Dla kogo żyjecie?

12.04.05, 20:21
Usłyszałam dzisiaj: "ja mam dla kogo żyć - muszę wyzdrowieć".

Czy jak nie ma "dla kogo" - to nie warto?
    • meg_s Re: Dla kogo żyjecie? 12.04.05, 21:01
      niekoniecznie "dla kogo" - można mieć "dla czego" - jak brak i jednego
      drugiego - to.... co to za życie
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:53
        meg_s napisała:

        > niekoniecznie "dla kogo" - można mieć "dla czego" - jak brak i jednego
        > drugiego - to.... co to za życie

        Czy mogłabyś rozwinąć to: "dla czego"?
    • bodzio49 Re: Dla kogo żyjecie? 12.04.05, 21:09
      Zawsze warto. I nie tylko dla dzieci czy kogoś innego. Dla siebie też.
      Mój światopogląd jest bardzo luźno związany z Kościołem Katolickim,
      przynajmniej w tej jego dzisiejszej postaci ale jestem jakoś dziwnie pewny
      tego, że jest jednak coś dla czego warto dobrze przeżyć to życie.
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:54
        bodzio49 napisał:

        > Zawsze warto. I nie tylko dla dzieci czy kogoś innego. Dla siebie też.

        Czy to "też" świadczy, że jednak "dla kogoś" więcej warte?
    • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 12.04.05, 21:50
      dla siebie przede wszystkim.
      zycie przede wszystkim dla kogos, czy to dzieci, czy kochana osoba, czesto ma skutek uboczny: u(za)tracenie siebie. Wtedy dla tych innych stajemy sie nieinteresujacy i nudni.

      moje osobiste zdanie smile
      • felinecaline Re: Dla kogo żyjecie? 12.04.05, 22:25
        dzis akurat zylam dla 5 uspionych i tyluz szczesliwie wybudzonych delikwentow,
        jutro dla nastepnych i pojutrze dla jeszcze nastepnych. Wielu z nich nigdy nie
        zobacze po raz drugi. A w gruncie rzeczy to dla siebie. i troche dla Kicura i
        nawet troczhe (takie duuuze troche) dla Pitki, ktora drzemie na moich kolanach
        po pozarciu kawalka befsztyka ktory jej podawalam do "dziobka".
        Nie lubie "poswiecania sie" czemu czy komukolwiek w zyciu. Zyje tak, zebym
        miala prawo byc zadowolona z zycia i z siebie.
        • mammaja Re: Dla kogo żyjecie? 12.04.05, 23:33
          jak sie trafi, Kamforo, poprostu nie widze wyjscia smile))))))
          • ada296 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 00:26
            jak Jutka - dla siebie przede wszystkim
            jasne - dla dzieci też - ale bez przesady
            zrobię dla nich co będę mogła, postaram się zapewnić im możliwość nauki, pomogę
            na starcie w dorosłe życie
            ale bez histerii
            nie chcę żyć życiem dzieci (czy innych bliskich mi osób)
            chcę żyć swoim życiem dla siebie
            egoistyczne podejście ?
            nieee smile
            • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:03
              ada296 napisała:

              > chcę żyć swoim życiem dla siebie
              > egoistyczne podejście ?
              > nieee smile

              Dlaczego życie dla siebie kojarzy się z egoizmem?
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:01
            mammaja napisała:

            > jak sie trafi, Kamforo, poprostu nie widze wyjscia smile))))))

            smile)
        • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:00
          felinecaline napisała:

          > Nie lubie "poswiecania sie" czemu czy komukolwiek w zyciu. Zyje tak, zebym
          > miala prawo byc zadowolona z zycia i z siebie.

          Czy myślisz, że są ludzie, którzy takiego "prawa" nie mają?
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:57
        jutka1 napisała:

        > dla siebie przede wszystkim.
        > zycie przede wszystkim dla kogos, czy to dzieci, czy kochana osoba, czesto
        > ma skutek uboczny: u(za)tracenie siebie. Wtedy dla tych innych stajemy sie
        > nieinteresujacy i nudni.

        Dlaczego więc większość (przważająca!) wybiera tę opcję życia przede wszystkim
        dla innych? Tak, jakby z chęci do życia trzeba było się usprawiedliwiać?
        • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:22
          kamfora napisała:

          > Dlaczego więc większość (przważająca!) wybiera tę opcję życia przede wszystkim dla innych? Tak, jakby z chęci do życia trzeba było się usprawiedliwiać?
          **********
          Kamforo, non sequitor chyba? To nie z "checi do zycia", ale z "zycia przede
          wszystkim dla siebie" trzeba sie usprawiedliwiac... Dlaczego?
          Bo ucza nas, ze zycie dla siebie to egoizm. Ze zycie dla innych przynosi
          wieksza satysfakcje, nadaje wiekszy sens, etc. Zaznaczam, ze napisalam
          "przede wszystkim" - nie jestesmy w koncu samotnymi wyspami. Ja zyje dla
          siebie (przede wszystkim), ale rowniez dla innych i z innymi (rodzina,
          przyjaciele, "uczniowie", etc.).
          Mysle jednak, jak napisalam wczesniej, ze zycie _przede wszystkim_ dla
          innych niesie ryzyko, ze utracimy - lub nie bedzie nam dane poznac - samych
          siebie, swoich potrzeb, radosci, irytacji, reakcji.

          I czasem mysle, ze zauwazanie samego siebie, zycie _rowniez_ dla siebie
          jest trudniejsze.

