Dodaj do ulubionych

A moze bysmy tak...

23.06.05, 18:52
urzadzili sobie jutro "Kupalnocke"? Co Wy na to? Tyle czasu minelo juz
od "balu w piwniczce" wiec moze sobie poswawolimy conieco tym razem w
plenerze? Proponuje jutro, poczatek okolo 20.00
Obserwuj wątek
        • mantra1 Re: A moze bysmy tak... 23.06.05, 21:05
          To moze cos w "aproposie"...
          22 czerwca to w kalendarzu gregoriańskim pierwszy dzień lata, a noc z 21 na 22
          czerwca jest na półkuli północnej najkrótsza w roku.
          Nazywa się ją przesileniem letnim, ponieważ od tego czasu dzień staje się coraz
          krótszy. Noc ta miała specjalne znaczenie jeszcze w średniowiecznej Europie,
          kiedy to w wielu kulturach towarzyszyły jej zbiorowe obrzędy związane z kultem
          ognia, wody i płodności, nazywane Kupałą lub nocą Kupały, a na obszarze Polski
          sobótką. W tę noc miał również kwitnąć kwiat paproci, którego odnalezienie
          oznaczało pomyślność.
          Pochodzenie nazwy „Kupała” jest nie do końca jasne. Bywa ona utożsamiana z
          imieniem bóstwa solarnego Słowian, któremu ponoć oddawano cześć w noc
          przesilenia letniego, a wedle innych źródeł Kupała to starosłowiańska bogini
          płodności. Najprawdopodobniej jednak obrzędy były poświęcone Dadźbógowi i
          Swarożycowi, synom słowiańskiego bóstwa Swaroga. Termin „Kupała” bywa więc
          wywodzony z pradawnego, wspólnego ludom euroazjatyckim języka indoeuropejskiego,
          w którym forma „kump” oznaczała po prostu zbiorowość, grupę. Późniejszy, rodzimy
          wyraz „sobótka”, jest natomiast prawdopodobnie zdrobnieniem wyrazu „sabat”, jako
          że w czasie chrystianizacji Słowian starano się skojarzyć formę obrzędów z
          sabatem czarownic. Święto Kupały zaczynało się od rozpalenia ognisk za pomocą
          płonącego drewnianego koła od wozu, przetaczanego od ogniska do ogniska. W całej
          Europie pojawiały się wówczas łuny i łańcuchy ogni. Uczestnicy obrzędów tańczyli
          wokół płonących stosów i przeskakiwali przez nie wierząc, że uchroni ich to
          przed nieszczęściami. Palono również zioła, którym przypisywano magiczną moc, i
          składano ofiary z upolowanych zwierząt oraz ptaków.

          Tej samej nocy na rzekach pojawiały się wianki z płonącymi łuczywami. Był to
          również element związany ze świętem płodności, kiedy to wiele młodych par
          kojarzyło się bez pośrednictwa swatów i starszyzny.
          Niezamężna i niezaręczona dziewczyna puszczała na wodę wianek, symbol swojego
          dziewictwa i dorosłości, a chłopcy stojący dalej starali się go schwytać, by
          zyskać w ten sposób przychylność dziewczyny.
          Świeżo skojarzone pary odbywały symboliczne zaręczyny i szukały w sobótkową noc
          kwiatu paproci. Zwyczaj ten stał się później przedmiotem baśni o magicznym
          kwiecie kwitnącym raz w roku i spełniającym ludzkie życzenia, o ile człowiek nie
          podzieli się z nikim uzyskanymi w ten sposób dobrami. Wiadomo jednak, że paproć
          nie kwitnie, w związku z czym przypuszcza się, że chodziło o inne, kwitnące w
          czerwcu rośliny leśne określane wówczas ogólnym mianem paproci, takie jak
          zapartnica, rososzka, długosz czy mokrzyca. Znalezienie przynoszącego szczęście
          kwiatu paproci było więc możliwe.

          W wyniku działalności Kościoła święto sobótki zaczęło z czasem tracić swoją
          żywiołowość. Chrystianizacja polegała m.in. na wykorzenieniu pogańskich wierzeń
          i obrzędów, które zastępowano świętami chrześcijańskimi.
          Taki los spotkał np. prastare wiosenne obrzędy agrarne, zastąpione świętami
          Wielkiejnocy, a także pogański kult solarny Mitry, czyli święto Niezwyciężonego
          Słońca, przypadające na 25 grudnia, a więc w obecne święta Bożego Narodzenia.
          Kościół dążył również do chrystianizacji i złagodzenia obrzędów sobótkowych.
          Dlatego wkrótce noc Kupały zaczęto obchodzić w majowe Zielone Świątki albo w
          wigilię św. Jana, czyli w noc z 23 na 24 czerwca. Kiedy przyjął się ten drugi
          termin, sobótka stała się „nocą świętojańską”. Dzień wigilii św. Jana wybrano ze
          względu na niewielką odległość w czasie i skojarzenia z wodą, w której dokonywał
          chrztów św. Jan Chrzciciel. Wierzono zatem, że tego dnia po raz pierwszy od zimy
          można bezpiecznie kąpać się w rzekach i jeziorach, ponieważ św. Jan przepędził z
          nich złe moce.
          Autentyczna sobótka jako zbiorowy obrzęd typowy dla całych społeczności, zaczęła
          zanikać pod koniec średniowiecza, do czasów późniejszych zachowując się jedynie
          w formie szczątkowej. Obecnie noc świętojańska uchodzi za dobrą okazję do
          urządzenia zabawy przy ognisku, a bezpośrednim śladem po nocy Kupały jest
          puszczanie na wodę wianków z zapalonymi świecami.

          To jak w koncu jest z ta (tym) Kupala? Bo z powyzszego wynika, ze juz po
          ptokach. A ja, nieboga wianka nie puscilam wink



          --
          ☺☺
          • lablafox Czyli jutro Noc Śwętojańska 23.06.05, 22:03
            Chrust na ognisko zbierać trza i pospiesznie wianki wić.
            Może ktoś o paprotowisku jakowymś wie ( paprotowisko - miejsce skupienia duzej
            ilosci paproci - słowotówr - autorki )coby kwiatu szukać.
            Pewnikiem zwalimy się Jutce na głowę , bo na Ślężę od niej blisko.
            --
            ...i hahahaha, zaśmiała się perliście.
            Lx
            • felinecaline Re: Czyli jutro Noc Śwętojańska 23.06.05, 23:08
              Osobiscie jak mam ochote sie zabawic to kazdy pretekst jest dla mnie dobry, tak
              wiec jest mi ganz egalt (ortografia watpliwa) czy jest to Noc Swietojanska, czy
              Kupalnocka. Dla ortodoksow w tej dziedzinie - znalam kiedys dziewczyne, ktora
              swietnie by to nam wytlumaczyla jako etnograf z zawodu wyuczonego i erudytka z
              natury. pamietam swietne jej teksty o kulturach roznych narodow i plemion na
              pewnym juz nieistniejacym forum a potem na innym, ktore zalozyla "na otarcie
              lez".
              A teraz zanuce sobie "wila wianki i wrzucala je do falujacej wody" i ...do wody
              w wannie "wrzuce" moje grzeszne cialo.
    • jutka1 Re: A moze bysmy tak... 23.06.05, 23:48
      O 20:00 nie obiecuje, ale po 22:00 wpadne (gosci mam na kolacji)

      Na Sleze zapraszam, wianki jutro uwije, puszcze w strumyku za domem,
      moze co sie spelni, kto wie?
      smile)

      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
          • felinecaline Re: A moze bysmy tak... 24.06.05, 20:22
            Witku, jak sie wyleje piwo to bedzie jeszcze wino - w ilosciach sporych.Wlasnie
            zapelnilam bytelkami jedna kempingow lodowke, do drugiej pojdzie zarelko -
            melony, swietna wendeenska szynka w plasterkach cieniutkich jak pergamin,
            ogromne krewetki, kozie serki.Dzis imieniny Kicura polaczone zz zakonczeniem
            jego kariery - od 1.07 bedzie "wolnym czlowiekiem" bez trosk o firme.Swietujemy
            to w plenerze z grupka jego i moich pracowych przyjaciol. Wlos juz utrefion,
            wianki uplecione - ten na glowe z pedow powoju i glicynii, ktora wlasnie
            rozkwitla po raz drugi w tym roku - upojny zapach dziala jak afrodyzjak. Ten
            do "puszczenia" z wiciokrzewu i dzikiej rozy (églantine), kurcze, troche sobie
            poklulam paluszki, umocowany do drewnianego stelazu ze swieczka przytwierdzona
            posrodku (ciekawe, kto go wylowi, zakladajac, ze w ogole ktos sie pokusi o
            wylawianie.
            Na Sleze mi za daleko i "pod gore", impreza przewidziana jestnie na gorze, a
            wrecz przeciwnie, niemal w "przelomie" Loary i jako, ze
            u mnie slonce zachodzi dopiero okolo 22.30, wyjezdzamy jednak troche wczesniej,
            zeby zajac najladniejsze miejsce na brzegu Loary a wlasciwie u splywu Maine i
            Loary, pod "dzieciola skarpa".
            Solenizant wlasnie w calej "krasie" wylonil sie z lazienki swiezo ogolon i
            przybrany w plenerowe swobodne szatki - z dbaloscia o szczegoly, oczywiscie -
            do "zakopianskich" sandalow w kolorze naturalnej skoryjasne, lniane spodnie
            zaprasowane po raz ostatni w nieskazitelny "kant" i zwariowana kolorowa
            koszulka, ktora "kochajaca zona" kupila mu w przyplywie szalenstwa. Sama
            owa "kochajaca" zona w indyjskim giezle w kolorze "glebokiego burgunda" z
            naszyjnikiem granatow nabytych na innej skarpie - nad Dunajcem w Czorsztynie od
            zziebnietej Rosjanki w wakacyjnym objezdzie okolicy Sacza, oczywiscie pod
            przewodnictwem "Czadowej Krysi" z mezem...cholerka, naszla mnie nostalgia i
            zal, ze juz Ich tu nie ma.
            Ale teraz pora wyjezdzac. Jutka, na 22.30 w sam raz zdazysz - kierunek "feux
            de joie" (ognie radosci).

            • lablafox Re: A moze bysmy tak... 24.06.05, 22:16
              UWAGAAAAAAAAA , nadlatuję, ale mam problem z lądowaniem .
              Dwa lądowiska -widzę , jedno na Ślęży , drugie nad Loarą .
              To nawet dla mnie zbyt duży rozrzut.
              Co prawda przed tem pociagnełąm troszkę argentńskiego wina, więc ghdzieś chyba
              spadnę.
              Łaaaaaaaaaaaa, pokrzywy.
              Wianek z odzysku trochę mi się przekrzywił.
              --
              ...i hahahaha, zaśmiała się perliście.
              Lx
              • lablafox Re: A moze bysmy tak... 24.06.05, 22:28
                Wiłaaaaaaaaa wianki irzucała je do faaaaalujacej wody, wiłaaaaaaa wianki i
                rzucało je do wodyyyyy.
                Chyba wszyscy szukają kwiatu paproci .
                Rzucam wianek więc na falujacą wodę, skacze przez ognisko , u łaa , parzy i
                zanurzam się w knieje.
                Może spotkam tam jakieś nocne marki .
                Do zobaczenia więc.
                Kto szuka ten znajdzie
                --
                ...i hahahaha, zaśmiała się perliście.
                Lx
            • jutka1 Re: A moze bysmy tak... 24.06.05, 23:53
              Felutencjo, jak widac psinco zdazylam. Najsampierw goscie zdecydowali, ze
              nienienienienie nie u mnie jeno na miescie. Potem jeden gosc sie upil i trza bylo
              transportowac wespol w zespol.
              Potem mi sie miotla zepsula, cos z biegami przy srubce czycus.

              No i zadyszana wbiegam, a tu juz po wszystkim?

              Poprawiajac lekko przekrzywiony wianek wylowiony szabrem -
              J. smile


              --
              Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
              Wysadzam skrzynki balkonowe

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka