Niezalezne zony

14.08.04, 17:57
Dzieki Ewelino za natchnienie wink ale zawsze chcialem o tym porozmawiac i
dowiedziec sie co inni mysla. Otorz mam zone niesamowicie niezalezna. Ma
wlasna, wspaniale rozwijajaca sie kariere zawodowa, robi to co uwielbia i to
za godziwe pieniadze. Nie ma u nas czegos takiego jak "moje-twoje" ale widze,
ze poczucie niezaleznosci finansowej i swiadomosc "samowystarczalnosci w
razie czegos" jedynie dodaje jej pewnosci siebie i poczucia wlasnej wartosci.
Jestesmy partnerami i jest nam tak cudownie, aczkolwiek czasami (zwlaszcza
jak mam zly dzien wink) teskno mi za jakas "blondynka", przy ktorej moglbym
poczuc sie jak prawdzwy "macho". Dla odmiany mam znajomego, ktorego zona jest
spokojna dziewczyna i wlasnie taka typowa gospodynia domowa - az mnie czasami
zazdrosc bierze. On zas wzdycha gleboko - to ty masz fajnie, mowi - wiesz jak
jest meczace na dluzsza mete to poczucie odpowiedzialnosci za wszystkich i
wszystko? Chcialbym czasami sie zluzowac.

I badz tu madry...
    • onkwe Re: Niezalezne zony 14.08.04, 20:29

      > I badz tu madry...

      Ano wlasnie. Madra, samowystarczalna i niezalezna zona powinna doskonale
      wiedziec i wyczuc, kiedy przeobrazac sie w blondynke. Taka "chwileczka
      zapomnienia" dobrze zrobi malzenstwu.
      Na gospodynie domowe, ale tylko te , ktore rzeczywiscie sa zadowolone ze swojej
      sytuacji i zaleznosci, nie ma lekarstwa wink)... ( niech kolega pogada szczerze z
      polowica i dowie sie, czy ona naprawde rozkoszuje sie swoim statusem spokojnej,
      cichej kury domowej i czy czegos jej nie brakuje w zyciu? Uprzedzam, moze byc
      bardzo zaskoczony odpowiedzia)
    • ewelina10 Re: Niezalezne zony 14.08.04, 20:58
      Kobieta zależna jakoś gorzej mi się kojarzy od niezależnej.
      Bardziej przejrzysta jest dla mnie sytuacja, kiedy oboje partnerzy są od siebie
      materialnie niezależni.
      Nie wierzę ludziom uzależnionym od innych, w ich szczerość. Mam wtedy wrażenie,
      że ich intencje podyktowane są strachem przed ewentualną utratą tego, co
      posiadają. W związku małżeńskim może to dzisiaj dotyczyć obojga płci.
      W przypadku pojawienia się rysy na pożyciu, niezależność nie ogranicza
      żadnej ! ze stron.... strony utrzymującej, że ma "kamień" uwiązany u szyi, i
      strony utrzymywanej trzymającej się ze strachu kurczowo (ach ten kurczak J tego
      związku.
      Najczęściej stroną poszkodowaną w takim związku jest kobieta, która nie
      zawsze może władać swoim losem.

      PS'O słodkich blondynkach nie marzę, a jeśli ... to o Brunecie wieczorową porą,
      blondyn też może być, oby miał tylko głowę na tzw. karku.
      "Bezkarkowych" nie lubię.
    • jutka1 Re: Niezalezne zony 14.08.04, 21:59
      Rzeczywiscie, trudno wam panowie dogodzic...
      Ja jestem niezalezna do bolu, choc mowia, ze bardzo ciepla itepe. Wiekszosc mezczyzn, ktorych
      znam, nie czuje sie dobrze jako partnerzy takich kobiet. Czemu? poczucie zagrozenia?
      kompleksy? niepewnosc?
      Ale potem, jak sie zwiaza z zalezna/nieudolna/slodka/niemajacawieledopowiedzenia
      • mammaja Re: Niezalezne zony 14.08.04, 22:19
        Nietety znam malzenstwa,w ktorych panowie utrzymujacy rodzine uwazaja, ze daje
        im to pozycje uprzywilejowana.Nie dosc, ze kobieta zajmuje sie dziecmi, domem,
        gotuje ,wykonuje 1000 prac - oni sa wazniejsi, bo zarabiaja pieniadze.Taka jest
        niestety prawda i moze stopniowo zmienia sie to podejscie panow, jedynie
        niezaleznosc, wlasna praca i chociaz poczucie zarabiania na siebie daja
        kobiecie inny status.Nie wyobrazam sobie, ze musialabym prosic o pieniadze na
        moje wydatki.Z drugiej strony dzieci odchowac trzeba i to powinien byc okres
        zdecydowanie ochronny dla kobiety, na ktora spada wtedy wiecej obowiazkow.
        Jako blondynka protestuje przeciw stereotypom smile)).W dobrym malzenstwie
        wszystko da sie pogodzic.A w sekrecie doadam, ze panowie jednak szanuja te zony
        z sukcesami w pracy,a podobno i tak nie mozna miec wszystkiego - tak jak z tym
        ciastkiem!
        • jutka1 Re: Niezalezne zony -- mammaja :-) 14.08.04, 22:30
          Ano.
          Amen.

          PS. Nie mam nic przeciwko blondynkom smile))))))))
      • ada296 Re: Niezalezne zony 14.08.04, 22:39
        jutka1 napisała:

        > Madra kobieta i tak wie, kiedy sie zachowywac - nawet wbrew naturze - jak
        przys
        > lowiowa
        > blondynka, jesli chce sprawic przyjemnosc macho w swym panu. Ja mam problem
        ze
        > nie znosze
        > udawac, probowalam, ale niestety nie wyszlo....


        ja czasami lubię poudawać smile
        ale udawanie "blądynki" mi nie wychodzi sad
        czasami szkoda sad
        • wedrowiec2 Re: Niezalezne zony 14.08.04, 22:45
          ada296 napisała:

          > ja czasami lubię poudawać smile
          > ale udawanie "blądynki" mi nie wychodzi sad
          > czasami szkoda sad
          >

          Oj tak Ado, zgadzam się z Tobą w 100%. Ale tylko czasami szkoda, bo co mi po
          męzczyźnie, który na łatwe sztuczki daje się nabracsmile
          • ada296 Re: Niezalezne zony 14.08.04, 23:08
            no dobrze
            napiszę o sobie
            same skrajności
            najpierw zależna od męża
            grzeczna i spolegliwa
            szukająca świetnych przepisów by każdy obiad dla Pana Męża był inny ale zawsze
            dobry
            uzależniona fonansowo aż do bólu
            Pan Mąż był wtedy chyba jeszcze dobrym mężem
            nie rozpieszczał ale było nam dobrze
            mnie może męczyła ta zależność ale to był początek dorosłości i myślałam, ze
            tak musi być
            tym bardziej, że w moim domu rodzinnym tata rządził pieniędzmi
            potem nagle zakręt
            świetna praca
            niezależność finansowa
            trochę dziwna bo cały ciężar utrzymania domu i dzieci i Pana Męża spadł na mnie
            ale zacząłam wyjeżdżać na szkolenia, odmłodziłam samochód, zaczęłam chodzić do
            fryzjera...
            korzystałam z tej nowej sytuacji
            Panu Mężowi przestało się to podobać
            zwłaszcza gdy zabroniłam księgowemu udzielania Mężowi informacji o moich
            dochodach
            Mąż nie chciał mnie takiej
            znalazł lepszą ode mnie
            uzależnioną całkowicie i bez perspektyw na zmianę tego stanu


            miałam pecha ?
            do ślubnego pewnie tak
            ale pewnie i szczęście miałam
            smile)
            • jutka1 Re: Niezalezne zony - ado..... 14.08.04, 23:26
              Ech, kurde, coraz bardziej cie lubie wink)))))
              Kiedys spisze opowiesci o eksie... gesia skorka nawet teraz...

              Jutka smile)))))))
              • marialudwika Re: Niezalezne zony - ado..... 14.08.04, 23:36
                Nigdy,na szczescie nie musze TZ prosic o pieniadze poniewaz wszystko,co mamy
                jest wspolne.Mam swoje karty platnicze i ich uzywam.Amen.
                ml
                • em_em Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 06:13
                  chyba nie tylko o te pieniądze na wydatki chodzi..........
                  bardziej chyba o poczucie że robi się coś sensownego - oczywiście dla każdej
                  może być to coś innego
                  • marialudwika Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 08:52
                    Oczywiscie,ze nie tylko,masz racje,ale poniewac kilkakrotnie tu czytalam
                    o "pieniadzach" na ...bylo to pierwsze,co mi przyszlo na mysl.
                    ml
                • maryna04 Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 06:13
                  Poniewaz nie mieszkam w Polsce, pobyty w kraju krotkie, moje wyobrazenie o
                  Polsce ksztaltuje polska prasa. Hm, za duzo powiedziane, liczba tytulow stale
                  maleje. Najpierw porzucilam kolorowe miesieczniki, za caloksztalt, ale przede
                  wszystkim z powodu hipokryzji celebretis udzielajacych wywiadow. Ja tam
                  feministka nie jestem - kazda to zaznaczala, uwielbiam cerowac mezowi skarpetki
                  (przysiegam!, potem rzucilam Wprost,m.in. za "odchylenia prawicowe" na temat
                  kobiet, sprobowalam Newsweeka - zapewne wykrylo pare afer, ale tez tak
                  koniunkturalne pismo w sprawach kobiet. Zostala mi stara, bardziej lub mniej
                  lubiana Polityka, ktora wije sie podobnie jak za czasow komunizmu. Nawet i
                  tutaj artykuly spoleczno - obyczajowe (zwlaszcza B. Pietkiewicz) sa jak nie ze
                  wspolczesnego swiata. No, po takim wstepie docieram do sedna: na podstawie
                  prasy wydawalo mi sie, ze polskie kobiety juz zupelnie sie cofnely, - a tu
                  pasujace do mojego ducha wypowiedzi. Temata rzeka - niezaleznosc kobiety jest
                  konieczna, dlatego nie rozumiem Polek, ze tak latwo sie godza na nizsze
                  zarobki, walcza o nizsze dla siebie emerytury, a te bedace przy mezu nie
                  martwia sie, ze ktoregos dnia z roznych wzgledow moga zostac same i z czego
                  bedzie sie zylo?
                  • em_em Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 08:41
                    najtrudniej walczy się z mentalnością, przyzwyczajeniami i źle pojętą tradycją

