Szkolny wątek

22.08.04, 10:04
Do jakich szkół chodziliście? Jakie macie dobre/złe/śmieszne wspomnienia?
Ja do B. Prusa na Saskiej Kępie, ze słodką polonistką - mówiła do
nas "kocięta wy moje" i groźną matematyczką...Obie panie bardzo się
przyjaźniły. Polski zawsze lubiłam, matematyki nie cierpiałam. Zwłaszcza
logarytmy były moją zmorą....
www.prus.edu.pl/
A do podstawówki, do szkoły w baraku, w której dyrektorem był Pan od śpiewu
ze skrzypkami, a w zimie palono w piecach kaflowych i uczniowie siedzieli w
ławkach w płaszczach...
A Wy?
A ten serwis znacie?
www.szkolnelata.pl/
A może to już było?
    • wedrowiec2 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 10:31
      Chodziłam do 2 Liceum im.Mieszka I, zwanego "pobożniakiem", bo mieści się przy
      ulicy Henryka Pobożnego. Szkoła z tradycjami bardzo długimi tradycjami.
      www.lo2.szczecin.pl/index.php
      i jej historia www.lo2.szczecin.pl/historia.php
      • lablafox Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:17
        Moja szkoła podstawowa to podłogi smarowane czymś ostro pachnącym i czarnym -
        zapach i kolor pamietam - nazwa mi umknęła.
        Ławki 8-osobowe, wielki drewniane z dziurkami na kałamarze.
        Uczyłam się pisać obsadką i piórkiem - stalówką ,kałamarze były szklane i
        trzeba było dolewać do nich atramentu.
        Stalówki tez były różnez krzyżykiem i rozdwojone na końcu, płaskie .... i jakie
        jeszcze?
        W każdej klasie piec kaflowy.
        WC - drewniane , szeregowe , na podwórzu.
        Na plecach tornistry a w nich obok Elementarza Falskiego ,drewniany piórnik z
        Plastusiem w środku.
        Chyba co poniedziałek cała szkoła słuchała z kołchoźnika "Błękitnej sztafety"
        przed 8:00.
        Mąż nawet jeszcze potrafi zaspiewać jej hejnał , ja już nie. Co to robi z
        człowieka 1/2 roku różnicysmile))))))))))))).
        Wszystko to działo się w początkach 2 połowy ubiegłego stulecia.
        • ewelina10 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:26
          lablafox napisała:
          > Ławki 8-osobowe, wielki drewniane z dziurkami na kałamarze.
          > Uczyłam się pisać obsadką i piórkiem - stalówką ,kałamarze były szklane i
          > trzeba było dolewać do nich atramentu.
          > Stalówki tez były różnez krzyżykiem i rozdwojone na końcu, płaskie .... i

          hy hy hy.... obsadka ze stalówką to był już drugi stopień wtajemniczenia.
          Pierwszy to był ołówek. Za ładne pismo przechodzło się na stalówkę z
          atramentem. Trzecim etapem był długopis, ale dopiero w drugiej klasie.
          Pamiętacie piórniki, kolorowe szlaczki w zeszytach i kwiatuszki robione z
          niefortunnych kleksów ?
          Murzynek Bambo w Afryce mieszka
          Czarną ma skórę ten nasz koleżka..... jak to dalej ... ?
          • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:37
            Falski,stalowki etc., jak wyzej,podlogi byly pastowane/?/ na wisniowo.Pani wozna
            byla opiekuncza,a szkola podstawowa nr.12,kolo sejmu,bardzo blisko/teraz jest/
            za mojej "kadencji" byla w dawnym szpitalu wojskowym,posrod domkow
            finskich.Wspominam ja milo.Lazilo sie na przerwach po drzewach.Obok Park
            Ujazdowski,Lazienki tuz,tuz.
            Liceum nr.15 im.Narcyzy Zmichowskiej,tez bliziutko Lazienek smile))
            Chodzilo sie tam na wagary!Niedaleko bylo kino i Zielona Budka!
            Milo wspomina sie te czasy.
            ml
            • omeri Re: Szkolny wątek do ML 22.08.04, 13:12
              marialudwika napisała:

              > Falski,stalowki etc., jak wyzej,podlogi byly pastowane/?/ na wisniowo.Pani
              wozn
              > a
              > byla opiekuncza,a szkola podstawowa nr.12,kolo sejmu,bardzo blisko/teraz
              jest/
              > za mojej "kadencji" byla w dawnym szpitalu wojskowym,posrod domkow
              > finskich.Wspominam ja milo.Lazilo sie na przerwach po drzewach.Obok Park
              > Ujazdowski,Lazienki tuz,tuz.
              > Liceum nr.15 im.Narcyzy Zmichowskiej,tez bliziutko Lazienek smile))
              > Chodzilo sie tam na wagary!Niedaleko bylo kino i Zielona Budka!
              > Milo wspomina sie te czasy.
              > ml
              Wspomnienia mamy podobne, ale jeszcze coctail bar i kawiarnia "Ulubiona" oraz
              MPiK. A te wagary do Łazienek...
              • ewelina10 Re: Szkolny wątek do ML 22.08.04, 13:22
                Wagary kawiarnia Paragraf vis a vis Sądów dawniej ul. Świerczewskiego teraz
                Solidarności oraz sąsiednie kawiarnie Marzenie oraz Jaś i Małgosia.
                Dalsze eskapady wagarów były na uczelni.
              • marialudwika Re: Szkolny wątek do ML 22.08.04, 14:00
                Przypomnialy mi sie jeszcze rurki z kremem,na Marszalkowskiej naprzeciwko
                redakcji Zycia W-wy smile))
                No MPiK oczywiscie tez i ulubiona..oj jest tych wspomnien!!!
                ml
                • omeri Re: Szkolny wątek do ML 22.08.04, 15:12
                  marialudwika napisała:

                  > Przypomnialy mi sie jeszcze rurki z kremem,na Marszalkowskiej naprzeciwko
                  > redakcji Zycia W-wy smile))
                  > No MPiK oczywiscie tez i ulubiona..oj jest tych wspomnien!!!
                  > ml
                  I jeszcze Świtezianka.
          • em_em Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:51
            ewelina10 napisała:

            > Murzynek Bambo w Afryce mieszka
            > Czarną ma skórę ten nasz koleżka..... jak to dalej ... ?

            ...uczy się pilnie przez całe ranki
            ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki"

            ten wierszyk to teraz jeden z dowodów na polski rasizm
            drugim jest ciasto "murzynek"
            • lablafox Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:58
              em_em napisała:

              > ewelina10 napisała:
              >
              > > Murzynek Bambo w Afryce mieszka
              > > Czarną ma skórę ten nasz koleżka..... jak to dalej ... ?
              >
              > ...uczy się pilnie przez całe ranki
              > ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki"
              >
              > ten wierszyk to teraz jeden z dowodów na polski rasizm
              > drugim jest ciasto "murzynek"


              " A gdy do domu ze szkoły wraca
              psoci , figluje to jego praca
              Aż mama krzyczy Bambo - łabuzie ,
              a Bambo tylko nadyma buzie.
              mama go woła napij się mleka,
              a on na drzewo mamie ucieka
              mama go woła
              chodź do kąpieli
              a on sie boi ,że sie wybieli
              Lecz mama kocha swojego synka
              bo dobry chłopak z tego Murzynka.

              Chyba tak było. Obok elementów rasistowskich był element tolerancyjny - dobry
              chłopak , nie małpa , choć na drzewo ucieka.
              • kanoka Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:21
                ...szkoda, ze Bambo, czarny , wesoły
                nie chodzi razem z nami do szkoły"
                Nie bylo tak źle z tym rasizmem wink
                A co do stalówek i atramentu, była tez redisówka a ja miałam kaligrafię w
                szkole i pisało się "rondem"
                www.forumakad.pl/archiwum/2001/10/artykuly/24-sposob_bycia.htm
                To były czasy....
                A w kałamarzu rzeczywiście było wiecej śmieci, niż atramentu.I mówiło sie taką
                wyliczankę;
                "Siedzi baba na cmentarzu
                trzyma nogi w kałamarzu
                przyszedł duch, babę w brzuch
                baba fik, a duch znikł!!"
                I chłopcy wkładali warkocze siedzących przed nimi koleżanek do kałamarza w
                swojej ławce i strzelali przez rurkę od długopisu ryżem, lub przeżutym
                papierem....
                I to strzelanie się jakoś nazywało, ale nie pamiętam jak?
                Ale tak było w podstawówce....
                W ogólniaku grało się w okręty, chodziło na prywatki i na wagary, a szczytem
                marzeń był "bliźniak" (kto wie, co to jest?) i kolorowe pończochy....
                • lablafox Bliźniak - sewrteki 22.08.04, 13:55
                  jeden z długim a drugi z krótkim rękawkiem . Czasami , krótki był z golfem.
                  • lablafox Re: Bliźniak - sweterki oczywiście 22.08.04, 13:56
                    lablafox napisała:

                    > jeden z długim a drugi z krótkim rękawkiem . Czasami , krótki był z golfem.
                • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:03
                  Kolorowe ponczochy!!Oczywiscie i blizniak tez,byl tez "brzydki" wierszyk,w tej
                  chwili zapomnialam jaki,obrzydzajacy jedzenie "na" stolowce..
                  ml
          • ewelina10 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:51
            Szkoła Podstawowa na Smoczej 45 w Warszawie do klasy 6-tej (pozostał tam
            ogólniak, a później liceum plastyczne), a ukończona w nowowybudowanej 170-ce
            też przy Smoczej.
            Zapach pasty do podłóg pozostał do dzisiaj. Podstawówka wciąż tam istnieje, ale
            budynek zrobił się jakby mniejszy i bardziej obskurny z odpadającą farbą
            elewacją.
            buuuu .... środkowy palec w miejscu dotyku obsadki był wiecznie brudny od
            atramentu.
        • olga55 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:33
          jestem jeszcze z pokolenia kałamarza i piora ze stalówką:
          -ta zkrzyżykiem nazywała się "serek" bo taki był kształt wycięcia,
          -wypukła i prosta zwana byla pałeczką (chyba była najlepsza),
          -"rondówka" miała takie zaklęśnięcie na środku.
          Wolno bylo nimi pisać po uzyskaniu zgody nauczyciela,najpierw oczywiście
          ołówek.Wieczne pioro, z szeroką stalowką, napełniane na gumkę, to była już
          nobilitacja. długopis-zwany wtedy "piórem kulkowym"-dosłowne tłumaczenie, był
          marzeniem, ale był długo zakazany.jeśli udało sie przejść cały zeszyt bez
          kleksa-to był sukces.Drewniany piornik-elegacnko wyposażony, miał wiele
          zastosowań,często służył do wymierzania sprawiedliwości.
          • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:07
            A jaki mialyscie?Zasuwany,czy z wieczkiem?Kiedys przywiozlam sobie taki z
            goralem,z Zakopanego,kiczowaty troche byl,ale i powod dumy!
            W liceum mialam piekny piornik,zasuwany,kupilam na wakacjech w ..A-damie,z
            roznymi cudenkami w srodku.Pamietam goi dzis smile
            ml
        • wedrowiec2 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:39
          Atrament wlewany do kałamarzy był czarny, z lekką zielona poświatą. W
          kałamarzach pływały muchy i różne śmiecismile Po opanowaniu pisani stalówka i
          obsadką można było pisać piórem wiecznym. Długopisy to dopiero druga część
          szkoły podstawowej. Były taką trakcją, że nawet istniały specjalne punkty do
          uzupełniania tuszu. Piórniki były drewniane, z wieczkiem klasycznym, albo
          przesuwanym.
          Obowiązkowo oczywiście fartuszki, najczęściej satynowe z przypinanymi
          kołnierzykami.
          Podłoga namaszczona płynem o charkterystycznym zapachu i posypana jakimiś
          wiórkami pyłochłonnymi.
          W stołówce drugie śniadania; dla wszystkich obowiązkowo kawa z mlekiem.
          Niedawno dowiedziałam się, że to było mleko dostarczane z USA. Już nie UNRA,
          ale ciągle pomoc, o której nie mówiło się głośno, mimo że były to wczesne lata
          sześćdziesiątesad
          • em_em Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:56
            wedrowiec2 napisała:

            > W stołówce drugie śniadania; dla wszystkich obowiązkowo kawa z mlekiem.

            u nas było kakao z łupków kakaowych - ohyda

            > Niedawno dowiedziałam się, że to było mleko dostarczane z USA.

            pamiętam kartonowe pudła z napisem UNRRA - nasza stołówka miała tegoż
            pochodzenia mąkę i makaron rurki - w rurkach zalęgały się pajączki - dzieci ze
            świetlicy miały dyżury w kuchni polegające na przedmuchiwaniu rurek - a jak nam
            się nie chciało to wrzucaliśmy do gotowania z pajączkami
            do dziś trudno mi czymkolwiek obrzydzić jedzenie wink
            • ewelina10 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 12:00
              Mleko gotowane z rozbitymi kawałkami kożucha, chyba było od polskich krów ?
              beeeee .....dawali na stołówce w szklankach
            • lablafox Re: Szkolny wątek 22.08.04, 12:10
              em_em napisała:

              > wedrowiec2 napisała:
              >
              > > W stołówce drugie śniadania; dla wszystkich obowiązkowo kawa z mlekiem.
              >
              > u nas było kakao z łupków kakaowych - ohyda
              >
              > > Niedawno dowiedziałam się, że to było mleko dostarczane z USA.
              >
              > pamiętam kartonowe pudła z napisem UNRRA - nasza stołówka miała tegoż
              > pochodzenia mąkę i makaron rurki - w rurkach zalęgały się pajączki - dzieci
              ze
              > świetlicy miały dyżury w kuchni polegające na przedmuchiwaniu rurek - a jak
              nam
              >
              > się nie chciało to wrzucaliśmy do gotowania z pajączkami
              > do dziś trudno mi czymkolwiek obrzydzić jedzenie wink

              Z UNRY były takie metalowe puszki z płynnym tłuszczem , nawywano to u
              nas "małpim tłuszczem'- zapach szczególny.
              mleko z korzuchami w szklankach musztardówkach.

              Woźny z dzwonkiem w ręku , ogłaszający koniec lekcji.
              Stalówki z krzyżykiem miały tendencję do rozdwajania się.
              Wieczne pióro w dopiero od klasy 4 , atrament naciągany poprzez zwijanie gumki.
              Szlaczki i rysunki uwielbiałam.
              Wyżywałam sie w pomysłach.
              Posiadałam umiejętność pisania od prawa do lewa i prawiadłowo z lewej do
              prawej , to samo z czytaniem.
              Najtrudniej mi było na gimnastyce , bo myliły mi się strony , ale kto wówczas
              wiedział o zaburzeniach stronności.
              Byłam więc kandydatką na solistkę.
    • olga55 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 11:39
      Szlaczki-moja zmora,nie miałam talentu.Pisałam bezbłędnie,ale byłam chyba
      dysgrafem-mimo przygryzania języka moje pismo nie należało do
      najładniejszych,rysunki takoż.W domu miałam specjalny zeszyt,gdzie rodzice
      kazali mi ćwiczyć ładne pisanie-i trochę poskutkowało.Za to dobrze czytałam,
      więc jakoś mi szło.
      Fartuszek z białym kołnierzykiem, póżniej weszły "krzyżaczki". To był
      szyk.Warkoczyki z biała albo granatową kokardą...
      • lablafox Re: Szkolny wątek 22.08.04, 12:01
        Z pierwszej klasy pamietam tez taki wierszyk :
        Płynie wije sie rzeczka
        jak błyszcząca wstążeczka
        tu sie srebrzy , tam ginie
        a tam znowy wypłynie
        Woda w rzeczce srebrzysta
        ....,.... i czysta
        Płynąc mruczy i szumi ,
        ale kto ją zrozumie
        chyba kamień i ryba
        znają mowę jej chyba.
        • verbena1 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 12:57
          Pamietam lekcje kaligrafii,pisalo sie miekkimi stalowkami ,zeby literki byly
          odpowiednio pogrubiane. Lubilam tez pisac opowiadania z podanymi wyrazami,
          mozna bylo fantazjowac do woli.
          Mam pomysl, moze wkleimy do albumu pare szkolnych zdjec, mam jedno w
          komputerze ,moge zaczac.
          • dan8 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:08
            Szkola im.Stefanii Sempolowskiej na Zoliborzu ,wtedy byla jeszcze zenska.
            Wypastowane podlogi,worki z kapciami,mile panie wozne,kilka starszych jeszcze
            przedwojennych nauczycielek tej szkoly z tradycjami.
            • kanoka Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:25
              Za Panią woźną się wołało:
              "Pa- ni woź- na, bar- dzo groź- na!!"
        • instant Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:19
          Podstawowka nr 37, przy Narbutta, oczywiscie na Mokotowie. Za moich czasow
          nadano jej imie Gwardii Ludowej i byla z tej okazji wielka feta. Oczywiscie
          byly kalamarze z atramentem i roznymi w nim farfoclami, a w I klasie nawet
          amator spijania tegoz, ale jakos szybko zniknal z szkoly. Spiewalam tam w
          chorze niejakiego Slomy m.in. piesn nastepujacej tresci:
          "Swit rozowi Kremla sciany
          ponad Moskwa wzeszedl maj
          rozzdwoniony, rozspiewany
          budzi sie radziecki kraj..."
          potem w refrenie bylo jeszcze "witaj Moskwo ukochana, serce serc ojczyny
          mej...najmilsze z miast, najdrozsze z miast w kremlowskim swieci wiencu
          gwiazd..." i takie tam rozne smile)

          Potem bylo XLII LO im. Konoponickiej na Madalinskiego, dosc obskurna
          tysiaclatka z kiepska kadra nauczycielska, poza nielicznymi wyjatkami, z
          legendarna juz polonistka, pania Wisniewska i dobra nauczycielka francuskiego,
          dzieki ktorej dosc gladko zdalam wstepny egzamin na studia filologiczne, bez
          dodatkowych lekcji, kursow czy korepetycji. W szkole obowiazywaly fartuszki,
          oczywiscie, byl to przepis ze wszechmiar seksistowski, bo nie bylo sposobu,
          zeby zmusic do ich noszenia chlopakow, ale od dziewczyn wymagano. Panowie
          szpanowali jeansowymi kurtkami, a my jak wykwalifikowana ekipa sprzataczek
          polyskiwalysmy satyna, albo szelescilysmy nylonem. Ale w II klasie juz sie
          zbuntowalam, wycyganilam od swojego chlopaka lekko przechodzona kurtke
          Wranglera i przebimbalam w niej az do matury, wyklocajac sie codziennie z
          dyzurnym nauczycielem "na bramce" o rownouprawnienie plci. I tak zaczelo we
          mnie kielkowac zairno feminizmu smile)
          • ewelina10 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:35
            instant napisała:
            > szpanowali jeansowymi kurtkami, a my jak wykwalifikowana ekipa sprzataczek
            > polyskiwalysmy satyna, albo szelescilysmy nylonem.

