Przekonywać do ślubu? Proszę o radę...

12.10.09, 22:04
Jesteśmy razem już kilka lat, ponad dwa mieszkamy razem, mamy synka. Chodzi o
to, że on nie chce ślubu (raz dlatego, że 90%majątku jest jego i uważa że po
ślubie będę chcieć rozwodu i jego pieniędzy - bzdura, poza tym już pracuję.
Drugim razem mówi, że nie chce żebym go za dwa lata zostawiła i odeszła - będą
problemy z rozwodem itp, jeszcze innym razem, że na pewno weźmiemy ślub tylko
za np dwa lata - (<- akurat)

Jesteśmy tyle ze sobą, a mi źle w takim związku. Wiem, że papiery miłości nie
zmienią - ale ja mam wizję swojego wymarzonego ślubu i nie chcę z tego
rezygnować. Przecież się kochamy i tak będziemy razem, jego miłości też jestem
pewna bo od zawsze pomaga mi we wszystkim bardziej niż moi rodzice - dla mnie
zrobi wszystko. Skoro mnie tak kocha i dobrze nam ze sobą, to dlaczego nie
chce brać ślubu, czego on się boi???

Najgorsze jest to, że jak jesteśmy w towarzystwie to zawsze wszyscy pytają
kiedy ślub, a ja robiąc dobrą minę do złej gry odpowiadam, że nam się nie
śpieszy. (owszem, nie śpieszy, ale nie chcę być panną młodą po 50 albo w ogóle
jako panna do św Piotra iść.)

Pod tym względem jestem egoistką, ale dla mnie dzień ślubu to taki dzień,
kiedy jestem prawdziwą księżniczką. Już mam wszystko zorganizowane w myślach
wiem co chcę i wiem jak chcę żeby to wyglądało, wybrałam firmę, która
organizuje wesela. Ja chcę być w tym dniu najważniejsza chociaż raz w życiu.
Jak na tyle lat to chyba ten jeden dzień nie robi różnicy.

Zbliżają się święta, czuję, że też pierścionka nie dostanę, ale mimo tego w
głębi duszy mam taką nadzieję. W zeszłym roku też byłam pewna zwykłego
prezentu, a mimo tego aż mi serce pękło jak się okazało, że pierścionka nie
było...
    • deodyma Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 12.10.09, 22:13

      krasnalek8 napisała:

      > Jesteśmy razem już kilka lat, ponad dwa mieszkamy razem, mamy
      synka. Chodzi o
      > to, że on nie chce ślubu (raz dlatego, że 90%majątku jest jego i
      uważa że po
      > ślubie będę chcieć rozwodu i jego pieniędzy - bzdura, poza tym już
      pracuję.
      > Drugim razem mówi, że nie chce żebym go za dwa lata zostawiła i
      odeszła - będą
      > problemy z rozwodem itp, jeszcze innym razem, że na pewno weźmiemy
      ślub tylko
      > za np dwa lata - (<- akurat)




      przeczytaj jeszcze raz to, co napisalas i odpowiedz sobie szczerze,
      czy normalna kobieta chcialaby slubu z takim mezczyzna?
      • krasnalek8 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 12.10.09, 22:28
        Nie wiem ile w tym jest prawdy. WYDAJE MI SIĘ, że dobrze nam ze sobą, i on też
        zawsze podkreśla, że jest szczęśliwy. Nie pamiętam kiedy ostatnio poważnie się
        kłóciliśmy, "fochy" średnio raz w tygodniu obrażanie trwa do kilku godzin maks.

        Brzmi naprawdę dobrze... może chodzi o tą kasę, że nic do związku jeszcze
        drogocennego nie włożyłam... Mieszkamy w jego własnym domu (dostał od rodziców).
        Wykończył też sam, ja dopiero niedawno zaczęłam pracę, ale powoli dokładam do życia.

        Proponowałam intercyzę, ale on uważa, że ślub to już jedność bez podziałów.
        Teraz też jest nasze, ale jak coś nie tak wyjdzie to rozstajemy się tak jak jest
        (kto ile włożył - tyle wyjmuje) To ile mam czekać, całe życie muszę pracować,
        żeby zarobić chociaż połowę tego domu. A mi naprawdę o kasę nie chodzi bo oprócz
        tego domu to on sam nic więcej nie ma...
    • agewli Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 12.10.09, 22:32
      krasnalek8 napisała:

      >
      >
      > Jesteśmy tyle ze sobą, a mi źle w takim związku. Wiem, że papiery miłości nie
      > zmienią - ale ja mam wizję swojego wymarzonego ślubu i nie chcę z tego
      > rezygnować.

      >

      >
      > Pod tym względem jestem egoistką, ale dla mnie dzień ślubu to taki dzień,
      > kiedy jestem prawdziwą księżniczką. Już mam wszystko zorganizowane w myślach
      > wiem co chcę i wiem jak chcę żeby to wyglądało, wybrałam firmę, która
      > organizuje wesela. Ja chcę być w tym dniu najważniejsza chociaż raz w życiu.
      > Jak na tyle lat to chyba ten jeden dzień nie robi różnicy.
      >
      pytanie brzmi raczej czy normalny mężczyzna chciałby ślubu z taką kobietą?
      • krasnalek8 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 12.10.09, 22:49
        To znaczy, że powinnam zrezygnować ze swoich marzeń?? Pojawiły się znacznie
        wcześniej niż partner.:)

        Oprócz tej jednej rzeczy wszystko ze mną ok;) ale jeśli chodzi o ślub to agewli
        masz rację, to jest nienormalne, ale zależy mi na tym, nie chcę żyć na kocią
        łapę, tylko mieć normalną rodzinę. I ślub taki jak zaplanowałam.

        To przekonywać (jeśli tak to w jaki sposób) i być już w pełni szczęśliwą bez
        problemów kobietą czy zaakceptować taką sytuację jaka jest nie patrząc na siebie
        i swoje "zachcianki"? Przesadzam z tym ślubem?? Nie jestem szczęśliwa w takiej
        sytuacji jaka jest

        • agewli Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 12.10.09, 23:15
          przekonywać
          ale nie za pomocą roztaczania wizji jak w białej bezie zmierzasz do ołtarza, a wszystkie kuzynki pękają z zazdrości (opcjonalna wersja: "nasz ślub będzie inny niż wszystkie")
          ja bym usiłowała wytłumaczyć, że to dobrze wpłynie na stabilizację związku, w przyszłości unikniecie wielu problemów, począwszy od drobiazgów typu róznica w nazwisku matki i dziecka, a skonczywszy na kwestiach finansowych, spadkowych itd., ślub będzie dopełnieniem szczęscia, które daje ci każdego dnia,a spośród wszystkich mężczyzn na świecie wybrałaś jego, aby z dumą móc określać go swoim mężem
          jeśli gościa to nie przekona to - moim zdaniem - oznacza to, że ma poważny problem z wejściem w społeczną rolę albo po prostu kiedy wyoraża sobie siebie za kilka lat, to nie widzi tam Ciebie...
          • trzylatka Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 13.10.09, 02:03
            Modlitwa przenosi gory:)
            Pozdrawiam
            Hania
    • kaatrin Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 13.10.09, 02:24
      Moim zdaniem Ty jestes niepowazna, poniewaz dla Ciebie slub rowna
      sie wesele, biala sukienka i goscie. To nie o to chodzi.

      Twoj facet natomiast to jakis debil. Sorry, ale jego argumenty,
      ktore przytoczylas sa po pierwsze dla Ciebie obrazliwe (sugestie, ze
      lecisz na jego kase), a po drugie rowniez niepowazne (problemy z
      ewentualnym rozwodem). Kwalifikuje sie dac gosciowi w leb za takie
      teksty.

      Nie zdziwie sie, kiedy ktoregos dnia wymieni Cie na mlodszy model.
      Tak, ma racje facet, bez slubu bedzie mu latwiej odejsc. Obudzisz
      sie z reka w nocniku, z dzieckiem i bez kasy.



      • horpyna4 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 13.10.09, 09:07
        No cóż, prababki wiedziały, co robią, odkładając współżycie na "po
        ślubie"...
        Facet nie chce ślubu, bo nie widzi sensu, skoro dostał wszystko bez
        tego.

        Wykręty natury finansowej są niepoważne, bo istnieje intercyza; poza
        tym majątek zgromadzony przed ślubem stanowi odrębną własność każdego
        ze współmałżonków nawet bez intercyzy. Można tylko dziedziczyć.

        Istnieje jeszcze jedna możliwość - dla faceta uroczyste wesele może
        być tylko szopką, zwłaszcza w zaistniałej sytuacji (faktyczny
        związek od dawna). I może mieć wstręt do uczestniczenia w szopkach.

        Coś mi się widzi, że podstawowym problemem jest w tym związku brak
        komunikacji i zrozumienia, w obie strony zresztą.
        • maglow1 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 13.10.09, 14:53
          a ja uważam, ze On za mało Cię kocha...jeżeli w ogóle kocha..
        • krasnalek8 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 13.10.09, 18:55
          "> Istnieje jeszcze jedna możliwość - dla faceta uroczyste wesele może
          > być tylko szopką, zwłaszcza w zaistniałej sytuacji (faktyczny
          > związek od dawna). I może mieć wstręt do uczestniczenia w szopkach. "

          To też jest prawda, on nie widzi sensu w wyrzucaniu pieniędzy w ślub i
          wesele(wiadomo, że się nie zwróci). Przecież nie ma sensu robić zamieszania,
          skoro między nami jest tak dobrze...

          Chyba zostaje mi tylko czekać... coś nawet wspomniał ostatnio, że niedługo
          kończy nam się kredyt to trzeba wziąć następny na mieszkanie dla synka
          (postanowiliśmy kupić mieszkanie żeby synek miał gdzie mieszkać jak dorośnie -
          albo sprzedał i wybudował sobie nowy dom - jak zdecyduje), a dodatkowo od razu
          na wesele, ale ile w tym było prawdy to nie wiem... Wydaje mi się, że może on
          myśli w ten sposób, że skoro jest tak dobrze to po co to ulepszać, żeby było
          idealnie....

          Myślałam, że w tym roku na święta dostanę pierścionek zaręczynowy, ale ostatnio
          wymieniliśmy sobie samochody i trochę się zadłużyliśmy więc na pierścionek do
          świąt nie zarobi...;) Chyba tylko pozostaje mi zaakceptować taką sytuację jaka
          jest i czekać, aż coś się zmieni.

          Ciekawe tylko czy kiedy on się zdecyduje to czy wtedy ja będę miała ochotę na
          takie zamieszanie...;)
          • premeda Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 12:28
            Przede wszystkim nie brałabym na siebie ciężaru tłumaczenia dlaczego
            nie chcecie ślubu. Gdy znajomi i rodzina będą się pytać Ty odpowiedz
            tylko "ja chciałabym ale mój X nie chce, a dlaczego pytajcie jego!"
            Pann jak będzie musiał się wytłumaczyć to i zacznie się zastanawiać
            nad tym zastanawiać, a tak zanim on cokolwiek pomyśli na ten temat,
            Ty wszystko za niego tłumaczysz i jest dalej beztroska sielanka.
            Porozmawiałabym też z nim we dwoje na spokojnie i powaznie, że
            chcesz ślubu i dlaczego go chcesz i niech on wyjaśni swój punkt
            widzenia. Koniecznie daj mu wczesniej postrzeżenie, że rozmawiacie
            na powaznie i z tej rozmowy wyciagniesz wnioski, wiec jeśli nie
            zarzuca Ci naprawdę bycia z nim dla pieniędzy niech lepiej z takim
            tekstem nie wyskakuje. W przeciwnym wypadku będziesz musiała
            zastanowić się nad celowością trwania w takim związku.
    • aserath Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 15:20
      staram się, staram się i jeszcze raz staram się zrozumieć co kobiety widzą w
      tych ślubach. I naprawdę chyba tylko chęć wypindrzenia się i bycia w centrum uwagi.
      Jedyne rozsądne co mi przychodzi na mysl,to to, że prawnie jak macie dziecko
      rzeczywiscie ta wspolnota małżeńska chroni tyłek kobiety (zwłaszcza w twojej
      sytuacj - bez wlasnego majątku itd),. ale o dom to niech on sie nie martwi - co
      przed slubem było jego, to będzie jego i po ślubie, takze nawet bez intercyzy
      dom jest jego.

      Nie czaje naprawdę kobitko po co ci ten ślub. No jest piękna uroczystość i w
      ogóle, ale tak poza tym, to więcej z tym problemów niż pozytku.
      • suwsuw Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 15:24
        Nie nie przekonywac, bron boze na sile.......
    • wanioliowa Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 19:05
      ja bym się nigdy nie zniżyła do poziomu namawiania faceta na ślub, serio.

      Dla mnie bycie tą - jak ujęłaś - księżniczką - było przed ślubem. Moj facet
      starał się o mnie, prosił o rękę - (i to najpierw moich rodziców), remontował
      mieszkanie i pokazywał, ze jest godny tego by się mną opiekować i być w
      przyszłości dobrym ojcem dla naszych ewentualnych dzieci. Potem staral się
      zorganizować super wesele, zadbał o jego oprawę, współfinansowanie i o to żeby
      wszystko wyszlo bajecznie - dlatego wybierał zaproszenia i inne pierdołki.

      Nie wiem - może ktoś ma inne normy. Ja nie jesem jakaś walnięta na puncie
      swojego ja. Kocham mojego męża, dbam o niego. Wstaję o 5 żeby z nim zjeść
      śniadanie, doceniam jego pracę, oglądam z nim mecze a jak ma ochote na piwo z
      kolegami to sama go namawiam żeby szedł i został jak najdłużej. Nie klocimy sie,
      bo go wspieram i szanuje i nawet jak jakieś drobiazgi mnie drażnią - to olewam
      je, bo to i tak nie przyćmiewa uczuć a potrafi zniszczyć fajną codzienność.

      Ale co jak co - to mężczyzna powinien zabiegać o kobietę, opiekowac sie nią,
      zapewnić jej milośc i bezpieczeństwo. Powinien ją zdobywać, pokazać ze na niego
      zasługuje, sam powinien chcieć ślubu i potrafic go zorganizować.

      A co robią babki? Najpierw wiszą na szyi, potem wskakują do łóżka, wprowadzają
      się, rodzą dzieci i nagle na koniec chcą ślubu. A jak facet nie chce - to one
      kumają że coś jest nie tak, znosząc takie obleśne zarzuty jakimi potrafi
      "obdarzyć" np twój mąż! Jak ty w ogole możesz pozwalać na mówienie takich rzeczy
      pod swoim adresem - nie wiem. Nie chciałabym takiego ślubu, ani takiego faceta.

      Zależy ci na sukni, gościach i szopce w okół własnej osoby. On ci potrzebny, bo
      z kimś trzeba ślub brać. Moim zdaniem postepowanie twojego faceta jest żalosne -
      ale zrozumiałe. Twoje tylko żałosne.

      • merco007 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 19:56
        Lepiej nie pisz za czesto takich tekstów, bo drastycznie wzrosie liczba starych panien :) A powodem tego będzie obraz małżeństwa dla faceta jaki tu wyłoniłas.
        Faceta ma się starać, zapewnić mieszkanie, być godnym by się opiekować kobietą WTF!?(do tej pory myslałem że opiekować trzeba się dzićmi i ludzmi starszymi), powinien pokazywac że na niego zasluguje, powinien chcieć ślubu i potrafic go zorganizować.
        A w zamian dostanie: towarzystwo przy śniadaniu i meczu, docenienie jego pracy(ciekawe jak to robisz, w głębi dycha czy jakoś się to objawia? :) ) oraz pozwolenie na wyjsie z kolegami na piwo...
        • krasnalek8 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 14.10.09, 21:24
          Tylko nasz związek działa na troszkę innych zasadach jak piszecie powyżej.:)

          Nie oglądam meczy bo muszę czy dlatego, że on to robi - oglądam bo bardzo je
          lubię i to zazwyczaj ja bardziej pamiętam o której kto i kiedy gdzie gra aniżeli
          partner:)

          Po drugie uwielbia!!! chodzić na zakupy ze mną (sam do sklepu nie pójdzie):)

          Po trzecie praktycznie większość rzeczy robimy razem :razem sprzątamy, razem
          gotujemy obiady, razem jemy, pracujemy w tej samej branży więc dzielimy się
          doświadczeniami i spostrzeżeniami, razem organizujemy różne duże imprezy.
          Właściwie wszystko robimy razem i naprawdę dobrze nam z tym. cały ciężar pracy
          nigdy nie spadł na jedną osobę.

          Dzisiaj zrobił dodatkowo rzecz, za którą jestem mu bardzo wdzięczna (pracuję na
          umowę zlecenie i mimo całkiem sporych zarobków w związku z umową na czas
          określony, żaden bank nie chciał dać mi kredytu:/, natomiast on pomimo tego, że
          w zeszłym miesiącu wziął już jeden, teraz dla mnie wziął drugi - bardzo to
          doceniam bo niewiele mężów znajomych zdobyło by się na takie coś - tym bardziej,
          że te pieniądze nie były mi potrzebne - chciałam tylko wymienić sobie auto na
          nowsze.

          Myślę, że gdyby "nie miał zamiaru" się ze mną wiązać na dłużej przy naszej
          sytuacji finansowej nie wpakowywałby się w taki kredyt.

          Co jak co, ale dla mnie o czymś to świadczy. Myślę, że poczekam z tym ślubem bo
          i tak wiem, że mnie kocha i kiedyś ten dzień nadejdzie...
          • madziaq Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 15.10.09, 16:59
            Ale po co Ty właściwie chcesz tego ślubu? Bo jeśli ze względu na imprezę,
            sukienkę itd. to ja się nie dziwię facetowi, że tego nie chce. Faceci z reguły
            nie maja "wrodzonych" marzeń o ślubie tak jak kobiety. Jeśli twój facet ogólnie
            nie lubi dużych imprez, nie lubi być w centrum uwagi itp. to ten ślub mu
            potrzebny jak dziura w moście i ma tak samo prawo dostawać dreszczy na samą
            myśl, jak Ty masz prawo chcieć wystąpić w białej sukni...

            Niepokojące jest natomiast jego stwierdzenie, że jak weźmiecie ślub to Ty potem
            się rozwiedziesz i ogołocisz go z pieniędzy. Abstrahując od tego czy to się da
            zrobić pod względem prawnym, czy nie, to wskazuje na jakiś brak zaufania.

            Weź jeszcze pod uwagę to, co napisałaś w pierwszym poście. Masz już zaplanowany
            cały slub i wesele, wybrałaś miejsce, firmę, wiesz jak wszystko ma wyglądać. A
            gdzie tu miejsce na jego wizję? Ma robić za gustowny dodatek do Twojej sukienki?
            Też bym tak nie chciała.
        • wanioliowa Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 16.10.09, 09:34
          > Lepiej nie pisz za czesto takich tekstów, bo drastycznie wzrosie
          > liczba starych panien :)

          I dobrze. Jednocześnie zmaleje liczba rozwiedzionych i nieszczęśliwych mężatek,
          a to bardziej boli niż staropanieństwo.

          Napisałam o pewnych elementach życia - co mam prawie 10 lat wspólnego życia
          streszczać żebyś cokolwiek zrozumiał? :)
          Sprowadziłeś tok rozumowania do organizacji slubu za mecz. Moja wypowiedz miała
          poszerzyć horyzont myślowy do zastanowienia się nad codziennością a nie na
          zawężaniu jej tak ja ty to zrobiłeś.

          Obraz małżeństwa współtworzyłam nie ja sama ale robiliśmy to razem. Fakty podane
          na końcu to tylko "dowód" na to, że nie jestem typem królewny tylko tez daje coś
          od siebie. Dla kontrastu wielu moich kolegów dostaje opierdziel że dużo siedzą w
          robocie zamiast dzieci niańczyć (tak jakby tam wypoczywali) a o wyjsciach mogą
          zapomnieć (przeczytaj wątek na innym forum o awanturach jakie urządzają żony).

          To ze mój facet się o mnie starał i sam chciał tego wszystkiego nie wynikało z
          faktu, ze kazałam mu to robić, tylko ze czuł jaką żonę zyska i że zyska żone
          niezmienną - a nie aniołka, który po ubraniu obrączki ubierze podomkę, zacznie
          urządzać awantury i historiami rodem z dowcipów będzie mu uprzykrzać życie
          zabraniając tego i owego, wymuszając to krzykiem albo histerią.

          Równouprawnienie kobiet i facetów - ok. Jestem za wspolnym zarabianiem, wspolnym
          wychowywaniem dzieci i zwiazkiem na zasadzie partnerstwa. Wszyscy za tym są
          tylko zobacz jak to wygląda w praktyce. Może i mój facet musiał się postarać -
          ale ja na niego nie krzyczę, nie ubliżam mu ani nie robię mu pretensji i
          awantur. Jak ostatnio imprezował z kumplami ( a było ich sporo) - byłam jedyną
          która nie dzwoniła, nie strzelała focha i nie urządziła scen jak jej facet
          wrócił pijany.

          Dlatego dla mnie autorka postu jest stuknięta, szuka dodatku do swojej wizji i
          dziwi się facetowi, ze nie chce takiej żony. Ja bym też nie chciała. Jak się
          kobieta nie szanuje i sama pędzi facetowi do lóżka, obrabia go i rodzi dzieci z
          własnej woli i nawet bez jego większych chęci - to niech się potem nie dziwi, ze
          on nie widzi w niej swojego anioła na całe życie. Mnie życia uczyła mądra
          babcia, która obchodziła ze swoim mężem zlote gody a zakochani sa w sobie dalej,
          przez to wiem ze to jest możliwe.

          A jak to panna lata za facetem, zmusza go do ślubu żeby iść przez kościól w
          białych fatałaszkach i "wisi mu na szyi" cały związek - to ja tu happy endu nie
          widzę, nawet gorzej - kryzys rozpoczynajacy się od poniedziałku kiedy już będzie
          PO i zacznie się szara codziennośc, bez kwiatuszków, zaproszeń, fotografa i
          szopki organizowanej cały rok.
    • brak.slow Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 16.10.09, 16:55
      wytlumacz temu palantowi, ze dom ktory kupil przed slubem, ewentualnie
      odziedziczyl jest tylko i wyłącznie jego wlasnoscią nawet PO slubie ze wspolnotą
      majątkową. wszelki majątek nabyty przed slubem jest wlasnoscia osoby ktora go
      nabyla, badz otrzymala to raz.
      jesli mialby byc wlasnoscia wspolną to trzeba by bylo przeprowadzic odpowiednie
      postepowanie, prezpisanie domu, czy cos takiego jako wlasnosc wspolną.

      po drugie. twoj facet jest beznadziejny i zastanowilabym się zanim wypalilabym
      bzdurę typu :"on mnie bardzo kocha"
      nie wiem jak moze kochac ktos, kto mowi takie rzeczy, że zaraz bedziesz chciala
      rozwodu i jego majatku????
      MILOSC LECZY OBAWE PRZED ZAANGAZOWANIEM
      pamietaj o tym

    • li_lah Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 16.10.09, 22:42
      masz w ogole jakiś honor?? nie czujesz sie poniżona, tym, że prosisz gościa o
      to, zeby sie z Tobą ożenił? skoro nie chce tego zrobić widocznie nie widzi was
      razem w przyszłości!

      sprawy finansow nawet mi się nie chce komentować. chcesz się odgryźć to mu
      powiedz, ze w razie czego i tak jest zobowiązany płacić alimenty, a jesli nie
      bedzie mial z czego, to komornik zlicytuje ten jego zakichany dom hahahahhaa. i
      patrz jaką zrobi minę.<lol>

      glupie jest tez ze tlumaczysz się przed rodziną.
      raz, że nie wiem po co się wtrącają, dwa, ze to nie twoj wybor tylko jego, więc
      pozwól się panu wykazać i wytlumaczyc szanownej rodzinie..

      więcej rozumu życzę
    • nolita spiszcie intercyzę 18.10.09, 13:09
      ...i już po problemie, że się rozwiedziesz i zabierzesz.
    • aszka07 ..... 22.10.09, 12:56
      Ty też możesz się oświadczyć :)
    • megi1973 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 26.10.09, 15:02
      "fochy" średnio raz w tygodniu obrażanie trwa do kilku godzin maks i
      to ma być szczęśliwa para??? uśmiałam się jak norka buhahahah
      • konopielka80 Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 16.11.09, 22:35
        Facet, który podejrzewa że go ogołocisz z majątku i zaraz będziesz chciała się
        rozwieść na pewno cię nie kocha. Moze jest z Toba z przyzwyczajenia. Na pewno
        Tobie nie ufa.
        Ponizasz sie, nalegajac na slub. Jeszcze zeby on byl chociaz wart tych wysilkow.
        A to zwykly duren.
    • d0r0taaa Re: Przekonywać do ślubu? Proszę o radę... 17.11.09, 19:48
      Moim zdaniem nic na siłę. A jak już tak bardzo się uparłaś, to może rozdzielność
      majątkowa ?
      Może jak zobaczy, że nie zależy Ci na kasie, to zmieni zdanie ;)
Pełna wersja