sunsetbvd
12.09.09, 21:07
Witam.
W wielkim skrocie, jestem w zwiazku z facetem od poltoraroku, od roku razem
mieszkamy, na kocia lape.
On przeprowadzil sie do mnie i do mojego miasta, dla mnie. Zna tutaj pare
osob, z pracy itd, ale w sumie nie ma przyjaciol... Wiec, jak mozna z opisu
wywniazkowac, sa takie wieczory (jak np ten sobotni) kiedy cholernie sie
nudzi. Ja proponuje, kino, koncert, restauracja Bog wie co ale generalnie ( w
wiekszosci przypadkow jak jest w zlym humorze) to wszystko jest na nie, bo
miasto sredniej wielkosci, i jak mowi "nic ciekawego sie nie dzieje, bo to
prawie wies, ludzie to wiasnacy" itd szczegoly mozecie sobie wyobrazic...
Na poczatku ignorowalam to zachowanie, pozniej ignorowalam zamykajac sie w
sobie, pozniej obwinialam sie, ze to moze moja wina, ze to ja jestem nudna
osoba z nudnymi zajeciami...
A teraz juz sama nie wiem.
Nie wiem co o tym zachowaniu myslec, przejdzie, przeczekac, proponowac nawet
jak wiem, ze nie ma po co? Sama wyjsc i zostawic go? (jak do tej pory zostaje
przy nim w tych momentach, staram sie cos proponowac jakis film albo zostawiam
go samego sobie przed komprem).
Nasz wiek moze byc istotny w tej historii, ja 26 on 37, wiec na pewno to co
mnie jeszcze ekscytuje i pociaga jemu sie juz "przejadlo". Dzieci nie mamy,
ani razem, ani osobno.
Pytanie do wszystkich, chociaz chetnie posluchalabym wypowiedzi facetow ktorzy
moze maja albo mieli tak samo, albo poprostu sa w stanie postawic sie w jego
sytuacji z meskim punktem widzenia...
Juz nie wiem co robic, jak reagowac, wrodzona duma proponuje olac i zostawic
samemu w sobie bo wszystko sie we mnie gotuje a milosc do niego sparwaia, ze
trwam przy nim i czekam spokojnie jak przejdzie...
Nie jestem w stanie poprostu go zrozumiec, dlaczego syczy, niezadowolony,
dlaczego czegos nie zrobi, nie ruszy d.pska i sie nie ogarnie...
Dzieki za odpowiedzi
SB