            Nie lubiłam tego fartucha a do dzisiejszego dnia pozostał mi afront do białego
            kołnierzyka. wymagał codziennego prania i prasowania. Telentu do dziergania na
            szydełku nie miałam.
            Pamiętam przedmiot "robótki ręczne" i dyskryminację dziewcząt. Dzissus ... jak
            ja nie lubiłam szycia, fastrygowania, cerowania na grzybku, szydełkowania.
            robienia na drutach, smażenia naleśników ..... wydawało mi się, że chłopaki
            byli ulgowo traktowani na tej lekcji.
            • instant Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:14
              Na szczscie w liceum juz tych kolnierzykow nie wymagano, przez co niewatpliwie
              fartuszki wygladaly jeszcze zalosniej.
              "Roboty" tez byly dla mnie koszmarkiem i do dzis mam awersje do igly. Szyc nie
              umiem i juz pewnie sie nie naucze, nawet przyszycie guzika jest dla mnie
              problemem. Na drutach nauczyla mnie robic mama, a nie pani od robot.
              A szczytem wszystkiego bylo, jak kiedys, po tych wszystkiech dziergankach i
              wyszywankach kazali nam wszystkim zrobic metalowe swieczniki. Oj mial moj tata
              problem, bo musial na czas produkowac az 3 sztuki, dla mnie i dla moich dwoch
              kumpelek, ktore nie mialy takich zdolnych tatusiow smile) W trzeciej klasie to
              juz skrecilo mnie z zazdrosci, bo kiedy my musialysmy merezkowac, to chlopaki
              mieli zajecia z jazdy na motorze po boisku. Ich pan od ztp stiwerdzil, ze taka
              umiejetnosc moze im sie przydac i udostepnial im swoj wlasny pojazd. Oni wiec
              sie swietnie bawili, a my tesknie obserwowalysmy ich przez okna...i qrde nikt
              im nigdy nie kazal robic zadnych cholernych merezek, ani obrabkow ! To sie
              nazywa sprawiedliwosc !smile)
          • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:16
            Te fartuchy z materialu na podszewki wspominam jak najgorsza zmore,ohyda!!
            A na nich uscibolone tarcze,no i na odziezy wierzchniej,czesto na agrafce smile
            Chcialo sie byc doroslym ,na sile,ale tarcza byla dowodem maloletnosci...
            A wiersze i piosenki gloryfikujace piekny i mlekiem i miodem plynacy Kraj Rad..
            Ostani etap stalinizmu tez mialam "szczescie" w szkole odbyc,popiersia
            batiuszki,czytanki o Leninie w Poroninie...
            ml
    • omeri Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:10
      Podstawówki nr 1 i 233, potem Bundesgymnasium XIII w Wiedniu, 6 tygodni
      Zamoyski i do matury Żmichowska, od której w tym roku też minęlo 30 lat !
      • verbena1 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:15
        Jestem szybka, wkleilam juz zdjecie do albumu, kto nastepny?
        • lablafox Re: Szkolny wątek 22.08.04, 13:30
          Nie wkleję , zdjęcia zostały w tamtym mieszkaniu.
          • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:19
            Wkleje je,mam nawet w zasiegu,ale pozniej!
            ml
    • ewelina10 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:30
      Pragnęłam mieć krótkie włosy, ale do drugiej klasy nie wolno mi było ich ściąć.
      Nosiłam warkocze i jakieś wstrętne wplatane w nie kokardki crying((
      A powód wtedy był oczywisty i bez komentarzy: włosy długie musiały być
      zachowane do I komunii świętej .... noooo .... booo loki francuskie były
      obowiązkowe. Długa biała suknia i krótkie włosy... niiie, to było nie do
      pomyślenia.
      • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 14:53
        A u mnie odwrotnie,marzylam zawsze o warkoczykach a mialam krotkie wlosy sad
        A do komunii,w 4 klasie podstawowki a nie w 2 ,jak wszyscy,ubrana bylam w
        krotki kostiumik,a nie jak wszystkie dziewczynki w dlugie szaty.Mysle,ze moja
        mama lubila wszystko inaczej..
        ml
        • wedrowiec2 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 15:02
          Wkleiłam zdjęcie z liceum. Zdjęcia wcześniejsze są u rodziców, kiedyś będę
          musiała je zeskanować.
          • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 15:44
            Umiescilam siebie,jestem pierwsza z prawej -wloski krotkie smile)
            Pozdrawiam umieszczone kolezanki smile),mlodsze oczywiscie Verbene i Wedrowca!
            ml
          • alfredka1 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 15:49
            szkoła podstawowa, zwana powszechną, przypadla na wojnę... więc lepiuej nie
            pisać bo smutno, no chyba że o tajnych kompletach ale o tym juz wszystko
            napisano.Rok 1944 pierwsze polskie gimnazjum, musieliśmy przynieść ze sobą
            taborety, ławek na początku nie było.Zapisywaliśmy na marginesach
            sowieckie "Prawdy". Była wszechobecna nędza ale jaka radość że się wojnę
            przeżyło i że do Polski może nam się uda... Udało się .Wspomnienia z pierwszych
            lat w kraju to....."pojenie" nas, kilkunastolatków, TRANEM sad( Do dziś pamiętam
            koleżanki i kolegów, powstańców warszawskich, przerażonych koniecznością
            wypicia łychy tego paskudztwa.ojojoj, przepraszam, rozpisałam się. Pozdrawiam
            • marialudwika Re: Szkolny wątek 22.08.04, 16:20
              I mnie babunia poila tranem,a ja swoja wnunie tez smile),w zimie trzeba!!Nie
              wiem,co na to Wedrowiec?
              Tran kojarzy mi sie rowniez z "Przygodami Tomka S.",byl on "pojony" tranem
              przez ciotke smile
              ml
              • omeri Re: Szkolny wątek 22.08.04, 16:22
                Umieściłam w albumie zdjecie ze studniówki ( Stoje, czarna bluzka, okulary,
                dlugie włosy)
                • wedrowiec2 Omeri - obróć zdjęcie:) 22.08.04, 16:35
                  Tobie będzie łatwiej, niz nam stawiać na boku monitorwink
                  • omeri Re: Omeri - obróć zdjęcie:) 22.08.04, 17:02
                    wedrowiec2 napisała:

                    > Tobie będzie łatwiej, niz nam stawiać na boku monitorwink
                    Zrobiłam jakoś po swojemu wink Chyba już jest lepiej?
              • witekjs Re: Szkolny wątek 22.08.04, 16:57
                Z rozrzewnieniem czytam wasze wspomnienia. Z trudem jednak zbierałem się do
                włączenia się do tych opowieści.
                Szkołę wspominam źle.
                Miałem oczywiście wiele przyjemnych przeżyć. Te inne, jednak zdominowały
                myślenie o szkole.
                W szkole podstawowej wędrowałem od szkoły do szkoły, w różnych miastach i
                miejscowościach.
                Po ucieczce mojego Ojca za granicę wysiedlono nas z mieszkania w Sopocie, a
                mieszkanie warszawskie było wysadzone w powietrze.
                W końcu skończyłem nie istniejacą już szkole Nr 44 w Warszawie.
                Trafiłem do znanego, strasznego Liceum Nr 8 im. Władysława IV, z pedagogami,
                którzy śnili sie nie tylko mnie jeszcze na studiach...
                Musiałem je zmienić w klasie maturalnej. Ukończyłem Lic. Nr 1 na ulicy
                Felińskiego, gdzie okazało się, że zdałem maturę jako czwórkowy uczeń.
                Dyrektorem był tam bardzo dobry człowiek, Pani Prof. Jankowska a niezwykłym
                nauczycielem matematyki, Mama znanego aktora Zapasiewicza, siostra Jana
                Kreczmara.
                W tym Liceum była niezwykle, po "Władku", przyjazna atmosfera. Kończył ją
                również Geremek i Marek Kotański.
                Trudno mi, jednak pisać o wielu rzeczach, w szkole bolesnych, jak i tych
                miłych, z innego względu.

                Pozdrawiam Was. Witek

                PS. Bardzo lubiłem dziewczynki z warkoczami i nie jedną pamiętam do tej
                chwili smile)
                Czasami tylko je opowiadałem
    • a.erie Re: Szkolny wątek 22.08.04, 16:54
      Moja podstawowka to siedmioklasowa szkola na wsi.
      Wies oddalona od miasta o siedem kilometrow, dla mnie wtedy to byla odleglosc
      kosmiczna.
      Nauczylam sie czytac i pisac jeszcze przed szkola.To zasluga mojej babci, ktora
      byla przykuta do lozka. Babcie kochalam tak, jak nikogo na swiecie. Byla moja
      wyrocznia i do dzisiaj jest moim aniolem strozem smile
      A wracajac do podstawowki...
      Pan Kierownik mojej podstawowki byl Bogiem i carem. "Mlodziez szkolna" - tak
      zwykl mawiac, nie miala prawa pojawic sie na wsi bez opieki doroslych po
      godzinie 18 zima i po 20-tej wieczorem. Dotyczylo to rowniez ferii i wakacji.
      Gdy w mojej wsi powstalo pierwsze w wojewodztwie kino panoramiczne, potrafil
      wejsc w srodku seansu, zapalic swiatlo i wyluskiwac uczniow, ktorzy weszli na
      film. A konsekwencja tej niesubordynacji bylo obnizone zachowanie. Nie bylo
      zmiluj sie! Dla dzieci byly poranki oraz seanse wczesno-popoludniowe
      organizowane specjalnie dla szkoly.. (jezeli film zyskal aprobate Kierownika)

