chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :(

21.10.09, 08:11
Chcę się wyżalić, chociaż pewnie za chwilę posypią się gromy "czemu mieszkacie
z teściami" itp.:( Na razie mieszkamy z teściami, bo nie mamy innej opcji.
Dopóki jeszcze pracowałam (poszłam na wolne paręnaście dni przed porodem), to
było jeszcze do zniesienia. Z teściową widziałam się tylko wieczorem. Teraz
jak urodziła się mała, niestety jest to dużo więcej czasu.
Niedługo urządzamy chrzciny (zapytaliśmy wcześniej teściów, czy zgodzą się,
żebyśmy mogli u nich je zorganizować). Powiedzieliśmy na początku, że to my
jesteśmy rodzicami i my o wszystko zadbamy. Jednak im bliżej, tym teściowa
zaczęła dopytawać, jak nam pomóc. Ok. - miło z jej strony, poprosiliśmy, żeby
upiekła placek (ja piekę jeden i jeszcze kupujemy drobne ciastka). No i
zaczęło się - jak powiedziałam, że chcę zrobić kremówki, to usłyszałam, że na
taką okazję nie pasują, bo są maziste, zapychające, można się ubrudzić, a poza
tym ciasto może być twarde (nieważne, że mam wypróbowany przepis). Potem rosół
- z kurczaka będzie niedobry, cienki, niesmaczny, no ale ona zup i tak nie je
(notorycznie się odchudza), więc jej to jest obojętne.
Wczoraj stwierdziła, że ma dużo większe doświadczenie w przygotowywaniu
imprez, a tu trzeba zrobić jakieś zakupy, przygotowania, więc ona chętnie
POMOŻE, no chyba, że wszystko sami chcemy zrobić. Tylko że jak pozwoli się jej
"pomóc", to zaczyna wszystko narzucać, dlatego wolę sama zrobić (przy
współudziale męża) niż dać palec....
Córeczka od tygodnia (od czasu szczepienia) ma wieczorem problemy z
zaśnięciem, chociaż wcześniej po kąpieli natychmiast usypiała, więc tutaj
zaczynają się znowu mądre rady, że może rano kąpać (kąpiemy małą razem, mąż
wychodzi rano do pracy - więc to jest nierealne, poza tym wcześniej po kąpieli
super spała). Mała tylko zakwili, od razu ją bierze na ręce, mimo że mówimy,
że dziecko ma rodziców, a poza tym nie chcemy jej tak przyzwyczajać.
Oczywiście odrzucenie pomocy jest zbrodnią, a teściowa potrafi się tak obrazić
o głupotę, że atmosfera jest nie do zniesienia, więc staramy się obchodzić z
nią jak z jajkiem, bo potem dramaty pt "nikomu już nie jestem potrzebna".
I jeszcze mąż jest na mnie zły, poniewaz przy wczorajszej rozmowie tylko on
mówił, że sami sobie poradzimy, a ja niewiele mówiłam. Pewnie ma rację - tylko
jak go prosiłam, żebyśmy coś ustalili, to nie ma nigdy czasu, a poza tym to
przecież wiemy, co przygotować...
Przepraszam za ten długasny post, ale chcialam się wygadać....
    • marzeka1 Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 21.10.09, 08:56
      No i wygadałaś się, a teraz zacznijcie z mężem zastanawiać się, jak się
      usamodzielnić, bo mieszkając z teściami (to samo byłoby, gdyby to byli twoi
      rodzice) nigdy nie dorośniecie. Warto zrozumieć jedno: teściowa jest u siebie,
      jest starsza, ma swoje nawyki i się nie zmieni. To wy możecie zmienić swoje
      życie, usamodzielniając się.
      • aszka07 Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 21.10.09, 20:00
        A ja myślę żebyś sobie wszystko w głowie poukładała co i jak i poszła z nią
        pogadać (odnośnie chrzcin) np. powiedz że ty zajmiesz się zakupami i gotowaniem
        i będziesz jej wdzięczna gdyby zrobiła ciasto i np. zaopiekowała się w tym
        czasie dzieckiem. Daj jej jakieś zadania najlepiej dużo ale lekkich żeby poczuła
        się potrzebna, bo starsi uważają że zawsze robią wszystko najlepiej, a odnośnie
        uwag ja i mój mąż nauczyliśmy się w stosunku do pewnej osoby która ciągle nam na
        coś zwracała uwagę mówić ,,dobrze'' a i tak robimy po swojemu
      • agusia3107 Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 21.10.09, 20:16
        a moze pomyslcie nad uroczystym obiadem w restauracji. Oszczedzicie czas, a
        takze nerwy. Wiem jak ciezko trzeba sie napracowac przed taka impreza, pozniej
        wszystko trzeba posprzatac, a majac male dziecko, to musisz sobie zdawac
        sprawde, ze ten dzien bedzie dla ciebie jedna wielka bieganina. W naszej
        rodzinie(dosc duza) powoli zaczelismy wprowadzac tego typu imprezy. Rezerwacja w
        restauracji, wybranie mennu na dany dzien i swiety spokoj.Do tego ty sie nie
        napracujesz i tez bedziesz gosciem. Oczywiscie sa to ciut wieksze koszta. Ale
        przeliczajac czas przygotowan (zakupy, gotowanie, pieczenie), cala impreze,
        gdzie jest sie gospodazem i trzeba wszystkiego pilnowac, a na koncu sprzatanie
        tego, to wynik wychodzi na 0. Poza tym wiele restauracji robi tak, ze gdy
        zostaje jedzenie, to kaza sobie zabrac. Przedyskutuj to z mezem, moze warto.
    • sapalka1 Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 22.10.09, 12:06
      Impreza w restauracji jest najlepszym rozwiązaniem. Wszyscy są gośćmi, nie ma
      stresu przygotowań, zakupów i sprzątania - jest: czas dla rodziny i dziecka,
      odpoczynek przy dobrym obiedzie.Co do kosztów - mogą wyjść porównywalne, nawet
      przy lepszym obiedzie - wystarczy wybrać odpowiedni lokal. Rezerwacja sali lub
      stolików, wybór dań i święty spokój. Byłam na takiej imprezie - było
      rewelacyjnie, rodzice spokojni, mieli czas porozmawiać a nie biegać z talerzami,
      a po powrocie do domu - czysto i spokój.
    • evrin Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 23.10.09, 11:29
      Wiem, ze nie chcesz tego sluchac ale zapewniam Cie ze szczesliwsze sa rodziny wynajmujace mala kawalerke niz te mieszkajace, chocby w duzym domu ale z tesciami.

      Co do sytuacji to absolutnie Cie rozumiem i wiem ze moja tesciowa by sie tak samo zachowywala i moja mama tez, bo to jest od nich silniejsze i naprawde robia to z dobrego serca :)


      Przynajmniej macie z tesciami jeden front tzn robicie chrzciny. U nas bedzie wesolo, bo my nie chcemy chrzcic dziecka wiec mozecie sobie wyobrazic co sie bedzie dzialo :)
      • onion11 Re: chrzciny ... teściowa ... nie mam siły :( 23.10.09, 11:56
        Najlepszy pomysl to przyjecie w restauracji. Bez stresu, a koszt
        napewno podobny. Jesli jednak nie uda sie urzadzic obiadu/lunchu w
        restauracji - daj mamusi pare "misji" do wypelnienia, zeby sie czula
        zajeta, a jak bedzie chciala czyms sie wykazac - niech sie wykazuje,
        ostatecznie swiat sie nie zawali jak cos upiecze albo ugotuje (mniej
        roboty dla ciebie). I glowa do gory!
Pełna wersja