Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety)

27.10.09, 09:38
Witam.
Piszę na tym forum poraz pierwszy. Wczesniej troche czytalam i postanowilam
zwrocic sie do was z prosbą o ocenę sytuacji.
Zaczynajac od poczatku, by naswietlic sprawe, ja mam 24lata, maz 26. Jesteśmy
razem 3,5 roku ( po slubie 1,5), mamy 2,5 rocznego synka.
Dla mnie ten slub byl pomylką. Caly zwiazek to pomyłka. Kiedy poznalam meza,
bylam w dosc ciezkiej sytuacji zyciowej. On mi troche pomagał, potem wpadka z
ciazą i chyba tylko to trzymalo nas razem. Kiedy bylam w ciazy, wydawalo mi
sie ze go kocham. Mimo tego, ze nie pomagal mi w niczym, caly wolny czas
spedzal przed komputerem ignorując mnie całkowicie. Po porodzie sytuacja
zmienila sie na chwile, po czym wrocilismy do punktu wyjscia. Ja wdrazalam sie
w nowe obowiazki, on siedzial przed pudlem. Ja bylam praczką, sprzataczką,
kucharką i matką, on tylko pracowal i grał.
Przez te 2,5 roku bylo kilka kryzysowych momentow, klotni, krzykow, prosb i
grozb, ktore skutkowaly chwilową zmiana sytuacji.
Oddalilismy sie od siebie, a wlasciwie chyba nigdy nie bylismy ze sobą blisko.
Nie mamy ze soabą o czym rozmawiac. Jego nie interesuje to, co mam do
powiedzenia, on za to zazwyczaj nie ma do powiedzenia nic. Nie ma zadnych
ambicji, nie rozwija sie w zaden sposob ( ja sie uczę, czytam) nie ma
znajomych, nigdzie nie wychodzi. Zachowuje sie jak zmuszony do doroslosci
nastolatek. Jest niedojzaly emocjonalnie, rozchwiany. Nie widze w nim
mezczyzny. Przy kazdej klotni placze jak dziecko, starajac sie chyba wzbudzic
moją litoc. Odnosi to jednak odwrotny skutek, jest zalosny i traci resztkę
szaczunku w moich oczach. Nie potrafi sobie poradzic z wlasnym dzieckiem, nie
potrafi mu powiedziec "nie!" kiedy go uderzy. Zawsze zaslania sie mną. Czuje
sie rozdarta pomiedzy mezem a dzieckiem. Jakby walczyli ze sobia o moje względy :(
Ja wiem, ze nie chce z nim byc, nie kocham go, nie pociaga mnie i nie mamy ze
sobia juz nic wspolnego. Problem jest w tym, ze boje sie zrobic krok w przod.
Boje sie, ze nie dam sobie rady finansowo ( mam mieszkanie, nie mam pracy. Moj
jedyny dochod to 500zl na szkole)Boje sie jeszcze tego, ze kiedy powiem, ze to
juz naprawde koniec, on sobie cos zrobi... Jest czlowiekiem slabym
psychicznie, uzaleznionym od gry i zdaje sie ze ode mnie... Wiele razy juz
mowilam, ze ten zwiazek nie ma sensu,z nadzieja ze on TEZ to zobaczy, ale jemu
nic nie przeszkadza...
    • asia1605 Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 27.10.09, 10:29
      witam
      no coz sytuacja faktycznie nieciekawa, ale najwazniejsze ze wiesz
      czego chcesz, ze go nie kochasz i nie chcesz z nim byc. dla
      rozwijajacego sie dziecka takie relacje miedzy mama - tata
      zdecydowanie nie sa zdrowe tym bardziej jak powiedzialas ze zdaje
      sie iz ze soba rywalizuja. wiadomo kto w twoich oczach ma
      przewage... ale musisz cos z tym zrobic. dla siebie i dziecka. moze
      popros o wsparcie swoja rodzine, sprobuj znalezc prace, dla dziecka
      poszukaj zlobka badz przedszkola zalezy kiedy bys do tej pracy
      poszla. swoja droga dosc dlugo wytrzymalas w takim zwiazku. jesli
      tylko sama kasa Cie przy nim trzyma (co jest zrozumiale ze wzgledu
      na dziecko) to musisz jak najszybciej zrobic ten krok w kierunku
      sadu!! i pogadaj tez z jego rodzina jesli masz z nia w miare dobre
      kontakty zeby sie nim "zaopiekowali" skoro jest taki "niedorosly"
      albo zmus go jakos zeby sam Cie zostawil skoro to by mu moglo pomoc.
      wymysl cos ale na pewno nie mecz sie juz dluzej. taka sytuacja jest
      po prostu chora
      pozdrawiam i trzymam kciuki:)
      • scarlettvanhalisha Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 27.10.09, 10:39
        Pracy szukam od roku, niestety w mojej miescinie moge liczyc jedynie na prace
        sezonową ( nie mam wyksztalcenia, dopiero nad tym pracuje, ale to temat na inny
        watek). On twierdzi, ze mnie kocha, ze NAs kocha, jadnak czyny tego nie
        potwierdzają. Nie spedza z nami czasu, jadnak chcialby kontrolowac kazy moj kro,
        kazde wyjscie, kazdego znajomego... Jak wychodze, jest zazdrosny, za to kiedy
        jestem w domu, nie zwraca na mnie uwagi. Mi juz z reszta jego uwaga nie jest
        potrzebna. Nie bylo jej wtedy, kiedy byla mi potrzebna, wiec teraz juz tylko
        mnie drazni. On zdaje sie tego nie zauwazac, nie widzi, ze ja sie zmienilam, ze
        przestalam sie nim przejmowac.
        jestem z nim tylko dlatego, bo musze utrzymac dziecko. Gdybym byla tylko ja,
        nie bylo by problemu...:( Maluch i tak z tatusia nie ma zadnego pożytku, moze
        liczyc tylko na jego krzyki, kiedy probuje zwrocic na siebie uwage taty...
        • asia1605 Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 27.10.09, 11:21
          a co z rodzina? mozesz liczyc na czyjas pomoc? wiem jaka to tragedia
          kiedy dziecko zabiega o czyjes wzgledy a zostaje obdarzone tylko
          krzykiem zwlasza jesli tym kim jest ojciec. nic dobrego u was sie
          nie dzieje. pomysl tez o tym ze mozesz liczyc na alimenty na dziecko
          jesli zdecydujesz sie na rozwod. co prawda to niewiele ale zawsze
          cos. a gdybys znalazla prace chocby sezonowa to na razie by bylo ok.
          tylko co pradwa to nie jest zbyt dobre rozwiazanie. a moze pomyslisz
          o pracy poza miastem? gdzies gdzie bediesz mogla sie od niego
          oderwac znalezc mieszkanie lub moze masz kogos kto bylby w stanie
          choc na razie Ci pomoc bo zdaje sobie sprawe ze wynajecie mieszkania
          kosztuje ( sama place 720zl za wynajem i czynsz) pomysl zastanow sie
          zacznij dzialac. jest troche mozliwosci przemysl wszystkie jakie
          tylko przychodza Ci do glowy i zdecyduj sie na cos !
          • scarlettvanhalisha Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 27.10.09, 11:29
            Mieszkanie mam wlasne, z tym akurat problemu nie ma. Alimenty z jego pensji bedą
            jakimis smiesznymi groszami, sezon na prace wlasnie sie skonczyl...
            Ja decyzje juz chyba podjelam, tylko boje sie to zrealizowac. Boję sie jego
            reakcji, wyrazu twarzy, tego, ze znow bedzie mnie straszyl ze sie zabije... Bo
            beze mnie on nie ma po co zyc, tak twierdzi...
        • smeenus Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 25.12.09, 22:57
          coś mi tu nie gra - ty czytasz i się rozwijasz a w wieku 24 lat nie masz żadnego
          wykształcenia? Do prac sezonowych to potrzebują ludzi głównie z podstawowym
          wykształceniem. A po drugie piszesz, że ślub i związek był pomyłką - to co
          chciałaś ugrać biorąc ten ślub? A jeśli to była wpadka (różnie to w życiu bywa),
          to co na to twoje plany rozwojowe? A może ich po prostu wcześniej nie miałaś?
    • plastelinka.czerwona co zrobiłaś? 27.10.09, 12:10
      Skarżysz się na złego faceta, którego jednak po dwóch latach znajomości wybrałaś
      na męża. Piszesz, że już w ciąży cię zawiódł więc co skłoniło cię do ślubu?
      Jeśli myślałaś, że się zmieni, to co(oprócz kłótni) zrobiłaś aby tak się stało?
      Wybraliście się do poradni małżeńskiej, do psychologa, do księdza?
      Brnęłaś w coś, czemu sama nigdy nie dałaś szansy powodzenia o co nie walczyłaś,
      a teraz skarżysz się, że facet jest zły.
      • scarlettvanhalisha Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 12:19
        W ciazy bylam jakby w transie, nie widzialam tego w taki sposob, jak teraz.
        Myslalam sobie, ze niech ma troche tej swobody teraz, bo kiedy dziecko sie
        urodzi nie bedzie tak rozowo. Chcialam chyba miec namiastkę prawdziwej rodziny,
        ktorej wlasciwie nigdy nie mialam. Jednak stawalismy sie sobie coraz bardziej
        obcy... Ja na terapie chcialam isc rok temu, kiedy zauwazylam, ze szanse na
        przetrwanie tego zwiazku kurcza sie z dnia na dzien. On sie nie zgodzil,
        powiedzial ze damy sobie rade sami. Kiedy prosilam, zeby spedzil ze mna troche
        czasu, zrobilam kolację, czy zaplanowalam jakis romantyczny wieczor, caly czas
        czułam, ze robie to tylko dla siebie, ze on tego nie czuje, nie potrzebne mu to
        wszysko, lacznie z moją obecnoscia.
        Teraz wiem, ze cale nasze zycie bylo zwyklą fikcją, ze wplątalam sie w cos,
        czego naprawdę nigdy nie chcialam i ciezko mi sie z tego wydostac...
        • plastelinka.czerwona Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 12:42
          Rodzinę już miałaś - dziecko o które powinnaś zadbać.
          Jeżeli chciałaś iść na terapię dlaczego nie poszłaś? Mogłaś iść sama,
          porozmawiać, poradzić się.
          Poważnie myślałaś, że romantyczna kolacja pomoże na tak duże problemy, czy
          raczej chciałaś kolejnego "dowodu" na to, że on się nie stara?
          • scarlettvanhalisha Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 12:53
            Chyba chcialam sprawic, by on zauwazyl, ze ja sie staram. I troche po to, zeby
            nie miec pozniej wyrzutów sumienia, ze nie zrobilam nic. Czy ty, plastelinko
            uwazasz, ze tylko kobieta powinna dbac o zwiazek? Dlaczego tylko ja mam sie
            starac? Mam tego juz dosc, stracilam zapal, bo nie widzialam zadnych tego
            efektow. Do zajmowania sie wlasnym i jedynym synem zmuszalam go niemal silą, a
            jak tylko poszlo mu cos nie tak w tej materii, twierdzil ze on nie potrafi i
            tyle. Zawsze zaslania sie tanimi wymowkami..
            Dlaczego nie poszlam sama na terapie? z ww. powodow. Ze zawsze JA! Wszystko
            zawsze JA! A gdzie jest oparcie w partnerze? Zawsze tylko slysze "rob jak chcesz"...
            • asia1605 Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 13:06
              o dobry zwiazek musza dbac dwie osoby. nie mozna zdac sie na
              partnera i poddawac sie wszystkim jego decyzjom. chocbys na glowie
              stawala a on by nic nie robil z tym zeby sie poprawic to nic by z
              tego nie wyszlo. jesli natomiast chodzi o slub to przed slubem
              dopkoki razem sie nie mieszka nie ma mozliwosci pelnego poznania
              partnera. bo co innego widziec sie przez 2 dni i 2 noce a co innego
              przez 2 lata. czasem sa jakies sygnaly ale zwykle kobieta zaslepiona
              miloscia nie chce ich widziec. a tym bardziej jesli dziecko bylo w
              drodze moglas myslec ze moze sie zmieni. moze dziecko na niego
              podziala skoro ty nie mozesz za bardzo.
              istnieje tylko jedno wyjscie woz albo przewoz. nie mozesz ryzykowac
              bytu dziecka ale tez nie mozesz skazywac je na zycie z takim ojcem.
              nie wierz w jego brednie o tym ze4 sie zabije, jesli straszy Cie
              takimi rzeczami to znaczy ze jest tchorzem i nic wiecej a tchorze z
              reguly zbyt sie boja podejmowania tak nieodwracalnych decyzji
            • plastelinka.czerwona Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 13:23
              No właśnie: żeby nie mieć wyrzutów sumienia.
              Nie zrobiłaś praktycznie żadnego poważnego ruchu aby ten związek ratować, tylko
              pozorowane, nie mające szans powodzenia aby uspokoić sumienie i móc powiedzieć
              sobie "to jego wina".
              Oczywiście do związku trzeba dwojga, ale mogłaś wyjść z inicjatywą i udać się po
              pomoc.
              Dlaczego sądziłaś, że facet, który nie pomaga ci w ciąży, a później przy dziecku
              nagle wykaże się zaangażowaniem? On pewnie nawet nie widzi problemu, bo skoro
              przez dwa lata takim go poznawałaś, to dlaczego skoro się nie zmienił nagle
              miałoby ci to zacząć przeszkadzać?
              • asia1605 Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 14:03
                ale jakie to ma teraz znaczenie? zdecydowala sie ze chce od niego
                odejsc nie kocha go tylko ma przez niego problemy. po co drazyc
                czyja wina dlaczego nie zrobila tego czy tamtego zeby ratowac
                zwiazek. nie pisala z prosba o wyrzuty tylko z prosba o pomoc
                rade... tak tylko dziewczyna wpadnie w poczucie winy i depresje a
                teraz jej to niepotzrebne. w koncu ma synka ktorym musi codziennie
                sie zajmowac a wbrew pozorom to nie jest latwe jak sie niktorym moze
                wydawac
                • plastelinka.czerwona Re: co zrobiłaś? 27.10.09, 14:39
                  Takie ma to znaczenie, że irytują mnie wątki w stylu "wiedziałam, że to idiota,
                  wyszłam za idiotę i jestem zaskoczona, że po mimo tego, iż się z nim o to
                  kłóciłam nadal zachowuje się jak idiota. W sumie to idiota ma jedną zaletę:
                  zarabia. Nie zapomnę dodać, że to wszystko wina idioty"
                  • ally-mcbeal Racja plastelinka! 28.10.09, 10:40
                    Nie chcę robić wyrzutów autorce wątku ale ona sama pisze że od dawna go nie
                    kocha, że to była pomyłka itp, itd. No to kto Ci dziewczyno kazał z nim spać,
                    kto Cię siłą zaciągnął do ołtarza!!! Sama sobie to zafundowałaś a teraz się
                    żalisz! I też mnie irytują takie wątki (i takie dziewczyny!)o tym, że "od
                    początku sie nie układało ale myślałam, że jakoś to będzie"! Myślcie trochę
                    dziewczyny a nie patrzcie na facetów przez pryzmat pięknego ślubu i ślicznej
                    sukni ślubnej!
                    • 1zetka1 Re: Racja plastelinka! 02.11.09, 08:45
                      Ale teraz trochę za późno na rady typu "trzeba było myśleć wcześniej". Życie nie jest takie proste, podejmuje się różne decyzje, czasem lepsze, czasem gorsze, czasem życie dopiero zweryfikuje, które były dobre. Jeśli ktoś się zwraca o radę na tu i teraz, to na pewno nie pomogą mu porady dotyczące przeszłości. Co z tego, że ona się dowie, że błąd popełniła 3 lata temu. To nie zmieni jej sytuacji.
                      A jeśli chodzi o autorkę wątku, jeśli chcesz coś zmienić to przede wszystkim musisz znaleźć oparcie w kimś. Jakaś rodzina, koleżanka, ktokolwiek kto Cię w tym wesprze. Dużo łatwiej jest gdy możesz się komuś wygadać, lub gdy ktoś poprze Twoje decyzje i utwierdzi Cię w tym, że dobrze robisz. Wyobrażam sobie, że nie będzie Ci łatwo wyrzucić męża z mieszkania, tym bardziej, że jest słaby psychicznie. Może zapewnij go, że może nadal na Ciebie w jakimś stopniu liczyć, w końcu jest ojcem Twojego dziecka. Ale nie możecie być razem, bo to źle wpływa na waszego synka. A jego dobro jest dla Ciebie priorytetem. Porozmawiaj z nim, zapytaj go jak wyobraża sobie idealny związek i czy uważa, że wasz taki jest. Powiedz o swoich oczekiwaniach i o tym, że nie czujesz się dobrze w tej sytuacji. A gdy zacznie mówić, że się zmieni to powiedz, że dawałaś mu szansę kilka razy i nic to nie zmieniło.
                      Chyba, że do tej pory nigdy na ten temat nie rozmawialiście, a on żyje w nieświadomości, że coś jest nie tak.
    • chomik.200 Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 06.11.09, 12:44
      Twój mąż pasuje do profilu "wampira energetycznego" i niestety
      jesteś jego ofiarą.Taki wampir wyssał z Ciebie
      radość,energię,nadzieję,odwagę i młodość.Wybacz ale po przeczytaniu
      mam wrażenie jakbyś była o parenaście lat starsza a przecież jesteś
      młodziutką osobą.Pomyśl co będzie za 10 lat jak z nim
      zostaniesz...ODWAGI I DZIAŁAJ
    • gad.forumowy Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 06.11.09, 21:13
      Przeczytałem ale jakoś aureoli nad swoją głową nie widzę.
      Coś Ci doradzę. Przytul swojego faceta, ot tak bezinteresownie, bez myślenia o tym co złego zrobił.
      Mam wrażenie, że przeżywa on kryzys związany z wejściem w dorosłe życie. Domyślam się też, że na jego psychikę silny wpływ ma postawa jego rodziców, to jak rodzice traktowali go w dzieciństwie. Myślę, że warto żeby porozmawiał z dobrym psychoterapeutą. Wasze małżeństwo ma duże szanse na przetrwanie.
      • marzeka1 Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 07.11.09, 19:47
        "Jesteśmy
        razem 3,5 roku ( po slubie 1,5), mamy 2,5 rocznego synka.
        Dla mnie ten slub byl pomylką. Caly zwiazek to pomyłka. "- to PO CO w to wdepnęłaś?
        • lu_bella Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 26.12.09, 20:12
          marzeka1 napisała:

          > "Jesteśmy
          > razem 3,5 roku ( po slubie 1,5), mamy 2,5 rocznego synka.
          > Dla mnie ten slub byl pomylką. Caly zwiazek to pomyłka. "- to PO CO w to wdepnę
          > łaś?

          Po to, żeby potem takie akuratne jak Ty dowaliły jej na forum ;P
    • annataylor Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 26.12.09, 12:05
      po co za niego wychodziłas? ciąża to nie powód by brać ślub!
      • lu_bella Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 26.12.09, 20:10
        annataylor napisała:

        > po co za niego wychodziłas? ciąża to nie powód by brać ślub!

        I ponieważ masz rację to dziewczyna w obecnej sytuacji powinna...no właśnie, co wg ciebie powinna zrobić ??? Strzelić sobie w łeb ???
        Kocham takie mądralińskie ;(

        Gwoli ścisłości to ślub wzięli jak dziecko już było :P

        • ca.melia Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 27.12.09, 21:34
          decyzję podjęłaś - i tego się trzymaj.

          wyszłaś za mąz - trudno. Niestety nikt nie ma napisane na czole
          jakim będzie człowiekiem po ślubie i jak się związek ułoży.

          nie daj się wmanewrować w poczucie winy. Masz dziecko a ono musi
          mieć szczęśliwą matkę.

          o związek mają dbać dwie osoby a nie, że jedna "klaska uszami" a
          druga łaskawie daje się wielbić.

          Poradzisz sobie.
    • aneta-skarpeta Re: Taki oto problem ( kto przeczyta ten swiety) 28.12.09, 15:53
      scarlettvanhalisha napisała:

      > Boje sie jeszcze tego, ze kiedy powiem, ze to
      > juz naprawde koniec, on sobie cos zrobi... Jest czlowiekiem slabym
      > psychicznie,

      nie wiem ile w tym prawdy, ale kiedys slyszałam ( moj ex mnie
      straszyl ze sie zabije jak odeszlam), ze zeby popełnic samobójstwo
      to tak naprawdę w swoim nieszczęściu trzeba mieć niezłe jaja i
      odwagę ( w sumie racja)

Pełna wersja