zakochany_myszol
28.09.09, 10:50
Historia jak każda inna... a może i nie... Poznałam go mając 18 lat zakochałam
się bez pamięci. Czas naszego związku bardzo szybko mijał... Potem decyzja o
zaręczynach i po prawie pięciu latach naszego związku staliśmy się
małżeństwem. Niedawno obchodziliśmy drugą rocznicę – byliśmy szczęśliwi a może
to wszystko mi się wydawało... Może to była czysta iluzja i moje odczucie, ale
zawsze miałam w nim wsparcie i uważałam że on może liczyć na to samo. Nie
widziałam, nie doceniałam tego co ona dla mnie robi... jak za mną biega. Gdyby
mógł uchylił i chciał uchylić mi rąbek nieba, dać mi gwiazdkę... Dziś jest
inaczej – jest kimś zupełnie innym- człowiekiem którego nie znam... A wszystko
zaczęło się przed trzema tygodniami a może i wcześniej...Tylko nie chciałam
tego zauważyć. Zagubiłam się w tym wszystkim i nie wiem co mam teraz zrobić,
kim być i jak postępować. Jakiś czas temu odkryłam na jego komunikatorze czułą
rozmowę z pewna osobą z mojej rodziny. Emocje we mnie wzrosły maksymalnie i
zamiast rozwiązać problem samemu – poinformowałam o tym pół rodziny a
zwłaszcza jego rodziców. Złość w nim tak wzrosła że wykrzyczał mi takie słowa
jakich żadna kobieta a tym bardziej żona nie chciałaby usłyszeć... Następnego
wieczoru z małej imprezy w gronie przyjaciół zrobiła się wielka awantura nawet
z u życiem siły...Padły na niej jeszcze gorsze słowa ode mnie i od niego.
Teraz już po tym wszystkim nie potrafimy ze sobą rozmawiać a nawet w miarę
normalnie żyć. Próbuje podejmować jakieś dialogi, rozmowy – bezcelowo i
bezsensu bo wszystko jest odbijane jak od ściany i komentowane oraz
analizowane z pewną osobą która wciąż między nami stoi. Skrzywdziłam go bardzo
i teraz wiem jak bardzo go kocham tylko on już chyba nie wie co właściwie do
mnie czuje. Mówi że na chwilę obecną łączy go ze mną jedynie papier i jest mu
z tym dobrze. Mieszkamy nadal razem jednak on zaczyna nasz dom traktować jak
hotel. Swoim zachowaniem zniszczył wszystko we mnie a mimo to chcę go
odzyskać. Mówi że mnie już nie kocha i nie wie czy chce to reanimować bo jest
przekonany, że ta magia już nigdy nie wróci. Po prostu stwierdził że wszystko
to zdechło... Przecież nie można przestać kogoś kochać w tak krótkim czasie...
Przecież warto próbować...Przecież na już nie wyrzucę go ze swojego
serca...Najgorsze jest to że nawet jak dzwonimy do siebie to na koniec rozmowy
słyszę takie suche cześć. Widzę że on sam nie wie co ma zrobić – o rozwodzie
nie mówi i jeszcze nie myśli. Czy czas tu pomoże? Cofając się pamięcią o dwa
tygodnie wstecz czułam że jest coś nie tak ale też miałam jego czułość i nawet
się też kochaliśmy nie raz... Teraz nie mam nic, nie mam jego... Jak mam mu
pokazać że mogę być inna, że mogę go szanować doceniać i kochać. On jest taki
zimny i obojętny. Mówi że wszystko się skończyło. Na pytanie co zamierza dalej
z naszym życiem mówi że na chwilę obecną nie wie, że się zobaczy. Proszę
powiedzcie jaka mam być dla niego. Widzę że każda próba rozmowy z nim kończy
się odwrotnym skutkiem niż chciałabym uzyskać, że zamiast się zbliżać oddala
się jeszcze bardziej. Czy mam stać się obojętna i zimna czy utrwalać w nim
przekonanie że jest moim mężem bez którego żyć nie mogę...Dziś w nocy
przytulił mnie chociaż nie wiem czy zrobił to świadomie czy nie... dziś nad
ranem starałam się ukraść sobie kawałek jego przytulając się... tak leżąc w
jego ramionach chociaż pewnie on nic nie czuł myślałam i błagałam - proszę
pozwól mi na nowo pokochać się i pokochaj też mnie...Doradźcie co mam zrobić
bo pierwszy raz w życiu nie wiem w która stronę pójść i gdzie to wszystko
będzie podążać...