      Do pierwszej klasy poszlam wyszykowana w tekturowy tornister.I Plastus tez byl,
      bo ksiazke czytalam wczesniej, wiec sie przygotowalam smile
      Plastus siedzial, a jakzeby inaczej, w drewnianym piorniku, w specjalnej
      przegrodce, wyscielonej papierowa serwetka smile
      Moja klasa miescila sie w Domu Kultury, tylko na wf chodzilismy na boisko
      szkolne.
      Jestem leworeczna, w domu nauczylam sie pisac lewa reka, a w szkole zaczelo
      sie "przestawianie"...
      Horror! Nie bylo na mnie sposobu, przekladalam olowek do lewej reki, wiec moja
      wychowawczyni (po naradzie z moim dziadkiem )zastosowala terapie szokowa.
      Starym skorzanym paskiem dziadka, przypinala mi lewa reke do oparcia lawki.
      Przezylam jak widac, pisze prawa reka, ponoc mam ladny charakter pisma smile

      Pamietacie zeszyty szesnastokartkowe, do pierwszej klasy w takie szerokie
      linie, potem chyba w drugiej, czy trzeciej w te wezsze?
      A od czwartej klasy mozna bylo miec juz zeszyt w normalne linie - 32, lub 60-
      cio kartkowy. W tych zeszytach robilo sie marginesy. Odmierzanie, potem
      wbijanie szpilki, zeby zrobic dziurki i dokladne rysowanie marginesow. Pani od
      polskiego brala linijke i mierzyla szerokosc marginesu co do milimetra.
      marginesy nalezalo miec zawsze najmniej piec stron do przodu smile

      Moja "pani" ,uczaca mnie od 1 do 3 klasy, byla stara panna, mieszkala w szkole.
      Sprzatala u niej i gotowala jej obiady matka mojej niedalekiej sasiadki.
      Codziennie po poludniu Marysia musiala chodzic z litrowa banieczka do
      gospodarza, po mleko dla "pani".
      Banke z mlekiem stawialo sie w korytarzyku, tam na malym stoliczku, w slomianym
      koszyczku, lezala zaplata w postaci kilku cukierkow czekoladowych. Frajda!
      Marysia czasami brala mnie ze soba i potem nawet dzielila sie cukierkami smile

      Religii w 1 klasie nie pamietam, byla? Nie byla? Ale od drugiej klasy chodzilam
      na religie do "Remizy", tuz obok szkoly. Uczyl wikary, wspanialy mlody, wesoly
      ksiadz. Zgorszyl pol wsi, gdyz na codzien zakladal sutanne do kolan tylko.
      Wokol wikarego zawsze byla "chmara" dzieci, buszowalismy po tzw. "malym lasku"
      wlazilismy na drzewa, bawilismy sie w "policjantow i zlodziei". Temu ksiedzu
      zawdzieczam tez umiejetnosc plywania.
      No i mial skarby - byla to szkatulka w ksztalcie duzego serca, a w niej
      cukierki, ktorych nigdy mu nie zbaraklo...

      Nauka do pierwszej komunii byla natomiast gehenna. Codziennie chodzilo sie po
      poludniu do kosciola, obowiazkowo z ktoryms z rodzicow. Dzieci siedzialy przed
      balaskami, rodzice w lawkach.
      Musielismy wykuc na blache cala liturgie, wszystkie przykazania,z rozbiorem co,
      ktore zakazuje i nakazuje, modlitwy, rozaniec, droge krzyzowa i jeszcze cos
      tam...
      Pod dyktando ksiedza rodzice notowali wszystko w zeszytach, a potem bylo
      walkowanie w domu, do znudzenia. I na nastepnym "przygotowaniu" najpierw
      przepytywanie,gdy ktos nie umial publicze potepienie rodzica i dziecka... Ile
      lez poszlo, ile batow ...
      Mnie nie bili, mialam latwosc przswajania wiedzy wszelakiej i chwala Bogu, ale
      niektorzy mieli ciegi po pasie smileTe przygotowania ciagnely sie godzinami.
      Swiat stawal na glowie, kwiecien i maj nawet nauczycielka w szkole traktowala
      ulgowo, bo wiedziela, co sie w kosciele wyrabia ...
      Szkola i kosciol - te dwie instytucje na wsi byly najwazniejsze. I pomimo
      komunizmu "po cichu" ze soba wspolpracowaly - na mojej fotografii komunijnej
      jest "moja pani, wikary i proboszcz". Kierownik nie chodzil do kosciola, ale
      jego zona, nauczycielka matematyki byla praktykujaca katoliczka i ich dzieci
      zawsze byly w kosciele.
      Moja trzy lata mlodsza siostra miala juz inaczej, przyszedl nowy proboszcz, ale
      nie uwierzycie rodzice nie mogli sie przyzwyczic i szemrali, ze "nic nie uczy
      do tej komunii".

      Zdalam bez problemow do II Liceum Ogolnoksztalcacego im. Bohaterow Mlodej
      Gwardii, mieszczacego sie przy ulicy Iwana Turkienicza smile
      (W tym roku moja szkola odchodzi 100-lecie istnienia.)
      Pierwszy rok dojezdzalam pociagiem, bo byly niesamowite trudnosci z
      zalatwieniem biletu miesiecznego na autobus. Zasuwalam wiec do pociagu dwa
      kilometry w jedna strone.
      Pociag odchodzil o 6.30 rano, na dlugo przed lekcjami, bylam juz w szkole.
      Po szkole szlam do swietlicy szkolnej przy dworcu PKP, czekalam do trzeciej na
      pociag. Tam odrabialam lekcje.
      Nastepne trzy lata bylam dumna posiadaczka biletu miesiecznego "na wszystkie
      kursy" - zalatwil to sekretarz komorki partyjnej w moim liceum, do
      ktorego "przebojowo udalam sie z prosba o pomoc smile
      Cztery lata przechodzilam w jednym fartuchu, ale nie podszewkowym, tylko z
      granatowej zerowki. Moja mama mi go uszyla. Po dwoch latach dokupila materialu
      i zmienila rekawy na nowe. Zgroza!Wyplowialy fartuch i ciemno granatowe, nowe
      rekawy .
      Czerwono-biala tarcza, musiala byc przyszyta na rekawie, na odpowiedniej
      wysokosci. Jakos tak sie mierzylo...od gory rekawa dwie dlugosci tarczy i na
      trzeciej dlugosci tarcza. Musiala byc przyszyta na okretke, nie tylko po bokach.
      Nauczyciele mieli dyzury przy drzwiach wejsciowych , pani od matematyki, stala
      z linijka i jak cos sie jej nie podobalo to mierzyla smile
      Klase mialam typowo babsa. Same dziewczyny.
      I humorystyczne sytuacje tez pamietam...
      Chociazby taka :
      Byla dziewczyna, ktora wiecznie gadala o jedzeniu.
      - dzis jadlam rano zurek....
      - dzis mialam kanapki z twarozkiem i szczypiorkiem ...
      Mozecie sie smiac, ale nie wiedzialam co to jest zurek, twarozek i szczypiorek.
      Zeby sie przekonac, poszlam ktoregos dnia do baru mlecznego przy ulicy 3-Maja
      (nie 1-Maja!ale naprawde 3-Maja!).
      Na czarnej tablicy, powkladane bialo-kremowe literki. jest ! Zurek z jajkiem
      jest ! I twarozek ze szczypiorkiem jest!
      Policzylam ile musze miec pieniedzy, oklamalam w domu, ze to na jakas skladke i
      w nastepnym dniu juz zamawialam.
      - Zurek prosze
      - Z jajkiem?
      - Nie , bez jajka (wiem co to jajko, a szkoda kasy!)
      - Z chlebem, czy bulka?
      - dziekuje, sam zurek (chleb i bulke znalam smile)
      - I jeszcze twarozek ze szczypiorkiem
      - Chleb czy bulka
      - dziekuje, sam twarozek ze szczypiorkiem.

