babielato0
09.11.09, 21:55
Dziewczyny,
bo ja już nie wiem. Za mną kilka miesięcy cudownego związku - chociaż na odległość. Dzieli nas kilkaset kilometrów, mimo tego widujemy się praktycznie co weekend lub co dwa. Wszystko było dobrze, dopoki nie pojawi sie POKER. w wersji internetowej. od chwili kiedy moj M odkryl ta rozrywke wiele rzeczy przestalo sie liczyc. rozumiem, kiedy jestesmy w dwoch roznych miastach - kazde z nas ma przeciez wtedy wieczor dla siebie i mozemy robic z czasem, co nam sie podoba (chociaz tez nie do konca jestem z tego powodu szczesliwa, bo nasze rozmowy sa przerywane przez jego przegrane/wygrane w pokera, rozmawia ze mna i jednoczesnie ma otwarte stoly do gry). ale nie rozumiem i boli mnie, kiedy mamy dla siebie te nasze 3 dni a on przez pol czasu gra w tego pokera, wtedy zupelnie nic nie jest w stanie zwrocic jego uwagi, moglabym paradowac nago z widelcem w udzie i nie wiem, czy by zauwazyl. M ceni sobie wolnosc, ja tez, wiec nie chce mu suszyc glowy jak matka czy przelozona. ale irytuje mnie juz to jego granie, nie wspominajac o tym, ze przegrywa tam pieniadze. z tygodnia na co dzien jest coraz gorzej, zaczyna sie od rana i trwa do samego wieczora. myslicie, ze jest szansa, ze mu sie znudzi czy musze wskoczyc w role egzekutora i wyklocic sie o swoje?
poza tym to czlowiek sklonny do uzaleznien, po niektorych 'srodkach' ktore czasem bierze na rozweselenie utyka tez nasza sypialnia, bo mu kolokwialnie mowiac, opada. nigdy nie mialam kompleksow, wrecz przeciwnie - poprzedni partnerzy byli zachwyceni, niektorzy do dzis potrafia napisac mile na wspomnienie o moich zdolnosciach lozkowych, staram sie jak moge, ale w momencie, kiedy wiem, ze poker albo 'inne' zaczynaja mi chrzanic zycie, to moja cierpliwosc sie konczy. co robic? do tej pory bylo cudownie, to, ze nie zamykamy sobie drog bylo taka podwalina naszego zwiazku...a jesli zabronie mu tego pokera, to raczej z ta podwalina koniec :((