felinecaline
09.12.03, 16:42
Juz minela prawie jedna dekada grudnia, Swieta Bozego Narodzenia za
przyslowiowym "pasem", widac, ze obudzila sie w Was goraczka
przedswiatecznych przygotowan: pisania kartek, przygotowania prezentow, a
wiec robienia zakupow - rowniez tych do swiatecznego "menu", w domu
ta "goraczka" zapewne objawia sie rowniez porzadkowaniem wszelkich zakamarkow.
Musze przyznac, ze ja traktuje to wszystko nieco "per noga": porzadki zrobi z
usmiechem na twarzy Turczynka Virgula , a ten usmiech bierze sie z faktu,
ze Virgula nie w ciemie bita wie, ze dostanie za to grubsza niz zazwyczaj
koperte. Z calego swiatecznego "menu" na mnie spadnie wylacznie upieczenie
piernika , ugotowanie barszczu i jakiejs "namiastki" pierogow i przyrzadzenie
karpia, zakladajac, ze znajomy rybak przypomni sobie o mnie i mnie takowym
przedswiatecznie obdarzy, bo w handlu tego uznanego w Polsce za szlachetny a
w zabolandii za posledni gatunek ryby nie uswiadczysz.. Reszta zostanie
zamowiona u takiego czy innego "traiteur'a" (gastronoma) i dostarczona
niemal wprost na stol wg tutejszych zwyczajow. A i to dobrze jeszcze, ze
Wigilia bedzie "domowa" a nie "dyzurowa" - w tym roku tak mi wypadlo, za to
dyzurowac bede w Sylwestra. Przez pierwsze lata zdarzalo mi sie robic te
wigilinja wieczerze "pietrowa" ( chcialam podac cos oryginalnego, tu nie
znanego ale tez ze wzgledu na nieunikniona obecnosc "Imperatrycy" (tesciowej)
zmuszona bylam podawac "specyjaly" francuskie).
Kiedy dyzuruje robimy natomiast "zrzutke" naszych domowych specjalnosci.
Udalo mi sie "przeszczepic" na tutejszy grunt zwyczaj dzielenia sie
oplatkiem, ktory, choc pochodzacy ze sredniowiecznej Francji zostal tu juz
dawno - dawno temu zarzucony i zapomniany. Ale trzeba bylo widziec zdziwienie
na twarzach wspolbiesiadnikow, kiedy po raz pierwszy zaproponowalam ten
ceremonial!!!!!!!!
Tak samo nieznany UFFF!!!!! na szczescie dla mnie jest tutaj zwyczaj
chodzenia ksiezy "po koledzie" , co bylo dla mnie udreka w Polsce.
Wspolna natomiast dla obu krajow jest tradycja "szopki" ustawianej w
kosciolach, w mojej okolicy wiele uroku ma szopka w sanktuarium maryjnym na
polozonej na Loarze wysepce Behuard, gdzie udalo sie uratowac przed powodzia
Krolowi Ludwikowi XI. Szopki francuskie czesto bardzo wiernie odtwarzaja
charakter prowincji ich pochodzenia a najpiekniejsze sa z cala pewnoscia
prowansalskie.
natomiast z koled ostaly sie zaledwie 2-3 a i tych prawie nikt juz nie zna w
calosci, choc w miescie juz teraz swidruja uszy dzwieki "Jingle belles"
i "Petit Papa Noël".
A jakie sa Wasze odczucia odnosnie zwyczajow swiatecznych? Zwlaszcza chodzi
mi wlasnie o te nieszczesna "kolede"?