                    właśnie przysiadłam na moment w trakcie sprzątania (wczoraj byłam już tak
                    padnięta że nie zdążyłam) i przypomniało mi się, że kiedyś gdy podczas lepszej
                    kondycji finansowej miałam krasnoludkę - to komentarz 80% otoczenia był taki,
                    że mi się w głowie przewróciło
                    • jutka1 Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 08:49
                      mentalnosc, przyzwyczajenia, po obu stronach, zarowno wsrod mezczyzn, jak i kobiet.
                      Wychowywanie dziewczynek na "kobietki"... ciagniecie ich w dol "co ty na politechnice bedziesz
                      robic" itepe..
                      Na szczescie to sie zmienia, tylko powoli, za powoli jak na moj skromny gust...
                  • warum Re: Niezalezne zony - ado..... 15.08.04, 09:14
                    Maryno nie bierz mi za zle ciecie twoich wypowiedzi, ale zawsze cos waznego
                    poruszysz,ze powinno byc oddzielnym tematemsmile
                    Cyt.
                    < dlatego nie rozumiem Polek, ze tak latwo sie godza na nizsze
                    > zarobki, walcza o nizsze dla siebie emerytury, a te bedace przy mezu nie
                    > martwia sie, ze ktoregos dnia z roznych wzgledow moga zostac same i z czego
                    > bedzie sie zylo?
                    Bo w Polsce prawo i przepisy wciaz ustanawiaja faceci.
                    I obowiazuje nadal tradycyjny model rodziny.
                    Choc to wszystko sie zmienia. Rownowuprawnienie wchodzi do domow-w naturalny
                    sposob-bo kobiety robia tzw.kariery zawodowe, i coraz wiecej czasu spedzaja w
                    pracy, zarabiaja dzieki temu czasami wiecej wiecc historyczny,typowy macho robi
                    teraz za misiaczkasmilei czerpie z tego co mu samo wpadlo w rece lub wpada w
                    kompleksy i sie na dodatek zlosci. A i same kobiety sie ciesza,ze maja w domu
                    jakiegos facetasmile)I przez to nie sa jakies "felerne" dla otoczenia.
                    Panie w polityce, z tzw" paprotki" przyozdabiajacej prezydialny stol,staly sie
                    pojedynczymi "rodzynkami", ktore potwierdzaja regule,ze SA i MAJA PRAWO
                    GLOSUsmile))Pozostale panie/ wikszosc/ sa w rozdarciu - bo konflikt natury
                    moralnej- poswiecic sie dla dziecka / i byc "uzalezniona"sad/ czy zarabiac
                    wiecej /i byc " wykorzystywana"/ wciaz dotyczy tylko kobiet, chociazby z racji
                    fizycznych predyspozycji do macierzynstwa. Poki ogolnie sytuacja gospodarcza
                    bedzie taka,ze bezrobocie z kazdej strony i w pierwszej kolejnosci dotyka
                    kobiet, a z samego zasilku nie da sie przezyc- bedzie tak jak jest, bo panstwa
                    nie stac na "dotowanie" samodzielnosci kobiety. Nie wszystkie panie sa lub maja
                    predyspozycje do bycia "niezaleznymi bizneswomen", nie wszystkie szczesliwie
                    trafily na madrych partnerow - i niestety, w tym kraju musza liczyc tylko na
                    siebie i swoja zyciowa zaradnosc, szczegolnie gdy maja dzieci. A zyciowa
                    zaradnosc to nie zawsze wielkie pieniadze, lecz czasami "kazda praca" i
                    wiazanie konca z koncem za marne grosze, zeby dzieci mialy ksiazki do szkoly i
                    buty. Kobiety pozwolily sie zepchnac na margines wlasnie przez macierzynstwo
                    i ... model wychowania.Jak zwykle chaotycznie napisalam, ale.... "niezaleznosc"
                    to slabosc calego naszego systemu szkolnego i od tego nalezaloby zaczac
                    zmiany.Pozdrawiam wszystkie " niezalezne" i "zalezne" lecz szczesliwe panie.
                    Pozostale ...musza liczyc na siebie.
                    • verbena1 Re: Niezalezne zony 15.08.04, 15:29
                      Przeczytalam uwaznie wszystkie wypowiedzi i poza Mammaja nikt nic nie napisal o
                      miejscu dzieci w rodzinie ,gdzie niezalezna mama i niezalezny tatus robia
                      kariery,przescigajac sie w zarabianiu pieniazkow.
                      Moze dobrze byloby spytac dzieci czy wola miec mame w domu czy tylko na zdjeciu.
                      Czy nie tracimy wiezi z dzieckiem, wiemy co nasze dzieci mysla i robia caly
                      dzien.
                      Ciekawa jestem ,czy kobiety, biegajace miedzy domem a praca,czesto potwornie
                      zmeczone sa naprawde przekonane ,ze robia cos sensownego i dajace go
                      satysfakcje.
                      Niezalezna zona, to teraz modne, wstyd sie przyznac ,ze jest sie kura domowa.

                      Kiedys mezczyzna czul sie wazny pracujac i przynoszac pieniazki do domu. Teraz
                      odbieramy im to i wpedzamy w kompleksy, przybywa nam sfrustrowanych, niepewnych
                      panow.
                      W glebi duszy marzymy przeciez o silnym ,dajacym poczucie bezpieczenstwa macho.
                      Gdzie ich znalezc?
                      Nie robimy sobie przypadkiem krzywdy.
                      Bylam juz w swoim zyciu zona zalezna, niezalezna , wolna jak ptak itd.
                      Byly momenty ,ze odurzona niezaleznoscia zapominalam o corce ,teraz jest mi
                      przykro i troche wstyd. Mamy swietny kontakt ale wyrzucam sobie ,ze moglam
                      poswiecic jej troche wiecej czasu zamiast gonic za pieniedzmi i tzw.kariera.
                      • jutka1 Re: Niezalezne zony -verbeno... 15.08.04, 15:41
                        Nie widze nic wstydliwego w byciu "kura domowa', czy raczej - z powodu troche pejoratywnego
                        brzmienia - zostania jakis czas w domu z dzieckiem (-cmi). Wydaje mi sie, ze rozmowa
                        dotyczyla niezaleznosci nie tylko finansowej? a moze zle zrozumialam. Bycie w domu z dziecmi
                        jest praca jak by nie bylo, i to ciezka, mimo braku wymiernych materialnych korzysci w postaci
                        comiesiecznej pensji - i wcale nie musi oznaczac utraty niezaleznosci intelektualnej etc.

                        Tak dlugo, jak to poswiecenie dla dziecka jest doceniane przez partnera... Niestety, czesto nie
                        jest.

                        Nie jestem tez pewna, ze moglabym postawic znak rownosci miedzy typem macho a poczuciem
                        bezpieczenstwa...
                        • verbena1 Re: Niezalezne zony -jutko 15.08.04, 16:08
                          Mysle ,ze poczucie bezpieczestwa to marzenie kazdej z nas.
                          Gdzie je znalezc? Z partnerem? - jakos ominelo mnie to szczescie, jako
                          niezalezna ,samodzielna? - nie ma sie do kogo przytulic.
                          Tak sobie marze - gdybym miala duzo pieniazkow , wtedy tak, bylabym moze
                          bezpieczna i niezalezna jednoczesnie.
                          Moglabym kupic sobie macho lub cieplego wrazliwego do pokazywania przyjaciolkom.
                          • jutka1 Re: Niezalezne zony - verbeno... ;-)))) 15.08.04, 16:39
                            verbena1 napisała:

                            > Tak sobie marze - gdybym miala duzo pieniazkow , wtedy tak, bylabym moze
                            > bezpieczna i niezalezna jednoczesnie.
                            > Moglabym kupic sobie macho lub cieplego wrazliwego do pokazywania przyjaciolkom.
                            ********
                            Dobry pomysl!!! smile)))
                            Gdzie sprzedaja cieplych wrazliwych, rzuc adres?? wink

                            Ide grac w Totka... wink
    • foxal Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 17:03
      Jak na koniec lata to bardzo interesujacy temat, bo wspolczesny, jako, ze coraz
      wiecej swiatowych ekonomii opiera sie na coraz tanszej sile roboczej i wymaga
      coraz wiecej ludzi do wykonania swoich zadan. Ludzie z kolei, zeby sie utrzymac
      w tym swiecie "konsummpcji" potrzebuja coraz wiecej srodkow do/dla zaspokojenia
      swoich "widzi mi sie, jesli nie potrzeb" i w ten oto prosty sposob, kazdy kto
      moze, chce pracowac, aby byc placonycm za swoja prace. Stad kazda kobieta
      zatrudnia sie aby byc niezalezna od rodzicow, meza czy przyjaciela/ciolki. I to
      sa smutne fakty wsolczesnosci.

      Kiedy kobieta jest "niezalezna"?

      Czy wtedy kiedy pracuje poza domem, jako dodatkowe zajecie poza utrzymaniem
      domu, wychowaniem dzieci? Czy rowniez wtedy, kiedy jest w domu i wychowuje
      dzieci?

      Mnie sie wydaje, ze swiat w ktorym zyjemy, zostal stworzony na przestrzeni
      wiekow przez mezczyzn, w czym "religia" jako potrzeba ducha, im w tym bardzo
      pomogla i dlatego ta "niezaleznosc" kobiety jest zle zdefiniowana z moralna
      krzywda dla samej kobiety. Kobiety natomiast, wlasciwie nie zrobily nic, aby
      zmienic te definicje a przeszly od razu do "politycznego feminizmu", ktory tej
      definicji wcale nie podwazyl.

      Dlaczego pisze o definicji, bo kazda kobieta wychowujaca dzieci jest bardziej
      niezalezna, niz mezowie chca im dac kredyt za ich niezaleznosc. Kazda matka
      wychowujaca dzieci, pracujac/harujac w domu, podejmuje przeciez dziesiatki
      jesli nie setki decyzji kazdego dnia, nie pytajac meza o zdanie/pozwolenie, bo
      inaczej cale gospodarstwo by sie zalamalo z braku tychze decyzji.

      Mezczyzni, nie wiem czy nie chca, czy naprawde nie widza, ze samodzielnosc
      kobiety/zony jest niezbedna jest do dobrego i poprawnego funcjonowania rodziny,
      spoleczenstwa, ale mezczyzni nie spiesza sie z przyznaniem kobietom tej racji,
      bo ich swiat (mezczyzn) by sie zawalil; nie wylaczajac religii. Poza tym wladza
      jest narkotykiem, ktory upaja i jak wiemy z obserwacji kazdy narkoman, gotow
      jest zabic, aby zaspokoic swoja potrzebe.

      Jesli macie jakies watpliwosci co takiego spojrzenia na sprawe, to popatrzcie
      wszystkie instytucje nas otaczajace, od najprostrzych kapitalistycznych
      przesiebiorstw do najswietszych instytucji koscielnych; prawie wszedzie brak
      jest kobiet przy wladzy, lub w miejscach gdzie podejmuje sie wazne dla nas
      wszystkich decyzje. Dziwicie sie wiec, ze zarobki kobiet sa nizsze, ze jest
      malo madrych kobiet na stanowiskach, gdzie podejmuje sie decyzje, za ktorymi
      kryja sie pieniadze.

      Czy kobiety sa sobie winne za taki stan rzeczy?

      Czy mozna to zmienic - mysle ze tak, choc zajmie to nastepne dwa tysiace lat,
      jesli kobiety beda do tego dazyc w racjonalny sposob, na co F40+ nie moze sobie
      chyba na to pozwolic.
      • verbena1 Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 17:57
        Foxal, swietnie napisane.
        Cos podobnego chodzilo mi po glowie ale nie potrafilam tak dobrze tego ujac.
        • mammaja Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 21:06
          Foksal poruszyl tu sprawe religii - a ja bym sie zapytala - jakiej? Bo
          ostatnio w nocy obejrzalam wstrzasajacy film o obrzezaniu dziewczat w Senegalu -
          i wlasnie kobiety kobietom to robia, bo taka jest ich religia.Dziennikarka
          pyta - gdzie to jest zapisane w Koranie - one na to, ze nie wiedza, ale taka
          jest ich kultura i tradycja. Swiat muzulmanski ciagle stawia kobieta na rowni,
          lub gorzej niz zwierzeta.Wydaja te biedne za maz bez ich zgody i jakiejkolwiek
          mozliwosci samostanowienia.Chrzescijanstwo jest pod tym wzgledem o kolejne 1000
          lat do przodu.W Maroku aktualnie panujacy krol,w ogole b.postepowy,zniosl
          wielozenstwo; dotychczas muzulmanie mogli miec 4 zony.Teraz tylko jedna.Ale
          jestem pewna, ze nie wszyscy sie dostosuja.Jest to pierwszy krol, ktory
          pokazuje sie publicznie z zona i wiadomo kim ona jest.
          Napisalam to, bo przeciez islam to pol swiata, albo i wiecej. Zmiana
          mentalnosci tych ludzi wydaje mi sie w ogole nie mozliwa.To tyle na temat
          religii. O innych sprawach moze pozniej.
          • marialudwika Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 21:19
            Jest do przodu to fakt,ale w ciagu tego tysiaca lat do przodu a moze wiecej
            popelnalo wiele bledow,wiem za malo o islamie a raczej nic wiec nie moge
            dyskutowac,ale kazda religia ma swe dobre i zle strony...Moze my,chrzescijnie,
            jestesmy za bardzo zarozumiali?
            ml
        • skynews Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 22:19

          Niezależne żony - jak to pojecie zdefiniowac?

          Nie jestem zwolennikiem "zryczaltowanych" pojec czy definicji typu "kobiety to
          sa takie czy inne" - kazda posiada swoja,niekiedy zamaskowana,indywidualnosc.

          Niezależne żony,kobiety - moj punkt widzenia jako szefa:
          nie dobierlem sobie wspolpracowniczek wedlug wieku,urody,wielkosci biustonosza
          czy tez ksztaltu tylnych czesci ciala.
          Posiadane dyplomy tez nie byly decydujace,choc wazne.
          Najwazniejsze byly charakter,osobowosc i zdolnosc oraz motywacja do calkowicie
          bezkonfliktowej pracy w zespole,zdolnosc do pracy tworczej,jak rowniez
          chec do ciaglego dazenia do sukcesu,ale nie za wszelka cene.

          Nie lubie "szefowac".
          Ja potrzebuje moje wspolpracownice,a one potrzebuja mnie.Pracujemy w team'e.
          Odnosimy wspolne sukcesy.
          Jeden musi tylko podjac decyzje koncowa i to robie ja.

          W moim zespole jest prawie rodzinna atmosfera,ale rowniez "dyscyplina":kazdy
          robi dokladnie to co do niego nalezy,pomagajac rownoczesnie innym.
          Raz w miesiacu jadamy wspolnie w restauracji na koszt firmy i wowczas jest czas
          na plotki i wygadanie oraz wyżalenie sie.

          Konflikty powstaja oczywiscie ,ale niekiedy calkiem nieoczekiwane.
          Dwa lata temu zorganizowalismy,calkowicie na koszt firmy,trzytygodniowy wyjazd
          na Malte w celu "podszlifowania" j.angielskiego w mowie i pismie.

          Kiedy zblizal sie dzien wyjazdu,nagle ta i tamta pani nie moga,ze wzgledu... na
          masowe protesty panow malzonkow.
          Musialem prowadzic z panami indywidualne rozmowy argumentujac ze to wyjazd
          calkowicie sluzbowy i szkoleniowy,a nie wyjazd na urlop.
          Te rozmowy to baly chyba najprzykszejsze zadania jakie mialem w zyciu.
          Nie wyobrazam sobie aby bylo mozliwe zorganizowac i odnosic sukcesy w podobnym
          zespole zlozonym talko z panow.


          Nikt z nas nie jest w stu procentach niezalezny.
          Kazdy nalezy do jakiegos team'u.
          Małżeństwo też jast takim team'em,w ktorym kazdy z czlonkow ma swoje okreslone
          zadania,a konflikty szkodza zarowno czlonkom jak i calosci.
          Im wiecej mamy sukcesow,tym wiecej sukcesow ma nasz team i tym bardziej stajemy
          sie niezalezni.
          • mammaja Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 15.08.04, 22:33
            Brawo - bardzo mi sie podoba,to co napisal skynews - kazdy jest od kogos
            zalezny - jezeli jest w zwiazku. W ogole dziwi mnie troche ten watek, kobiety w
            gruncie rzeczy potrafia sie duzo bardziej uzaleznic psychicznie, niz z powodow
            materialnych.Przykladem ci mezowie,ktorzy nie zgadzali sie na wyjazd zon.Niby
            dlaczego? Nie rozumiem!
            • skynews Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 16.08.04, 00:42

              Mammaja,dzieki.

              Oczywiscie ze kobiety potrafia sie duzo bardziej uzaleznic psychicznie, niz z
              powodow materialnych - chociaz wyjazd ten nie byl przymusowy,to jednak bardzo
              atrakcyjny ze wzgledow szkoleniowych i nie tylko,a poza tym trzy tygodnie to nie
              wiecznosc.

              Oficjalnie kazdy z panow wyrazal troske i przedstawial czarny scenariusz tego
              wyjazdu: "a jak cos sie stanie..." itp.
              Rozumialem taka argumentacje,ale odnioslem wrażenie ze niektorzy mysleli
              zupelnie o czyms innym:
              byc moze ogladali zbyt duzo filmow erotycznych o sekretarkach "zaspokajajacych"
              szefa w gabinecie,ale nie jestem pewny.

              W koncu wszystkie jednak przekonaly mezow i pojechaly - ja nie.
              Szkolenie na Malcie bylo sukcesem i to nie tylko zawodowym.
              Opowiadano mi ze na lotnisku kazdy pan czekal z bukietem kwiatow i dochodzilo do
              wzruszajacych i czulych scenek powitan.

              Mysle ze taka odmiana moze bardzo pozytywnie wplynac na nudzącą niekiedy
              codzienność.
          • ewelina10 Re: Niezalezne zony - z definicji czy z zarobkow? 16.08.04, 08:16
            skynews napisał:
            > Kiedy zblizal sie dzien wyjazdu,nagle ta i tamta pani nie moga,ze wzgledu...
            > na masowe protesty panow malzonkow (....)
            > Nie wyobrazam sobie aby bylo mozliwe zorganizowac i odnosic sukcesy w podobnym
            > zespole zlozonym talko z panow.
            Znam z autopsji problem z innej strony i długie ciche dni, z powodu wyjazdów
            mężów.
            Ja też sobie nie wyobrażam, aby panowie chcieli się do tego przyznać
            publicznie, przecież to takie niemęskie.
            Powrót nie zawsze jest taki różowy. Czasami zamiast kwiatów są to "latające"
            talerze. Płeć raczej nie ma tutaj znaczenia. Różnica może być tylko w tym, co
            może "latać" w powietrzu.
            Masz rację, każdy z nas do jakiego teamu należy. Znam firmę doskonale
            działającą na rynku, prężnie się rozwijającą, zatrudniającą tylko młodych
            ludzi, wspaniale ze sobą współpracujących w zespołach, gdzie każdy zgodnie z
            dzisiejszymi "wymogami" mówi sobie po imieniu. Jest tylko jeden problem - firma
            jest zbyt nadgorliwa w integracji (czyt. uzależnianiu) swoich pracowników. Jej
            działanie zahacza już o życie prywatne. Często na weekendy organizowane są
            wyjazdy łączone ze szkoleniami. Uzależnienie służbowe duże, zaś
            prywatnie "rodzi się" niezależność, która nie zawsze wychodzi partnerom na
            korzyść. wink Temat na inny wątek.
            PS' Podoba mi się taka firma, która wysyła pracowników na naukę angielskiego na
            Maltę.
    • no_no Re: Niezalezne zony 15.08.04, 22:25
      Co to za dziwoląg - "niezależna żona"?
      Samodzielna, samorządna, czy ki diabełsmile?
      O jakiej niezależności tu mowa, bo nie bardzo
      rozumiem.
      Kobieta i mężczyzna łącząc się w związek,
      są od siebie zależni, chcą, czy nie -
      dopóki łączy ich miłość, rodzina, łóżko,
      seks, wspólne zainteresowania, i wszystko,
      co stanowi o tym, że chcą być razem.
      Czy mogą być razem, niezależnie od siebie??smile

