Czuję się jak służąca....

    • yagienka1 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 15:28
      Zaczęłabym przyjaźnie: od rannego buziaka w uszko i zapewnienia i
      robienie z nim śniadanka to jest najlepszy poczatek dnia bylo by
      bardzo fajnie gdyby umilił Ci poranek swoim towarzystwem!
      Jeśli nie proponuję podział obowiązków: ja śniadania, ty obiady (tak
      ja zrobilam sprawdza sie rewelacyjnie, kazdy wie co ma robic i nie
      ma klotni - kolacji nie jadamy)
      jeśli nie zaczęłabym robić tylko dla siebie.
    • gazeta_mi_placi Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 15:30
      Trzeba było od początku męża trzymać krótko a nie teraz płakać po necie.
      Ja ze swoim nie mam takich problemów a Tobie współczuję :-)
      • morusika Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 18:52
        Moje doświadczenia po 15 latach małżeństwa - facetom trzeba mówić otwartym
        tekstem o naszych potrzebach, a nie cierpieć w milczeniu licząc na to że się
        domyślą.
    • groszek48 Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 21:26
      tak... moja mam miała podobną sytuację. na początku tak jak ty, chciała być dobrą żoną i matką i podstawiała mężowi i nam wszystko pod nos, wszystko za wszystkich robiła, żeby nam i tacie było miło i żeby jak piszesz mieć święty spokój od fochów taty. szybko jednak, jej dobre chęci stały się jej obowiązkiem. teraz po 30 latach małżeństwa, pan i władca, czyli mój tata, śmie robić awantury o to, że nie ma śniadania, czy że koszula nie wyprasowana, albo że mama za długo po sklepach chodziła... mama zapewne nie tylko czuje się jak służąca, ale faktycznie nią jest. dla tych, którzy nie potrafią docenić tego dobrego, które się dla nich robi nie powinno się nic robić, bo to strata czasu i niepotrzebnie wprowadza się złe przyzwyczajenia. jak piszesz, jesteś już 4 lata po ślubie i zapewne twój pan już jest przyzwyczajony do obsługiwania, więc nie dziw się ... a kto go przyzwyczaił? z tego co piszesz, on myśli, że zrobienie przez ciebie kawy, dla was dwojga jest twoim obowiązkiem, a nie dobrą wolą - współczuję. choć z obserwacji widzę, że nawet "postępowe" (czyli takie które są czynne zawodowo) kobiety, przy swoim misiu zachowują się jak służki. tyle wniosła emancypacja. kobieta jest nowoczesną bo jest wykształcona, bo pracuje zawodowo, bo wychowuje dzieci, bo prowadzi dom, bo obsługuje swojego wybranka. zapominają, ze skoro wychodzą do pracy to obowiązki domowe+wychowanie dzieci, dzielimy po połowie z wybrankiem. a mężczyzna jest przecież 100% mężczyzną bo jest czynny zawodowo i przynosi pensje :) he he kobiety często wpędzają się w takie sytuacje, bo same nie bardzo wiedzą co to partnerstwo, a panowie (te typy leniwe i egoistyczne-bo przecież nie wszyscy są tacy) zacierają ręce i cieszą się, że znaleźli naiwniaczkę, dorzucając obowiązków.
      nie wierze, że nie było znaków przed ślubem, że twój pan to leń i "drobny cwaniaczek". pewnie jeszcze nie raz pokaże ci gdzie twoje miejsce w szeregu, ale pewnie też będą cudowne chwile, bo na pewno się kochacie...
      p.s. zaznaczę, że mam dobre stosunki zarówno z mamą, jak i tatą, jednak nie przeszkadza mi to wyciągać wnioski z obserwacji ich wspólnego życia i relacji między nimi, które nie bardzo mi się podobają. jednak każdy układa sobie życie po swojemu, jak lubi i jak potrafi.
    • samson.miodek Re: Czuję się jak służąca.... 08.10.09, 21:52
      Mialam i dlatego od jakiegos dosc dlugiego czasu wszyscy domownicy
      wiedza ze ja sniadan na weekendy nie robie.Wystarczy ze przygotowuje
      obiady i ze przygotowuje sniadania do pracy i szkoly w ciagu tygodnia.
      Ot co.
      • werner1 Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 00:48
        O takych rzeczach powinno sie dyskutowac juz w szkole.
    • mila.85 Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 08:06
      Nie robisz sobie sama herbaty..? Nie wierzę. Weź się za siebie, nie wstawaj
      rano, powiedz mężowi że teraz jego kolej i po sprawie. Czy "kochanie, zrób mi
      herbatę" nie jest w stanie przejść Ci przez gardło? O co niby Twój mąż miałby
      się obrażać? Sama robisz z siebie służącą i jeśli będzie tak dalej, to za kilka
      lat się wykończysz.
      • suwsuw Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 09:04
        Jak ci juz kilkadziesiat ludzi napisalo - przyzwyczailas chlopa do
        takich warunkow. Ale nic straconego,powoli i stopniowo mozna
        wprowadzic zmiany...
        Ja jestem ponad rok po slubie. Ze dwa razy zrobilam obiad, raz
        sniadanie, ale to nie znaczy, ze sie obijam. Mamy staly podzial
        obowiazkow: maz jest od kuchni i od zakupow spozywczych, ja od
        prania i prasowania. Sprzatanie robimy razem. Jestesmy zadowoleni.
    • nogi Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 10:09
      dobra rada: zabieraj nogę i w drogę... po co ci to?
      nogalalki.blox.pl
    • habibi888-pl Re: Czuję się jak służąca.... 09.10.09, 12:00
      majka-net napisała:
      >...
      >Podpowiedzcie co robić :)

      Rozwiedź się i wyjdź za mnie :)
    • aisog0309 Re: Czuję się jak służąca.... 11.11.09, 22:16
      ja jestem po ślubie zaledwie 7m-cy a też czuję się jak służąca Razem jesteśmy
      już 10 lat mamy dwójkę dzieci 3letnią córkę i trzymiesięcznego synka.I niby też
      nie są to jakieś tam wielkie rzeczy AAAle dlaczego tylko ja mam rano wstawać do
      dzieci robić im śniadanie (mąż rano nie je w ogóle śniadań)np. gdy on jest
      akurat w domu bo ma popołudniową zmianę.Zawsze odpowiada że on nie słyszy kiedy
      dzieci wstają a ja to już jestem przyzwyczajona do tego A jak zaczynam upominać
      się o drobne rzeczy takie jak wykąpanie dzieci zrobienie kolacji to już jest
      problem i od takich niewinnych rzeczy zaczynają się kłótnie między nami tak jak
      dzisiaj on czekał aż ja wykąpie dzieci a ja czekałam aż on wpadnie na pomysł
      żeby to zrobić. No i się zaczęło. Usłyszałam trochę nie miłych słów no i teraz
      jest cisza w domu każdy siedzi sam.A najgorsze jest to że chyba w ogóle nie
      powinnam się odzywać tylko jak przystało na gospodynię domową prać sprzątać
      gotować wychowywać dzieci i mężowi który pracuje (ja niestety od trzech lat
      siedzę w domu)po przyjściu z pracy podać obiadek i pozwolić siedzieć resztę dnia
      przy kompie. Bo właśnie tak spędza czas w domu z małymi przerwami na papierosa
      wyjściem z psem lub czasami pomyje naczynia i zamiecie podłogę udając że
      przecież mi pomaga a ja się go ciągle czepiam i nie wiadomo co chcę od niego.a z
      tego wszystkiego najlepsze jest to że jak się odezwę to on zawsze się mnie pyta
      czy on gdy wraca z pracy to ma wszystko robić jeszcze w domu a ja nic Ja mu
      odpowiadam że gdyby za moją pracę płacili to miałabym więcej niż on.Muszę
      jeszcze nadmienić że ja jestem z dziećmi cały czas sama bo tu gdzie mieszkamy
      nie mam ani znajomych a rodzice mieszkają dalej i na dodatek jeszcze pracują
      oboje bo jego to siedzą w domu ale do niczego za bardzo się nie nadają a i
      zresztą podejście teściów do wychowywania dzieci mi się nie podoba. Ale się
      rozpisałam a mogłabym jeszcze bardziej. Chyba mi trochę lepiej choć nie całkiem
      bo ból w sercu jest i to duży gdy człowiek się stara a nie jest doceniany przez
      najbliższą osobę którą jest mąż.
      • pcheelka2 Re: Czuję się jak służąca.... 21.01.10, 23:33
        no jak bym czytała o własnym zyciu... a juz myslalam ze tak tylko ja mam...


        nie zgadzam sie ze zdaniem ze jak ktos nie pracuje zawodowo to musi wiecej
        sprzatac!!
        my mamy dwojke dzieci starsza coreczka jest niepelnosprawna (ma autyzm) a
        mlodsza ma 6 misiecy... i nie jest mi latwo pogodzc opieke nad dziecmi
        rehabilitacje corki dojazdy na cwiczenia i prace z nia w domu z codziennymi
        obowiazkami... a do tego jeszcze zrobic obiad mezowi sniadanko kolacje i zajac
        sie ta najmlodsza corcia...
        czasami jestem tak wykonczona ze chcialabym moc uscisc i opoczac choc
        godzinke... ale nie moge!! bo kiedy?? wtedy gdy moj maz wroci laskawie z pracy i
        jest zmeczony i musi sie polozyc?? czy wtedy gdy trzeba zrobic obiad albo
        posprzatac??

        wieczorem chce sie polozyc wczesniej spac jak tylko coreczki zasna ale... wtedy
        trzeba zrobiuc cala reszte na ktora nie starczylo czasu w ciagu dnia ...
        powiesic pranie wyprasowac i inne takie... a co moj maz robi w tym czasie?? GRA
        a gdy mu zwroce uwage to mowi " ciesz sie ze mam taka pasje ze nie musze
        wychodzic z domu!!!!!" masakra!! ja juz nie mam na niego sily a do tego gdy mu
        zwroce uwage ze kiedy jest moj czas na zrobienie tego co che (obojetnie czy to
        jest jakas pasja czy po prostu czytanie gazety!!) to sie tylko usmiechnie i mowi
        "przeciez jak dzieci zasna to mozesz to robic" jasne ale wtedy nie zrobie tego
        wszystkiego co musze!! a rano zas sie nie wyrobie w miedzy czasie gdy zajmuje
        sie dziecmi!! ehhh


        jak grochem o sciane
        a gdy juz nie daje rady i prosze zeby mi pomogl i krzycze i zrzedze to sie
        wezmie zrobi dana jedna rzecz na jaka akurat krzycze i mysli ze mi MEGA POMOGl....


        czy faceci sa az tak MALO INTELIGENTNI ze trzeba im kartki pisac i krzyczec i
        blagac zeby widzieli ze tyrzeba pomoc?? ze majac dwojke dzieci jest co robic??

        jak mego meza zostawie na godz gora dwie z obiema coreczkami to jest mega
        spocony gdy wracam jest mega balagan i do tego kazde dziecko placze bo tata
        krzyczy...
        bo nie daje rady!!!
        ehhhh
        sorki ze tak dlugo pisalam ale nie wiem juz jak mam mu dac do zrozumienia ze
        chce ZMIAN bo mowienie wprost nie dziala na niego zmienia sie na okolo tydzien
        a potem znow to samo... :(((


        ale ja nie chce odejsc chce byc znim i chce aby sie zmienil!!
    • boginiwparyzu Re: Czuję się jak służąca.... 26.01.10, 21:48
      Witam,

      Rzeczywiscie srednio sie dzielicie obowiazkami.
      Czy nie probowalas z nim o tym wczesniej rozmawiac, np kto kiedy
      sprzata, kto co robi, itp, podzial rol jest wazny, zeby sie jakos
      tak nie zagubic, bo wtedy, z wlasnego doswiadczenia wiem, ze mozna
      dlugo komus sluzyc.

      Moj byly maz, jak odeszlam, bo miarka sie przebrala (nie chodzilo
      tylko o sprzatanie), po 3 miesiacach stwierdzil ze nic sie nie
      zmienilo w jego zyciu....oprocz faktu ze wzial sprzataczke.
      Mysle ze jakby mnie uderzyl, to by mniej bolalo...pewne zdania
      zostaja na zawsze.Niestety.

      Zeby nie rozpamietywac, zaczelam sobie pisac, jesli chcesz
      odetchnac, to zapraszam do siebie....
      czyli na blog bylej "sluzacej":=) lub Sluzacej zbuntowanej:=)

      boginiwparyzu.blog.interia.pl/
      pozdrawiam,
    • allisek_al Re: Czuję się jak służąca.... 30.01.10, 20:57
      Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie.

      Co zamierzasz zrobić (oprócz powtarzania mężowi w kółko, że powinien zrobić
      śniadanie), by nie czuć się jak służąca w związku?

      Jestem pewna, że sama znajdziesz dla siebie najlepszą odpowiedź.

      Ja jak coś chcę od mąża to go proszę i mówię mu o tym. Ale nie na zasadzie, że
      powinieneś częściej.... (bo nikt nie lubi wydawania poleceń), ale mówiąc mu o
      swoich odczuciach i potrzebach.

      Zachęcam do pzreczytania kilku artykułów:

      Miłość romantyczna a rzeczywistość
      teta.ai/amz/konkurs/amz.php?a=4&p=4
      Technika, której nauczył mnie mój mąż
      www.stronajacka.unl.pl/Konkurs/amz.php?a=4&p=4
      Emocjonalne reagowanie a konstruktywne działanie
      www.amz.org.pl/AL/amz.php?a=4&p=4
      Strach przed nieznanym - jak sobie z nim radzić?
      www.amz.org.pl/Konkurs/Konkurs/amz.php?a=4&p=4
      Jak ulepszyć związek z dziećmi
      teta.ai/amz/konkurs/jb/amz.php?a=4&p=4

Inne wątki na temat:
Pełna wersja