ja, on i jego dzieci.

21.09.09, 15:10
musze chyba to wszystko wypluc z siebie...

poznalam mojego obecnego meza pare lat temu. nie miala (i nie ma) dla mnie
znaczenia roznica wieku - 17 i to ze ma dwojke dzieci. obecnie chlopiec ma 14
a dziewczyna 20

oczywiscie latwo nie bylo,przez pare lat mieszkania. wspolnego. dzieci
mieszkaly tydzien u niego i tydzien u matki swojej. prosze nawet nie
komentujce tego, tak ludzie sobie zdecydowali, lepiej czy gorzej, ich sprawa.

dla mnie to byla meczarnia. ale dumnie dalam rade. sprzatalam, pralam i
robilam papu codziennie. wkurzajac sie strasznie na zachowania dzieci. nawet
nie chodzilo o to ze sa JEGO dziecmi, tylko w jaki sposob zachowuja sie.
jestem wychowana wg pewnego schematu. one zostaly wychowane wg innego. to
wkurza. ale nie narzekalam. ignorowalam ignoracje dziewczyny kiedy bedac zla
na ojca, nie dozywala sie do MNIE, zeby jego ukrac, karajac mnie... nie moge
nie dodac ze normanie to tez czlowiekiem do zycia w domu nie byla.
przychodzila jak do hotelu. nie rozmawiala ze mna. a wiem ze towarzyska jest,
ja przeciez tez. jednak nasze rozmowy wygladaly standardowo:
- co w szkole?
- dobrze.

nigdy nie zapytali co u mnie.

w pewnym momencie dzieci zaczely ignorowac swojego ojca. ustalac warunki z
mama, a on mial sie tylko dostosowac. ciezka atmosfera w domu byla, moj maz
nerwowy krzykliwy strasznie, ja tez nie lepsza. dochodzilo do takich sytuacji
ze ktores z nich powiedzialo cos mamie co tata zrobil, mama smsowala z
wyrzutami do ojca "jak mogles?" ojciec robiac dzieciom o nie powtarzanie robil
awanture i dostawal od matki dzieci smsy "nie rob im awantury"

chore.
ale tak bylo.

ja nie jestem idealna, on nie jest idealnym ojcem, ale staral sie.

w koncu dzieci przeprowadzily sie do matki na stale. chociaz dziewczyna
chciala sie do nas wprowadzic na stale po pol roku. nawet sie ucieszylam. bo
nawet ja lubie. i stalo sie cos, czego nigdy bym nie przypuszczala. nie chce
opisywac w detalach, to nie bylo istotne co zrobila. ojciec jej czegos
zabronil. ona to zrobila a pozniej mowila ze to przeze mnie. ze ja jej
zabronilam. naslala na mnie babcie, matke. wypisywala na mnie bzdury w
internecie. bolalo. piszac bezosobowo. ale wiedzialam ze to do mnie. kiedy po
pol roku przyszla przeprosic (bo zbizal sie termin jej przeprowadzki do nas)
powiedzialam jej NIE. "Ja cie tu nie chce"

i sie zaczal atak na mnie z kazdej strony.
nie mozna wyrzucic dziecka z jego wlasnego domu. a jego dom jest tam gdzie
jego rodzice.

a ja mam przeciez prawo powiedziec co mysle? tyle sie przez ta dziewuche
nacierpialam i uwazam ze zasluzyla sobie na takie moje traktowanie. uwazam ze
jest dorosla i musi brac odpowiedzialnosc za swoje czyny. poza tym moze
mieszkac u mamy (tam gdzie najpierw poszla)

moj maz nie powiedzial nic. moja kara za wyrzucenie jego dziecka z domu jest
jego cierpienie w oczach. nie potrafi sie niczym cieszyc.

uwazam ze zrobilam slusznie.

a jak Wy uwazacie?
    • caysee Re: ja, on i jego dzieci. 21.09.09, 17:34
      Dziewczyna jest dorosla, nie potrzebuje sie do was wprowadzac.
      • zenia78 Re: ja, on i jego dzieci. 08.10.09, 19:05
        hmm...dorosla baba z tej corki...zrobila Ci swinstwo Ty sie wq... i ja
        pognalas.Teraz ona pokrzywdzona,maz cierpi bo z jednej strony pewnie przyznaje
        Ci racje z drugiej to jego dziecko...Trudna sprawa.Moze niech on
        zdecyduje...tylko jej nie usluguj, dorosla jest.
    • marzeka1 Re: ja, on i jego dzieci. 21.09.09, 19:45
      "ale dumnie dalam rade. sprzatalam, pralam i
      robilam papu codziennie. wkurzajac sie strasznie na zachowania dzieci."- tylko
      powiedz, CO TY masz z tego związku???? Moim zdaniem wdepnęłaś w kanał, jakoś nie
      widzę, by facet traktował cię jako kogoś ważnego. No jesteś z nim, tylko po co?
      Bez sensu związanie z facetem z TAKIMI obciążeniami.
    • brak.slow Re: ja, on i jego dzieci. 22.09.09, 23:04
      daj spokoj nie rob sobie wyrzutow "moja kara za wyrzucenie jego dziecka z domu
      jest jego cierpienie w oczach. nie potrafi sie niczym cieszyc".
      PRZESADZASZ
      wytlumacz gościowi raz a dobrze, ze laska ma ponad 20 lat. w tym wieku to się
      szuka partnera, swojego miejsca w świecie, studiuje się a nie robi problemy z
      takich rzeczy. pewnie matka ją ustawila i dlatego tak jest.
      jak do faceta nie dotrzesz to daj sobie z nim spokoj. po co sobie niszczyc
      zycie.. zwlascza ze chyba jakos nie docenil za bardzo twojego wysilku wlozonego
      w obsluge jego przychówku. dodatkowo nie wziął pod uwagę jak się czujesz z tym
      ze zostalas obrzycona blotem
    • mila.85 Re: ja, on i jego dzieci. 23.09.09, 08:40
      Powinnaś przez chwilę postawić się na miejscu dzieci Twojego męża. Dlaczego tak
      Cię rusza, że córka nie chce z Tobą rozmawiać? To dorosła kobieta, która
      widziała rozwód swoich rodziców, była świadkiem ich kłótni i najzwyczajniej na
      świecie może mieć żal do ojca (do matki też) i nie ma obowiązku Cię uwielbiać.
      Może zamiast się obrażać zacznij być dorosła, starać się poznać te dzieci, a jak
      nie chcą - to nie. O ile się nie mylę mieszkacie razem z mężem, więc on też miał
      prawo do decyzji o miejscu zamieszkania swojej córki. Ona nie jest bez winy, bo
      jak piszesz zachowała się źle wobec Ciebie, ale z drugiej strony nie dziwię jej
      się - też byłabym zła jak fiks, gdyby mi kazali tułać się co tydzień w inne miejsce.
      • zenia78 Re: ja, on i jego dzieci. 08.10.09, 19:08
        To dorosła kobieta, która
        > widziała rozwód swoich rodziców, była świadkiem ich kłótni i najzwyczajniej na
        > świecie może mieć żal do ojca (do matki też) i nie ma obowiązku Cię uwielbiać.

        To prawda jest dorosla a zachowuje sie jak gowniara.A macocha to jej zrec nie
        gotowala.Nie musi byc jej przyjaciolka ale powinna byc mila...chocby dlatego ze
        macocha jej gacie prala.
    • black_tangens Dziecko ? 20-letnie z pazurkami 23.09.09, 10:29
      joanna.kochanowska napisała:

      >(...)
      > poznalam mojego obecnego meza pare lat temu. nie miala (i nie ma) dla mnie
      > znaczenia roznica wieku - 17 i to ze ma dwojke dzieci. obecnie chlopiec ma 14
      > a dziewczyna 20
      >
      > oczywiscie latwo nie bylo,przez pare lat mieszkania. wspolnego.(...)
      > dla mnie to byla meczarnia. ale dumnie dalam rade. sprzatalam, pralam i
      > robilam papu codziennie. wkurzajac sie strasznie na zachowania dzieci. nawet
      > nie chodzilo o to ze sa JEGO dziecmi, tylko w jaki sposob zachowuja sie.(...)
      > w koncu dzieci przeprowadzily sie do matki na stale. chociaz dziewczyna
      > chciala sie do nas wprowadzic na stale po pol roku. nawet sie ucieszylam. bo
      > nawet ja lubie. i stalo sie cos, czego nigdy bym nie przypuszczala. nie chce
      > opisywac w detalach, to nie bylo istotne co zrobila. ojciec jej czegos
      > zabronil. ona to zrobila a pozniej mowila ze to przeze mnie. ze ja jej
      > zabronilam. naslala na mnie babcie, matke. wypisywala na mnie bzdury w
      > internecie. bolalo. piszac bezosobowo. ale wiedzialam ze to do mnie. kiedy po
      > pol roku przyszla przeprosic (bo zbizal sie termin jej przeprowadzki do nas)
      > powiedzialam jej NIE. "Ja cie tu nie chce"
      >
      > i sie zaczal atak na mnie z kazdej strony.
      > nie mozna wyrzucic dziecka z jego wlasnego domu. a jego dom jest tam gdzie
      > jego rodzice.
      > (...)

      Dziecko 20-letnie?????? Widac, ze to "dziecko" 20-letnie ma pazurki i niezle
      umie sie bronic. Przestan myslec o tym, ze skrzywdzilas bezbronne wrazliwe
      dzieciatko. Ona pewnie tak rozpacza z matka, bo wie, ze teraz nie moze ci
      dokuczac. I uswiadom meza, ze to juz dawno nie jest dziecko, ze dziewczyna
      powonna juz zaczac sie usamodzielniac. Poza tym nie zabronilas im widzen, ojciec
      przeciez moze widziec to "dziecko". I nie zapomnij uswiadomic swego meza co
      czulas jak to "dziecko" sie tak bezczelnie zacjowywalo.
      P.S. A moze juz czas na wlasne dziecko?
      • basia172 Re: Dziecko ? 20-letnie z pazurkami 07.10.09, 19:24
        Pomysł z właśnym dzieckiem jest wyśmienity. Po tym jak nawychowywałas sie
        cudzych pozwól sobie zostac matką naprawdę. A dorosłej pannnicy powiedz tak:
        cudownie, ze chcesz z nami zamieszkać, będziesz jak znalazł gdy urodzi sie twój
        braciszek/siostrzyczka.
        • dzika_monika Re: Dziecko ? 20-letnie z pazurkami 07.10.09, 20:07
          > Pomysł z właśnym dzieckiem jest wyśmienity. Po tym jak nawychowywałas sie
          > cudzych pozwól sobie zostac matką naprawdę. A dorosłej pannnicy powiedz tak:
          > cudownie, ze chcesz z nami zamieszkać, będziesz jak znalazł gdy urodzi sie twój
          > braciszek/siostrzyczka.

          potem sie zamortyzujesz i mąż kopnie cie w dupkę i Twoje dzieci a sam zamieszka
          z nową 20 latką i ona będzie czołgać Twoje dzieci
          jakie to romantyczne
    • megi1973 Re: ja, on i jego dzieci. 23.09.09, 10:31
      zależy co Ona takiego zrobiła.Związanie się z facetem posiadającym
      dzieci ZAWSZE ale to zawsze stwarza problemy.Dlatego należy
      przedtem dokładnie przemyśleć sprawę.Jeżeli w dodatku facet jest
      tyle lat starszy-to zadać sobie pytanie czy on szuka kobiety czy
      pomocy domowej.W tym przypadku skłaniam się do tej drugiej opcji-
      wymagał sprzątnia,prania,codziennego gotowania.A co sam dawał w
      zamian? Zaproponował jakieś wyjazdy,rozrywki? Pracowałaś czy
      siedziałaś w domu? No i dlaczego nie macie wspólnego dziecka?
    • joanna.kochanowska Re: ja, on i jego dzieci. 27.09.09, 10:00
      dziekuje Wam za te pozytywne odpowiedzi!
      widze ze nie da sie w kilkunastu zdaniach zawrzec calej mojej historii.

      moj maz i ja kochamy sie ponad zycie. gdyby miedzy nami bylo cos nie tak,
      olalabym go i jego stadko. ale nie umiemy zyc bez siebie. nigdy nic ode mnie nie
      wymagal - ani prania, ani gotowania, ani sprzatania - ja nie pracujac przez ten
      czas czulam ze to moj obowiazek.

      powiem wam co zrobilam.
      zlamalam sie.
      atak jego rodziny, odwrocenie sie jego dzieci, jego smutek sprawil ze tak jak
      widzieliscie, to co napisalam - zaczelam sie zastanawiac. porozmawialam z
      kolezanka ktora jest w identycznej sytuacji, tylko z mlodszymi dziecmi.
      powiedziala, napisz do dziewczyny ze jest ci przykro za cala sytuacje, ze tu
      jest i bylo jej miejsce i powiedz zeby wrocila.

      napisalam, walczac z soba, bo tak bardzo tego nie uwazam i nie chce. napisalam,
      wyslalam. dziewczyna poczula ze to nie poplynelo z serca. i pyta czego chce
      naprawde.

      czuje ze to nie poraz kolejny raz nie tak jak powinno. ona powinna przyjsc i
      przeprosic, nie ja...

      dziekuje Wam jeszcze raz. przynajmniej Wy nie wieszacie na mnie psow hehe!
      • black_tangens Re: ja, on i jego dzieci. 27.09.09, 12:27
        joanna.kochanowska napisała:

        (...)
        > moj maz i ja kochamy sie ponad zycie. gdyby miedzy nami bylo cos nie tak,
        > olalabym go i jego stadko. ale nie umiemy zyc bez siebie. nigdy nic ode mnie ni
        > e
        > wymagal - ani prania, ani gotowania, ani sprzatania - ja nie pracujac przez ten
        > czas czulam ze to moj obowiazek.
        >
        > powiem wam co zrobilam.
        > zlamalam sie.
        > atak jego rodziny, odwrocenie sie jego dzieci, jego smutek sprawil ze tak jak
        > widzieliscie, to co napisalam - zaczelam sie zastanawiac. (...)
        > napisalam, walczac z soba, bo tak bardzo tego nie uwazam i nie chce. napisalam,
        > wyslalam. dziewczyna poczula ze to nie poplynelo z serca. i pyta czego chce
        > naprawde.
        >
        > czuje ze to nie poraz kolejny raz nie tak jak powinno. ona powinna przyjsc i
        > przeprosic, nie ja...(...)


        Napisałaś do niej i zrobiłaś błąd. Od toksycznych osób należy się trzymać z
        daleka. Olej ją i zacznij żyć własnym życiem. Ona jest dorosłą toksyczną osobą.
        Myślę też, że jest zręczną manipulatorką, bo gra na twoim kompleksie: uważam, że
        masz jakieś wyrzuty sumienia, że “odebrałaś” ojca dzieciom. W rzeczywistości tak
        nie było ale ty i tak masz te wyrzuty sumienia. Dlatego pozwalasz sobie wchodzić
        na głowę jego dorosłym dzieciom. Ta dziewczyna wie o twoim kompleksie i to
        wykorzystuje. To nie jest twoja córką i zresztą wielokrotnie obrażała ciebie we
        własnym domu! Ponawiam pytanie: nie myślałaś o własnym dziecku z twoim mężem?
        Jego dzieci z pierwszego małżeństwa są praktycznie dorosłe, więc jeśli ciebie
        kocha to się zgodzi.
      • turzyca Re: ja, on i jego dzieci. 27.09.09, 20:47
        A ja bym myslala zupelnie inaczej niz black_tangens i namawiala Cie, zebys
        pokazala klase i dojrzalosc, a nie schodzila do nastoletnich gierek.

        Owszem jego corka jest dorosla, ale jest i zawsze bedzie jego dzieckiem. I tak
        jak ma miejsce w jego sercu, tak powinna miec tez miejsce w jego domu. Co nie
        znaczy, ze nie powinna liczyc sie z innymi mieszkancami tego domu. Takie rzeczy
        ustala sie negocjujac.

        Masz prawo byc zla z powodu problemow, do jakich doprowadzilo jej klamstwo. I
        mozesz jej teraz o tym powiedziec - ze czulas sie zle, bedac oskarzona o cos,
        czego nie zrobilas, ze jest Ci przykro, ze jej mama i babcia posadzaja Cie o zle
        zachowanie. To zdanie jest wskazowka, co Ciebie boli, pokazuje, ze jej
        zachowanie sprawilo Ci bol i jesli nawet nie Cie w koncu za to zachowanie nie
        przeprosi, to prawdopodobnie bedzie inaczej myslec o calej sytuacji. W nastepnym
        etapie pokazujesz, dlaczego zmienilas zdanie - dlatego ze bylas zla o te
        sytuacje, nie chcialas jej widziec, nie chcialas, zeby z Wami mieszkala. Ale
        zastanowilas sie i doszlas do wniosku, ze Wasz dom jest domem jej ojca i nie
        powinnas jej tego zabronic. Mozesz napisac, ze nie chcialas sprawiac przykrosci
        jej ojcu, ktory bardzo by chcial, zeby z Wami mieszkala.

        > czuje ze to nie poraz kolejny raz nie tak jak powinno. ona powinna przyjsc i
        > przeprosic, nie ja...

        Owszem. Ale czasami ktos musi byc madrzejszy, zeby i druga strona zmadrzala.
        Czasem trzeba jako pierwszemu przeprosic, mimo ze palnelo sie glupote pozniej
        niz przeciwna strona - to trudne, malo przyjemne, ale z mojego doswiadczenia
        wynika, ze warto, bo w ten sposob czesciej uzyskuje sie zarowno przeprosiny
        drugiej strony jak i inne cele. Strzelajac teraz focha, zachowasz sie rownie
        glupio jak ona. I zamkniesz droge do dialogu.

        To jest taka klasyczna sytuacja, w ktorej przydaja sie metody tzw. komunikacji
        bez przemocy - w ktorej mowimy o sobie, swoich odczuciach, swoich problemach,
        zamiast oskarzac druga strone. To bardzo ulatwia zycie, bo nawet jesli nie udaje
        sie uzyskac naszych celow to przynajmniej nie palimy mostow.
      • uknown współczuję ci twego życia 07.10.09, 10:04
        z opisu wynika, że jesteś bezpłatną obsługą cudzej rodziny i w zamian dostajesz
        fochy, pretensje i zjebkę od rozwydrzonej pannicy i jej matki - o jakim
        szczęściu ty mówisz? twój mąż przede wszystkim nie ustalił ze swoimi dziećmi
        zasad właściwego traktowania cię w WASZYM domu, pozwala dzieciom na niewybredne
        gierki wobec ciebie a ty jeszcze się z tego powodu martwisz i pierwsza wyciągasz
        rękę do zgody? mam wrażenie, że jesteś bardzo dobrym człowiekiem i to jest twój
        problem - dajesz się wykorzystywać, poniżać, nie umiesz się postawić i bronić
        swojej racji,nie dać się manipulować, tupnąć nogą i postawić na swoim, gdybyś
        potrafiłam bardziej dbać o swoje interesy to pewnie nigdy nie weszłabyś w taki
        układ, gdzie jesteś dodatkiem do czyjejś rodziny, nie masz własnych dzieci a
        tylko przykrości od cudzych. czy nigdy nie ciążył ci taki układ i nie próbowałaś
        go zmienić, wywalczyć sobie coś dla siebie? bo z twego opisu wyłania się istota
        w pełni podporządkowana życiu rodziny twego męża i jeszcze mająca wyrzuty
        sumienia za to, że pokazała wrednej dziewusze, gdzie jej miejsce! zbuntuj się
        choć trochę aby zupełnie nie zdominowały cię te dzieci, dla których jesteś i
        zawsze będziesz obca, niepotrzebna i znienawidzona, bo zajęłaś miejsce ich matki.
        • chubbba takie relacje nigdy szczęści anie dają 07.10.09, 10:54
          jak wiążesz się z osobą mającą już dzieci to sytuacja zawsze jest przechlapana i
          problemy z tym związane potrafią zniszczyć największą nawet miłość - dla dzieci
          zawsze będziesz tą obcą i nawet jeżeli nie ma twojej winy w rozstaniu rodziców,
          to i tak zostaniesz o to oskarżona, dla ojca stosunki z jego dziećmi zawsze będą
          ważniejsze niż stosunki z tobą, przeciwko sobie zawsze będziesz miała byłą żonę,
          często też rodzinę faceta, czyli zawsze jesteś tą gorszą, przeszkadzającą,
          niechcianą cokolwiek byś sama robiła i jak byś się starała ... bardzo trudno w
          takiej sytuacji być szczęśliwym, do tego dochodzi jeszcze problem z twoim
          ewentualnym dzieckiem, którego partner często już nie chce, bo swoje już ma,
          problem z kasą, bo jego dzieci masę go kosztują, problem z wolnym czasem,
          wakacjami, świętami, w jakich konfiguracji je spędzać, problem z twoją rodziną i
          jej zawodem, że cudze dzieci chowasz ... dlatego trzeba mieć dużo odwagi i
          determinacji żeby się wiązać w takiej sytuacji i twój przykład pokazuje, że się
          na tym kiepsko wychodzi ...
      • empeczy Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:32
        cierpiętnica na własne życzenie. a Twój facet to jakaś cipa,skoro nawet swojego
        zdania nie przedstawi, tylko zamyka sie w sobie i 'cierpi w milczeniu'. może do
        psychologa z nim? -.-
      • neurotic_girl Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 12:09
        "dziekuje Wam za te pozytywne odpowiedzi!"
        no własnie przeciez musialas sie utwierdzic w przekonaniu ze to TY i
        TYLKO TY masz racje :)
    • velluto Re: ja, on i jego dzieci. 27.09.09, 21:18
      nie postawiłaś granic od początku i teraz to się mści. I będzie
      mścić dlatego że powielasz schematyczne zachowania i te same błędy
      które popelnialaś wcześniej. Piszesz, że on nie wymagal, ale ty
      mialaś takie poczucie obowiązku... szkoda, że w wychowaniu
      dziewczynek zapomina się też o przekazywaniu tego, że trzeba dbać o
      siebie, a nie tylko dogadzać wszystkim wokół.

      Gdybyście razem powalczyli o zmiany parę lat temu nie nawarstwiloby
      się tyle niesnasek. Nie da się z tego wyjść bez zaognienia
      konfliktu, bo dzieci oprócz miłości potrzebują też jasnego
      postawienia sprawy co wolno a co nie. Były na tyle duże, że powinny
      miec obowiązki zarówno u matki jak i u ojca, a nie być traktowani
      jako udzielne książęta. Facet powinien wiedzieć że oczekuje od
      ciebie wyrozumiałości, na którą stać tylko rodzica. Powinien miec
      świadomość że partner/ka rodzica ma obiektywne podejście - na jej
      uczucia trzeba zasłużyć, a jeśli dzieci zalazły jej za skórę - to
      raczej na stałe.

      czy twoje życie nie kręci się za bardzo wokół faceta, jego spraw i
      jego dzieci? gdzie jesteś ty i twoje potrzeby, skoro w imię dobrej
      atmosfery poświęcasz siebie, a mąż nie szuka innych rozwiązań?
      będzie w tym układzie miejsce na to, żeby i on się poświęcił? co
      będzie jeśli będziesz chciała mieć swoje dzieci? znajdzie się dla
      nich miejsce, czy będzie wszystko podporządkowywał potrzebom
      starszych?
    • testman Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 09:35
      mam wrażenie, że przez te kilka lat związku stawialas się w pozycji
      "służebnicy pańskiej" i biernie dostosowywałaś się do panujących
      warunków.

      nie bardzo rozumiem, gdzie w tym układzie było miejsce na szczęście
      - w tygodniach, gdy dzieci mieszkały z matką?? z opowiesci wynika,
      że właściwie cały czas relacje między wszystkimi układały się źle.

      Bardzo dobrze, że się wreszcie "postawiłaś" - trochę późno, ale
      lepiej późno niż wcale.

      Twój mąż (przede wszystkim!), jego dzieci, jego była żona i cała jej
      rodzina musi nauczyć się, że Ty też masz swoje zdanie, potrzeby,
      zasady itp. To jest także Twój dom i Twoje życie.

      "Nic o nas bez nas"


      • enigm-a Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 09:56
        Hm, sytuacja jest trudna i wymaga dojrzałości od wszystkich.
        Podejrzewam, że nie jesteś duzo starsza od córki swojego męża i może
        bardziej oczekiwałaś, że będą Was łączyć stosunki partnerskie.
        Co by nie mówić, jest to jego córka, a więc nie zgodzę się ze
        stwierdzeniam: olej ją, to dorosła panna. Raczej zastanówcie się
        wspólnie, jak unormować wasze stosunki, aby się dało razem żyć.
        • carmelaxxx Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:18
          wszystko jesrt do opanowania ale jedna zasada: jesli dziewczyna sie wprowadzi ,
          musi miec w waszym domu swoje obowiazki, nie mozesz pozwolic sobie na obsluge
          20- letniej panny. Chociaz w wieku 20 lat ona nie powinna przeprowadzac sie do
          taty a probowac samoidzielnego zycia.
          • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:00
            >Chociaz w wieku 20 lat ona nie powinna przeprowadzac sie do
            > taty a probowac samoidzielnego zycia.

            Czy wy naprawde takie głupie jestescie czy po prostu młode? i poza co ma DODA a
            czego nie ma w TZG wiecie

            W wieku 20 lat można mieszkać na końcu świata ale poczucie że się nie ma domu bo
            jakaś nowa pinda tatusia ma humorek nie wróży nic dobrego.

            A Tatuś to wyjątkowe bydełko - wyrzucili z domu mu dziecko a on tylko smutek na
            w oczach bo nowa pinda ważniejsza
            im mniej takich tatusiów tym lepiej
    • cirilla28 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:33
      Trudna sytuacja, z drugiej strony jako mama zastanawiam się
      jak to będzie jak moi synowie zaczną poznawać narzeczoną taty...
      Co ona o nich kiedyś opowie i jak mam nauczyć ich szacunku do osoby,
      ktora byla motorem do wyprowadzenia się taty.
      Wiem wina zawsze jest po dwoch stronach i nie wiem jak było u Was.
      Po prostu to moja osobista refleksja...
    • 737ng Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:39
      A Twoj pan i wladca to taki biedny jelonek z wielkimi od cierpienia oczetami?

      Jesli maz nie potrafi Ciebie obronic i tak naprawde wciaz tkwi w toksycznym
      zwiazku z niby-ex zona to jest chyba tylko jedno rozwiazanie: rozstan sie i
      znajdz faceta ktory Ciebie bedzie stawial na pierwszym miejscu.

      K.
    • cirilla28 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:46
      Chcialam dodac też, ze dzieci - chociaż ona dzieckiem nie jest,
      odczuwają zazdrość jak dorośli, bywa, że dziecko odczuwa taką
      zazdrość jaką np Ty o partnera gdyby się z kimś zaczął spotykać na
      boku, a to prowadzi do nienawiści i agresji.
      Ja będąc w sytuacji Twojej pasierbicy bardzo chcialam, zeby ktos
      kochal mnie i urodziłam dziecko... Ani to nie było mądre, ani nie
      ukarałam rodziców, niedojrzalym związkiem skazałam dzieci swoje na
      taki los jak mialam sama...
      Nie bronię jej ale choinka to wszystko jest zagmatwane i dziecko
      gubi się nawet jeśli pozornie nic mu nie brakuje...

    • bambzgrozja Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 10:57
      Z tego co piszesz wynika, ze nie dojrzałaś do związku z facetem,
      który ma dzieci.Przez pare lat nie zdołałaś stworzyć z nimi jakies
      pozytywnej więzi. Zamiast sie obrażac powinnas zrozumiec ich
      odczucia odnośnie twojej osoby, ale widac nie zależało ci na tym
      (tzn powinnaś wcześniej jak się nie udawało poprosic o pomoc
      psychologa lub innego specjaliste). Czekałas tylko na moment aż
      dorosną i odczepią się od was ..a to nie tak szybko. Zal mi tych
      dzieci, bo skoro intrygują, są niemiłe, nie odzywają sie to znaczy,
      że sa nieszczęśliwe i chcą za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę..
    • sueellen Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 11:12
      Nie zazdroszcze sytuacji...
      Uwazam, ze nie przesadzilas nawet jesli ta druga strona (mamusia i coreczka
      mieszja cie teraz z blotem). Wszystko ma swoje granice.

      Tez jestem dzieckiem z rozbitej rodziny. Po ponownym slubie ojca przez lata nie
      odzywalam sie do jego zony, nie bylam u nich u w domu, totalna olewka. Z ojcem
      spotykalam sie na miescie.

      Teraz sie to zmienilo, - po okolo 8 latach ich malzenstwa zaczelam sie u nich
      pojawiac, z kobieta rozmawiam grzecznie, dyplomatycznie, zadnego olewania ale i
      zadnych serdecznosci.

      Ze swojego doswiadczenie wiem, ze nawet jesli dziecko nie zgadza sie z takim
      stanem rzeczy, nie akceptuje rozwodu i nowego zwiazku rodzicow, nie ma prawa
      zachowywac sie wrogo czy niekulturalnie wobec nowego partnera. Rozpowiadanie
      plotek, nieprawdziwych informacji, celowe robienie przykrosci, to przegiecie.
      Nie mozna tego tlumaczyc trauma dziecka po rozwodzie rodzicow, zwlaszcza kiedy
      to "dziecko" jest dorosle!
    • neurotic_girl Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 12:08
      "nie rozmawiala ze mna. a wiem ze towarzyska jest,
      ja przeciez tez. jednak nasze rozmowy wygladaly standardowo:
      - co w szkole?
      - dobrze."

      no pewnie, przeciez dzieci snują opowieści nt. tego co w szkole! co
      ci ma odpowiedziec? pewnie nawet nie znasz jej kolezanek!!
      nie wiem jak czytajac tego posta mamy oceniac sytuacje- nie bylo nas
      tam i nie wiemy wszystkiego. ignorowalas ignorancje? brawo, super
      taktyka.
      Nie masz swoich dzieci prawda? widac, nie masz pojecia o ich
      wychowaniu.
      Biorac tego faceta bierzesz caly bagaz i ewentualne problemy
      rodzinne. kropka.

    • deaarts uwazam ze zrobilam slusznie. 07.10.09, 12:37
      uwazam ze zrobilam slusznie.- a ja że jesteś głupia gówniarą i że największe
      wyzwanie na jakie możesz się szarpnąć to posiadanie rybek bo pies już Cie przerasta
      • dzika_monika Re: uwazam ze zrobilam slusznie. 07.10.09, 18:48
        jedyna krótka i sensowna wypowiedz w tym audiotele dobrze/źle
    • tonik777 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 13:22
      Uważam, że dobrze zrobiłaś. W końcu to nie małe dziecko, które nie
      zdaje sobie sprawy z niektórych swoich zachować i że te zachowania
      mogą krzywdzić innych.
      Moim zdaniem jesteś tylko winna mężowi wyjaśnienie dlaczego tak
      postąpiłaś. To może też być pewna lekcja dla tej dziewczyny. Może
      ona nie wie dlaczego jej już nie chcesz?
    • karina_90_ina Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 14:07
      sytuacja Cię przerosła
      weszłaś do rodziny z dziećmi i nie dałaś rady.
      Ten Twój facet to jakiś dupek dać wyrzucić z domu córkę ?
      Ale dupki się zdarzają niestety.
      • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 20:05
        > sytuacja Cię przerosła
        > weszłaś do rodziny z dziećmi i nie dałaś rady.
        > Ten Twój facet to jakiś dupek dać wyrzucić z domu córkę ?
        > Ale dupki się zdarzają niestety.

        zwłaszcza teraz jest wysyp 40+ dupków zostawiających zonę i dzieci dla 20
        letniej "miłości"
    • elle444 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 14:28
      A ja mysle, ze od wychowywania 20-letniej panny sa jej rodzice a nie
      Ty. Ciebie ma wyłącznie szanowac i masz prawo wymagać od swojego
      męża, zeby tak ustawiał dzieci, zeby Cię własnie szanowały. Jezeli
      panna wprowadzi sie do Waszego domu, powinna mieć obowiązki a Ty
      absolutnie nie powinnaś jej usługiwać. Układ między wami powinien
      byc partnerski. Przyjaźnić sie nie musicie i o jej wzgledy zabiegać
      nie powinnaś. Przyjaźń owszem, jezeli obie tego chcecie i o to
      zabiegacie. Myślę, ze wplątałas sie w uklad, gdzie dostajesz fochy i
      ciegi tak jak rodzic, ale nie masz praw rodzicielskich.
      Jej ewentualne zamieszkanie w Twoim domu (bo to jest bardziej Twój
      dom niż jej) powinno być przez obie strony przenegocjowane.

      Ale tak naprawdę to masz pzrechlapane jak "druga konkubina"
    • affera123 Rozwodnicy z bachorami są dla desperatek 07.10.09, 16:02
      Można odnieść wrażenie, że w przypadku takich związków tonący
      brzytwy się chwyta i baba poganiana przez zegar biologiczny
      zawarłaby pakt z samym diabłem, względnie poślubiła palacza
      kotłowego bez zęba na przedzie, cuchnącego siarką, albo nawet pijaka
      i despotę, byleby tylko otoczenie nie wystawiło jej łatki starej
      panny. Jak świat światem - faceci z odzysku na dodatek z bagażem w
      postaci potomstwa to był najgorszy sort (pijaków i maminsynków w
      ogóle już należy wyrzucić poza nawias tzw. partii do zamążpójścia).
      Jestem dzieckiem takiego rozwiedzionego faceta i wiem, że tego typu
      amant jest skrajnie do dupy. Niestety, kobiety, tłumacząc się
      (często kłamliwie) rzekomą wielką miłością do danego delikwenta,
      pakują się w wielkie gówno, jakim jest czkawką odbijająca się
      przeszłość partnera. Raz bywa tak, że względnie da się przeżyć,
      jeśli dziecko męża jest z dala i bywa na święta i ferie, ale gdy
      zagnieżdża się na stałe w domu taty i jego nowej żony, wtedy piekło
      murowanie. Nie ma co wierzyć w bajki o zgodnym życiu dwojga
      małżonków w otoczeniu dzieci z ich poprzednich związków, to się nie
      uda!!! Rywalizacja i zazdrość prędzej czy później dadzą znać o
      sobie, a wzajemne pretensje duszone w sobie przez całe lata w końcu
      wybuchną z ogromną siłą rażenia. Ja na przykład wiem, że moja
      macocha mnie nienawidzi, choć widzi mnie dwa razy do roku zgodnie z
      rozkładem największych świąt religijnych, a ja nie znoszę jej i jej
      dzieci, choć to moje przyrodnie rodzeństwo, spłodzone przez mego
      rodziciela. Po prostu wszelkie mieszanki są w związkach niezdrowe,
      trzeba szukać partnera bez balastu, a nie potem wywnętrzać się na
      forach.
      • xyzpawel Re: Rozwodnicy z bachorami są dla desperatek 07.10.09, 16:29
        >Ja na przykład wiem, że moja
        > macocha mnie nienawidzi,

        a jest ktoś kto Cię lubi ?!?
        ziejesz jadem na kilometr, więc się nie dziw, że Cię nie lubią.
      • suwsuw Re: Rozwodnicy z bachorami są dla desperatek 07.10.09, 16:40
        affera123 madrze pisze. Ale jest juz niestety po fakcie - slub (mniemam) byl juz
        dawno temu. Teraz pozostalo juz tylko zacisnac zeby i postarac sie z gowna
        zebrac smietane......
        Do sedna: 20-letnia dziewczyna jest dorosla osoba i powinna mieszkac i zyc
        samodzielnie, nie z tatusiem. Ja bym jej to uswiadomila.
        • dzika_monika Re: Rozwodnicy z bachorami są dla desperatek 07.10.09, 18:49
          Do sedna: 20-letnia dziewczyna jest dorosla osoba i powinna mieszkac i zyc
          > samodzielnie, nie z tatusiem.

          czy Twoja głupota ma jakieś granice?
      • cirilla28 Re: Rozwodnicy z bachorami są dla desperatek 07.10.09, 17:00
        Czyli Ty się wysterylizujesz bo to jedyna 100% metoda, żeby nie być
        odpadem a bachorami?
        A baba z bachorami to już tylko palnąć sobie w łeb... ;(
        Mimo wszystko życzę Tobie aby Twoje życie było takie idealne jak je zaplanujesz...
      • geehee taka prawda niestety ... 07.10.09, 17:20
        Ja też wychowywałam się w takiej rodzinie i dlatego mogę ci z miejsca
        powiedzieć: nieważne jak się będziesz zachowywać, jak się starać, zabiegać o
        dobre stosunki z jego dziećmi, to i tak będziesz ta najgorsza i nic na to nie
        poradzisz! Po prostu dzieci zawsze są zazdrosne o swojego ojca i jego relacje z
        obcą dla nich osobą, o miejsce ich matki, które zajęła przy ojcu, zawsze będą
        niezadowolone, że mają rozbitą rodzinę, że ojcem muszą się dzielić. Dodatkowo
        zawsze będziesz miała wroga w matce dzieci, która nastawi je przeciw tobie i też
        nie ma się czemu dziwić, to ludzkie, bo to przeważnie zawiedziona życiem kobieta
        jest, zazwyczaj porzucona przez faceta, więc jak ma polubić jego nową miłość?
        Dlatego jeżeli możesz, to zwiewaj póki czas z tego układu i zacznij inne życie,
        bo lepiej nie będzie, nawet jak dzieci dorosną, to też trzeba będzie je
        wspierać, potem będą wnuki, też trzeba się zająć, pomagać - nie uwolnisz się od
        nich nigdy! Ja swojej macochy szczerze nienawidzę, ona mnie też i całe życie
        darłyśmy koty, robiłam jej świństwa, moje rodzeństwo też, nastawiałam ojca
        przeciwko niej - pewnie że to głupie z dorosłej perspektywy ale dziecko tego nie
        wiem, zachowuje się instynktownie i walczy o uwagę ważnej dla niego osoby -
        ojca. Dzisiaj też jej do siebie nie zapraszam, ojciec przychodzi sam, moja
        rodzina nie odwiedza go w ich domu, również dziadkowie ze strony ojca mają z nią
        kiepskie stosunki a ze mną fantastyczne - po prostu ona była i została "tą
        obcą", przypuszczam, że ty będziesz miała podobnie.
    • skaflok Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 18:52
      moj dziadek jak mial 17 lat to zabijał niemców i sowietów, a jak mial 21 szedl na berlin :p takze mowienie o 'dzieciach' w sensie innym jak potomstwo to eufemizm.

      a i milego zmieniaia pieluch za jakis czas :)
      • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 18:56
        A Ty w wieku dziadka tylko głupoty potrafisz pisać ale może dorośniesz
        • skaflok Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:02
          no mam 23 lata i tez bylem w Berlinie. W innych okolicznosciach, ale bylem :D Jakby dziadek mogl wybierac to pewnie wolalby byc na moim miejscu i pisac głupoty niz dorastac w trybie pospiesznym.

          Z tymi pieluchami to nie głupota. Jak kolo ma 20-letnia córke i 17 lat młodszą drugą żonke to ma minimalnie 40 lat (splodzil corke w wieku 20, zona ma 23 - rowiesniczki). kiedy jego zona bedzie swiezo po 40 - pan będzie już dziadziem (no chyba, ze jest z tych co zachowują świeżość do 80ki, ale to jak trafienie na ruletce :D)
          • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:13
            nie może być 23 lata i już był w Berlinie - medal jakiś dać
        • triss_m7 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:06
          A Ty sie dobrze czujesz?
          Dzika_moniko nie napisalas nic konstruktywnego jedynie jakis
          idiotyczny bulgot z siebie wyrzucasz.

          Do autorki watku: masz prawo do szczescia, pamietaj
          wszystko "mozesz" nic nie "musisz". Kompromis obowiazuje wszystkich.
          • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:13
            co konstruktywnego? do młodej głupiej pindy z prawem do szczęścia kosztem innych

            czy do "tatusia" co mu wisi czy jego obecna lala dzieci z domu wyrzuca czy nie

            czy do doświadczonych 20-23 latków co poza rozróżnianiem puszki i butelki nic
            więcej o życiu nie wiedzą (choć z godnie z prawem młodości twierdzą że wiedzą
            wszystko)
            • triss_m7 Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:23
              Mam nieodparte wrazenie ze jestes albo nieznosna pasierbica albo
              zgorzkniala exia ;) Dlaczego od razu przezywasz autorke watku?

              Nie ma absolutnie nic zlego w ukladaniu zycia z rozwodnikiem
              aczkolwiek sprawa priorytetowa jest ustalenie na poczatku wszelkich
              granic. Tak jak napisalam wczesniej - kompromis obowiazuje
              wszystkich. Nie jest tak ze tylko jedna strona daje popalic, a druga
              jest pokrzywdzona. Ludzie rozsadni zawsze beda probowali sie
              porozumiec. Tylko ktos, kto kieruje sie wyjatkowo plytkimi i
              prymitywnymi pobudkami bedzie macil i czerpal radoche z dokuczania
              innym.
              • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:31
                1. Ona 25 lat - rok po ślubie - jak sama podaje facet 42 (typowy układ
                czterdziestolatków)
                2. Nie nie jestem żadną
                3. Też nie mam nic przeciwko ale facet zanim będzie upajał się szczęściem z 2x
                młodszą powinien zadbać o stan dzieci a ni zwalać wszystko na młodą 2 gą żonusie
                bo to jego dzieci

              • miau_weglowy Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:37
                triss_m7 napisała:
                Tylko ktos, kto kieruje sie wyjatkowo plytkimi i
                > prymitywnymi pobudkami bedzie macil i czerpal radoche z dokuczania
                > innym.

                tylko ktos, kto kieruje sie wyjatkowo plytkimi i prymitywnymi pobudkami bedzie w
                wieku lat mniej wiecej 20 (patrz - autorka watku, obecnie lat 25, jak wynika z
                innego watku na tym forum. pozwolilam sobie zaczerpnac informacji o osobie) bez
                pardonu wyciagal lapki po cudzego meza. I bedzie zadal za to uwielbienia i
                szacunku od jego nastoletnich (najtrudniejszy okres w wychowaniu) dzieci.
                • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 20:01
                  > tylko ktos, kto kieruje sie wyjatkowo plytkimi i prymitywnymi pobudkami bedzie
                  > w
                  > wieku lat mniej wiecej 20 (patrz - autorka watku, obecnie lat 25, jak wynika z
                  > innego watku na tym forum. pozwolilam sobie zaczerpnac informacji o osobie) bez
                  > pardonu wyciagal lapki po cudzego meza. I bedzie zadal za to uwielbienia i
                  > szacunku od jego nastoletnich (najtrudniejszy okres w wychowaniu) dzieci.

                  ale tego nawołujący do asertywności i czołgania małej 20 latki nie zrozumieją
    • alienor Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 19:38
      Zrobiłas słusznie. Postawiłas granice i powiedziałas, czego chcesz (a raczej nie
      chcesz). Twoje prawo i nikt nie ma prawa ani krytykować, ani nawet pytać
      dlaczego. Nie musisz sie nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji, to sie nazywa
      asertywność. Na twoim miejscu porozmawiałabym o tym tylko z mężem/partnerem,
      żeby oczyścic atmosferę i żeby nic między wami nie wisiało.
      • dzika_monika Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 20:03
        każdy ma prawo do szczęścia ala Kazio Marcinkiewicz a dzieci niech spadają na swoje
    • dzika_monika parę szczegółow 07.10.09, 20:02
      poznalam mojego obecnego meza pare lat temu. Od roku jesteśmy małżeństwem mam 25
      lat nie miala (i nie ma) dla mnie
      znaczenia roznica wieku - On ma 25+ 17 i to ze ma dwojke dzieci. obecnie
      chlopiec ma 14
      a dziewczyna 20

    • baabcia Re: ja, on i jego dzieci. 07.10.09, 21:38
      jeśli jesteś pewna, ze chcesz jakiegoś porozumienia z dziećmi to poszukaj pomocy
      fachowej, zebyście ustaliły dlaczego bedziecie ze sobą rozmawiały i jak bedą
      wyglądąły miedzy Wami relacje; Ty nie masz wizji dlaczego i jak macie razem
      funkcjonować; to na pewno nie ma być przyjaźń ale teraz trudno bedzie wychowywać
      dorosłe dzieci;
      Na razie ojciec nie jest ojcem - na pewno!!! no to jak Ty masz się znaleźć w tej
      trudnej sytuacji; Dopóki ktos Ci nie pomoze zrozumieć dlaczego dzieci
      zachowywały się tak a nie inaczej możesz się pochlastać a nic z tego nie wyjdzie
      - zadajecie sobie ból i nie macie zadnych szans na pozytywne relacje; nie ma
      sensu zebym tu wypisywał ogólniki bo to jest zatrudne na streszczenia; jesli
      chcesz sobie cos przemyśleć to może cos podrzucę;
      Czy gdybys miała dziecko to mozesz sobie wyobrazić że cos jest w stanie
      spowodować ze odejdziesz od dziecka - od partnera tak ale od dziecka? I tego nie
      moze sobie wyobrazić równiez dziecko; pomyśl nad tym to bardzo dużo daje ;
      Wszystkie zachowania dzieci sa karaniem ojca i Ciebie - zwłaszcza jesli sie
      umiejętnie starałaś i byłas troskliwa macochą :-) strasznie peioratywne słowo
      :-) To sprzecznośc ale tak jest im udawalo Ci sie być lepszą "matką" tym
      bardziej Cię karały za to co się stało;
      Zresztą sam popatrz gdyby mąz jutro odszedł od Ciebie co byś czuał do końca
      zycia - wsciekłosc zal? a teraz dołóz sobie wersję z odwiedzaniem chłopa w jego
      nowym domu - bierzesz ze sobą sikierę - prawda No to teraz jeszcze wyobraź
      sobie żę w tym jego nowym domu jets świetnie - lepiej niż w waszym teraz - dwie
      siekiery ? ???
      zaczynasz rozumieć co w sercach tych dzieic się działo?
      i teraz tak jesli ich mama wybrała wersję z mieszkaniem to tu to tam to im się
      zawalio wszystko . No nie daj boze jak ty byłaś lepsza od niej. Zdradzić matki
      która od nich nie odeszła nie mogły a ona też im dawął kopaco jakiś czas .
      Te dzieic powinny były zamordować Was troje - prawda; A Wy udawaliście ze to się
      dajakoś zalukrować ... dałabyś się udobruchać - wracam do wersji kiedy facet się
      zmywa .
      A jesli chcesz wiedzieć jaką straszną krzywde wyrządzają rodzice dziecku to
      poczytaj jakie szanse ma dziewczyna na dobry związek po takich przejściach ...
      dupa!
      poczytaj poszukaj znajdź dla siebie miejsce w tej chorej sytuacji;
      Jeśli w środku jestes uczciwym człowiekiem to dla własnego dobra popracuj nad
      tym inaczej będziesz żyłą z poczuciem winy za wszystkich i zniszcysz tym na
      koniec swoje małzeństwo;
      Zacznij od tego ze na poczatku sp... wiele i oddziel swoje winy od problemów
      innych; pomysl co jest dla Ciebie ważne dzieci czy facet - lepiej zeby dzieci
      miały swoje miejsce w Twoim zyciu nie dlatego że to sa jego dzieci; znajdź
      płaszczyzne kontktow z dziećmi - na pewno nie przyjaźń - żeby było jasne
      wychowywać to dużo wiecej niż się przyjaźnić;
      Jakos dziś mi się źle pisze - mam prosbę nie analizuj poszcególnych słow
      postaraj się znaleźc to co Ci pomoze i dzieciom tez :-)
      niczego i nikogo nie oceniam wiem że te sytuacje sa nie do ogarnięcia a zyć
      trzeba i każdy chce być szczęsliwy
      Trudne to ale mozliwe i pamiętaj to co jest miedzy dwoma osobami zalezy tylko od
      nich - nie ma usprawiedliwienia w złej mamusi złym tatusiu i porąbanym świecie
      relacje między dwoma osobami to ich sprawa;
      Fajnie jest być dobrym człowiekiem
Pełna wersja