      A to, która ze stron robi karierę, czy zarabia
      więcej, nie powinno mieć żadnego
      znaczenia, dopóki miłość trwasmile

      Może tu chodzi o to, że jedna strona,
      czyli pani żona - sama sobie sterem
      i żeglarzem?
      To ja dziękuję, postojęsmile)...poczekam
      na partnerkę, współtowarzyszkę "podróży"
      przez życie...uzależnioną ode mniesmile
      i mojej miłości do niej.

      P.S. Czy niezależna żona, to aby
      nie dziwoląg, kłócący się z prawami
      przyrody? A może zalążek dominacji
      tej płci?...Nie, tylko nie tosmile)

      Nowink


      No
      • aleznumer Re: Niezalezne zony 15.08.04, 22:38
        Swieta racja NO NO.
        Ta niezaleznosc u zony czy meza moze miec znaczenie w przypadku ew. rozwodu.
        Moze tez w przypadku zwiazku opartego na kompletnym braku zaufania i
        przypadkowosci.
        Moze tez w przypadku despotycznosci jednego z partnerow.
        Moze w innych " chorych " przypadkach.
        W przypadkach zdrowych o niezaleznosci sie nie mowi i nie mysli.
        • no_no Re: Niezalezne zony 15.08.04, 22:40
          Ależsmile- ładnie to podsumowałeś.
          Nosmile
          • ada296 Niezalezna żona 15.08.04, 23:21
            czy żona, która nie pojedzie na szkolenie (nie nawiązuję tutaj do Sky) bo mąż
            mówi: nie dam ci pieniędzy jest zależna tylko materialnie czy też psychicznie ?
            czy żona, która nie odejdzie od męża alkoholika bo nie ma pieniędzy by na nowo
            urządzić sobie i dzieciom życie jest zależna tylko materialnie czy też
            psychicznie ?

            myślę, że tak po prostu nie da się tematu poodsumować
            • no_no Re: Niezalezna żona 15.08.04, 23:25
              Patologie, to trudny temat...

              No
    • aleznumer Re: Niezalezne zony 15.08.04, 23:30
      Ado, no wlasnie. Rozwod, despotyczność i chore przypadki. O tym pisalem ja i
      takie przyklady podajesz ty. Da sie podsumowac .
      • ada296 Re: Niezalezne zony 15.08.04, 23:47
        ale ja niewiele znam zdrowych przypadków niestety

        wzorowe małżeństwo
        ale ona po licencjacie chce zrobić magistra
        nie wiem czy zrobi
        bo on nie pozwala
        nie da kasy
        nie zajmie się dzieckiem
        ona jest "tylko" sekretarką
        on zarabia

        takich przypadków znam na pęczki

        już się kiedyś zastanawiałam czy ja tylko żyję w takim dziwnym światku
        może w innych miastach czy środowiskach jest inaczej ?
    • foxal Re: Niezalezne zony 16.08.04, 00:13
      Cos mi sie wydaje, ze niektorzy "panowie" tlumacza sobie te "niezaleznosc zony"
      jako dziwolag, o ktorym nie nalezy pisac, bo jak sie ich zony dowiedza, to sie
      popsuja stosunki w rodzinie.

      Wspominalem w swoim pierwszym komentarzu, ze zony zawsze byly, sa i beda
      niezalezne, czy my chcemy, czy nie i chwala Bogu, bo inaczej to bylyby nie
      zdolne do pozostania partnerami w jakim kolwiek zwiazku. Posiadanie przez
      kobiety dobrego zawodu na czasie i zarabianie dobrych pieniedzy na czasie,
      powoduje, ze ich wiara w samego siebie, jest nie tylko uzasadniona, ale wieksza
      od innych kobiet/zon, ktore nie pracuja zarobkowo, bo tak sie niefortunnie
      przyjelo, ze jesli kobieta nie jest zatrudniona w jakims przedsiebiorstwie za
      pieniadze, to zwyklo sie mowic: " a moja zona to nie pracuje", wiec jest
      zrozumiale, ze z kasa moze byc krucho.

      Ta wlasnie niepracujaca zona moze charowac od switu do nocy, krzatajac sie jak
      mrowka, bez przerw na kawuske, ploteczki z kolezankami w czasie obiadu w
      zakladzie czy na miescie, bo w domu pozostaje z dziecmi, ktore zadaja wkolko na
      okraglo tysiace pytan a dlaczego to lub tamto. A wieczorem? Wieczorem, o Matko
      Boska jeszcze ty tutaj przychodzisz i spac mi nie dajesz.

      Maz natomiast nigdy nie powie, ze moja zona to jest ciagle przepracowana, zeby
      ten dom i te 2,3,czy wiecej dzieci utrzymac w czystosci, dyscyplinie, wykarmic
      i ugotowac obiad na czas, nie mowiac juz o zakupach, o czym trzeba pomyslec
      duzo wczesniej co kupic, zeby codziennie nie byla tyko kasza i odgrzewana
      kapusta z grochem.

      Ta samodzielosc pracujacych zon, chyba polega na tym, ze nie pytaja meza co
      piec minut, czy moga isc do fryzjera, czy kupic sobie takie czy inne kosmetyki
      i inne swidrygalki, nie mowiac juz o strojach, bo maja swoje zarobione
      pieniadze. A wiekszosc robi to po to aby sie podobac nie tylko mezowi, ale w
      pracy, sasiadkom i sobie samemu. W takim ukladzie mezczyzni bardzo czesto traca
      swoj grunt pod nogami, sa niezadowoleni, robia awantury, zamiast sie cieszyc,
      ze nie musza brac drugiego etatu, zeby dowiesc, kto tu jest panem i kto rzadzi.

      Malzenstwo, zeby nie wiem jak ktos usilowal podzielic prace domowa, i te poza
      domem dla pracujacej zony, to nigdy nie bedzie 50/50 i na kobiete zawsze
      spadnie wiecej, chocby z naturalnej predystynacji biologicznej, nadanej im
      przez Matke Nature. Wiec nie oszukujmy sie, ze "niezalezna zona" to dziwolag i
      cos gorszego. Dobra niezalezna zona to skarb w malzenstwie, jesli maz wie kim
      jest i nie obawia sie o utrate pustego berla. Po za tym, madra i niezalezna
      zona, zawsze koordynuje swoje zachcianki zakupowe z mezem, zeby dac mu glos w
      tej sprawie, wiedzac, ze malzentwo to ma wspolny dalekowzroczny cel, o ktory
      nalezy rowniez dbac. Zla i niezalezna zona tego wlasnie nie robi i tu lezy
      glownie problem.

      W obecnych czasach to zona nie musi prosic o pieniadze na swoje wydatki, bo
      otrzyma karte kredytowa, a maz otrzymuje rachunki, jesli zona nie pracuje.
      Jesli zona pracuje to wowczas sama odpowada za swoje kasowe widzi mi sie.

      No-No, pisal o milosci w malzenstwie, gdzie ta milosc powinna wystarczyc dla
      nie pracujacej zarobkowo i zaleznej zony, jako miernik jej zabezpieczenia na
      starosc i obecnego dobrego szczesliwego samopoczucia. To chyba definicja bardzo
      starego ukladu malzenskiego, nie pasujacego do wspolczesnych warunkow zycia, bo
      sama miloscia to dlugo nie pociagnie. Czy zwiazek partnerski z niezaleznie
      myslaca i samodzielna zona, pracujaca zawodowa jest jednoczesnie pozbawiony
      tej "milosci" z definicji - ja nie sadze.

      Napewno dobrze jest miec zone, ktora mozna sobie wybrac jak ksiazke w
      bibliotece, ktora z definicji bedzie wiedziala, ze jej zadaniem jest kochac
      meza, byc usmiechnieta, podawac sniadanka, obiadki i kolacyjki, ze palce lizac
      i nigdy nie mowic: o Matko Boska, jeszcze ty do mnie, a mnie tak glowa dzisiaj
      boli. Jednak jak ktos znajdzie taka biblioteke, to ja natychmiast sie zapisuje
      i regularnie bede placil skladke czlonkowska - slowo harcerza.

      Teraz zastanowmy sie, czy niezalezny mezczyzna jest dobry na meza, czy tez
      wolimy, takiego niezdecydowanego troche. Glos do pan nalezy.

      ja narzie ide gotowac kolacje, bo sama sie nie chce zrobic, a juz jestem glodny
      i dobry program w TV rozpoczyna sie za 40 minut.
      • no_no Re: Niezalezne zony 16.08.04, 00:34
        foxal napisal:

        > No-No, pisal o milosci w malzenstwie, gdzie ta milosc powinna wystarczyc dla
        > nie pracujacej zarobkowo i zaleznej zony, jako miernik jej zabezpieczenia na
        > starosc i obecnego dobrego szczesliwego samopoczucia.

        Wybacz fox, ale ja czegoś takiego nie napisałem, nie imputuj mismile


        > Napewno dobrze jest miec zone, ktora mozna sobie wybrac jak ksiazke w
        > bibliotece, ktora z definicji bedzie wiedziala, ze jej zadaniem jest kochac
        > meza, byc usmiechnieta, podawac sniadanka, obiadki i kolacyjki, ze palce
        lizac
        > i nigdy nie mowic: o Matko Boska, jeszcze ty do mnie, a mnie tak glowa
        dzisiaj
        > boli. Jednak jak ktos znajdzie taka biblioteke, to ja natychmiast sie
        zapisuje
        > i regularnie bede placil skladke czlonkowska - slowo harcerza.


        Ja taką "książkę" znalazłem, niedaleko Biblioteki Raczyńskich -
        w Poznaniusmile) Trafiłem na "białego kruka" smile
        Szukajcie, a znajdzieciesmile


        > ja narzie ide gotowac kolacje, bo sama sie nie chce zrobic, a juz jestem
        glodny
        >
        > i dobry program w TV rozpoczyna sie za 40 minut.

        Smacznegosmile

        No_nosmile
        • maryna04 Re: Niezalezne zony 16.08.04, 05:52
          Cieszy, ze sa tacy przyzwoici mezowie jak skynews, no-no, ale rzeczywistosc
          jest blizsza temu co pisze Ada. Bardzo wazne jest kto zrobi kariere i wiecej
          zarabia. Przy nierownosci finansowej, tzn niepracujacej zonie, lub
          zarabiajacej znacznie mniej naogol dochodzi do myslenia wg schematu - ja ci
          (wam)zapewniam dobrobyt, wiem, ze nigdy nie odejdziesz, bo gdzie bedziesz miala
          lepiej, wiec nie musze cie specjalnie szanowac. I jest nienajlepiej lub coraz
          gorzej. Zreszta coraz wiecej zdarza sie przypadkow kobiet o duzej przewadze
          finansowej, slyszy sie, ze panowie sa wtedy pelni kompleksow, zapewne w tych
          kobietach budza sie wtedy lwice. Jest to tak powszechne, ze w Ameryce mediacje
          skloconych par, ktore maja zapobiec rozwodowi, lub przejsc przez niego gladziej
          prowadzi sie tylko miedzy parami, gdzie nie ma jaskrawej roznicy "mocy
          finansowej". Do sympatycznego przykladu o szkoleniu na Malcie dodam inny. To
          inne szkolenie trwalo tydzien w Szwecji, dwadziescia kilka osob z calej Polski,
          kobieta na stanowisku zwiazanym z UE byla przewodniczaca tej dolegacji, a takze
          prywatnie zona i matka. W malzenstwie nie ukladalo sie juz dlugo (nie bylo
          zdrad, ale bez tego malzenstwo moze byc straszne) i pan maz, ktory nigdy w
          zyciu wczesniej nawet nie pomyslal o zazdrosci o zone (do dzieci byla nianka)
          powiedzial - nie pojedziesz. A ona pojechala - nie mogla isc do Dyr,
          Generalnego na kilka dni przed wyjazdem i powiedziec - niech pan zmieni
          przewodniczacego, bo maz mnie nie puszcza. Po powrocie okazalo sie, ze maz w
          ciagu 5 dni zlozyl wniosek rozwodowy, ze wyjechala z kochankiem do Szwecji,
          mimo, ze on jej zabronil. Liczyl, ze ona sie nie zgodzi na rozwod, bo kto cie
          zechce z dwojka dzieci, a ona przystala. Sedzia dal wiare jej "zdradzie",
          potwierdzil meza brat, ze cos wspominala. Mezowie pan jadacych na Malte byli
          bardzo mili, ale jak widac sa i inni. I jeszcze ktos wspomnial, ze kobiety
          pracujac zapominaja o krzywdzie jaka robia dzieciom. Po pierwsze ogromna ilosc
          kobiet pracowala (no i chyba pracuje) - bo musi, wiekszosc z nich nie mysli o
          jakiejs "karierze", mimo obecnego pohukiwania o tym pedzie do kariery. Wiele
          lubi isc do pracy, zeby moc sie ubrac, a nie caly dzien chodzic w dresach,
          wlasnie poplotkowac i wymienic przepisy, nawet w bardzo pracowitych
          instytucjach znajdzie sie na to czas. I co w tym zlego? Juz kiedys pisalam o
          kobietach na platnych, czy bezplatnych wychowawczych. Pod blokami w calej
          Polsce zaroilo sie w onych czasach od mlodych mam wysiadujacych na lawkach,
          najpierw kiwajacych wozki, a potem w przerwie w rozmowie drace sie na dzieci
          Wioleta!!! nie syp sie piaskiem, Darek, zejdz z trzepaka, lub lecace do
          dziecka, ktore upadlo, zeby wytrzec i utulic i zaraz rozlegal sie wrzask, bo
          podarlo spodnie. One naprawde niewiele zajmowaly sie dziecmi. Nie mam prawa
          uogolniac, ze wszystkie tak wykorzystywaly czas urlopu, ale jednak nie wydaje
          mi sie, ze jest cos zlego kiedy matka chce wrocic do pracy. Mimo milosci do
          dziecka czasami nie jest wspaniala opiekunka, bo albo za bardzo boi sie o
          dziecko, albo zmusza je do jedzenia, albo jest zbyt ambitna, czy niecierpliwa.
          Nie wszystkie mlode kobiety zostaly obdarzone darem wzorowej matki. Czasami
          wiecej cierpliwosci ma przyszywana ciocia, a dziecko i tak ma swiadomosc
          milosci matki. Ale oczywiscie to tylko moj poglad, m. in. dlatego, ze ja bylam
          matka, ktora straszliwie sie bala o dzieci i wcale nie bylo to dobre dla nich.
          • em_em Re: Niezalezne zony 16.08.04, 08:52
            maryna04 napisała:

            > I jeszcze ktos wspomnial, ze kobiety pracujac zapominaja o krzywdzie jaka
            > robia dzieciom.

            bardzo kocham swoje młode, ale swoją pracę też...
            przed urodzeniem zrobiłam wszystko żeby jak najdłużej siedzieć z pisklęciem w
            domu - nie brałam urlopów, żeby je "odłożyć", oszczędzaliśmy pieniądze na
            późniejszy bezpłatny - po pół roku w domu myślałam że oszaleję
            czy zestresowana, nieszczęśliwa matka to takie dobre dla dziecka ?

            myślę, że wszędzie gdzie chodzi o "samo życie" i żywych ludzi - każda sytuacja
            jest indywidualna

            • ewelina10 Re: Niezalezne zony 16.08.04, 09:04
              em_em napisała:
              > czy zestresowana, nieszczęśliwa matka to takie dobre dla dziecka ?

              Nie.
              Kochałam i kocham ich .... ale urlop macierzyński był dla mnie okresem, o
              którym myślałam, aby jak najszybciej mieć go już za sobą. Tęskniłam bardzo za
              pracą.
              • myszas Re: Niezalezne zony 16.08.04, 12:31
                Niezależności (bez względu na płeć) trzeba uczyć od dziecka. Na tą niezależność
                moim skromnym zdaniem składa sie przede wszystkim poczucie własnej wartości,
                możliwość i umiejętność decydowania o sobie samym, choćby robiło się błędy.

                Także w małżeństwie jest to możliwe pod warunkiem, że nie podchodzi się do
                związku "jesteśmy jednym" a raczej "jesteśmy niezależnymi jednostkami
                tworzącymi wspólną całość".
                • no_no Re: Niezalezne zony 16.08.04, 15:03
                  Podoba mi się, to co powiedziała
                  w jednym z wywiadów, znana polska
                  piosenkarka - Ewa Bem:
                  "Małżeństwo, to festiwal kompromisów"

                  Podpisuję się pod tym obiema ręcamy.
                  Ha, tylko łatwo powiedzieć, gorzej 'w praniu'.
                  Ale za cenę ograniczenia kawałka swojej
                  wolności i niezależności, warto pokusić się
                  o udział w takim festiwalu, czego sobie
                  i wszystkim innym "związanym"smile - życzę.

                  Dodam jeszcze do tego niezbędną dozę zaufania.
                  Posuńciesmile się ździebko....
                  ...i żyjcie długo i szczęśliwiesmile)

                  Nosmile
Pełna wersja