bacik6
11.08.05, 22:14
Zaczęłam o tym pisać w dzisiejkach, ale doszłam do wniosku, że to szerszy
temat i nadaje sie na nowy wątek.
Kiedyś pewna znajoma, ogladajac moje wyhaftowane obrazy, szydełkowe serwetki,
haftowany przeze mnie wielkanocny bieżnik, stwierdziła, że mi zazdrości, bo
ona zawsze pragnęła być taką "prawdziwą kobietą" , która potrafi wyhaftować
serwetkę, zrobić sweter na drutach, a nidgy nie miała na to czasu i nie
umiała po prostu. A ja nie wiem, czy to świadczy o kobiecości? Według mnie
nie. Dla mnie to relaks i wyciszenie po dniu pracy. Ja z kolei pragnęłam być
zawsze taką słabą kobietką, która bezradnie stanie nad zepsutym np.
gniazdkiem i powie "nie umiem". Ja zawsze umiałam. I znam mężczyznę, który
wyszywa. Czy fakt, że potrafie naprawić gniazdko, żelazko, spłuczkę sedesową
świadczy w jakiś sposób o mnie? Zapewniam was, że jestem w 100% prawdziwą
kobietą. A mężczyzna, którego hobby to haftowanie, jest mniej męski? Znam go.
Jest w pełni mężczyzną. Jakie jest wasze zdanie, co o tym myślicie? Bardzo
mnie to ciekawi.