anusiak776
27.10.09, 01:54
Mam wspanialego Meza, mamy rowniez cudowana coreczke (ma 2 msc). Nie
mieszkamy w Polsce lecz niemalze na 2gim koncu Swiata...
Problem z moja tesciowa pojawil sie wraz z pojawieniem mojego
dziecka. Na kika dni przed porodem ,przyleciala do nas na msc moja
mama ktorej nie widzialam rok, oczywiscie mamy kontakt na skype ale
to kolosalna roznica widziec mame w realu niz przez kompa. Tescie
mieszkaja od nas jakies 3km, moja mama oczywiscie przez ten msc
mieszkala z nami.
Na 2gi dzien po porodzie bylam juz z Mala w domu, przyszli tescie.
Corke trzymala moja mama a tesciowa podeszla do niej i powiedziala
"daj mi ja, ty masz ja na codzien" wyrywajac tym samym dziecko. I
tak bylo za kazdym razem. Nie liczyla (tzn nadal nie liczy) sie z
nikim. Strasznie mnie to zabolalo bo moja mama miala okazje tylko
przez msc widziec wnuczke, zobaczy ja dopiero za rok na zywo a ona
moze ja widziec o wiele czesciej. Jakis czas temu pojechalismy do
tesciowej do pracy by oczywiscie mogla sie pochwalic wnuczka
(zapomnialam wspomniec ze moja T. nie miala nigdy ani siostry ani
corki). Jej kolezanka (nie ma i nie moze micec dzieci)chciala Mala
wziazc na rece a T. nic.Jakby nic nie slyszala.
Podobna historia- byli u nas , T, tradycyjnie 3mala Mala ,ktora
zrobila sie glodna i zaczela plakac.Bylam w tym czasie w kuchni ale
slyszalam jak T, mowi "glodna jestem, placze a mama mi jesc nie chce
dac", podeszlam do nich(moj Aniolek akurat przestal plakac)i mowie
do T. ze wezme Mala i nakarmie, na co T. "teraz to my cie nie
chcemy". Wcielo mnie na calego.Nie wiedzialam co powiedziec i
powtorzylam to samo co powiedzialam wczesniej a ona nic. Spojrzala
na mnie jakbym bo chinsku mowila. Polecialam do lazienki, zaryczana
jak cholera.Wyszlam z niej po 20min ,kiedy oni poszli.Moj Aniolek
nadal glodny,darl sie w nieboglosy...
W czasie ciazy widywalismy sie z tesciamy raz na tydz lub 2 tyg. A
teraz dzwonia co 2 dni wpraszajac sie do nas lub nas zapraszajac.
Nie musza wspominac ze scenariusz zawsze ten sam - czyli kolacja,
Mala sie budzi i placze, ja dochodze by wziazc ja na rece a T.
"zostaw ja, zjedz kolacje a ja ja wezme".I kolysze nia jakby to nie
bylo dziecko lecz worek z pyrkami. Oczywiscie nikt inny nie ma prawa
jej odebrac dziecka...
W dodatku to wtracanie sie ,mi mowi ze ja musze brac Mala za duzo na
rece (co jest akurat nieprawda) a sama ja trzyma ile wlezie ,
ostatnio 7,5godz (miala w tym czasie 15min przerwy -wzielam Mala na
"cycora" ,ledwo co skonczylam T. mi wrecz wyrwala dziecko).
Traktuja mnie i mojego Meza jak pare "szczeniakow" ktore maja
dziecko a nie maja zielonego pojecia o niczym a zwlaszcza o
dzieciach.Dodam ze podchodze pod 30stke, moj Maz 2lata mlodszy.
Moj Maz wie o powyzszych zdarzeniach, chcial porozmawiac z T. ale
odradzilam, chcialam im tzn Jej dac szanse ale wczorajszy wspolny
obiad zakonczyl sie moim placzem i wczesniejszym powrotem do domu.
Wkurza mnie to ze T. sie z nikim nie liczy , zwlaszcza ze mna, za
naszymi plecami planuja zycie swojej wnuczki a naszego dziecka.
Chrzciny zaczeli planowac w polowie mojej ciazy.Dowiedzialam sie o
tym od mojej mamy ktora rozmawiala z nimi na skypie. Jakos poruszyli
temat chrzcin, co i jak na co moja mama powiedziala im ze z tego co
wie chrzciny bedziemy robic w Polsce. Na co oni ze to zly pomysl, bo
lepiej zrobic tutaj gdyz oni raczej nie dostana wolnego na Polske a
poza tym mozna waziazc jakiegos znajomego ktory by "zastepowal" tu
chrzestnego lub chrzestna.
Za rok planowalismy z Mezem jeszcze urlop tygodniowy w 3jke a oni
ze absolutnie z dzieckiem nie pojedziemy bo sobie nie odpoczniemy i
oni sie dzieckiem zaopiekuja.Nawt nie spytali sie nas o zdanie.
PROSZE, DORADZCIE CO ZROBIC!!! Dla mnie to powazny problem gdyz
nie chce by moja corka tracila kontakt z tesciami gdyz mino wszystko
szanuje ich ale dostaje powoli na nich alergie...
A moze nie ma problemy tylko ja wyolbrzymiam?? Sama juz nie wiem...