sweetkinia
30.11.09, 23:18
Wiecie co ,to może śmieszne ,że problemy małżeńskie załatwia się w ten
sposób-na forum. Nie sądziłam, że mój mąż to przeczyta:) W sumie to i dobrze,
że tak się stało...Każdy ma prawo przedstawić sytuacje ze swojego punktu
widzenia...A dobrem jest to, że właśnie na forum osoby które czytają wątki
realnie patrzą na sytuacje. Tak mój mąż ma rację! Przedstawił sytuację tak jak
on to widział. Jestem wredna, bo nie nawidzę bycia tą drugą...nie popadajmy w
skrajności matka jest ważna, bo ona przez całe życie opiekowała sie
dzieckiem(moim mężem), ale czy nie jest tak, że przed ołtarzem przysięga
się,żę opuszcza się matkę i ojca swego, żeby stworzyć z żoną jedno ciało???
Dokładnie nie pamiętam tych słów, ale wiem , że takie miały miejsce...Czy
zachowujemy się jak niedojrzałe dzieciaki??? Może i tak, ale czy nie jest
warto skorzystać z opinii innych ludzi na temat naszego problemu??? Może to
właśnie otworzy nam oczy??? Jak już napisałam wcześniej jestem wredna, ale
walczyłam o coś co chciałam stworzyć przez całe życie. Zawsze marzyłam o
rodzinie, swojej własnej rodzinie. Gdzie wspierałabym swojego męża i on
wspierałby mnie, gdzie byłoby wspólne zrozumienie...Kiedy chciałam
przeprowadzić się do niego wierzyłam ,że będzie dobrze, no ale cóż nie
wyszło... Wiem ,że danego słowa nie powinno się łamać, ale jeżeli miałam
poświęcić swój komfort psychiczny dla dobra małżeństwa to ja dziękuję za takie
życie... Nie rozumiał mnie, a ja nie rozumiałam dlaczego tak ciężko podjąć
życiową decyzję...Należę do tych osób, które uważają, że najlepiej mieszka się
osobno. Oczywiście gdyby nie było wyjścia może mieszkałabym u niego, ale
wyjscie jest...Mojej mamy nie ma, pracuje za granicą, ma swoje życie. A
starsza osoba, która chociaż cierpi na tzw. demencję, może i jest upierdliwa,
czasem potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi ale nie wtrąca sie do naszego
życia. Ja chciałam mieć swoje miejsce, móc stać się samodzielna, być matką i
żoną. Tą ważna osobą w życiu męża a nie jakąs tam wredną żoną. O czym może
myśleć matka, która została sama z dzieckiem??? może faktycznie doprowadziłam
do tego, że mój mąż odszedł przez próbę przekazania mu priorytetów, może
robiłabym to w niewłaściwy sposób, ale ileż można znosić bycia tą drugą...Nie
chcę pisać o wielu w sumie zabawnych sytuacjach, bo to było ewidentnie
pokazywanie kto ma władzę ja czy mama. dla mnie to nie jest normalne i nigdy
tego nie zaakceptuję. No ale cóż, niby po roku czasu , czy 2 latach małżeństwa
pojawia się kryzys. Ja bylabym nawet gotowa zasięgnąć porady specjalisty dla
dobra rodziny, ale nie mówię nawet o tym mężowi, bo i tak powie pewnie, że
wszystkie niepowodzenia są moją winą i to ja mam problem ze sobą. A tak na
prawdę wina zawsze leży po obu stronach. Tu nie chodzi teraz o spieranie się
czyje plany są ważniejsze i czyja jest racja. Ważą się losy rodziny,
przyszłość naszego dziecka, które nie jest zabawką i musi mieć coś trwałego w
czym znajdzie oparcie. Mówię otwarcie o tym że jeśli nam nie wyjdzie chcę
znaleźć tatę dla synka i męża dla siebie. Czy ja nie mam prawa do szczęścia???
Będę czekała aż wszystko sie poukłada??? kiedy??? za 20 lat?? To nie jest tak,
że nie chcę walczyć o tą rodzinę, chcę ale jeżeli druga srona nie jest
pewna??? to czy jest sens? sama nic nie zdziałam...Rozumiem że i jednej i
drugiej stronie nie jest łatwo, ale uważam że mieszkanie osobno nic nie
pomoże,wręcz przeciwnie jeszcze bardziej zniszczy być może to co można jeszcze
uratować...Teraz pozostaje chyba uspokojenie i wyciszenie emocji, bo słowa
które padły na łamach forum i w życiu nie są po to by budować. Czy wróci? Tego
nie wiem, czy chcę żeby wrócił??? Szczerze? Tak, bo potrafi być dobry i kiedyś
było cudownie. wybrałam go na męża,czy żaluję, może czasem, kiedy sie kłocimy
i wiem dobrze,że on też... Ale chyba nie ma takiej osoby która by nie
zwątpiła...Nie wiem co mam robić? Rozwód-najprostsze a zarazem pociągające za
sobą konsekwencje rozwiązanie. Bo mąż jest bardzo za dzieckiem. jak
wygladałyby świeta, wakacje, chociażby wyjazdy za granicę(bo napewno bede
chciala wyjechac do mamy),pojawią się problemy i już słyszę nawet te
słowa"wywiezie dziecko i nie wróci" nie jestem z tych co mszczą sie za wszelką
cenę, bo los odpłaci kiedyś dwa razy gorzej. Uważam, że dziecko powinno mieć
pełną rodzinę. Ja sama byłam wychowywana tylko przez matke, ale przez całe
życie szukalam tej ojcowskiej reki. Może właśnie to jest powodem nieustających
problemów??? Pokazać niedostępnemu "tatusiowi"że ćóreczka sie poprawi i wciąż
walczy o szacunek dla siebie??? Nie wiem. Snułam refleksje nad własnym
postępowaniem, widziałam błedy, starałam sie je naprawić. Już sama nie wiem
jak rozwiązać sytuacje. Czasem ludzie wybaczają sobie różne straszliwe błedy
zyciowe i trwaja ze soba dalej budujac wszystko od nowa ale to swiadczy tylko
o wielkoci ich uczucia do siebie i sile wytrwania każdego kryzysu. Czy my
przetrwamy??? To zależy od nas...Jeśli nie to bedzie dowód że nie powinniśmy
się wiązać i dawać początek nowemu życiu. Niestety tylko ten malutki człowiek
niczemu nie winny ucierpi najbardziej i z tego wlasnie powodu jest mi
najbardziej przykro...