mieszka ze mną czy nie mieszka

27.10.09, 00:54
Zastanwiam się czy rzeczywiście mam się nad czym zastanawiać :) Ale
od początku. Oboje po 31 lat. Razem już 4. Własne mieszkania 500 m od
siebie. Widywaliśmy się jednak tylko 3-4 wieczory w tygodniu, gdyż on
mieszkał trochę w swoim mieszkaniu, trochę w rodzinnym mieście u
babci. Czasami nawet jak był u siebie, to albo ja albo on mieliśmy
parcę na wieczór. Pierwszy raz na temat wspólnego zamieszkania
wspomniałam 2 lata temu. Powiedział, że to nie ma sensu, gdyż i tak
mieszkamy blisko. Sens nadal bym widziała, chociażby finansowy, ale
nie to nie. Na początku tego roku wróciłam do tematu. Odmowa plus
brak jakiegolwiek posuwania się związku do przodu o mało nie
doprowadziły do zerwania. Powiedział jednak, że mnie kocha itd. i że
chce ze mną zamieszakć i bardziej będziemy jak "normalna" para a nie
dopiero poznający się ludzie. A tak to trochę wyglądało. To był luty
i potem nic. Kilka rozmów w przedmiocie w czyim mieszkaniu, ale
żadnych konkretów. W czerwcu zapytała czy mogę u niego zamieszkać na
jakiś czas, gdyż chcę swoje mieszkanie wyremontować. Oczywiście
zgodził się. Miała to być taka mała próba przed ostatecznym
zamieszkaniem razem. I... I nadal przyjeżdżał do swojego mieszkania
te 3-4 razy w tygodniu. Większość czasu w jego mieszkaniu spędzam
sama. Początkowo tłumaczył to, że u babci może się lepiej skupić na
pracy. Ale miało to byc tylko przez wakacje. Wakacje minęły. I bez
zmian. Mówiłam, że mi to nie pasuje.Dodam, że babcia sprawna i nie
potzrebuje pomocy żadnej. Poza tym wykonujemy wolny zawód i w tej
miejscowości gdzie mieszka babcia czasami pracujemy. Może spędzac u
niej większość dnia podczas pracy. Pytałam kiedy ma zamiar
wyprowadzić się od babci. Żadnej odpowiedzi. Zaraz będę mogła wrócić
do siebie i zastanwiam się czy jest sens z wprowdzać się tam z nim.
Dodam jeszcze, że małżeństwo i dzieci to też oczywiście drażliwy i
niechciany temat. Na dzieci nie mówi nie, ale też nie mówi tak. W
zasadzie to w ogóle unika takich rozmów i słyszę, że jak chcę
wiedzieć co będzie za dwa lata, to mam iść do wróżki.
Czy ja się mylę, wnioskując z tego zachowania, że on chyba nie jest
przekonany ani do mieszkania ze mną ani w ogóle do bycia ze mną?
Musiałam się wygadać. Za długość postu przepraszam :)
    • enith Re: mieszka ze mną czy nie mieszka 27.10.09, 01:28
      Szczerze? Nie uważam, by ten pan planował z tobą przyszłość :/

      Odpowiada mu stan obecny: spotykanie się parę razy w tygodniu, żadnych zobowiązań, planów wspólnego zamieszkania, prób stworzenia rodziny. Taki układ jest jak najbardziej ok, ale NA POCZĄTKU znajomości, kiedy ludzie się poznają. Po czterech latach takiego iście licealnego randkowania, wypada już podjąć jakieś wiążące decyzje, popchnąć związek do przodu, jeśli nie zawierać ślub, to chociaż zamieszkać razem, sprawdzić się w tzw. rutynie dnia codziennego. Tymczasem na twoje sugestie wspólnego zamieszkania słyszysz "że to nie ma sensu, gdyż i tak mieszkamy blisko". Naprawdę uważasz, że kochający facet, który planuje z tobą przyszłość, używałby takiego argumentu przeciwko wspólnemu zamieszkaniu? Zadajesz partnerowi pytania o przyszłość i jesteś notorycznie przez niego zbywana w tematach takich, jak ślub, wspólne zamieszkanie, dzieci. Pan się wygodnie urządził i zwyczajnie nie w smak mu jakiekolwiek zmiany. No i w sumie słusznie, ma seks, opierunek i wikt, bez typowych zobowiązań wynikających z założenia rodziny.
      A już tak w wielkim skrócie: ty i twój partner macie najwyraźniej odmienne oczekiwania co do waszej wspólnej przyszłości. Jeśli tobie nie odpowiada wieczny konkubiant, a jemu zakładanie rodziny, jest oczywiste, że związek się prędzej czy później rozpadnie. Porozmawiaj z partnerem i dowiedz się, czy masz w ogóle na co czekać, czy też czas odżałować te wspólne 4 lata i szukać szczęścia gdzie indziej.
    • zielone_jablko Re: mieszka ze mną czy nie mieszka 27.10.09, 09:30
      > zasadzie to w ogóle unika takich rozmów i słyszę, że jak chcę
      > wiedzieć co będzie za dwa lata, to mam iść do wróżki.

      to właśnie faceci planują przyszłość dużo dalej niż kobiety.

      Z tego co mi się wydaje to on ma problem z zaangażowaniem na dłużej, a taki
      układ jaki macie teraz odpowiada mu bo jak chce to seksu szukać daleko nie musi
      a przy okazji nie jest uwiązany w tzw. poważny związek. Moim zdaniem macie tak
      odmienne oczekiwania, że zanim go przekonasz do czegoś co by Tobie odpowiadało
      to może minąć kolejne 4 lata, albo i dłużej.
Pełna wersja