O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?!

15.10.09, 09:56
Po serii awantur, nie porozumień – jak to już opisywałam wcześniej – nie
układa nam się najlepiej. Wczoraj wróciłam do domu pełna nadziei, ale ona mnie
też opuściła z pierwszym słowem. Kolejny raz moje łzy, prośby błagania, że się
zmienię, że razem przez to przejdziemy- żeby nie robić nic pochopnie. W
odpowiedzi natomiast słyszę, że on żyje teraz dniem dzisiejszym, żebym się nie
zmieniała dla niego tylko dla siebie bo on w chwili obecnej nie widzi szans na
lepsze jutro i lepsze stosunki między nami jednak nie wyklucza i nie wie co
będzie kiedyś. Bo życie jest nie przewidywalne. Co to znaczy? Niby jest źle,
niby mu nie zależy ale jednak stara się mi pomóc w obowiązkach i innych
rzeczach. Prosi bym go na siłę nie głaskała i nie przytulała, ale na pytanie
czy raz na jakiś czas mogę to zrobić mówi, że tak. Twierdzi, że wszystko oboje
zepsuliśmy a ja dowaliłam popsuciem swojego charakteru. Nie wiem co mam robić.
Cała ta chora sytuacja zrujnowałam mnie psychicznie i fizycznie tez (w ciągu
dwóch tygodni schudłam 8 kg ).Postanowiłam pójść do psychologa aby pomógł mi
się z takich zachowań wykaraskać. Informacje uzupełniające są w postach z dnia
wczorajszego.

Myślicie, że moja zmiana i ciężka praca nad sobą może przynieść efekty? Czy
jeszcze da się uratować nasze małżeństwo? Małym krokiem do przodu jest to, że
w końcu zaczęliśmy ze sobą rozmawiać troszkę dłużej. Myślicie, że to pozwoli
mi mieć nadzieję? Dziękuję za odpowiedzi.
    • cytrynka123 Re: O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?! 15.10.09, 12:42
      Nie uważasz, że tworzenie kolejnego wątku w tej samej sprawie to
      przesada???

      Do sedna, wydaje mi się, że oboje nawalacie. Ty popełniłaś błąd
      rozdmuchuąc sytuację bez posiadania dowodów, a on teraz bawi się w
      psycho-sadystę. Wasz związek przyjął model "szarpano-podchodowy".

      Naprawiać się możesz próbować. Ale dla siebie, nie dla niego. I
      zacznij jeść. Niejedzenie zatruwa zdrowie i wpływa negatywnie na
      psychikę.

      STało się, co stało. Im mniej będziesz zabiegać, tym więcej on
      będzie się kleił i szybciej wybaczy.
    • aserath Re: O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?! 16.10.09, 12:25
      w tym całym zamieszaniu jedną mądrą rzecz ci mąż powiedział - że jak masz się
      zmienić to dla siebie. i tego się trzymaj. Po prostu skup się na sobie, nie
      ciśnij go na siłę. Ja wiem ze to cholernie trudne, bo cały swiat ci sie
      wypieprzył do góry nogami, cała twoja przyszłość stanęła pod jednym wielkim
      znakiem zapytania. WIEM jak to jest, wierz mi.
      Dystans, potrzebujesz dystansu. Do siebie, do niego do waszegoo związku. Jeżeli
      uważasz ze psycholog ci pomoze - to idź do niego.
      • malwan Re: O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?! 25.10.09, 16:35
        hmm, ja bym się wyprowadziła, przynajmniej na jakiś czas. Nie wiem czy to pomoże, ale za jaką karę mam znosić upodlenie mnie przez męża?
        Nie chciałabym żyć ani w takiej atmosferze ani z kimś takim.
        On ci teraz wypomina charakter? Nie kumam, a przed ślubem nie widział jego niedostatków?
        Jestem zwolenniczka tezy, że wszystko widać przed ślubem, nikt się z mety nie zmienia. Po prostu pewne zachowania się lekceważy.

        Nie umiałabym być z człowiekiem, który mnie nie szanuję. Nawet jeśli uczucie osłabło nikt nie ma prawa mnie upokarzać i dołować psychicznie, i to z premedytacja i pełną świadomością tego co robi.
    • kicia031 Re: O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?! 26.10.09, 11:12
      Nie narzucaj sie mezowi, a tym latwiej go odzyskasz.
    • zostane Re: O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI.... cz. II?! 26.10.09, 14:15
      Zgadzam się nie narzucaj się wycofaj się może to trudne ale im bardziej ty
      będziesz za nim chodzić tym bardziej on będzie pokazywał ci kto jest górą.
      Spasuj na jakiś czas poczekaj aż to on zacznie szukać kontaktu z tobą i wtedy
      porozmawiaj.
Pełna wersja