          A i tak sadze, ze jest to kombinacja i tego, i tego, dla roznych osob w roznych
          proporcjach.
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:35
            jutka1 napisała:

            > Kamforo, non sequitor chyba? To nie z "checi do zycia", ale z "zycia przede
            > wszystkim dla siebie" trzeba sie usprawiedliwiac...

            Jeśli chcesz - nie będę się upierać, ale moim zdaniem to ja mam rację wink
            (w kwestii formalnej, oczywiście)
            • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:40
              pytalam tylko, tez sie nie upieram wink
              • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:49
                jutka1 napisała:

                > pytalam tylko, tez sie nie upieram wink

                taaa - obiecujesz w sygnaturce, że "po mordzie" upierasz wink

                obiecanki - cacanki?
                • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:53
                  kamfora napisała:

                  > taaa - obiecujesz w sygnaturce, że "po mordzie" upierasz wink
                  >
                  > obiecanki - cacanki?
                  **********
                  hahaha smile

                  typowa sadystka w stosunku pardon do masochisty: obiecuje, a nie pierze wink)
    • foxal Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 03:45
      Wedlug mojego rozumienia "zycia osobistego i jego celow", to one sie zmieniaja
      w miare ustepujcego czasu - przebiegu tego zycia.

      Czlowiek sie rodzi, bez wlasnej inicjatywy (nie wybieral) i zyje dla utrzymania
      sie przy zyciu i zaspokojenia fizjologicznych potrzeb.

      Nastepnie rosnie i rozpoczyna stawiac sobie i innym jakies wymagania "chcenia"
      czegos, np zabawek, ubran itp i takie poprostu male cele na codzien i to
      przeradza sie w egoistyczne zycia dla siebie w okreslonym jego rozwoju.

      Nastepnym etapem zgrubsza rzecz biorac, wchodzi w zycie doroslegj jednostki i
      chemia biologiczna sie wlancza - dla powtorzenia biologicznego cyklu - i
      rozpoczyna poszukiwac partnera/ki. Po znalezieniu czesto nastepuje zakladanie i
      rozwoj rodziny i wowczas MUSI zyc dla tych, ktorych sprowadzil na ten swiat,
      zeby zapewnic im to co sam otrzymal od swojego rodzica. Wowczas zyje dla
      dzieci, zeby zapewnic im jakies minimum utrzymania sie przy zyciu - zwlaszca w
      wieku od 0 do.....

      Jak dzieci odejda od rodzicow na swoje, to czesto rodzice jesli sa w zgodzie,
      to zyja dla wzajemnego wspierania sie towarzysko i wzajemnego pomagania sobie w
      nadchodzacej "niedoleznosci" bo sa do siebie i od siebie uzaleznieni - wiec
      zyja nie tylko dla siebie. I tak sie cykl zycia biologicznego naszego gatunku
      rozpoczyna i konczy.

      Mowienie zatem, ze zyjemy tylko dla siebie chyba jest nie zupelnie technicznie
      dobrym okresleniem.

      Natomiast stwierdzenie,ze zyjemy wlasnym zyciem w towarzstwie drugiej (jednej
      czy wielu osob) jest ogolnie chyba poprawne i do przyjecia.
      • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 08:33
        Foxalu, zakladasz, ze wszyscy maja dzieci.
        Ja np. nie.

        J. smile
        • foxal Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 19:09
          Jutka, nie, nie zakladalem, ale statystycznie rzecz biorac to wiekszosc posiada
          dzieci - swiadomie i celowo czy z przyadku. Pary lub pojedynczy rodzice sa w
          mniejszosci w odniesieniu do reszty spoleczenstwa.
          • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:06
            Foxalu, nawiazywalam tez do swojego poprzedniego wpisu ("dla siebie" plus nastepny akapit)

            pozdrawiam, J. smile
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:06
        foxal napisał:


        > Po znalezieniu czesto nastepuje zakladanie i rozwoj rodziny i wowczas MUSI
        > zyc dla tych, ktorych sprowadzil na ten swiat,
        > zeby zapewnic im to co sam otrzymal od swojego rodzica. Wowczas zyje dla
        > dzieci, zeby zapewnic im jakies minimum utrzymania sie przy zyciu - zwlaszca
        > w wieku od 0 do.....

        Wychodziłoby, że zakłada rodzinę, aby mieć dla kogo żyć?
    • ewelina10 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 10:55
      kamfora napisała: ..."ja mam dla kogo żyć - muszę wyzdrowieć".

      Po przeczytaniu tego fragmentu - pierwsze skojarzenie jaki mi się nasunęło
      to ... nadrzędna rola rodzica w trosce o małoletnie jeszcze bezbronne dziecko,
      którego egzystencja jest w całkowitym stopniu od niego uzależniona smile

      Żyć przede wszystkim jest warto dla siebie. I tu nie chodzi o to by żyć dla
      innych, dla ojczyzny, kraju, dzieci, dla tych co kochamy i dla miłości dla
      poezji i dla poranka dla dobra i szczęścia innych ... i wiele jeszcze
      wzniosłych celów kojarzących się z różnymi formami większego lub
      mniejszego "egoizmu" wink
      ... warto jest żyć przede wszystkim dla tego stanu w którym jest nam po prostu
      - dobrze.
      • mammaja Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 11:13
        na dziendobry - wierszyk zapamietany z dziecinstwa:

        Kto dla siebie pracuje - ten sily uraca,
        jego rak, jego ramion znikoma jest praca
        a wicher czasu lecac szeroko po swiecie
        przedze owa pajecza i niesie i zmiecie.

        Kto dla braci pracuje - ma .... za miliony
        Rosnie w sile, jak olbrzym o ziemie rzucony.
        Czas mu cegle podaje, utrwala budowe
        I kladzie na jej szczycie swe pietno wiekowe!
        / Maria Konopnicka/

        Jedno slowo gdzies mi ucieklo - ale to bylo tak dawno... A zacytowalam
        jako ciekawostke i na przekor troszeczke smile))))))


        • ewelina10 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 11:46
          aczkolwiek pracując dla "innych" ... i tak się to sprowadza w "ostatecznym
          rozrachunku", że robimy to po prostu - dla siebie smile
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:08
        ewelina10 napisała:

        > ... warto jest żyć przede wszystkim dla tego stanu w którym jest nam po
        > prostu - dobrze.

        Dlaczego tak rzadko się to udaje?
    • ewapf Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 12:08


      Myslę, że warto zauważyć takie dwie sytuacje, kiedy życzenie sobie zdrowia ma
      walor dalszej jego kontynuacji czy afirmacji i wtedy, rzeczywiście podzielam
      wszystkie Wasze opinie smile)

      Natomiast wówczas, kiedy przytoczone pzez Kamforę smile zdanie ma wartość
      życzeniową w rozumieniu powrotu do tego zdrowia, to cokolwiek byłoby motywujące
      dla określonej osoby wydaje mi się właściwe.

      Mam wrażenie smile, że w takiej sytuacji najpierw motywować będą dzieci (bliscy),
      a dopiero pózniej inne atrybuty, stanowiące o uroku tego życia smile)
      • mammaja Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 15:43
        Oczywiscie, zdaza sie,ze ktos mowi: zycie mi zbrzydlo! I wtedy byc moze
        potrzebuje motywacji - no ale jeszcze jestem potrzebny. Natomiast w sprawach
        zdrowia - zgadzam sie z ewa - kazda motywacja jest dobra !
        A zyjemy dla siebie - tez prawda. Mozna tylko rozmaicie to realizowac. Mamy
        przeciez przyklady skrajnego egoizmu rodzicielskiego, konczace sie waleniem
        dzieckim o sciane!
        • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:18
          Zyję , bo mnie powołano do życia i nie mam innego wyjścia.
          Właściwie mam , jak każdy , ale za bardzo to życie kocham.
          Obiema rękoma ( obiema recamismile))podpisuję się pod wypowiedziami obu Ew,
          wyraziły moje myśli , więc nie bedę się powtarzać.
          Wydaje mi się ,że to nie egoizm żyć dla siebie , przy okazji realizując
          potrzeby innych.
          Najważniejsze to chcieć żyć, bez względu na sytuacje , w jakie zostaliśmy
          wkomponowani.
          Tu dodam ,że jednak nie żyć za wszelką cenę.
          Jako roślinka ,nie, nie chcę.
          Podejrzewam ,że wówczas jednak niewiele będe miała do powiedzenia, ale mąż i
          najbliżsi znają moje podejście to tego problemu.
          Pisząc te słowa doszłam do wniosku ,że żyję mimo wszystko dla siebie , dla
          widzenia moimi oczami , tego swiata , dla odczuwania uczuć moim umysłem i moim
          sercem, w stosunku do tego świata, dla przeżywania mojego życia , wraz z życiem
          dookoła mnie , na tym swiecie.
          • mammaja Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:55
            Oj, ja tez lubie to zycie smile))) Nawet jak mam dola smile
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:21
            lablafox napisała:

            > Najważniejsze to chcieć żyć, bez względu na sytuacje , w jakie zostaliśmy
            > wkomponowani.
            > Tu dodam ,że jednak nie żyć za wszelką cenę.
            > Jako roślinka ,nie, nie chcę.

            Czy zgodzisz się, że w tym przypadku "punkt widzenia zależy od miejsca
            siedzenia"?
            • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:27
              kamfora napisała:

              > lablafox napisała:
              >
              > > Najważniejsze to chcieć żyć, bez względu na sytuacje , w jakie zostaliśmy
              >
              > > wkomponowani.
              > > Tu dodam ,że jednak nie żyć za wszelką cenę.
              > > Jako roślinka ,nie, nie chcę.
              >
              > Czy zgodzisz się, że w tym przypadku "punkt widzenia zależy od miejsca
              > siedzenia"?
              >
              Niezupełnie, ale nie wiem jaki będe miała punkt widzenia , gdy zamiast
              siedzenia będe miała odleżyny.
              Nie wiem jaki punkt widzenia będe miała jako roślinka , chyba nawet nie
              sufitowy, może jakiś wewnętrzny , ale nie doswiadczyłam i oby jak najpóźniej ,
              więc nie wiem.

              Ps - zawsze punkt widzenia zależy od miejsca widzenia .
              Siedząc w Tatrach morza nie zobaczę , siedząc na wieży Eifla widzę Paryż z
              góry , inaczej niż pieszy.itd. itp.
              Czy nie jest to normalne?
        • dado11 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 21:25
          Mysle, ze zyje, bo po prostu tu jestem i na dodatek na ogol to lubiesmile
          Lubie moja rodzine (choc czasem mnie wkurza), wlasciwie lubie siebie, lubie
          moich przyjaciol i znajomych, lubie moj kraj, lubie moje srodowisko, lubie
          przyrode, ktora mnie otacza, moje psy, lubie sluchac muzyke, ktora lubie,
          lubie swoje zycie i plany (lub ich brak), pomysly na jutro, i marzenia, ktorym
          pewnie nie sprostamsmile Generalnie nie narzekam, zyje dla siebie i innych,
          i pozyje tak dlugo, jak dlugo nie bede sobie i innym ciezaremsmile
          Pozdrawiam optymistycznie D.
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:23
            dado11 napisała:

            > Generalnie nie narzekam, zyje dla siebie i innych,
            > i pozyje tak dlugo, jak dlugo nie bede sobie i innym ciezaremsmile

            Będąc "ciężarem dla innych" zapewnisz im możliwość życia dla Ciebie smile
        • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:18
          mammaja napisała:

          > Oczywiscie, zdaza sie,ze ktos mowi: zycie mi zbrzydlo! I wtedy byc moze
          > potrzebuje motywacji - no ale jeszcze jestem potrzebny.

          No i znowu: skąd ta potrzeba(sic!) "bycia potrzebnym"?
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:17
        ewapf napisała:

        > Natomiast wówczas, kiedy przytoczone pzez Kamforę smile zdanie ma wartość
        > życzeniową w rozumieniu powrotu do tego zdrowia, to cokolwiek byłoby
        > motywujące dla określonej osoby wydaje mi się właściwe.
        >
        > Mam wrażenie smile, że w takiej sytuacji najpierw motywować będą dzieci
        > (bliscy),
        > a dopiero pózniej inne atrybuty, stanowiące o uroku tego życia smile)

        Czy nie wydaje Ci się, że gdzieś jest jakiś fałsz, który świadomie bądź mniej
        świadomie jest powielany (i powiększany) z pokolenia na pokolenie?
        Dlaczego człowiek musi mieć to potwierdzenie od innego człowieka że jest
        potrzebny na tym świecie?
        Dlaczego inny człowiek czuje się zobligowany do zapewniania kogoś
        (chorego/starego) że jest potrzebny (a na boku wzdycha ku niebiosom
        o "wyzwolenie"?)
        • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:21
          Dlatego ,że człowiek jest istotą społeczną.
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:24
            lablafox napisała:

            > Dlatego ,że człowiek jest istotą społeczną.

            I co? Wartość życia człowieka mierzy się jego przydatnością społeczną?
            • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:30
              Nie przydatnościa społeczną, spłycasz.
              Powinien mieć odniesienie do grupy społecznej , już kiedyś pisałam ,że istota
              ludzka wychowywana poza społeczeństwem ludzkim , bardzo szybko traci swoje
              człowieczeństwo na rzecz grupy, w której się wychowuje.
              Stąd dzieci wilcze i inne.
              • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:42
                lablafox napisała:

                > Nie przydatnościa społeczną, spłycasz.
                > Powinien mieć odniesienie do grupy społecznej ,

                A "grupa społeczna" powinna mieć odniesienie do niego?
                W zależności od jego...w zależności od czego?
                • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:54
                  kamfora napisała:

                  > lablafox napisała:
                  >
                  > > Nie przydatnościa społeczną, spłycasz.
                  > > Powinien mieć odniesienie do grupy społecznej ,
                  >
                  > A "grupa społeczna" powinna mieć odniesienie do niego?
                  > W zależności od jego...w zależności od czego?

                  Zauważyłam pewną prawidłowośc w grupie społecznej , jaką są uczestnicy tego
                  wątku.
                  Ty zadajesz pytania , my staramy się odpowiadać .
                  Pytam dlaczego tak?

                  Na Twoje pytanie odpowiem tak , w normalnym układzie w zależności od hierarchii
                  w grupie , wiadomo ,że inaczej traktuje się dziecko , inaczej kobietę inaczej
                  starca,itd ... bo inne są jego role społeczne.
                  Mam na myśli tu rodzinę jako podstawowa grupę społeczną.
                  Normalnym = tradycyjnym, ale w odniesieniu do określonej kultury.
                  • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 23:05
                    lablafox napisała:

                    > Zauważyłam pewną prawidłowośc w grupie społecznej , jaką są uczestnicy tego
                    > wątku.
                    > Ty zadajesz pytania , my staramy się odpowiadać .
                    > Pytam dlaczego tak?

                    Pewnie dlatego, że mnie interesuje co inni mają do powiedzenia - a innych
                    niekoniecznie to, co do powiedzenia mam ja smile
        • ewapf Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:30
          kamfora napisała:

          >
          > świadomie bądź mniej świadomie jest powielany (i powiększany) z pokolenia na
          pokolenie?
          ----------

          Podobnie jak życie smile)
          -----------------
          > Dlaczego człowiek musi mieć to potwierdzenie od innego człowieka że jest
          > potrzebny na tym świecie?
          > Dlaczego inny człowiek czuje się zobligowany do zapewniania kogoś
          > (chorego/starego) że jest potrzebny (a na boku wzdycha ku niebiosom
          > o "wyzwolenie"?)
          -----------

          Czy jedynym jest widzenie tego wyłącznie w kategorii imperatywów ? smile)
          >
          • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:34
            > Dlaczego inny człowiek czuje się zobligowany do zapewniania kogoś
            > (chorego/starego) że jest potrzebny (a na boku wzdycha ku niebiosom
            > o "wyzwolenie"?)


            Uważam ,że nie każdy i nie zawsze.

            Nie odpowiadam za innego człowieka , więc nie wiem dlaczego czuje się
            zobligowany do zapewnienia...

            Trochę mi to brakiem wiary w człowieka trąci.
          • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:38
            ewapf napisała:

            > Czy jedynym jest widzenie tego wyłącznie w kategorii imperatywów ? smile)

            Zapewne nie! Czekam na miażdżące argumenty! smile
            • ewapf Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:40
              kamfora napisała:

              > >
              > Zapewne nie! Czekam na miażdżące argumenty! smile
              --------

              Ależ ja nigdy nie miażdzę, ja glaszczę smile))
              • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:49
                ewapf napisała:

                > Ależ ja nigdy nie miażdzę, ja glaszczę smile))

                Głaszczące argumenty? Nie znam wink
                • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:57
                  kamfora napisała:

                  > ewapf napisała:
                  >
                  > > Ależ ja nigdy nie miażdzę, ja glaszczę smile))
                  >
                  > Głaszczące argumenty? Nie znam wink
                  >

                  To przytocz nam miażdżące argumenty i razem z ewa skonfigurujecie je i
                  zobaczycie na ile sa one kompatybilne.
                  Oczywiście trochę się tą wypowiedzia wygłupiam,celowo, ale przytocz , prosze,
                  swoje miażdżące argumenty , zamiast ciagle pytać i drążyć.
                  • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 23:08
                    lablafox napisała:

                    > ale przytocz , prosze,
                    > swoje miażdżące argumenty , zamiast ciagle pytać i drążyć.

                    Taka już jestem - lubię pytać i drążyć. Jeśli tym Tobie (albo komukolwiek)
                    sprawiam przykrość - wybacz (wybaczcie). Na dzisiaj koniec. Dobranoc.
                • ewapf Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 09:29


                  Kamforosmile)

                  Jestem pod wielkim i szczerym wrażeniem Twojej erudycji i elokwencji, totez
                  pozwolę sobie dodać cos jeszcze smile

                  W pewnym momencie swojego życia, a bylo to mniej więcej w okresie studiów
                  uświadomiłam sobie, że mądrość to nie tyle liczba przeczytanych książek , ile
                  głęboka refleksja nad ich treścią.
                  Pozbyłam się więc czy prędzej - uprawianego dotychczas - "badylarstwa"
                  intelektualnego, traktując je jako chorobę wieku dziecięcego smile

                  Nie znajdę więc i nie będę szukać miażdżącego argumentu. Podobnie jak nie umiem
                  znależć algorytmu na sens życia, pozostawiając raczej ten wybór wyobrazni i
                  potrzebie każdego z nas.

                  Miażdzący argument smile zastosuję natomiast w sporze: czy prawdą jest, że 2+2=4
                  czy może niekoniecznie lub nie zawsze smile)

                  No i miała być odpowiedz, a "wyszło" mi credo smile
                  Pozdrawiam Was i zmykam - obowiazki czekają smile
              • bodzio49 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:50
                Chyba jednak te deklaracje przydatności wynikają w dużym stopniu z tradycji.
                Dla poprzednich pokoleń to rodzina właśnie była najważniejsza. Poświęcanie
                swojego życia, ambicji, szczęścia dla dzieci, rodziny nie podlegało dyskusji.
                Teraz już tak nie jest. Myślę jednak, że życie jest "pełniejsze" jeśli żyjemy
                dla kogoś więcej niż tylko dla siebie.
                A Ty Kamforo co myślisz? Bo tylko pytania zadajesz smile
                • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 22:58
                  Widzę ,że jest nas juz dwóch oczekujących.
                • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 23:02
                  bodzio49 napisał:

                  > A Ty Kamforo co myślisz? Bo tylko pytania zadajesz smile

                  Eeech - ja to sama nie wiem, czy mam zadawać pytania, czy pisać co myślę.
                  Próbowałam już i tak i tak. (I tak źle i tak niedobrze wink
                  Jakby tu: pytam, bo chcę poznać zdanie innych.
                  Na razie jesteś pierwszy, którego interesuje moje smile

                  Ja myślę, że człowiek żyje zawsze "dla siebie", a realizuje to
                  poprzez innych. Czasem jednak wydaje mu się, że żyje (poświęca się) "dla innych"
                  oczekując od tych "innych" jeśli nie docenienia tego, to choćby zauważenia.
                  Sytuacja odwrotna (tzn, gdy "inni" zaczynają żyć dla mnie) jest trudna
                  do zniesienia i może prowadzić do... różnych niedobrych sytuacji.
                  • bodzio49 Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 23:15
                    Niedawno próbowałem wypytać mamę czy nie żałuje, że właściwie nigdzie
                    w "świecie" nie była, niewiele widziała. Całe zycie pranie, gotowanie,
                    sprzątanie. Jeśli już gdzieś wyjechała to z dziećmi( trójka nas była + 1
                    siostry dochodziło) Ja jej współczuję ale ona niczego nie żałuje bo innego
                    zycia po prostu nie znała. Chyba jest równie szczęśliwa jak ci co przeżyli
                    życie w luksusach.
                    • ewapf Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 09:51

                      Wiesz Bodziu smile), ze i ja nad tym czesto myslalam?

                      Wydaje mi się, że patrzymy na jakieś zjawiska z zewnatrz i często pochopnie
                      uzurpujemy sobie prawo do negatywnego ich oceniania.
                      Widząc np. skrajną nędzę Hindusów, doznajemy z jednej strony uczuć współczucia,
                      z drugiej zaś - oburzenia na porzadek społeczny za tę nędzę odpowiedzialny.
                      Tymczasem pojęcie "nędzy" nie jest pojęciem bezwzględnym; jest to również
                      poczucie subiektywne.
                      Tybetański mnich, na przykład , czy gorliwy wyznawca innych religii Wschodu,
                      uprawiający kontemplację wręcz nie potrafi czuć się nieszczęśliwy z powodu - z
                      naszego punktu widzenia - nędzy czy nawet głodu, gdyz cele i motywacje jego
                      istnienia nakierowane są na coś innego.

                      Krótko mówiąc: inne umysłowości mogą i mają prawo cel naszych wysiłków uznać za
                      błahy i niewart zachodu. Jakiez my mamy prawo deprecjonować ich zdanie ? smile)
                    • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 19:31
                      bodzio49 napisał:

                      > Chyba jest równie szczęśliwa jak ci co przeżyli
                      > życie w luksusach.

                      Przepraszam - ale nie byłabym sobą, gdybym nie spytała: co masz na myśli
                      pisząc o "życiu w luksusach"? wink
                      • bodzio49 Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 20:32
                        kamfora napisała:

                        > bodzio49 napisał:
                        > Przepraszam - ale nie byłabym sobą, gdybym nie spytała: co masz na myśli
                        > pisząc o "życiu w luksusach"? wink
                        Pytaj, pytaj, nie darowałbym sobie gdybyś przezemnie nie mogła być sobą smile))
                        Ano myślałem o rzeczach najprostszych: lżejszą pracę niż ta przy czwórce małych
                        dzieci (ojciec miał pracę często w terenie), bieżącą ciepłą wodę, centralne
                        ogrzewanie, wczasy i odpoczynek choć raz w roku. Ona tego nie miała.
                        • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 20:41
                          bodzio49 napisał:

                          > Ano myślałem o rzeczach najprostszych: lżejszą pracę niż ta przy czwórce
                          > małych dzieci (ojciec miał pracę często w terenie), bieżącą ciepłą wodę,
                          > centralne ogrzewanie, wczasy i odpoczynek choć raz w roku.
                          > Ona tego nie miała.

                          Ale miała "pod dostatkiem" miłości smile
                          Czy to nie luksus największy w dzisiejszych czasach?
                          • bodzio49 Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:11
                            kamfora napisała:

                            > Ale miała "pod dostatkiem" miłości smile
                            > Czy to nie luksus największy w dzisiejszych czasach?
                            -----------------------
                  • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 13.04.05, 23:19
                    A może dac szanse tym innym na życie dla Ciebie?
                    Zależność uczy pokory , niestety , wiem ,że nie jest to sytuacja , w której
                    chciałabym się znajdować, wiem z autopsji.
                    Może jednak dać szanse , również i sobie i nie wybiegać zbyt daleko w
                    przyszłość z tym co byłoby gdyby, a cieszyć się tym co jest.
                    Wiem z autopsji również ,że życie pisze nam niespodziewane scenariusze i
                    wszystkie zamartwiania się na przyszłość są tylko niepotrzebnym balastem dla
                    naszego samopoczucia.
                    Trzeba żyć teraz , dziś na miarę swoich możliwości, a jutro ...samo się zobaczy
                    co będzie jutro.
                    Jutro wcale nie musi być takie jakiego się spodziewamy.
                    • jan.kran Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 00:00
                      Przez wiele lat zylam dla meza i dzieci.
                      Meza sie pozbylam , jestem w trakcie pozbywania sie dziecismile))
                      I wreszcie powoli , krok po kroku chce zaczac zyc dla siebie.

                      Poniewaz poczuwam sie do odpowiedzialnosci za Mlodziez wiec zapewnilam im najlepsze szkoly jakie byly w zasiegu.
                      Oraz staranne wychowanie moralno - intelektualne.
                      Pracuje jak galernik zeby mialy co jesc i gdzie mieszkac. I robie to chetnie , bo dzieci mam super.
                      Ex tez nie najgorszy.
                      Ale jak wreszcie za pare lat dzieci stana na nogi to dopiero sobie uzyjesmile))
                    • verbena1 Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 00:02
                      Kiedy jestesmy mlodzi nie zastanawiamy sie -dla kogo zyjemy. Musimy wychowac
                      dzieci, jestesmy otoczeni rodzina ,przyjaciolmi. Jestesmy w centrum zdarzen.
                      Potem ubywa rodziny,przyjaciele sa daleko i zaczynamy zastanawiac sie nad
                      zyciem, jego sensem.
                      Spelnilismy napisana nam przez zycie role i co dalej.Szukamy czegos co
                      zapelnilo by pustke nadalo zyciu sens.
                      Zaczynamy podrozowac, wynajdywac przerozne, niepotrzebne zajecia. Niektorzy
                      zwracaja sie w strone wiary, szukajac w kosciele poczucia bezpieczenstwa.
                      Mowi sie niekiedy,ze Bog jest nasza ostatnia miloscia kiedy juz nie mamy dla
                      kogo zyc.
                      Mysle ,ze zawsze zyjemy dla kogos nawet jesli mowimy ,ze zyjemy dla siebie to
                      szukamy akceptacji w czyichs oczach.
                      Mysle czasem o smierci,ile osob bedzie o mnie pamietac i jak dlugo.
                      Ci ,ktorzy bede o mnie najdluzej pamietac to sa osoby dla ktorych zylam.


                      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 19:37
                        verbena1 napisała:

                        > Ci ,ktorzy bede o mnie najdluzej pamietac to sa osoby dla ktorych zylam.


                        smile))
                      • witekjs Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:42
                        Jestem pod wrażeniem Twoich Verbeno kilkunastu, klarownych zdań i
                        podsumowujacego, z którym niesposób się nie zgodzić.

                        Przymierzałem się do włączenia w rozmowę i nie wiedziałem jak zacząć.
                        Teraz jeszcze trudniej, bo Verbena wszystko co najważniejsze napisała smile)

                        Czasami myślę, że nasze tu pisanie jest czymś co w mikrowymiarze przypomina
                        pozostawienie po sobie "pism", bo już nie książek.
                        Nie rozwijała się już klasyczna epistolografia, skutecznie niszczona przez
                        telefon i pojawiło się coś nowego, niezwykłego.

                        Nasze internetowe "listy do świata", w których rozmawiamy z wieloma ludźmi i
                        mówimy o swoich przemyśleniach i uczuciach, również w "międzywierszach"...

                        Pozostaniemy znani - nieznani, w pamięci wielu z nas odwiedzających różne fora.
                        Kiedyś być może, będą mogły przeczytać to również nasze dzieci i wnuki.

                        O niejednym z nas, więcej to nasze pisanie powie, niż opowieści babci wink smile)

                        Pozdrawiam. Witek }:-})=
                        • jan.kran Re: Witekjs. 18.04.05, 19:34
                          witekjs napisał:
                          >
                          > Czasami myślę, że nasze tu pisanie jest czymś co w mikrowymiarze przypomina
                          > pozostawienie po sobie "pism", bo już nie książek.
                          > Nie rozwijała się już klasyczna epistolografia, skutecznie niszczona przez
                          > telefon i pojawiło się coś nowego, niezwykłego.
                          >
                          > Nasze internetowe "listy do świata", w których rozmawiamy z wieloma ludźmi i
                          > mówimy o swoich przemyśleniach i uczuciach, również w "międzywierszach"...
                          >
                          > Pozostaniemy znani - nieznani, w pamięci wielu z nas odwiedzających różne fora
                          > .
                          > Kiedyś być może, będą mogły przeczytać to również nasze dzieci i wnuki.
                          >
                          > O niejednym z nas, więcej to nasze pisanie powie, niż opowieści babci wink smile)
                          >
                          > Pozdrawiam. Witek }:-})=

                          Skrecam watek ale mi trafiles tymi kilkoma zdaniami do serca.
                          Bardzo sobie cenie nasze internetowe rozmowy. Ostatnio duzo mniej pisze a wiecej czytam bo ... tyle jest do przemyslenia.

                          Szkoda ze sa ludzie ktorzy nie umieja uszanowac czyichs emocji, otwarcia , szczerosci , checi wymiany mysli.
                          Przebywajac na necie od ponad dwoch lat czesto doznawalam i doznaje niesmaku na brak szacunku dla innych ludzi i ich przemyslen.
                          Na szczescie nie na tym forumsmile))
                          Pozdrawiam.

                          Kran.
    • glonik Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:28
      Świadomie nie przeczytałam poprzednich postów.
      Z punktu widzenia opieki nad "wstępnymi", nie mam motywacji. "Zstępna" da sobie
      radę.
      Tak sobie myślałam ledwie dwa lata temu, kiedy usłyszałam wyrok "V stopień cyt."
      A żeby jeszcze fajniej było, to miałam ten dzień zalatany potwornie:
      gościliśmy , otwieraliśmy, witaliśmy, pokazywaliśmy. I za to byłam
      odpowiedzialna. Minęły oweż zajęcia, a tu nagle telefon do pracy mojego
      lekarza: "proszę jak najszybciej o kontakt".
      Pojechałam i usłyszałam. Poinformował mnie zresztą, za na następny dzień mam
      badania, w innym mieście, na co ja, że nie mogę, że praca, że....
      Nieważne to zresztą było, bo już na mnie czekało zwolnienie na miesiąc, ale
      użebrałam o skrócenie o dwa tygodnie.
      Pojechałam. Wykonali. Nie potwierdziło się.
      Przez dwa tygodnie żyłam w próżni zawieszona myśląc - iluż książek nie
      przeczytam, na cholerę mi było kupować te ciuch nowe...
      I tak sobie żyłam, myśląc - a komu na mnie zależy?
      I okazało się, że sobie samej. Ponieważ diagnoza, aczkolwiek nie tak
      dramatyczna, została zweryfikowana jeszcze jednym badaniem.
      Skończyło się szpitalem, rekonwalescencją, bólem i wszystkimi dolegliwościami
      towarzyszącymi.
      Ale powiedziałam sobie jedno: TANIO SIĘ NIE SPRZEDAM!!!
      Nieważne, że w tym czasie odszedł ktoś, kto miał mnie wspierać. Nieważne
      wielomiesięczne zwolnienie.
      Zapragnęłam żyć. Dla samej siebie.
      I okazało się, ale potem, że nie tylko dla siebie o siebie walczyłam.
      Ale dół był koszmarny. Musiałam Mamę chronić, bagatelizując pewne rzeczy.
      Musiałam bać się sama.
      Nie wiem, czy to dobra opowiastka na dzisiejszy wieczór, ale wiem, że najwięcej
      siły jest w nas samych. Że warto iść do fryzjera, ot tak, dla fanaberii, kupić
      sobie bzdecik, i...zachwycic się sobą, że się jest.

      PS Apel do kobiet i ich partnerów: nie zaniedbujcie profilaktyki.
      PPS Wiem, że trochę z wyżyn tego tematu na ziemię zeszłam, ale kto nie
      doswiadczył, nie pojmie.
      PPPS Wiem, wiem...jak przeczytam już napisane, to będę miała milion zastrzeżeń
      co do stylistyki, literówek itd. Ale w tej chwili piszą emocje. A jeśli są
      emocje, to znaczy, że ja żyję!!!!! Czego i Wam wszystkim życzę.
      Pozdrawiam serdecznie.
      No i jeszcze jedno na koniec. Czasem fajnie motywuje życie na przekór tym, co
      to krzyżyk na nas położyli.
      A teraz poczytam Wasze posty.











      • felinecaline Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:39
        Czytam ten post - szytam i mysle: czy to Glonik go pisala czy...ja?
        • glonik Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 22:24
          Odpowiadasz na :
          felinecaline napisała:

          > Czytam ten post - szytam i mysle: czy to Glonik go pisala czy...ja?

          Dziękuję Ci za te słowa, bo przez pewien czas myśalałam, że to MOJA wina.
          Choroba i to wszystko co za tym idzie.

          A wiesz, że jeszcze dziś się odzywa ta pustka i cholerna samotność?
          Co prawda, kiedy usłyszałam jaki jest wynik, zaczęłam porządkować swoje sprawy.
          Pogodziłam się, prawdziwie i rzetelnie z ludźmi, z którymi gdzieś tam, kiedyś,
          przez coś...skłociłam się, zaniedbałam...
          Co nie znaczy, że teraz chodzącym ideałem jestem. Co to to nie wink
          Jest teraz w moim zyciu Ktoś bardzo ważny. Który nie znał mnie przed, ale teraz
          jakby próbował mi wynagrodzić to wszystko, co mi się wtedy przytrafiło.

          PS Ja bardzo przepraszam, ale naprawdę chromolę "społeczną przydatność" !!!
          Społeczność, z wyjątkami, czekała, żeby zapłakać nade mną (jasne, że
          ironizuję), ale moją społeczną przydatność jest bardzo łatwo zastapić kimś
          innym. Natomiast ja dla siebie jestem i będę wyjątkowa.

          PPS Felinecaline, jeśli masz ochotę pogadać o tym, to pisz na maila. Wiem, że
          to trudne rzeczy do pisania na Forum. Bardzo serdecznie pozdrawiam.
          • felinecaline Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 22:37
            Kochana, ja akurat jestem ostatnia osoba, ktora mialaby kompleksy pisania "o
            tym" na forumie wink)) i pisalam chyba z X razy do potegi. A dzis przeczytalam
            twoj wpis i okazalo sie, ze ...nie tylko mnie zdarzyla sie taka historia.
            A na @ chetnie napisze, jak bede trzezwiejsza (dzis nie jestem nie z powodu
            C2H5OH tylko arcyciezkiego dnia w robocie).
      • kamfora Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:42
        Dziękuję.
      • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 21:46
        Jak teraz przeczytasz nasze posty, to przeczytaj i ten.

        Sciskam Cie Gloniku.
        I tyle.
        J.
        • glonik Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 22:27
          jutka1 napisała:

          > Jak teraz przeczytasz nasze posty, to przeczytaj i ten.
          >
          > Sciskam Cie Gloniku.
          > I tyle.
          > J.

          Przeczytałam i dziękuję big_grin

          A co myślę o społecznej przydatności, to już się wyplułam w w poście do FC.
          • lablafox Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 22:37
            Dziękuję Gloniku .
            Potwierdziłaś moje motto życiowe "wiemy o sobie tyle , ile nas sprawdzono".
            • glonik Re: Dla kogo żyjecie? 14.04.05, 22:46
              lablafox napisała:

              > Dziękuję Gloniku .
              > Potwierdziłaś moje motto życiowe "wiemy o sobie tyle , ile nas sprawdzono".

              Wiesz, umierania nauczył mnie mój Ojciec - tzry zawały - do końca klasa, zero
              rozczulania się nad sobą.
              I tu jest mi przykro. Bo TERAZ wiem, jak bardzo, bardzo samotny musiał się czuć.
              Tato nie żyje już 20 lat....ja byłam za młoda i za głupia, zeby nawet spróbować
              mu pomóc, zresztą nawet nie śmiałabym. Ale powiedziałam sobie: jeśli Stary
              Glonik potrafił, to i młodszy sobie poradzi.
              To Tato mnie przeszkolił (nieświadomie) i teraz mu dziękuję za to.
              Więc...nie moja to zasługa.




    • luiza-w-ogrodzie Re: Dla kogo żyjecie? 15.04.05, 03:50
      Warto zyc. Poprostu zyc. Zyje sie dla siebie, ale poniewaz nasze zycia splataja
      sie z zyciami innych z ideologiami, ktore popieramy, z wykonywana praca - zyjac
      dla siebie zyjemy w roznym stopniu dla innych.

      Ja zyje przede wszystkim dla siebie - spelniam swoje marzenia, robie rzeczy,
      ktore lubie (albo ktorych nie lubie zeby osiagnac to co lubie ;oD) a po drodze
      dorobilam sie rodziny, przyjaciol, znajomych z pracy i grup hobbystycznych.
      Wiec (syntzam) zyje tez dla nich.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
    • sloggi Re: Dla kogo żyjecie? 18.04.05, 20:58
      A dla siebie?
      • jutka1 Re: Dla kogo żyjecie? 18.04.05, 21:15
        przeca pisalam, ze dla siebie smile)
        • mammaja Re: Dla kogo żyjecie? 18.04.05, 21:50
          I nie ty jedna, Jutko, widocznie Sloggi czyta tylko poczatki watkow smile))))
      • skiela1 Re: Dla kogo żyjecie? 19.04.05, 14:54
        sloggi napisał:

        > A dla siebie?
        A ja mysle ze nam sie tylko wydaje ze dla siebie.To ze niektorzy mieszkaja sami
        nie znaczy ze zyja dla siebie.Cala nasza egzystencja to przede wszystkim zycie
        dla kogos ....a przy okazji dla siebie.Ktos to bardzo sprytnie obmyslilsmile
        Zycie tylko dla siebie to wegetacja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja