Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po.

24.08.04, 20:59
Nie wiedziałam gdzie napisać, więc pomyżlałam, że tu i na forum "po
trzydziestce" znajdę osoby, które mogłyby mi odpowiedzieć. Chodzi mi o czasy
przed akcją "rodzić po ludzku". Czy zdarzały się wtedy przypadki rodzenia w
domu, czyli wynajmowania położnych? Jeśli tak, to jak wygladała procedura juz
po urodzenia dziecka? Kobieta jechała z maleństwem do szpitala i tam
zostawała jak po "zwykłym" porodzie?

Z góry dziekuję za odpowiedzi.
    • lablafox Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 21:11
      Ja rodziłam się we wczesnych czasach PRL-u .
      W domu, w zrujnowanym mieście na ziemiach odzyskanych.
      Z opowieści wiem ,że moja Mama była tylko 3 x u akuszerki, lekarza ginekologa w
      tym miasteczku nie było.
      Urodziłam się w łóżku małżeńskim, szerokim i potrzeba posiadania szerokiego
      łoża została we mnie po dziś dzień smile)))).
      Po porodzie Mama leżała 2 dni w łóżku , a potem zabrała się za przestawianie
      mebli.
      Kilka razy przychodziła też mnie kąpać i oglądać ta sama akuszerka i to
      wszystko.
      Jako 3 tygodniowe maleństwo zniosłam dzielnie podróż z Ziem Odzyskanych na łono
      rodziny - do Poznania.
    • warum Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 21:44
      Rodzilam w PRL wg 2 roznych systemow opieki nad noworodkiem, ale za kazdym
      razem w szpitalu - nawet mi do glowy by nie przyszlo,ze moglabym w domusmileot
      system! Pozdrawiam jeszcze starsze "weteranki"smile
    • olga55 Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 22:16
      Ja sama urodzilam sie w szpitalu,a i moje dzieci też.Nawet nie myślałam,że
      mogłoby być inaczej-więcej-bałabym się rodzić w domu.Natomiast pamiętam we
      wczesnym dzieciństwie,ze byłam gdzieś na wsi na wakacjach.Tam nie było szpitala
      tylko izba porodowa.Chyba była w niej położna?? i pielęgniarka.Pamiętam widok
      jak chłopi wywozili (odświętnie ubrani) swoje żony z małymi, zakutanymi w
      beciki dziećmi.
      • marialudwika Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 22:20
        Ja sama w klinice prywatnej a dziecie w szpitalu.Obecnie tutaj,w Holandii jest
        moda na rodzenie we wlasnym domu.Przy pomocy poloznej.
        ml
        • omeri Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 23:42
          ML - ja też w klinice prywatnej na Mokotowie.
          • marialudwika Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 14:28
            A ja na Lwowskiej smile
            ml
            • mammaja Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 14:38
              Mam znajoma, ktora uparla sie rodzic w domu - w latach tuz po PRL.Byly z tym
              jakies cyrki,ale w koncu udalo jej sie - oczywiscie na wypadek komplikacji bylo
              zaklepane miejsce w szpitalu, ale wszystko poszlo sprawnie i szybko.Nastepne
              dzieci tez urodzila w domu.Miala prywatnego lekarza w gotowosci i o ile
              wiem,nigdzie z dzieckiem nie musiala jezdzic.Potem moda na rodzenie w domu
              zaczela sie "przyjmowac" - te dziewczyny sa b.zadowolone, bez stressu, caly
              czas z rodzina. Ale wiem,ze byly wielkie trudnosci z rodzeniem w domu za PRL.
              Sa przypadki, ze jest to jednak absolutnie niewskazane - jak moje- blizniaki
              wczesniaki - tez by nie przetrzymaly bez inkubatora a corcia w ostatniej chwili
              obrocila sie tylem do swiata i natychmiastowe cesrskie ciecie rozwiazalo sprawe.
    • iwonax Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 24.08.04, 23:53
      Obydwoje z bratem urodziliśmy się w domu. Na szczęście nie było żadnych
      powikłań,
      wszystko zgodnie z prawami natury, tak chciała mama, przy pomocy akuszerki.
      Nigdy nie pytałam, co by było gdyby coś nie szło zgodnie z planem, jak wtedy
      ze szpitalem, opieką lekarza, dobrze że spytałaś, muszę zapytać.
      • ada296 Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 00:05
        gdybym rodziła w domu młodszy by nie przeżył bez inkubatora
        ale wtedy porody w domu były zakazane

        takie porody fajnie wyglądają na filmach
        na parterze tłum ludzi
        wśród nich zaaferowany tatuś
        słychać krzyk matki...
        ktoś niesie gorącą wode i prześcieradła...
        a potem głośny płacz dziecka...
        ktoś schodzi na dół i do tatusia mówi: masz syna/córkę

        no urocze smile)
        • em_em Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 00:21
          ada296 napisała:

          > ktoś niesie gorącą wode i prześcieradła...
          > a potem głośny płacz dziecka...

          kiedy "na ostatnich nogach" chodziłam d pracy - koledzy ciągle trzymali
          czajnik "pod parą" - tyle zapamiętali wink
          • ada296 Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 00:32
            dobra szkoła filmowa smile))
            • jamajka10 Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 09:25
              kiedy ja rodziłam- w szpitalu byl oddzial "septyczny"-tam przywożono
              delikwentki,które urodzily w domu, w środkach komunikacji zbiorowej,a nawet w
              szpitalnym korytarzu.Wydaje mi się,że jeśli kobieta rodziła w domu,to też
              musiala jechać już z dzieckiem do szpitala.To był rok 79 - pamiętam "rok
              dziecka"smile
    • a.erie Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 13:30
      Pierwszy raz rodzilam w szpitalu, niezbyt mile wspomnienie - oddzial zamkniety,
      bez odwiedzin, smieszne koszule rozcinane z przodu , sala do porodu zbiorowa,
      bez parawanow, wiec rodzenie jak na tasmie sad
      Lekarz chodzil od lozka do lozka, badal rozwarcie i sobie odchodzil... gdy
      zaczynaly sie bole parte, porod odbierala polozna, lekarz byl do takich
      awaryjnych...pamietam tylko glupie odzywki do krzyczacych kobiet, jakies zarty
      niesmaczne...
      To byl rok 1975.

      Drugi porod w porownaniu z pierwszym to bajka. Rodzilam na porodowce, ktora
      uruchomiono przy przychodni. Tam byly tylko polozne, lekarz przychodzil na
      odchod rano i wieczorem, a "ciezsze" przypadki zabierano do szpitala (okolo 2
      km dalej).
      Porodowke nazywano Mogador - od emitowanego wtedy w TV serialu "Panie na
      Mogadorze".
      A moja corcia urodzila sie szybciutko, cudowna Pani Helena (tak miala na imie
      polozna) tak sie mna zajela, ze nie wiedzilam kiedy, co i jak,a juz uslyszalam
      placz malenkiej...Troska poloznych byla widoczna na kazdym kroku. Dzieciaki
      mialy lozeczka przy matkach (nowy eksperyment),polozne byly na kazdy gwizdek,
      uczyly pielegnacji niemowlecia ( nauczono mnie kapac dziecko bez uzycia
      wanienki, pod kranem)
      I co ciekawe, kobiety bronily sie rekami i nogami(lapowkami tezsmile ) przed
      wywiezieniem na Mogador, wszystkie chcialy do szpitala, ja natomiast poprosilam
      o ten Mogador, bo miesiac wczesniej rodzila tam moja kolezanka z pracy i goraco
      mi go polecala)
      Byl rok 1980.


      • iweta_r Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 14:58
        Rok 1986 ,oddział położniczy dla przeterminowanych ciąż gdzie napatrzyłam sie i
        nasłuchałam tyle że strach było rodzić ,potem za tydzień oddział
        porodowy,ściśle zamknięty w powiatowym szpitalu ,pięc porodów na raz, 2 godz
        czekałam na szycie po obowiązkowym cięciu . to był horror, zazdroszczę tym co
        teraz rodzą.
        iwet
      • olga55 Re: Do pań rodzących w czasch PRL i zaraz po. 25.08.04, 16:39
        Teraz jest walka o klienta,ogromny niz demograficzny.kiedyś warunki byly
        nienajlepsze, ale też ilość urodzeń bardzo duża,stąd m.in przepełnienie na
        porodówkach.ja miałam tzw. pozytywne podejście do sprawy i los mi tym samym
        odpłacił. Mimo iż rodzilam "taśmowo", zawsze się mną dobrze opiekowano.A
        przytomność młodego lekarza przy pierwszym porodzie być może uratowała życie(a
        na pewno zdrowie) mnie i mojej córce.Dlatego nie jestem zwolennikiem porodów
        domowych-mimo najlepszego przgotowania zawsze może coś nie zagrać.I co wtedy??
        do kogo pretensja?Czyja wina?
Pełna wersja