Wychowanie przez prace?

19.08.03, 18:20
Co sadzicie?
    • jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 18:22
      Zaczalem krotko, aby nie robic z pierwszego wpisu tasiemca, ale chce podzielic
      sie z Wami moim doswiadczeniem. Otoz moj syn jest na prwde dobrym dzieckiem, a
      co najwazniejsze wspanialym, wrazliwym czlowiekiem i jestem z niego cholernie
      dumny. Jak na prawdziwego mlodzienca z artystyczno-rockowo dusza (ostry
      gitarzysta) przystalo, od okolo poltora roku zaczal pokazwac ze ma swoj styl i
      umie sie buntowac. Nie bede ukrywal, zaskoczylo mnie to – no coz; nikt nie lubi
      przygladac sie jak czas szybko mija wink Pomimo pewnych oporow jako rodzic,
      podszedlem do tematu bardziej jako kumpel – stad ten tatuaz o ktorm pisalem na
      jego 17te urodziny. Takie podejscie jedynie zapewnia mniej awantur w domu o
      jego zachowanie, ale nie gwarantuje, ze cos sie zmieni. Z soldnego czworkowego
      (naszego starego systemu) ucznia ledwie skonczyl liceum na dochach z baaaardzo
      dlugimi wasami – nastepny dowod ze koledzy sa madrzejsi niz rodzice. Postanowil
      isc do pracy, bo... chce byc kucharzem a do tego nie potrzeba dyplomu. Brawo!
      Przynajmniej wie co chce! Mam bliskiego przyjaciela – ukrainskiego Zyda, ktory
      z partnerem Bulgarem i Markanczykiem prowadza jedna z lepszych wloskich
      restauracji w TO (juz gdzies tu pisalem o toronckiej mieszance wink)). Zaczal
      miesiac temu od... szorowania garow. Pracuje po 6 dni w tygodniu po 8-10 godzin
      dziennie i to na prawde ciezko! Byl bliski rzucenia tej kariery az do momentu
      gdzy dostal pierwsze pieniadze! Duzo, na prawde sporo. Nagle okazalo sie ze nie
      ma czasu na szlajanie sie z kumplami (pracuje wieczorami), ma sporo pieniedzy,
      ktore starczaja juz nie tylko na "maryche" ale na duzo wiecej i widze ze
      zaczyna mu sie to podobac. Z mycia garow awansowal na pomoc szefa, dostal
      podwyzke, a moj przyjaciel zadzwonil do mnie z gratulacjami mowiac ze odwalilem
      kawal dobrej roboty z wchowaniem chlopaka. Najwazniejsza rzecza jednak jest to,
      ze... wraca do szkoly!.Nie chce pracowac tak ciezka, a jezeli nawet bedzie
      ciagnal ta kucharska kariere, chce miec dyplom!. U nas jest mozliwosc powrotu
      na ostatni semestr liceum aby sobie poprawic noty (nie tu egzaminow na studia
      tylko liczy sie srednia) – syn juz zalatwil formalnosci i zaczyna od wrzesnia,
      aby w styczniu isc na filologie francuska. Czyzby komunistyczna filozofia
      wychowania przez prace miala sens? Tak czy inaczej czytacie szczesliwego tate wink

      • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 19:44
        jej_maz napisał:
        > Czyzby komunistyczna filozofia
        > wychowania przez prace miala sens?

        Dałeś sobie sam na to odpowiedź.
        Ale niestety, jak wiesz - do nieba idą tylko nieliczni. A szkoda.
      • warum Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 19:50
        Gratuluje pociechy! /przeciez jest Lwem smile/. Bunt i ...rzucanie wszystkiego na
        1 szale - to typowe w tym wieku, szczegolnie tam gdzie rodzice szanuja
        potrzebe "sprawdzenia sie" dziecka. Ja zaliczylam podobna historie tylko u mnie
        pomogla zmiana szkoly.
        Praca? Na pewno - uczy zycia, dostosowywania sie. I to dobra szkola, choc
        czasem bolesna.
        Ale nie wychowuje moim zdaniem, czasem moze wrecz zepsuc.
        To Wasza zasluga, Waszej pracy zwiazanej z wychowywaniem /orka/, ze syn jest
        jaki jestsmileHa- pamietaj: " swiec przykladem "!
        Moja pociecha gdy tylko zaczynam wywody na temat odpowiedzialnosci, skutkow
        itp. ...cytuje mnie z mlodosci :" To "moje" zycie i za moje wybory sam bede
        placic". Wiec ja tylko .... probuje przekonac, perswaduje i ... staram
        sie "swiecic" tym prawdziwym przykladem, a nie teoria. Bo w kwestii wychowania
        bardziej bezwglednych w ocenach sedziow od wlasnych dzieci, po prostu nie ma .
        To dorosli ponosza odpowiedzialnosc za ich wychowanie. A praca.... A niech
        pracuja!!!po szkolesmile))
        • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:36
          warum napisała:
          > To dorosli ponosza odpowiedzialnosc za ich wychowanie.

          Muszę zaripostować - przede wszystkim liczą się geny, zaś "wychowanie" ich
          wspomaga.
          Przypomina mi to słowa mamusi do dziecka - "jak będziesz jadł, to urośniesz
          duży" smile Niestety, nie urósł.
      • mammaja Re: Wychowanie przez prace?Do Foksala! 31.08.03, 18:19
        Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje posty.Czekam na cd.Rowniez podzielam
        twoje poglady co do polonii amerykanskiej.Jest ona przedewszystkim bardzo
        zroznicowana.Ta,skupiona obecnie w okol p.Moskala,urzadzajaca manifestacje
        przeciw wejsciu Polski do UE, propagujaca poglady wrecz endeckie,jest dla mnie
        nie do przyjecia.Napad na Nowaka-Jezioranskiego,powolywanie sie na ubeckie
        falszywki,napelnia conajmniej niesmakiem.Natomiast jest wielu Polakow
        pracujacych na Uniwersytetach,czy poprostu w swoich zawodach czesto zdobytych
        w Polsce,ktorzy nie zglupieli i stanowia czesc miedzynarodowej inteligencji
        bez kompleksow poprzednich pokolen.Snobizm mysle porownywalny z innymi
        snobizmami.Znam doskonale srodowisko np.Nowego Dziennika i wiem ze zrobili
        duzo dla Polski,kiedy bylo trzeba!A na dalsze teksty o problemach
        wychowawczych czekam niecierpliwie!
    • gryzka Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:06
      Moj syn (student) chwyta się różnych dorywczych prac, a ze ma kilka "cennych" umiejętności, potrafi zarobić całkiem spore pieniądze.
      I tu pojawia się mój problem - wg. niego to, że ma własne [rzez siebie zarobione pieniądze, nie pozbawia go prawa do "tygodniówkI". Jak usiłuję protestować, twierdzi, że pozbawienie go tych pienędzy byłoby działaniem antymotywacyjnym i niejako karaniem za zaradność.
      Czuję, że coś jest nie tak, ale na koniec wychodzi na to, że on ma rację a ja mam spokój.
      • warum Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:19
        gryzka napisała:

        > > I tu pojawia się mój problem - wg. niego to, że ma własne [rzez siebie
        zarobion
        > e pieniądze, nie pozbawia go prawa do "tygodniówkI". >

        hmm.... ja tez DAJE tygodniowke, ale...podkreslam, ze to darwoizna dobrowolna /
        choc regularna / Moje dzieci jeszcze nie zrabiaja i nie widze sensu placenia im
        za cos, co ja robie "bezplatnie" w domu, czy za stopnie w szkolesmile/ ucza sie
        dla SIEBIE,a nie dla mojej satysfakcji /. Wiec daje im /1xtyg/ stala kwote na
        wlasne wydatki. Bo za co placic? Za wszystko? Pozdrawiam
        • glodn-y Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:25
          Kochana Warum ,czy nie mieszkasz za ścianą (w tym samym domu)
        • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:34
          Marek napisal,ze syn dostal naprawde duzo pieniedzy za swoja ciezka prace.I to
          tez jest dosc istotne - "poczul sile swoich pieniedzy".Przekonal sie
          rowniez,ze warto je zarabiac w sposob brdziej wyrafinowany niz zmywanie
          garow.Chyba nie trzeba bylo filozofii komunistycznej i pedagogiki
          Makarenki,zeby te stara prawde odkryc.Natomiast fatalnie jest,kiedy praca jest
          tak zle platna,ze w ogole nie warto jej podejmowac.To demoralizuje.Acha.Moja
          corka pewnego razu stwierdzila,ze te zarobione "wlasnorecznie"pieniazki wydaje
          sie jakos inaczej niz te od rodzicow.Jakos bardziej rozwaznie!Uczy sie wiec
          troche gospodarowania wlasnymi srodkami.Ja np.dawalam korepetycje juz w
          liceum,a na wakacje na studiach zawsze zarabialam na wlasna reke.No i
          popatrzcie ,co ze mnie wyroslosmile))))))))))
      • jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:37
        Tu znowu dziele sie sytuacja z mojego podworka. Tzw. kieszonkowe dzieciaki
        dostaja tutaj tygdniowo do 16-go roku zycia. Jest to wiek gdzie mozna
        oficjalnie zaczac pracowac (ponizej jest nielegalne). Z tego co wiem, to
        niezaleznie od sytuacji materialnej rodziny, ta regola jest przestrzegana dosyc
        rygorystycznie; nie chodzi tu o same pieniadze, ale rowniez o nauke ich
        gospodarowania. Co do "cennych" umiejetnosci to zauwazylem, ze umiejac cos
        konkretnego jest bardzo pomocne w zyciu. Moze patrze z perspektywy emigranta,
        ktory przeszedl przez problemy bariery jezykowej na poczatku, ale pamietam
        kogos, kto znalazl prace wykorzystujac jedynie swoja umietnosc robienia
        aranzacji kwiatowych – jezyk przyszedl z czasem. Ciesze sie z tego kucharzenia
        syna; niezaleznie gdzie go zycie poniesie, zawsze ludzie beda musieli jesc a
        tlumacz z francuskiego nie jest pierwsza potrzeba.
        Osobiscie uwazam, ze przestajac dawac synowi kieszonkowego, zmusisz go do
        podszlifowania jego talentow, a to wyjdzie mu jedynie na dobre.
        • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:42
          A czy synek mowi po polsku?
          • jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:49
            mammaja napisała:

            > A czy synek mowi po polsku?


            Bardzo, bardzo dobrze. Ma za soba kilka wakacji u babci, no i w domu mowimy po
            polsku. Francuski zna z racji spedzenia pierwszych osmiu lat w Montrealu, czyli
            od przedszkola do szostej klasy w szkole francuskiej, a od siodmej i przez caly
            ogolniak do dwujezycznej francusko-angielskiej w Toronto. Jak wiec widzisz ta
            filologia to lenistwo; mysli ze beda go tam uczyc cos co juz i tak umie
            perfekcyjnie wink))
            • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:55
              A potem i tak bedzie robil cos zupelnie innego...Studia lingwistyczne sa wbrew
              pozorom zmudne i zupelnie inne,niz wyobrazenia o nich.Najwazniejsze,ze chce
              sie uczyc.Jest jeszcze bardzo mlody .Ale geny ma dobresmile)))
            • dab12 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:46
              > mammaja napisała:
              >
              > > A czy synek mowi po polsku?


              A myśli? w jakim języku. A ty?
              mój wujek. który mieszkał w Anglii od czasów II wojny sw. po długim
              zastanowieniu stwierdził,że po angielsku we wszystkich sprawach przyziemnych i
              zawodowych. ale w sprawach emocjonalnych, uczuciach - po polsku.

    • em_em Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:07
      jej_maz napisał:

      > Co sadzicie?

      myślę że bez dobrych podstaw w postaci zasad wyniesionych z domu, własne,
      zwłaszcza stosunkowo duże, nawet ciężko zarobione pieniądze - mogą zaprowadzić
      również w złym kierunku

      a na razie używam widma ciężkiej pracy jako straszaka na młodego, który za nic
      nie chce się uczyć - ma ktoś jakiś skuteczny sposób na zmotywowanie małolata?
      (w tym roku ostatnia klasa gimnazjum - i bez dobrych stopni 0 szans na liceum)
      • marialudwika Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:10
        U mojej wnuczki stopnie poprawily sie po "odcieciu" jej od internetu poza
        weekendami.
        ml
      • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:14
        Em-em,jakbym miala taki uniwersalny przepis ,ktory pasowalby do wszystkich
        malolatow niechcacych sie uczyc,to zglosilabym go w Biurze Patentowym i zyla z
        tego i to niezle!Niestety kazdy przypadek jest inny.Czasami pomaga zmiana
        szkoly!
    • alina66 Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 10:18
      Oddam wszystkie pieniądze za dobry przepis na wychowanie smile
      Geny owszem, wychowanie też, a co ze środowiskiem ?
      Mój syn chodzi do największego gimnazjum w Polsce (1700 uczniów),wszyscy oprócz
      dyrekcji wiedzą, że tam się pali, pije i ćpa... Nauczyciele nie znają uczniów,
      bo jest ich za dużo, nie ma żadnej kontroli, nikt nic nie wie - po prostu
      czeski film.
      Z kieszonkowym - ten sam problem co u przedmówców, więc nie będę się powtarzać.
      Na razie (ma 15 lat) pomagał mi odpłatnie w mojej pracy - też mam swoje
      wątpliwości, czy to pedagogiczne, płacić dziecku za to, że pomaga matce w
      pracy, ale mam ochotę, by poszedł zmywać gary, albo truskawki zbierać, może
      przestanie wtedy mówić, że spodnie za cztery stówy są tanie...
      • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 10:30
        Moim zdaniem dyrekcja tez wie tylko udaje.Ciekawa jestem czemu poszedl do
        takiej szkoly?Chcial bo szli koledzy z podstawowki?nie bylo innej?Napisz?
    • alina66 Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 14:11

      Oczywiście że dyrekcja wie, tylko udaje, że nie ma problemu, tak jest
      najprościej.
      Poszedł do tego gimnazjum, bo u nas nie ma innego. Z nieznanych mi przyczyn w
      dwudziestoośmiotysięcznym mieście zrobiono JEDNO gimnazjum!!!
      Jest jeszcze drugie, ale to jest gimnazjum gminne.
      Nie rozumiem zresztą w ogóle, po co była ta reforma, na lepsze nie zmienilo się
      nic, za to zgrupowanie w jednej szkole mlodzieży w najtrudniejszym wieku jest
      pomyslem zaiste genialnym...
      Efekty u nas już widać.
      • gryzka Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 15:34
        Reforma była bo w ten sposób "zagospodarowano" część nauczycieli - gdyby jej
        nie prowadzono, to wg. ówczesnych szacunków pracę straciłoby ok. 100 tys.
        nauczycieli.
        Myślę, że już w momencie jej wprowadzania było wiadomo, że nie starczy na nic
        więcej niz na zmianę struktury i wątpię by "reformatorzy" poważnie traktowali
        szumnie zapowiadaną reformę programów nauczania. Nie bez znaczenia jest też to,
        że za naszych czasów maturę zdawało kilkanaście procent. A teraz założono,że
        maturę ma zdać 85%, nie ma możliwości by nie było to równoznaczne z gwałtownym
        obniżeniem wymagań.
        Mogłabym dużo pisac o przygodach jakie miały moje dzieci w swoich szkołach. Ja
        rozwiązałam to w ten sposób, że posłałam je, do uchodzącej za elitarną, płatnej
        szkoły (na moje szczęśćie nie są głupie więc udało im się zdać konkursowy
        egzamin). Finansowo nie było mi łatwo, ale pocieszam się tym, że teraz nie
        opłacę za studio. Więc w końcu na to samo wyszło.
        • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 15:58
          Idea utworzenia gimnazjum nie miala na celu zagospodarowania nauczycieli.(niby
          czemu mieli stracic prace?taki niz?)Byc moze wyszlo to przy okazji.Tam,gdzie
          zostala wprowadzona w zycie z glowa - efekty sa b.dobre.Dzieciaki z mlodszych
          klas odetchnely - mam kolo siebie takie dwie podstawowki - zupelnie inaczej
          czuja sie w kl.1-6 ,bez tych dorastajacych,czesto przerosnietych przez
          powtarzanie klas 14,15,16-latkow.Inne problemy.Rowniez ci ,ktorzy w
          najglupszym wieku przestaja byc najstarsi w szkole,ale przychodza jako
          pierwszki i musza sie dostosowac,korzystaja na tym.Wszystko pod warunkiem,ze
          samorzad potrafil poradzic sobie z tym nalozonym nagle zadaniem podzialu
          szkol,co wcale nie bylo latwe.W wypadku Gryzki - rozwiazanie nieszczesliwe.Ale
          nie rozumiem co to znaczy "gimnazjum gminne"?Przeciez dla wszystkich szkol
          posdt. i gimnazjalnych organem prowadzacym jest gmina,a nadzor merytoryczny i
          tak ma kuratorium.Czy sa inne praktyki w roznych czesciach Polski?
    • alina66 Re: Wychowanie przez prace? 21.08.03, 10:25
      nie wiem jak powinnno być, wiem jak jest- jest gimnazjum miejskie, do którego
      przechodzą wszystkie dzieci z pięciu podstawówek w mieście i jest gimnazjum
      gminne, do którego przechodzą wszystkie dzieci ze szkół na terenie gminy.
      Też poszłabym na rozwiązanie pt dobra szkola prywatna , ale w moim mieście nie
      ma w ogóle gimnazjum prywatnego- ani złego ani dobrego.
      Jeśli chodzi o "odetchnięcie" dzieci z podstawówek, to specjalnie muszę
      przyznać, że nie zauważyłam, za to te które przychodzą do gimnazjum, czują się
      pierwszakami dość krótko, a potem znajdują sobie odpowiednich kolegów ...
      Pilnie obserwuję program i wymagania w gimnazjum mojego syna i zmian nie widzę,
      natomiast gimnazjum skróciło okres nauki drugiego języka obcego z 4 lat do 3
      (ponieważ drugi jezyk zaczyna się dopiero w liceum - przynajmniej u nas). Ale o
      tym się nie mówi.

      • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 21.08.03, 10:47
        Bo to sa efekty dzialan obecnej pani Minister i ekipy,ktora chrzani wszystko
        co bylo dobre w zalozenich reformy.Programy tez!Pozdro!
    • foxal Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 05:49
      jej_maz napisał:

      > Co sadzicie?

      Najpierw powiem, ze udalo mi sie wejsc po wielu probach - moze to taki dobry
      dzien jako ze "mars" wali pelna para w kierunk "Ziemi" i podobno to bardzo
      rzadki przypadek bo raz na kilka tysiecy lat.

      Wracajac jednak do podstawowego pytania czy wychowanie przez prace jest
      pozyteczne? Mnie ono nie zaszkodzilo a wrecz przeciwnie bardzo pomoglo, bo
      mialem zawsze jakas przewage nad tymi co nigdy nie pracowali w danym zawodzie,
      w czasie ksztalcenia sie.

      Mojemu synowi jednak to nie pomaga i ku zmartwieniu rodzicow a jego mamy w
      szczegolnosci on schodzi na psy. Ostanio oswiadczyl, ze musi sie z domu
      wyprowadzic, bo bedzie pracowal, wieczorami? (o 23:00) chodzil do barow a
      nastepnie caly dzien spal - a mama tego nie chce tolerowac, bo uwaza, ze strata
      czasu i zycia. Przeprowadzke zapowiedzial na polowe wrzesnia i to juz nie jest
      pierwsza tylko trzecia. Na marginesie podam, ze on tez byl pomywaczem w
      restauracji, sprzataczem, kelnerem w luksusowej restauracji obecnie jest
      kucharzem. Niezaleznie ile zarobi to jeszcze do domu nie dal ani centa i ciagle
      jest winiem mamie za jakies tam zakupy czesci do jego pojazdow, bo w danym
      momencie nie mial forsy na zaplacenie.

      Tak, ze nauka przez prace jest dobra, jesli pogodzimy sie z tym faktem, ze
      dziecko marnuje swoje mozliwosci zyciowe mlodego wieku, gdzie chlonnosc umyslu
      jest wprost nieograniczona.

      Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma ten
      elaborat.
      • warum Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 06:32
        Witaj Skowronku!smile"Elaborat" doszedl caly,nie zrazaj sie uciekaniem napisanego
        postu, bo i mnie sie to zdaza, ale ja to traktuje jako kare boska, a nie kare
        za gadulstwosmile))

        >Tak, ze nauka przez prace jest dobra, jesli pogodzimy sie z tym faktem, ze
        dziecko marnuje swoje mozliwosci zyciowe mlodego wieku, gdzie chlonnosc umyslu
        jest wprost nieograniczona.
        No tak, my TO wiemy / 40+ / ale jak IM to wytlumaczyc?sad(( Pozdrawiam
        • warum Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 06:33
          sorki za brak "r" w zdaza"sad((((buuuu
          • warum Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 06:49
            O i to byl wlasnie przyklad, gdzie wczesniej napisane "zniklo"a ostal sie tylko
            korekt byka ort.sadMilego dnia wszystkim zycze.
      • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 13:59
        foxal napisał:
        > Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma ten
        > elaborat.

        jakoś nie wzięli diabli. Och czuję to, czuję to......
        • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 15:24
          > foxal napisał:
          > >Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma te
          > > elaborat.

          .....diabli ??? może dzwonnik z Notre Dame ???
          I kto to mówi? Ja przy tym to niewiasta. Na zbity pysk bym wyrzuciła z pracy
          tych asystentów.
          • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 15:45
            ........ co tak szoruje - to jego garb po trotuarze
      • popaye nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec-:) 28.08.03, 18:12
        Witaj Foxal -smile

        argumentujesz logicznie w Twojej wypowiedzi i to co piszesz trafia mnie do
        przekonania.
        Nie jestem expertem od nowoczesnego wychowania i moje doswiadczenia byly w tym
        przedmiocie mocno specyficzne - wiec po wyjasnieniu na tym forum
        przez "expertow" od problemow i klopotow wychowawczych, juz myslalem iz nie
        jest wazne w zyciu doswiadczenie rodzicow, przyklady madrych ludzi i logiczne
        postepowanie tylko: MODA, zdanie kolegow i kolezanek i aktualne zachcianki -
        najlepiej co 2 tygodnie inne!, w zaleznosci od marketingowych trickow mediow
        i specow od robienia "wody z mozgu" o co wsrod niedoroslych nie jest znow tak
        trudno -smile.

        Pomijam dzieci wybitnie uzdolnione i z talentami wybijajacymi sie ponad
        przecietnosc bo takich jest niewiele i one nie maja problemow z wyborem
        przyszlego zawodu.
        Normalni rodzice, moim zdaniem maja najczesciej normalnie uzdolnione dzieci.

        System edukacyjny wiekszosci znanych mnie krajow jest tak skonstruowany iz
        dzieci nie maja wiele czasu poza nauka i w granicach potrzebnych do
        regeneracji - odpoczynku czy zabawy.
        Jezeli dziecko postanawia wybrac droge ksztalcenia akademickiego (SP -->,
        Gimnazjum --> Liceum ---> Matura --> Studia) to przy obecnej konkurencji przy
        naborze do dobrych Uczelni NIE MA KIEDY zajmowac sie praca zarobkowa - bo MUSI
        wtedy rezygnowac z wypoczynku czy i tak skapego czasu na przyjemnosci.
        Jezeli ten "zarobek" ma sie dokonywac kosztem Szkoly czy czasu przeznaczonego
        na nauke - to ja jako rodzic powiem natychmiast STOP! - bo nie takie
        byly "warunki umowy" i sprawy zostaja postawione "na glowie" -sad.

        Zakladam a'priori iz NORMALNI rodzice maja taka ilosc dzieci iz zapewnienie im
        warunkow porzadnego wyksztalcenia nie przekracza ich mozliwosci finansowych!.

        Szkolnictwo zawodowe (SP --> Gimnazjum --> Szkola Zawodowa - w roznych krajach
        jest roznie!) najczesciej samo w sobie jest polaczone z praca zwiazana z
        przygotowaniem do zawodu. Np: dziecko ktore chce byc stolarzem czy fryzjerka
        pracuje w normalnym warsztacie stolarskim lub zakladzie fryzjerskim a ponadto
        uczeszcza do Szkoly gdzie uzupelnia nabyte praktyczne umiejetnosci podbudowa
        teoretyczna wymaganej wiedzy zawodowej.
        Tylko w bylych "demoludach" byl inny system szkolenia, jak sie okazalo w
        normalnych warunkach nie do sfinansowania i nie gwarantujacy lepszch niz gdzie
        indziej fachowcow.

        Ja tez, podobnie jak Ty musialem godzic nauke z praca.
        Nikomu tego nie polecam a juz chcialem oszczedzic tego mojemu dziecku! -sad.
        Moje wyksztalcenie zdobyte w Polsce nie dawalo mnie zadnych uprawnien
        tzw.statusu akademickiego a zdobyta wiedza poparta "dyplomem" nie kwalifikowala
        mnie do podjecia zadnej pracy w wyuczonym zawodzie.
        Poniewaz nie mialem zamiaru do konca zycia pozostac bezrobotnym zyjacym
        z "zasilku" lub z dorywczych niskoplatnych zajec nie mialem innej alternatywy
        jak studia polaczone z praca zarobkowa (nie obejmowaly mnie przepisy dot.
        stypendium panstwowego czy pozyczki na pokrycie kosztow Studiow - typowej w
        kraju gdzie mieszkam).
        Moje dziecko ta alternatywe mialo i dzieki Opatrznosci umialo ja wykorzystac.
        Byc moze nie w super-luksusie i napewno ZMUSZONE warunkami naszej
        pokoleniowej "umowy" do rezygnacji z wielu MODNYCH i atrakcyjnych
        dla "malolatow" zachcianek ale z gwarancja iz rodzice zapewnia jej wikt, dach
        nad glowa i w rozsadnych granicach "kieszonkowe" plus oplaty za KAZDA szkole
        czy Uniwersytet w Europie jaki sobie wybierze, pod warunkiem pozytywnych
        wynikow "naukowych".
        "Straszenia" mnie (he, he) wyprowadzka, wynajeciem mieszkania, zyciem w komunie
        rowiesnikow, tatuowania sobie czola i colocnych pobytow "dzieciaka" w knajpach
        czy dyskotekach nie przezylem i bym sie mocno zdziwil gdyby to wystapilo!.
        Dziecko, od 18-tych urodzin moglo sie CALKOWICIE UNIEZALEZNIC i pozbawic
        wszelkich UCIAZLIWOSCI rygorow rodzicielskiego domu! - droga stala WOLNA -smile).
        Jakos ... wytrzymala do 24 roku zycia tych "niewygod" -smile).

        W dzisiejszym Swiecie wyksztalcenie i warunki do jego zdobycia jest moim
        zdaniem JEDYNA rzecza ktora rodzice moga DAC dziecku jako kapital na przyszlosc!
        Co z tym pozniej zrobia jest ICH i partnera zyciowego sprawa.
        Opiekowalismy sie "dzieciakiem" dlugo - fakt.
        W nagrode - nie musze sie martwic o "majatek" ktory musze przekazac nastepnemu
        pokoleniu by nie "zdechlo" z glodu bo samo jest w stanie sie na przyzwoitym
        poziomie utrzymac a jako rodzic mam satysfakcje iz mimo konserwatywnej,
        niemodnej (moze) i malo "atrakcyjnej" metody wychowawczej o przyszlosc dziecka
        nie musze sie martwic.
        To juz naprawde nie nasze (rodzicow) zmartwienie -smile

        -------
        "geniusz" - ktory wymyslil bezstresowe (dla dzieci!) metody wychowawcze albo
        nie mial potomstwa albo do konca zycia bedzie sam zyl w stress-ie -smile.
        • warum Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 18:44
          popaye napisał:

          > Witaj Foxal -smile
          >
          > argumentujesz logicznie w Twojej wypowiedzi i to co piszesz trafia mnie do
          > przekonania.
          > Nie jestem expertem od nowoczesnego wychowania i moje doswiadczenia byly w
          tym
          > przedmiocie mocno specyficzne>
          > -------
          > "geniusz" - ktory wymyslil bezstresowe (dla dzieci!) metody wychowawcze
          albo
          > nie mial potomstwa albo do konca zycia bedzie sam zyl w stress-ie -smile.

          a/ jestesmy z tej samej gliny... i ja tez uwazam,ze przyklad idzie "z gory" tzn
          zalezy od "priorytetow" rodzinnych w domu.
          b/ popayEsmile Ty w ogole jestes oryginalny~niedzisiejszy, ale to oznacza
          dokladnie : sa ciezsze czasy dla autorytetow w ogole . Rodzice nie sa juz alfa
          i omega dla dzieci... media i... rozne mozliwosci / finansowe np./ robia
          skutecznie wode z mozgu mlodziezy... Sprobuj nastolatkowi w dzisiejszych
          czasach mowic,ze modne ciuchy sa niewazne, ze komorka, dvd czy cos tam to
          chlam... nawet jak to wie - to... pozycje w grupie ustala sie od tego czy "
          nadaza" w tych sprawach za moda. To bardzo powazny problem " nierownosci
          spolecznej"- ha, ale mi wyszlo... ale... takie mamy czasy.
          c/dla mnie "bezstressowe metody" nie istnieja, bo jak dzieci sie nie stresuja-
          to ja sie stresuje i na odwrot. Ale jestem zwolenniczka rozmow i perswazji do
          skutku /przeze mnie zalozonegosmile))/- z przerwami "technicznymi" na zmiane
          taktyki, argumentow, a nawet na czas... przyznania sie do bledow z obu stron.
          • popaye Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:11
            Mila Warum,-

            dlaczego stawiasz tak sprawe?
            KTO Ci powiedzial iz moja corka zyla o chlebie i wodzie, nie miala tego co inni
            rowiesnicy lub chodzila ubrana w "lachmany"?.
            Rzecz jest w PRIORYTETACH - moim zdaniem.
            Rodzica obowiazkiem jest stworzenie dziecku mozliwosci wszechstronnego rozwoju
            i przygotowania go do zycia w pelnoletnosci.
            Wiec - nie odwracajmy "kota ogonem"!
            Nie rodzice korzystaja z doswiadczen i postepuja wedle "zachcianek" dzieci
            ale "niedorostki" maja czerpac z doswiadczen rozsadnych rodzicow.
            To ze dziecko ma "zachcianki" - jego prawo! - ich realizacja i wybor kolejnosci
            ich zaspokajania jest w gestii rodzicow.
            Zadne z naszych dzieci nie zna nieprzespanych nocy z powodu koniecznosci
            pokrywania przez rodzicow finansowych obciazen zwiazanych z posiadaniem rodziny.
            Niech mnie rowniez dzieci "laskawie" pozwola iz JA zadecyduje czy wazniejsze
            jest pokrycie czynszu za mieszkanie i zakup wiktualow do zarcia, a pozniej -
            skutera dla 12-letniej pociechy!.
            Gdybym sie kierowal "wola i checia" bezstresowo chowanych dzieci - skuter, DVD,
            i wydatki na "live" koncerty w Londynie najmodniejszych muzykow staly by PONAD
            wszelkimi upierdliwymi obowiazkami i codziennymi zobowiazaniami finansowaymi
            doroslych rodzicow!.
            Jesli to popierasz - powodzenia! i .... sukcesow wychowawczych!.
            To na szczescie nie jest moim zmartwieniem
            • ewelina10 Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:20
              Nie wtrącam się. smile Życzę powodzonka w dyskusji. Wyłączam się. Baj baj
            • warum Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:22
              hlipsad i to krotkie- prosze przeczytaj jeszcze raz dokladnie MOJA wypowiedz
              i... zobacz czy nie przypisales mi innych slow i czy zrozumiales sens mojej
              wypowiedzi. chyba niezrozumielismy sie. Ja zgadzam sie z twoimi pogladami i
              gratuluje sukcesu wychowawczego.
        • mammaja Re: nie ucz sie!-zostaniesz posadzkarzem-mowil moj 28.08.03, 18:48
          Zgadzam sie z przedmowca,ze praca nie powinna byc przeszkoda w dalszej
          nauce.Zawsze uwazalam ,ze mlodzi ludzi powinni pracowac podczas wakacji,moi
          synowie nawet wyjezdzali na jakies "saksy" ,co potem umozliwialo im
          pozwiedzanie Europy,ale nie na tyle,zeby mialo to zaklocic tok studiow.Jak dwa
          lata temu corka miala podjac prace hostessy przez biuro studenckie i
          wyszlo ,ze ja bebe musiala w nocy przyjezdzac po nia na drugi koniec
          Warszawy,a benzyna bedzie stanowila znaczna rownowartosc jej "dniowki",to
          rozsadnie zrezygnowala.Natomiast jak sobie wykukala sama prace ,ktora moze
          robic przez internet, nie kolidujaca ze studiami,to prosze bardzo.Nie wiem na
          czym to polega,ze jednym "dzieciom" da sie takie rzeczy wytlumaczyc,a innym
          nie.W wypadku Foksala nie bardzo rozumiem,czy Twoj syn sie w ogole uczy,czy
          poniechal nauki?Czy potrzeba pracy wynika z checi posiadania rzeczy na ktore
          nie stac rodzicow (markowe ubranka po pare stow,tzwn sprzet itd.),czy poprostu
          nie chce sie uczyc?Mimo wszystko wierze,ze trzeba probowac przemawiac do
          rozumu,chyba ze mlodzian ciezko zakochany - wtedy najtrudniej!Pozdro!
          • popaye Tata NIC nie mowil, uwazal iz brakuje mi "klepek" 28.08.03, 19:23
            Mammajko ,-

            najpierw - BUZIAK na dzien dobry! -smile

            Nie bede komentowal Twojego wpisu - moglby pochodzic ode mnie!.
            Pozorne, "extra" dochody dzieci w czasie nauki sa najczesciej "wyplacane" z
            kieszeni rodzicow!.
            3-mce Wakacji OK - nie mam NIC przeciw temu by dorosle dziecko (student)
            dorobil sobie na extra zachcianki czy podroze! ale nie kosztem nauki! - albo
            skonczmy ta fikcje i niech dzieciak zacznie pracowac i SAM sie utrzymywac jak
            jego zdaniem bedzie mu "lepiej".
            Zobaczymy jak dlugo!
            "Strozow" ci u nas (ponoc) dosyc! -smile))
          • foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 04:39
            mammaja napisała:


            > W wypadku Foksala nie bardzo rozumiem,czy Twoj syn sie w ogole uczy,czy
            > poniechal nauki?Czy potrzeba pracy wynika z checi posiadania rzeczy na ktore
            > nie stac rodzicow (markowe ubranka po pare stow,tzwn sprzet itd.),czy
            poprostu
            > nie chce sie uczyc?Mimo wszystko wierze,ze trzeba probowac przemawiac do
            > rozumu,chyba ze mlodzian ciezko zakochany - wtedy najtrudniej!Pozdro!

            Nasz problem polega na tym, ze on robi wszystko na opak jak my bysmy sobie tego
            zyczyli. Jego prace ktore podejmowal juz od 14 roku zycia np odgarnianie sniegu
            u sasiadow dawaly mu swoj ciezko zrobiony grosz na swoje zachcianki poza nasymi
            obowiazkami rodzicow w zakresie ubrania wwraz z jakas tam moda - on jego mam o
            tym decyduja, jako ze ja podobno jestem staroswiecki i nie ide z czasem.

            W pracy to on sie wykazuje dosc dobrze i te pieniadze nawet odkladal do 16 roku
            zycia a ja je inwestowalem zeby nie tracily na wartosci. Szajba mu odbila po
            ukonczeniu 16 lat, kiedy to opoznialismy wyrobienie sobie prawa jazdy w obawie
            wlasnie o naduzywanie samodu i jego brawurowej jazdy. Udalo nam sie przez pol
            roku, ale "awantura" byla co tydzien. On koniecznie chcial sobie kupic samochod
            za te wlasnie swoje pieniadze - a uskladalo sie na w miare dobry stary samochod.

            Potem doszly zainteresowania dziewczetami, paleniem tego i owego na roznych
            kolezenskich spotkaniach, co mialo zly wplyw na wyniki w nauce. Nasze prosby i
            grozby nie odnosily wiele skutkow. Nauczyl sie manipulowac matka, obiecujac
            jedno a robil drugie np ostentacyjnie wychodzil z jednych lekcji bo niby nudne
            a robil dowcipne komentarze na innych przedmiotach, starajac sie byc popularnym
            i w taki sposob wkroczyl na pochylnie stavzajaca jego wyniki w dol. Chodzilismy
            do szkoly, aby zmobilizowac go do odpowiedzialnosci za swoje czyny. Czasami to
            pomagalo, ale na kilka tygodni a potem ponowne dyskusje na temat jego wolnosci
            i samochodu. W koncu dla swietego spokoju wspolnie z nim kupilismy maly
            samochod w bardzo dobrym stanie nawet za psie pieniadze od syna naszego
            sasiada, bo jego zona byla juz z tego samochodu nie zadowolona bo byl stary.
            Radosc trwala przez moze miesiac. Koledzy rozpoczeli robic mu przycinki, ze nie
            musi go zamykac przed szkola, bo takiego samochodu to nikt mu nie ukradie, bo
            to jest taki grat. On wpadl na pomysl aby przebudowac mu wnetrza i przemalowac.
            Ja zaprotestowalem, na co on powiedzial, ze to jest g... nie samochoch. Na co
            dpowiedzialem, ze moj syn nie bedzie jezdzil byle g... i poprosilem o kluczyki,
            bo byl na mnie zarejstrowany i ubezpieczony. To spowodowalo nastepne jego
            awantury, bo on chce sobie kupic swoj samochod zarejstrowany na niego, to ja
            nie bede ingerowal co on z nim bedzie robil. Oczywiscie pieniadze mial bo ja je
            zainwestwlem i z tego powodu kwota u rosla do wysokosci 30% wartosci sredniej
            klasy nowego samochodu - wiec ta swiadomosc tak go gnebila, bo legalnie on mogl
            zarzadac oddania tej kwoty, bo wsztko na niego figurowalo, choc ja tylko nimi
            zarzadzalem. Bylo to juz na rok przed matura. CDN
            • foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 05:21
              foxal napisał:

              > Bylo to juz na rok przed matura. CDN

              CD:

              Po udobruchaniu sie ponownie oddalem mu kluczyki do tego samochodu i on po
              miesiacu zarznal ten samochod na smierc - zatarl calkowicie dwa cylindry -
              widocznie ktos go pouczyl jak to zrobic, aby kupic sobie swoj samochod.

              Ja na to odpowiedzialem, ze skoro nie umie jezdzic to po co mu lepszy samochod.
              Wiec on go postanowil naprawic, bo u nas w szkole sredniej sa warsztaty
              samochodowe, gdzie instruktor stary mechanik samochodowy pomaga majac sprzed do
              diagnostyki oraz dobrze wyposarzany warsztat i klase kibicow potrzebujacych
              doswiadczalnego pojazdu do dlubania. Po paru lekcjach przyciagnal ten samochod
              do domu rozebral go w ogrodzie za domem. Rozbebeszosny totalny trup stal przez
              dwa lata,az ja oddalem go na zlom otrzymujac $25 za jego wage.

              Awantury rozpoczely sie od nowa tak ze jego matka dostaje rostroju nerwowego,
              bo uczy sie coraz gorzej, listy ze szkoly juz przychodza poczta, my prowadzimy
              rozmowy i kosultacje z nauczycielami co i jak zrobic aby go zmobilizowac, bo
              bez w miare srednich stopni on nie bedzie mial wstepu na zadna wyzsza uczelnie.

              W miedzyczasie aby osiagnac swoj cel albo zeby nas zmobilizowac wywinal taki
              numer, ze nam by sie w glowie nie miescilo. Skonczylo sie na stracie $2.650 co
              oczywiscie musial zaplacic ze swich ciezko zarobiaonych i zainwestowanych
              pieniedzy. My aby uniknac dalszego staczania sie po pochylej z powodu samchodu,
              kupilismy 4 letniego VW Jette - diesela, oczywiscie zarejstrowanego i
              ubezpieczonego na mnie o oddalimy mu do uzytku z obowiazkiem poprawy wynikow w
              szkole i podniesieniem go na duchu. Z domu do szkoly moze dojsc piechota w
              ciagu 25 minut, samochodem jedzie sie piec minut. On tak sie przejal swoja
              naprawa, ze wciagu 3 miesiecy spoznil sie 40 razy i byl nieobecny w szkole 15
              razy. W rezultacie takiej poprawy ja teraz mam dwa samochody w tym wlasnie
              Jette. Mature zrobil jako tako i na mija prosbe zglosil sie do dwuch
              uniwersytetow i jeden go przyja z warunkiem poprawienia wynikow z fizyki i
              matematyki. On tego nie przyjal, bo zdecydowal, ze zrobi sobie rok przerwy na
              prace bo on nie iwe co chce, wiec ten rok pozwoli mu podjac decyzje co dalej.

              CDN - jesli jest ktos kogo to interesuje.
              • foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 05:45
                foxal napisał:

                > foxal napisał:
                >
                > > Bylo to juz na rok przed matura. CDN
                > CDN - jesli jest ktos kogo to interesuje.

                Te przerwe na prace rozpoczal od zrobienia sobie Tatoo, co przyprawilo nas o
                piewsza niezgode jego "samodzielnsci". Jeo mam dostaje coraz czesciej "bialej
                goraczki" tlumaczac mu jak przyslowiowy dziadek kobyle na granicy a jobyla
                swoje wlazi na lake sasiada. Synus robi sie coraz bardziej arogancki, zel
                odnoszac sie do swojej matki. Matka ubolewajac ak sie dziecko marnuje, ciagle
                usiluje z nim rozmawiac i tlumaczyc na co on z podniesionym glowsem wychodzi z
                domu i jedzie w sina dal, bo teraz juz ma swojego VW Foksa, zarejstrowanego na
                siebie, cho przy ubezpieczeniu ja musialem mu pomagac bo od niego chcieli od
                $2,500 do 3,800 za jedn rok. Wowczas troche mu rura zmiekla, ze w realu to nie
                tak jak z mamusia, tylko trzeba placic i sluchac co starsi mowia, a jak nie to
                twja sprawa.

                Po jednym z takich jego awantur z matka, powiedzialem, ze jak mu sie nie
                podobaja nasze warunki mieszkaniowe o obyczajowe to moze zmienic wyprowadzajac
                sie z domu rodzicielskiego calkowicie na swoje. On sie tym bardzo ni eprzejal,
                ale dostalem ultimatum od zony czyli jego mamusi, ze jak on sie wyprowadzi to
                ona tez. Dzieci w tym wieku czuja co sie swieci i teraz ja jestem w mniejszosci
                a syn nic se z tego nie robi tylko wraca kiedy chce - przewaznie na ranem i spi
                caly dzien, bo pracuje od 11:00 do 21:00 a potem chodzi na flankiery i znow
                wraca nad ranem. Fakt, ze matka nie idzie spac tylko sie denerwuje i czeka
                przysypiajac to jego to ani ziebi ani parzy. On twierdzi ze ma juz swoje lata
                skonczone 18 lat i jako dorosly to moze robic co mu sie podoba i my musimy to
                za-akceptowac. W koncu mame takimi odzywkami wyprowadzil z rownowagi i ona
                powiedziala, ze to jest nasz dom i takie sa tu obyczaje i warunki i on tak
                prowadzic sie nie moze a jak mu to nie odpowiada to moze sie wyprowadzic i to
                natychmiast. Byla godzina 22:30 on wyszedl trzasnal drzwiami i pojechal w sina
                dal. Nie bylo go chyba ze trzy dni a moze wiecej. Jak wrocil, to przeprosil
                mame i przyrzekl, ze bedzie wracal z "barow" po pracy najpozniej o 2 w nocy.

                CDN
                • popaye Re: Nauka przez prace 31.08.03, 11:29
                  Witaj Foxal,-

                  NIC co napisales mnie nie dziwi - wydaje mnie sie iz znam zycie na tyle iz
                  wyszystkiego tego o czym piszesz staralem sie w moim podejsciu do wychowania
                  dziecka uniknac.
                  US-Kanadyjska metodyka "wychowawcza" byla mnie obca, klopoty z nia zwiazane -
                  zaoszczedzone a efektow nie musze sie wstydzic,- dzieciak - tez pozostal
                  normalny, rozsadny i... po europejsku nie "amerykansku" wychowuje swoje dziecko.

                  Caly problem polega chyba na tym iz ja - pozostalem mimo mieszkania poza krajem
                  Polakiem, ci z za Oceanu - po smiesznych kilku latach juz sa "Amerykanie" i...
                  zlapali "p.Boga .. za kolana" - przynajmniej w ich pojeciu -smile).

                  Nie bylem zdany na zarobkowanie w Ameryce a cala "reszta" - to bylo akurat to
                  czego chcialem sobie i mojej rodzinie oszczedzic!.
                  Nic, ani amerykanska "kultura", mentalnosc, stosunki spoleczne czy rodzinne nie
                  bylo tym co mnie w jakimkolwiek stopniu kiedykolwiek odpowiadalo i warte bylo
                  moich zabiegow.
                  Nie chce obrazic nikogo z Amerykanow, ale dla mnie (subiektywnie) to wszystko
                  jest,- powiedzmy: "bogaty prymityw" (bogaty - to jeszcze przy sporej dozie
                  szczescia i ... w odniesieniu do Polski "komunistycznej").
                  Fakt iz tym ktorzy tam sie osiedlili nie pozostaje nic innego jak "wychwalac"
                  pod niebiosa tamtejsze uklady i stosunki spoleczne, imponowac
                  pozornym "bogactwem" i technizacja (he, he - wiem cos na ten temat od
                  samochodow, przez urzadzenia techniczne po prymityw powszechnych rozwiazan
                  technologicznych), nie zmieni mojego zdania na temat "zycia" w USA i "okolicy".

                  Wiekszosc Pan i panow ktorzy wymieniaja swoje poglady na tym forum bedzie Ci
                  zapewnie umiala cos doradzic, maja dzieci w tym wieku i zapewnie wiecej
                  doswiadczen w trudnym procesie wychowawczym niz ja.
                  Ja (ponoc z powodow swojej glupoty, wstecznictwa, prymitywizmu i "dreczenia"
                  dziecka i rodziny) po prostu nie mialem takich klopotow z dorastajacym
                  dzieckiem i nie jestem kompetentny.

                  Zapewne dasz sobie rade i Twoj Syn - tez.
                  Zycie Go zmusi, albo i nie! - w Ameryce ponoc szczescie i bogactwo leza
                  "na ulicy" - trzeba je tylko ...podniesc -smile
                  • foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 15:21
                    popaye napisał:

                    > Witaj Foxal,-
                    >
                    > NIC co napisales mnie nie dziwi - wydaje mnie sie iz znam zycie na tyle iz
                    > wyszystkiego tego o czym piszesz staralem sie w moim podejsciu do wychowania
                    > dziecka uniknac.

                    Klaniam sie Popaye'owi,

                    Cieszy mnie, ze Twoje metody wychowania corki sie spelnily. Z tego wynika, ze
                    Twoje dziecie potrafilo sluchac rodzicow i napewno wyjdzie jej na dobre.
                    Niestety nie wszyscy sa tak podatni na wplyw swoich rodzicow, starajac sie
                    znalezsc na tym swiecie po swojemu.

                    > US-Kanadyjska metodyka "wychowawcza" byla mnie obca, klopoty z nia zwiazane -
                    > zaoszczedzone a efektow nie musze sie wstydzic,- dzieciak - tez pozostal
                    > normalny, rozsadny i... po europejsku nie "amerykansku" wychowuje swoje
                    dziecko
                    > Caly problem polega chyba na tym iz ja - pozostalem mimo mieszkania poza
                    krajem Polakiem, ci z za Oceanu - po smiesznych kilku latach juz
                    sa "Amerykanie" i...
                    > zlapali "p.Boga .. za kolana" - przynajmniej w ich pojeciu -smile).

                    Z mojego rozeznania to takiej metody nie ma - jest niestety inny system
                    ekonomiczno polityczny z jego przemoznym wplywen na przebieg nie tylko USA anle
                    rowniez i swiata, choc swiat nie chce tego im przyznac. Co tych "kolan Pana
                    Boga" to wyraznie wykazujesz znikoma znajomosc warunkow zycia na tym
                    kontynencie. Napewno tacy ludzie sa, ale to nie sa wszyscy - Polakow w Pln Am
                    jest prawie 11 milionow i napewno nie wszyscy sa tacy pobozni jak Ty im to
                    przypisujesz.
                    >
                    > Nie bylem zdany na zarobkowanie w Ameryce a cala "reszta" - to bylo akurat to
                    > czego chcialem sobie i mojej rodzinie oszczedzic!.
                    > Nic, ani amerykanska "kultura", mentalnosc, stosunki spoleczne czy rodzinne
                    nie bylo tym co mnie w jakimkolwiek stopniu kiedykolwiek odpowiadalo i warte
                    bylo moich zabiegow.

                    > Nie chce obrazic nikogo z Amerykanow, ale dla mnie (subiektywnie) to
                    wszystko jest,- powiedzmy: "bogaty prymityw" (bogaty - to jeszcze przy sporej
                    dozie szczescia i ... w odniesieniu do Polski "komunistycznej").

                    Z tego wynika, ze kazdy inny Polak mieszkajacy poza krajem zatracil swoje
                    poczucie polskiej wartosci bo tak chcial lub wybral. Rozumiem, ze Ty ich nie
                    chcesz obrazac, ale robisz to poniewaz kazdy "dobry i madry" Polak wie lepiej -
                    ja natomiast zaobserwowalem, ze tak nie jest nawet po szkodie.

                    > Fakt iz tym ktorzy tam sie osiedlili nie pozostaje nic innego jak "wychwalac"
                    > pod niebiosa tamtejsze uklady i stosunki spoleczne, imponowac
                    > pozornym "bogactwem" i technizacja (he, he - wiem cos na ten temat od
                    > samochodow, przez urzadzenia techniczne po prymityw powszechnych rozwiazan
                    > technologicznych), nie zmieni mojego zdania na temat "zycia" w USA
                    i "okolicy".

                    Mnie sie wydaje, ze za malo masz prawdziwych kontaktow z Polakami mieszkajacymi
                    w USA czy Kanadzie, skoro tak nisko ich wszystkich oceniasz. Czy nie sadzisz,
                    ze to wlasnie jest takie charakterystyczne dla Polski i Polakow tam
                    mieszkajacych, ze jesli nie mzna komus zaimponowac jak piszesz swoim majatkiem
                    to juz napewno nalezy mu powiedziec jest malo kulturalny, bo tam nie ma nic
                    tylko tem amerykanski prymityw. Oj Popaye, Popaye - z calym szacunkiem mozna
                    sie odnosic do tego co piszesz, ale nie badz pobozniejszy od Papieza, bo mijasz
                    sie z parwda.
                    >
                    > Wiekszosc Pan i panow ktorzy wymieniaja swoje poglady na tym forum bedzie Ci
                    > zapewnie umiala cos doradzic, maja dzieci w tym wieku i zapewnie wiecej
                    > doswiadczen w trudnym procesie wychowawczym niz ja.

                    To co pisze jest moja cegielka do tematu i niestety zle mnie zrozumiales, bo ja
                    osobiscie wyslucham poglady innych, ale nie oczekuje porady, bo moj syn juz
                    obecnie ma 22 lata i w dalszym ciagu jego przygody sie jeszcze nie skonczyly i
                    jak narazie uczyc sie nie chce. Przy okazji raz jeszcze musze Ci pogratulwac
                    sukcesu wychowania corki - diewczeta podobno wychowuja sie inaczej, choc bywaja
                    tez wsrod nich rowniez i gagtki na pokaz.

                    > Ja (ponoc z powodow swojej glupoty, wstecznictwa, prymitywizmu i "dreczenia"
                    > dziecka i rodziny) po prostu nie mialem takich klopotow z dorastajacym
                    > dzieckiem i nie jestem kompetentny.

                    Ja tez jestem "konserwatysta" jesli chodzi o wychowanie dzieci, ale niestety w
                    tej materii nawet secjalisci maja zle wu\ychowane swoje dzieci, jesli tak mozna
                    powiedziec. Mysle, ze zdajesz sobie sprawe z tego, ze dziecko to rowniez
                    czlowiek o swojej unikalnej indywidualnosci, ktore chce uzyc w swoim otoczeniu
                    i miec wplyw na to co bedzie robil - niestety nie zawsze to co robi w danym
                    momencie bedzie lub ma dodatni wplyw na jego przyszle zycie. Ty nato miast tak
                    piszesz, jak dzieci to bezwolne stworzonka, ktore mozna wlozyc w ustalona forme
                    wyrzezbiona przez tatusia i eszta idzie jak z platka. Ja co do tego mam swoje
                    watpliwosci czy tak naprawde jest - ale, kazdy moze probowac i nie wielu sie
                    uda - c'est vie.
                    >
                    > Zapewne dasz sobie rade i Twoj Syn - tez.
                    > Zycie Go zmusi, albo i nie! - w Ameryce ponoc szczescie i bogactwo leza
                    > "na ulicy" - trzeba je tylko ...podniesc -smile

                    To sa niestety kanony zycia i bez tego nie da sie ruszyc z miejsca, choc
                    wiekszosc rodzicow ma zawsze lepsza nadzieje dla swoich dzieci niz zmuszanie
                    przez "prawdziwe zycie". Ja jestem przekonany, ze on osiagnie to co chce, choc
                    nie jest to wedlug mojej czy jego mamy recepty.

                    Napisales rowniez, ze mieszkajac za granica jestes i pozostales Polakiem - to
                    bardzo nobliwie brzmi - czy moglbys mi podac recepte lub definicje co to
                    jest "byc Polakiem". Tu na marginesie wspomne, bo wszystkiego nie dokonczylem,
                    ze moja sym mimo jego niecheci potrafil nauczyc sie mowic i pisac po polsku,
                    francusku i hiszpansku, czy cos mu z tego bedzie potrzebne i czy dalej bedzie
                    kultywowal to to wlasnie zycie pokaze.

                    Tymczesm pozdrawiam rowniez, jesli serwer to przyjmie.
                    • mammaja Re: Nauka przez prace 31.08.03, 20:28
                      Przeprasza,ale list do ciebie wydrukowal mi sie u gorysmile))))))
                  • jej_maz Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:26
                    Popaye - jak zaykle jestes zlosliwy, jak zwykle obrazasz, a tym razem jestes
                    nawet nieprzyjemny i przerywasz. Pozwol skonczyc wypowiedz; CDN oznacza "Ciag
                    Dalszy Nastapi".

                    Foxal - prosze kontynuuj - ciekawe.

                    PS. Foxal; czy mozna wiedziec z jakiego miasta nadajesz?
                    • em_em Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:56
                      jej_maz napisał:

                      > Popaye - jak zaykle jestes zlosliwy, jak zwykle obrazasz, a tym razem jestes
                      > nawet nieprzyjemny i przerywasz. Pozwol skonczyc wypowiedz; CDN oznacza "Ciag
                      > Dalszy Nastapi".
                      >
                      > Foxal - prosze kontynuuj - ciekawe.
                      >
                      > PS. Foxal; czy mozna wiedziec z jakiego miasta nadajesz?
                      • em_em Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:58
                        znowu klik nie w tym momencie
                        miało być:

                        Panowie! PAX VOBISCUM!
                        (to tak przy niedzieli - Amen)
                    • popaye Re: Nauka przez prace 31.08.03, 19:25
                      Przepraszam p.Zalozyciela za moje zle zchowanie.
                      Prosze wybaczyc, - nie mialem "szczescia" byc wychowywany w amerykansko-
                      kanadyjskiej rodzinie i Ojca mialem mniej "inteligentnego" (he, he) jak Pan.
                      Jestem niegrzeczny i panskim zdaniem prymitywny bo nie wzdycham do
                      nowoczesnosci w panskim stylu.
                      Nie mam tatuazy, nie uzywam narkotykow, nie obracam sie w towarzystwie spod
                      ciemnej gwiazdy i nie imponuje mnie tego rodzaju krag towarzyski.
                      Mam natomiast dyplomy 2-ch wyzszych Uczelni i nie odczuwam
                      specjalnego "niespelnienia" z powodu iz nie spedzalem dni i nocy w knajpach i
                      podejrzanym towarzystwie oraz nie sprawialem specjalnych klopotow wychowawczych.
                      Moze Panu w to trudno uwierzyc ale tacy tez sa na Swiecie.

                      Zalozyl Pan otwarte FORUM i w zwiazku z tym mam w glebokim powazaniu Panskie
                      uwagi na temat moich wpisow.
                      Wychowywac i pouczac - moze Pan swojgo syna - zdaje mnie sie iz ma pan sporo
                      zajecia przed soba.
                      zegnam.
        • ewelina10 Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 18:52
          popaye napisał:


          > czy Uniwersytet w Europie jaki sobie wybierze, pod warunkiem pozytywnych
          > wynikow "naukowych".
          > "nagrode - nie musze sie martwic o "majatek" ktory musze przekazac
          nastepnemu
          > pokoleniu by nie "zdechlo" z glodu bo samo jest w stanie sie na przyzwoitym
          > poziomie utrzymac a jako rodzic mam satysfakcje iz mimo konserwatywnej,
          > niemodnej (moze) i malo "atrakcyjnej" metody wychowawczej o przyszlosc
          dziecka
          > nie musze sie martwic.
          Właśnie lecę na chwileczkę do apteki po lekarstwo - proszę tylko słóweczko,
          błagam.
          Nie wdam się w żadną dyskusję - tylko, że....... ja naprawdę tak bym chciała
          jak Ty........ale większość rodziców, pomimo ogromnych kosztów na szkolenie
          swoich dzieci, nie mają dosłownie niczego w finansach zagwarantowanego.
          To już nie ta epoka. sad
          No już dobra, jeszcze jedno.......... no już idę do tej apteki
          Z poważaniem ewelinka oryginalna smile)))))))))
          • popaye po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w modzie! 28.08.03, 20:04

            Ewelinko,-
            pisalem o moich warunkach.
            Mieszkajac w relatywnie drogim kraju - bylo mnie to obojetne bo finansowo
            koszty utrzymania studenta w Heildeberg, Paryzu, Rzymie, Brukseli czy Berlinie
            byly porownywalne.
            Nie mialem ponadprzecietnie uzdolnionego dziecka wiec drogie, prywatne
            Universytety jak Oxford, Cambidge czy paryska Ecole Superiere i tak nie byly
            brane pod uwage.
            Lecz "gdyby"! - bylby moj "problem" i moje zmartwienie. Chyba nie cofnal bym
            sie przed powaznym zadluzeniem i odlozeniem swoich prywatnych zachcianek
            i przyjemnosci dla mozliwosci odbycia tam studiow przez "pocieche" -smile.
            • ewelina10 Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w m 28.08.03, 21:15
              Popayku - wszystko już dobrze,
              Byłam przed chwilą na telewizji i fajny film przyrodniczy obejrzałam.
              Z całym szacunkim pozdrawiam.
            • marialudwika Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w m 28.08.03, 21:18
              Moj syn przerwal w wieku lat 17 edukacje /bez uzgadniania tego uprzednio ze
              mna/.Z miejsca podjal prace w firmie elektronicznej/szkola mu sie "nie
              podobala"!/.Oczywiscie wpadlam w panike,ale niepotrzebnie bo edukacje ukonczyl
              jednoczesnie pracujac a nawet majac zone i dziecko/wszystko za wczesnie,wdal
              sie w mamusie/.Inna sprawa,ze jego zarobki byly mizerne na poczatku i mu
              pomagalam.
              Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny!
              Bycie zas 'rodzicem" to jeden z najtrudniejszych "zawodow" swiata!!!!
              Pozdrawiam
              ml
              • ewelina10 Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 28.08.03, 21:23
                marialudwika napisała:
                > Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny!
                > Bycie zas 'rodzicem" to jeden z najtrudniejszych "zawodow" swiata!!!!

                W tym zdaniu jest cała prawda.
                Dzięki, że to tak trafnie udało ci się ująć. Niby nic, a jednak.... krótko i na
                temat. Ja też miałam różne kłopoty u starszego syna z tym przerywaniem studiów,
                ale to innym razem. Może będzie okazja.
                Pozdrawiam.
              • jej_maz Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 29.08.03, 05:42
                marialudwika napisała:


                > Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny!


                Mysle, ze to zdanie jest jedna z wielu tzw; "swietych prawd". Nie ma dwoch
                ludzi identycznych i udane metody wychowawcze w stosunku do jednych, odnosza
                krancowo odmienne rezultaty u drugich. W moim przypadku widze, ze partnerskie
                stosunki plus wlasny przyklad o ktorym wspomnialem w odpowiedzi Glodnemu na
                pytanie dlaczego tak duzo pracujemy, daje rezultaty; moj syn ma taka samo
                powazne podejscie do pracy a i w nauce nie jest ostatni. Nie chce konkurowac z
                Warum o Nobla, ale powiem, ze jestem z siebie na prawde dumny wink) Wracajac;
                praca od 16 roku zycia w AP jest rzecza normalna – te 5-6 godzin w tygodniu
                nikomu nie zaszkodzi ani w szkole, ani w wypoczynku a moze paru rzeczy nauczyc.
                Tak robil syn, robic bedzie corka podobnie jak robi to miliony innych mlodych
                ludzi na tym kontynencie. Taka jest tu norma.
                • warum Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 29.08.03, 06:57
                  >Nie chce konkurowac z
                  Warum o Nobla, ale powiem, ze jestem z siebie na prawde dumny wink)
                  > Wracajac;
                  praca od 16 roku zycia w AP jest rzecza normalna – te 5-6 godzin w tygodniu
                  nikomu nie zaszkodzi ani w szkole, ani w wypoczynku a moze paru rzeczy nauczyc.
                  Tak robil syn, robic bedzie corka podobnie jak robi to miliony innych mlodych
                  ludzi na tym kontynencie. Taka jest tu norma.

                  Howq! 1.Nobel nalezy sie wszystkim, ktorzy nie tylko "chca" ale i "dzialaja" na
                  rzecz pokoju na tym swiecie - no i tym od komputerow za mozliwosc gadania na
                  neciesmilenie mnie.
                  2.W tym jest to co nas dzieli " ustrojowo". U nas i "po szkolach" wielu nie ma
                  pracy, albo ma prace nijak platna, na granicy zasilkusad a przeciez "praca
                  uszlachetnia" wiec mlodym nie zaszkodzismile My tez dojdziemy do waszych/
                  zachodnich / standardow. Mam na mysli podzial na: nie tylko waskie grono
                  baaardzo bogatych i te cala reszte na granicy przezycia... tylko ja rozumiem
                  zachodni standard w pozytywnym znaczeniu: szkola, kwalifikacje i praca, dzieki
                  ktorej "Ty robisz cos dla kraju" i Ty robisz cos dla Siebie, swojej rodziny =
                  zapewniasz sobie pewny BYTsmile/ nieideowcy moga zmienic kolejnosc dla kogo
                  najpierw trzeba cos zrobicsmile/Pozdrwaiam skoro swit wszystkie "nocne" Markismile

                  • marialudwika Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper 29.08.03, 10:09
                    Dodam tylko dla porzadku Warum,ze moja "opowiesc " dziala sie w Polsce.Inna
                    sprawa,ze wtedy nie bylo bezrobocia,no moze i bylo "ukryte".Pozdrawiam
                    ml
    • ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:09
      Wielokrotnie na tym i innym forum usiłowałam coś przekazać. Niestety - dyskusje
      nasze stawały się bezprzedmiotowe. Gdzieś nam uciekała istota dyskusji.
      Usiłowam zwrócić tytułem nazwany jeden z moich wątków na 50 + lub - "....teraz
      wiem, że nie popełniłam będu" Nie udało mi się wywołać rzeczowej dyskusji.
      Może uda się to Harris Judith Rich

      "w Stanach Zjednoczonych toczyła się dyskusja wokół kontrowersyjnej, ale
      przyjętej przychylnie przez wielu znanych psychologów, książki Judith Rich
      Harris, w której autorka wykazuje, iż prawdziwymi i rzeczywistymi wychowawcami
      dzieci nie są ich rodzice, opiekunowie, czy nauczyciele, lecz koledzy, a
      właściwie jedyny wpływ rodziców na osobowość dziecka polega na przekazaniu mu
      takich, a nie innych genów. Według Harris wychowawcza rola rodziców tak
      naprawdę kończy się w momencie przekazania życia."
      www.jsantorski.com.pl/recenzje/wychowac_geny.htm
      • em_em Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:27
        jak mawiała moja jedna ciotka "wielu mądrych doktorów napisało wiele mądrych
        książek o chorobach i ich leczeniu - tylko ludzie cholera nie chcą według tych
        książek chorować"

        na każde z tego typu twierdzeń - można przytoczyć szereg prawdziwych przykładów
        potwierdzających i tyleż obalających

        - jeżeli geny decydują - czemu w jednej rodzinie zdarzają się tak różne dzieci
        - jeżeli wpływ wychowania rodziców jest decydujący - j.w.

        nie mogę się zgodzić co oddania "walkowerem" wychowania dziecka - jeśli grupa
        rówieśnicza ma tak silny wpływ (a ma) to właśnie trzeba na głowie stanąć, żeby
        dziecko nie miało okazji do poznania grupy "niewłaściwej" - nie zawsze się to
        udaje - ale nie zwalajmy wszystkiego na okoliczności
        • popaye Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 19:04
          em_em napisała:

          > jak mawiała moja jedna ciotka "wielu mądrych doktorów napisało wiele mądrych
          > książek o chorobach i ich leczeniu - tylko ludzie cholera nie chcą według
          tych
          > książek chorować"
          >
          > na każde z tego typu twierdzeń - można przytoczyć szereg prawdziwych
          przykładów
          >
          > potwierdzających i tyleż obalających
          >
          > - jeżeli geny decydują - czemu w jednej rodzinie zdarzają się tak różne dzieci
          > - jeżeli wpływ wychowania rodziców jest decydujący - j.w.
          >
          > nie mogę się zgodzić co oddania "walkowerem" wychowania dziecka - jeśli grupa
          > rówieśnicza ma tak silny wpływ (a ma) to właśnie trzeba na głowie stanąć,
          żeby
          > dziecko nie miało okazji do poznania grupy "niewłaściwej" - nie zawsze się to
          > udaje - ale nie zwalajmy wszystkiego na okoliczności
          Em-em

          Witaj w klubie "normalnych" rodzicow!
          Az sie dziwie ze jest nas jeszcze kilkoro.
          Najciekawsze jest to, ze jak ma sie NORMALNA rodzine, daje sie NORMALNY
          przyklad NORMALNEGO zycia i stosunkow miedzypartnerskich w rodzinie to
          najczesciej i "problemy" wychowawcze sa "mini" .
          Kazda patologia rodzi nastepna i... ani sie spostrzezesz jest lawina z ktora
          normalni ludzie nie moga sobie dac rady.
          Wtedy wkraczaja "uczeni" ze swoimi "filozofiami" bo experyment na cudzym ciele
          (rodzinie) NIC ich nie kosztuje - wrrrrr.... .
          Mundre to wszystko, - tak mundre ze az nie moga uwierzyc w NORMALNOSC, ze moze
          byc dziecko wcale nie nieszczesliwe ktore nie musi sie narkotyzowac,
          prostytuowac, tatuowac i "walczyc" ze Szkola i rodzicami!.
          Paranoja.
          • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 19:26
            Popayeku!Ale niestety malzenstwo jest loteria i mimo plomiennych uczuc potem
            roznie bywa!Sa postawy wychowawcze wyniesione z domow zupelnie rozne u
            rodzicow i konflikty powstaja tam,gdzie nikt by sie ich nie
            spodziewal.Wychowujac kilkoro dzieci,majac problemy materialne,ludzie czesto
            traca oglad wlasnych postaw.Dlatego potrzebni sa takze ci,ktorzy potrafia
            zobaczyc innymi oczyma i jeszcze maja wiedze.Chocby dotyczaca postaw
            rodzicielskich i wynikajacych z nich efektow.Chociaz jak rozkladaja sie
            napiecia w rodzinie i fronty jednych przeciw drugim.Ty akurat nie jestes tu
            naprawde arbitrem - udalo wam sie dobrze ulozyc jedna corke i chwala!I nie
            wymagaja pomocy takie sytuacje.Ale sa naprawde rodziny,ktorym trzeba i mozna
            pomoc.Jak w mojej dzielnicy powstal Osrodek Pomocy Rodzinie,wlasnie nie dla
            rodzin dysfunkcyjnych,ale "takich normalnych",to w ciagu 3 miesiecy
            skorzystalo z jego porad 600 osob!I przychodza tam malzenstwa i ucza sie
            wogole ze soba rozmawiac.A co innego Wielcy teoretycy,ktorzy narobili wiele
            szkody!Pan Spaak ,teoretyk amerykanskiego wychowania wycofal sie ze swojej
            teorii po parudziesieciu
            latach!Jakiej szkody narobil!Dzieci w Ameryce nie wysadzalo sie na nocnik do 3
            roku zycia ,pod jego wplywem,zeby nie stresowac!Na szczescie mamy normalnych
            pedagogow!A ci najbardziej znani robia poprostu kase ,zrobili sie modni ,i
            trzeba patrzec bardzo uwaznie co jeszcze wymysla.Czasami mozna
            pomoc,przynajmniej zrozumiec mechanizmy,ktorych sie samemu nie zobaczy.Ja
            popieram twoje postawy wychowawcze,ale to troche tak jak w rozmowie Gustawa z
            Ksiedzem w Dziadach "a znasz ty Ewangelie?" - "a znasz ty nieszczescie".....
          • em_em Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 21:48
            popaye napisał:

            > Najciekawsze jest to, ze jak ma sie NORMALNA rodzine, daje sie NORMALNY
            > przyklad NORMALNEGO zycia i stosunkow miedzypartnerskich w rodzinie to
            > najczesciej i "problemy" wychowawcze sa "mini" .

            otóż - z całym szacunkiem - niezupełnie
            gdybyż to było takie "matematyczne" - życie byłoby o wiele prostsze

            > Mundre to wszystko, - tak mundre ze az nie moga uwierzyc w NORMALNOSC, ze
            > moze byc dziecko wcale nie nieszczesliwe ktore nie musi sie narkotyzowac,
            > prostytuowac, tatuowac i "walczyc" ze Szkola i rodzicami!.
            > Paranoja.

            albo specjalnie przejaskrawiasz żeby prowokować dyskusję - albo ...
            "walka" z rodzicami i ze szkołą - ogólnie z zastanym porządkiem - jest niejako
            wpisana w wiek dojrzewania - i to jak się u konkretnego dziecka objawi nie
            zależy jedynie od rodziców

            to że Tobie trafił się udany i podatny egzemplarz (wiadomo - dziewczynka wink
            nie oznacza, że stosując identyczne zasady miałbyś z drugim dzieckiem
            identyczne efekty

            mam syna lat 15 - ojciec ma u niego 0 autorytetu, ja się jeszcze liczę, ale jak
            długo?
            co z tego, że zasady są jasno określone - a jak się nie zastosuje, to co tak
            naprawdę mogę zrobić?
            • marialudwika Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 22:07
              Bylam matka samotna,a wiec i matka i ojcem,hm.Dokad pachole nie poszlo do
              szkoly sredniej bylo fajnie,mialam autorytet,mimo stosunkow kolezenskich.
              Niestety w szkole sredniej i poza nia poznal kolegow,ktorzy mieli na
              niegobardzo zly wplyw!!!Na szczescie zwierzal mi sie z wielu spraw i jakos
              udawalo mi sie "wyprowadzac go z manowcow",ale co przezylam to moje.Na nic nie
              ma regul niestety..
              ml
    • mammaja Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:46
      Jakies cuda sie dzieja?Dlaczego moj post znalazl sie na 5 czy 6 pozycji,kiedy
      wysylalam po kolei?
    • mammaja Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 19:44
      Ewelina napisala "Wielokrotnie na forum usilowalam cos przekazac.Niestety
      dyskusje stawaly sie bezprzedmiotowe".Przyznam ze nie rozumiem.Przeciez z
      kazdej wypowiedzi ktos inny mogl (jezeli znalazl) zaczerpnac dla siebie nieco
      madrosci.Jak wyobrazasz sobie przedmiotowosc dyskusji?Ze powstanie jakas
      wspolna teoria?Elaborat? Kazdy z nas cos przekazuje i juz nie wie jak to potem
      oddzialywuje.Moze wcale ?A moze troszeczke? Taka rola forum,miejsca
      historycznie sluzacego do wyglaszania swoich teorii i pogladow.Ja czytam z
      uwaga wypowiedzi ,choc nie zawsze widze potrzebe odpowiadania.Pozdro!
      • marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 21:02
        Mysle to samo,co Mamaja!!Forum to jest FORUM
        ml
        • mammaja Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 22:27
          Bo my w ogole mamy dziwnie podobne pogladysmile)))))))
        • marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 22:30
          Oby tak dalej!!!
          ml
          • marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Do Foksala 31.08.03, 22:42
            Czekam na dalszy ciag Twojej opowiesci,pewnie bedzie "u nas" rano bo nadajesz
            w innej strefie czasowej.
            Moje dwie kolezanki ze studiow pracuja od lat w Stanach i tak im tam
            dobrze/klimacik Kalifornii odpowiada/,ze nie chca wrocic,jeszcze.
            Z kolei moj siostrzeniec,idealne dziecko,studiowal a teraz pracuje w Filadelfii
            i poza rozbiciem samochodu ojczyma nie sprawial zadnych klopotow!Jego mama w
            wieku mlodym byla z piekla rodem,zas ja niby spokojniejsza hm,mialam z
            moim "pacholeciem" klopoty..a na nic nie ma regul.Pozdrawiam
            ml
    • jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 23:49
      Widze ze jedynie Popaye niegdy nie mial najmniejszych klopotow z dzieckiem.
      Pogratulowac szczescia, bo tu nie zgadzam sie ze takie dzieci "produkuje sie"
      jakimis tam metodami wychowawczymi a ci co maja potomstwo mniej idealne, to
      robia wszystko zle. Na proces wychowawczy sklada sie zbyt wiele czynnikow aby
      opracowac metode. Osobiscie tez nie do konca zgadzam sie z pogladami Judith
      Rich Harris, uwazam jednak, ze swodowisko ma ogromny wplyw na dziecko. Znam tez
      i tutaj rodziny, ktore niczym nie odbiegaja od mojej, ba, synowie chodzili
      nawet do jednej klasy. Jeden jest idealny i bezproblemowy (w sumie nudny wink),
      moj zas lubial chodzic swoimi drogami. Podobnie z Foxal (tu niecierpliwie
      czekam na dalszy ciag) trudno oceniac z wygladu nie znajac tego kogos blizej.
      Osobiscie jednak wole wytatuowanego indiwidualiste z czterema jezykami obcymi
      niz chama z bialym kolnierzykiem.
      Wracajac jednak do tematu, to w moim przypadku praca pomaga; syn sie ma czasu
      na kontakty ze starymi znajomymi, przyznal, ze wydawanie tak ciezko zarobionych
      pieniedzy nie jest wcale przyjemne wink i intensywnie przygotowuje sie do szkoly,
      bo nagle... nauka wyladowala na pierwszym miejscu jego priorytetow.
      Corka zaczyna we wtorek szkole srednia. Jest zupelnie inna osoba niz syn. Czy
      oznacza to ze nie bedzie problemow? Nie sadze, mysle ze beda innego typu. Zycze
      powodzenia Em-Em ze swoim synem (ten sam wiek co moja cora). Mysle ze bedzie
      mozna powymieniac spostrzezenia.
    • jej_maz Foxal 31.08.03, 23:51
      Moj ma 18 i przyznam, ze ciesze sie niezmiernie, ze nie zlapal tego bakcyla
      samochodowego - nawet do dzisiaj nie ma prawa jazdy. Widze co sie dzieje u
      wielu moich znajomych – podobne problemy jak opisujesz. Moj tez sie podziargal,
      ale nim to zrobil przyszedl do mnie spytac sie co o tym sadze. Czujac ze zrobi
      to tak czy inaczej, uznalem ze lepiej z moim blogoslawienstwemi i kontrola niz
      na dziko samemu. Byl warunek; jeden i koniec na tym. Nawet niedawno na ten
      temat z nim rozmawialem; nie ma najmniejszej ochoty na nastepne. Czy wlasnie
      dzieki temu ze dalem OK zabilo chec zrobienia wiecej na przekor "starym"? Moze
      jest to jakas generalna idea na inne problemy?

      Z pozdwowieniami dla wszystkich – Mark
      • foxal Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 03:31
        Wrocilem z "delegacji" sluzbowej i wbrew jednym ku uciesze drugim napisze ciag
        dalszy. Po przeczytaniu tego co uprzednio napisalem, zmartwilo mnie to, ze mam
        dosc duzo bledow ortograficznych czy przestawionych liter. Pisze jednym palcem
        i spiesze sie, aby mnie serwer nie wylogowal, tak, ze nie sprawdzam tekstu
        ponownie.

        Mysle, ze musze to wyslac bo znow mnie serwerr wyrzuci, bo wolno mi idzie to
        pisanie.

        Tymczasem pozdrawiam czytelnikow tych co sa za i tych co sa przeciw.

        • jej_maz Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 03:46
          Ciesze sie niezmiernie; w koncu bylem tu sam z tej strony wielkiej wody wink
          • mammaja Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 05:47
            I sie ciesze i mam nadzieje ze ciag dalszy nastapi niebawem!
            • marialudwika Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 15:20
              Dolaczam do czekajacych na c.d.
              ml
      • foxal Re: Foxal 14.09.03, 16:20
        Masz racje, ze robienie na przekor rodzicom, to jak by sportowy zaklad do
        osobistego sukcesu. U mnie syn sie nie pytal, czy moze czy nie - on poprostu
        zrobil sobie tatooaz i koniec.

        Pewnego dnia wrocilismy od drugiego syna, ktory ma dzieci w jego wieku, ktore
        nam powiedzialy, ze nasz mlodszy "gagatek" ma "kolczyki" w sutkach na piersi.
        Ja nic nie zareagowalem po takiej imformacji, ale po powrocie zwrocilem
        uwage,ze on ciagle chodzi w podkoszulku choc jest dosc cieplo, bo bylo lato.

        Prosilem wiec zone, aby nic nie pytala, az ja go o to zapytam, bo ile razy on i
        mamusia ze soba rozmawiaja to konczy sie to ostra wymiana zdan. Jednego poranka
        on wlasnie wyszedl ze swojego pokoju w podkoszulku, a bylo dosc goraco, wiec z
        niecacka tak calkiem od niechcenia zapytalem: co jest ci zimno, ze chodzisz
        ciagle w podkoszulku? Na co on, ze nie , ze on tylko ostatnio lubi chodzic w
        podkoszulku. Wiec ja ponownie mowie: czy mogl bys zdjac ten podkoszulek, bo
        mnie sie tak wydaje, ze zrobiles sobie nowe Tatoo, a on wie, ze my tego nie
        akceptujemy. On na to, ze alez skad, on nie ma wiecej innych tatooazy. No to ja
        dalej grzecznie, ale nie ustepujac - zdejm ten podkoszulek i pokaz klatke
        piersiowa i plecy. On odrazu najezyl sie, ale ja dalej delikatnie: nie boj sie
        przeciez jestes dorosly i nie powinienes sie ukrywac za podkoszulkiem, przeciez
        nikt ci nic tu w domu nie zrobi.On ma wzrost prawie 3 metry wysokosci i bary
        jak u boksera. Zdjal wreszcie ten podkoszulek i ujrzelismy dwa kolka zawieszone
        w sutkach. Na ten widok, odpowiedzialem: i ty to tak ukrywasz? czy to taka
        przyjemnosc okaleczac sie i udawac bohatera przed glupszymi od ciebie - smiechu
        warte. Wiecej tego nie komentowalismy. Jemu chyba mina zrzedla, ze nic nikt nie
        mowi, bo za dwa dni rozpoczal chodzic po domu bez podkoszulka i bez kolczykow w
        piersiach.

        CDN
        • warum Re: Foxal 14.09.03, 16:49
          Najwyrazniej Twoj syn koniecznie chce udowodnic SOBIE, ze go stac na taki
          manewrsmile Moze podswiadomie czul sie stlamszony i... takie udowadnianie, ze MOZE
          porawia mu samopoczucie? Rozumu mu nie brak i... odwagi by postawic na swoim,
          Nie przejmuj sie- wyrosnie z tego buntu i kiedys przyzna wam racjesmilePzodrawiam
    • rzepicha Re: Wychowanie przez prace? 09.09.03, 19:42
      Myślę,...że przepis na wychowanie człowieka to nie to samo co przepis na ciasto.
      Nie ma tu receptur i sprawdzonych postępowań. Każdy człowiek jest inny. Jednego
      praca wychowa innego........
Pełna wersja