      Zaplacilam, dostalam kwitek i skierowalam sie do duzej lady, gdzie wydawano
      posilki.
      Podalam kartke, a kobieta wziela chochle i wlala mi do talerza BARSZCZ BIALY, a
      z gabloty wyciagnela SER Z CYBUCHAMI
      Wzielam,zanioslam do stolika i ucieklam z tego baru, bo mi sie sikac chcialo ze
      smiechu...
      Ja takie specjaly mialam na codzien, tylko w wiejskim jezyku mialy inne nazwy smile
      ***
      I jeszcze jedno wspomnienie z liceum.
      Pani od Zajec Technicznych . Dyktowala nam jakies niestworzone rzeczy, o
      plastikach, strukturach i inne cmoje boje sad
      I robilysmy tez dziwne rzeczy. Deski do krojenia itp...

      Moje wspomnienie zwiazane jest z lapka na myszy.., Deseczka, drut zwinac , no
      trzeba bylo zrobic lapke na myszy i tyle.
      Dostalam kilka dwoj, zawsze cos bylo nie tak!
      Skutecznosc lapki sprawdzala bibula do suszenia atramentu , przeciagajac ja po
      deseczce..
      Wiec, po ktoryms tam nie zaliczen
      • a.erie urwalo mi, post za dlugi, wiec cd... 22.08.04, 17:02
        Wiec, po ktoryms tam nie zaliczeniu, kupilam w sklepie lapke na myszy, starlam
        papierem sciernym taka fioletowa pieczatke z nazwa producenta i oddalam rzecz
        pod ocene , jako moja wlasna robote...
        Rytual sie powtorzyl, lapka nie zadzialala i dostalam dwoje.
        Nie wytrzymalam, i powiedzialam prawde o zakupie lapki.
        I stalo sie pieklo.Dostalam druga dwoje za oszukiwanie.
        I mialam miec poprawke z zajec technicznych, ale na Radzie Pedagogicznej mnie
        wybronili, bo bylam "dojezdzajaca")
        U tej nauczycielki mialam przerabane do X klasy, potem, gdzies na poczatku
        roku, dostala zawalu i odeszla ze szkoly na rente...i chwala Bogu, nie
        zalowalam jej ani przez minute ...

        Mam tych wspomnien kupe, skrzetnie zapisywanych w moich pamietnikach.
        A wlasnie! czy ktos z was pisal pamietniki, a moze pisze nadal?
    • aleznumer Re: Szkolny wątek 22.08.04, 23:06
      Dziewczynysmile ja tez chodzilem w fartuszku, a jakze.
      Taki do pasa byl obowiazkowy i tez z bialym kolnierzykiem.
      Przez ten faruszek nagminnie wyganiano mnie do domu bo nagminnie zapominalem go
      wkladac. Nie wiem jak skonczylem szkole- ciagle mnie nie bylo.
      A jak nie po fartuszek to po ktoregos z rodzicow bo chuliganilem
      nieprawdopodobnie.
      Ale udalo mi sie skonczyc podstawowke z odznaka wzorowego ucznia( byly takie
      owalne czerwone z białym napisem) bo mialem same piatki - taki bylem zdolnysmile.
      O malego figla by nie wyszlo, bo poklocila sie o mnie rada pedagogiczna- jak
      to wzorowy uczen ze sprawowaniem z laski podwyzszonym na troje.

      W liceum bylem stale zmeczony bo po nocach gralismy w pokera.
      W trzeciej klasie bylem juz prawie wyrzucony ze szkoly .
      Moja polonistka- ale to byla paskudna baba- wmawiala mi, ze nie przeczytalem "
      Pana Tadeusza ". Kazala podac zeszyt, zeby mogla wpisac wiadomosc rodzicom i
      dwóje- rzucilem jej z ostatniej ławki ze złościa na biurko az sie rozleciał..
      Tu uratował mnie sam dyrektor i moje sportowe wyczyny dla szkoly.
      Oj, byloby co pisac..

    • olga55 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 23:23
      Tiia,chłopaki też chodzili w fartuszkach.Prawda,a dzinsy były dłuugo
      zakazane.Dziewczętom tez nie we wszystkich szkołach pozwalano chodzić w
      spodniach.W Lo przeżylismy "atak" na długie (jak na tamte czasy) włosy u
      chłopakow.Ci,ktorzy je zapuścili przez wakacje przeżywali gwałtowne
      postrzyżyny.Pamiętam jak "wyłapano" z szatni ubrania bez tarcz,lub takimi na
      szpilki i agrafki.Siedzieliśmy po lekcjach na korytarzu i przyszywaliśmy.
      Wszystko,po to aby teraz było co wspominać...
      • aleznumer Re: Szkolny wątek 22.08.04, 23:43
        Czepiali sie wszystkiego.
        Mialem cudna sympatie, szla z moda leb e leb a latwe to nie bylo.
        Weszly w mode nagle takie spodnice midi z dlugim rozporkiem na udzie.
        dzien , w ktorym przyszla ta moja duma w tym do szkoly i jakie reakcje u
        nauczycieli wywolala do dzisiaj sni mi sie po nocach.
        Wtedy razem musielismy isc na wagary.
        I nie wiem co ich tak bolalo w tej midi i w tym rozporku- dookola szalala mini,
        w szkole tez.
      • ada296 Re: Szkolny wątek 22.08.04, 23:55
        ale fajne czytadło sie zrobiło
        zwłaszcza Erie czyta się z zaciekawieniem
        ja z tych młodszych
        uczona na długopisie
        ale dziadek belfer w wiejskiej szkole
        a babcia wiejska bibliotekarka
        więc czytałam i pisałam stalówką zanim poszłam do szkoły
        bardziej pamiętam belfrów niż budynki
        pana od chemii w ogólniaku, który obniżał oceny za randkowanie
        często się na to łapałam
        do czasu....
        Hexa od fizyki w ogólniaku
        jeśli nie wyprowadzało się jej pieska na spacer - przegwizdane się miało
        ja miałam
        do czasu...
        pan od geografii w ogólniaku
        wyzwałam go w pierwszej klasie
        przede mną zdawał syn lekarki
        fatalnie mu szło dostał 4+
        ja tylko żle odczytałam z mapy "Góry Jabłonowe" przerobiłam na "błonowe" ale
        pewnie i takie są
        więc gościa (znaczy nauczyciela) wyzwałam, że jak syn nauczycielki to fajnie a
        jak ja to źle
        pan był zły
        do czasu...

        a teraz powiem co znaczy do czasu...
        w tamtych czasach mój tatuś pracował w wymiarze sprawiedliwości
        a każdy prędzej czy później....
        ci nauczyciele akurat w dobry czas mieli problem z prawem

        ojciec nie chodził na wywiadówki, w tym mieście mieszkaliśmy niedawno
        więc byłam traktowana jak normalny uczeń

        miałąm fajną podstawówkę, liceum i studia
        ale nie chciałabym jeszcze raz tego przechodzić

        a Wy ?
        • wedrowiec2 Re: Szkolny wątek 23.08.04, 00:07
          ada296 napisała:

          > ale nie chciałabym jeszcze raz tego przechodzić
          >
          > a Wy ?
          >

          Nigdy!!! Żadna siła nie zmusiłaby mnie do powtarzania szkolnych lat. Oczywiście
          na takich samych warunkach, jakie wtedy miałam.
          • lablafox Re: Szkolny wątek 23.08.04, 06:47
            Szkołę podstawowa mogłabym jeszcze raz przerobić - piękne to były lata .
            LO - nigdy w życiu.
            Studia i owszem.
            Czas mojego LO , nawiązując do mini w czasach aleznumera , to czas
            przyzwoitości - czyli spódnice obowiązkowo za kolana - 20 cm i czas budzącej
            się mini.Durektor z linijką odmierzający przestrzeń miedzy podłoga a rąbkiem
            spódnicy.
            Dziewczyny i spodnie - nie do pomyślenia.
            Jeden raz odważyłam sie w trzaskający mróz przyjechać do szkoły w spodniach i
            fartuchu - pytana byłam na wszystkich lekcjach, WSZYSTKICH , z odpowiednim
            komentarzem.
            Spódniczki nosiłyśmy w szkole przyzwoicie długie . Po lekcjach podwijałyśmy w
            pasie na wysokość kolan - to była przyzwoita mini.
            Na studniówce miałam granatową sukienkę zamiast bluzki i spódniczki - sukienka
            była wąska i do kolan , gdy grzecznie stałam w kolejce do mierzenia długości.
            Potem w tańcu , wraz z podnoszeniem rąk ukazywało się znacznie wiecej niż tylko
            kolana - do czasu rozmowy z wychowawczynią , potem tańczyłam z rękami najwyżej
            podniesionymi do pasa.
            • kanoka Re: Szkolny wątek 23.08.04, 15:36
              Wiesz Lx, ja odczuwam podobnie...
              Podstawówka była w porządku, studia super, tylko ogólniak coś nie tak....
              I tak myślę, że może nie w każdym przypadku jest to wina szkoły - w moim na
              pewno nie....
              Myślę,że łatwiej jest być dzieckiem, lub "młodzieżą", a podlotkiem - trudniej.
              Zawsze najtrudniejsze są te stany przejściowe, pomiędzy....
              • marialudwika Re: Szkolny wątek 23.08.04, 15:57
                W moim liceum byl ciut za duzy rygor,ale zawdzieczam temu okresowi 4
                przyjaciolki na tzw."smierc i zycie"!
                ml
                • omeri Re: Szkolny wątek 23.08.04, 17:03
                  marialudwika napisała:

                  > W moim liceum byl ciut za duzy rygor,ale zawdzieczam temu okresowi 4
                  > przyjaciolki na tzw."smierc i zycie"!
                  > ml
                  Nie do wiary, za moich czasów mawiało się,ze trupm bedzie miał predzej czerwone
                  lica niż ze Żmichowskiej wyjdzie dziewica smile))
                  • marialudwika Re: Szkolny wątek 23.08.04, 18:29
                    Widac bylas u NZ po rewolucji seksualnej smile)
                    Nasze "panie profesor" byly same wiecznymi dziewicami/podobno/ wiec strzegly
                    cnoty uczennic jak lwice smile
                    Oczywiscie to wszystko teoria a /pewnie/ w praktyce bylo inaczej....
                    Nie obywalo sie bez roznych gorszacych "cialoped" psikusow.Najgorsza byla
                    dyrektorka,postrach szkoly,brrrr!!!
                • kanoka Re: Szkolny wątek - ML ! jubileusz! 23.08.04, 17:13
                  Więc masz okazje sie z nimi spotkać smile)
                  www.lo15.waw.ids.pl/absolwenci/index.htm
                  • felinecaline Re: Szkolny wątek - ML ! jubileusz! 24.08.04, 12:46
                    Mam teraz "duza przerwe" i zamiast sjesty po stolowkowym obiadku wysylam Wam
                    kilka moich wspomnien. Osoby bardziej wrazliwe wechowo winny sie wstrzymac od
                    lektuAaach -"szkolo, gdy cie wspominam"...
                    Podstawowka jak i wielu z Was kojarzy mi sie z zapachem (?smrodkiem) oliwionych
                    na czarno podlog, ale jeszcze i rozmazanej na tablicy kredy a co najgorsze
                    scierki czy nawet gabki do wycierania tablicy. Dorzuccie do tego dolatujacy z
                    kuchni zapach przypalonego mleka i.... nieodlaczny aromat ciagnacy sie
                    skondensowana smuga za moja pierwsza nauczycielka i wychowawczynia az po IV
                    klase. Byla ona panienka w wieku 80 lat, kiedy po raz pierwszy zagonila nasze
                    stadko do swojej klasy. Niezmiennie ubrana na szaro lub czarno, z
                    mikroskopijnym siwym koczkiem splatanym z mizernego warkoczyka,
                    pokaznym "omszalym" nosem i...broda, na ktorej jak u zlej wrozki z
                    bajki "rosly" wlochate brodawki. A ten aromat to "soir de pissoir" - czyli
                    bardziej swojsko zapach siuskow.
                    Pierwszy dzien szkoly - przybrana w malowniczy "marynarski" granatowy mundurek
                    z obszytym potrojnie bialymi tasiemkami kolnierzem, z wielka biala motylowata
                    kokarda na czubku glowy wymaszerowuje na uroczyste rozpoczecie roku szkolnego.
                    Nie, Elzuniu, "tyte" zostawisz w domu - decyduje Mama. A coz to za "tyta"
                    zapytacie? To stara, slaska tradycja nierozerwalnie zrosnieta z pierwszym
                    krokiem do krolestwa wiedzy: tekturowy, bogato zdobny rog obfitosci wypelniony
                    po brzegi slodkosciami, ktore kazdy pierwszoklasista taszczy ze soba takiego
                    dnia do szkoly.
                    No, wiec poslusznie zostawilam "tyte" i poszlam, ale juz wkrotce na widok
                    innych dzieci, kazdego ze swoim rogiem obfitosci poczulam sie gorsza albo moze
                    tylko "inna" i serdecznie oraz donosnie rozryczalam z zalu. mama dowiedziawszy
                    sie, co jest przyczyna ryku jej dzieciecia pospiesznie pobiegla do domu i
                    szybciutko wrocila z "tyta", co uciszylo moj ryk i osuszylo lzy. Mmajercia (owa
                    malownicza i aromatyczna wychowawczyni mogla podjac "tresure".
                    Tak bowiem jak treser na arenie uzbrojony jest w bicz tak Majercia nie
                    rozstawala sie z linijka, ktora skwapliwie i systematycznie poslugiwala sie w
                    celu wpajania uczniom prawidel jezyka polskiego. Wiele z moich kolegow i
                    kolezanek ta droga dowiadywalo sie, ze do szkoly nie jedzie sie "banka" tylko
                    tramwajem a w zeszycie pisze piorem a nie "filokiem". Te i inne slowa z gwary
                    slaskiej byly odtad wyklete a na strazy tej zasady stala Majercia, zreszta
                    sama "krakowianka jedna" ( wiadomo:...miala linie z drewna...).
                    Ja natychmiast jakos stalam sie (niestety) ulubienica Majerci: moze dlatego, ze
                    mowilam bardzo prawidlowa, "literacka" polszczyzna, jako, ze oboje moi Rodzice
                    byli z pochodzenia "gorolami" w powojennej "wedrowce ludow" przeflancowanymi
                    naa slaski grunt.
                    Z ulubieniem przez Majercie kojarzy mi sie cierpienie zwiazane z koniecznoscia
                    znoszenia jej pocalunkow - klujacych od szczeciny wyrastajacej z brodawek i
                    pachnacych mieszanina amoniaku i zepsutych zebow..Znosilam je meznie az po
                    polrocze czwartej klasy, rekompensujac sobie te doznania radoscia z ksiazek,
                    ktorymi w prezencie przy byle okazji zasypywala mnie macierzynsko niewyzyta
                    wychowawczyni.
                    Kiedy bylam w czwartej klasie przeniesiono Majercie na nader zasluzona
                    emeryture, byc moze po tym, jak z nazbyt wielkim zapalem wykorzeniala gwarowe
                    nawyki u jednego z naszych kolegow - syna milicjanta.
                    Przez pare tygodni uczyla nas jeszcze Majercia religii a z tego co zapamietalam
                    z jej nauk to moglby jej "ojciec Rydzyk" conajmniej zapalic swieczke na swoim
                    oltarzu - przy lada okazji bowiem tlumaczyla nam, jaki to obrzydliwy i podly
                    narod - owi "Zydzi, co zabili Pana Jezusa".
                    W klasie czwartej nasi wychowawcy zmieniali sie jak w kalejdoskopie a od piatej
                    odziedziczylismy jako wychowawczynie inna krakowianke. Filoki i banki byly juz
                    wykorzenione, nowa Pani stanela odtad "na strazy naszej dziewczecej cnoty", a
                    narzedziem do jej w nas utrwalania stala sie odziedziczona po Majerci "enta"
                    juz linijka a po jej destrukcji rownie skuteczny "patyk" do wskazywania na
                    mapie (nowa "Pani" nie od parady byla geografka).
                    CD ewentualnie nastapi ;-P






                    ry.
    • a.erie Re: Szkolny wątek 24.08.04, 16:03
      - Mojemu Groznemu Kierownikowi podstawowki zawdzieczam umilowanie geografii.
      Mozecie sie smiac, ale Atlas nie mial dla mnie tajemnic. W nocy , o polnocy
      moglam pokazac kazda, najmniej znaczaca nazwe na kuli ziemskiej smile
      - pani od polskiego zawdzieczam dwoje z dyktanda w czwartej klasie, bo
      napisalam polka przez "U", poza tym nie bylo innych bledow smile
      Zapamietalam na cale zycie...
      - Panu od spiewu zawdzieczam podstawy nauki gry na gitarze
      - pani od fizyki byla znakomita wrozka. Wywrozyla mojej kolezance duza gromadke
      dzieci, "bo sie do niczego innego nie nadaje" - i sprawdzilo sie smile
      - a pani od plastyki zawdzieczam "4" na swiadectwie szkolnym, za to, ze
      pyskowalam ...sprzeciwialam sie rysowaniu za pomoca linijki ( "ruine rysujesz,
      nie dom!" - wrzeszczala - "nie masz linijki?!",
      na co odpowiedzialam jej , ze Matejko nie malowal z linijka,a to jest lekcja
      rysunku, nie geometrii..."

      Pamietam jeszcze jedna historyjke, smieszna, ale nie wtedy, gdy miala miejsce.

      W piatej, moze szostej klasie podstawowki dziewczyny zaczely dojrzewac i
      chlopcy z klasy byli "dzieciakami".
      Zwracalysmy wiec wiec do nich, formulujac zdania w tym stylu naszej pani od
      polskiego...
      - "Zrob mi dziecko te przyjemnosc i pozycz olowek" , itp...
      Na lekcji polskiego
      moj kolega rozrabial i zostal przesadzony do pierwszej lawki, a mnie skierowano
      na jego miejsce, do drugiej, tuz za nim...
      Gruby byl, no, taki dobrze "nabity", wiec zaslanial mi tablice.
      Wyjelam kartke i chialam mu napisac, zeby sie przesunal, bo poszturchiwania nic
      nie pomogly.
      Napisalam slowa "Zrob mi dziecko", dalej nie zdazylam, bo kartka wyladowala w
      rekach pani!
      I zrobila sie afera! Najpierw natychmiastyowa rozmowa z kierownikiem szkoly,
      potem do szkoly wezwano mame...
      Nie rozumialam o co ten caly szum, nie raz i nie dwa przechwytywano kartki na
      lekcjach i nigdy nie bylo z tego wielkiego ale, najwyzej po lapach linijka, a
      tu?
      - Kierownik w obecnosci mamy zadal mi pytanie:
      - Do kogo pisalas kartke?
      - do Antka - powiedzialam zgodnie z prawda. (ciekawostka jest, ze Antek byl
      jego synemsmile )
      - dlaczego tak napisalas?
      - bo mi zaslanial tablice!
      - Nie klam!
      - Ja nie klamie...
      - Tu nie jest tak napisane - kierownik machnal mi ta nieszczesna kartka przed
      nosem...
      - Bo nie skonczylam, pani mi odebrala kartke ...
      I wtedy chyba zaczal cos kojarzyc, bo podsunal mi czysta kartke papieru i
      powiedzial :
      - Napisz tak, jak chcialas to napisac, do konca...
      Poslusznie wzielam kartke i napisalam:
      "Zrob mi dziecko ta przyjemnosc i przesun sie, bo mi zaslaniasz tablice"

      - Wyjdz! Poczekaj za drzwiami - uslyszalam, a gdy tylo znalazlam sie na
      korytarzu, uslyszalam wybuch smiechu kierownika i mojej mamy...

      Dostalam uwage w dzienniczku za pisanie kartek na lekcji, mamie musialam dac
      slowo, ze kartek nie bede pisac, nie dostalam zadnej kary...

      I nie zrozumialabym chyba o co ta cala afera, ale podsluchalam rozmowe rodzicow
      w kuchni, mama smiejac sie opowiadala cale zajscie ojcu...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja