jego pracoholizm i gdzieś tam ja...

15.12.09, 20:02
Mąż bardzo dużo pracuje, każdą woną chwilę spędza przed kompem
(pracując), nie ma mowy o tym aby wyjsc na spacer,na zakupy, na
impreze - on nie ma czasu. Gdy jedziemy na weekend do rodzicow on
prace zabiera ze sobą. Efekt taki że nie włącza sie w rozmowy lub w
cokolwiek innego.Jest nieobecny. Często mu w pracy pomagam, aby go
odciążyć, jednak on po wykonaniu jednej wynajduje sobie następną nie
tylko dla siebie ale również dla mnie :-/ rozumiem, że praca jest
ważna ale jakieś granice muszą być...wiele razy o tym rozmawialiśmy,
jednak nie zmienił podejscia. Coraz bardziej czuje sie samotna, na
rozmowe też brakuje mu czasu a może i ochoty... Najgorsze jest to,
że jeśli wieczorem wraca z pracy, zamienimy kilka zdań, potem on
koniecznie musi obejrzec fakty, potem jakies ważne programy (aby
wiedziec co się dzieje w świecie), dla mnie czasu nie ma... Nazywa
to odstresowaniem się. Ja do tego jestem niepotrzebna... po
obejrzeniu tv wraca przed kompa i pracuje. I tak co dzień. Mąż nie
ma żadnych potrzeb związanych ze mną - bliskości, przytulania,
rozmowy. I nie zauważa moich potrzeb. Efekt taki, że ja już nie
czuję żadnej więzi duchowej z nim, czuje się zupełnie niepotrzebna.
Są ludzie którzy nie potrzebują drugiej osoby do szczęścia, myślę że
on taki jest i albo sobie tego nie uswiadamia albo zrobił to za
póżno. Gasnę...
    • gdzies-daleko Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 15.12.09, 20:14
      ps. gdzieś tam w internecie napotkałam taki wątek "kiedy naprwdę
      odczułaś, że facet cię kocha"... kurcze pół nocy zastanawiałam się i
      nie znalazłam odpowiedzi. Zpomniałam też napisać że on nie troszczy
      się o mnie tak jak powinien, nie jest za bardzo opiekuńczy. Jeśli
      już troskę wykazuje to dlatego że tak trzeba, nie płynie to z głębi
      serca, tak czuje. Przekonałam się już o tym kiedyś, już po slubie,
      ale jak trudno dopuścic to do myśli... Jeśli jest jakaś trudna
      sytuacja (np związana z moim zdrowiem) to zwracam się do mamy, nie
      do niego. Wiem że ona zawsze mi pomoże. A to dlatego, że kiedyś gdy
      bardzo źle sie czułam, było już późno, on nie chciał wyjsc do apteki
      po leki :( dziewczyny, tylko nie pytajcie "a jak było przed slubem?"
      powiem: Inaczej. nie zawsze są takie sytuacje kiedy drugą osobę
      możemy odpowiednio sprawdzić.
    • marzeka1 Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 15.12.09, 20:53
      Tylko z tej desperacji nie wpadnij na głupi pomysł, by z kimś takim mieć
      dziecko, nie ma szans przy takim układzie nawiązać więzi z dzieckiem.
      Sama musisz sobie odpowiedzieć, czy TAK WŁAŚNIE wyobrażasz sobie następne 5, 10
      lat. Nie wyobrażam sobie nie pracować, ale pracować tak, jak robi to twój mąż,
      to głupota. Gdzie ty i czas przeznaczony dla was w tym wszystkim jesteś???
      Dlaczego za niego wyszłaś? Nie miałaś wcześniej sygnałów, że coś jest nie tak?
      czy myślałaś, robiąc klasyczny błąd, że po ślubie on się zmieni?
      • fantasticlupus Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 17.12.09, 13:49
        ...musisz podjac decyzje...
        ...zwiazek to nie papier i kawal blachy na serdecznym palcu, zwiazek
        to wiez...
        Dobrze, kiedy biznes to biznes, a dom to dom.

        odejdz, zebys byla gotowa na nowy zwiazek jak znajdziesz kogos
        wartosciowego.

        Znalazlem fantastyczna kobiete tkwiaca w podobnym piekle co ty,
        Stala sie korporacyjna, delegacyjna rozrywka. Nie potrafi z tego co
        ja niszczy zrezygnowac.

        Nie pozwol by ten chory uklad zrobil Ci to samo.

        • agu-linek Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 17.12.09, 14:47
          Rozumiem Cie w 100 % ja mam dokładnie tak samo, tylko że u mnie
          przed ślubem było podobnie i w sumie to powinnam wiedzieć w co się
          pakuje. Tylko wtedy miłość jak to zawsze na poczatku była
          zaślepiająca , a teraz pozostaje samotność. Tym bardziej że ja
          przeprowadziłam się do miasta mojego mężą gdzie nikogo nie znam, a
          pracuje w jego firmie gdzie mogę porozmawiac tylko z pracownikami ,
          ale wiadomo z "żoną szefa" nikt się nie zaprzyjaźni. Tak naprawdę
          mam tylko jego, a on mi zarzuca że ja to bym chciała żeby on ze mna
          tylko siedział, a przecież ma tyle pracy. A ja mówie np. o wspólnym
          spędzeniu niedzieli... Co gorsza pze to, że pracujemy razem oczekuje
          ode mnie że bede siedział w biurze tyle co on, tak więc pracuje
          codziennie od 9-20 do tego biore prace do domu w weekendy,a poza
          tym pranie , sprzatanie, prasowanie koszul i zero w tym pomocy.
          Pochwał też nie ma , bo to mój obowiązek ewentualnie są pretensje:(
          Powoli zaczynam myśleć, że to był błąd.

          Sorki że wyżaliłam się na Twoim poście , głowa do góry i mam
          nadzieję że chociaż u Ciebie się polepszy, bo z takim człowiekiem na
          dłuższą mete nie da się życ.

          Trzymaj się....
          • kicia031 Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 18.12.09, 16:39
            a poza
            > tym pranie , sprzatanie, prasowanie koszul i zero w tym pomocy.

            Znaczy przy tym wszystkim jeszcze go obslugujesz? Zdurnialas?
          • deaarts nie no 19.12.09, 16:48
            do całości kwiatuszek:
            "prasowanie koszul" - a on łapek nie ma ?
            sama sobie strzelasz w stopę
    • sapalka1 Re: jego pracoholizm i gdzieś tam ja... 18.12.09, 20:02
      Wyślij mu takiego maila. Konkrety: co ci nie odpowiada, co chcesz zmienic, jakie
      propozycje masz w związku z tym (kompromis jest ważny tutaj), co bedzie jeśli
      nie zmieni się jego postepowanie, pytanie co on sądzi o tej sytuacji i jakie
      proponuje rozwiązanie. Tylko konkrety, jasne, proste informacje. Może to pomoże
      w sprowokowaniu rozmowy i poprawie sytuacji. Możesz jeszcze robić notatki ile
      czasu codziennie przeznaczył na bycie z Tobą. Ale to zwykle irytuje i prowadzi
      do kłótni a nie rozmowy - więc ostrożnie. Warto spróbować uratować związek,
      poddać się i zrezygnować można zawsze. Powodzenia.
Pełna wersja