jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 18:22 Zaczalem krotko, aby nie robic z pierwszego wpisu tasiemca, ale chce podzielic sie z Wami moim doswiadczeniem. Otoz moj syn jest na prwde dobrym dzieckiem, a co najwazniejsze wspanialym, wrazliwym czlowiekiem i jestem z niego cholernie dumny. Jak na prawdziwego mlodzienca z artystyczno-rockowo dusza (ostry gitarzysta) przystalo, od okolo poltora roku zaczal pokazwac ze ma swoj styl i umie sie buntowac. Nie bede ukrywal, zaskoczylo mnie to – no coz; nikt nie lubi przygladac sie jak czas szybko mija Pomimo pewnych oporow jako rodzic, podszedlem do tematu bardziej jako kumpel – stad ten tatuaz o ktorm pisalem na jego 17te urodziny. Takie podejscie jedynie zapewnia mniej awantur w domu o jego zachowanie, ale nie gwarantuje, ze cos sie zmieni. Z soldnego czworkowego (naszego starego systemu) ucznia ledwie skonczyl liceum na dochach z baaaardzo dlugimi wasami – nastepny dowod ze koledzy sa madrzejsi niz rodzice. Postanowil isc do pracy, bo... chce byc kucharzem a do tego nie potrzeba dyplomu. Brawo! Przynajmniej wie co chce! Mam bliskiego przyjaciela – ukrainskiego Zyda, ktory z partnerem Bulgarem i Markanczykiem prowadza jedna z lepszych wloskich restauracji w TO (juz gdzies tu pisalem o toronckiej mieszance )). Zaczal miesiac temu od... szorowania garow. Pracuje po 6 dni w tygodniu po 8-10 godzin dziennie i to na prawde ciezko! Byl bliski rzucenia tej kariery az do momentu gdzy dostal pierwsze pieniadze! Duzo, na prawde sporo. Nagle okazalo sie ze nie ma czasu na szlajanie sie z kumplami (pracuje wieczorami), ma sporo pieniedzy, ktore starczaja juz nie tylko na "maryche" ale na duzo wiecej i widze ze zaczyna mu sie to podobac. Z mycia garow awansowal na pomoc szefa, dostal podwyzke, a moj przyjaciel zadzwonil do mnie z gratulacjami mowiac ze odwalilem kawal dobrej roboty z wchowaniem chlopaka. Najwazniejsza rzecza jednak jest to, ze... wraca do szkoly!.Nie chce pracowac tak ciezka, a jezeli nawet bedzie ciagnal ta kucharska kariere, chce miec dyplom!. U nas jest mozliwosc powrotu na ostatni semestr liceum aby sobie poprawic noty (nie tu egzaminow na studia tylko liczy sie srednia) – syn juz zalatwil formalnosci i zaczyna od wrzesnia, aby w styczniu isc na filologie francuska. Czyzby komunistyczna filozofia wychowania przez prace miala sens? Tak czy inaczej czytacie szczesliwego tate Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 19:44 jej_maz napisał: > Czyzby komunistyczna filozofia > wychowania przez prace miala sens? Dałeś sobie sam na to odpowiedź. Ale niestety, jak wiesz - do nieba idą tylko nieliczni. A szkoda. Odpowiedz Link
warum Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 19:50 Gratuluje pociechy! /przeciez jest Lwem /. Bunt i ...rzucanie wszystkiego na 1 szale - to typowe w tym wieku, szczegolnie tam gdzie rodzice szanuja potrzebe "sprawdzenia sie" dziecka. Ja zaliczylam podobna historie tylko u mnie pomogla zmiana szkoly. Praca? Na pewno - uczy zycia, dostosowywania sie. I to dobra szkola, choc czasem bolesna. Ale nie wychowuje moim zdaniem, czasem moze wrecz zepsuc. To Wasza zasluga, Waszej pracy zwiazanej z wychowywaniem /orka/, ze syn jest jaki jestHa- pamietaj: " swiec przykladem "! Moja pociecha gdy tylko zaczynam wywody na temat odpowiedzialnosci, skutkow itp. ...cytuje mnie z mlodosci :" To "moje" zycie i za moje wybory sam bede placic". Wiec ja tylko .... probuje przekonac, perswaduje i ... staram sie "swiecic" tym prawdziwym przykladem, a nie teoria. Bo w kwestii wychowania bardziej bezwglednych w ocenach sedziow od wlasnych dzieci, po prostu nie ma . To dorosli ponosza odpowiedzialnosc za ich wychowanie. A praca.... A niech pracuja!!!po szkole)) Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:36 warum napisała: > To dorosli ponosza odpowiedzialnosc za ich wychowanie. Muszę zaripostować - przede wszystkim liczą się geny, zaś "wychowanie" ich wspomaga. Przypomina mi to słowa mamusi do dziecka - "jak będziesz jadł, to urośniesz duży" Niestety, nie urósł. Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace?Do Foksala! 31.08.03, 18:19 Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje posty.Czekam na cd.Rowniez podzielam twoje poglady co do polonii amerykanskiej.Jest ona przedewszystkim bardzo zroznicowana.Ta,skupiona obecnie w okol p.Moskala,urzadzajaca manifestacje przeciw wejsciu Polski do UE, propagujaca poglady wrecz endeckie,jest dla mnie nie do przyjecia.Napad na Nowaka-Jezioranskiego,powolywanie sie na ubeckie falszywki,napelnia conajmniej niesmakiem.Natomiast jest wielu Polakow pracujacych na Uniwersytetach,czy poprostu w swoich zawodach czesto zdobytych w Polsce,ktorzy nie zglupieli i stanowia czesc miedzynarodowej inteligencji bez kompleksow poprzednich pokolen.Snobizm mysle porownywalny z innymi snobizmami.Znam doskonale srodowisko np.Nowego Dziennika i wiem ze zrobili duzo dla Polski,kiedy bylo trzeba!A na dalsze teksty o problemach wychowawczych czekam niecierpliwie! Odpowiedz Link
gryzka Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:06 Moj syn (student) chwyta się różnych dorywczych prac, a ze ma kilka "cennych" umiejętności, potrafi zarobić całkiem spore pieniądze. I tu pojawia się mój problem - wg. niego to, że ma własne [rzez siebie zarobione pieniądze, nie pozbawia go prawa do "tygodniówkI". Jak usiłuję protestować, twierdzi, że pozbawienie go tych pienędzy byłoby działaniem antymotywacyjnym i niejako karaniem za zaradność. Czuję, że coś jest nie tak, ale na koniec wychodzi na to, że on ma rację a ja mam spokój. Odpowiedz Link
warum Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:19 gryzka napisała: > > I tu pojawia się mój problem - wg. niego to, że ma własne [rzez siebie zarobion > e pieniądze, nie pozbawia go prawa do "tygodniówkI". > hmm.... ja tez DAJE tygodniowke, ale...podkreslam, ze to darwoizna dobrowolna / choc regularna / Moje dzieci jeszcze nie zrabiaja i nie widze sensu placenia im za cos, co ja robie "bezplatnie" w domu, czy za stopnie w szkole/ ucza sie dla SIEBIE,a nie dla mojej satysfakcji /. Wiec daje im /1xtyg/ stala kwote na wlasne wydatki. Bo za co placic? Za wszystko? Pozdrawiam Odpowiedz Link
glodn-y Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:25 Kochana Warum ,czy nie mieszkasz za ścianą (w tym samym domu) Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:34 Marek napisal,ze syn dostal naprawde duzo pieniedzy za swoja ciezka prace.I to tez jest dosc istotne - "poczul sile swoich pieniedzy".Przekonal sie rowniez,ze warto je zarabiac w sposob brdziej wyrafinowany niz zmywanie garow.Chyba nie trzeba bylo filozofii komunistycznej i pedagogiki Makarenki,zeby te stara prawde odkryc.Natomiast fatalnie jest,kiedy praca jest tak zle platna,ze w ogole nie warto jej podejmowac.To demoralizuje.Acha.Moja corka pewnego razu stwierdzila,ze te zarobione "wlasnorecznie"pieniazki wydaje sie jakos inaczej niz te od rodzicow.Jakos bardziej rozwaznie!Uczy sie wiec troche gospodarowania wlasnymi srodkami.Ja np.dawalam korepetycje juz w liceum,a na wakacje na studiach zawsze zarabialam na wlasna reke.No i popatrzcie ,co ze mnie wyroslo)))))))))) Odpowiedz Link
jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:37 Tu znowu dziele sie sytuacja z mojego podworka. Tzw. kieszonkowe dzieciaki dostaja tutaj tygdniowo do 16-go roku zycia. Jest to wiek gdzie mozna oficjalnie zaczac pracowac (ponizej jest nielegalne). Z tego co wiem, to niezaleznie od sytuacji materialnej rodziny, ta regola jest przestrzegana dosyc rygorystycznie; nie chodzi tu o same pieniadze, ale rowniez o nauke ich gospodarowania. Co do "cennych" umiejetnosci to zauwazylem, ze umiejac cos konkretnego jest bardzo pomocne w zyciu. Moze patrze z perspektywy emigranta, ktory przeszedl przez problemy bariery jezykowej na poczatku, ale pamietam kogos, kto znalazl prace wykorzystujac jedynie swoja umietnosc robienia aranzacji kwiatowych – jezyk przyszedl z czasem. Ciesze sie z tego kucharzenia syna; niezaleznie gdzie go zycie poniesie, zawsze ludzie beda musieli jesc a tlumacz z francuskiego nie jest pierwsza potrzeba. Osobiscie uwazam, ze przestajac dawac synowi kieszonkowego, zmusisz go do podszlifowania jego talentow, a to wyjdzie mu jedynie na dobre. Odpowiedz Link
jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:49 mammaja napisała: > A czy synek mowi po polsku? Bardzo, bardzo dobrze. Ma za soba kilka wakacji u babci, no i w domu mowimy po polsku. Francuski zna z racji spedzenia pierwszych osmiu lat w Montrealu, czyli od przedszkola do szostej klasy w szkole francuskiej, a od siodmej i przez caly ogolniak do dwujezycznej francusko-angielskiej w Toronto. Jak wiec widzisz ta filologia to lenistwo; mysli ze beda go tam uczyc cos co juz i tak umie perfekcyjnie )) Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 20:55 A potem i tak bedzie robil cos zupelnie innego...Studia lingwistyczne sa wbrew pozorom zmudne i zupelnie inne,niz wyobrazenia o nich.Najwazniejsze,ze chce sie uczyc.Jest jeszcze bardzo mlody .Ale geny ma dobre))) Odpowiedz Link
dab12 Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:46 > mammaja napisała: > > > A czy synek mowi po polsku? A myśli? w jakim języku. A ty? mój wujek. który mieszkał w Anglii od czasów II wojny sw. po długim zastanowieniu stwierdził,że po angielsku we wszystkich sprawach przyziemnych i zawodowych. ale w sprawach emocjonalnych, uczuciach - po polsku. Odpowiedz Link
em_em Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:07 jej_maz napisał: > Co sadzicie? myślę że bez dobrych podstaw w postaci zasad wyniesionych z domu, własne, zwłaszcza stosunkowo duże, nawet ciężko zarobione pieniądze - mogą zaprowadzić również w złym kierunku a na razie używam widma ciężkiej pracy jako straszaka na młodego, który za nic nie chce się uczyć - ma ktoś jakiś skuteczny sposób na zmotywowanie małolata? (w tym roku ostatnia klasa gimnazjum - i bez dobrych stopni 0 szans na liceum) Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:10 U mojej wnuczki stopnie poprawily sie po "odcieciu" jej od internetu poza weekendami. ml Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 19.08.03, 21:14 Em-em,jakbym miala taki uniwersalny przepis ,ktory pasowalby do wszystkich malolatow niechcacych sie uczyc,to zglosilabym go w Biurze Patentowym i zyla z tego i to niezle!Niestety kazdy przypadek jest inny.Czasami pomaga zmiana szkoly! Odpowiedz Link
alina66 Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 10:18 Oddam wszystkie pieniądze za dobry przepis na wychowanie Geny owszem, wychowanie też, a co ze środowiskiem ? Mój syn chodzi do największego gimnazjum w Polsce (1700 uczniów),wszyscy oprócz dyrekcji wiedzą, że tam się pali, pije i ćpa... Nauczyciele nie znają uczniów, bo jest ich za dużo, nie ma żadnej kontroli, nikt nic nie wie - po prostu czeski film. Z kieszonkowym - ten sam problem co u przedmówców, więc nie będę się powtarzać. Na razie (ma 15 lat) pomagał mi odpłatnie w mojej pracy - też mam swoje wątpliwości, czy to pedagogiczne, płacić dziecku za to, że pomaga matce w pracy, ale mam ochotę, by poszedł zmywać gary, albo truskawki zbierać, może przestanie wtedy mówić, że spodnie za cztery stówy są tanie... Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 10:30 Moim zdaniem dyrekcja tez wie tylko udaje.Ciekawa jestem czemu poszedl do takiej szkoly?Chcial bo szli koledzy z podstawowki?nie bylo innej?Napisz? Odpowiedz Link
alina66 Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 14:11 Oczywiście że dyrekcja wie, tylko udaje, że nie ma problemu, tak jest najprościej. Poszedł do tego gimnazjum, bo u nas nie ma innego. Z nieznanych mi przyczyn w dwudziestoośmiotysięcznym mieście zrobiono JEDNO gimnazjum!!! Jest jeszcze drugie, ale to jest gimnazjum gminne. Nie rozumiem zresztą w ogóle, po co była ta reforma, na lepsze nie zmienilo się nic, za to zgrupowanie w jednej szkole mlodzieży w najtrudniejszym wieku jest pomyslem zaiste genialnym... Efekty u nas już widać. Odpowiedz Link
gryzka Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 15:34 Reforma była bo w ten sposób "zagospodarowano" część nauczycieli - gdyby jej nie prowadzono, to wg. ówczesnych szacunków pracę straciłoby ok. 100 tys. nauczycieli. Myślę, że już w momencie jej wprowadzania było wiadomo, że nie starczy na nic więcej niz na zmianę struktury i wątpię by "reformatorzy" poważnie traktowali szumnie zapowiadaną reformę programów nauczania. Nie bez znaczenia jest też to, że za naszych czasów maturę zdawało kilkanaście procent. A teraz założono,że maturę ma zdać 85%, nie ma możliwości by nie było to równoznaczne z gwałtownym obniżeniem wymagań. Mogłabym dużo pisac o przygodach jakie miały moje dzieci w swoich szkołach. Ja rozwiązałam to w ten sposób, że posłałam je, do uchodzącej za elitarną, płatnej szkoły (na moje szczęśćie nie są głupie więc udało im się zdać konkursowy egzamin). Finansowo nie było mi łatwo, ale pocieszam się tym, że teraz nie opłacę za studio. Więc w końcu na to samo wyszło. Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 20.08.03, 15:58 Idea utworzenia gimnazjum nie miala na celu zagospodarowania nauczycieli.(niby czemu mieli stracic prace?taki niz?)Byc moze wyszlo to przy okazji.Tam,gdzie zostala wprowadzona w zycie z glowa - efekty sa b.dobre.Dzieciaki z mlodszych klas odetchnely - mam kolo siebie takie dwie podstawowki - zupelnie inaczej czuja sie w kl.1-6 ,bez tych dorastajacych,czesto przerosnietych przez powtarzanie klas 14,15,16-latkow.Inne problemy.Rowniez ci ,ktorzy w najglupszym wieku przestaja byc najstarsi w szkole,ale przychodza jako pierwszki i musza sie dostosowac,korzystaja na tym.Wszystko pod warunkiem,ze samorzad potrafil poradzic sobie z tym nalozonym nagle zadaniem podzialu szkol,co wcale nie bylo latwe.W wypadku Gryzki - rozwiazanie nieszczesliwe.Ale nie rozumiem co to znaczy "gimnazjum gminne"?Przeciez dla wszystkich szkol posdt. i gimnazjalnych organem prowadzacym jest gmina,a nadzor merytoryczny i tak ma kuratorium.Czy sa inne praktyki w roznych czesciach Polski? Odpowiedz Link
alina66 Re: Wychowanie przez prace? 21.08.03, 10:25 nie wiem jak powinnno być, wiem jak jest- jest gimnazjum miejskie, do którego przechodzą wszystkie dzieci z pięciu podstawówek w mieście i jest gimnazjum gminne, do którego przechodzą wszystkie dzieci ze szkół na terenie gminy. Też poszłabym na rozwiązanie pt dobra szkola prywatna , ale w moim mieście nie ma w ogóle gimnazjum prywatnego- ani złego ani dobrego. Jeśli chodzi o "odetchnięcie" dzieci z podstawówek, to specjalnie muszę przyznać, że nie zauważyłam, za to te które przychodzą do gimnazjum, czują się pierwszakami dość krótko, a potem znajdują sobie odpowiednich kolegów ... Pilnie obserwuję program i wymagania w gimnazjum mojego syna i zmian nie widzę, natomiast gimnazjum skróciło okres nauki drugiego języka obcego z 4 lat do 3 (ponieważ drugi jezyk zaczyna się dopiero w liceum - przynajmniej u nas). Ale o tym się nie mówi. Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 21.08.03, 10:47 Bo to sa efekty dzialan obecnej pani Minister i ekipy,ktora chrzani wszystko co bylo dobre w zalozenich reformy.Programy tez!Pozdro! Odpowiedz Link
foxal Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 05:49 jej_maz napisał: > Co sadzicie? Najpierw powiem, ze udalo mi sie wejsc po wielu probach - moze to taki dobry dzien jako ze "mars" wali pelna para w kierunk "Ziemi" i podobno to bardzo rzadki przypadek bo raz na kilka tysiecy lat. Wracajac jednak do podstawowego pytania czy wychowanie przez prace jest pozyteczne? Mnie ono nie zaszkodzilo a wrecz przeciwnie bardzo pomoglo, bo mialem zawsze jakas przewage nad tymi co nigdy nie pracowali w danym zawodzie, w czasie ksztalcenia sie. Mojemu synowi jednak to nie pomaga i ku zmartwieniu rodzicow a jego mamy w szczegolnosci on schodzi na psy. Ostanio oswiadczyl, ze musi sie z domu wyprowadzic, bo bedzie pracowal, wieczorami? (o 23:00) chodzil do barow a nastepnie caly dzien spal - a mama tego nie chce tolerowac, bo uwaza, ze strata czasu i zycia. Przeprowadzke zapowiedzial na polowe wrzesnia i to juz nie jest pierwsza tylko trzecia. Na marginesie podam, ze on tez byl pomywaczem w restauracji, sprzataczem, kelnerem w luksusowej restauracji obecnie jest kucharzem. Niezaleznie ile zarobi to jeszcze do domu nie dal ani centa i ciagle jest winiem mamie za jakies tam zakupy czesci do jego pojazdow, bo w danym momencie nie mial forsy na zaplacenie. Tak, ze nauka przez prace jest dobra, jesli pogodzimy sie z tym faktem, ze dziecko marnuje swoje mozliwosci zyciowe mlodego wieku, gdzie chlonnosc umyslu jest wprost nieograniczona. Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma ten elaborat. Odpowiedz Link
warum Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 06:32 Witaj Skowronku!"Elaborat" doszedl caly,nie zrazaj sie uciekaniem napisanego postu, bo i mnie sie to zdaza, ale ja to traktuje jako kare boska, a nie kare za gadulstwo)) >Tak, ze nauka przez prace jest dobra, jesli pogodzimy sie z tym faktem, ze dziecko marnuje swoje mozliwosci zyciowe mlodego wieku, gdzie chlonnosc umyslu jest wprost nieograniczona. No tak, my TO wiemy / 40+ / ale jak IM to wytlumaczyc?(( Pozdrawiam Odpowiedz Link
warum Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 06:49 O i to byl wlasnie przyklad, gdzie wczesniej napisane "zniklo"a ostal sie tylko korekt byka ort.Milego dnia wszystkim zycze. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 13:59 foxal napisał: > Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma ten > elaborat. jakoś nie wzięli diabli. Och czuję to, czuję to...... Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 15:24 > foxal napisał: > >Juz mnie system wylogowal przy wysylaniu. Wysylam bo znow dziabli wezma te > > elaborat. .....diabli ??? może dzwonnik z Notre Dame ??? I kto to mówi? Ja przy tym to niewiasta. Na zbity pysk bym wyrzuciła z pracy tych asystentów. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 28.08.03, 15:45 ........ co tak szoruje - to jego garb po trotuarze Odpowiedz Link
popaye nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec-:) 28.08.03, 18:12 Witaj Foxal - argumentujesz logicznie w Twojej wypowiedzi i to co piszesz trafia mnie do przekonania. Nie jestem expertem od nowoczesnego wychowania i moje doswiadczenia byly w tym przedmiocie mocno specyficzne - wiec po wyjasnieniu na tym forum przez "expertow" od problemow i klopotow wychowawczych, juz myslalem iz nie jest wazne w zyciu doswiadczenie rodzicow, przyklady madrych ludzi i logiczne postepowanie tylko: MODA, zdanie kolegow i kolezanek i aktualne zachcianki - najlepiej co 2 tygodnie inne!, w zaleznosci od marketingowych trickow mediow i specow od robienia "wody z mozgu" o co wsrod niedoroslych nie jest znow tak trudno -. Pomijam dzieci wybitnie uzdolnione i z talentami wybijajacymi sie ponad przecietnosc bo takich jest niewiele i one nie maja problemow z wyborem przyszlego zawodu. Normalni rodzice, moim zdaniem maja najczesciej normalnie uzdolnione dzieci. System edukacyjny wiekszosci znanych mnie krajow jest tak skonstruowany iz dzieci nie maja wiele czasu poza nauka i w granicach potrzebnych do regeneracji - odpoczynku czy zabawy. Jezeli dziecko postanawia wybrac droge ksztalcenia akademickiego (SP -->, Gimnazjum --> Liceum ---> Matura --> Studia) to przy obecnej konkurencji przy naborze do dobrych Uczelni NIE MA KIEDY zajmowac sie praca zarobkowa - bo MUSI wtedy rezygnowac z wypoczynku czy i tak skapego czasu na przyjemnosci. Jezeli ten "zarobek" ma sie dokonywac kosztem Szkoly czy czasu przeznaczonego na nauke - to ja jako rodzic powiem natychmiast STOP! - bo nie takie byly "warunki umowy" i sprawy zostaja postawione "na glowie" -. Zakladam a'priori iz NORMALNI rodzice maja taka ilosc dzieci iz zapewnienie im warunkow porzadnego wyksztalcenia nie przekracza ich mozliwosci finansowych!. Szkolnictwo zawodowe (SP --> Gimnazjum --> Szkola Zawodowa - w roznych krajach jest roznie!) najczesciej samo w sobie jest polaczone z praca zwiazana z przygotowaniem do zawodu. Np: dziecko ktore chce byc stolarzem czy fryzjerka pracuje w normalnym warsztacie stolarskim lub zakladzie fryzjerskim a ponadto uczeszcza do Szkoly gdzie uzupelnia nabyte praktyczne umiejetnosci podbudowa teoretyczna wymaganej wiedzy zawodowej. Tylko w bylych "demoludach" byl inny system szkolenia, jak sie okazalo w normalnych warunkach nie do sfinansowania i nie gwarantujacy lepszch niz gdzie indziej fachowcow. Ja tez, podobnie jak Ty musialem godzic nauke z praca. Nikomu tego nie polecam a juz chcialem oszczedzic tego mojemu dziecku! -. Moje wyksztalcenie zdobyte w Polsce nie dawalo mnie zadnych uprawnien tzw.statusu akademickiego a zdobyta wiedza poparta "dyplomem" nie kwalifikowala mnie do podjecia zadnej pracy w wyuczonym zawodzie. Poniewaz nie mialem zamiaru do konca zycia pozostac bezrobotnym zyjacym z "zasilku" lub z dorywczych niskoplatnych zajec nie mialem innej alternatywy jak studia polaczone z praca zarobkowa (nie obejmowaly mnie przepisy dot. stypendium panstwowego czy pozyczki na pokrycie kosztow Studiow - typowej w kraju gdzie mieszkam). Moje dziecko ta alternatywe mialo i dzieki Opatrznosci umialo ja wykorzystac. Byc moze nie w super-luksusie i napewno ZMUSZONE warunkami naszej pokoleniowej "umowy" do rezygnacji z wielu MODNYCH i atrakcyjnych dla "malolatow" zachcianek ale z gwarancja iz rodzice zapewnia jej wikt, dach nad glowa i w rozsadnych granicach "kieszonkowe" plus oplaty za KAZDA szkole czy Uniwersytet w Europie jaki sobie wybierze, pod warunkiem pozytywnych wynikow "naukowych". "Straszenia" mnie (he, he) wyprowadzka, wynajeciem mieszkania, zyciem w komunie rowiesnikow, tatuowania sobie czola i colocnych pobytow "dzieciaka" w knajpach czy dyskotekach nie przezylem i bym sie mocno zdziwil gdyby to wystapilo!. Dziecko, od 18-tych urodzin moglo sie CALKOWICIE UNIEZALEZNIC i pozbawic wszelkich UCIAZLIWOSCI rygorow rodzicielskiego domu! - droga stala WOLNA -). Jakos ... wytrzymala do 24 roku zycia tych "niewygod" -). W dzisiejszym Swiecie wyksztalcenie i warunki do jego zdobycia jest moim zdaniem JEDYNA rzecza ktora rodzice moga DAC dziecku jako kapital na przyszlosc! Co z tym pozniej zrobia jest ICH i partnera zyciowego sprawa. Opiekowalismy sie "dzieciakiem" dlugo - fakt. W nagrode - nie musze sie martwic o "majatek" ktory musze przekazac nastepnemu pokoleniu by nie "zdechlo" z glodu bo samo jest w stanie sie na przyzwoitym poziomie utrzymac a jako rodzic mam satysfakcje iz mimo konserwatywnej, niemodnej (moze) i malo "atrakcyjnej" metody wychowawczej o przyszlosc dziecka nie musze sie martwic. To juz naprawde nie nasze (rodzicow) zmartwienie - ------- "geniusz" - ktory wymyslil bezstresowe (dla dzieci!) metody wychowawcze albo nie mial potomstwa albo do konca zycia bedzie sam zyl w stress-ie -. Odpowiedz Link
warum Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 18:44 popaye napisał: > Witaj Foxal - > > argumentujesz logicznie w Twojej wypowiedzi i to co piszesz trafia mnie do > przekonania. > Nie jestem expertem od nowoczesnego wychowania i moje doswiadczenia byly w tym > przedmiocie mocno specyficzne> > ------- > "geniusz" - ktory wymyslil bezstresowe (dla dzieci!) metody wychowawcze albo > nie mial potomstwa albo do konca zycia bedzie sam zyl w stress-ie -. a/ jestesmy z tej samej gliny... i ja tez uwazam,ze przyklad idzie "z gory" tzn zalezy od "priorytetow" rodzinnych w domu. b/ popayE Ty w ogole jestes oryginalny~niedzisiejszy, ale to oznacza dokladnie : sa ciezsze czasy dla autorytetow w ogole . Rodzice nie sa juz alfa i omega dla dzieci... media i... rozne mozliwosci / finansowe np./ robia skutecznie wode z mozgu mlodziezy... Sprobuj nastolatkowi w dzisiejszych czasach mowic,ze modne ciuchy sa niewazne, ze komorka, dvd czy cos tam to chlam... nawet jak to wie - to... pozycje w grupie ustala sie od tego czy " nadaza" w tych sprawach za moda. To bardzo powazny problem " nierownosci spolecznej"- ha, ale mi wyszlo... ale... takie mamy czasy. c/dla mnie "bezstressowe metody" nie istnieja, bo jak dzieci sie nie stresuja- to ja sie stresuje i na odwrot. Ale jestem zwolenniczka rozmow i perswazji do skutku /przeze mnie zalozonego))/- z przerwami "technicznymi" na zmiane taktyki, argumentow, a nawet na czas... przyznania sie do bledow z obu stron. Odpowiedz Link
popaye Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:11 Mila Warum,- dlaczego stawiasz tak sprawe? KTO Ci powiedzial iz moja corka zyla o chlebie i wodzie, nie miala tego co inni rowiesnicy lub chodzila ubrana w "lachmany"?. Rzecz jest w PRIORYTETACH - moim zdaniem. Rodzica obowiazkiem jest stworzenie dziecku mozliwosci wszechstronnego rozwoju i przygotowania go do zycia w pelnoletnosci. Wiec - nie odwracajmy "kota ogonem"! Nie rodzice korzystaja z doswiadczen i postepuja wedle "zachcianek" dzieci ale "niedorostki" maja czerpac z doswiadczen rozsadnych rodzicow. To ze dziecko ma "zachcianki" - jego prawo! - ich realizacja i wybor kolejnosci ich zaspokajania jest w gestii rodzicow. Zadne z naszych dzieci nie zna nieprzespanych nocy z powodu koniecznosci pokrywania przez rodzicow finansowych obciazen zwiazanych z posiadaniem rodziny. Niech mnie rowniez dzieci "laskawie" pozwola iz JA zadecyduje czy wazniejsze jest pokrycie czynszu za mieszkanie i zakup wiktualow do zarcia, a pozniej - skutera dla 12-letniej pociechy!. Gdybym sie kierowal "wola i checia" bezstresowo chowanych dzieci - skuter, DVD, i wydatki na "live" koncerty w Londynie najmodniejszych muzykow staly by PONAD wszelkimi upierdliwymi obowiazkami i codziennymi zobowiazaniami finansowaymi doroslych rodzicow!. Jesli to popierasz - powodzenia! i .... sukcesow wychowawczych!. To na szczescie nie jest moim zmartwieniem Odpowiedz Link
ewelina10 Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:20 Nie wtrącam się. Życzę powodzonka w dyskusji. Wyłączam się. Baj baj Odpowiedz Link
warum Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 19:22 hlip i to krotkie- prosze przeczytaj jeszcze raz dokladnie MOJA wypowiedz i... zobacz czy nie przypisales mi innych slow i czy zrozumiales sens mojej wypowiedzi. chyba niezrozumielismy sie. Ja zgadzam sie z twoimi pogladami i gratuluje sukcesu wychowawczego. Odpowiedz Link
mammaja Re: nie ucz sie!-zostaniesz posadzkarzem-mowil moj 28.08.03, 18:48 Zgadzam sie z przedmowca,ze praca nie powinna byc przeszkoda w dalszej nauce.Zawsze uwazalam ,ze mlodzi ludzi powinni pracowac podczas wakacji,moi synowie nawet wyjezdzali na jakies "saksy" ,co potem umozliwialo im pozwiedzanie Europy,ale nie na tyle,zeby mialo to zaklocic tok studiow.Jak dwa lata temu corka miala podjac prace hostessy przez biuro studenckie i wyszlo ,ze ja bebe musiala w nocy przyjezdzac po nia na drugi koniec Warszawy,a benzyna bedzie stanowila znaczna rownowartosc jej "dniowki",to rozsadnie zrezygnowala.Natomiast jak sobie wykukala sama prace ,ktora moze robic przez internet, nie kolidujaca ze studiami,to prosze bardzo.Nie wiem na czym to polega,ze jednym "dzieciom" da sie takie rzeczy wytlumaczyc,a innym nie.W wypadku Foksala nie bardzo rozumiem,czy Twoj syn sie w ogole uczy,czy poniechal nauki?Czy potrzeba pracy wynika z checi posiadania rzeczy na ktore nie stac rodzicow (markowe ubranka po pare stow,tzwn sprzet itd.),czy poprostu nie chce sie uczyc?Mimo wszystko wierze,ze trzeba probowac przemawiac do rozumu,chyba ze mlodzian ciezko zakochany - wtedy najtrudniej!Pozdro! Odpowiedz Link
popaye Tata NIC nie mowil, uwazal iz brakuje mi "klepek" 28.08.03, 19:23 Mammajko ,- najpierw - BUZIAK na dzien dobry! - Nie bede komentowal Twojego wpisu - moglby pochodzic ode mnie!. Pozorne, "extra" dochody dzieci w czasie nauki sa najczesciej "wyplacane" z kieszeni rodzicow!. 3-mce Wakacji OK - nie mam NIC przeciw temu by dorosle dziecko (student) dorobil sobie na extra zachcianki czy podroze! ale nie kosztem nauki! - albo skonczmy ta fikcje i niech dzieciak zacznie pracowac i SAM sie utrzymywac jak jego zdaniem bedzie mu "lepiej". Zobaczymy jak dlugo! "Strozow" ci u nas (ponoc) dosyc! -)) Odpowiedz Link
foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 04:39 mammaja napisała: > W wypadku Foksala nie bardzo rozumiem,czy Twoj syn sie w ogole uczy,czy > poniechal nauki?Czy potrzeba pracy wynika z checi posiadania rzeczy na ktore > nie stac rodzicow (markowe ubranka po pare stow,tzwn sprzet itd.),czy poprostu > nie chce sie uczyc?Mimo wszystko wierze,ze trzeba probowac przemawiac do > rozumu,chyba ze mlodzian ciezko zakochany - wtedy najtrudniej!Pozdro! Nasz problem polega na tym, ze on robi wszystko na opak jak my bysmy sobie tego zyczyli. Jego prace ktore podejmowal juz od 14 roku zycia np odgarnianie sniegu u sasiadow dawaly mu swoj ciezko zrobiony grosz na swoje zachcianki poza nasymi obowiazkami rodzicow w zakresie ubrania wwraz z jakas tam moda - on jego mam o tym decyduja, jako ze ja podobno jestem staroswiecki i nie ide z czasem. W pracy to on sie wykazuje dosc dobrze i te pieniadze nawet odkladal do 16 roku zycia a ja je inwestowalem zeby nie tracily na wartosci. Szajba mu odbila po ukonczeniu 16 lat, kiedy to opoznialismy wyrobienie sobie prawa jazdy w obawie wlasnie o naduzywanie samodu i jego brawurowej jazdy. Udalo nam sie przez pol roku, ale "awantura" byla co tydzien. On koniecznie chcial sobie kupic samochod za te wlasnie swoje pieniadze - a uskladalo sie na w miare dobry stary samochod. Potem doszly zainteresowania dziewczetami, paleniem tego i owego na roznych kolezenskich spotkaniach, co mialo zly wplyw na wyniki w nauce. Nasze prosby i grozby nie odnosily wiele skutkow. Nauczyl sie manipulowac matka, obiecujac jedno a robil drugie np ostentacyjnie wychodzil z jednych lekcji bo niby nudne a robil dowcipne komentarze na innych przedmiotach, starajac sie byc popularnym i w taki sposob wkroczyl na pochylnie stavzajaca jego wyniki w dol. Chodzilismy do szkoly, aby zmobilizowac go do odpowiedzialnosci za swoje czyny. Czasami to pomagalo, ale na kilka tygodni a potem ponowne dyskusje na temat jego wolnosci i samochodu. W koncu dla swietego spokoju wspolnie z nim kupilismy maly samochod w bardzo dobrym stanie nawet za psie pieniadze od syna naszego sasiada, bo jego zona byla juz z tego samochodu nie zadowolona bo byl stary. Radosc trwala przez moze miesiac. Koledzy rozpoczeli robic mu przycinki, ze nie musi go zamykac przed szkola, bo takiego samochodu to nikt mu nie ukradie, bo to jest taki grat. On wpadl na pomysl aby przebudowac mu wnetrza i przemalowac. Ja zaprotestowalem, na co on powiedzial, ze to jest g... nie samochoch. Na co dpowiedzialem, ze moj syn nie bedzie jezdzil byle g... i poprosilem o kluczyki, bo byl na mnie zarejstrowany i ubezpieczony. To spowodowalo nastepne jego awantury, bo on chce sobie kupic swoj samochod zarejstrowany na niego, to ja nie bede ingerowal co on z nim bedzie robil. Oczywiscie pieniadze mial bo ja je zainwestwlem i z tego powodu kwota u rosla do wysokosci 30% wartosci sredniej klasy nowego samochodu - wiec ta swiadomosc tak go gnebila, bo legalnie on mogl zarzadac oddania tej kwoty, bo wsztko na niego figurowalo, choc ja tylko nimi zarzadzalem. Bylo to juz na rok przed matura. CDN Odpowiedz Link
foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 05:21 foxal napisał: > Bylo to juz na rok przed matura. CDN CD: Po udobruchaniu sie ponownie oddalem mu kluczyki do tego samochodu i on po miesiacu zarznal ten samochod na smierc - zatarl calkowicie dwa cylindry - widocznie ktos go pouczyl jak to zrobic, aby kupic sobie swoj samochod. Ja na to odpowiedzialem, ze skoro nie umie jezdzic to po co mu lepszy samochod. Wiec on go postanowil naprawic, bo u nas w szkole sredniej sa warsztaty samochodowe, gdzie instruktor stary mechanik samochodowy pomaga majac sprzed do diagnostyki oraz dobrze wyposarzany warsztat i klase kibicow potrzebujacych doswiadczalnego pojazdu do dlubania. Po paru lekcjach przyciagnal ten samochod do domu rozebral go w ogrodzie za domem. Rozbebeszosny totalny trup stal przez dwa lata,az ja oddalem go na zlom otrzymujac $25 za jego wage. Awantury rozpoczely sie od nowa tak ze jego matka dostaje rostroju nerwowego, bo uczy sie coraz gorzej, listy ze szkoly juz przychodza poczta, my prowadzimy rozmowy i kosultacje z nauczycielami co i jak zrobic aby go zmobilizowac, bo bez w miare srednich stopni on nie bedzie mial wstepu na zadna wyzsza uczelnie. W miedzyczasie aby osiagnac swoj cel albo zeby nas zmobilizowac wywinal taki numer, ze nam by sie w glowie nie miescilo. Skonczylo sie na stracie $2.650 co oczywiscie musial zaplacic ze swich ciezko zarobiaonych i zainwestowanych pieniedzy. My aby uniknac dalszego staczania sie po pochylej z powodu samchodu, kupilismy 4 letniego VW Jette - diesela, oczywiscie zarejstrowanego i ubezpieczonego na mnie o oddalimy mu do uzytku z obowiazkiem poprawy wynikow w szkole i podniesieniem go na duchu. Z domu do szkoly moze dojsc piechota w ciagu 25 minut, samochodem jedzie sie piec minut. On tak sie przejal swoja naprawa, ze wciagu 3 miesiecy spoznil sie 40 razy i byl nieobecny w szkole 15 razy. W rezultacie takiej poprawy ja teraz mam dwa samochody w tym wlasnie Jette. Mature zrobil jako tako i na mija prosbe zglosil sie do dwuch uniwersytetow i jeden go przyja z warunkiem poprawienia wynikow z fizyki i matematyki. On tego nie przyjal, bo zdecydowal, ze zrobi sobie rok przerwy na prace bo on nie iwe co chce, wiec ten rok pozwoli mu podjac decyzje co dalej. CDN - jesli jest ktos kogo to interesuje. Odpowiedz Link
foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 05:45 foxal napisał: > foxal napisał: > > > Bylo to juz na rok przed matura. CDN > CDN - jesli jest ktos kogo to interesuje. Te przerwe na prace rozpoczal od zrobienia sobie Tatoo, co przyprawilo nas o piewsza niezgode jego "samodzielnsci". Jeo mam dostaje coraz czesciej "bialej goraczki" tlumaczac mu jak przyslowiowy dziadek kobyle na granicy a jobyla swoje wlazi na lake sasiada. Synus robi sie coraz bardziej arogancki, zel odnoszac sie do swojej matki. Matka ubolewajac ak sie dziecko marnuje, ciagle usiluje z nim rozmawiac i tlumaczyc na co on z podniesionym glowsem wychodzi z domu i jedzie w sina dal, bo teraz juz ma swojego VW Foksa, zarejstrowanego na siebie, cho przy ubezpieczeniu ja musialem mu pomagac bo od niego chcieli od $2,500 do 3,800 za jedn rok. Wowczas troche mu rura zmiekla, ze w realu to nie tak jak z mamusia, tylko trzeba placic i sluchac co starsi mowia, a jak nie to twja sprawa. Po jednym z takich jego awantur z matka, powiedzialem, ze jak mu sie nie podobaja nasze warunki mieszkaniowe o obyczajowe to moze zmienic wyprowadzajac sie z domu rodzicielskiego calkowicie na swoje. On sie tym bardzo ni eprzejal, ale dostalem ultimatum od zony czyli jego mamusi, ze jak on sie wyprowadzi to ona tez. Dzieci w tym wieku czuja co sie swieci i teraz ja jestem w mniejszosci a syn nic se z tego nie robi tylko wraca kiedy chce - przewaznie na ranem i spi caly dzien, bo pracuje od 11:00 do 21:00 a potem chodzi na flankiery i znow wraca nad ranem. Fakt, ze matka nie idzie spac tylko sie denerwuje i czeka przysypiajac to jego to ani ziebi ani parzy. On twierdzi ze ma juz swoje lata skonczone 18 lat i jako dorosly to moze robic co mu sie podoba i my musimy to za-akceptowac. W koncu mame takimi odzywkami wyprowadzil z rownowagi i ona powiedziala, ze to jest nasz dom i takie sa tu obyczaje i warunki i on tak prowadzic sie nie moze a jak mu to nie odpowiada to moze sie wyprowadzic i to natychmiast. Byla godzina 22:30 on wyszedl trzasnal drzwiami i pojechal w sina dal. Nie bylo go chyba ze trzy dni a moze wiecej. Jak wrocil, to przeprosil mame i przyrzekl, ze bedzie wracal z "barow" po pracy najpozniej o 2 w nocy. CDN Odpowiedz Link
popaye Re: Nauka przez prace 31.08.03, 11:29 Witaj Foxal,- NIC co napisales mnie nie dziwi - wydaje mnie sie iz znam zycie na tyle iz wyszystkiego tego o czym piszesz staralem sie w moim podejsciu do wychowania dziecka uniknac. US-Kanadyjska metodyka "wychowawcza" byla mnie obca, klopoty z nia zwiazane - zaoszczedzone a efektow nie musze sie wstydzic,- dzieciak - tez pozostal normalny, rozsadny i... po europejsku nie "amerykansku" wychowuje swoje dziecko. Caly problem polega chyba na tym iz ja - pozostalem mimo mieszkania poza krajem Polakiem, ci z za Oceanu - po smiesznych kilku latach juz sa "Amerykanie" i... zlapali "p.Boga .. za kolana" - przynajmniej w ich pojeciu -). Nie bylem zdany na zarobkowanie w Ameryce a cala "reszta" - to bylo akurat to czego chcialem sobie i mojej rodzinie oszczedzic!. Nic, ani amerykanska "kultura", mentalnosc, stosunki spoleczne czy rodzinne nie bylo tym co mnie w jakimkolwiek stopniu kiedykolwiek odpowiadalo i warte bylo moich zabiegow. Nie chce obrazic nikogo z Amerykanow, ale dla mnie (subiektywnie) to wszystko jest,- powiedzmy: "bogaty prymityw" (bogaty - to jeszcze przy sporej dozie szczescia i ... w odniesieniu do Polski "komunistycznej"). Fakt iz tym ktorzy tam sie osiedlili nie pozostaje nic innego jak "wychwalac" pod niebiosa tamtejsze uklady i stosunki spoleczne, imponowac pozornym "bogactwem" i technizacja (he, he - wiem cos na ten temat od samochodow, przez urzadzenia techniczne po prymityw powszechnych rozwiazan technologicznych), nie zmieni mojego zdania na temat "zycia" w USA i "okolicy". Wiekszosc Pan i panow ktorzy wymieniaja swoje poglady na tym forum bedzie Ci zapewnie umiala cos doradzic, maja dzieci w tym wieku i zapewnie wiecej doswiadczen w trudnym procesie wychowawczym niz ja. Ja (ponoc z powodow swojej glupoty, wstecznictwa, prymitywizmu i "dreczenia" dziecka i rodziny) po prostu nie mialem takich klopotow z dorastajacym dzieckiem i nie jestem kompetentny. Zapewne dasz sobie rade i Twoj Syn - tez. Zycie Go zmusi, albo i nie! - w Ameryce ponoc szczescie i bogactwo leza "na ulicy" - trzeba je tylko ...podniesc - Odpowiedz Link
foxal Re: Nauka przez prace 31.08.03, 15:21 popaye napisał: > Witaj Foxal,- > > NIC co napisales mnie nie dziwi - wydaje mnie sie iz znam zycie na tyle iz > wyszystkiego tego o czym piszesz staralem sie w moim podejsciu do wychowania > dziecka uniknac. Klaniam sie Popaye'owi, Cieszy mnie, ze Twoje metody wychowania corki sie spelnily. Z tego wynika, ze Twoje dziecie potrafilo sluchac rodzicow i napewno wyjdzie jej na dobre. Niestety nie wszyscy sa tak podatni na wplyw swoich rodzicow, starajac sie znalezsc na tym swiecie po swojemu. > US-Kanadyjska metodyka "wychowawcza" byla mnie obca, klopoty z nia zwiazane - > zaoszczedzone a efektow nie musze sie wstydzic,- dzieciak - tez pozostal > normalny, rozsadny i... po europejsku nie "amerykansku" wychowuje swoje dziecko > Caly problem polega chyba na tym iz ja - pozostalem mimo mieszkania poza krajem Polakiem, ci z za Oceanu - po smiesznych kilku latach juz sa "Amerykanie" i... > zlapali "p.Boga .. za kolana" - przynajmniej w ich pojeciu -). Z mojego rozeznania to takiej metody nie ma - jest niestety inny system ekonomiczno polityczny z jego przemoznym wplywen na przebieg nie tylko USA anle rowniez i swiata, choc swiat nie chce tego im przyznac. Co tych "kolan Pana Boga" to wyraznie wykazujesz znikoma znajomosc warunkow zycia na tym kontynencie. Napewno tacy ludzie sa, ale to nie sa wszyscy - Polakow w Pln Am jest prawie 11 milionow i napewno nie wszyscy sa tacy pobozni jak Ty im to przypisujesz. > > Nie bylem zdany na zarobkowanie w Ameryce a cala "reszta" - to bylo akurat to > czego chcialem sobie i mojej rodzinie oszczedzic!. > Nic, ani amerykanska "kultura", mentalnosc, stosunki spoleczne czy rodzinne nie bylo tym co mnie w jakimkolwiek stopniu kiedykolwiek odpowiadalo i warte bylo moich zabiegow. > Nie chce obrazic nikogo z Amerykanow, ale dla mnie (subiektywnie) to wszystko jest,- powiedzmy: "bogaty prymityw" (bogaty - to jeszcze przy sporej dozie szczescia i ... w odniesieniu do Polski "komunistycznej"). Z tego wynika, ze kazdy inny Polak mieszkajacy poza krajem zatracil swoje poczucie polskiej wartosci bo tak chcial lub wybral. Rozumiem, ze Ty ich nie chcesz obrazac, ale robisz to poniewaz kazdy "dobry i madry" Polak wie lepiej - ja natomiast zaobserwowalem, ze tak nie jest nawet po szkodie. > Fakt iz tym ktorzy tam sie osiedlili nie pozostaje nic innego jak "wychwalac" > pod niebiosa tamtejsze uklady i stosunki spoleczne, imponowac > pozornym "bogactwem" i technizacja (he, he - wiem cos na ten temat od > samochodow, przez urzadzenia techniczne po prymityw powszechnych rozwiazan > technologicznych), nie zmieni mojego zdania na temat "zycia" w USA i "okolicy". Mnie sie wydaje, ze za malo masz prawdziwych kontaktow z Polakami mieszkajacymi w USA czy Kanadzie, skoro tak nisko ich wszystkich oceniasz. Czy nie sadzisz, ze to wlasnie jest takie charakterystyczne dla Polski i Polakow tam mieszkajacych, ze jesli nie mzna komus zaimponowac jak piszesz swoim majatkiem to juz napewno nalezy mu powiedziec jest malo kulturalny, bo tam nie ma nic tylko tem amerykanski prymityw. Oj Popaye, Popaye - z calym szacunkiem mozna sie odnosic do tego co piszesz, ale nie badz pobozniejszy od Papieza, bo mijasz sie z parwda. > > Wiekszosc Pan i panow ktorzy wymieniaja swoje poglady na tym forum bedzie Ci > zapewnie umiala cos doradzic, maja dzieci w tym wieku i zapewnie wiecej > doswiadczen w trudnym procesie wychowawczym niz ja. To co pisze jest moja cegielka do tematu i niestety zle mnie zrozumiales, bo ja osobiscie wyslucham poglady innych, ale nie oczekuje porady, bo moj syn juz obecnie ma 22 lata i w dalszym ciagu jego przygody sie jeszcze nie skonczyly i jak narazie uczyc sie nie chce. Przy okazji raz jeszcze musze Ci pogratulwac sukcesu wychowania corki - diewczeta podobno wychowuja sie inaczej, choc bywaja tez wsrod nich rowniez i gagtki na pokaz. > Ja (ponoc z powodow swojej glupoty, wstecznictwa, prymitywizmu i "dreczenia" > dziecka i rodziny) po prostu nie mialem takich klopotow z dorastajacym > dzieckiem i nie jestem kompetentny. Ja tez jestem "konserwatysta" jesli chodzi o wychowanie dzieci, ale niestety w tej materii nawet secjalisci maja zle wu\ychowane swoje dzieci, jesli tak mozna powiedziec. Mysle, ze zdajesz sobie sprawe z tego, ze dziecko to rowniez czlowiek o swojej unikalnej indywidualnosci, ktore chce uzyc w swoim otoczeniu i miec wplyw na to co bedzie robil - niestety nie zawsze to co robi w danym momencie bedzie lub ma dodatni wplyw na jego przyszle zycie. Ty nato miast tak piszesz, jak dzieci to bezwolne stworzonka, ktore mozna wlozyc w ustalona forme wyrzezbiona przez tatusia i eszta idzie jak z platka. Ja co do tego mam swoje watpliwosci czy tak naprawde jest - ale, kazdy moze probowac i nie wielu sie uda - c'est vie. > > Zapewne dasz sobie rade i Twoj Syn - tez. > Zycie Go zmusi, albo i nie! - w Ameryce ponoc szczescie i bogactwo leza > "na ulicy" - trzeba je tylko ...podniesc - To sa niestety kanony zycia i bez tego nie da sie ruszyc z miejsca, choc wiekszosc rodzicow ma zawsze lepsza nadzieje dla swoich dzieci niz zmuszanie przez "prawdziwe zycie". Ja jestem przekonany, ze on osiagnie to co chce, choc nie jest to wedlug mojej czy jego mamy recepty. Napisales rowniez, ze mieszkajac za granica jestes i pozostales Polakiem - to bardzo nobliwie brzmi - czy moglbys mi podac recepte lub definicje co to jest "byc Polakiem". Tu na marginesie wspomne, bo wszystkiego nie dokonczylem, ze moja sym mimo jego niecheci potrafil nauczyc sie mowic i pisac po polsku, francusku i hiszpansku, czy cos mu z tego bedzie potrzebne i czy dalej bedzie kultywowal to to wlasnie zycie pokaze. Tymczesm pozdrawiam rowniez, jesli serwer to przyjmie. Odpowiedz Link
mammaja Re: Nauka przez prace 31.08.03, 20:28 Przeprasza,ale list do ciebie wydrukowal mi sie u gory)))))) Odpowiedz Link
jej_maz Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:26 Popaye - jak zaykle jestes zlosliwy, jak zwykle obrazasz, a tym razem jestes nawet nieprzyjemny i przerywasz. Pozwol skonczyc wypowiedz; CDN oznacza "Ciag Dalszy Nastapi". Foxal - prosze kontynuuj - ciekawe. PS. Foxal; czy mozna wiedziec z jakiego miasta nadajesz? Odpowiedz Link
em_em Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:56 jej_maz napisał: > Popaye - jak zaykle jestes zlosliwy, jak zwykle obrazasz, a tym razem jestes > nawet nieprzyjemny i przerywasz. Pozwol skonczyc wypowiedz; CDN oznacza "Ciag > Dalszy Nastapi". > > Foxal - prosze kontynuuj - ciekawe. > > PS. Foxal; czy mozna wiedziec z jakiego miasta nadajesz? Odpowiedz Link
em_em Re: Nauka przez prace 31.08.03, 16:58 znowu klik nie w tym momencie miało być: Panowie! PAX VOBISCUM! (to tak przy niedzieli - Amen) Odpowiedz Link
popaye Re: Nauka przez prace 31.08.03, 19:25 Przepraszam p.Zalozyciela za moje zle zchowanie. Prosze wybaczyc, - nie mialem "szczescia" byc wychowywany w amerykansko- kanadyjskiej rodzinie i Ojca mialem mniej "inteligentnego" (he, he) jak Pan. Jestem niegrzeczny i panskim zdaniem prymitywny bo nie wzdycham do nowoczesnosci w panskim stylu. Nie mam tatuazy, nie uzywam narkotykow, nie obracam sie w towarzystwie spod ciemnej gwiazdy i nie imponuje mnie tego rodzaju krag towarzyski. Mam natomiast dyplomy 2-ch wyzszych Uczelni i nie odczuwam specjalnego "niespelnienia" z powodu iz nie spedzalem dni i nocy w knajpach i podejrzanym towarzystwie oraz nie sprawialem specjalnych klopotow wychowawczych. Moze Panu w to trudno uwierzyc ale tacy tez sa na Swiecie. Zalozyl Pan otwarte FORUM i w zwiazku z tym mam w glebokim powazaniu Panskie uwagi na temat moich wpisow. Wychowywac i pouczac - moze Pan swojgo syna - zdaje mnie sie iz ma pan sporo zajecia przed soba. zegnam. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: nie ucz sie!-zostaniesz strozem-mowil Ojciec- 28.08.03, 18:52 popaye napisał: > czy Uniwersytet w Europie jaki sobie wybierze, pod warunkiem pozytywnych > wynikow "naukowych". > "nagrode - nie musze sie martwic o "majatek" ktory musze przekazac nastepnemu > pokoleniu by nie "zdechlo" z glodu bo samo jest w stanie sie na przyzwoitym > poziomie utrzymac a jako rodzic mam satysfakcje iz mimo konserwatywnej, > niemodnej (moze) i malo "atrakcyjnej" metody wychowawczej o przyszlosc dziecka > nie musze sie martwic. Właśnie lecę na chwileczkę do apteki po lekarstwo - proszę tylko słóweczko, błagam. Nie wdam się w żadną dyskusję - tylko, że....... ja naprawdę tak bym chciała jak Ty........ale większość rodziców, pomimo ogromnych kosztów na szkolenie swoich dzieci, nie mają dosłownie niczego w finansach zagwarantowanego. To już nie ta epoka. No już dobra, jeszcze jedno.......... no już idę do tej apteki Z poważaniem ewelinka oryginalna ))))))))) Odpowiedz Link
popaye po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w modzie! 28.08.03, 20:04 Ewelinko,- pisalem o moich warunkach. Mieszkajac w relatywnie drogim kraju - bylo mnie to obojetne bo finansowo koszty utrzymania studenta w Heildeberg, Paryzu, Rzymie, Brukseli czy Berlinie byly porownywalne. Nie mialem ponadprzecietnie uzdolnionego dziecka wiec drogie, prywatne Universytety jak Oxford, Cambidge czy paryska Ecole Superiere i tak nie byly brane pod uwage. Lecz "gdyby"! - bylby moj "problem" i moje zmartwienie. Chyba nie cofnal bym sie przed powaznym zadluzeniem i odlozeniem swoich prywatnych zachcianek i przyjemnosci dla mozliwosci odbycia tam studiow przez "pocieche" -. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w m 28.08.03, 21:15 Popayku - wszystko już dobrze, Byłam przed chwilą na telewizji i fajny film przyrodniczy obejrzałam. Z całym szacunkim pozdrawiam. Odpowiedz Link
marialudwika Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w m 28.08.03, 21:18 Moj syn przerwal w wieku lat 17 edukacje /bez uzgadniania tego uprzednio ze mna/.Z miejsca podjal prace w firmie elektronicznej/szkola mu sie "nie podobala"!/.Oczywiscie wpadlam w panike,ale niepotrzebnie bo edukacje ukonczyl jednoczesnie pracujac a nawet majac zone i dziecko/wszystko za wczesnie,wdal sie w mamusie/.Inna sprawa,ze jego zarobki byly mizerne na poczatku i mu pomagalam. Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny! Bycie zas 'rodzicem" to jeden z najtrudniejszych "zawodow" swiata!!!! Pozdrawiam ml Odpowiedz Link
ewelina10 Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 28.08.03, 21:23 marialudwika napisała: > Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny! > Bycie zas 'rodzicem" to jeden z najtrudniejszych "zawodow" swiata!!!! W tym zdaniu jest cała prawda. Dzięki, że to tak trafnie udało ci się ująć. Niby nic, a jednak.... krótko i na temat. Ja też miałam różne kłopoty u starszego syna z tym przerywaniem studiów, ale to innym razem. Może będzie okazja. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
jej_maz Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 29.08.03, 05:42 marialudwika napisała: > Moim zdaniem nie ma zadnych regul na wychowanie-kazdy "wychowywany" jest inny! Mysle, ze to zdanie jest jedna z wielu tzw; "swietych prawd". Nie ma dwoch ludzi identycznych i udane metody wychowawcze w stosunku do jednych, odnosza krancowo odmienne rezultaty u drugich. W moim przypadku widze, ze partnerskie stosunki plus wlasny przyklad o ktorym wspomnialem w odpowiedzi Glodnemu na pytanie dlaczego tak duzo pracujemy, daje rezultaty; moj syn ma taka samo powazne podejscie do pracy a i w nauce nie jest ostatni. Nie chce konkurowac z Warum o Nobla, ale powiem, ze jestem z siebie na prawde dumny ) Wracajac; praca od 16 roku zycia w AP jest rzecza normalna – te 5-6 godzin w tygodniu nikomu nie zaszkodzi ani w szkole, ani w wypoczynku a moze paru rzeczy nauczyc. Tak robil syn, robic bedzie corka podobnie jak robi to miliony innych mlodych ludzi na tym kontynencie. Taka jest tu norma. Odpowiedz Link
warum Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper w 29.08.03, 06:57 >Nie chce konkurowac z Warum o Nobla, ale powiem, ze jestem z siebie na prawde dumny ) > Wracajac; praca od 16 roku zycia w AP jest rzecza normalna – te 5-6 godzin w tygodniu nikomu nie zaszkodzi ani w szkole, ani w wypoczynku a moze paru rzeczy nauczyc. Tak robil syn, robic bedzie corka podobnie jak robi to miliony innych mlodych ludzi na tym kontynencie. Taka jest tu norma. Howq! 1.Nobel nalezy sie wszystkim, ktorzy nie tylko "chca" ale i "dzialaja" na rzecz pokoju na tym swiecie - no i tym od komputerow za mozliwosc gadania na necienie mnie. 2.W tym jest to co nas dzieli " ustrojowo". U nas i "po szkolach" wielu nie ma pracy, albo ma prace nijak platna, na granicy zasilku a przeciez "praca uszlachetnia" wiec mlodym nie zaszkodzi My tez dojdziemy do waszych/ zachodnich / standardow. Mam na mysli podzial na: nie tylko waskie grono baaardzo bogatych i te cala reszte na granicy przezycia... tylko ja rozumiem zachodni standard w pozytywnym znaczeniu: szkola, kwalifikacje i praca, dzieki ktorej "Ty robisz cos dla kraju" i Ty robisz cos dla Siebie, swojej rodziny = zapewniasz sobie pewny BYT/ nieideowcy moga zmienic kolejnosc dla kogo najpierw trzeba cos zrobic/Pozdrwaiam skoro swit wszystkie "nocne" Marki Odpowiedz Link
marialudwika Re: po co sie uczyc?: Samoobrona & Lepper 29.08.03, 10:09 Dodam tylko dla porzadku Warum,ze moja "opowiesc " dziala sie w Polsce.Inna sprawa,ze wtedy nie bylo bezrobocia,no moze i bylo "ukryte".Pozdrawiam ml Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:09 Wielokrotnie na tym i innym forum usiłowałam coś przekazać. Niestety - dyskusje nasze stawały się bezprzedmiotowe. Gdzieś nam uciekała istota dyskusji. Usiłowam zwrócić tytułem nazwany jeden z moich wątków na 50 + lub - "....teraz wiem, że nie popełniłam będu" Nie udało mi się wywołać rzeczowej dyskusji. Może uda się to Harris Judith Rich "w Stanach Zjednoczonych toczyła się dyskusja wokół kontrowersyjnej, ale przyjętej przychylnie przez wielu znanych psychologów, książki Judith Rich Harris, w której autorka wykazuje, iż prawdziwymi i rzeczywistymi wychowawcami dzieci nie są ich rodzice, opiekunowie, czy nauczyciele, lecz koledzy, a właściwie jedyny wpływ rodziców na osobowość dziecka polega na przekazaniu mu takich, a nie innych genów. Według Harris wychowawcza rola rodziców tak naprawdę kończy się w momencie przekazania życia." www.jsantorski.com.pl/recenzje/wychowac_geny.htm Odpowiedz Link
em_em Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:27 jak mawiała moja jedna ciotka "wielu mądrych doktorów napisało wiele mądrych książek o chorobach i ich leczeniu - tylko ludzie cholera nie chcą według tych książek chorować" na każde z tego typu twierdzeń - można przytoczyć szereg prawdziwych przykładów potwierdzających i tyleż obalających - jeżeli geny decydują - czemu w jednej rodzinie zdarzają się tak różne dzieci - jeżeli wpływ wychowania rodziców jest decydujący - j.w. nie mogę się zgodzić co oddania "walkowerem" wychowania dziecka - jeśli grupa rówieśnicza ma tak silny wpływ (a ma) to właśnie trzeba na głowie stanąć, żeby dziecko nie miało okazji do poznania grupy "niewłaściwej" - nie zawsze się to udaje - ale nie zwalajmy wszystkiego na okoliczności Odpowiedz Link
popaye Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 19:04 em_em napisała: > jak mawiała moja jedna ciotka "wielu mądrych doktorów napisało wiele mądrych > książek o chorobach i ich leczeniu - tylko ludzie cholera nie chcą według tych > książek chorować" > > na każde z tego typu twierdzeń - można przytoczyć szereg prawdziwych przykładów > > potwierdzających i tyleż obalających > > - jeżeli geny decydują - czemu w jednej rodzinie zdarzają się tak różne dzieci > - jeżeli wpływ wychowania rodziców jest decydujący - j.w. > > nie mogę się zgodzić co oddania "walkowerem" wychowania dziecka - jeśli grupa > rówieśnicza ma tak silny wpływ (a ma) to właśnie trzeba na głowie stanąć, żeby > dziecko nie miało okazji do poznania grupy "niewłaściwej" - nie zawsze się to > udaje - ale nie zwalajmy wszystkiego na okoliczności Em-em Witaj w klubie "normalnych" rodzicow! Az sie dziwie ze jest nas jeszcze kilkoro. Najciekawsze jest to, ze jak ma sie NORMALNA rodzine, daje sie NORMALNY przyklad NORMALNEGO zycia i stosunkow miedzypartnerskich w rodzinie to najczesciej i "problemy" wychowawcze sa "mini" . Kazda patologia rodzi nastepna i... ani sie spostrzezesz jest lawina z ktora normalni ludzie nie moga sobie dac rady. Wtedy wkraczaja "uczeni" ze swoimi "filozofiami" bo experyment na cudzym ciele (rodzinie) NIC ich nie kosztuje - wrrrrr.... . Mundre to wszystko, - tak mundre ze az nie moga uwierzyc w NORMALNOSC, ze moze byc dziecko wcale nie nieszczesliwe ktore nie musi sie narkotyzowac, prostytuowac, tatuowac i "walczyc" ze Szkola i rodzicami!. Paranoja. Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 19:26 Popayeku!Ale niestety malzenstwo jest loteria i mimo plomiennych uczuc potem roznie bywa!Sa postawy wychowawcze wyniesione z domow zupelnie rozne u rodzicow i konflikty powstaja tam,gdzie nikt by sie ich nie spodziewal.Wychowujac kilkoro dzieci,majac problemy materialne,ludzie czesto traca oglad wlasnych postaw.Dlatego potrzebni sa takze ci,ktorzy potrafia zobaczyc innymi oczyma i jeszcze maja wiedze.Chocby dotyczaca postaw rodzicielskich i wynikajacych z nich efektow.Chociaz jak rozkladaja sie napiecia w rodzinie i fronty jednych przeciw drugim.Ty akurat nie jestes tu naprawde arbitrem - udalo wam sie dobrze ulozyc jedna corke i chwala!I nie wymagaja pomocy takie sytuacje.Ale sa naprawde rodziny,ktorym trzeba i mozna pomoc.Jak w mojej dzielnicy powstal Osrodek Pomocy Rodzinie,wlasnie nie dla rodzin dysfunkcyjnych,ale "takich normalnych",to w ciagu 3 miesiecy skorzystalo z jego porad 600 osob!I przychodza tam malzenstwa i ucza sie wogole ze soba rozmawiac.A co innego Wielcy teoretycy,ktorzy narobili wiele szkody!Pan Spaak ,teoretyk amerykanskiego wychowania wycofal sie ze swojej teorii po parudziesieciu latach!Jakiej szkody narobil!Dzieci w Ameryce nie wysadzalo sie na nocnik do 3 roku zycia ,pod jego wplywem,zeby nie stresowac!Na szczescie mamy normalnych pedagogow!A ci najbardziej znani robia poprostu kase ,zrobili sie modni ,i trzeba patrzec bardzo uwaznie co jeszcze wymysla.Czasami mozna pomoc,przynajmniej zrozumiec mechanizmy,ktorych sie samemu nie zobaczy.Ja popieram twoje postawy wychowawcze,ale to troche tak jak w rozmowie Gustawa z Ksiedzem w Dziadach "a znasz ty Ewangelie?" - "a znasz ty nieszczescie"..... Odpowiedz Link
em_em Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 21:48 popaye napisał: > Najciekawsze jest to, ze jak ma sie NORMALNA rodzine, daje sie NORMALNY > przyklad NORMALNEGO zycia i stosunkow miedzypartnerskich w rodzinie to > najczesciej i "problemy" wychowawcze sa "mini" . otóż - z całym szacunkiem - niezupełnie gdybyż to było takie "matematyczne" - życie byłoby o wiele prostsze > Mundre to wszystko, - tak mundre ze az nie moga uwierzyc w NORMALNOSC, ze > moze byc dziecko wcale nie nieszczesliwe ktore nie musi sie narkotyzowac, > prostytuowac, tatuowac i "walczyc" ze Szkola i rodzicami!. > Paranoja. albo specjalnie przejaskrawiasz żeby prowokować dyskusję - albo ... "walka" z rodzicami i ze szkołą - ogólnie z zastanym porządkiem - jest niejako wpisana w wiek dojrzewania - i to jak się u konkretnego dziecka objawi nie zależy jedynie od rodziców to że Tobie trafił się udany i podatny egzemplarz (wiadomo - dziewczynka nie oznacza, że stosując identyczne zasady miałbyś z drugim dzieckiem identyczne efekty mam syna lat 15 - ojciec ma u niego 0 autorytetu, ja się jeszcze liczę, ale jak długo? co z tego, że zasady są jasno określone - a jak się nie zastosuje, to co tak naprawdę mogę zrobić? Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 22:07 Bylam matka samotna,a wiec i matka i ojcem,hm.Dokad pachole nie poszlo do szkoly sredniej bylo fajnie,mialam autorytet,mimo stosunkow kolezenskich. Niestety w szkole sredniej i poza nia poznal kolegow,ktorzy mieli na niegobardzo zly wplyw!!!Na szczescie zwierzal mi sie z wielu spraw i jakos udawalo mi sie "wyprowadzac go z manowcow",ale co przezylam to moje.Na nic nie ma regul niestety.. ml Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 18:46 Jakies cuda sie dzieja?Dlaczego moj post znalazl sie na 5 czy 6 pozycji,kiedy wysylalam po kolei? Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 19:44 Ewelina napisala "Wielokrotnie na forum usilowalam cos przekazac.Niestety dyskusje stawaly sie bezprzedmiotowe".Przyznam ze nie rozumiem.Przeciez z kazdej wypowiedzi ktos inny mogl (jezeli znalazl) zaczerpnac dla siebie nieco madrosci.Jak wyobrazasz sobie przedmiotowosc dyskusji?Ze powstanie jakas wspolna teoria?Elaborat? Kazdy z nas cos przekazuje i juz nie wie jak to potem oddzialywuje.Moze wcale ?A moze troszeczke? Taka rola forum,miejsca historycznie sluzacego do wyglaszania swoich teorii i pogladow.Ja czytam z uwaga wypowiedzi ,choc nie zawsze widze potrzebe odpowiadania.Pozdro! Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 21:02 Mysle to samo,co Mamaja!!Forum to jest FORUM ml Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 22:27 Bo my w ogole mamy dziwnie podobne poglady))))))) Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Jeszcze raz ja! 31.08.03, 22:30 Oby tak dalej!!! ml Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace?Do Foksala 31.08.03, 22:42 Czekam na dalszy ciag Twojej opowiesci,pewnie bedzie "u nas" rano bo nadajesz w innej strefie czasowej. Moje dwie kolezanki ze studiow pracuja od lat w Stanach i tak im tam dobrze/klimacik Kalifornii odpowiada/,ze nie chca wrocic,jeszcze. Z kolei moj siostrzeniec,idealne dziecko,studiowal a teraz pracuje w Filadelfii i poza rozbiciem samochodu ojczyma nie sprawial zadnych klopotow!Jego mama w wieku mlodym byla z piekla rodem,zas ja niby spokojniejsza hm,mialam z moim "pacholeciem" klopoty..a na nic nie ma regul.Pozdrawiam ml Odpowiedz Link
jej_maz Re: Wychowanie przez prace? 31.08.03, 23:49 Widze ze jedynie Popaye niegdy nie mial najmniejszych klopotow z dzieckiem. Pogratulowac szczescia, bo tu nie zgadzam sie ze takie dzieci "produkuje sie" jakimis tam metodami wychowawczymi a ci co maja potomstwo mniej idealne, to robia wszystko zle. Na proces wychowawczy sklada sie zbyt wiele czynnikow aby opracowac metode. Osobiscie tez nie do konca zgadzam sie z pogladami Judith Rich Harris, uwazam jednak, ze swodowisko ma ogromny wplyw na dziecko. Znam tez i tutaj rodziny, ktore niczym nie odbiegaja od mojej, ba, synowie chodzili nawet do jednej klasy. Jeden jest idealny i bezproblemowy (w sumie nudny ), moj zas lubial chodzic swoimi drogami. Podobnie z Foxal (tu niecierpliwie czekam na dalszy ciag) trudno oceniac z wygladu nie znajac tego kogos blizej. Osobiscie jednak wole wytatuowanego indiwidualiste z czterema jezykami obcymi niz chama z bialym kolnierzykiem. Wracajac jednak do tematu, to w moim przypadku praca pomaga; syn sie ma czasu na kontakty ze starymi znajomymi, przyznal, ze wydawanie tak ciezko zarobionych pieniedzy nie jest wcale przyjemne i intensywnie przygotowuje sie do szkoly, bo nagle... nauka wyladowala na pierwszym miejscu jego priorytetow. Corka zaczyna we wtorek szkole srednia. Jest zupelnie inna osoba niz syn. Czy oznacza to ze nie bedzie problemow? Nie sadze, mysle ze beda innego typu. Zycze powodzenia Em-Em ze swoim synem (ten sam wiek co moja cora). Mysle ze bedzie mozna powymieniac spostrzezenia. Odpowiedz Link
jej_maz Foxal 31.08.03, 23:51 Moj ma 18 i przyznam, ze ciesze sie niezmiernie, ze nie zlapal tego bakcyla samochodowego - nawet do dzisiaj nie ma prawa jazdy. Widze co sie dzieje u wielu moich znajomych – podobne problemy jak opisujesz. Moj tez sie podziargal, ale nim to zrobil przyszedl do mnie spytac sie co o tym sadze. Czujac ze zrobi to tak czy inaczej, uznalem ze lepiej z moim blogoslawienstwemi i kontrola niz na dziko samemu. Byl warunek; jeden i koniec na tym. Nawet niedawno na ten temat z nim rozmawialem; nie ma najmniejszej ochoty na nastepne. Czy wlasnie dzieki temu ze dalem OK zabilo chec zrobienia wiecej na przekor "starym"? Moze jest to jakas generalna idea na inne problemy? Z pozdwowieniami dla wszystkich – Mark Odpowiedz Link
foxal Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 03:31 Wrocilem z "delegacji" sluzbowej i wbrew jednym ku uciesze drugim napisze ciag dalszy. Po przeczytaniu tego co uprzednio napisalem, zmartwilo mnie to, ze mam dosc duzo bledow ortograficznych czy przestawionych liter. Pisze jednym palcem i spiesze sie, aby mnie serwer nie wylogowal, tak, ze nie sprawdzam tekstu ponownie. Mysle, ze musze to wyslac bo znow mnie serwerr wyrzuci, bo wolno mi idzie to pisanie. Tymczasem pozdrawiam czytelnikow tych co sa za i tych co sa przeciw. Odpowiedz Link
jej_maz Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 03:46 Ciesze sie niezmiernie; w koncu bylem tu sam z tej strony wielkiej wody Odpowiedz Link
mammaja Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 05:47 I sie ciesze i mam nadzieje ze ciag dalszy nastapi niebawem! Odpowiedz Link
marialudwika Re: Wychowanie przez prace - ale kogo? 08.09.03, 15:20 Dolaczam do czekajacych na c.d. ml Odpowiedz Link
foxal Re: Foxal 14.09.03, 16:20 Masz racje, ze robienie na przekor rodzicom, to jak by sportowy zaklad do osobistego sukcesu. U mnie syn sie nie pytal, czy moze czy nie - on poprostu zrobil sobie tatooaz i koniec. Pewnego dnia wrocilismy od drugiego syna, ktory ma dzieci w jego wieku, ktore nam powiedzialy, ze nasz mlodszy "gagatek" ma "kolczyki" w sutkach na piersi. Ja nic nie zareagowalem po takiej imformacji, ale po powrocie zwrocilem uwage,ze on ciagle chodzi w podkoszulku choc jest dosc cieplo, bo bylo lato. Prosilem wiec zone, aby nic nie pytala, az ja go o to zapytam, bo ile razy on i mamusia ze soba rozmawiaja to konczy sie to ostra wymiana zdan. Jednego poranka on wlasnie wyszedl ze swojego pokoju w podkoszulku, a bylo dosc goraco, wiec z niecacka tak calkiem od niechcenia zapytalem: co jest ci zimno, ze chodzisz ciagle w podkoszulku? Na co on, ze nie , ze on tylko ostatnio lubi chodzic w podkoszulku. Wiec ja ponownie mowie: czy mogl bys zdjac ten podkoszulek, bo mnie sie tak wydaje, ze zrobiles sobie nowe Tatoo, a on wie, ze my tego nie akceptujemy. On na to, ze alez skad, on nie ma wiecej innych tatooazy. No to ja dalej grzecznie, ale nie ustepujac - zdejm ten podkoszulek i pokaz klatke piersiowa i plecy. On odrazu najezyl sie, ale ja dalej delikatnie: nie boj sie przeciez jestes dorosly i nie powinienes sie ukrywac za podkoszulkiem, przeciez nikt ci nic tu w domu nie zrobi.On ma wzrost prawie 3 metry wysokosci i bary jak u boksera. Zdjal wreszcie ten podkoszulek i ujrzelismy dwa kolka zawieszone w sutkach. Na ten widok, odpowiedzialem: i ty to tak ukrywasz? czy to taka przyjemnosc okaleczac sie i udawac bohatera przed glupszymi od ciebie - smiechu warte. Wiecej tego nie komentowalismy. Jemu chyba mina zrzedla, ze nic nikt nie mowi, bo za dwa dni rozpoczal chodzic po domu bez podkoszulka i bez kolczykow w piersiach. CDN Odpowiedz Link
warum Re: Foxal 14.09.03, 16:49 Najwyrazniej Twoj syn koniecznie chce udowodnic SOBIE, ze go stac na taki manewr Moze podswiadomie czul sie stlamszony i... takie udowadnianie, ze MOZE porawia mu samopoczucie? Rozumu mu nie brak i... odwagi by postawic na swoim, Nie przejmuj sie- wyrosnie z tego buntu i kiedys przyzna wam racjePzodrawiam Odpowiedz Link
rzepicha Re: Wychowanie przez prace? 09.09.03, 19:42 Myślę,...że przepis na wychowanie człowieka to nie to samo co przepis na ciasto. Nie ma tu receptur i sprawdzonych postępowań. Każdy człowiek jest inny. Jednego praca wychowa innego........ Odpowiedz Link