lat temu nad swiezym grobem ok godz. 18.

      Staliśmy ja, zona i dwoje jeszcze małych dzieci. Koło nas akurat nikogo ale w
      okolicach duzo ludzi.
      Najpierw usłyszelismy glosny huk hurtem tłuczonych na grobach zniczy , wrzaski
      i przeklenstwa Poderwałem sie - zona przytrzymała bo dzieci, bo
      niebezpiecznie , bo to tylko znicze, trudno.
      Wtedy juz powinienem zabrac rodzine i zmykac z nimi na wszelki wypadek.

      Za moment wyłonili sie zza zakretu- banda ze 30 osob chlopakow i dziewczat i
      juz było za pózno.
      Stałem napiety do granic mozliwosci a oni sie zblizali, bylismy juz ich celem.
      Nie bede opisywał szczegołow.Ludzie musieli słyszec ale pomoc nie przyszedł
      nikt.
      Robiłem co mogłem ale ostateczny ratunek dzieciom i nam wszystkim dała zona.
      Nauczona przykrym chociaz ostatecznie dobrze zakonczonym doswiadczeniem z
      młodosci, moja zona za rada swojej matki zawsze nosi przy sobie ( do dzisiaj )
      woreczek z solą i pieprzem ( teraz nosi tez moja corka ).
      Pozwoliła podejsc do siebie blizej i sypneła po oczach raz, drugi, trzeci.
      W powstałym zamieszaniu zdołała uciec z dziecmi i zmusic ludzi do pomocy.

      Tymczasem ja juz byłem niemal na drugim swiecie, podobnie jak co najmniej dwoch
      bandytów.
      Pomoc przyszła pozno ale jednak moze dzieki temu zyje.

      Gdy przychodzi mi reagowac w czyjejs obronie zapominam o sobie.
      Liczy sie bandyta i ofiara. Do glowy by mi nie przyszlo przejsc obojetnie albo
      mysleć, ze narazam zycie.

      Zasada obrony napadnietego prosta - najpierw uciekac, nie liczyc, ze tłoczno i
      niebezpieczenstwo nie grozi.
      I nosic przy sobie sól z pieprzem .
      Kto wie... Moze te dwie dziewczyny , gdyby miały taki woreczek przy sobie
      zdołałyby sie obronic. Piecze i boli niemiłosiernie i bandyta nic nie widzi a
      ten moment mozna wykorzystac na ucieczke. Wszystkim polecam- starym i młodym.




    • wedrowiec2 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 20:38
      Ratuję, pomagam, bronię jak tylko potrafię. Na szczęście nigdy nie byłam w
      stanie poważnego zagrożenia, ale jestem gotowa do podjęcia walki. Obojętnie,
      czy w obronie swojej czy innych. Czasami wystarczy odpowiednia postawa ciała,
      zachowanie. Nie jestem jednak całkiem bezbronna. Zawsze mam przy sobie miotacz
      gazu pieprzowego i własne umiejętności. Kilka lat trenowałam jedną z
      dalekowschodnich sztuk walki. A trenowałam ją po to, by mieć w zapasie oprócz
      własnej odwagi jeszcze konkretne umiejętnoścismile
      W pracy, gdy inni odmawiają wykonania pewnych czynności (w obawie o własne
      zdrowie, czy zwykłego obrzydzenia), ja podejmuję się tego. Szczegółów, ze
      względu na ich drastyczność podawać nie będęsad
      Kiedyś byłam w nieprzyjemnej sytuacji, ale ja i dwie moje znajome wyszłyśmy z
      tego obronną ręką. Szybko zlokalizowałam przywódcę napastników (kilkunastu
      pijanych mężczyzn, wieczór, samotny przystanek tramwajowy na pustej ulicy) i
      rozpoczęłam z nim rozmowę. Wystarczyło. O nocnych spotkaniach z psychicznie
      chorymi albo narkomanami na głodzie na szpitalnych alejkach i korytarzach nawet
      nie ma co mówić.
      Ot, taki dziwny mam charakter.
      • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 20:47
        Z miotaczem gazu pieprzowego w torebce moja corke zatrzymali na lotnisku w
        Londynie.
        Spisali, sponiewierali, potraktowali jak terrorystke.
        Na nic zdaly sie jakiekolwiek tłumaczenia.
        Nastepny samolot odleciał a ona jest w WB notowana jak przestępca, z
        odciskami palców i kryminalnym zdjeciem.
        • wedrowiec2 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:12
          Dziękuję za ostrzeżenie. Nie będę zabierać go w lotnicze podróże zagraniczne.
        • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:16
          No proszę, ile dzielnych czterdziestek w jednym miejscu się zebrało smile
          Ale czy tylko odwaga jest potrzebna? Wydaje mi się, że trzeba umieć też
          wyzwolić w sobie agresję. Taką pożyteczną jaka potrzebna jest też w sporcie i
          wielu jeszcze innych sytuacjach.
          Tylko jak to będzie w przyszłości kiedy religia, wychowanie itp. pozbawią ludzi
          uczucia agresji, jak to napisał no_no.
          • warum Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:31
            Agresja to wlasnie szkodliwa reakcja, istotne jest zeby umiec ja nie tylko w
            danej chwili stlumic ale w sposob kontrolowany rozladowac. Bo zle emocje budza
            sie w ludziach z roznych powodow. Wazne,zeby przy rozladowywaniu sie przede
            wszystkim nie przekraczac granicy nietykalnosci drugiego czlowieka / fizycznej
            i psychicznej/ .
          • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:32
            Wyzwolic agresje w krytycznych sytuacjach to najgorsze co mozna zrobic.
            Agresja pobudza agresje.
            Mediacje, umiejetnosc sztuk walki itp daja NAM jedynie poczucie pewności siebie.
            Dla prawdziwego bandyty to płachta na byka. Jesli bedzie chciał zaatakowac -
            zrobi to niezaleznie od wszystkiego.
            Wedrowiec, swoja nietykalnosc zawdzięczasz nie mediacjom i rozpracowaniu
            przeciwnika. Nie chcialo im sie.
            Drogie Panie- najpierw uciekac.
            • warum Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:40
              Aleznumersmile TY wykazels sie duza "odpornoscia" jak tu wszedles, mam nadzieje,ze
              juz wiesz , ze nawet zmasowany atak /jak twoja samoobrona i szczypanie
              przypadkowych osob przy wejsciu na forum / nie konczy sie zle.Pozdrawiam i
              zycze Ci skory grubszej od mojejsmileno i pisz.
            • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 21:54
              Ja po prostu nie uważam żeby agresja sama w sobie była zła. Oczywiście, że nie
              kontrolowana bywa zła. Ale taka jest rola tego mechanizmu. Matka natura raczej
              wie co robi. Jeśli to mamy to znaczy że jest potrzebne. Pytanie tylko czy
              zawsze będzie potrzebna. Co ja zastąpi. A numerek chyba nie docenia kobiet.
              • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 22:46
                Numerek docenia kobiety. Ale bandyta to nie zabawa, wierz mi.
                Znajomość sztuk walki moze osłabic czujność, to samo z umiejetnoscia
                prowadzenia mediacji.
                Zdrowa agresja prosze bardzo do sportu.
                Przy bandycie maksymalne skupienie i własciwa praca mózgu - najpierw UCIECZKA,
                do znudzenia bede powtarzał.
                Ciebie tez to dotyczy jesli nie jestes wprawiony w bojach. Wprawiony tez jak
                pisalem moze nie dac rady gdy intuicji nie poslucha.

                <Pytanie tylko czy
                > zawsze będzie potrzebna. Co ja zastąpi( moj dopis chodzi o agresje).<
                Chyba sie zakolowales. Ni w groch ni w kapuste.
                Agresja to agresja byla jest i bedzie. Nie mysl sobie, ze wymyslisz substytut.
                • bodzio49 Re: Jak to kiedyś będzie? 30.07.04, 20:43
                  aleznumer napisał:

                  "Numerek docenia kobiety. Ale bandyta to nie zabawa, wierz mi"
                  I dlatego he, he posypywanie go solą z pieprzem rozśmieszyło mnie nieźle.

                  "Przy bandycie maksymalne skupienie i własciwa praca mózgu - najpierw UCIECZKA"
                  Ucieczka prowokuje pogoń a kobiety biegają zwykle wolniej. Więc nie radzę.
                  A jeśli już uciekać to najpierw użyć gazu lub dobrze kopnąć w to miejsce gdzie
                  nogi tracą swą szlachetną nazwę. Najlepiej kolanem. To praktyka jeśli juz
                  zaczeliśmy.
                  "Chyba sie zakolowales. Ni w groch ni w kapuste.
                  Agresja to agresja byla jest i bedzie. Nie mysl sobie, ze wymyslisz substytut"

                  Jakbyś uważnie przeczytał wcześniejsze wpisy to zauważyłbyć że choćby no_no
                  napisał że ludzkość pozbędzie się kiedyś agresji albo zginie.
                  Według mnie jest więcej wyjść i któreś ludzkość będzie musiała wybrać.
                  W przeciwnym razie będzie coraz gorzej.
                  • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 30.07.04, 22:29
                    bodzio49 napisał:
                    >I dlatego he, he posypywanie go solą z pieprzem rozśmieszyło mnie nieźle.<
                    Pojemnik moze sie zaciac. Gazu bandyta spodziewa sie co raz czesciej.

                    > Ucieczka prowokuje pogoń a kobiety biegają zwykle wolniej. Więc nie radzę.
                    > A jeśli już uciekać to najpierw użyć gazu lub dobrze kopnąć w to miejsce
                    gdzie
                    > nogi tracą swą szlachetną nazwę. Najlepiej kolanem. To praktyka jeśli juz
                    > zaczeliśmy.

                    Najpierw gazem?
                    Zanim go wyciagnie przy zalozeniu, ze siebie nie uszkodzi bo wiatr bedzie
                    sprzyjał- uciec nie zdazy. Kobiety z reguły gaz nosza w torebce.
                    Ona kolanem a on za kolano i ona lezy, bez wielkiego wysilku z jego strony.
                    Poza tym musi do niego sie zblizyc, chyba ze juz ja trzyma to wtedy twoje rady
                    mozna zastosowac.
                    Jesli dzieli ich jakakolwiek odleglosc- uciekac i wrzeszczeć.Czasami ucieczka
                    prowokuje pogoń a czasami rezygnacje z tejze ale zawsze daje szanse.Ze strachu
                    ucieka sie dwa razy szybciej niz zwykle..


                    Widzisz, stykam sie z tym na co dzien. Wiem z praktyki.
                    Nie rob kobietom wody z mozgu.
                    Widac, ze w gadce tylko jestes dobry, to sie poznaje od razu he,he - posmieje
                    sie twoim twoim grzecznym zwyczajem.
                    Zawsze najpierw proba ucieczki.


                    no_no
                    > napisał że ludzkość pozbędzie się kiedyś agresji albo zginie.
                    > Według mnie jest więcej wyjść i któreś ludzkość będzie musiała wybrać.
                    > W przeciwnym razie będzie coraz gorzej.

                    Jakich wyjsc?




    • axsa Do no_no i nie tylko 29.07.04, 21:54
      Jeśli już wstawiasz moją wypowiedź
      do swojego postu, to poproszę w całości,
      bo inny ma ona sens, niż ten kawałek,
      którego uzyłeś.


      >>Kiedyś wydawało mi się,
      że tak,
      ale nigdy nie miałam /na szczęście/
      okazji tego sprawdzić.

      Teraz zycia nie zaryzykuję w żadnej sprawie.
      I nieważne jak to zostanie nazwane:
      tchórzostwo, znieczulica czy inny gównoobchodzizm.
      Ja po prostu nie mam niczego cenniejszego.<<

      Wynika z niego,
      że nie zaryzykuję życia,
      a nie że nie kiwnę palcem
      w takiej sytuacji.

      Zresztą ja bym mogła,
      tylko użyć telefonu i krzyczeć.



      • skynews Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 22:21

        Brawo Wedrowiec!
        Podziwiam takie kobiety.

        Ja dalem w mordę osobnikowi,ktory publicznie znecal sie nad swoja ciezarna żoną,
        po tym jak próba negocjacji wywolala u niego jeszcze wieksza agresje - "koleś
        spadaj i nie wpieprzaj sie w nie swoje sprawy" - uslyszalem.

        Z mojej strony nie byl to zaden przejaw agresji tylko swiadomie zaplanowana i
        dokladnie przemyslana czynnosc.

        >" Wyzwolic agresje w krytycznych sytuacjach to najgorsze co mozna zrobic.
        Agresja pobudza agresje."<
        Sa typy,ktore rozumieja tylko piesc na oku i nic poza tym.
        Nikt nie bedzie poniewieral slabszych w mojej obecnosci.
        • aleznumer Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 22:53
          skynews napisał
          > >" Wyzwolic agresje w krytycznych sytuacjach to najgorsze co mozna zrobic.
          > Agresja pobudza agresje."< - moja wypowiedz
          > Sa typy,ktore rozumieja tylko piesc na oku i nic poza tym.
          > Nikt nie bedzie poniewieral slabszych w mojej obecnosci.

          Moja rada dotyczy osoby zazaatakowanej nie obroncy takiej osoby. Ona widocznie
          nie zdazyla uciec i inaczej sie obronic - teraz udzielasz jej pomocy i tu kazdy
          sposob jest dobry.
      • aleznumer Re: Do no_no i nie tylko 30.07.04, 00:09
        Nie zaryzykujesz to nie zaryzykujesz, kto cie zmusza ?
        Napisalas to prosto i jasno w CALYM poście .
        Zamiast mieć pretensje za niewlasciwy odbior, pomyśl zanim napiszesz aby
        napisac. Nie napisalas, ze bedziesz krzyczec - mamy sie domyslac ?
        Kto w ogóle chce ryzykowac zycie,? O tym sie z reguły nie mysli jak sie chce
        pomóc , wtedy gdy zaczyna sie myslec z pomocy nici.

    • bepeef :-) 29.07.04, 22:30
      JAK PIĘKNIE BY MOGŁO BYĆ
      (muz. Jarosław Kukulski sł. Jonasz Kofta)

      Jak pięknie by mogło być
      Na ziemi wiecznie zielonej,
      Wystarczy wiedzieć, gdzie wstaje świt,
      I pójść w tę stronę.

      Wśród szczęku broni, zgiełku spraw
      Krzyczą Kasandry wszystko wiedzące,
      Tu mądrość świata na nic się zda,
      Tu trzeba umieć spojrzeć w słońce.

      Jak pięknie by mogło być,
      Bo przecież jesteśmy ludźmi,
      Jest sen zbyt straszny, aby go śnić.
      Obudźmy się, obudźmy!

      Wśród krwi, pożogi toczy się gra,
      Codziennie jest Sąd Ostateczny,
      Tu mądrość świata na nic się zda,
      Musimy znów stać się dziećmi.

      Jak pięknie by mogło być,
      Ziemia jest wielką Jabłonią.
      Starczy owoców wystarczy cienia
      Dla tych, co pod nią się schronią.

      Jak pięknie by mogło być,
      Przecież tak dobre jest życie.
      Czy nas słyszycie, czy nas słyszycie.
      Czy nas słyszycie?!
    • terem Re: Jak to kiedyś będzie? 29.07.04, 22:52
      Ja, na szczęście nie miałam takich sytuacji. Ale było, że pewnego letniego
      popołudnia, od niechcenia , obserwując jak przebiegają prace przy renowacji
      ogrodzenia tutejszej plebanii, stwierdziłam, iż dziwnie podnieceni "malarze"
      próbują pomalować olejną farbą pieska, przybłędę... Takiego kundelka, co się
      błąka, w nadziei, że znajdzie swoje miejsce... Malarze byli , no powiedzmy, że
      nie pijani, ale pod wpływem czegoś... Na szczęście, był mój mąż, zawołał: "taki
      jesteś mądry, to może mnie pomalujesz?". Mój mąż nie jest najmniejszej
      postury, więc zyskał posłuch .Ale poza nim nikt się nie odezwał, nie żyjemy na
      bezludziu, przeciwnie, nikt sie nie odezwał, nikomu z sąsiadów nie
      przeszkadzało dręczenie psa. "Malarze" zostawili pieska w spokoju, a ja sobie
      myślę,czy ktokolwiek mnie obroni, gdy jakiś młodziak zechce wyrwać mi torebkę,
      dać w głowę, bo taka go najdzie fantazja. O reszcie wolę nie myśleć. Chyba
      tylko gaz pieprzowy i silne nogi..
      • maryna04 Re: Jak to kiedyś będzie? 30.07.04, 13:16
        dwa lata temu, nie w Polsce szlam z moja corka i wnukami w upalne, senne
        popoludnie pusciutka ulica wsrod wolnostojacych domow. Z bocznej ulicy
        wyjechalo auto i zatrzymalo sie na stopie, dosiadali do niego jacys mlodzi,
        podekscytowani mezczyzni. W srodku na przednim siedzeniu lezala - zwisala blond
        wlosa nastolatka. Dalszy scenariusz byl oczywisty. Zaczelam mowic do corki
        (oczywiscie oni nie rozumieli), trzeba cos z tym zrobic, zatrzymajmy ich,
        zaczne krzyczec policja itp "glupstwa". Na to moja corka, nawet nie probuj,
        chcesz, zeby wystrzelali mi dzieci? Zreszta straszne spojrzenia z auta
        sparalizowaly mnie. Odjechali. Nieraz mysle sobie o tej dziewczynie, ale nigdy
        o tym, ze moglam cos zrobic. Zreszta nie "wymagam" tez od innych, azeby wiele
        dla mnie ryzykowali. Troche odwagi cywilnej i troche wiecej od tej odwagi
        przyzwoitosci ogromnie poprawiloby morale spoleczenstwa. Moj ulubiony od
        kilku lat zwrot : zapomniane slowo - przyzwoitosc
Inne wątki na temat:
Pełna wersja