appia1
30.05.04, 08:08
29.05.04 Nr 22
POLSKO-ROSYJSKA DYSKUSJA: "BLISCY - DALECY"
Nauczyć się żyć z przesądami
"Bliscy - Dalecy", pod takim hasłem, przy okazji 49. Międzynarodowych Targów
Książki w Warszawie, w redakcji "Rzeczpospolitej" odbyła się
dyskusja "okrągłego stołu" z udziałem rosyjskich i polskich pisarzy, tłumaczy
oraz publicystów. Pytaliśmy, co się stało z polsko-rosyjskimi kontaktami i
dialogiem intelektualnym, którego symbolami w przeszłości byli Bułat Okudżawa
i Andrzej Drawicz? Czy po upadku komunizmu dialog taki jest możliwy i
potrzebny? Wreszcie, na ile obciążają nas stereotypy i czy możliwe jest
historyczne pojednanie Polaków i Rosjan? Publikujemy obszerne fragmenty
dyskusji.
Wiktor Jerofiejew, pisarz
Jestem człowiekiem, który do Polski odnosi się bardzo poważnie i w sposób
bardzo wymagający. Kocham wasz kraj i mam do tego podstawy. W końcu mój syn -
jedyny syn - ma polski paszport. Dla mnie obraz Polski zawsze będzie się
kojarzył z jednym wydarzeniem. Jeszcze w czasach przedsolidarnościowych
spotkałem się z Andrzejem Drawiczem w jego maleńkim mieszkanku. Był tam Adam
Michnik, który tylko co wyszedł z więzienia. Całą noc dyskutowaliśmy o
możliwości współistnienia, a następnego dnia rano, tam gdzie mieszkałem, na
Dynasach, podchodzi do mnie 14-letni chłopiec i pyta, czy mam papierosy. Więc
mu mówię, że jest jeszcze za młody, żeby palić. A on na to: nie chcę
papierosów, chcę tylko ostrzec, że śledzi pana milicja... Polska zawsze
będzie mi się kojarzyła z tym wydarzeniem i jest to mój ulubiony jej
wizerunek.
Czy jesteśmy sobie bliscy, czy dalecy? Myślę, że w jakimś stopniu tracimy
zainteresowanie sobą. Poza tym wielu Polaków jest przekonanych, że Rosjanie
są winni wobec Polski, wobec Europy, a nawet wobec siebie samych. Rosyjska
świadomość historyczna jest jednak zupełnie inna, a właściwie jej nie ma.
Jeśli Polacy myślą, że kwestia Katynia jest w Rosji jakimś problemem, to są w
błędzie. Najwyżej 3 proc. społeczeństwa w ogóle wie, co to jest Katyń, a
połowa z nich myli go z Chatyniem. W tym sensie jesteśmy istotami
pozbawionymi pamięci. Nasz dialog jest dialogiem dusz bardzo różnych.
Myślę, że przełamać coś takiego można tylko za pomocą bardzo bolesnej
operacji chirurgicznej. Trzeba stawiać kwestie, czym jest rosyjska dusza i
jaka jest mentalność narodu, który żyje obok was. Podejrzliwość Zachodu - a
Polski w szczególności - jest całkowicie uzasadniona. Rosja absolutnie
niesłusznie została nazwana państwem europejskim. Rosja nim nie jest. Tylko o
niewielkim procencie Rosjan - właśnie tych, którzy wiedzą o Katyniu - można
powiedzieć, że są Europejczykami. Tymczasem Europa zawsze nas odbierała jako
złych Europejczyków, niedouczonych, niewychowanych. I jeżeli nadal będziemy
nadeptywać na ten odcisk, to nigdy nie dojdziemy do realnego dialogu.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną charakterystyczną różnicę. Weźmy
moją nową książkę "Dobry Stalin". W Niemczech, gdzie ją wydano,
zakwestionowano sam tytuł i uznano go za prowokacyjny. Tymczasem w Rosji 65
procent ludności - jeśli nie więcej - rzeczywiście uważa, że Stalin był
dobry, że jest naszym bohaterem historycznym, tak jak Ilja Muromiec.
Chciałbym doczekać chwili, kiedy i w Rosji tytuł "Dobry Stalin" zabrzmi
prowokacyjnie. Niestety, jeszcze długo tak nie będzie.
Dmitrij Bykow, pisarz
Walka z przesądami i stereotypami to taki rodzaj intelektualnej spekulacji -
zajęcie ulubione i w Polsce, i w Rosji. Chciałbym jednak zapytać: po co mamy
walczyć ze stereotypami kulturalnymi? Po to one istnieją, aby być przed
sprawiedliwością, przed rozsądkiem. Mogę dwadzieścia razy powiedzieć, że moje
pokolenie jest wolne, że lubi Polskę, że lubi polskie dziewczęta, ale wątpię,
aby udało mi się w ten sposób przekonać Polaków, obalić choć jeden przesąd w
polskiej świadomości. Problem nie polega na tym, aby walczyć z przesądami,
ale na tym, aby nauczyć się z nimi żyć i wyciągać z nich pozytywne wnioski.
Trzeba pamiętać, że dialog jest możliwy wtedy, gdy istnieje różnica
potencjałów. Przykład - liryka miłosna wszystkich narodów świata wyrosła z
różnicy przesądów kobiet i mężczyzn. Nigdy żadnemu mężczyźnie nie uda się
przekonać kobiety, że on jej nie chce, tak jak żadna kobieta nie udowodni
mężczyźnie, że ma prawo prowadzić samochód.
Myślę też, że wzajemne przesądy Ruskich i Żydów są znacznie poważniejsze niż
w przypadku Rosjan i Polaków. Ale właśnie z jedności tych przeciwieństw rodzą
się ludzie tacy jak ja. Urodziłem się na skutek długich, ideowych sporów
między rodzicami, którzy w końcu po prostu musieli się pobrać, żeby prowadzić
dalszy dialog w bardziej komfortowych warunkach.
Wspominam teraz swój jedyny romans z Polką, który kosztował mnie wiele
zdrowia. Ona kochała mnie bardzo, ale miała narzeczonego, gdzieś w Niemczech.
Z Polską jest podobnie: narzeczonego ma gdzieś na Zachodzie, a Rosję jednak
lubi. Myślę, że należy polubić przesądy. Więcej - trzeba je hołubić,
potwierdzać, a w prywatnych kontaktach starać się uczynić z nich symfonię
emocji i pożądania.
prof. Andrzej de Lazari, rusycysta
Przepowiednia Jerofiejewa, którą zawarł w opublikowanym w Polsce w 1995 r.
tekście "Gdybym był Polakiem..." sprawdziła się w 100 procentach. Dawniej
imponowaliśmy rosyjskim kolegom swoim indywidualizmem i solidarnością,
honorem i buntem przeciwko rzeczywistości - wolnością, którą odnajdywali w
nas i w naszych domach nawet w czasach komunizmu. A czym możemy im
zaimponować teraz? Skłóconymi, pełnymi pychy ludźmi? Każdemu wydaje się, że
zjadł wszystkie rozumy i jest nosicielem prawdy. Więc o jakim dialogu może
być tu mowa? Idee przecież diabli wzięli. Liczy się pieniądz. Wydanie książki
w Niemczech, we Francji opłaca się. Tam zainteresowanie Rosją jest duże. A w
Polsce? Z pozoru również, ale ukierunkowane: czym gorzej w Rosji, tym lepiej
dla Polski.
Znów dochodzą do głosu utopijne mrzonki o Polsce jako pomoście między
Wschodem i Zachodem. Jak gdyby w globalizującym się świecie ktoś jeszcze
potrzebował tego dziurawego mostu. W Polsce bez strat można więc wydać
jedynie książkę o tym, jaka Rosja jest zła. Taką media na pewno dostrzegą i
wypromują. Najlepszy przykład to prowokacyjna "Encyklopedia duszy
rosyjskiej". Wydawnictwo Czytelnik szykuje teraz jej drugie wydanie.
Dlaczego? Dlatego, że Polacy w swojej masie odbierają "Encyklopedię" jako
książkę antyrosyjską.
Nie zgadzam się ze Sławkiem Popowskim, który bardzo ostro zareagował na tekst
mojego nauczyciela Andrzeja Walickiego, w którym oskarżał polskie media o
rusofobię. Walicki pisał w "Przeglądzie" o Putinie i polskich mediach, które
się cieszą, kiedy w Rosji stanie się coś złego.
Badam wzajemne uprzedzenia. Byliśmy w Moskwie, Petersburgu, Kaliningradzie.
Sprawdzaliśmy, co młodzież rosyjska wie o Polsce. Nic nie wie. W ogóle ją
Polska nie obchodzi. Natomiast niewątpliwie naszą polską młodzież Rosja
obchodzi. Dlaczego? Dlatego, że we wszystkich mediach jest ona przedstawiana
przede wszystkim jako zagrożenie. My się jej boimy. A czy Rosja boi się
Polski? Nie boi się. Stąd obojętność. Składam teraz album "Polak i Rosjanin
we wzajemnej karykaturze". I mam problem. Nie mogę znaleźć współczesnych
rosyjskich karykatur Polaków. Nie ma ich. Rosjanie już Polaków nie
karykaturują. Ich to nie interesuje.
Tomasz Łubieński, red. nacz. "Nowych Książek"
Co się stało z pokoleniem Bułata Okudżawy i Andrzeja Drawicza? Nic się nie
stało. Po prostu ci ludzie nie żyją. Taka jest kolej rzeczy. Odeszli razem z
epoką, którą reprezentowali. Polacy i Rosjanie na własną rękę starają się
poszerzyć dostępny im margines wolności u siebie i nie są sobie w tej walce
potrzebni. Zniknęło również podobieństwo ustrojów. Zachód był pociągający,
ale bardziej obcy, podczas gdy Wschód wydawał się bardziej podobny, znajomy,
a przez to i bardziej zrozumiały.
Polacy zawsze byli za