Jak walczyc z rodzina maminsynka?

    • green-linka Zapomnij 26.10.09, 23:25
      Dziewczyno! Czy naprawdę chcesz walczyć o kogoś, dla kogo nie jesteś
      najważniejsza? Nawet jeśli mamusia odejdzie z tego świata, to czy chcesz mieć
      w domu faceta, który jest bezwolny? Jesteś emocjonalnie dojrzalsza od niego
      mimo że jesteś 10 lat młodsza! Myślisz, że on dojrzeje do twojego poziomu na
      starość? Już zawsze będzie chodził z podkulonym ogonem, bojąc się zawalczyć,
      kiedy ty będziesz w potrzebie. No chyba, że na takim typie osobowości ci
      zależy. A miłych facetów naprawdę jest sporo.
    • czajka.only Re: Jak walczyc z rodzina maminsynka? 27.10.09, 08:17
      Hmmm. Nie wiem czy zauważyłaś ale robisz teraz to samo co mama faceta. Teraz TY dyktujesz mu co ma robić, z kim i jak spędzać święta i TY masz pomysł na jego życie. Więc może nie złość się tak na jego matkę bo mówisz trochę o sobie ;(
      Jeśli chcesz mieć autonomicznego faceta to ON musi coś zmienić a ty mocno wyluzować.
      Trzymaj się.
      • lali-lali Re: Jak walczyc z rodzina maminsynka? 27.10.09, 09:46
        No właśnie...... Nie napisałam o tym wcześniej, ale to jest bardzo istotny
        problem w całej tej sprawie. Dlaczego usiłujesz wobec swojego faceta stosować
        np."metodę drobnych kroczków" i jakiekolwiek inne metody, albo też narzucać
        swoje plany( choćby odnośnie świąt) ? Dobry związek powinien opierać się na
        szczerości,otwartości i wzajemnej, nie wymuszonej trosce, a nie na żadnych
        metodach podprogowych, czy narzucaniu czegokolwiek....W ten sposób jesteś jak
        matka swojego faceta, czyli stajesz się manipulatorką emocjonalną. Powody dla
        których tak się dzieje na pewno nie są zdrowe i wskazują na to, że problem leży
        w Tobie, a nie w teściowej czy przyszłym facecie. Oni po po prostu są tacy jacy
        są, a Ty nie powinnaś próbować ich "zbawiać". Zastanów się może dlaczego tak
        bardzo chcesz ich naprawiać.Polecam jeden z testów ze strony
        www.kobieceserca.pl/psychotesty. Dojrzały człowiek w takiej sytuacji
        odchodzi i koniec związku nie jest to dla niego tragedią. Małżeństwo to poważna
        decyzja, a wydaje mi się, że dążysz do tego za wszelką cenę, ignorując na prawdę
        niepokojące sygnały. Rozumiem jednak, że mogły Cię zaskoczyć te wszystkie
        wypowiedzi mówiące o tym, jak bardzo poważny jest to problem.
    • amidala Re: Jak walczyc z rodzina maminsynka? 27.10.09, 08:42
      Jeśli masz naprawdę ochotę na taką walkę przez resztę wspólnego życia, to proszę
      bardzo. Ale mnie takie życie nie wydaje się ani przyjemne, ani
      satysfakcjonujące. Poza tym, wykazujesz taki poziom determinacji, że chyba sama
      nie widzisz, jak dobrowolnie pakujesz się w rolę jego mamusi, którą chcesz
      zdetronować. Nie zapominaj, że on nie zna innego układu z najważniejszą kobietą
      swoim życiu. Gdy pozbędziesz się dominującej mamy, wejdziesz dla niego w jej
      buty. Udźwigniesz?
    • li_lah Re: Jak walczyc z rodzina maminsynka? 27.10.09, 09:15
      mnie zawsze zastanawia jedna rzecz., Otóż zaklada sobie ktoś wątek i prosi o
      radę. O RADĘ. no i zbierze się tak ze 100 osób i kazda pisze mniej więcej to
      samo. 100 osob wysila sie dla innej obcej osoby, zeby jej doradzić, tymczasem
      zalozyciel wątku caly czas te rady neguje, ale ich do siebie nie dopuszcza!.
      autorko wątku, zdaj sobie sprawę, ze wiele osób odzywających się w takich
      tematach ma za sobą przykre doświadczenia na tym tle. myslisz, że smarujemy te
      posty dla zabawy? że ktoś nie znając Cie chce dla Ciebie źle?
      mam dziwne wrażenie, ze ten ślub jest Ci potrzebny nie z racji miłości, chociaż
      nie wątpie, ze takowa istnieje, ale z racji papierka, takie masz parcie na ślub
      z beznadziejnym facetem.
      uwierz mi 30 tka to nie koniec świata. jesteś młoda, masz czas wybrać kogoś
      lepszego.
    • matkakurka zawsze o maminsynkach, a nigdy o córusiach mamusi! 27.10.09, 09:59
      Takich wątków dotyczących maminsynków było już wiele.
      Tylko dlaczego nie zauważyłem ani jednego wątku dotyczącego mamincórek?
      Byłem kiedyś z taką jedną przez półtora roku, i problem był z pewnością bardziej
      kłopotliwy niż w tym wątku.
      • lali-lali Re: zawsze o maminsynkach, a nigdy o córusiach ma 27.10.09, 10:22
        Nie sądzę, żeby był bardziej kłopotliwy. A to niby dlaczego? Uzależnienie emocjonalne jest za każdym razem tak samo fatalną sprawą. Jeśli masz takiego partnera/partnerkę , to im szybciej wpadniesz na to, że on/ona ma taki problem, to tym lepiej dla ciebie bo ułożenie sobie życia z dużym dzieckiem nie jest możliwe ( chyba, że chcesz zostać zastępczym rodzicem dla takiej osoby) Każdy sam musi odciąć pępowinę - to pierwszy krok w dorosłość, a związki tworzymy z dorosłymi ludźmi.


        Jeśli uważasz, że brakuję wątku o córeczce mamusi/tatusia to proponuje taki założyć, a nie pisać w wątku o maminsynku.

      • dziewczyna-maminsynka Re: zawsze o maminsynkach, a nigdy o córusiach ma 27.10.09, 10:35
        matkakurka napisał:

        > Takich wątków dotyczących maminsynków było już wiele.
        > Tylko dlaczego nie zauważyłem ani jednego wątku dotyczącego mamincórek?
        > Byłem kiedyś z taką jedną przez półtora roku, i problem był z pewnością bardzie
        > j
        > kłopotliwy niż w tym wątku.

        To tez temat cokolwiek mi znany: ja bylam "ulubiona coreczka tatusia". Ale na
        szczescie pewna znajoma, kobieta starsza ode mnie o ponad 10 lat, uswiadomila mi
        co on mi robi. To byl dlugi proces ale dzieki jej pomocy przynajmniej bylam w
        stanie uwolnic sie spod jego wplywow. Pamietam poczatki: nie dalam nikomu
        powiedziec o ojcu zlego slowa a mieszkalam w malym miescie, wiec ludzie widzieli
        co robil. Ludzie opowiadali rozne rzeczy a ja uwazalam, ze wymyslaja, bo chca
        popsuc nasza przyjazn. To tak jak jakas choroba? Po tym wzgledem moj facet to i
        tak jest rozwiniety, bo przynajmniej zauwaza zle cechy matki i sie z nich albo
        smieje albo zlosci. On nie umie tylko odpowiednio zareagowac ale widzi problem.
        Ja natomiast uwazalam ojca za totalny ideal. Az mi klapki z oczu spadly, zreszta
        przy pomocy znajomej, bo sam czlowiek nie jest chyba w stanie dojsc do tego
        etapu. I okazalo sie, ze tatus nie byl taki wspanialy jak go sobie wyobrazalam
        jeszcze jako "coreczka tatusia" i jak on chcial zebym w niego wierzyc. Wyszlo
        wiele nieprzyjemnych rzeczy, nawet to, ze finansowo mnie oszukal...
        Zyjemy w 21 wieku a ja sama znam wsrod moich obecnych czy bylych (np. ze szkoly)
        znajomych i kolegow wiele osob, ktorym rodzice: mama lub tata dyktuja jak moze
        on czy ona sobie ulozyc zycie. Dosc czesto dotyczy to tez kwestii wyboru
        partnera/wspolmalzonka. Tak jakby era malzenstw aranzowanych nie minela. 21 wiek
        a wiele malzenstw jest planowanych przez mamusie czy tatusiow.
        • lali-lali Re: zawsze o maminsynkach, a nigdy o córusiach ma 27.10.09, 10:57
          "Po tym wzgledem moj facet to i
          tak jest rozwiniety, bo przynajmniej zauwaza zle cechy matki i sie z nich albo
          smieje albo zlosci. On nie umie tylko odpowiednio zareagowac ale widzi problem."

          To nie jest "tylko" ale "aż" !!!!

          Mój były-maminsynek, też ciągle opowiadał o tym jak to nielubi swojej mamusi i jaki ona ma na niego fatalny wpływ. Problem w tym, że życie nie polega na gadaniu, ale na działaniu, a to już go znacznie przerastało. On nawet przyznał mi rację i sam stwierdził, że jest maminsynkiem, jednak nic nie chciało mu się z tym zrobić. Był bezwolną marionetką w rękach swojej mamusi i kiedy np. miał podjąć poważną życiową decyzję, zrobił dokładnie tak jak chciała mama, a nie wedle swojego, wcześniejszego zamiaru. Ja też go próbowałam naprawiać, podwyższać jago poczucie wartości i inne tego typu rzeczy. Teraz widzę, że to nie miało najmniejszego sensu - zmarnowałam w ten sposób wiele swojej życiowej energii i zapętliłam się w chorą sytuację, a pracować nad sobą każdy powinien sam.

          To tyle w tej kwestii - powiedziałam już chyba wszystko. Życzę powodzenia!!!
      • deodyma Re: zawsze o maminsynkach, a nigdy o córusiach ma 27.10.09, 13:35

        matkakurka napisał:

        > Takich wątków dotyczących maminsynków było już wiele.
        > Tylko dlaczego nie zauważyłem ani jednego wątku dotyczącego
        mamincórek?
        > Byłem kiedyś z taką jedną przez półtora roku, i problem był z
        pewnością bardzie
        > j
        > kłopotliwy niż w tym wątku.




        a taki przypadek tez znam:)
        jest to dorosla, 33 letnia kobieta, ktora zwierza sie mamusi ze
        wszystkiego, lacznie z tym, z kim sie calowala itd...
        na dzien dzisiejsy nie jest z nikim zwiazana, ale byla w dwoch
        zwiazkach.
        miala narzeczonego, byla z nim przez 8 lat i sie rozeszli.
        potem zaczela spotykac sie z innym, zwiazek przetrwal moze 3 lata?
        przypuszczam, ze gdy faceci widza, w jaka rodzinke sie laduja,
        zwiewaja, gdzie pieprz rosnie.
        kobiety, odwrotnie.
    • yoginka_pl Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 10:20
      Dziweczyno maminsynka
      bierz nogi za pas, uciekaj póki jeszcze młoda jestes. Moje
      małzeństwo z podobnym typem skończyło się rozwodem. Nie licz na to,
      ze jak mamusia umrze to będzie fajnie. Może byc jeszcze gorzej facet
      przeniesie się na cmentarz.... albo dostanie deprechy.....

      Mój przeniósł się na cmentarz w sensie - bywa tam codziennie.
      • dziewczyna-maminsynka Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 10:38
        yoginka_pl napisała:

        > Dziweczyno maminsynka
        > bierz nogi za pas, uciekaj póki jeszcze młoda jestes. Moje
        > małzeństwo z podobnym typem skończyło się rozwodem. Nie licz na to,
        > ze jak mamusia umrze to będzie fajnie. Może byc jeszcze gorzej facet
        > przeniesie się na cmentarz.... albo dostanie deprechy.....
        >
        > Mój przeniósł się na cmentarz w sensie - bywa tam codziennie.

        Nie pracowal tylko siedzial caly czas na cmentarzu???? To u mojego nie
        przejdzie, bo on jest pracusiem, nawet jak jest chory to idzie do pracy. Na 20
        lat pracy w jednej firmie wzial zwolnienie z powodu choroby tylko 1 raz !!!!!!!!!
        • yoginka_pl Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 10:55
          No cóz kazdy musi sparzyć sie sam. Napisałam Ci jakie mogą byc
          scenariusze takich historii.

          W przypadku facetów omotanych przez rodzinke nie ma szans na zmiany
          ani dziecko, ani slub, ani śmierc...wbrew pozorom takie rozwiązania
          pogorszaja tylko sytuacje. Sama przez to przechodziłąm. jedyne
          sensowne rozwiązanie to ewakuacja z takiego układu.
          • dziewczyna-maminsynka Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 11:16
            yoginka_pl napisała:

            > No cóz kazdy musi sparzyć sie sam. Napisałam Ci jakie mogą byc
            > scenariusze takich historii.
            >
            > W przypadku facetów omotanych przez rodzinke nie ma szans na zmiany
            > ani dziecko, ani slub, ani śmierc...wbrew pozorom takie rozwiązania
            > pogorszaja tylko sytuacje. Sama przez to przechodziłąm. jedyne
            > sensowne rozwiązanie to ewakuacja z takiego układu.

            A ja jednak sprobuje te historie pociagnac dalej. Tym bardziej, ze on sie jednak
            rozwija. Moze to kwestia charakteru, bo lubie walczyc i stawiac na swoim. A
            stare baby mnie nie odstrasza:-) Poza tym wedlug mnie taki maminsynek jest i tak
            lepszy od alkoholika, handlarza drugami, agresywnego "damskiego boksera", chama
            czy glupka, z ktorym nie ma o czym pogadac. Czy od faceta, ktory czyha na twoj
            majatek. Po rozwodzie troche sie rozgladalam za odpowiednim mezczyzna i bylam w
            szoku jaki ten towar jest niskiej jakosci. Moze ma to cos wspolnego z tym ze
            mieszkam w Warszawie a tam jest zbieranina roznych ludzi? Totalna zalamka: na
            tle mezczyzn, ktorych wyprobowalam to maminsynek i tak jest gwiazda.
            Niestety czasy prawdziwych mezczyzn minely.... Idealy to sa tylko w ksiazkach
            dla grzecznych dziewczynek w wieku szkolnym....
            • yoginka_pl Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 11:39
              masz rację co do tego towaru to cięzko o kogoś do rzeczy, wiem coś o
              tym jestem sama bo po moich doswiadczeniach nie liczę na to ze facet
              dla mnie sie zmieni. Jeśli widzę ze mi coś nie tak ewakuuję sie ze
              zwiazku.

              Nie masz racji ze lepsze to niż pijak itd jedno i drugie to
              patologia. Tu nie chodzi o ideał tylko o zwiazek bez tak powaznych
              problemów. Ja miałam dość przekonywania mojego do tego zeby spedził
              ze mną sylwestra, czy zeby nocował w domu... ile mozna...mi mój
              honor nie pozwalał na dalsze upokorzenia, bo tak się stale czułam i
              nigdy nie byłam niczego pewna... brrrr az mnie dreszcze przeszły na
              samo wspomnienie. Mój wybrał odrabianie pańszczyzny u mamusi.
              • dziewczyna-maminsynka Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 12:57
                yoginka_pl napisała:

                > masz rację co do tego towaru to cięzko o kogoś do rzeczy, wiem coś o
                > tym jestem sama bo po moich doswiadczeniach nie liczę na to ze facet
                > dla mnie sie zmieni. Jeśli widzę ze mi coś nie tak ewakuuję sie ze
                > zwiazku.
                >
                > Nie masz racji ze lepsze to niż pijak itd jedno i drugie to
                > patologia. Tu nie chodzi o ideał tylko o zwiazek bez tak powaznych
                > problemów. Ja miałam dość przekonywania mojego do tego zeby spedził
                > ze mną sylwestra, czy zeby nocował w domu... ile mozna...mi mój
                > honor nie pozwalał na dalsze upokorzenia, bo tak się stale czułam i
                > nigdy nie byłam niczego pewna... brrrr az mnie dreszcze przeszły na
                > samo wspomnienie. Mój wybrał odrabianie pańszczyzny u mamusi.

                Pewnie, ze to patologia. Bo mezczyzna powinien miec swoje zdanie a nie trzymac
                sie mamusi. Na razie pociesza mnie fakt, ze jak cos sobie zazycze to on to
                spelnia, np. jak wysmialam jego chec spedzenia Sylwestra z mamusia to on sie
                zorientowal, ze przesadza i oczywiscie spedzilismy Sylwestra razem. A znalismy
                sie wtedy tylko pol roku. Gdyby on w ogole nie chcial sie reformowac to tez bym
                go rzucila. Na razie obserwuje te sytuacje, pociesza mnie fakt, ze tez mam na
                niego jakis wplyw - w kazdym badz razie uwzglednia moje zdanie. Tyle tylko, ze
                musze to glosno powiedziec, bo on sie rzadko domysla. Choc mezczyzni ogolnie sa
                tacy malo domyslni. Jak mi bedzie zupelnie zle, to uciekne. Tutaj nawet
                malzenstwo mnie nie powstrzyma, najwyzej bedzie rozwod.
                I na plus przemawia tez fakt, ze on chce dzieci. Sam tak powiedzial, ze moze juz
                bysmy nad tym popracowali aby miec dziecko. Tym mnie troche "przekupil", bo ja
                tez chce miec dziecko.
                • lali-lali Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 13:26
                  Piszesz na początku swojej wypowiedzi, że facet powinien mieć swoje zdanie.
                  Tymczasem kilka linijek dalej stwierdzasz, że to nie jest tak źle, bo on robi to
                  co ty chcesz. Co więcej, piszesz też, że chciałbyś, żeby on się jeszcze twojej
                  woli domyślał, i ją wypełniał. Wynika z tego, że wcale nie oczekujesz od niego
                  własnego zdania, tylko tego, żeby robił to, co sama uważasz za słuszne. To jest
                  właśnie to "zastępcze rodzicielstwo", innymi słowy przejście spod jednego
                  pantofla pod drugi, o którym tyle osób napisało wcześniej na forum.
                  • dziewczyna-maminsynka Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 14:12
                    lali-lali napisała:

                    > Piszesz na początku swojej wypowiedzi, że facet powinien mieć swoje zdanie.
                    > Tymczasem kilka linijek dalej stwierdzasz, że to nie jest tak źle, bo on robi t
                    > o
                    > co ty chcesz. Co więcej, piszesz też, że chciałbyś, żeby on się jeszcze twojej
                    > woli domyślał, i ją wypełniał. Wynika z tego, że wcale nie oczekujesz od niego
                    > własnego zdania, tylko tego, żeby robił to, co sama uważasz za słuszne. To jest
                    > właśnie to "zastępcze rodzicielstwo", innymi słowy przejście spod jednego
                    > pantofla pod drugi, o którym tyle osób napisało wcześniej na forum.

                    Powinien miec swoje zdanie ale powinien tez uwzgledniac zdanie innych osob a nie
                    tylko jednej np. mamusi. A jak na razie jak go o cos poprosze czy mowie, ze jest
                    to dla mnie wazne to wykonuje to. Czyli uwzglednia tez moje priorytety. Jakbym
                    myslala jak wy to bym byla bardzo dlugo samotna.
                    • lali-lali Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 14:46
                      "Powinien miec swoje zdanie ale powinien tez uwzgledniac zdanie innych osob a nie
                      tylko jednej np. mamusi."

                      Problem jednak w tym,że on tak właśnie nie robi.Ty go chcesz wychowywać, jak
                      dziecko, i chcesz go uświadamiać i pokazywać mu,że świat jest różnorodny. To, co
                      on "powinien" robić lub też nie, winno wypływać z niego samego, jako dorosłego,
                      ukształtowanego człowieka. Nie można mieć misji świętej urabiania kogoś wedle
                      tego, co sama uważam za to, że się w życiu "powinno" robić. Twój chłopak jest
                      taki jaki jest, a nie taki jaki być według Ciebie "powinien".

                      Odnośnie Twojego zarzutu : Myślę, że to Ty masz jakiegoś wyjątkowego pecha i
                      przebywasz w gronie dużych dzieci. Z resztą z ludzkimi wadami to jest tak, że
                      one nie są takie złe, dopóki je akceptujemy. Są przecież na świecie kobiety,
                      które kochają pantoflarzy. Ty jednak wyraźnie nie akceptujesz maminsynkostwa
                      Twojego faceta, bo inaczej nie było by tego całego wątku. Takie jest przy
                      najmniej moje zdanie.
            • deodyma Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 13:39

              > A ja jednak sprobuje te historie pociagnac dalej. Tym bardziej, ze
              on sie jedna
              > k
              > rozwija. Moze to kwestia charakteru, bo lubie walczyc i stawiac na
              swoim. A
              > stare baby mnie nie odstrasza:-) Poza tym wedlug mnie taki
              maminsynek jest i ta
              > k




              dziewczyno, Twoja naiwnosc nie ma granic...
              masz 30 lat, lecz rozum na poziomie 5 latki.
              a wiesz, ze znam 50 letniego maminsynka, ktory do dzis dnia slucha
              sie swojej mamusi?
              znam tez starszych maminsynkow.
              i co Ty na to?
              co do ich zon, od poczatku sa na przegranej pozycji i tylko placza z
              bezsilnosci w poduszke.
              • dziewczyna-maminsynka Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 14:22
                deodyma napisała:

                >
                > > A ja jednak sprobuje te historie pociagnac dalej. Tym bardziej, ze
                > on sie jedna
                > > k
                > > rozwija. Moze to kwestia charakteru, bo lubie walczyc i stawiac na
                > swoim. A
                > > stare baby mnie nie odstrasza:-) Poza tym wedlug mnie taki
                > maminsynek jest i ta
                > > k
                >
                >
                >
                >
                > dziewczyno, Twoja naiwnosc nie ma granic...
                > masz 30 lat, lecz rozum na poziomie 5 latki.
                > a wiesz, ze znam 50 letniego maminsynka, ktory do dzis dnia slucha
                > sie swojej mamusi?
                > znam tez starszych maminsynkow.
                > i co Ty na to?
                > co do ich zon, od poczatku sa na przegranej pozycji i tylko placza z
                > bezsilnosci w poduszke.

                Ja nie placze tylko walcze. Poza tym widze dla mnie nadzieje. To jest ogromna
                roznica. Niestety (prawie) nikt mi na tym forum nie pomogl, jesli chodzi o rady
                jak dalej postepowac, jesli sie chce zostac z mezczyzna. Jedynie jakis facet raz
                dosyc rozsadnie napisal o metodzie drobnych kroczkow. To potwierdza moja teze,
                ze jednak faceci sa konkretni.
                Dziwie sie natomiast takim histerycznym radom, ktore z tego co widze udzielaja
                mi kobiety, ze mam od razu wszystko rzucac i uciekac. Moje zycie i zdrowie nie
                jest w tym zwiazku zagrozone, rozmawiam z moim mezczyzna, on zauwaza pewne
                rzeczy zreszta sam. Ja go rozumiem, ze po tylu latach jest mu niezmiernie trudno
                sie zmienic tak z dnia na dzien. A te kobiety na forum w ogole wykluczaja
                jakiekolwiek rozmowy, negocjacie tylko od razu "rzucaj go". Przeciez rzadko w
                zyciu ma sie do czynienia z czlowiekiem, ktory jest twoim wlasnym klonem. Wydaje
                mi sie, ze te kobiety, ktore tak zachecaja do rzucenia to albo jakies
                niedoswiadczone malolaty albo samotne zgorzkniale panie o niedojrzalej psychice.
                Jak ja bym miala opuszczac kazdego czlowieka, ktory postepuje iunaczej niz ja
                chce i czasami mnie tez tym rani (choc moze i nie chce ale jednak) to nie
                mialabym nie tylko partnera ale i zadnej przyjaciolki a nawet musialabym
                zrezygnowac z mojej mamy, bo jej tez pare razy sie zdarzylo, ze mi dopiekla.
                • enith Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 18:17
                  Zadałaś pytanie "jak WALCZYĆ Z RODZINĄ maminsynka". Nie otrzymałaś żadnych rad w tym kierunku, bo zdaniem kilku dziesiątek wypowiadających się tu osób, kierujesz swoje działania w nieodpowiednią stronę. Ty nie masz i nie powinnaś walczyć z matką partnera. Ona ma 70 lat i taki sposób bycia. Jej syn zezwala i toleruje takie zachowania matki od 40 lat. I pojawiasz się ty, próbując wszystkich ustawiać pod swoje dyktando. Zostaw relację partner - mamusia w spokoju, a zajmij się stosunkami ty - twój partner, bo to w WASZYCH stosunkach leży sedno problemu i to na WASZE stosunki masz wpływ, jako strona zaangażowana. Pisałaś, że masz sukcesy na tym polu (nie napisałaś jakie), że udało ci się zmienić w partnerze kilka irytujących cię zachowań (nie napisałaś w jaki sposób). No to nadal konsekwentnie działaj w tym kierunku. Nie dam ci konkretnych rad, na to, jak "podejść" twojego partnera, bo z nas wszystkich tu piszących ty go znasz najlepiej i wiesz (najwyraźniej), co na niego działa. Nie trać czasu na teściową i próby jej urobienia, kobiecina jest, jaka jest, trzeba to zaakceptować. Skoncentruj swoje działania na tym, żeby między tobą i partnerem było dobrze, gdy znowu strzeli jakąś gafę, typu nie zadbanie o twoje miejsce przy stole wigilijnym w jego domu rodzinnym, po prostu mu to uświadom, tak, jak to robisz od 5 lat.
                  • anula36 Re: Skończycie wszyscy na cmentarzu.... 27.10.09, 21:37
                    Swoja droga chcialabym poczytac podsumowanie autorki tego watku za 5 lat, jak to wyszlo z tym slubem i dziecmi - oby pozytywnie, a przynajmniej znosnie.
                • olo-ratuj Jako jedna z histeryczek... 27.10.09, 23:57
                  odnoszę wrażenie, ze po pierwsze obraziłaś się na wszystkich, którzy
                  mają odmienny od Twojego punkt widzenia, a po drugie gdzieś po
                  drodze zgubiłaś wątek... Nie pozostaje więc nic innego niż życzyć
                  szczęścia na drodze małych kroczków, obyś osiągnęła swoje cele nie
                  tylko status żona-maminsynka.
                  • dziewczyna-maminsynka Re: Jako jedna z histeryczek... 28.10.09, 13:38
                    olo-ratuj napisała:

                    > odnoszę wrażenie, ze po pierwsze obraziłaś się na wszystkich, którzy
                    > mają odmienny od Twojego punkt widzenia, a po drugie gdzieś po
                    > drodze zgubiłaś wątek... Nie pozostaje więc nic innego niż życzyć
                    > szczęścia na drodze małych kroczków, obyś osiągnęła swoje cele nie
                    > tylko status żona-maminsynka.


                    Nie obrazilam sie tylko dziwi mnie takie histeryczne obstawanie za
                    natychmiastowym rzuceniem mezczyzny. Wydaje mi sie to takie nieodpowiedzialne, w
                    typie nastoletnich panienek. Wedlug mnie dopoki mozna rozmawiac czy negocjowac
                    to nalezy to robic a nie z obrazona mina wstac w polowie negocjacji od stolu.
                    Watek rzeczywiscie przebiega nie tak jak myslalam: nie napisala do mnie
                    praktycznie zadna zona/dziewczyna maminsynka, ktora opisala swoje metody walki z
                    natarczywa tesciowa.
                    Wiec pozostane przymojej metodzie drobnych kroczkow, szkoda tylko ze sama:-(
                    • enith Re: Jako jedna z histeryczek... 28.10.09, 19:23
                      > Watek rzeczywiscie przebiega nie tak jak myslalam: nie napisala do mnie
                      > praktycznie zadna zona/dziewczyna maminsynka, ktora opisala swoje metody walki
                      > z
                      > natarczywa tesciowa.

                      Nie wiem, czy poskąpiono ci umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy też z premedytacją pominęłaś posty żon i byłych żon maminsynków, które opisały tu swoje (w znacznej mierze fatalne) doświadczenia. Jesteś desperatką zaklinającą z całej siły rzeczywistość i rozmyślnie ignorującą fakty, a fakty są takie, że nie otrzymałaś żadnych rad nt. walk z teściową nie dlatego, że dziewczny zachowały tę tajemną wiedzę dla siebie i nie chcą się z nią z tobą podzielić (paskudy!), ale dlatego, że wszystkie, co do jednej, sromotnie tę walkę przegrały. Ale nie, ty uparłaś się widzieć stado "histeryczek", które tylko czekają, aż twój związek się rozpadnie. A tkwij sobie na zdrowie w tym układzie, w końcu to nie ja, a ty napisałaś w pierwszym poście, że przez mamusię chłopaka wpadasz w depresję, bo nie zostałaś zaproszona na święta. Decydujesz się mimo wszelkich przeszkód i wad wejść do tej rodziny? No to, skoroś taka skłonna do depresji, zaopatrz się w duży zapas Prozacu, przyda ci się w wojnie z teściową.
                      Z mojej strony bez odbioru.
                      • tata-kubusia Re: Jako jedna z histeryczek... 29.10.09, 18:55
                        To niestety normalne. Na forum nikt nie szuka porady - tak na prawdę - ale
                        potwierdzenia swoich przekonań. Jeszcze nigdy nie widziałem, aby "pytacze"
                        poważnie traktowali odpowiedzi, które im nie pasują. Takie wypowiedzi są
                        ignorowane a najczęściej spotykają się z agresją autora wątku. A czasem - jak
                        tutaj - jedno i drugie.
                  • wilga26 do autorki watku 28.10.09, 13:39
                    Witaj!
                    Dziwiesz sie, ze otrzymalas d wszystkich te sama rade! UCIekaj!
                    Dlaczego?
                    bo wszystkie przechodzilysmy lub przechodzimy to samo.
                    Na pocztaku Twoj M bedzie sie starac, ale po slubie przestanie...
                    Zdanie mamusi bedzie wazniejsze i nie bedzie mial sily powiedziec
                    jej ze Ty sobie czegos nie zyczysz... mamusia byla, jest i bedzie
                    najwazniejsza.
                    Jezlei chcesz sie w to bawic, baw sie, ale bedziesz bardzo
                    sfrustrowana tym, ze ciagle walczysz o cos, ze M nie liczy sie z
                    Toba ani Twoim zdaniem .
                    Moge tylko powiedziec, co mysle teraz,gdybym znala rodzine mojego
                    Meza i jego od tej strony, nie wyszlabym za niego.
                    Pozdrawiam
                • lali-lali dzięki 28.10.09, 20:29
                  Drogie Kobietki !

                  Wprawdzie niestety założycielka wątku nie potrafi zrozumieć, o co tak na prawdę w tym maminsynkowstwie chodzi i co gorsza, jeszcze niezbyt pochlebnie się wypowiada o osobach, którą chcą jej pomóc, ale ja za to chciałam wszystkim PODZIĘKOWAĆ. Szkoda, że wtedy, jak ja cierpiałam z powodu maminsynka nie było takiego wątku na forum. Ja już jestem rok po mojej fatalnej przygodzie z maminsynkiem i przerobiłam to dość dokładnie i na wszystkie sposoby, ale zawsze fajnie się wesprzeć jeszcze doświadczeniem tylu kobiet.

                  A naszej założycielki wątku jest mi trochę żal. Ale cóż "jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz"- jak głoszą starożytni górale ;)
                  • dziewczyna-maminsynka Wspolczuje wwszystkim kobietom ktore przegraly z t 29.10.09, 19:55
                    Wspolczuje wwszystkim kobietom ktore przegraly z tesciowymi ale sa przeciez i
                    takie, ktore wygraly. Tylko te kobiety, ktore wygraly nie sa takie
                    zgorzkniale.... Przegrana zawsze boli.
                    Sa ludzie, ktorzy nigdy nie uwolnili sie od alkoholizmu a sa ludzie, ktorzy po
                    odpowiednim postepowaniu (terapii) przestali zagladac do kieliszka.
                    Macie bardzo negatywne spojrzenie na swiat. Ja pomimo ze po rozwodzie to jednak
                    nie patrze tak pesymistycznie. Jesli ten watek w ogole bedzie za rok do
                    znalezienia w sieci to moze wroce i poinformuje co sie u mnie dzieje. A moze
                    bedzie dzialo sie duzo, bo okres mi sie spoznia juz 2 tygodnie.
                    Jesli kogos obrazilam swoim optymizmem/naiwnoscia (czy jak to zwal) to przepraszam!
                    • olo-ratuj Dobry żart! 30.10.09, 12:54
                      Proponuję abyś bez emocji prześledziła swoje wypowiedzi w
                      poszukiwaniu... optymizmu! Gratuluję potencjalnej ciąży, która w
                      walce z Twoją przyszłą teściową stanie się dodatkowym orężem
                      (niestety przede wszystkim dla niej)... Mimo wszystko dużo dobrego,
                      uśmiechu i wytrwałości... Jeszcze tylko jedna refleksja - skoro Twój
                      wybranek bardzo chce mieć z Tobą dziecko mogłoby to oznaczać, że
                      traktuje ten związek bardzo poważnie... W końcu chce z Tobą założyć
                      rodzinę. Niezrozumiałe jest dla mnie jednak to, że Ty - potencjalna
                      matka Jego dziecka, musisz się wpraszać na święta. I wybacz ale
                      nigdy tego nie zrozumiem... Pozdrawiam
                      • wilga26 Re: Dobry żart! 31.10.09, 16:48
                        Faktycznie, można pogratulowac optymizmu... .
                        Problemem nie jest tesciowa, od ktorej można sie faktycznie łatwo
                        uwolnic i nie mieć kontaktu, ale bardzo bolo postepowanie męza
                        ktory robi na zlosc, wykorzusytje sytuacje przeciwko Tobie, daje Ci
                        odczuc ze mamusia jest najwazniesza. Dziweczyno obudz się, albo
                        lepiej nie, brinj dalej, moze kiedys otworzysz szeroko oczy... .
                        Zreszta, jesli jestes w ciazy, to jeszcze szybciej poczujesz to, co
                        my wielmy po kilku latach... Pozdrawiam
    • marycha1433 Re: Jak walczyc z rodzina maminsynka? 08.11.09, 21:01
      Hmm, pewnie zostanę zlinczowany ale napiszę to co mi ślina na język przyniesie.
      Dziewczyno, masz 30 lat, jestes młoda, masz całe zycie przed sobą a chcesz go
      zatracić dla maminsynka, który nigdy nie był żonaty i do tego jest dla Ciebie za
      stary. 10 lat różnicy to bardzo dużo, szczególnie teraz kiedy Ty jestes mloda
      jeszcze, a Twój Men już niestety podstarzały. Jest tylu wspaniałych,
      niezależnych emocjonalnie facetów na świecie i do tego mających 30-35 kilka lat
      a Ty chcesz się chajtnąć że starym capem, który na pierwszym miejscu stawia mamę
      i pewnie zawsze tak będzie? Nie szkoda Ci zdrowia psychicznego i młodości?To, że
      jestes rozwódką, nie znaczy,że masz brać się za tzw byle co:)
Pełna wersja