Czuję się jak służąca....

04.10.09, 10:44
Jestem po ślubie 4 lata i czuję się jak służąca :( Niby chodzi o
takie głupstwa ale jednak przeszkadzają mi. Mój mąż np. mało kiedy
wpadnie na pomysł żeby zrobić dla nas kawę, a ja czasem chciałabym
się za to odegrać bo mam tego dość i zrobić tylko dla siebie ale
jakoś niepotrafię, mam wyrzuty sumienia. Czy np. chciałabym żeby On
choć raz w sobote czy niedzielę wstał pierwszy i zrobił dla nas
śniadanie, ale nie ...mówiłam mu o tym tyle razy i jakoś do tej pory
nie wstał żeby zrobić mi przyjemnosc. Za to ja robiąć śniadanie dla
mnie i dziecka, chocbym nie chciała to i tak czuje się zobowiązana
do zrobienioa męzowi, bo wiem, że jak nie zrobię to strzeli focha,
odwróci sie na drugą stronę i pojdzie spać. Będzie spał do 12-tej.
Chcąc spędzić miło współnie dzień, zawsze robię dla nas
wszystkich.czesm zapyta mnie: " ...muszę wstawać żeby Ci
pomóc???" .Jemu chyba wydaje sie że to mój obowiązek,zła jestem ale
potem mi przechodzi i wszystko jest ok.
Co o tym myślicie, czy któraś z Was miała podobną sytuację do
mojej???
Podpowiedzcie co robić :)
    • marzeka1 Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 12:41
      Służącą będziesz, gdy tak właśnie pozwolisz się traktować- niby proste, a
      okazuje się skomplikowane dla niektórych kobiet.

      "Za to ja robiąć śniadanie dla
      > mnie i dziecka, chocbym nie chciała to i tak czuje się zobowiązana
      > do zrobienioa męzowi,"- niby DLACZEGO, rąk nie ma??? I co z tego, że strzeli
      focha, najwyżej będzie sfochowany i tyle.
      Może uświadom mu, że nie masz obowiązku obsługi dorosłego mężczyzny (aha, żeby
      nie było,że się wymądrzam, żyję na co dzień z 3 facetami- mąż i 2 synów, nie
      obsługuję).
      • racetam Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 09:31
        sory, ale jak można zrobić dziecku jeść a mężowi już nie?
        • drinkit Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:33
          sory, ale jak mozna leżec w wyrze pół dnia czekając aż ktoś Ci poda śniadanie?
          • donnaanna Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 14:27
            sorry, a dlaczego maz nie moze zrobic sniadanie zonie i dzieciom????
            • elle444 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 16:31
              Jak rozumiem to masz problem, ze nie potrafisz sie powstrzymac od
              robienia mężowi herbaty i śniadania? Czy też chodzi o to, ze mu je
              robisz, bo tak na prawde chcesz, zeby on Ci robił? Czyli klasyk.
              Dajesz coś, co sama chciałabyś dostać, a co drugiej stronie wcale
              nie jest potrzebne (ten foch śniadaniowy to zapewne reakcja na
              Twojego focha a nie brak śniadania). To przepraszam za porównanie,
              jakby mąż dał Ci seks oralny kiedy ty masz ochotę się wyłącznie
              poprzytulac a potem cały z siebie zadowolony czekał na rewanz i
              strzelił focha ze go nie dostał.
              A z innej strony jestem przekonana, ze wolałby seks zamiast
              śniadania a potem być może nawet zrobił by Ci herbate.
              • mawt seks przy dziecku? 09.10.09, 01:03
                elle444 ma rację! daj dziecku wafli paczkę, i nim je schrupie - poujeżdżaj nieco
                swego buhaja, a ten z pewnością zrobi ci potem herbatem, bo faceci tak mają -
                muszą uzupełnić płyny po ejakulacji
            • uwolnic_cyce Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 20:42
              donnaanna napisała:

              > sorry, a dlaczego maz nie moze zrobic sniadanie zonie i
              dzieciom????
              Bo to maja robić baby i już. a facet jak chce.
              • lucusia3 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 23:35
                A ja nie robię śniadania. Nikomu. Moje dzieci bardzo szybko się nauczyły, że w
                weekend trzeba znaleźć sobie np. serek homogenizowany w lodówce. Bo mama ma
                ochotę poleżeć,poczytać, zjeść sobie pyszne śniadanie na ganku z książką czy
                gazetą.Moje śniadanie, to co ja chcę i na co mam ochotę. Mój mąż sobie śpi do
                której on ma ochotę (nie twierdzę, że mu o rozsądnej godzinie nie poprzeszkadzam
                i to nie kawą czy fochami, nigdy się nie żalił),potem może spać, wstać, co dusza
                zapragnie. Czasami bierze sobie coś z lodówki i się do mnie dołącza i jest miło.
                Nikt nie ma do nikogo pretensji, bo coś musi. Czasami,jak mam ochotę to robię
                jakąś taką wypasioną jajecznice dla wszystkich, czy naleśniki, ale to ja sobie
                to wymyślam i mam frajdę to robić.Nic nie muszę.
                Miałam daaawno temu wstęp do Twoich problemów, ale, jak zauważył ktoś wyżej,
                wcale to nie było tak, że ja się poświęciłam a innym z tym moim poświęceniem
                było dobrze. To takie dogadzanie na siłę. Oduczyłam się i robię tylko to, o co
                ktoś mnie poprosi. Bez fochów, demonstracji, ot tak, mechanicznie. Rodzina wbrew
                pozorom bardzo szybko się przestawiła i jakoś nie krzywduje. Jak sobie z
                zrobiłam kawę, a mąż się zapytał czy jemu też, to sprawę rozwiązuje zdziwione
                pytanie "A chciałeś?" No i trzeba siąść z ta swoją kawą i zmartwić się: "To
                szkoda, że nie mówiłeś jak byłam w kuchni, bo tez bym Ci zrobiła". I koniec.
                Siedzieć.A gdy słychać, że on sobie coś tam robi, to krzyknąć, że też się chce.
                Siedzenie i czekanie, aż się ktoś domyśli, to patologia. Jak mam jakieś
                potrzeby, to o nich mówię w momencie, gdy one są. Takie "ty zawsze/nigdy..",
                jest z definicji kontrproduktywne.Polecam ćwiczenie - i na mężu i na dzieciach.
                Siedzenie i rozpamiętywanie, że nikt o mnie nie myśli zatruje każdą rodzinę.
                Polecam książkę, bodajże "Jak być nieszczęśliwą. Poradnik dla kobiet w każdym
                wieku" czy coś podobnego.Poczytaj sobie choćby w księgarni. Cudo.
                • taled Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 10:35
                  Baaaardzo madra i inspirujaca wypowiedz :))
        • smeenus Re: Czuję się jak służąca.... 25.12.09, 22:48
          no bez jaj! A mąż to kto - sam sobie nie może śniadania zrobić? Jakoś sobie nie
          mogę wyobrazić żeby mi żona śniadanie robiła.
          • aneta-skarpeta Re: Czuję się jak służąca.... 28.12.09, 15:49
            smeenus napisał:

            > no bez jaj! A mąż to kto - sam sobie nie może śniadania zrobić?
            Jakoś sobie nie
            > mogę wyobrazić żeby mi żona śniadanie robiła.

            to masz kiepska wyobraźnie:P

            ja robie czesto swojemu sniadania, bo wczesniej wstaje. jak chce
            pospac to on robi mi- wtedy on traktuje to jako "swieto" wiec sie
            bardziej przykłada i nie sa to zwykle kanapki

            a czasami nikt sniadania nie robi, albo każde sobie

            no jak nam wyjdzie poprostu- ale staramy sie sobie pomagac i nie
            działamy "każdy sobie"
      • extrafresh WIFE = Wash, Iron, Fuck, Etc. 08.10.09, 10:24
      • ideefiks Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:08
        marzeka1 napisała:

