dziewczyna-maminsynka
23.10.09, 11:01
Wczoraj przez rodzine maminsynka (mojego chlopaka) prawie wpadlam w depresje,
ale dzis po przespaniu problemu postanowilam walczyc. Moze dacie mi jakies
rady, napiszecie o swoich problemach?
Uklad wyglada tak: ja - 30 lat, po rozwodzie. On - kawaler, 40 lat, ma mnostwo
dobrych cech (brak agresji, zainteresowanie kultura i sztuka jak ja, dobrze
sie nam rozmawia, w lozku tez jest super) ale niestety maminsynek :-( Poniewaz
go kocham i poniewaz ma wiele dobrych cech postanowilam o niego walczyc.
Znamy sie 5 lat, od roku mieszkamy ze soba. Jego mama mieszka 400 km dalej ale
i tak z butami wchodzi w nasze zycie. Wydzwania do niego co dwa dni i opowiada
glupoty. Caly czas wymysla jakies problemy, ktore tylko on moze rozwiazac.
Dodam, ze jego matka jeszcze ma meza (ktory czesto ucieka z domu pod pozorem
wedkowania) a w tej samej miejscowosci mieszka jego zamezna siostra, ktora
jest cwana, bo caly czas tlumaczy sie brakiem czasu dla mamy tym, ze ma
dzieci. Wiec jego mama cala milosc przelala na niego. Zauwazalam wiele razy,
ze on dorosly chlop sie jej boi. Jak jeszcze nie mieszkalismy razem to
powiedzial mi, ze on na razie nie powie mamie o mnie, bo mama jest ....
problematyczna. Wszystkim zostalam przedstawiona: jego siostrze, jego
szefowej, jego znajomym z pracy ale mamie na koncu. Juz wtedy zapalilo mi sie
czerwone swiatelko. Jeszcze jeden przyklad: w pierwszym roku znajomosci
spytalam sie go gdzie idziemy na Sylwestra. Dla mnie to naturalne, ze nie
spedza sie Sylwestra ze "starymi", ja juz w wieku 15 lat robilam wszystko by
nie spedzic Sylwestra z rodzicami, bo to obciach. Dodam, ze jego mama nie jest
samotna wdowa, ma meza, wiec nie zostanie sama w domu. On sie strasznie
zmieszal i powiedzial, ze juz obiecal mamie. Facet ma 40 lat!!!!! Wysmialam go
i obstalam przy wspolnym spedzeniu Sylestra. Sylwester spedzilismy razem. Ale
zaczyna mnie to wkurzac, ze o wszystko musze sie "wyklocac", ze o wszystko
musze walczyc.
Wczoraj mamusia mojego chlopaka jak zwykle zadzwonila do niego i ustalila, ze
on przyjezdza na Boze Narodzenie. Rozmowa jak zwykle wygladala tak: ona gada i
gada a on tylko potakuje: "Yhm, yhm". Postanowilam walczyc o to, ze w tym roku
przynajmniej czesc Bozego Narodzenia spedzimy razem: do jego mamusi mozemy
pojechac np. drugiego dnia Swiat ale RAZEM, nawet jesli sie baba ma wsciec i
ma byc ... problematyczna. Chce tez wyznaczyc z nim date slubu.
Meska rozmowe na ten temat chce odbyc w sobote, zeby miec czas na omowienie
tych rzeczy (Dzis wraca pozno z pracy).
Czy mozecie mi dac jakies rady na temat rozmowy, dalszego ukladania sobie
stosunkow z mamusia mojego faceta? Wiem, ze mnostwo kobiet ma takie problemy i
ze czesto konczy sie to rozwodem ale ja postanowilam powalczyc.