kasa w związku

29.10.09, 11:49
setny raz poruszany temat, wiem.
Miałam wczoraj rozmowę z TŻ odnośnie wspólnej zrzuty na antykoncepcję.
Faktycznie, w innych związkach zawsze wychodziło pół na pół - mniej więcej.
Mój luby uznał, że skoro nieproporcjonalnie składamy się np. na jedzenie to
mogę za antykoncepcję płacić w całości i generalnie chodzi mi tylko o kasę. Mi
chodziło o podzielenie się odpowiedzialnością, o zainteresowanie - tylko źle
zaczęłam temat. Faktycznie, decyzja jest moja, ja zdecydowałam co biorę iże
biorę w ogóle- on chciałby mieć już dzieci.
Z tej całej rozmowy wyszedł jakiś dramat w stylu - to może podzielmy się
wszystkim na pół (wie, że mnie nie stać na płacenie za pół zakupów, które on
robi) albo oddzielnych półek w lodówce - mojej biedronkowej i jego z delikatesów.
Zdarza mu się wspomnieć przy jakichśtam okazjach, że przecież mieszkam u niego
za darmo i powinnam się cieszyć, że nie muszę z tego tytułu ponosić
dodatkowych kosztów.
To fajny facet ale się zastanawiam, jak będzie w przyszłości, jak będziemy
dzielić wydatki, czy kiedyś przy ew. dziecku nie strzeli "mama to ma farta, bo
mieszka u mnie za darmo".
Zarabia około sześciokrotnie więcej ode mnie. Ok- ma dobre wykształcenie, jest
świetnie wyszkolony. Ja pracuję nad swoim wykształceniem, ale szczerze wątpię,
żebym kiedykolwiek dobiła do zarabiania o "tylko" 3 razy mniej.
ja mam dość konserwatywne podejście do związków, on jest za rozdzielnością
finansową i ok- na zmianę nie będę naciskać, bo czułabym się źle. Czasem się
wkurzam, jak mi opowiada gdzie i na jakim obiedzie/kolacji ni był, podczas gdy
pod koniec mc-a w pracy stać mnie na mały serek.
Tak się chciałam wygadać...
    • marina_nie_vlady1 Re: kasa w związku 29.10.09, 12:40
      hej. Weszłam sobie na Wasze forum i poruszył mnie Twój wątek:-)

      Wiesz, nie wiem, na ile Ci pomogę...
      Ale pieniądze w związku to temat trudny. Jednak bardzo, bardzo istotny,
      chociażbyśmy mówiły o pięknej, cudownej miłości, to i tak kasa kiedyś stanie się
      ważnym tematem. Nie ma bata, życie jest jakie jest.

      Ja mam z mężem rozdzielność i z tego problemu nikt nie robił. Kochamy się i
      zrobiliśmy to dla bezpieczeństwa, a na pewno nie "bo jak się rozstaniemy
      to...".:) Więc tego tematu bym nie demonizowała.
      Jednak co do wspólnych pieniędzy. U nas to jest normalne, że płacimy tyle, ile
      możemy. Jeśli ja zarobię w jakimś miesiącu więcej - to ja robię częściej zakupy.
      Jeśli on - no to on. Generalnie mamy podzielone kto płaci za jakie rachunki i
      tego się trzymamy. on ma "swoje" opłaty, a ja "swoje". a co do jedzenia, to jest
      dla nas oczywiste, że każde daje tyle, ile może! I jeśli ja sobie kupię np.
      torebkę, czy on - nowe spodnie, to przecież nie będziemy się rozliczać, że "a na
      ser to dałeś tylko 5 zł":)

      Jak można wypominać komuś, kogo się kocha, że mieszka za darmo?! to dla mnie
      jest nie do pomyślenia. Świadczy o braku szacunku dla Ciebie! Czy jesteś jego
      utrzymanką? Tak Cię traktuje? Myślę, że powinniście usiąść i SPOKOJNIE, bez
      kłotni, porozmawiać oi swoich oczekiwaniach. Czego on chce od Ciebie? Żebyś
      dawała np. 500 zł miesięcznie bez względu na zarobki? ustalcie, że np. Ty co
      miesiąc płacisz za gaz i prąd, a on za telefon i mieszkanie (przykładowo mówię).
      Osobne pólki w lodówce to jakiś absurd. Jeszcze nie jesteście małżeństwem, a już
      macie mieszkać jak po rozwodzie?

      To, że on zarabia więcej, nie znaczy, że jest od Ciebie lepszy. nie znaczy, że
      robi Ci łaskę, że z Tobą jest! Też pracujesz, też się starasz, a to, że akurat
      TERAZ (nie wiadomo,co będzie za rok!) zarabiasz mniej, to o niczym nie świadczy.
      Trzymaj się i więcej wiary w siebie!
      • redoszka Re: kasa w związku 29.10.09, 18:35
        Szok!Dla mnie to nie jest miłość!Facet, który kocha tak się nie
        zachowuje!I tyle!
    • mozambique Re: kasa w związku 29.10.09, 12:52
      a czemu mieszkasz u niego za darmo ????

      nie dokladasz sie do kosztów mieszkania ???
      • barbaraanna3 Re: kasa w związku 29.10.09, 14:05
        Składamy się 50/50 czynsz i opłaty za wszystko. Jemu bardziej chodziło o to, że
        gdybym wynajmowała mieszkanie to musiałabym jeszcze dodatkowo za to bulić :/
        Problem w tym, że ja chyba po prostu głupia jestem, ciężko mi poruszać tematy
        kasy. Stać mnie na samodzielność, ale moja samodzielność oznacza np. "normalne"
        zakupy spożywcza, a nie np. homary i ostrygi (przesadzam, ale mniej więcej o to
        chodzi).
        Strasznie stresują mnie te tematy, nie potrafię się wysłowić, bo się denerwuję i
        generalnie czuję się jak jakaś siksa :(((
        • madziaq Re: kasa w związku 29.10.09, 16:49
          eee, to ja myslałam, że rzeczywiście mieszkasz za darmo, czyli nie płacisz nic.
          Jak składacie sie po połowie to zupełnie inna bajka i tym bardziej wypominanie
          tego faktu przez twojego faceta jest nie na miejscu. Ale musisz umieć mu się
          postawić. jak mówi, że miszkasz u niego za darmo to powiedz mu, że przecież
          wcale nie, bo płacisz w połowie za czynsz i rachunki, a nie uciekaj z podkulonym
          ogonem.
        • karina_90_ina Re: kasa w związku 29.10.09, 16:51
          no jak byś wynajmowała swoje 4 litery to miała byś przychody...
    • amocyklina Re: kasa w związku 29.10.09, 13:54
      Bardzo mnie dziwi zachowanie Twojego mężczyzny. Chciałaby mnie już z Tobą
      dziecko, ale Ciebie traktuje jak obcą osobę. Bo jak można komuś bliskiemu
      powiedzieć, że powinien się cieszyć, że mieszkasz u niego za darmo :|. Poza tym
      wydaje mi się, że decydując się na mieszkanie ze swoim mężczyzną powinnaś
      wcześniej ustalić jakieś zasady, skoro wiedziałaś, że nie będzie Cię do końca
      stać na samodzielność finansową. No i chyba on też zdawał sobie sprawę, że przy
      Twoich zarobkach nie będziesz w stanie partycypować we wszystkich wydatkach na
      równo z nim.
      Ja osobiście nie zdecydowałabym się na mieszkanie z kimś wiedząc, że nie będzie
      mnie stać na to... no chyba, że spotykam dojrzała osobę, która rozumie, że ja
      mniej zarabiam i mogę się dokładać w takim zakresie jakim mnie stać... bo
      przecież za parę lat sytuacja może się odwrócić i co?
    • megi1973 Re: kasa w związku 29.10.09, 14:30
      a gotujesz mu? sprzątasz? pierzesz?
      • barbaraanna3 Re: kasa w związku 29.10.09, 14:56
        gotuje częściej on, ja częściej sprzątam, pierzemy wspólnie
        • lili-2008 Re: kasa w związku 29.10.09, 16:04
          Dziewczyno! Płacisz 50% czynszu i opłat! Nie mieszkasz za darmo! Pogadaj może z
          facetem. Powiedz mu szczerze (nawet jeśli rozmowy o kasie nie są dla Ciebie
          łatwe), że ranią Cię te słowa. Przecież pracujesz, a to, że nie zarabiasz
          kokosów to nie jest Twoja wina, nie robisz tego specjalnie, żeby mu na złość zrobić.
          Przytocz słowa jednej z forumek, że to obecna sytuacja, ale za kilka lat może
          się zmienić o 180 stopni.
          No facet musi zrozumieć, że jest w związku, chce mieć dziecko. Nie można sobie
          ot tak mówić tak paskudnych rzeczy. Pogadaj z nim.
          • barbaraanna3 Re: kasa w związku 29.10.09, 16:37
            Dzięki za Twoją wypowiedź.
            W sumie to gdyby nie ja musiałby płacić 100% może trochę mniej za energię.
            Przygnębiona jestem od wczoraj.
    • madziaq Re: kasa w związku 29.10.09, 15:16
      Dla mnie w ogóle dziwne jest życie w związku, w którym trzeba się na coś
      "zrzucać". My "zrzucamuy" się na wszystko - pensje isą na wspólne konto,
      wszystko finansujemy ze wspólnego worka. Rozumiem jeszcze rozwiązanie, gdzie
      dwie osoby umawiają się, że np 70% pensji idzie na wspólne potrzeby a reszta to
      "kieszonkowe" na własne przyjemności.

      Wiadomo, że zawsze ktoś zarabia więcej, a ktos mniej. Zazwyczaj niestety mniej
      zarabia kobieta, a jeśli np. urodzi dziecko to przez pewien czas w ogóle nie
      zarabia. Każdy dokłada tyle, na ile go stać, a poza tym w funkcjonowanie domu
      wnosi się wkład nie tylko finansowy. Jeśli np. on dłużej pracuje (i więcej
      zarabia), Ty możesz częściej gotować albo robić pranie, to też przecież ma
      jakieś znaczenie, wymaga poświęcenia określonego czasu i wysiłku.

      Nie rozumiem sytuacji, że w związku każdy płaci za swoje rzeczy. Że np. Ty sama
      będziesz płacić za pigułki, albo (to już naprawdę zgroza!) on chodzi po
      knajpach, a Ciebie nie stać na serek... A jak (odpukać) któreś z Was zachoruje i
      nie będzie mogło pracować, to co, umrze z głodu, bo nie może się dołożyć do
      mieszkania czy zakupów???
      • barbaraanna3 Re: kasa w związku 29.10.09, 15:53
        Tak, ale na początku ustaliliśmy że mamy osobne konta i pieniądze. Nie pasuje mi
        to do końca ale ta cholerna duma nie pozwoli mi nawet na wspomnienie o tym.
        On nie jest taki zły - jeśli gdzieś wychodzimy zazwyczaj on płaci - co tez mi
        zostało wczoraj wypomniane, jak jesteśmy na zakupach i coś sobie wypatrzę albo
        on mi wypatrzy to czasem wracam z ta rzeczą do domu.
        Lecz generalnie - kupuję sobie najtańsze np. buty za 5 dych, podczas gdy on
        wydaje 500PL na sweterek. czuję się przy nim jak łachmaniara. Czasem odnoszę
        wrażenie, że ludzie powinni się łączyć z tymi, którzy mają podobne dochody,
        wtedy nie ma problemu.
        Jak kiedyś nie pracowałam - on mnie utrzymywał - płacił za mieszkanie i
        jedzenie, zawsze mogę na niego pod tym względem liczyć.
        Tylko mam takie przeświadczenie, że dla niego kasa jednak bardziej się liczyć
        niż wynikałoby z jego wypowiedzi. Np. ślub - jedyna opcja z intercyzą (dla mnie
        odpada, bo ślub kojarzy mi się tylko z romantyzmem, a alimenty go zabijają)
        • merco007 Re: kasa w związku 31.10.09, 14:45
          Co ma intercyza do alimentów? Intercyza "działa" dopiero przy rozwodzie, w trakcie małżeństwa jest wszystko tak jakby jej nie było.
          Interzcyza to jedyne słusze rozwiązanie jeśli zarabia 6 razy więcej, bo niby czemu miała byś mieć w razie rozwodu prawo do tego co on zarobił w trakcie małżeństwa? Jeśli twój wkład w małżeństwo to sprzatanie , pranie itp to ustal cennik tych usług, a nie 50% dochodów męża
          • caysee Re: kasa w związku 03.11.09, 17:45
            Merco, rozbroiles mnie tym komentarzem o cenniku :)

            Kurcze, jak ja sie ciesze, ze nie mam takich glupich problemow i zarabiam tyle
            co maz :)
    • plastelinka.czerwona Re: kasa w związku 29.10.09, 15:50
      Wyjeżdżacie na wspólne wakacje czy każde jedzie tam gdzie je stać?
      Wydatkami na dziecko też będziecie się dzielić i jak nie będzie cię stać na
      dorzucenie się do ortodonty, to dzieciak będzie miał krzywe zęby?
    • karina_90_ina setny raz ... 29.10.09, 16:49
      setny raz ... drogie koleżanki jak wy wynajdujecie takie beznadziejne przypadki
      i jakim cudem stają się oni waszą "połową" po raz setny nie kumam ...
    • shemreolin zwiewaj! 29.10.09, 21:05
      Mój i Twój NM to ten sam typ. Ja jestem na wychowawczym w domu, od kiedy
      przestałam zarabiać (a kiedyś zarabiałam więcej niż on) zaczął się koszmar.
      Pomógł mi wiele razy finansowo, ale potem ZAWSZE zostało mi to wypominane.
      Ciągle narzeka o kasę, nie uważa mnie za partnera do rozmowy, bo jego koronnym
      argumentem jest to, że nie zarabiam. A ja na wychowawczym w zasadzie pracowałam
      od kiedy młody skończył pół roku, tylko z przerwami i nie za ogromną kasę. Wiele
      moich planów nie wypaliło (raz się pracodawca wypiął, innym razem dziecko
      trafiło do szpitala i mnie wylali). Generalnie on ma mnie za nic, bo nie
      zarabiam. I dla niego między nami układało by się wspaniale, gdybym zarabiała
      kokosy. Prawda jest taka, że nigdy między nami nie będzie dobrze, bo pieniądze
      rzecz nabyta i nietrwała, więc oprócz nich w związku powinno być porozumienie na
      innym poziomie. Przez te finansowe problemy robią się różne absurdy właśnie w
      typie co kto więcej kupuje, kto więcej przejada i kto więcej marnuje (oczywiście
      to JA).

      Jak sobie tak Ciebie czytam to widzę w opisie twojego faceta, mojego NM, tylko
      kilka lat wcześniej. To typ, który nigdy nie doceni twojej pracy dopóki nie
      przyniesie ona konkretnych korzyści finansowych.
      Twoja praca w domu przy dziecku i np. sprzątanie czy gotowanie, będzie dla niego
      niczym. W zasadzie zacznie przejmować nad tobą kontrolę i będzie coraz gorzej.
      Gdybym była na Twoim miejscu i miałabym to samo doświadczenie co teraz, wiałabym
      aż by mi spódnica furkotała.
      • daszka26 Re: zwiewaj! 30.10.09, 11:02
        Zgadzam się, zwiewaj. To przykre ,ale Wasi Panowie, nie zostali nauczeni w
        rodzinnych domach szacunku dla kobiet ani dla ich pracy. Wg nich to że nie
        zarabiacie tyle co oni czyni z Was gorsze. A przecież "Kobieta zasługuje na
        szacunek tylko dlatego że jest kobietą", nie zapominajcie o tym. Macie pełne
        prawo tego szacunku głośno sie domagać. Jeśli same się nie szanujecie to żaden
        facet nie będzie Was szanować. Czas sie postawić drogie Panie. Tu nie o
        pieniądze przeciez chodzi a o szacunek dla drugiej osoby właśnie. A tego
        kwiatu......
        • aszka07 Re: zwiewaj! 30.10.09, 12:00
          Według mnie tacy ludzie się nie zmieniają, poczytaj sobie forum, co chwilę jakaś
          dziewczyna pisze o podobnych problemach. Póki nie łączy was ślub ani dziecko
          poprostu bym odeszła. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, miej swój honor. U
          nas każdy ma swoje konto, mąż płaci praktycznie za wszystko oprócz jedzenia, bo
          ja robię zakupy, a jak kończy mu się kasa to mówi żebym mu przelała np.1000 zł,
          moje konto bardziej służy do oszczędzania. Często analizujemy ile mamy kasy i na
          co możemy sobie w tym miesiącu pozwolić (wykańczamy dom). Jesteśmy po ślubie,
          ale przed było bardzo podobnie, czy przy wyjeździe na wakacje czy w wielu innych
          sytuacjach. Zastanów się czy warto się tak nerwowo wykańczać, bo zawsze będziesz
          czuła się gorsza, już nie mówiąc co by się stało jakbyś tak jak dziewczyny piszą
          straciła pracę czy poszła na wychowawczy... czy będziesz potrafiła prosić go o
          kasę czy sam Ci ją da?
          • barbaraanna3 Re: zwiewaj! 30.10.09, 13:23
            aszka07
            Twój mąż zarabiacie podobnie? Prowadzicie taki sam tryb życia i na takim samym
            poziomie?
            My mamy oddzielną kasę, składamy się na dom po połowie, za jedzenie częściej
            płaci on, tak samo, jak za wakacje, wypady do kina, etc. Za wakacje najczęściej
            on, natomiast później oddaje mu część kwoty (np. za hotel pół na pół ale za
            dodatkowe atrakcje już nie).
            Ja ubieram się tanio, on w eleganckich sklepach; on wychodzi na lunch do fajnej
            knajpki, ja zazwyczaj robię sobie kanapkę.
            Ale z drugiej strony – jak miałoby to inaczej wyglądać – miałabym go poprosić o
            pieniądze, żebym mogła z kolegami w robocie codziennie wychodzić na lunch?
            Idiotycznie bym się czuła. Bo z jakiej paki niby /kochanie, chcę żyć na takim
            samym poziomie jak ty/? Żenujące.
            Kiedy przez kilka mc-y nie miałam pracy – on utrzymywał dom plus miałam kasę na
            własne wydatki (większość i tak poszła na zakupy do domu, ale to nieistotne),
            więc mogę na niego liczyć.
            Męczy mnie trochę ta dysproporcja, ale on naprawdę ciężko zasuwa na swoją pensję
            – ma o wiele bardziej wymagająca pracę, poza tym dużo czasu poświęcił na
            dokształcanie – ja nie.
            I nie mam podejścia typu – „należą mi się twoje pieniądze” czy cokolwiek. Nie
            ingeruję w jego decyzje zakupowe, chociaż boli mnie, że w niektóre – urządzenie
            domu – nie jestem włączana.
            • alis123 Re: zwiewaj! 30.10.09, 14:50
              Moze za szybko zdecydowaliscie sie zamieszkac razem... Jezeli
              jestescie dwoma osobami, ktore sie spotykaja, wowczas faktycznie nie
              masz zadnych praw. Tym niemniej kulturowo jest przyjete, ze
              mezczyzna placi w knajpach. Jezeli jestes zona, wowczas masz prawo
              oczekiwac zycia na tym samym poziomie i dzielenia jego pieniedzy na
              was dwoje. Spokojnie mozesz wtedy sobie zazyczyc przelewania jakiejs
              kwoty na swoje konto, zebys mogla pokryc wlasne wydatki typu obiad.

              Natomiast Twoja sytuacja jest niejednoznaczna. Mieszkacie razem -
              jezeli planujecie wspolnie dzieci - powinnas byc traktowana nieco
              blizej zony, towarzyszki zycia... Natomiast z twojego opisu wynika,
              ze oboje traktujecie ten uklad raczej jak 'chodzenie ze soba'.
              Jezeli nie umiesz rozmawiac o pieniadzach, porozmawiaj o tym czy
              planujecie wspolna przyszlosc czy sie dopiero sobie przygladacie.
              Jezeli planujecie wspolna przyszlosc i mieszkanie w jednym domu, to
              on sie musi zgodzic, zeby czesc jego pieniedzy byla wspolna, bo
              niemozliwe jest, zeby w jednym domu, w jednej rodzinie, dwie osoby
              zyly na róznych poziomach.
              Jezeli on sie boi, ze go wykorzystujesz i jestes z nim dla kasy i
              dlatego tak sie zachowuje to znaczy ze naprawde za szybko
              zaczeliscie razem mieszkac.
              • barbaraanna3 Re: zwiewaj! 30.10.09, 16:50
                Zdecydowaliśmy po kilku miesiącach, w sumie jesteśmy razem trzy lata i nigdy
                wcześniej nie było takich beznadziejnych klimatów. Lepiej mi było, kiedy (o
                dziwo!) obydwoje mieliśmy finansowe problemy i czasem ja przez 3 mce za czynsz
                płaciłam.
                Jeśli – bo to nie jest powiedziane- się pobierzemy to nadal będziemy mieć osobne
                konta.
                Ala wątpię w to ochajtanie się – jego koronny argument to: prawnicy zarobią.
                Dół.
              • merco007 Re: zwiewaj! 31.10.09, 15:15
                alis123 napisała:

                > Jezeli jestes zona, wowczas masz prawo
                > oczekiwac zycia na tym samym poziomie i dzielenia jego pieniedzy na
                > was dwoje. Spokojnie mozesz wtedy sobie zazyczyc przelewania jakiejs
                > kwoty na swoje konto, zebys mogla pokryc wlasne wydatki typu obiad.

                A potem wielkie zdziwienie czemu faceci nie chcą ślubów...
                Równie cycnicznej wypowiedzi na tym forum chyba jeszcze nieprzeczytałem
                • lu_bella Re: zwiewaj! 01.11.09, 08:59
                  merco007 napisał:


                  >
                  > A potem wielkie zdziwienie czemu faceci nie chcą ślubów...

                  Ufff...na szczęście ja znam kobiety, które nie chcą ślubować. I wcale się nie
                  dziwię skoro po świecie chodzi coraz więcej doopków takich jak...

                  > Równie cycnicznej wypowiedzi na tym forum chyba jeszcze nieprzeczytałem

                  A ja NIE ZNAM cynika równego tobie. Dziewczyny ! omijajcie takich d....w z
                  daleka. A w razie gdyby już klamka zapadła to uczcie rozumu :D
                  Bo właściwie to czemu taki "zarobiony" facet wiąże się z dziewczyną co to mniej
                  zarabia ?
                  Chce się dowartościować ?
                  Po co pan prawnik wiąże się z nauczycielką, albo lekarz z pielęgniarką ?
                  TROCHĘ logiki panowie DOOPKOWIE ;)

                  • merco007 Re: zwiewaj! 01.11.09, 10:12
                    Bo najlepszy facet to taki, który daje kase i niemarudzi.
                    I oby było jak najwięcej tych, które nie chcą ślubować. Może wtedy przestanie się traktować facetów jak murzynów odpowiedzialnych za byt kobiety...
                    • lu_bella Re: zwiewaj! 01.11.09, 10:33
                      merco007 napisał:

                      > Bo najlepszy facet to taki, który daje kase i niemarudzi.

                      A ja mam inne wrażenie :) Facet NIE MARUDZI jak żona siedzi w domu, robi za służącą i jeszcze można jej nawtykać, że jest darmozjadem :D

                      > I oby było jak najwięcej tych, które nie chcą ślubować.

                      Masz rację :D i w moim odczucie jest ich coraz więcej :) Szkoda tylko, że zaczynają mieszkać z takimi materialistami i usługują :(

                      Może wtedy przestanie s
                      > ię traktować facetów jak murzynów odpowiedzialnych za byt kobiety...

                      No popatrz ...a ja mam wrażenie, że to faceci zatrzymali się w jakiejś epoce i służbę ( na dodatek darmową ) w swoich żonach widzą. A czasem to im się żona/partnerka z mamusią myli. Na szczęście jest to sytuacja z wyjściem :D
                      • merco007 Re: zwiewaj! 01.11.09, 10:47
                        > A ja mam inne wrażenie :) Facet NIE MARUDZI jak żona siedzi w domu, robi za słu
                        > żącą i jeszcze można jej nawtykać, że jest darmozjadem :D
                        Mnie nie chodzi o sytuacje, gdy jest małe dziecko(bo rozumiem ze siedzi w domu z tego powodu). Wtedy jest oczywiste że facet musi dawać pieniadze na utrzymanie żony gdy niepracuje. No chyba że dziecko ma 5,10,15 lat a kobieta dalej siedzi, bo do pracy się niechce iść...
                        > Masz rację :D i w moim odczucie jest ich coraz więcej :) Szkoda tylko, że zaczy
                        > nają mieszkać z takimi materialistami i usługują :(
                        Jeśli ktoś muwi o zarobionych przez siebie pieniądzach to niejest materialistą, co innego kobieta która rości sobie bezpodstawnie(np. brak dziecka) prawa do pensji faceta.

                        > No popatrz ...a ja mam wrażenie, że to faceci zatrzymali się w jakiejś epoce i
                        > służbę ( na dodatek darmową ) w swoich żonach widzą. A czasem to im się żona/pa
                        > rtnerka z mamusią myli. Na szczęście jest to sytuacja z wyjściem :D

                        Więcej ambicji u kobiet i myślę że ten problem się rozwiąże. Jeli kobieta od poczatku zacznie facetowi usługiwać, to się facet do tego przyzwyczai i koniec. A jasli od poczatku kobieta pokaże że ma swoje ambicje i nie da się zamknąć w domu, to do tego facet też się przyzwyaczai i weźmie na siebie częśc obowiązków. Mysle że będzie też kur**sko dumny ze swojej kobiety ze jest zaradna, obrotna i nie wyciąga ręki po jego kase
                        • lu_bella Re: zwiewaj! 03.11.09, 13:00
                          merco007 napisał:

                          > Mnie nie chodzi o sytuacje, gdy jest małe dziecko(bo rozumiem ze siedzi w domu
                          > z tego powodu). Wtedy jest oczywiste że facet musi dawać pieniadze na utrzymani
                          > e żony gdy niepracuje. No chyba że dziecko ma 5,10,15 lat a kobieta dalej siedz
                          > i, bo do pracy się niechce iść...

                          Z tego co wyczytałam na tym forum to ów problem dotyczy małżeństw z MAŁYMI dziećmi. Nie bardzo rozumiem po co kobieta z dużymi dziećmi miałaby siedzieć w domu z własnej woli :( Najczęściej jest to niemożliwość znalezienia pracy.



                          > Jeśli ktoś muwi o zarobionych przez siebie pieniądzach to niejest materialistą,

                          A moim zdaniem jeśli ktoś mÓwi w małżeństwie o swoich pieniądzach to już sygnał, że coś nie hallo .

                          > co innego kobieta która rości sobie bezpodstawnie(np. brak dziecka) prawa do p
                          > ensji faceta.

                          Widzę, że zupełnie nie czaisz chachy :( Nikt nie pisał, że ona powinna konfiskować pensję chłopaka, ale traktowanie jej w ten sposób to nic innego jak materializm.
                          >
                          >
                          >
                          > Więcej ambicji u kobiet i myślę że ten problem się rozwiąże. Jeli kobieta od po
                          > czatku zacznie facetowi usługiwać, to się facet do tego przyzwyczai i koniec.

                          Kurcze...a facet to pies, że się przyzwyczaja, czy rozumny człowiek, który potrafi docenić dobrą wolę kobiety ? ;)

                          A
                          > jasli od poczatku kobieta pokaże że ma swoje ambicje i nie da się zamknąć w do
                          > mu, to do tego facet też się przyzwyaczai i weźmie na siebie częśc obowiązków.

                          Osobiście nie rozumiem kobiet zdanych tylko na mężów, bo chłop to tylko chłop. Jestem od męża lepiej wykształcona, pracę mam lepszą, do małżeństwa wniosłam DUŻOOO więcej, ale nie wpadłam na pomysł, żeby współzawodniczyć kto więcej :O

                          > Mysle że będzie też kur**sko dumny ze swojej kobiety ze jest zaradna, obrotna i
                          > nie wyciąga ręki po jego kase

                          Mam wrażenie, że na takie kobiety trafiasz i tyle ( takie lecące na kasę). Ale z drugiej strony zastanów się co masz im do zaoferowania ;D ??
                          • merco007 Re: zwiewaj! 03.11.09, 14:11
                            > Z tego co wyczytałam na tym forum to ów problem dotyczy małżeństw z MAŁYMI dzie
                            > ćmi.

                            Gdyby autorka wątku była matką jego dziecka, to niezabrał bym głosu w tym temacie

                            > Nie bardzo rozumiem po co kobieta z dużymi dziećmi miałaby siedzieć w domu
                            > z własnej woli :( Najczęściej jest to niemożliwość znalezienia pracy.

                            Też nierozumiem.
                            Znaleźć pracę za dobra kase i z zakresem obowiązków takich jakie ma w domu rzeczywiście nie jest łatwo

                            > mÓwi

                            f**k wtopa. Z rozpędu ale i tak nikt nie uwierzy:)

                            > Widzę, że zupełnie nie czaisz chachy :( Nikt nie pisał, że ona powinna konfisko
                            > wać pensję chłopaka, ale traktowanie jej w ten sposób to nic innego jak materia
                            > lizm.

                            Moze przesadziłem, ale obawiam się ze to może być pani uczona juz od małej , że po związaniu się z facetem z automatu ma jakies prawo do jego kasy

                            > Kurcze...a facet to pies, że się przyzwyczaja, czy rozumny człowiek, który potr
                            > afi docenić dobrą wolę kobiety ? ;)

                            No niestety...:)

                            > Osobiście nie rozumiem kobiet zdanych tylko na mężów, bo chłop to tylko chłop.
                            > Jestem od męża lepiej wykształcona, pracę mam lepszą, do małżeństwa wniosłam DU
                            > ŻOOO więcej, ale nie wpadłam na pomysł, żeby współzawodniczyć kto więcej :O

                            Zazdrosze Twojemu facetowi, szczerze :)

                            > Mam wrażenie, że na takie kobiety trafiasz i tyle ( takie lecące na kasę). Ale
                            > z drugiej strony zastanów się co masz im do zaoferowania ;D ??

                            Chyba wolał bym być sam, niż z panią która mysli o moich pieniądzach...
                            • lu_bella Re: zwiewaj! 04.11.09, 17:17
                              merco007 napisał:

                              >
                              >
                              > Gdyby autorka wątku była matką jego dziecka, to niezabrał bym głosu w tym temac
                              > ie
                              >

                              Ale autorka PRACUJE. Tyle, że mniej zarabia. Ja osobiście o dorzucanie do anty bym się NIE :O ODEZWAŁA, ale przy takiej okazji wyszło szydło z worka.

                              >
                              > >
                              >
                              > Moze przesadziłem, ale obawiam się ze to może być pani uczona juz od małej , że
                              > po związaniu się z facetem z automatu ma jakies prawo do jego kasy


                              Nie może, a na pewno przesadziłeś. Nie ma takiej możliwości, żeby w rodzinie wszyscy zarabiali równo. Ale od tego jest rodzina/ związek ( pod warunkiem, ze poważny, a nie na zasadzie "Przyjaciół" ).
                              Moi rodzice są dobrze sytuowani i dla nich to nie był żaden problem kupić moim dzieciom biurka i krzesełka obrotowe. Moja teściowa to biedna, schorowana emerytka i co najwyżej mogła kupić piórniki. I co ? Powinnam była zrobić awanturę ? NIE ! Każdy daje tyle, na ile go stać. Ale z "takim" podejściem do pieniędzy trzeba się chyba urodzić, albo wyssać z mlekiem matki.

                              >
                              >
                              >
                              > Zazdrosze Twojemu facetowi, szczerze :)

                              Czego ? tego, że wniosłam do małżeństwa więcej ? Ha ha ha Nie wiem czy warto :D Z tego co wniosłam korzystamy wszyscy, ale to wszystko DALEJ jest moje :D
                              A tak na serio to mąż jest mi wdzięczny za wiele innych spraw, ale niematerialnych...:D
                              >
                              > >
                              > Chyba wolał bym być sam, niż z panią która mysli o moich pieniądzach...

                              Ale przecież TY tylko o pieniądzach, że każdy sobie zarabia, że ma tyle na ile sobie zarobi...no i o babach-nierobach :D hihi
                              Trafisz na taką samą jak Ty i całe życie zleci wam na księgowaniu :D
                        • floress Re: zwiewaj! 05.11.09, 10:16
                          merco007 napisał:

                          > > A ja mam inne wrażenie :) Facet NIE MARUDZI jak żona siedzi w domu, robi
                          > za słu
                          > > żącą i jeszcze można jej nawtykać, że jest darmozjadem :D
                          > Mnie nie chodzi o sytuacje, gdy jest małe dziecko(bo rozumiem ze siedzi w domu
                          > z tego powodu). Wtedy jest oczywiste że facet musi dawać pieniadze na utrzymani
                          > e żony gdy niepracuje. No chyba że dziecko ma 5,10,15 lat a kobieta dalej siedz
                          > i, bo do pracy się niechce iść...

                          A może siedzi, bo ważniejsza jest dla niej rodzina i dom i w tym się realizuje,
                          a jej mąż lubi pracować i realizuje się robiąc karierę? Kochają się i traktują
                          prace każdego bardzo poważnie i nie prześcigają się kto zrobił więcej lub,
                          jeszcze gorzej, kto ile pieniędzy przyniósł.
                          Jak dobrze, że mój mąż nie traktuje pieniędzy jako wyznacznika wartości mojej
                          ani też jego osoby.

                          > > Masz rację :D i w moim odczucie jest ich coraz więcej :) Szkoda tylko, że
                          > zaczy
                          > > nają mieszkać z takimi materialistami i usługują :(
                          > Jeśli ktoś muwi o zarobionych przez siebie pieniądzach to niejest materialistą,
                          > co innego kobieta która rości sobie bezpodstawnie(np. brak dziecka) prawa do p
                          > ensji faceta.

                          Rozumiem, że dziecko jest towarem tudzież usługą, za którą należy się kobiecie
                          wynagrodzenie?
                          W małżeństwie/związku nie istnieje słowo "roszczenie", jeśli traktuje się
                          wszystko jako wspólne, nikt do niczego nie rości sobie praw.

                          >
                          > > No popatrz ...a ja mam wrażenie, że to faceci zatrzymali się w jakiejś ep
                          > oce i
                          > > służbę ( na dodatek darmową ) w swoich żonach widzą. A czasem to im się ż
                          > ona/pa
                          > > rtnerka z mamusią myli. Na szczęście jest to sytuacja z wyjściem :D
                          >
                          > Więcej ambicji u kobiet i myślę że ten problem się rozwiąże. Jeli kobieta od po
                          > czatku zacznie facetowi usługiwać, to się facet do tego przyzwyczai i koniec. A
                          > jasli od poczatku kobieta pokaże że ma swoje ambicje i nie da się zamknąć w do
                          > mu, to do tego facet też się przyzwyaczai i weźmie na siebie częśc obowiązków.
                          > Mysle że będzie też kur**sko dumny ze swojej kobiety ze jest zaradna, obrotna i
                          > nie wyciąga ręki po jego kase

                          Czyli tylko ta kobieta, która pracuje na wysokim stanowisku i zarabia duże
                          pieniądze jest ambitna? A jeśli jest świetną żoną, partnerką, zaradną i obrotną
                          panią domu, inteligentną, oczytaną, mądrą i elokwentną i jej mąż i cała rodzina
                          żyją sobie w szczęściu i błogości z taką kobietą, to jest głupia, roszczeniowa a
                          jej ambicja leży gdzieś na dnie?

                          Ciekawe myślenie.
                          • aneta-skarpeta Re: zwiewaj! 05.11.09, 13:01
                            odnośnie pozycji kobiety w rodzinie:)

                            nóż się w kieszeni otwiera jak sie słyszy, ze skoro zarabia mniej to
                            powinna dopunktowac sprzątaniem etc- jak siedzi z dzieckiem w domu
                            to jest darmozjadem i najlepiej, zeby męża po nogach całowała na
                            dzień dobry, BO ON JĄ UTRZYMUJE

                            tylko niestety wiekszosc panów robiacych kariery nie mogłaby ich
                            robic bez zaplecza domowego

                            jakby moj mąż zarabiał ( daj BOże:) tyle zebym mogla pracowac "dla
                            przyjemnosci" i zeby miec poczucie "wlasnych pieniedzy", miała czas
                            na zajecie sie dzećmi, domem, obiadkami, nie byłabym tym wszystkim
                            przemęczona i miała pieniądze " na wszystko co potrzeba", to bym go
                            nosiła na rękach;)

                            mój chłop smieje się, że juz moge ćwiczyć bicepsy;)
                            • krzysztof-lis Re: zwiewaj! 12.12.09, 09:37
                              > nóż się w kieszeni otwiera jak sie słyszy, ze skoro zarabia mniej
                              > to powinna dopunktowac sprzątaniem etc- jak siedzi z dzieckiem w
                              > domu to jest darmozjadem i najlepiej, zeby męża po nogach całowała
                              > na dzień dobry, BO ON JĄ UTRZYMUJE

                              Nie zrozumiałaś... Tam było, że powinna dopunktować sprzątaniem jeśli PRACUJE
                              mniej (krócej, mniej intensywnie).
                              • aneta-skarpeta Re: zwiewaj! 12.12.09, 20:32
                                krzysztof-lis napisał:

                                > > nóż się w kieszeni otwiera jak sie słyszy, ze skoro zarabia mniej
                                > > to powinna dopunktowac sprzątaniem etc- jak siedzi z dzieckiem w
                                > > domu to jest darmozjadem i najlepiej, zeby męża po nogach
                                całowała
                                > > na dzień dobry, BO ON JĄ UTRZYMUJE
                                >
                                > Nie zrozumiałaś... Tam było, że powinna dopunktować sprzątaniem
                                jeśli PRACUJE
                                > mniej (krócej, mniej intensywnie).
                                >


                                znam facetów, którzy uważają, że zajmowanie sie dzieckiem w domu
                                to "wakacje" dlatego kobieta ma robic w tej sytuacji wszystko, bo
                                przeciez była cały dzień w domu;)


                                poza tym czasem ciężko rozstrzygnąc kto wiecej i cięzej pracuje

                                oczywiście każda ze stron będzie twierdziła, że ona ma cięższą
                                prace;)
                          • lu_bella Re: zwiewaj! 05.11.09, 15:16
                            Okrutnie wymieszałaś cytaty... :(
                            Zastanawiam się czy to do mnie czy do merco007.
                            • floress Re: zwiewaj! 06.11.09, 08:34
                              lu_bella napisała:

                              > Okrutnie wymieszałaś cytaty... :(
                              > Zastanawiam się czy to do mnie czy do merco007.

                              Do merco007 ;) Przepraszam, faktycznie nie powinnam cytować całych fragmentów,
                              aczkolwiek to były odpowiedzi na Twoje tezy, a więc żeby było jasne o co chodzi
                              chciałam pokazać cały sens ;)
                              Generalnie chodzi o to, że facet ma jakieś skrzywione spojrzenie na związki i
                              wszystko kojarzy mu się tylko z pieniędzmi, zapłatą, wypłatą, roszczeniem itp.
                              • merco007 Re: zwiewaj! 06.11.09, 11:01
                                Chciałbym przypomnieć, że jst to temat "kasa w związku" więc o nich teraz mówie. Nie pisz że mam "spojrzenie na związki" bo mnie nie znasz, pisze teraz tylko o pieniądzach bo o tym jest wątek.

                                > wszystko kojarzy mu się tylko z pieniędzmi, zapłatą, wypłatą, roszczeniem itp.

                                Napisz jeszcze, że nie ma kobiet które wiążą się z facetem gównie dla "bezpieczeństwa finansowego"
                                • merco007 Re: zwiewaj! 06.11.09, 11:18
                                  "skrzywione spojrzenie na związki"

                                  Przydała by się tu wreście opcja "edytuj"
                                • floress Re: zwiewaj! 06.11.09, 11:41
                                  Skrzywione spojrzenie za związki pod względem finansowym. Sam jasno to
                                  napisałeś. Jak urodzi dziecko, to jej się należą pieniądze, jak nie pracuje i
                                  nie zarabia to chce żerować na facecie, chciwa kobieta i w dodatku bez ambicji.
                                  Z twoich wypowiedzi wynika, że szczęśliwy związek to tylko taki, w którym oboje
                                  partnerzy pracują i dobrze zarabiają. Wszystkie inne są złe. Wątek jest o
                                  pieniądzach, ale sprowadza się do ogólnie pojętych relacji w związkach.
                                  • merco007 Re: zwiewaj! 06.11.09, 12:11
                                    > Jak urodzi dziecko, to jej się należą pieniądze, jak nie pracuje i
                                    > nie zarabia to chce żerować na facecie

                                    Oczywiście, Gdy jest dziecko ktoś musi zostać z nim i nalezą się pieniądze nie za urodzenie, ale dlatego że w tym czasie sama nie może na siebie zarobić. Jak nie ma dziecka i kobieta do pracy nie idzie , to dlamnie jest pachnidłem kanapowym lubiacym obciążyc swoimi potrzebami finansowymi innych. W młodości rodziców a po slubie męża

                                    > szczęśliwy związek to tylko taki, w którym oboje
                                    > partnerzy pracują

                                    To podstawa

                                    > i dobrze zarabiają.

                                    Miło by było

                                    > Wszystkie inne są złe

                                    Dla mnie conajmniej dziwne , ale jak komuś odpowiadają inne to jego sprawa
                                    • floress Re: zwiewaj! 06.11.09, 13:41
                                      "Należą się pieniądze" spójrz jak ty piszesz, co to za związek skoro operuje się
                                      takimi zwrotami. To tak jakbyś płacił kobiecie pensję.

                                      merco007 napisał:

                                      Jak
                                      > nie ma dziecka i kobieta do pracy nie idzie , to dlamnie jest pachnidłem kanapo
                                      > wym lubiacym obciążyc swoimi potrzebami finansowymi innych. W młodości rodziców
                                      > a po slubie męża

                                      Aha, rozumiem, że każda kobieta, która nie pracuje poza domem, jest pachnidłem
                                      kanapowym. Praca sklepowej opierającej się o ladę w butiku do którego zagląda
                                      jeden klient na tydzień (nie obrażając sklepowych, z góry przepraszam, ale
                                      chodzi mi o rodzaj pracy gdzie generalnie idzie się po to, aby się ponudzić)
                                      jest według ciebie bardziej wartościowa i ciężka, od pracy w domu, tylko
                                      dlatego, że powszechnie jest nazywana pracą, a ta w domu nicnierobieniem.

                                      > > szczęśliwy związek to tylko taki, w którym oboje
                                      > > partnerzy pracują
                                      >
                                      > To podstawa

                                      Podstawą chyba powinien być szacunek, zaufanie i miłość?

                                      Nie rozumiem, co dziwnego widzisz w tym, że każdy się spełnia w innej roli? To
                                      tak jakby powiedzieć, że tylko strażak/lekarz/księgowy .... jest jedynym
                                      słusznym zawodem, który przynosi szczęście rodzinie, a wszystkie inne są złe i
                                      związki, gdzie mężczyzna pracuje jako robotnik tudzież nauczyciel są dziwne.
                                      • merco007 Re: zwiewaj! 06.11.09, 14:04
                                        > "Należą się pieniądze" spójrz jak ty piszesz, co to za związek skoro operuje si
                                        > ę
                                        > takimi zwrotami. To tak jakbyś płacił kobiecie pensję.

                                        Nie wiem o co Ci chodzi, ale chyba zabardzo czepiasz się słówek. Pisząc "Należą się pieniądze" nie maiłem nic złego na mysli

                                        > Aha, rozumiem, że każda kobieta, która nie pracuje poza domem, jest pachnidłem
                                        > kanapowym. Praca sklepowej opierającej się o ladę w butiku do którego zagląda
                                        > jeden klient na tydzień (nie obrażając sklepowych, z góry przepraszam, ale
                                        > chodzi mi o rodzaj pracy gdzie generalnie idzie się po to, aby się ponudzić)
                                        > jest według ciebie bardziej wartościowa i ciężka, od pracy w domu, tylko
                                        > dlatego, że powszechnie jest nazywana pracą, a ta w domu nicnierobieniem

                                        Jesli myslisz że pomiatam kobietami NAPRAWDE PRACUJĄCYMI w domu to się mylisz. Nienawidze kobiet dla których facet i jego pieniądze są jednym z elementów wygodnego planu na życie. Jaki zdrowy na umysle człowiek chce się zamknąć w domu i komus usługiwać? tym bardziej jeśli tym kimś jest tylko mąż gdy nie ma dzieci.
                                        Niemiesci mi się w głowie jak autorka mogła załozyć wątek w którym pyta się jak wyciągnąć więcej kasy od faceta i zyć na takim poziomie jak on. Facet zapracował na taki poziom i go ma, a babka chciała by na skróty.

                                        > Podstawą chyba powinien być szacunek, zaufanie i miłość?

                                        Jeszcze raz przypominam, że watek dotyczy finansowej strony związku a nie "ogólnie" Jeśli watek nazywał by się "idealny związek" to też bym napisał, że podstawą jest szacunek, zaufanie i miłość. A pod szacunkiem miesciło by się nietraktowanie faceta jak żywego bankomatu

                                        > Nie rozumiem, co dziwnego widzisz w tym, że każdy się spełnia w innej roli?

                                        Ile lat wytrzyma taka kobieta która NAPRAWDE PRACUJE w domu? 5 może 10? Kiedyś zacznie mysleć, że przesiedziała swoje życie w domu usługująć innym. To jest dlamnie dziwne, dlaczego ludzie idą na taki układ.
                                        • aneta-skarpeta Re: zwiewaj! 06.11.09, 21:08
                                          merco007 napisał:

                                          > > Jaki zdrowy na umysle człowiek chce się zamknąć w domu i
                                          > komus usługiwać? tym bardziej jeśli tym kimś jest tylko mąż gdy
                                          nie ma dzieci.


                                          pewnie taki sam, ktory "usługuje" gosciom hotelowym, klientom sklepu
                                          spozywczego, sprzata po kimś

                                          to ze ktos zajmuje sie domem nie rowna sie "zamknieciem w domu".
                                          NIkt jej nie zamyka pod kluczem- rzeciez wychodzi, załatwia rozne
                                          domowe sprawy, czasem bardzo absorbujące ( nie mowie tutaj o
                                          zakupach;))

                                          jesli malzenstwo jest dobrze sytuowane i sie kocha i uznają oboje
                                          wspólnie, że facet zarabia na tyle duzo, ze kobieta ( ktora tego
                                          chce) powinna zając sie domem, ogrodem, psami, sprawami urzędowymi,
                                          zadba o zakupy dla mamy, tesciowej bla bla bla po to żeby w wolnym
                                          czasie mieli czas dla siebie, na wyjazdy, grille, znajomych, kino
                                          itd to czemu nie?

                                          może wolą w ten sposób zyc i na takie zycie ich stac, niż pracować
                                          we dwoje i wieczory oraz weekendy "tracić" na sprzątanie, gotowanie,
                                          koszenie?

                                          Jest tutaj po obu stronach jakis element poświęcenia- on bo musi
                                          wiecej pracowac, a ona bo nie ma własnej pensji, ale robia to dla
                                          wspólnego wyższego dobra. I tylko od nich zalezy czy on będzie sie
                                          czuł jak chodzacy portfel, a ona jak służąca bez prawa głosu

                                          Także to czy kobieta sie rozwija, ma ambicje, ma cos ciekawego do
                                          powiedzenia nie wynika z tego czy pracuje czy nie ( zawodowo)

                                          bo nie kazda praca zawodowa rozwija;), a jak ktos ma pasje to praca,
                                          albo jej brak w niczym nie przeszkadza:)


                                          > Ile lat wytrzyma taka kobieta która NAPRAWDE PRACUJE w domu? 5
                                          może 10? Kiedyś
                                          > zacznie mysleć, że przesiedziała swoje życie w domu usługująć
                                          innym. To jest dl
                                          > amnie dziwne, dlaczego ludzie idą na taki układ.

                                          jesli ma kiepską rodzine to zaluje, ze zmarnowała zycie, ale jak ma
                                          szczesliwy zwiazek i super dom to jest z siebie dumna

                                          pani pracująca całe życie w spozywczaku tez moze powiedziec ze zycie
                                          zmarnowała;) a pracowała- a PRAWDZIWA praca w sklepie spozywczym
                                          jest dużo cięższa niż PRAWDZIWE zajmowanie sie domem

                                          A to jak się czuje kobieta w domu, czy jako służąca która usługuje
                                          czy jak Pani Domu to zależy tylko od członków tej rodziny
                                          • krzysztof-lis Re: zwiewaj! 12.12.09, 09:42
                                            > jesli malzenstwo jest dobrze sytuowane i sie kocha i uznają oboje
                                            > wspólnie, że facet zarabia na tyle duzo, ze kobieta ( ktora tego
                                            > chce) powinna zając sie domem, ogrodem, psami, sprawami urzędowymi,
                                            > zadba o zakupy dla mamy, tesciowej bla bla bla po to żeby w wolnym
                                            > czasie mieli czas dla siebie, na wyjazdy, grille, znajomych, kino
                                            > itd to czemu nie?

                                            Jasne, czemu nie! Tylko słowo-klucz w Twojej wypowiedzi, WSPÓLNIE, musi się
                                            pojawić. A o ile ja dobrze zrozumiałem merco007, on nie o takiej sytuacji cały
                                            czas pisze.
              • krzysztof-lis Re: zwiewaj! 12.12.09, 09:33
                > Tym niemniej kulturowo jest przyjete, ze
                > mezczyzna placi w knajpach.

                Jakie to fajne, gdy kobiety wybierają sobie te normy kulturowe, które im pasują.

                Kulturowo jest również przyjęte, że kobieta siedzi w domu, sprząta, gotuje i
                wychowuje dzieci, a także nie zabiera głosu w sprawie np. kupienia domu czy
                samochodu.

                Albo jesteśmy zwolennikami feminizmu (tak jak ja), albo tradycyjnego modelu
                rodziny.
            • aszka07 Re: zwiewaj! 30.10.09, 14:53
              Mój zarabia dwa razy tyle co ja, ubieramy się w to co każdy chce, żyjemy na
              takim samym poziomie, ale to nie ma znaczenia. Chodzi mi tylko o to że nie
              wyobrażam sobie żeby mój czy to chłopak czy mąż wypominał mi cokolwiek. Nie wiem
              jak jest u innych ale u nas pieniądze są wspólne niezależnie ile kto zarabia. Wy
              nie jesteście jeszcze małżeństwem więc rozumiem że każdy ma swoją kasę. Znasz
              swojego faceta więc zastanów się tylko jak często daje Ci do zrozumienia że
              więcej zarabia, jak było to jednorazowe to ok. jeżeli zdarza się częściej, to
              już nie jest ok.
            • floress Re: zwiewaj! 04.11.09, 08:57
              barbaraanna3 napisała:

              > aszka07
              > Twój mąż zarabiacie podobnie? Prowadzicie taki sam tryb życia i na takim samym
              > poziomie?

              Wydaje mi się, że jak się jest z kimś w związku, to w pewnym sensie staje się
              jednością. Żyjecie razem, więc żyjecie na jednym poziomie, a nie każdy na swoim.
              Prowadzicie taki sam tryb życia, a nie każdy własny. Inaczej jesteście
              znajomymi, kolegami, lub współlokatorami.

              > My mamy oddzielną kasę, składamy się na dom po połowie, za jedzenie częściej
              > płaci on, tak samo, jak za wakacje, wypady do kina, etc. Za wakacje najczęściej
              > on, natomiast później oddaje mu część kwoty (np. za hotel pół na pół ale za
              > dodatkowe atrakcje już nie).

              Skoro musisz oddawać mu pieniądze za hotel, to znaczy, że on nie traktuje Ciebie
              jako swojej drugiej połówki, tylko jak obcą osobę.

              > Ja ubieram się tanio, on w eleganckich sklepach;

              idiotyczne, chyba, że lubicie akurat takie style i dlatego ubieracie się
              zupełnie różnie.

              on wychodzi na lunch do fajnej
              > knajpki, ja zazwyczaj robię sobie kanapkę.
              > Ale z drugiej strony – jak miałoby to inaczej wyglądać – miałabym g
              > o poprosić o
              > pieniądze, żebym mogła z kolegami w robocie codziennie wychodzić na lunch?

              Wystarczyłoby, że traktowalibyście pieniądze jako wspólne, nie musiałabyś
              prosić, bo wspólne konto, wspólna karta, a w takim układzie też powiedzenie
              "Kochanie, mój portfel jest pusty, wyciągnij mi ... zł z bankomatu" jest
              całkowicie normalne i bynajmniej nie upokarzające.

              > Idiotycznie bym się czuła. Bo z jakiej paki niby /kochanie, chcę żyć na takim
              > samym poziomie jak ty/? Żenujące.

              Z takiej paki, że jesteście razem, a więc żyjecie na takim samym poziomie,
              niezależnie od wkładu.

              > Kiedy przez kilka mc-y nie miałam pracy – on utrzymywał dom plus miałam k
              > as na
              > własne wydatki (większość i tak poszła na zakupy do domu, ale to nieistotne),
              > więc mogę na niego liczyć.

              Jakbyś mogła na niego liczyć, to by Ci tego nie wyliczał potem i nie wypominał.

              > Męczy mnie trochę ta dysproporcja, ale on naprawdę ciężko zasuwa na swoją pensj
              > ę
              > – ma o wiele bardziej wymagająca pracę, poza tym dużo czasu poświęcił na
              > dokształcanie – ja nie.

              Ale w związku pracuje się na wspólne dobro, a nie każdy na siebie. A skoro on
              żałuje pieniędzy dla Ciebie, to ja bym się zastanowiła nad ogólnym stosunkiem
              jego do Ciebie. Nie wyobrażam sobie być z kimś i kupować drogie ciuchy, jedzenie
              itd., a ta druga osoba ma ledwo na sucharki. Chore.

              > I nie mam podejścia typu – „należą mi się twoje pieniądze” cz
              > y cokolwiek.

              Ale to nie jest podejście należą mi się Twoje pieniądze, tylko po prostu wspólne
              życie. Tak to trzeba by wyliczać wszystko, nie tylko pieniądze, ustalić grafik
              prac domowych i rozliczać co do minuty kto co zrobił.

              > Nie ingeruję w jego decyzje zakupowe, chociaż boli mnie, że w niektóre – urzą
              > dzenie
              > domu – nie jestem włączana.

              Skoro nie interesuje go Twoje zdanie to znaczy, że nie traktuje Cię poważnie.
              Skoro macie rozdzielność pod każdym względem (ubrania, jedzenie, rozrywki), a do
              tego nie ma znaczenia to co Ty myślisz, uważasz i jakie masz zdanie to znaczy,
              że jesteście obcymi dla siebie osobami.
              • barbaraanna3 Re: zwiewaj! 12.11.09, 16:53
                "Skoro nie interesuje go Twoje zdanie to znaczy, że nie traktuje Cię
                poważnie.
                Skoro macie rozdzielność pod każdym względem (ubrania, jedzenie,
                rozrywki), a do
                tego nie ma znaczenia to co Ty myślisz, uważasz i jakie masz zdanie
                to znaczy,
                że jesteście obcymi dla siebie osobami. "

                dało mi to do myslenia :(
                dwa dni temu wróciłam z męczącej delegacji a w domu syf i pusta
                lodówka i historie o tym, jak świetnie się bawił na jakiejś balandze.

                Nie chcę, żeby on pomyślał, że lecę na kasę. Choć niby nie ma
                powodu, bo ciężkie finansowo czasy tez przeszlismmy i wtedy było
                najlepiej - kiedy każdy miał swoją bułkę z dżemem. A może mi było
                najlepiej...
                • floress Re: zwiewaj! 15.12.09, 10:23
                  barbaraanna3 napisała:

                  > "Skoro nie interesuje go Twoje zdanie to znaczy, że nie traktuje Cię
                  > poważnie.
                  > Skoro macie rozdzielność pod każdym względem (ubrania, jedzenie,
                  > rozrywki), a do
                  > tego nie ma znaczenia to co Ty myślisz, uważasz i jakie masz zdanie
                  > to znaczy,
                  > że jesteście obcymi dla siebie osobami. "
                  >
                  > dało mi to do myslenia :(


                  To przemyśl sobie to dobrze i póki jeszcze możesz coś zmienić, porozmawiaj z
                  nim. Może facet nie widzi tego, że nie czujesz się dobrze, może nie zauważa, że
                  traktuje cię jak obcą osobę. A może nie chce tego widzieć lub uważa, że wszystko
                  jest w porządku. Nie pozwól na to, bo w pewnym momencie, kiedy będziesz jego
                  potrzebowała, on rozłoży ręce i powie... radź sobie sama. Pomyśl, czy jak będzie
                  naprawdę źle i będziesz musiała np. zapłacić za lekarza 1000 zł, to on bez
                  mrugnięcia okiem wyciągnie portfel, czy będzie biernie stał obok ciebie i
                  patrzył jak rezygnujesz z leków, bo nie masz na nie pieniędzy.
                  Tak mi przyszedł do głowy ten przykład, bo sama ostatnio miałam taką sytuację,
                  kiedy za lekarza i badania trzeba było zapłacić połowę mojej pensji, a mój mąż
                  nawet przez sekundę nie pomyślał o tym, że możemy tego nie zrobić, tylko wziął
                  mnie za rękę i od razu zaprowadził do najbliższego laboratorium i do apteki. To
                  ja byłam tą, która miała jakieś wyrzuty czy myśli, że może poczekamy z tym. Jemu
                  to nawet nie przyszło do głowy i gdy powiedziałam mu o swoich wątpliwościach, to
                  spojrzał na mnie tylko, przytulił mnie i powiedział, żebym już nie wymyślała
                  głupot ;)
                  Napisałam o tym, bo w takich sytuacjach bardzo potrzebne jest wsparcie
                  kochającej osoby. Właśnie w kwestiach finansowych okazuje się, czy można na
                  kogoś liczyć, czy zostaje się samemu w najtrudniejszym momencie. Życzę ci, abyś
                  nigdy nie musiała się o tym przekonać, ale gdy jednak zdarzy się taka sytuacja,
                  żebyś miała się na kim wesprzeć i żebyś wtedy wiedziała, że nie jesteś sama.
            • krzysztof-lis Re: zwiewaj! 12.12.09, 09:31
              > I nie mam podejścia typu – „należą mi się twoje pieniądze” czy
              > cokolwiek.

              Właśnie zasłużyłaś na mój szacunek. :)
              • iimmkk Re: zwiewaj! 15.12.09, 11:16
                krzysztof-lis napisał:

                > Właśnie zasłużyłaś na mój szacunek. :)


                Zasłużyła na twój szacunek?? LOL

                Trzeba być bufonem, żeby coś takiego napisac.
        • krzysztof-lis Re: zwiewaj! 12.12.09, 09:29
          > przecież "Kobieta zasługuje na szacunek tylko dlatego że jest
          > kobietą", nie zapominajcie o tym.

          Nie nie nie! Kobieta na szacunek musi sobie zasłużyć, tak samo jak mężczyzna.
          Nie ma żadnego powodu, żeby szanować kobietę tylko za to, że jest.

          Zwłaszcza taką, która ma takie merkantylne podejście do męża.
    • mahadeva Re: kasa w związku 01.11.09, 20:14
      moj facet tez zarabia kilka razy wiecej ode mnie, choc nie jest to przebicie
      6-krotne. ja mialam szanse na wyzsze zarobki, ale tego nie wykorzystalam,
      wpakowalam sie w tarapaty, potem przyszedl kryzys, do tego moj facet ma raczej
      konserwatywne podejscie, ze kobieta nie powinna tyle pracowac, ile on
      w kazdym razie tez u nas wyszla kwestia kasy, ja naprawde jej nie mialam
      osttanio i nie mam, a na ubrania i kosmetyki musi mi starczyc, ok on ma inne
      wydatki, ale tez wiecej zarabia, ja kazdy wolny grosz przeznaczam na kupno
      jedzenia, ktore on lubi, staram sie, i dlatego od niego oczekuje, ze nie bedzie
      kazal mi placic po rozno rachunków w restauracji - gdybym zarabiala tyle, co on
      rachunek nie bylby problemem, ale dla mnie jest
      tak samo u Ciebie, musisz troche popracowac nad facetem, przeciez wiadomo, ze
      Wasz poziom zycia musi byc zblizony, jesli sie kochacie, on powinien Cie
      wspierac, pomoc znalezc lepsza prace, ale poki co powinien robic Ci 'prezenty'.
      naprawde trzeba zachowac zdrowy rozsadek. jesli Ty np. zarabiasz 4k, a on 24k,
      to kilkaset złotych czynszu moglby sam zaplacic, bo to dla niego grosze, a Ty tą
      kase przeznaczysz na kupno seksowanego ubrania/kosmetyku. tak ma byc i o to masz
      walczyc. rozmowy na ten temat u mnie zwykle przechodzily w glupie kłótnie,
      lepsza jest codzienna praca
    • megi1973 Re: kasa w związku 03.11.09, 10:13
      no i jakim cudem on jest jeszcze twoim facetem? uciekaj póki czas!!!
      niech inna naiwniaczka się z nim męczy
    • gazeta_mi_placi Re: kasa w związku 03.11.09, 15:00
      Masakra!
      Ja faktycznie mieszkam za darmo i nie dokładam się ani złotówki do mieszkania a
      mój mąż nigdy nie powiedział mi,że mam szczęście bo mieszkam za darmo,choć
      akurat to prawda.
      Uciekaj od tego sknery póki czas dobra ma rada !
    • akinom1205 Re: kasa w związku 04.11.09, 11:23
      Mi się wydaje, że wy jesteście po prostu współlokatorami a nie partnerami. W
      życiu nie chciałabym takiego faceta. Co jak co, ale związek to to nie jest.
      • aneta-skarpeta Re: kasa w związku 05.11.09, 12:45
        ja mieszkam z partnerem 3 lata. NIGDY PRZENIGDY nie było
        wyliczania, przeliczania, udziałów procentowych itd

        nie stosujemy metody "kieszonkowego". Akurat ja zajmuje sie domowa
        kasa, bo po prostu lepiej mi to wychodzi :)

        Jak partner chce isc na piwo, etc to w ogóle gatki nie ma, bierze w
        portfel pare zł i luz

        jak chce kupic portki to pyta czy w tym miesiacu mozemy kupic (
        staramy sie maksymalnie duzo odlozyc na wyższy cel:) bo widzial
        fajne i kupujemy.

        ja z grzecznosci pytam czy moge kupic sobie 15-sty szary sweterek,
        bo "takiego jeszcze nie mam", a on zawsze sie zgadza:)

        jak nie mamy akurat kasy to oboje wiemy ze trzeba zacisnąc pasa i
        bez wytykania sobie , kto wiecej zarabia musztrujemy sie nawzajem

        ja pracuje mniej ( wczesniej kończe, nie musze pracowac po godzinach
        itd), wiec wiecej obowiazków domowych spoczywa na mnie- gdy on ma
        wiecej wolnego to on musi zadbac o dom- choc średnio mu wychodzi,
        ale ciii;)

        a z tym lunchem i kanapkami to jakis dramat

        mój by w tej sytuacji ( gdy mieszkamy razem i sie kochamy)
        powiedzial- masz tu 10 czy 20 zł i idz na obiad, zupke cokolwiek, ja
        najwyzej zjem tanszy obiad, ale nie moge jesc lunchu wiedzac ze ty
        wpieprzasz suche kanapki bo nie stac cie na ulubiona sałatkę- jak
        bidowac to wspólnie, jak jeśc kawior to też wspólnie


        • floress Re: kasa w związku 05.11.09, 13:00
          Dokładnie, podpisuję się obiema rękami. I tym trzeba by podsumować całą dyskusję.
    • gad.forumowy Re: kasa w związku 06.11.09, 21:06
      Poczytaj, zastanów się:
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,72618380,72618380,Najbardziej_skapy_facet_ranking_.html
    • brak.slow Re: kasa w związku 07.11.09, 22:12
      ja pie.r.dole z kim tym żyjesz? zalozmy ze jest to licząc od minimalnych PL
      zarobkow 6ooo zl mies i on nie chce zaplacic te 40 zl za pigulki? naprawde
      chcesz z nim być i wziąć slub? tak... strzel sobie z nim bachora, bedziecie się
      z paragonów za bebiko liczyc 50/50.
      powiedz mu, ze dziś laski d... nie dają za darmo.
      • dorotaniejest Re: kasa w związku 09.11.09, 16:12
        to nie jest dobry sygnał i prawie wszyscy są tego zdania.
        nie rozumiem, jak facet może Ci wygadywać mieszkanie, skoro solidarnie ponosisz
        koszty jego utrzymania. gdybyś mieszkała z jakimkolwiek współlokatorem,
        kosztowałoby Cię to tyle samo, to raczej on ma lepiej, płacąc tylko połowę.

        pominąwszy już całą resztę, która też kiepsko rokuje, pomyśl, czy tak zachowuje
        się kochający facet? wygląda na to, że dobre zarobki uderzyły mu do głowy, a
        stąd tylko krok do stwierdzenia, że i Ty jakaś wybrakowana jesteś, bo tak nie
        umiesz.

        jakkolwiek trudno podejmować radykalne kroki, kiedy jest się emocjonalnie
        zaangażowanym, to patrząc z boku, powinnaś dla swojego dobra sobie pana
        odpuścić, zanim chwilowe przykrości nie rozciągną się na większość waszych
        relacji. chyba nie potrafisz stawiać granic, a przecież to, że zarabiasz mniej
        nie sprawia, że mniej jesteś warta...

        nie przymykaj na to oczu, bo - jak pisała przedmówczyni - faktycznie możesz
        kiedyś usłyszeć, że za mało dokładasz na mleko dla dziecka...
        • barbaraanna3 Re: kasa w związku 12.11.09, 16:57
          > nie przymykaj na to oczu, bo - jak pisała przedmówczyni -
          faktycznie możesz
          > kiedyś usłyszeć, że za mało dokładasz na mleko dla dziecka...

          przy najbliższej rozmowie po prostu mu powiem, że się tego boję i co
          on na to.
    • mrs_ninja Re: kasa w związku 16.11.09, 10:24
      Bardzo Ci współczuję. Źle czułabym się w związku, w którym jest takie podejście
      do pieniędzy. Może on po prostu chce Ciebie niejako "zmusić" do zajścia w ciążę,
      bo napisałaś, że chce mieć już dzieci. W każdym razie nie jest to, moim zdaniem,
      normalna sytuacja.
      W moim związku zarabia tylko TŻ. Ja studiuję dziennie, nie mamy dzieci. Mam jego
      kartę praktycznie cały czas, ale na większe zakupy chodzimy wspólnie i każde
      oprócz normalnych produktów wybiera sobie jakieś przysmaki. Mieszkamy razem już
      prawie 3 lata, wcześniej jakieś stancje, a teraz w mieszkaniu, na które wzięła
      nam kredyt moja mama i ona będzie go spłacać do końca moich studiów, bo
      umówiłyśmy się na początku jaką dokładnie kwotą przez te 5 lat będzie mnie
      wspierała (nie studiuję w swoim mieście). Później kredyt przejmę ja, ale sądzę,
      że po jakimś czasie postaram się jej oddać część pieniędzy, mimo, że to nie
      pożyczka i ona nie oczekuje tego ode mnie. W każdym razie rodzice TŻ też się
      składali na notariusza, biuro pośrednictwa itd. Remont już zrobiliśmy sami,
      głównie z tego co zarobiłam w wakacje. Myślę, że jeśli jego podejście do
      pieniędzy byłoby inne to na pewno nie dalibyśmy sobie rady sami. Wszystko co uda
      mi się zarobić (prace dorywcze), jego pensja, drobne pieniądze od rodziców czy
      dziadków idzie do wspólnej puli, która razem zarządzamy. Myślę, że to jest też
      kwestia początku związku, ustalenia zasad. Ja nigdy od niego nie oczekiwałam, że
      będzie za mnie płacił w restauracjach (płaciliśmy po połowie lub na zmianę), nie
      naciągałam na drogie prezenty, więc teraz on nie ma powodu, żeby myśleć, że chcę
      go jakoś wykorzystać materialnie.
      A i jestem za rozdzielnością majątkową, ponieważ chcę po studiach założyć własną
      firmę, a jeśli nie wyjdzie (odpukać!), to wolałabym żebyśmy mieli za co żyć;)
    • etwasbesseres Re: kasa w związku 18.11.09, 09:45
      nie wygląda to najlepiej.....
      ja też mieszkam z mężczyzna który zarabia ode mnie 6 x razy więcej,
      mieszkam u niego i nie płace za nic, pytałam go czy mam się
      dokładac do jakichs rachunków, powiedział ze absolutnie nie.
      urządziłam sobie jeden pokoik do pracy, poniewaz ja pracuję na 2
      etaty ;/ zapłaciłam za wszystko (ok. 4 koła)
      cała moja kasa jest do mojej dyspozycji, czasem zapłacę za jakieś
      zakupy (2,3 w m-cu) uważam ze jest to bardzo dobre rozwiązanie
      poniewaz w ten sposób ja sobie oszczędzam i stac mnie na super
      wakacje z nim, ciuchy, perfumy, autko itd. poza tym nie konsumuję
      całej swojej kasy ale część zainwestowalam z ziemię, planuję kupic
      swoje mieszkanie itd. moge to zrobić własnie dzięki mojemu
      Ukochanemu, który naprawdę bardzo o mnie dba, pomoga mi i NIGDY nie
      wypomniał mi nawet złotówki, ktorą przeznacza na nas oboje.
      on zdaje sobie sprawę z tego że ja naprawde cięzko pracuję i nie
      wymaga ode mnie płacenia za jedzenie czy rachunki skoro on pracując
      mniej ma więcej...
      bardzo Go za to doceniam i szanuję. wiem, że gdybym nie pracowała
      zachowywałby się tak samo. zresztą zawsze podkresla, że nie muszę
      tyle pracować.
      A Tobię radzę Barbaro Anno, hm... wiem drastyczne, ale po prostu
      porozgladania się wokoł za kims, kto doceni Twoja pracę bez względu
      na to ile wpływa Ci na konto co m-c.i nie będzie wymagał ode Ciebie
      płacenia za antykoncepcje (sic!)
      pozdrawiam
      M.
    • ania78p Re: kasa w związku 11.12.09, 20:58
      barbara - i jak rozmawialiście?

      Jedna myśl mi się nasunęła - ciekawe jak by zareagował gdybyś faktycznie
      rozdzieliła lodówkowe jedzenie na dwie półki i jemu szykowała jedzenie przez
      niego w delikatesach a sobie szykowała biedronkowe kanapki. Gdyby w tej sytuacji
      facet zapytał o co chodzi należałoby powiedzieć , że aktualnie nie masz tyle
      kasy by się dokładać do jego luksusów.
      Może wtedy by oprzytomniał.
    • on-the-grass Facet może ma kasę, ale nie ma klasy 11.12.09, 21:24
      Człowiek na poziomie wie: jak coś dajesz - to później nie wypominaj. Jak ci
      szkoda i masz wypominać - to lepiej w ogóle nie dawać. Proste. Poza tym on Cię
      chyba nie kocha. Gdyby kochał, wydawanie pieniędzy na Ciebie sprawiałoby mu
      przyjemność. Sama zarabiam więcej od partnera i cieszę się, kiedy mogę jakoś
      ułatwić mu życie. Kocham go i jestem szczęśliwa, kiedy on jest szczęśliwy.
      Przenigdy nie upokorzyłabym go kupowaniem i zajadaniem drogich rzeczy, na które
      go nie stać.
      dziewczyno, wiej od tego snoba i skąpiradła, póki jeszcze czas!!!
    • tele55 Re: kasa w związku 12.12.09, 00:06
      Dobrze, ze sie wygadalas kobieto. Z Twego postu widze, ze facet ma
      duzo pieniedzy i duzo tez o nich mysli, znaczy pieniadze sa czestym
      tematem waszych sprzeczek. To nie dobrze. Bo mozna sie poklocic o
      ryz lub makaron, kto jak woli zeby byl ugotowany bardziej twardy lub
      miekki, ale zawsze mozna ugotowac 2 rozne ryze i po sprawie. Cieszyc
      sie wspolnym obiadem. Fajnie, ze on duzo zarabia, ale to czemu Ci
      nie pomoze? To znaczy ma TYLE pieniedzy i trzyma je tylko dla
      siebie, wydaje na swoje potrzeby? Zakupy w delikatesach i w
      biedronce kazdy osobno - tez za dobrze nie brzmi. Wydaje mi sie, ze
      para powinna sie zgrac i nawzajem spierac, a nie kazdy sobie.
      Wypominanie w trakcie klotni, ze mieszkasz u niego za darmo -
      powiedz mu nastepnym razem, ze wynajmiesz sobie lokum gdzie indziej,
      bo masz dosyc tego dokuczania. Zastanow sie, czy chcesz sie wiazac
      na powaznie z kims, kto Ci dokucza, wypomina itd. Zwiazek obojga
      ludzi powinien byc oparty na milosci, zrozumieniu, zaufaniu (jaka
      rozdzielczosc majatkowa?!). Zastanow sie, czy chcesz byc z
      materialista, czy chcesz byc z kims, z kim bedziesz dzielic uczucie
      i bedziecie sie rozumiec bez mrugnecia okiem. pozdrawiam.
Pełna wersja