        > Może uświadom mu, że nie masz obowiązku obsługi dorosłego mężczyzny

        Jasne! Najpierw przez 4 lata pracowicie uczyła gościa, że jest jego
        osobistą służącą a teraz raptem "nie mam żadnego obowiązku cię
        obsługiwać". Trzeba się było na samym początku związku zastanowić
        jak to ma wyglądać, a teraz to już po ptakach. Sama pani jest sobie
        winna. :)
        • lucusia3 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 23:37
          Nie jest po ptakach. radze delikatnie, acz stanowczo, bez demonstracji, zmieniać
          obecny stan rzeczy. Ideefik ma rację, że sama to zmajstrowałaś, więc teraz
          musisz odkręcać. Bardzo szybki nie pójdzie, ale jak nie dążysz do rozwodu, to
          rób to delikatnie i "niewinnie", a na 100% wyjdzie.
    • horpyna4 Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 13:13
      Sama przyczyniłaś się do tego.

      Od samego początku trzeba było ustawić się w roli tej rozpieszczanej
      i mąż przynosiłby Ci kawę rano do łóżka.

      Teraz już mu się utrwaliły pewne nawyki i przyzwyczaił się do bycia
      obsługiwanym.


      Dziewczyny, zrozumcie wreszcie, że najważniejszy jest początek. Jak
      od razu nie przyzwyczaicie facetów do pewnych rzeczy, to będziecie
      mieć przechlapane całe życie.

      • caysee Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 20:01
        Cos jest w tym, co pisze horpyna.


        Moj maz tez uwielbia spac i nienawidzi wstawac. Pare minut po obudzeniu jest na
        wpol niezywy i najchetniej wstawalby z lozka godzine po tym, jak zadzwoni
        budzik. Jednak trening czyni mistrza ;))) i obecnie w kazda sobote maz wstaje
        pierwszy, idzie brac prysznic, a potem jedzie na rowerku po swieze pieczywo do
        piekarni oraz po swieze wedliny do rzeznika :))) Poza tym kazdego dnia robi mi
        bulke do pracy, bo... jest to dla niego dobra motywacja, zeby wstac z lozka tuz
        po mnie.

        A wiec, tak jak to ujmuje horpyna, dobrze jest "utrwalic pewne nawyki" jeszcze
        na poczatku ;)
        • deaarts Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 16:03
          ładna bajka
          tylko u rzeźnika to jest mięso a nie wędliny..
          • caysee Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 17:14
            Dearts,

            skoro u rzeznika jest tylko mieso, to gdzie sa wedliny? :)
            • deaarts Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 17:39
              no właśnie dobre pytanie kto robi wędliny
              każdy bajkopisarz musi mieć odrobinę wiedzy podstawowej
              do tego zalecam sprawdzić pojecie "świeże wędliny" i czy są z rana

              • praktyczna Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:21
                deaarts napisała:

                > no właśnie dobre pytanie kto robi wędliny
                > każdy bajkopisarz musi mieć odrobinę wiedzy podstawowej
                > do tego zalecam sprawdzić pojecie "świeże wędliny" i czy są z rana

                pozwolisz, ze pomoge Ci zrozumiec pojecie "swiezych wedlin" .. otoz
                swieze to sa takie wlasnie "swiezo ukrojone" z wiekszego kawalka w
                sklepie miesnym, w ilosciach specjalnie zamowionych przez klienta. W
                odroznieniu od "zapakowanych" lezacych na polce w Biedronce :) Radze
                czasami kupic takie w miesnym .. serio .. smakuja wspaniale na
                swiezej bulce :) Moze wtedy przestalabys pluc jadem o tuczacych
                buleczkach :P
            • deaarts Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 17:40
              acha i daruj sobie codziennie bułę do pracy bo się roztyjesz
              • ranita_08 czy ty jesteś normalna deaarts? 08.10.09, 12:22
                deaarts napisała:

                > acha i daruj sobie codziennie bułę do pracy bo się roztyjesz



                czy ty jesteś normalna? Bo ja odnoszę wrażenie że masz ochotę kogoś
                zjechać, nie ważne kogo i za co, byle porządnie. To się leczy.
            • uwolnic_cyce Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 20:45
              > Dearts,
              >
              > skoro u rzeznika jest tylko mieso, to gdzie sa wedliny? :)
              >
              U wędliniarza jak sama nazwz wskazuje.
          • filona.may Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:06
            Spokojnie, co, nie uczyliśmy się nigdy niemieckiego? To wyjaśniam: Caysee
            mieszka w Niemczech, a tam "Metzgerei" oznacza zarówno rzeźnika, jak i sklep
            mięsny. I dlatego z rozpędu niektórzy tłumaczą "Metzgerei" na "rzeźnik", choć w
            tym kontekście trafniej byłoby "sklep mięsny".
            • panistrusia Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:26
              Większość Wielkopolan po niemiecku nie szprecha, co nie przeszkadza im
              w ogóle w chodzeniu po wędliny (przy czym jak wędliny określana jest na
              przykład szynka gotowana) do rzeźnika.
              • filona.may Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 21:15
                O, a tego to ja z kolei nie wiedziałam, bo nie mieszkam w Wielkopolsce.
                • lucusia3 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 23:41
                  W Małopolsce też się robiło zakupy u rzeźnika. Teraz mało takich
                  wyspecjalizowanych, więc się idzie raczej do spożywczego.
            • caysee Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 17:22
              fiona.may :)))

              Rozszyfrowalas mnie. W sumie glupio mi sie bylo na te modle tlumaczyc, ale chyba
              faktycznie ten blad wyszedl mi dlatego, ze tutaj wedliny kupujemy jak by nie
              bylo u rzeznika.
              • daga_1 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 18:37
                Nie masz się co tłumaczyc. U nas nie ma rzeźników, tylko sklepy mięsne, w
                których jest i mięso i wędliny. Nazwa rzeźnik jest chyba tylko w niektórych
                regionach. Zauważyłam będąc na wyjazdach, że niektórzy ludzie tak mówią właśnie
                na sklepy mięsne. A co niektórzy tego nie rozumieją, bo nie używają takiej nazwy.
          • ranita_08 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:19
            deaarts napisała:

            > ładna bajka
            > tylko u rzeźnika to jest mięso a nie wędliny..


            Nie wierzysz że jest to możliwe żeby mąż zrobił dla żony śniadanie?
            Stąd pochodzi problem.

            Z reguły na początku związku kobiety starają się pokazać jak
            świetnymi są kandydatkami na "żonę i matkę", gotują, robią zakupy,
            sprzątają , dwoją się i troją żeby być tymi nimfami, a potem, po
            kilku latach okazuje się że są zmęczone i wolałyby aby mąż pomógł.

            Mąż się już jednak przyzwyczaił do pewnych standardów i wcale mu się
            nie dziwię.

            Prawda jest taka że od początku trzeba ustalić reguły gry.
            Partnerstwo czy inny podział obowiązków.
        • majka-net Re: Czuję się jak służąca.... 07.10.09, 12:45
          Super, aż Ci zazdroszczę caysee.Mojemu mężowi wyjscie do sklepu po
          pieczywo zdaża się 2 razy na pół roku, jak mu powiem żeby poszedł
          lub zapytam czy poszedłby :) ale np.można by powiedzieć że w zamian
          zaściela łóżka i wynosi śmieci ;)
          • lucusia3 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 23:45
            Jak kilka razy nie będzie w domu ani grama chleba, gdy go poprosisz a on nie
            kupi, to będzie pamiętał. Ale chyba Ty masz problem z tym proszeniem. Jeśli Ty
            zawsze kupujesz, to on za żadne skarby się nie domyśli, że chcesz akurat w
            środe, żeby kupił on.Trzeba powiedzieć, albo sie umówić, że skoro on jedzie z
            pracy koło dobrej piekarni, to ma kupować chleb. Codziennie. Jak zapomni --->
            wróć na początek postu.
      • veszta Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:47
        no to pocieszylas!...
    • rosa_de_vratislavia Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 13:13
      majka-net napisała:

      > Mój mąż np. mało kiedy
      > wpadnie na pomysł żeby zrobić dla nas kawę,

      To go pogilgocz rano w sobotę za uchem,ściągnijz niego kołdrę i
      powiedz z uśmiechem,że jego kolej na robienie kawki do łóżka.

      > chciałabym żeby On
      > choć raz w sobote czy niedzielę wstał pierwszy i zrobił dla nas
      > śniadanie, ale nie

      To może na początek wstańcie razem i razem zróbcie śniadanko. Też
      będzie miło.

      >czesm zapyta mnie: " ...muszę wstawać żeby Ci
      > pomóc???"

      To ja bym powiedziała wesoło,zeby wstał i posiekał
      szczypiorek/usmażył jajka.

      >Jemu chyba wydaje sie że to mój obowiązek,

      Bo jest..skoro ZAWSZE GO I TAK WYKONASZ, najwyżej coś zrzędząc pod
      nosem.
      • majka-net Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 14:53
        Nie no... czasem robimy razem śniadanka ale ja bym chciała żeby to
        on wstał rano i zrobił sam dla nas wszystkich, bez mojego gadania
        typu: "może wstałbyś choc raz i zrobił sam dla nas śniadanko..., a
        nie zawsze ja".
        Ogólnie rzezc biorąc jest naprawdę kochany :D dzisiaj np. zrobił sam
        ciasto, pyszne :) wszystko w domu mi zrobi, sprząta po sobie :)syna
        tez przyzwyczaja do sprzątania, żebym nie miała dużo pracy.
        Nie wiem moze za dużo od niego wymagam.
        Zawsze mówi, że niedziela jest jedynym dniem kiedy może sobie
        odpocząć, pospać dłużej, bo w sobotę też często musi rano wychodzic.
        Więc może ma racje? Za bardzo Go ścigam?


        • caysee Re: Czuję się jak służąca.... 04.10.09, 19:57
          > Zawsze mówi, że niedziela jest jedynym dniem kiedy może sobie
          > odpocząć, pospać dłużej, bo w sobotę też często musi rano wychodzic.
          > Więc może ma racje? Za bardzo Go ścigam?

          To zalezy... Obydwoje pracujecie? Bo jezeli ty nie pracujesz, to moze ciezko ci
          zrozumiec, ze wlasnie ten jeden poranek jest dla niego "swiety".

          A po drugie: czy nie jest moze tak, ze on moze i by zrobil to sniadanie, ale
          troche pozniej? Bo pospanie dluzej niekoniecznie wyklucza sie z robieniem sniadania.
          • majka-net Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 07:53
            Obydwoje pracujemy, ale problem jest chyba w tym że ja nie lubię
            długo spać, bo szkoda mi czasu a zresztą nie mam za badrdzo jak, bo
            nasz syn wstaje w weekendy 7-7.30 to juz z przyzwyczajenia.
            Pozwalamy mu oglądać rano bajki żeby mozna było choć tak do 8:30
            pospać, ale potem to juz wyższa konieczność :)
            Dlatego też ja zazwyczaj robię śniadania dla nas wszystkich.
            Teraz pisząć zaczynam uświadamiać sobie że jednak przesadzam i
            niepotzebnie sie Go czepiam.
            Dziękuje Wam wszystkim za odpowiedzi, przydały się żebym mogła sobie
            uświadomic że to we mnie jest problem a nie w Nim ;)
            • dymscha Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:20
              zwykłe czepialstwo, tym bardziej skoro facet nie uchyla się od obowiązków.
              Wielka mi afera, że facet chce się wyspac po tygodniu pracy, ale nie, musi się
              zrywać żeby żonce podać śniadanko do łóżka, najlepiej z różą w zębach, coby się
              poczuła jak jakaś pretty woman...
              Zaiste problem godzien roztrząsania na forach internetowych. Mój Boże...
            • zielony.raj Zrób tylko sobie sniadanie, reszta też ma 2 ręce 08.10.09, 17:50
              To sobie sama zrób śniadanie, a reszta jak w stanie to niech sobie sama zrobi!
              Czy nie masz nic interesującego do roboty, tylko czekanie na dwóch
              samców-nierobów aż wstaną i dogadzanie im i podstawianie pod nos gotowego??
              Skoro pracujesz to tobie też należy się wolne i odpoczynek w równym stopniu jak
              twojemu męzowi.
              Jeśli twoje dziecko jeszcze nie jest na tyle duże to zrób dziecku jedzenie. Ale
              mężowi nie musisz. On jest dorosły i niech sam zadba o siebie.
        • kretynofil Nie chce pieprzyc od rzeczy... 08.10.09, 10:36
          ...jak jakas nawiedzona "socjolozka" - ale raczej za duzo nie wskorasz, marudzac "może wstałbyś choc raz i zrobił sam dla nas śniadanko..., a nie zawsze ja..."

          Zreszta, skoro jestes mezatka, to chyba wiesz jak sobie radzic z facetem, co? Mala sugestia - calego faceta ciezko postawic do pionu, trzeba zaczac "po kawalku". Jak "kawalek" wstanie, to i reszta da rade ;)
        • panistrusia Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:29
          > wszystko w domu mi zrobi, sprząta po sobie

          Tobie zrobi w domu???
        • jackie71 To masz szczęście... 08.10.09, 12:43
          Mm jest miły, ale jego obowiazki domowe to dostarczanie pieniedzy do domu i
          zrobienie dziecku rano mleka, czasem ją przewinie. Robi potworny bałagan,
          którego nie widzi, a jak talerz po sobie zostawi na blacie w kuchni ( do
          zmywarki już mu się nie uda dotrzeć ;) ), to jestem w szoku, bo z reguły
          zostawia go tam, gdzie siedzi, czyli w różnych miejscach.
        • towditowdi Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:46
          Cały problem w Twoim podejściu:
          "...wszystko w domu mi zrobi, sprząta po sobie (...), żebym nie
          miała dużo pracy..."

          Chodzi o to "mi". Zakodowane masz że to tój obowiązek. "MI zrobi". A
          dlaczego nie NAM? Skoro wychodzisz z założenia że wszystkie prace
          domowe są twoje to ja facetowi wcale się nie dziwię. Zawsze
          przyjemniej poleżeć niż robic coś co jest czyimś obowiązkiem i to
          obowiązkiem który sama na siebie z własnej nieprzymuszonej woli
          wzięłaś. Skoro zawłaszczyłaś sobie to wszystko dla siebie to w 100%
          popieram faceta, że nie wciska między wódkę a zakąskę. Będąc na jego
          miejscu wciskałabyś się? - bo ja nie.

          Pozdrawiam
        • gryzikiszka Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 14:32
          majka-net napisała:

          wszystko w domu mi zrobi, sprząta po sobie :)syna
          > tez przyzwyczaja do sprzątania, żebym nie miała dużo pracy.

          O ludzie! "Mi pomaga" - czyli że wszystko związane z domem to Twoja działka, a on może najwyżej pomóc? I jeszcze "sprząta po sobie" - to już w ogóle nie ma co wymagać, przecież tyle robi...

          > Nie wiem moze za dużo od niego wymagam.
          > Zawsze mówi, że niedziela jest jedynym dniem kiedy może sobie
          > odpocząć, pospać dłużej, bo w sobotę też często musi rano wychodzic.
          A przypadkiem niedziela nie jest też jedynym dniem kiedy Ty się możesz wyspać?
    • deaarts Re: Czuję się jak służąca.... 05.10.09, 16:02
      a przed ślubem był pomagający? czy wyszłaś za niego bo miał motór?
      • majka-net Re: Czuję się jak służąca.... 06.10.09, 13:52
        On zawsze był pomagający i jest do tej pory ale miałam swoje
        zachciewajki. Poprostu chciałabym żeby choc raz zrobił mi śniadanie
        do łóżka, czy wymagam zbyt wiele? chyba nie :P chodzi o zwykła
        przyjemność, którą ja mu zazwyczaj robię :)
        • zonkastonka Re: Czuję się jak służąca.... 06.10.09, 14:07
          To skoro chcesz to śniadanie do łóżka to mu to POWIEDZ. On się nie domyśli albo
          będzie udawał, że się nie domyśli, bo jeszcze by musiał wstać :)
          Z tytułu wątku wywnioskowałam, że jest fatalnie, ale widzę że ten twój mąż nie
          taki zły jak go malują :)
          Ja mam identyczną sytuację: 4 lata po ślubie, 1 dziecko. Śniadania zawsze robię
          ja. No, od czasu do czasu usmaży w niedzielę jajecznicę a w sobotę pojedzie
          samochodem po bułki (jak mu powiem, oczywiście). Talentu kuchennego nie ma...
          Na jego pytanie "co chcesz na 3 rocznicę ślubu" odpowiedziałam: "śniadanie do
          łóżka". Niestety mieliśmy wtedy b. gorący czas budowy i wykańczania domu.
          Śniadania doczekałam się...jakieś 4-5 miesięcy przed CZWARTĄ rocznicą :) Powód:
          "bo ty zawsze wstajesz wcześniej ode mnie i ja nie miałem okazji" (p.s. a jak
          już wstał o tej 5.00/6.00 to grzał na budowę)

          Kawę też zawsze robię ja bo ponoć robię najlepszą na świecie :)
          Biorąc pod uwagę to, że ogólnie pomaga mi w domu i przy dziecku, no i sam ma
          ciągle jeszcze wykańczanie domu w którym mieszkamy na głowie - nie narzekam.

          Autorce radzę tylko żeby przestała czekać aż się mąż domyśli.
          • malgoszac Re: Czuję się jak służąca.... 06.10.09, 17:55
            haha zastonka... grunt to sobie przypasowac!
            mnie taki maz jak Twoj by wqrwial do nieprzytomnosci ;-)
            • majka-net Re: Czuję się jak służąca.... 07.10.09, 08:57
              A niby dlaczego, co by miało byc tego przyczyną?
              • malgoszac Re: Czuję się jak służąca.... 07.10.09, 09:40
                ano dlatego, ze
                a. chyba bym sie wsciekla jakbym miala robic codziennie sniadanko
                (czysto ideologicznie - maz to nie dziecko, zeby go karmic)
                b. wymagam jednak wiekszej inicjatywy i troski od meza - a nie tylko
                reakcji na moje roszczenia w stylu 'idz po bulki' (bo inaczej by nie
                poszedl i bysmy suchy chleb jedli)
                c. nie rozumiem co oznacza 'nie ma talentu do gotowania', ja 'nie
                mam talentu do sprzatania' a i tak sprzatam, bo taka jest potrzeba.
                Wszystkiego mozna sie nauczyc, przy odrobinie dobrej woli. A jak sie
                nie ma checi - to zawsze mozna przeciez zarabiac tyle, zeby zone w
                restauracjach karmic ;-)
                • bambussi Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:32
                  haha malgoszac... grunt to sobie przypasowac!
                  mnie taka żona jak Ty by wqrwiala do nieprzytomnosci ;-)
                  • malgoszac Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 16:37

                    i jak pieknie :-)
                    dlatego, co fajniejsze dzieczyny wychodza za obcokrajowcow, bo
                    niestety w kraju przewaga takich misiow poszukujaca wiktu i
                    opierunku ;-)
                    • groszek48 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 21:53
                      taaa... a każdy obcokrajowiec to taki przystojny i mądry i bogaty i pomoże i
                      dobrze zarobi i tam u niego za granicą to tak pięknie jest i lepiej i w ogóle i
                      w ogóle... dobre bo kwaskowe :)
                      • malgoszac Re: Czuję się jak służąca.... 11.10.09, 10:10
                        moze nie kazdy - oceniam z wlasnego doswiadczenia
                        ale istotnie cenie sobie zycie poza polska, i zawodowo i towarzysko...
          • elle444 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 17:04
            Dobra rada. Ja bym jeszcze dodała , ze dla faceta to sniadanie nie
            jest az tak wazne jak dla kobiety. Dla niego śniadanie to śniadanie,
            a dla kobiety wyraz "troski, miłości i oddania". Tak więc śniadanie
            za śniadanie to nie jest uczciwy "deal". Radziłabym dociec, co by
            męzowi sprawiło porównywalną przyjemność (w sumie to nie trudno
            zgadnąć) i taką wymianę zrobić.

            Aha, u mnie kawę tez robi mąz i to super kawe. Robi ją dla siebie ,
            bo lubi i dla mnie przy okazji. Rewanzu raczej się nie doczeka, bo
            ja kawy generalnie nie pijam i jak bym miała to tak celebrowac jak
            on (zaparza ją w ekspresie parowym, gotuje mleko, ubija z niego
            pianę, zalewa kawę i wychodzi macciato), to wolałabym sobie zupełnie
            darowac. Myślę, ze z tym sniadaniem może byc podobnie. Aha, mąż nie
            robi z tego problemu.
        • mrowka_r Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 19:59
          Nie chcę się wcinać, ale może problem jest podobny jak u mnie.
          Chociaż u nas to nie problem, bo dałam sobie spokój i od razu lepiej ;-)
          Mój mąż też nie lubi rano wstawać, zwłaszcza w weekend. Jeśli mam wolną
          sobotę/niedzielę to wstaję sobie o której mi pasuje, ostatnio była to 5:55
          (!!!), robie sobie coś dobrego do jedzenia i zajmuje się sobą, a jemu pozwalam
          spokojnie wyspać do 10/11. A co niech ma ta odrobinę błogiego lenistwa!
          Może u Was dałoby się podobnie? Tzn. umówcie się, że w sobotę ty wstajesz i
          zajmujesz się rano śniadaniem i dzieckiem, a w niedziele zamiana? Albo po
          południu on idzie z dzieckiem na spacer a Ty masz czas tylko dla siebie?
    • alba27 Re: Czuję się jak służąca.... 07.10.09, 13:03
      Skoro w tygodniu tez zajmuje się domem to może mu odpuść te
      niedzilne śniadanka. Ja muszę w sobotę i niedzielę się wyspać i
      odespac cały tydzień wstawania o 6 i wielkim bólem było by dla mnie
      wstanie i przygotowanie dzieciakom śniadania. Mój mąz rano wstaje
      bez problemu za to po obiadku w weekend lubi sobie zrobić małą
      drzemkę. Dlatego u nas jest tak, że ja w tygodniu robię kolacje a on
      w weekendy śniadania. a ja sobie leżę conajmniej do 9:) Do pracy
      każdy z nas coś sobie robi we własnym zakresie a dzieciaki jedzą
      sniadanie w przedszkolu.
    • baabcia Re: Czuję się jak służąca.... 07.10.09, 22:00
      to co dla Ciebie jest ważne i symboliczne dla niego jest pikusiem; mozesz mu
      opowiadać ze marzysz o sniadanku w niedziele na tacy do wyreczka i z róza itd -
      to facet załapie bo skojarzy z supermenem i swoim potencjałem ; Może po róze nie
      poleci ale jakaś jajecznica na bank się pojawi a u niego wizja super sexu moze
      tylko teoretycznego ale jednak itp;
      Ty słabo czujesz się w tym zwiazku i nie masz odwagi wymagać - swietnie Cie
      rozumiem, bo mnie też nigdy nie interesowały podchody zeby facet mi sprwaił
      przyjemnośc - chce to robi;
      Ale dziś jedynaków i ciap multum a do tego panienki cwane i czarujące - facet
      chodzi jak w zegarku a kobieta tylko podrzuca mu pomysły co to by ona chcała od
      takiego wspaniałego faceta;
      no jak on pieknie drzwi do samochodu otwiera;
      no jaki świetny ten cukiereczek od niego ale jaby tak jutro mial bombonierke a
      po jutrze BMW to jej biust by był o 2 numery większy
      I tak babki funkcjonuja i faceci to uwielbiaja;
      Kiedy docenisz swoja wartosc nie bedziesz mu robiła; kawy kiedy nie prosi kiedy
      mu zrobisz to przypomnisz ze trzeba podziękować i tyle bo raczej się nie
      zmienisz w sexisekretarke :-) czy jak to nazwać kobietę atrakcyjną i gotowa
      ogolić goscia z kasy w pięknym stylu;
      Uwierz kobiety sa super tylko nie moga kochac za bardzo - ja sie nie umiem
      przestwić i "zaopiekuję się " każdym dlatego wolę być solo i dbać o siebie -
      kawa kiedy chce i wdzięczność ogromna - zawsze sobie robię taka jaką uwielbiam i
      wtedy kiedy chcę :-)
    • zbrojarz.betoniarz Czepiasz się kobieto 08.10.09, 09:43
    • zulu_gula1 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 09:52
      Jeśli zarówno mąż, jak i żona pracują, powinni dzielić się
      obowiązkami na pół np. ona bierze gotowanie, pranie i prasowanie,
      on: zmywanie, odkurzanie, ścieranie kurzy. Ja wolałabym być sama,
      jesli musiałabym po ciężkim dniu pracy, resztę wolnego czasu spędzać
      obsługując resztę domowników. Jesli pary sobie pomagają, mają potem
      jeszcze trochę wolnego czasu, aby spędzić go w ciekawy, przyjemny
      sposób:-)
      • pyzz Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:15
        > Jeśli zarówno mąż, jak i żona pracują, powinni dzielić się
        > obowiązkami na pół
        Jeszcze zależy ILE oboje pracują. Jeżeli on pracuje na półtora etatu, ona na
        pół, to nie wydaje mi się, aby dzielenie obowiązków domowych na pół było
        sprawiedliwe. To ważne, bo odsetek polskich kobiet w wieku produkcyjnym, które
        pracują przynajmniej na cały etat jest ponoć nawet mniejszy, niż 40%, całkiem
        sporo z nich pracuje zarobkowo, ale bardzo mało (de facto dlatego, że WOLĄ
        zajmować się dziećmi). Praca zarobkowa jest znacznie bardziej stresująca i
        wyniszczająca organizm, niż prace domowe, które są wprawdzie nieprzyjemne, ale
        nie kończą się wrzodami, czy zawałami serc. Dlatego za połową prac domowych
        powinna pójść również połowa pracy zarobkowej. A pisząc połowa nie mówię tylko o
        roboczo- (z niechęci użycia bardziej dosadnego określenia) godzinach.
        • zulu_gula1 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 14:14
          Zgadzam się - oboje muszą pracować na pełen etat. Ilość obowiązków
          domowych powinna być współmierna do czasu pracy...Jednak pracy na
          pół etatu jest o wiele mniej, większość Pań pracuje na 100%.
          • pyzz Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 17:02
            > Zgadzam się - oboje muszą pracować na pełen etat. Ilość obowiązków
            > domowych powinna być współmierna do czasu pracy.
            Raczej do pracy, a nie tylko czasu pracy. Nie możesz liczyć 8 godzin za np.
            kółkiem taksówki (co jest w polsce wręcz niebezpieczne) na równi z 8 godzinami
            robienia manicure. Pod względem narażenia na stres to są dwie kompletnie różne
            sprawy.

            > Jednak pracy na
            > pół etatu jest o wiele mniej, większość Pań pracuje na 100%.
            Nieprawda:
            www.polskatimes.pl/dziennikzachodni/pieniadze/100271,dlaczego-mezczyzni-zarabiaja-wiecej,id,t.html
            "Zatrudnienie kobiet w ciągu ostatnich lat stale wzrasta (obecnie wynosi 58,3
            proc., podczas gdy wśród mężczyzn 72,5 proc.), to kobiety nadal częściej niż
            mężczyźni pracują w niepełnym wymiarze czasu (odsetek ten wynosi 31,2 proc. dla
            kobiet i 7,7 proc. dla mężczyzn)"
            Jeżeli na cały etat, lub więcej pracuje 68,8% spośród kobiet zatrudnionych
            (które stanowią 58,3% kobiet w wieku produkcyjnym) to znaczy, że kobiety
            pracujące na co najmniej cały etat stanowią 40,1% kobiet w wieku produkcyjnym.
            Czyli mniejszość a nie większość.
            • koko000 Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 09:59
              Jeśli zauważasz kobiety pracujące jedynie jako robiące maniciure, to
              bardzo współczuje wąskich horyzontów. Czy słyszałes może o młodych
              kobietach w Polsce, które lądują w szpitalach z zawałem serca od
              przepracowania? Tak, tak, my również zajmujemy kierownicze czy
              specjalistyczne stanowiska, a na dodatek musimy być lepsze od
              facetów, bo pracodawcy wolą zatrudniać ich.
              A propos artykułu: Zatrudnienie kobiet w ciągu ostatnich lat stale
              wzrasta (obecnie wynosi 58,3 proc., podczas gdy wśród mężczyzn 72,5
              proc.), to kobiety nadal częściej niż mężczyźni pracują w niepełnym
              wymiarze czasu (odsetek ten wynosi 31,2 proc. dla kobiet i 7,7 proc.
              dla mężczyzn)
              Artykuł jest mało precyzyjny: podany odsetek może dotyczyć ogółu
              kobiet zatrudnionych, wtedy mamy większość kobiet pracujących na
              cały etat.
              Pozdrawiam.
              • aiczka Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 10:45
                "Raczej do pracy, a nie tylko czasu pracy. Nie możesz liczyć 8 godzin za np.
                kółkiem taksówki (co jest w polsce wręcz niebezpieczne) na równi z 8 godzinami
                robienia manicure. Pod względem narażenia na stres to są dwie kompletnie różne
                sprawy."

                To zdanie nie wskazuje na to, aby Pyzz zauważał tylko kobiety pracujące jako
                manicurzystki. Zwraca tylko uwagę, że w przypadku niektórych zestawień zawodów
                trudno mówić o jednakowym wysiłku podczas ośmiu godzin pracy. Nie każdy
                kierownik ma za żonę kierowniczkę z tej samej branży, nie każdy policjant jest
                żonaty z policjantką, nie każda pielęgniarka ma za męża pielęgniarza itd.

                Dla mnie oczywiste jest, że kiedy ktoś wraca z pracy bardziej zmęczony niż druga
                osoba, to ta druga osoba ma więcej siły na zajęcie się domem. U nas to, kto jest
                bardziej zmęczony, jest zmienne i odpowiednio dbamy o siebie nawzajem.
              • pyzz Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 12:27
                > Jeśli zauważasz kobiety pracujące jedynie jako robiące maniciure, to
                > bardzo współczuje wąskich horyzontów.
                Nie zauważam, a jak już zauważono, z mojej wypowiedzi nie wynika wcale, abym
                zauważał. Za to Ty najwyraźniej nie zauważasz, że jednak statystycznie rzecz
                biorąc kobiety wybierają (powtarzam: statystycznie) zawody i miejsca pracy
                bezpieczniejsze mniej stresujące i męczące, nawet kosztem płacy, podczas gdy
                mężczyźni odwrotnie (nb jest to jedna z głównych przyczyn różnicy płac w ogóle
                populacji). Podane zawody były tylko przykładami. Ale właściwie wszystkie
                stresujące zawody są zmaskulinizowane, od kontrolera ruchu lotniczego, poprzez
                menedżera giełdowego, po kanara.

                > ...a na dodatek musimy być lepsze od
                > facetów, bo pracodawcy wolą zatrudniać ich.
                Akurat. W mojej pracy akurat za płeć kobiety dostają dodatkowe punkty, a nie
                odwrotnie.

                > A propos artykułu: Zatrudnienie kobiet w ciągu ostatnich lat stale
                > wzrasta (obecnie wynosi 58,3 proc., podczas gdy wśród mężczyzn 72,5
                > proc.), to kobiety nadal częściej niż mężczyźni pracują w niepełnym
                > wymiarze czasu (odsetek ten wynosi 31,2 proc. dla kobiet i 7,7 proc.
                > dla mężczyzn)
                > Artykuł jest mało precyzyjny: podany odsetek może dotyczyć ogółu
                > kobiet zatrudnionych, wtedy mamy większość kobiet pracujących na
                > cały etat.
                Właśnie tak to policzyłem! Wskaźnik zatrudnienia kobiet (to 58,3%) obejmuje
                wszystkich, którzy pracują zarobkowo przynajmniej 1 godz. tygodniowo. Spośród
                nich 31,2% pracuje na niepełny etat. Czyli kobiet pracujących na minimum etat
                jest 68,8% pracujących w ogóle czyli 68,8% z tych 58,3%, czyli
                0,688*0,583=0,401, czyli 40,1%. Gdybym odniósł te 31,2% do całej populacji to
                wynik byłby jeszcze niższy i wyniósłby 58,3pkty proc.-31,2pkty proc.=27,1% całej
                populacji.
        • groszek48 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 22:00
          bo od dawna wiadomo, że po równo nie zawsze znaczy sprawiedliwie ;)
          trzeba się umieć dogadywać - ot tajemnica sukcesu!
    • leew1 ten facet to chyba święty! 08.10.09, 09:53
      cztery lata wytrzymał z nienormalną żoną! Nobel mu się należy, a przynajmniej
      order. Chyba,że pracujesz na etacie tak jak i on- to wtedy sorry- bo nie napisałaś
      • majka-net Re: ten facet to chyba święty! 08.10.09, 11:58
        Owszem napisałam że obydwoje pracujemy.
        • leew1 Re: ten facet to chyba święty! 08.10.09, 13:57
          majka-net napisała:

          > Owszem napisałam że obydwoje pracujemy.
          rzeczywiście! umknęło mi to PRZEPRASZAM! w takim razie współczuję Ci, bo moja
          żona też pracuje, ale ponieważ wraca później z pracy, to ja zawsze podgrzewam
          jej obiad (który ona przygotowuje wcześniej) i przygotowuję kolację dzieciom.
    • yulek_cezar Łoj... 08.10.09, 10:00
      Gdy przychodzi z kawą, wyciągnąć mu ją z ręki i powiedzieć z uśmiechem:
      dziękuję, że zrobiłeś mi kawę kochanie, zawsze o mnie myślisz.

      Kombinuj dziewczyno, jesteś kobietą, manipulatorką, kombinatorką, wcieleniem
      szatana!
      • aneta-skarpeta Re: Łoj... 08.10.09, 10:28
        yulek_cezar napisał:

        > Gdy przychodzi z kawą, wyciągnąć mu ją z ręki i powiedzieć z
        uśmiechem:
        > dziękuję, że zrobiłeś mi kawę kochanie, zawsze o mnie myślisz.
        >
        > Kombinuj dziewczyno, jesteś kobietą, manipulatorką, kombinatorką,
        wcieleniem
        > szatana!


        dokładnie:)

        ja mieszkam z facetem od 2.5 roku ( wczesniej byłam parę lat zamężna
        z innym). Mój partner to z charakteru leń patentowany do robót
        domowych:) i spioch nad spiochami. No ale nauczona doswiadczeniem
        nie dałam sobie wejśc na głowe- oczywiście nie jestem tyranem, do
        tego sama z siebie lubie gotwac, sprzątac i jestem ranny ptaszek- do
        tego mam inklinacje do bycia "kochana zonką":) Ale wystarczyło ze
        pojechałam pierwszy raz - zeby poznac tesciową- jak zobaczylam jak
        hrabia lezy na kanapie i ma podawana herbatę, to powiedziałam " o
        nie!" choćby miałby mi widelce tylko wkładac do zmywarki to będzie
        pomagał!:)

        łatwo nie było, choć nie moge powiedziec bo starał się, jak juz go
        poprosiłam to zrobil. Z czasem nauczył się, w ramach kompromisu np
        on robi sniadania w weekend, a ja w tyg ( bo dla mnie ma porblemu
        wtac o 5.30- do robienia obiadu często go zapraszam- oczywiście do
        tych najgorszych robót;P

        dodatkowo bardzo angazuje sie w zajmowanie "naszym" 7 letnim
        dzieckiem. W związku z tym, ze to chłopak i to w takim wieku więc im
        łatwiej jest sie bawic, grac w piłke itd niz z mamusią, wiec grzech
        byłoby narzekać

        Jak powiem "misiu zrób mi kawki" to mi zrobi, najwyzej musze
        przypomniec bo po drodze potrafi zapomnieć;)... ale ważne że robi,
        po prostu on sobie samemu nie robi to nie mysli tez o mojej kawce


        dodatkowo- co jest ogromnym plusem- sam ode mnie nie wymaga bóg wie
        ile. Nie chce mi sie sprzątac, a jemu akurat tez ( co nie jest
        niczym niezwykłym w jego przypadku) nie to mówi " misiu dajmy
        dzisiaj spokoj, jutro razem posprzatamy, choc obejrzymy film:)"

        tak wiec trzeba sobie chłopa wychowac jednocześnie nie oczekując nie
        wiadomo czego. nawet jak robi kawe po Twoim upomnieniu to ważne, że
        zrobi:)
      • majka-net Re: Łoj... 08.10.09, 12:00
        hehe dobre to było, podoba mi się i chyba wezme to sobie do serca ;)
    • maparozumu Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:06
      sama wybrałaś teraz trzeba cierpieć
      • o-qrde.pl Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:17
        Dla jednej to co robisz nie stanowiłoby żadnej sprawy. Problem w
        tym, że robiąc to CZUJESZ się jak służąca. A więc porozmawiaj z
        mężem, a nie czekaj, aż się domyśli, bo nadal będzie się czuć, a on
        nie będzie wiedział o co chodzi.
        • vincentyna Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:45
          Czepiasz sie. Sama napisalas, ze lubisz rano wczesnie wstac, a maz lubi w likend
          pospac. Uwazasz, ze dla twojego kaprysu on powinien sie wczesnie rano (wbrew
          sobie) zerwac, by Ci bulke do lozka przyniesc? Jesli tak, to siedz w lozku i
          czekaj az on sie obudzi.
          • aneta-skarpeta Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:58
            w ten sposób to ona powinna robic sama sniadania cely tydzien, bo on
            lubi pospac, a ona rano wstaje, robic kawe, bo on nigdy o tym nie
            pomysli, a co to za problem zrobic kawe?

            obiad tez powinna zawsze sama robic, bo po pracy zmeczony itd itd itd

            tymbardziej, ze w tyg sniadanie je sie przewaznie z samego rańca i w
            pospiechu, a w weekend mozna wstac o 9 i zrobic na spokojnie i
            siedziec przy nim chocby do 12-stej..albo zjesc sniadanie i
            spowrotem do lozka:)

            mysle, ze jej chodzi raczej o to, ze on nie mysli nic a nic o
            sprawianiu jej przyjemnosci.
            Nie oszukujmy sie- zrobienie sniadania to zadne problem i niezbyt
            ciezka praca- chodzi o to, zeby pokazał ze docenia co ona orobi dla
            nich i chce w ten sam spoób okazac jej uczucie...a czasem zrobienie
            ulubionej kawy zonie/meżowi daje im najwiecej radosci i najlepiej
            uswiadamia jak bardzo ich kochamy:)
    • dannybailey Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 10:53
      Bo to jest tak:
      Zakochanie (jeśli było) trwa ok. 2 lat (nieszczęśliwe więcej) potem
      każdy jest taki, jaki jest w rzeczywistości.
      Spróbuj go w sobie zakochać od nowa i waszystko będzie ok na około 2
      lata, na pewno nie warto stawać się zgryźliwym.
      Mówię to po 19 latach małżeństwa ;-)
    • lavinka Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:07
      Nie mam tego problemu, bo nie potrafię szybko wstać. :)
      Małż Twój przejawia objawy depresji. No, może stanów depresyjnych,ale
      problemy z obudzeniem są częstym początkowym objawem. Fochowanie i
      długotrwałe milczenie zresztą też. Bardziej bym się martwiła tym, niż
      potencjalnym własnym służalstwem. Znaczy jedyna recepta to kopa w 4
      litery. Jeśli rzeczywiściema depresję(lekką) to nie wolno "głaskać po
      głowie i pomagać". Odwrotny skutek do zamierzonego,
      ubezwłasnowolnienie osoby przygnębionej skutkuje zwiększaniem się
      przygnębienia.
      • lucyna_n Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 14:18
        nie wiesz o czym piszesz.
      • zupa_serowa_z_grzankami Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 22:13
        rozumiem, że jak ktoś ma problem ze wstawaniem rano (np. przez siedzenie po
        nocach, bycie typową "sową", brak magnezu itp.) to od razu ma depresję?

        Uderz się w głowę tylko równo. I mimo przejścia depresji w życiu bym nie zwalała
        lenistwa i braku, nazwijmy to, "pomyślunku" o drugiej osobie na depresję. Chyba
        nie masz pojęcia jak wygląda depresja.
        • aneta-skarpeta Re: Czuję się jak służąca.... 12.10.09, 15:33
          zupa_serowa_z_grzankami napisała:

          > rozumiem, że jak ktoś ma problem ze wstawaniem rano (np. przez
          siedzenie po
          > nocach, bycie typową "sową", brak magnezu itp.) to od razu ma
          depresję?
          >


          tylko tez pytanie co oznacza " późne wstawanie "

          dla jednego to 12sta, dla drugiego 9 rano

          a tak w ogóle to najfajniej jak sie w wolne dni razem robi
          sniadanie, potem razem je zjada, rozmawia, a potem sprzata po:)
    • ideefiks nie rozumiem 08.10.09, 11:09
      majka-net napisała:
      > Jestem po ślubie 4 lata i czuję się jak służąca :(

      Cztery lata byłaś służącą na własne życzenie i nagle ci się znudziło?
      • yulek_cezar Ja rozumiem! 08.10.09, 11:16
        Po czterech latach związku jest najwięcej rozwodów. To mniej więcej wtedy kończy
        się fizyczne zauroczenie. Pewnie przestał być uroczym samotnikiem, czułym
        artystą, a stał się pieprzonym nieużytecznym nierobem.
        Bo najważniejsze to złapać takiego uroczego samotnego wilka, by go później
        wytresować jak domowego psiaka, by później móc narzekać, że jest inny niż na
        początku.

        Eeeech kobiety....
        • ideefiks Re: Ja rozumiem! 08.10.09, 11:22
          yulek_cezar napisał:
          > Bo najważniejsze to złapać takiego uroczego samotnego wilka, by go
          później
          > wytresować jak domowego psiaka,

          W tym przypadku, o ile dobrze rozumiem to co założycielka wątku
          napisała, to raczej on ją do tej pory tresował na domową suczkę... :)
          • zb1k Re: Ja rozumiem! 08.10.09, 11:46
            moze tak z drugiej strony
            gotowanie- potrafie zrobic jajecznice, ale najczesciej gotowanie
            polega na otwarciu lodowki i chwyceniu czegos.
            poranna kawa- moge robic codziennie, ale o 9-10 rano, a nie o 7-8
            kiedy przewracam sie na drugi bok, budzenie tzw. "sowy"
            przez "skowronka" zeby zrobil mu kawe "bo juz nie spie 3 godz"
            uwazam za chamskie.
            natomiast wieczorem moge siedziec do 2 w nocy, a jestem zapedzany do
            wyra o 22 bo "juz zasypiam".
            poziom odpornosci na "syf" w mieszkaniu tez mam wiekszy, dla mnie
            jest czysciutko, a dla mojej kochanej juz wielki "burdel"

            ps. kocham Cie Edysiu ;)
    • rychu_taxi_drajwer Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:48

      Jak zarabia więcej od Ciebie, to opisana sytuacja jest uzasadniona.
      • zb1k Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 11:56
        rychu_taxi_drajwer napisał:

        >
        > Jak zarabia więcej od Ciebie, to opisana sytuacja jest uzasadniona.

        zarabianie nie ma nic do rzeczy, ew. moze miec jesli ona nie pracuje
        tylko zajmuje sie domem
        • rychu_taxi_drajwer Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 21:56
          Ma do rzeczy - jeśli składa się w mniejszym stopniu na przedsięwzięcie pt.
          gospodarstwo domowe, to niech nadrabia byciem służącą.
    • binka-net Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:00
      Czytając ten artykuł coś mi to przypomina,wiesz ja już jestem prawie
      15lat po ślubie,jakoś sobie z tym poradziłam,było ciężko,ale
      zaczęłam myśleć o sobie.Mój małżonek identycznie zachowywał się jak
      twój,a ja miałam ciągle poczucie winy.Wytrzymałam 10 lat,potem
      zaczęłam się buntować,pomogło!Żałuję tylko że dopiero tak późno!Ty
      masz szansę zrób to wcześniej,jeśli mąż cię kocha to się
      zmieni.Życzę wytrwałości!!!!
    • aniorek Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:36
      Znowu troll piszacy na zamowienie gazety w celu nabicia postow?
    • titta Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 12:40
      Tak mialam. Zrobienie kawy/herbaty przez niego tylko dla siebie,
      konczylo sie moim fochem i odeslaniem pana do kuchni. Ew. przymilna
      prosba, ze ja tez chce. Nigdy sie nie nauczyl, ale po jakims czasie
      wystarczylo tylko wymowne spojzenie. Sniadania nie robil, ale
      wysylalam przed po cieple bulki do sklepu. Z czasem weszlo mu to w
      krew. Podziwialam jak na wakach potrafil wstac o 6 i dralowac 6 km.
      po pieczywo. Jak sie ma taki model, to trzeba troche nim pokierowac.
      • binka-net Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:13
        Zgadzam się z całkowicie z tittą,nad związkiem trzeba
        popracować,warto!
        • lavenders27 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:32
          Jedno Wam powiem. Od początku małżeństwa ANI RAZU nie zrobiłam mężowi
          kawy,herbaty, kanapki... Robi sobie sam, po to ma ręce. Gotujemy różnie - raz
          ja, raz on, czasem wspólnie. Nie prasuję mu też ubrań, ani po nim nie sprzątam.
          Zapowiedziałam mu przed ślubem, że tego robić nie będę - odpowiedział mi, że
          szuka partnerki, a nie służącej czy matki. Do dziś nosi mnie na rekach, zdarza
          mu się budzić mnie rano kwiatami - bo od początku nie dałam się traktować jak
          pokojówka, tylko wymagałam atencji godnej kobiety jego życia.

          Wiecie dlaczego faceci tak wielbią swoje kochanki, które nie koniecznie sa
          piękne i powabne? Bo kojarzą im się wyłącznie z przyjemnością, a nie z myciem
          garów i podłóg. To nie jest sexy ;)
          • titta Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 15:02
            No, ja podrywalam zawsze na robienie kawy ;) Dziala bezblednie,
            takze na zonatych (ciekawe dlaczego?;)
            Tyle, ze oczekuje wzajemnosci.

            • groszek48 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 22:10
              no ja nie musiałam podrywać, bo to oni zawsze pierwsi zaczynali :) he, he...
    • ladette w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 13:41
      Mam chlopaka Anglika i on uwielbia gotować, tak jak wszyscy faceci z jego
      rodziny. Ja za to nie. Śniadania robimy razem. W Polsce mamuśki wychowuja synkow
      na inwalidow.. faceci tutaj ledwo herbate sobie umieja zrobic. MASAKRA! A potem
      zony koncza jako sluzace.

      W Anglii faceci nie wstydzą się gotować i co wiecej...swietnie gotuja!
      • chinczykjaponczyk Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 13:46
        ladette napisała:

        > Mam chlopaka Anglika i on uwielbia gotować, tak jak wszyscy faceci z jego
        > rodziny. Ja za to nie. Śniadania robimy razem. W Polsce mamuśki wychowuja synko
        > w
        > na inwalidow.. faceci tutaj ledwo herbate sobie umieja zrobic. MASAKRA! A potem
        > zony koncza jako sluzace.
        >
        > W Anglii faceci nie wstydzą się gotować i co wiecej...swietnie gotuja!

        a córki na inwalidki, co sama potwierdzasz :)
        Kobietko, polscy mężczyźni świetnie gotują.....
        a angole to pijaki :)
        • ladette Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 14:09
          Sam jestes inwalida palancie. Pewnie wyslugujesz sie dziewczyna/zona jak wszyscy
          w tym kraju.A Polacy nie umieja gotowac, przynajmniej wiekszosc.Jak juz ktorys
          umie, to jest "WOW- wielkie HALO".

          A co do pijakow... to chyba wiadomo, z czego Polska slynie.
          • chinczykjaponczyk Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 14:23
            Palancie????? :)))
            Nie wysługuję się nikim i świetnie radzę sobie z obowiązkami domowymi, a nawet
            je lubię, gotować także :)

            A z czego słynie Polska?
            Słynie z pięknej przyrody i ...........polskich buraczków wyjeźdzających do
            Anglii na zmywak :)))

            Więc siedź ze swoim angielskim macho - mordercą (achhhh, ochhh) i nie marudź:)))
            • ladette Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 14:33
              :) sorry za tego palanta :D
              • chinczykjaponczyk Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 14:49
                ladette napisała:

                > :) sorry za tego palanta :D

                A widzisz, jednak można miło:)
                Po co zaraz wrzucać wszystkich do jednego wora??
      • basia8.93 Re: w Polsce mamuski wychowuja synow na inwalidow 08.10.09, 18:14
        dlaczego mamuśki? a tatusiowie nie muszą wychowywać??? kiedy syn widzi, że
        ojciec gotuje też będzie miał na to ochotę,
    • chinczykjaponczyk Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 13:44
      ludzie przestańcie pić kawę, przecież ona jest obrzydliwa, śmierdząca i wcale
      nie pobudza.
      Kiedyś napiłem się kawy i o mało nie zwymiotowałem.........
    • the_rapist Masz mentalnosc sluzacej 08.10.09, 14:23
      1. Maz traktuje cie jak sluzaca.
      2. Masz mentalnosc sluzacej (wyrzuty sumienia, za mezus sobie kanapki nie zrobi
      i bedzie glodny i strzeli focha - no nie moge)
      3. Czujesz, ze to twoj obowiazek - moze i taki macie podzial rol, a czy jest cos
      co robi tylko maz?
    • anna_mlo Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 14:51
      to straszne gdy kobieta czuje się w związku słuzącą . Bo służyć małym dzieciom
      (swoim) jest ok ale dorosłemu człowiekowi?
      Ja w domu gotuję bo to lubię, ale mąż wynosi śmieci. Nigdy mu np nie piorę.
      Kompletnie mnie to nie interesuje, a jest tych ubrań sportowych naprawdę dużo.
      Czyli jak najbardziej podział obowiązków ale taki, aby wykonywać je chętnie.I
      ważna sprawa-mówmy wszem i wobec gdy czegoś nie możemy zrobić, mamy prawo mieć
      gorszy dzień lub po prostu zdrowie nie pozwala. Kiedyś też się ,,zabijałam" po
      nocach , aby wszystko było zrobione w domu na czas, ale nie tędy droga. Też
      muszę mieć czas na odpoczynek a czy kurze zetrę raz czy dwa w tygodniu? Komu
      przeszkadzają niech je ściera.
    • w.i.l No a potem, gdy facet już zje to śniadanie 08.10.09, 15:00
      zabiera się za naprawę dachu, potem skopie ogródek, wywiezie taczką
      gruz, wyjmie skrzypiące drzwi i nasmaruje zawiasy...
      Pomaluje szafkę, wymieni żarówkę w samochodzie...
      Aż w końcu, ten patentowany leniuch, dopomina się o obiad.
    • koko000 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 15:09
      Większość facetów w Polsce to podli egoiści, ropieszczeni przez
      swoje mamuśki...Na początku są kwiaty, czułe pocałunki, romantyczne
      wieczory, a kiedy zamieszkasz z takim, to zamienia się w leniwca
      pospolitego. Leży na kanapie albo przed kompem, (bo taki dzisiaj
      miał ciężki dzień, o mój boże)a ty biegaj wokół niego (mimo że
      pracujesz tak samo ciężko)...Na takie okazy jest jedna rada - albo
      pomagasz, albo spierdzielaj !
      • zielony.raj Macie to co wychowałyście, głupie baby! 08.10.09, 17:58
        kok000

        A Polki sa wychowywane na roboty kuchenne i służące.
        Ledwo taka przyjdzie z pracy do domu to już się rozgląda co tu jest do
        posprzątania, ugotowania, zrobienia... Zero luzu! Nie potrafi normalnie
        odpocząć! A mężowi nic nie pozwoli zrobić bo i tak nie będzie potrafił/ bo to
        facet itp.
        Same baby jesteście sobie winne! Wychowujecie swoje córki na usłużne kobietki, a
        facetów na leniwych sukin...ynów to tak macie.
        • groszek48 Re: Macie to co wychowałyście, głupie baby! 08.10.09, 21:34
          święte słowa! zielony.raj na prezydenta ;)!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja