przesadzam?

10.01.10, 23:27
Mój narzeczony nie pije często, ale dużo. Jak już pije z kumplem to do oporu, aż nie zacznie się przewracać.. Nie wiem, jak można taki stan uważać za najlepsza rozrywkę pod słońcem, ale to już pomijam. Bardzo mnie wkurza taki stan rzeczy, nie mogę wtedy z Nim porozmawiać ani spędzić czasu jakoś miło, bardzo mnie to męczy i przeszkadza i przykro mi że Jemu najwyraźniej nie... Dodam, że mieszkamy razem od 4 miesięcy, ale bardzo dużo pracujemy, ja na dwa etaty, On po 12 godzin codziennie i tak naprawdę dla siebie mamy co drugi weekend bo ja jeszcze studiuję zaocznie. Chciałabym wiedzieć czy przesadzam? W końcu On też ma prawo spędzić wolny weekend tak jak chce, a ja mu próbuję coś narzucić, czy mam prawo być zła w taie dni? Bo ja już sama nie wiem... :(
    • agnisia77 Re: przesadzam? 10.01.10, 23:29
      ...masz prawo ja tez bym była zła:)
    • czarny-michu77 Re: przesadzam? 10.01.10, 23:39
      Dziwnie zadajesz pytanie. Czy mam prawo być zła? Weź sobie kartkę, długopis i napisz minimum 20 razy "mam prawo ...." za każdym razem kończąc innym słowem, czynnośc do jakiej masz prawo, od prawa do życia (o które chyba sie nikogo nie pytasz) aż do prawa bycia złą, smutną, itd itp.
      A ja bym jeszcze zastanowił sie nad tym jego piciem. Jak ma okazję to pije i to do końca, aż sie przewraca, to ewidentnie nie kontroluje ilości wypijanego alkoholu - pierwszy sygnał że z jego piciem jest coś nie tak.
      Pozdrawiam.
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 10.01.10, 23:49
        No tak, ale to nie jest często właśnie to Jego główny argument z którym nie mogę
        się nie zgodzić, bo rzeczywiście upija się tak powiedzmy raz na tydzień lub dwa,
        o zależy jak się weekend ułoży.

        A czy mam prawo... Może rzeczywiście źle pytam.

        Czy moja złość jest uzasadniona? Nie chcę być heterą która chodzi za Nim i suszy
        mu głowę, kiedy ma ochotę spotkać się z kumplem i pobawić. Ja bawiłabym się
        inaczej na pewno, ale nie mogę mu chyba tego narzucić czy zabronić. No i właśnie
        tu pojawia się mój dylemat, mogę czy nie mogę... :(
        • agnisia77 Re: przesadzam? 11.01.10, 00:04
          mój tata tez pije tylko w weekendy a w domu katastrofa...
        • lili-2008 Re: przesadzam? 11.01.10, 10:03
          no raz na tydzień albo dwa to często, co innego raz na tydzień albo dwa wypić
          trochę alkoholu dla lepszego humoru, a co innego uwalać się do nieprzytomności
          ja bym była zła
        • horpyna4 Re: przesadzam? 11.01.10, 10:15

          Zawsze dziwią mnie dziewczyny, które pakują się w takie związki.

          Przecież należy dobierać się pod kątem wspólnego spędzania wolnego
          czasu! Dlatego zwykle kiepsko rokują związki np. domatora z
          podróżniczką, czy dziewczyną lubiącą dyskoteki.

          A jak ma wyglądać wasze wspólne spędzanie weekendów, czy urlopów?
          Będziesz niańczyć chłopa pijanego w sztok? Bo rozumiem, że inna
          forma odpoczynku po pracy dla niego nie istnieje.
          • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 11.01.10, 10:36
            Istnieje właśnie, w tygodniu tak nie pije, pomaga mi w domu jeśli ja
            całymi dniami pracuje, czasem coś ugotuje, posprząta, teraz
            przygotował mieszkanie do remontu, bo planujemy na dniach. To nie
            tak, że ja jestem biedna zapracowana a On wiecznie pijany. Tak na
            codzień jest przekochany i nie mogę na nic narzekać. Gdyby było
            inaczej to bym z Nim nie byłą a już na pewno nie planowała życia.
            Chodzi właśnie o to, że nie wiem czy raz na tydzień/dwa to już za
            dużo i mam się martwić czy nie i też o to czy mam prawo wymagać, aby
            spędzał takie weekendy w inny sposób..
            • horpyna4 Re: przesadzam? 11.01.10, 11:07

              No właśnie o to chodzi. W tygodniu pracuje, pomaga - a w weekendy
              potrafi tylko chlać? Nie potrafi inaczej?

              Wymagać nie możesz. Możesz zaproponować coś na weekend - spacer,
              wycieczka, kino, czy jeszcze cokolwiek. Masz chyba jakieś sposoby
              spędzania wolnego czasu? Bo jeżeli wszystkie je odrzuci, to lepiej
              wymiksuj się z tego związku. Ważne jest nie tylko JAK CZĘSTO pije,
              ale też JAK pije (w tym konkretnym przypadku niestety do całkowitego
              urżnięcia się). No i to, że nie uznaje żadnej innej alternatywy dla
              chlania jako sposób spędzania dni wolnych.
              • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 11.01.10, 11:50
                No właśnie, tylko że wtedy musiałabym być zawsze w domu, a wczoraj
                np wróciłam z zajęć, zmeczona po 12 godzinach, zanim przebrnęłam
                jakoś przez nieodśnieżone miasto to też sporo minęło i naprawdę
                byłam padnięta, chiałam tylko usiąść z Nim i porozmawiać,
                opowiedzieć o wszystkim bo sesja mi sie powoli zaczyna itp, ale już
                za późno było:( I tak wczoraj jakoś na automacie, zobaczył chyba
                moją minę i wyrzucił kumpli, nie wiem jakim cudem bo zupełnie był
                nieprzytomny a dzisiaj nawet nie pamietał, że ja wróciłam do domu
                zanim poszedł spać.. Przepraszam, ze się tak żalę, ale nie wiem co
                robić i okropnie to przykre... Poza tym też chciałabym móc normalnie
                z Nim posiedzieć w domu w wolny dzień a nie tylko prześcigać się
                sama ze sobą w rozrywkach dla Niego, żeby przypadkiem nie miał
                wolnej chwili...
                • triss_merigold6 Re: przesadzam? 11.01.10, 12:06
                  Gratuluję. Jesteś kolejną frajerką, ktora adoptowała alkoholika.
                  • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 11.01.10, 12:40
                    Ale dlaczego mnie obrażasz? Nawet jeśli rzeczywiście jest
                    alkoholikiem, to nie znaczy, że najmądrzejszą rzeczą jaką można
                    zrobić to go skreślić, przynajmniej nie tak szybko. Czasem naprawdę
                    warto zawalczyć o człowieka. Nie mówię o bezsensownej, nie dającej
                    owoców walce przez lata, bo na to chyba nie byłoby mnie stać, ale o
                    normalnym walczeniu z problemami. Jest najcudowniejszą osobą jaką
                    udało mi się spotkać i bardzo się z tego cieszę, nawet jeśli ma
                    problem. Nie jest agresywny jak wypije, nigdy nawet nie próbował
                    mnie uderzyć, nie robi mi awantur itp więc nie rób z Niego
                    najgorszego potwora, a ze mnie skończonej idiotki.
                    • deszcz.ryb Re: przesadzam? 11.01.10, 13:33
                      Uwierz mi, rzucenie alkoholika JEST najmądrzejszą rzeczą, jaka można zrobić w życiu. Piszesz bzdury, bo widać nigdy z alkoholikiem się nie zetknęłaś [znaczy - byłaś szczęściarą - aż do tej pory].

                      Nie leje cię - NA RAZIE. Kiedy alkohol zniszczy jego mózg, zacznie to robić. Czy cieszysz się, kiedy wracasz do domu, a on leży nieprzytomny/we własnych rzygach/szczynach/odchodach [jeżeli teraz tego nie robi, to dojdzie do tego, uwierz mi]? Czy podoba ci się to, jak on cię nie poznaje, pieprzy głupoty po alkoholu, a nastepnego dnia nie pamięta co robił? Czy nie wstydzisz się, jak on pijany obraża waszych znajomych/rzyga przy nich/demoluje mieszkanie? Takie są realia mieszkania z alkoholikiem; oprócz tego jest jeszcze przepijanie pieniędzy, może być też np. wynoszenie rzeczy z domu, tracenie jednej pracy po drugiej itp. I ciągła niepewność - będzie dzisiaj trzeźwy, czy pijany?

                      Słuchaj, upijanie się na umór co tydzień NIE jest normalne! Taki wybryk owszem, może się zdarzyć, ale w naprawdę wyjątkowych sytuacjach - znaczy, jak się zdarzy raz na rok czy raz na dwa lata! Co tydzień to można 3,4 piwka sobie wypić dla przyjemności i tyle. On JEST na najlepszej drodze do alkoholizmu.

                      Jak dla mnie jedynym wyjściem jest rozmowa i ultimatum - powiedz mu, że boisz się o to, że się stanie alkoholikiem; ma ograniczyć picie [najlepiej w ogóle do zera]. Uświadom mu, że upijanie się na umór NIE jest normalne; to patologia! Jeżeli mu na tobie zależy, to to zrobi, jeżeli nie, to nie pakuj się w to, tylko zrywaj z nim jak najszybciej, bo to znaczy, że alkohol już nim rządzi.

                      I takie post scriptum - nie pisz "Mu", "Jego" z dużej litery - taka pisownia jest dozwolona jedynie w bezpośredniej korespondencji z nim. On nie jest twoim bogiem, żebyś musiała pisać te zaimki z dużej litery. A po tym, jak on się zachowuje, to nie powinnaś pisać o nim inaczej, jak "ten idiota".
                      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 11.01.10, 13:41
                        Dobrze, więc o to mi właśnie chodzi, żeby ktoś sensownie powiedział
                        mi czy mam już działać, czy dramatyzuje. Swoją drogą, to jego
                        ulubione słowo. W każdym razie, ja nie próbuje mówić, że on nie ma
                        problemu, tylko właśnie pytam czy go ma według Was (tu chyba
                        dozwolone z wielkiej jak sądzę). Nie spotkałam się nigdy z
                        alkoholikiem, tym bardziej z żadnym nie miaszkałam, jestem
                        szcześciarą w tym względzie, to prawda. Dlatego też nie mam taki
                        problem z rozgraniczeniem prawdziwego początku problemu, od po
                        prostu takiego specyficznego rodzaju zabawy.
                        • deszcz.ryb Re: przesadzam? 11.01.10, 13:59
                          No więc już wiesz, że moim zdaniem stanowczo NIE dramatyzujesz. ;)

                          I nie rozumiem, jakim "specyficznym rodzajem zabawy" ma być uchlewanie się na umór? Wypicie paru piwek "dla humoru i dobrej zabawy" od czasu do czasu rozumiem i dopuszczam. Ale jeżeli ktoś po upiciu się nie kontroluje tego, co robi, co mówi, nawet tego później nie pamięta, budzi się śmierdzący [w swoich wydzielinach], następnego dnia musi przepraszać za swoje czyny i pokrywać koszty za rzeczy, które zniszczył. To jaka tu jest zabawa? To tylko zwierzęta, jeżeli mają nieograniczony dostęp do alkoholu nie umieją przestać i upijają się na umór; człowiek potrafi powiedzieć sobie stop.

                          Wybacz ostre słowa, ale ja mam niestety doświadczenia z alkoholikiem, jestem już na tym punkcie przewrażliwiona; wiem, jaki to koszmar i z całego serca życzę ci, zebyś nigdy nie musiała go przechodzić. Tym bardziej, że jesteś teraz na takim etapie, że możesz wywołać się w miarę bezboleśnie i bez strat w postaci podbitego oka i ogólnego urazu do mężczyzn i alkoholu. Rozumiem, że może ci nie być łatwo, bo go kochasz, ale ratuj przede wszystkim siebie.
                          • deszcz.ryb Re: przesadzam? 11.01.10, 14:01
                            * tfu: "wycofać się"
                        • banika2 Re: przesadzam? 11.01.10, 16:44
                          Mój teść jest alkoholikiem, nie bije, teściowej, synów, ale własnie upija się
                          raz na 3 tygodnie raz na miesiąc i pije np. tydzień. I też zaczynał od jednego
                          dnia w tygodniu. A i jak mój maz upije się raz na rok lub dwa to ja uważam, ze
                          to jest za dużo, a Ty mówisz o cotygodniowym piciu.
            • real_mayer Re: przesadzam? 19.01.10, 20:25
              ktoregos_dnia napisała:

              o właśnie, tylko że wtedy musiałabym być zawsze w domu, a wczoraj
              np wróciłam z zajęć, zmeczona po 12 godzinach, zanim przebrnęłam
              jakoś przez nieodśnieżone miasto to też sporo minęło i naprawdę
              byłam padnięta, chiałam tylko usiąść z Nim i porozmawiać,
              opowiedzieć o wszystkim bo sesja mi sie powoli zaczyna itp, ale już
              za późno było:(

              Przesadzasz, ja wiem, że tu zrobiono z tego biedulki alkoholika i w ogóle nie
              myślącego faceta.
              No ale kurcze facet ma żyć tylko Tobą? Mało się na uczelni nagadałaś?
              Poza tym jak byłaś padnięta to rozmowa trwałaby 10 minut i tyle.
              Natomiast jeśli w ogóle przeszkadza Ci to że pije (a nie jesteś po prostu
              zazdrosna o to że on się dobrze bawi a ty zmęczona i w ogóle) to z nim pogadaj.
              Może będzie się umawiał z kumplami w barze raz na 2 tygodnie, a co drugi tydzień
              dla Ciebie?
              • deszcz.ryb Re: przesadzam? 19.01.10, 21:37
                Wiesz co, tutaj nie chodzi o to, że facet miałby pić co tydzień lub co dwa tygodnie. Chodzi o to, że on się regularnie uchlewa do nieprzytomności. Co tydzień. Nie widział w tym problemu [mam nadzieję, że teraz widzi]. Takie picie jest nienormalne i to prosta droga do alkoholizmu. Rozumiem, jak się zdarzy wyjątkowo raz, dwa razy w roku [bo np. kumpel się żeni i wszyscy chleją na wieczorze kawalerskim]. Ale on się upija sam [inni jakoś wiedzą, kiedy wyhamować].

                Nikt temu facetowi nie zakazuje się dobrze bawić - ale dobra zabawa może być także BEZ alkoholu. I kiedy się 2 piwa wypije TEŻ można się bardzo dobrze bawić. Niekoniecznie trzeba się uchlewać jak zwierzę do nieprzytomności tak, żeby dziewczyna musiała po niego jechać [swoją drogą źle zrobiła].
          • deaarts Re: przesadzam? 14.01.10, 14:09
            narzeczony co wony weekend się zalewa a lalcia pyta czy moze być zła?

            normalnie załamka
        • madziaq Re: przesadzam? 11.01.10, 14:50
          Upija się raz na tydzień do tego stopnia że nie kontaktuje i ty mówisz, że to
          jest rzadko??? Jakby się ululał ze dwa razy do roku to bym rozumiała - każdemu
          może się zdarzyć. Ale co weekend? Masakra. masz prawo być zła a nawet wqrwiona
          jak nie wiem co - ja bym była na pewno. Facet jest na prostej drodze do
          alkoholizmu, jeśli jeszcze nie jest alkoholikiem.
    • megi1973 Re: przesadzam? 11.01.10, 15:37
      i co ty jeszcze robisz w takim związku??? czekasz aż wpadniesz??? no chyba
      że szybciej cię pobije
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 12.01.10, 13:13
        Przykro to stwierdzić, ale po tym co zrobił wczoraj myślę, że macie rację ;(
        zbierałam go z miasta w środku nocy jak najgorszego śmiecia, znajomi mnie
        obudzili, bo już sobie rady z nim nie dawali i musiałam jechać po niego... nigdy
        sie tyle wstydu nie najadłam co tej nocy ;( Dzisiaj z nim porozmawiam i chyba
        jakieś ultimatum postawię, bo inaczej tego nie widzę. Trzymajcie kciuki proszę...
        • horpyna4 Re: przesadzam? 12.01.10, 13:35

          No, w tej sytuacji to już za późno na stawianie ultimatum. Trzeba po
          prostu pana odstawić w trybie natychmiastowym.

          Chyba nie warto nawet rozmawiać.
        • banika2 Re: przesadzam? 12.01.10, 14:36
          Też myślę, ze za późno na ultimatum, teraz powinnaś go wywalić i zobaczyć co
          zrobi przez np. pół roku, jesli w trakcie tego czasu pójdzie na terapię zawalczy
          o siebie to mogłabyś pomyslec o powrocie o ile byś jeszcze chciała.
          • horpyna4 Re: przesadzam? 12.01.10, 14:48

            No właśnie. Tylko natychmiastowe wywalenie może spowodować, że
            zastanowi się nad sobą i będzie mu zależało na powrocie (chociaż i
            tak jest niewielka szansa, ale jest). Takie zero tolerancji dla
            ochlapusa.

            A jak zacznie z nim rozmawiać (nawet stawiając ultimatum), to daje
            facetowi sygnał, że jej zależy na ratowaniu związku. I facet z tego
            wyciągnie jeden wniosek: że to JEJ zależy na nim, a więc on dalej
            może robić, co zechce.
        • deszcz.ryb Re: przesadzam? 12.01.10, 16:02
          Trzeba było w ogóle nie jechać po niego, tylko powiedzieć znajomym żeby go na izbę wytrzeźwień odstawili i tyle.

          Widzę że niestety miałam rację, uciekaj od niego jak najdalej! Żadnego ultimatum, tylko koniec!
    • caysee Re: przesadzam? 12.01.10, 17:07
      Nie przesadzasz, takie picie nie jest normalne i przygotuj sie na to, ze kiedys
      zacznie pic czesciej.

      A inna sprawa, ktora mnie zaciekawila, to - jak to pracujesz na dwa etaty? Pelen
      etat to zwykle 40 godzin, czyli 8 godzin dziennie. Pracujesz 16 godzin dziennie?!
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 12.01.10, 17:37
        Pracuję w szpitalu na etacie, na dwie zmiany, a dodatkowo pilnuję dziecka
        codziennie przed lub po pracy, zależy którą zmianę mam.

        Właśnie czekam na niego, mam nadzieję, że normalnie wróci z pracy, a nie tak jak
        wczoraj...
        • agnisia77 Re: przesadzam? 12.01.10, 18:03
          ..znam to uczucie tak samo ja czekałam na tatę..jak to będzie jak wróci...czy
          będzie trzeźwy czy pijany..ale przeważnie pił w weekendy:( czasami cały
          weekend... wiem co czujesz...
          ..pewnie najgorsze jest to że go kochasz i nie wiesz czy potrafiłabyś bez niego
          żyć....to uczucie też znam...
    • zakonna Re: przesadzam? 12.01.10, 20:17
      Dziewczyno, nie angażuj się jeszcze bardziej w ten związek. uciekaj!! On jest
      alkoholikiem. Żadne ultimatum wam nie pomoże. Nie łudź się. I jeżeli już teraz
      czekasz w stresie w jakim stanie on wróci z pracy to TY jesteś na najlepszej
      drodze do współuzależnienia.Ja wiem co piszę, bo znam to wszystko z własnego życia.
      uwierz, że przed Tobą piekło jeżeli z nim zostaniesz.
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 12.01.10, 20:43
        Dokładnie agnisia, niestety tak bardzo go kocham... :(

        Zawsze myślałam, że jestem na tyle twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, że nie
        znajdę się w takiej sytuacji, bo wystarczająco szybko wychwycę takie zachowania
        i dziwiłam się innym kobietom, że dały się tak wmanewrować, a teraz mam za swoje...

        Wiem, że Wasze rady są dobre, naprawdę to wiem niestety, ale chyba muszę jakoś
        do tej decyzji dojrzeć, albo po prostu mieć jeszcze kilka/kilkanaście tel w nocy :(

        Jest 20.40, on kończy o 16 a jeszcze go nie ma, mam złe przeczucia...
        • deszcz.ryb Re: przesadzam? 12.01.10, 21:02
          Sama sobie odpowiedz - chcesz czekać tak przez CAŁE życie? Przyjdzie, czy w ogóle nie przyjdzie? Pijany? Jak bardzo pijany? Może tylko trochę? A jak będzie pijany, to czy będzie się od razu rzucał do bicia, czy "grzecznie" położy się spać? Tak się będziesz zastanawiać. Nie warto.

          Jak ci mówiłam - uciekaj, dopóki masz jeszcze dodatni bilans - jeszcze cię nie pobił, upokorzył tylko raz, nie poniszczył twojego dobytku. Im później, tym trudniej. Przyjdą dzieci i dopiero będzie trudno.

          Naprawdę nie uważam, żeby w ogóle był wart rozmowy z tobą. Nie ma sensu dawać mu "jeszcze jednej szansy".
          • agnisia77 Re: przesadzam? 12.01.10, 21:07
            ...właśnie tak bałam się taty...
        • agnisia77 Re: przesadzam? 12.01.10, 21:06
          zadzwoń do niego..
        • zakonna Re: przesadzam? 12.01.10, 21:08
          Im dłużej będziesz w tym związku tym będzie Ci trudniej. Proszę, poczytaj o
          współuzależnieniu, znajdziesz informacje w internecie.
          Pomyśl czy naprawdę chcesz tak żyć? Będziesz się czuła oszukana, zawiedziona,
          stracisz do niego zaufanie. Będziesz w wiecznym stresie, Twoje myśli będą
          krążyły wokół niego i jego picia. Stracisz zdrowie, nerwy i czas. Po cholerę Ci
          jeszcze kilka takich akcji ze zbieraniem pijaka z ulicy???
          Poczytaj o chorobie alkoholowej. O tym czym tak naprawdę jest uzależnienie.
          Znajdziesz informacje w necie.
          I uciekaj. odejdź od niego. Nie wierz w jego obietnice, on złamie je prędzej czy
          później.
          • zakonna Re: przesadzam? 12.01.10, 21:12
            Dawanie jeszcze jednej szansy??? On tego nie doceni, ON NIE CHCE SZANSY OD
            CIEBIE. On chce pić. Alkohol to jego miłość. Denerwuję się bo jesteś na
            najlepszej drodze do zmarnowania sobie życia i to w brutalny, wyniszczający
            sposób. Posłuchaj tego co napisała deszcz.ryb, aaganisia i ja. Wiemy co piszemy
            i to nie z teorii, nie z wykładów. Niestety.
            • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 12.01.10, 21:16
              A co myślicie o zaszyciu go?
              • agnisia77 Re: przesadzam? 12.01.10, 21:17
                ...nigdy o tym nie myślałam...a co on o tym myśli??
                • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 12.01.10, 21:21
                  jeszcze nie wiem, zamierzałam dzisiaj spytać. ale ogólnie to byłby chyba jakiś
                  pomysł gdyby się zgodził oczywiście...
                  • zakonna Re: przesadzam? 12.01.10, 21:23
                    Myślisz, że się zgodzi? A czy wg niego jest jakiś problem z jego piciem?
                    Czy poczytałaś o tym co Ci napisałam?
                    • agnisia77 Re: przesadzam? 12.01.10, 21:37
                      wrócił??
              • deszcz.ryb Re: przesadzam? 12.01.10, 22:19
                www.versusmed.pl/ALKOHOLIZM-esperal-wszywka
                Poczytaj sobie. Najczęściej to jest tak, że taki ktoś nosi ten esperal, nie pije, ale odlicza dni do jego zdjęcia. A po zdjęciu od razu puszcza się w tango.

                On musi SAM przyznać, że ma problem, SAM musi się zgłosić na terapię i SAM musi na niej wytrzymać. Ty NIC nie zrobisz. Mówię po raz setny - ratuj siebie, bo jego NIE MOŻESZ!
              • banika2 Re: przesadzam? 12.01.10, 22:46
                Zaszycie podobno nic nie daje, bo albo sobie wydłubują ten esperal albo
                faktycznie tylko czekają na koniec działania. Czytałam, ze to nie skuteczne.
                Alkoholik musi zrozumieć że ma problem i zacząć sie leczyć, podobno dopiero
                wtedy jest w stanie to pojac, gdy wszystko straci. I musi wziaść
                odpowiedzialnosć za swoje picie, nie moze byc tak, ze Ty go kryjesz, to, ze po
                niego pojechałaś oznacza, że ułatwiasz mu picie.
    • ssnn Re: przesadzam? 12.01.10, 23:34
      1. on ma problem z piciem - pije bardzo często i bardzo niekontrolowanie

      2. Ty bardzo szybko zaczynasz mieć problem zwany współuzależnieniem, wchodzisz w ten schemat, jak w masło

      3. wszywka g... daje, jeśli da Ci jakiś czas złudnej nadziei, to wszystko, on musi chcieć być trzeźwy, a nie bać się wszywki

      4. zwijaj manatki, tym uratujesz siebie i może jego, bo jeśli on ma mieć szansę poczuć swoje uzależnienie, to musi zacząć ponosić jego skutki

      5. nie da się wyjść z uzależnienia nie przyznając się przed SOBĄ, że jest się uzależnionym, przed nim raczej daleka droga

      6. nie zajdź teraz w ciążę, bo ugrzęźniesz totalnie, a ryzyko nieplanowanej ciąży w takiej sytuacji jest zwiększone
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 13.01.10, 08:05
        Tak, wrócił wczoraj, pijany ale nie aż tak jak ostatnio, ale co
        lepsze, śmiertelenie na mnie obrażony. Nie rozmawiał ze mną, położył
        się w drugim pokoju na podłodze bo drugiego łóżka tam nie ma, więc
        widać był bardzo zdeterminowany żeby mi pokazać jaki to jest zły.
        Zanim się jednak położył, słyszałam co nieco z rozmowy jaką
        przeprowadził ze swoją siostrą...
        Wynikało z niej tylko tyle, że to ja jestem zła bo nie pozwalam mu
        się bawić, że kumple się z niego śmieją że się mnie boi, swoją drogą
        jego zachowanie nie wskazuje na to żeby chociaż o mnie pomyślał o
        strachu już nie wspominając, że go ograniczam, że tak nie może być
        bo on może się raz na jakiś czas napić itp. Ogólnie i tak wyszłam na
        ostatnią heterę, która to trzyma chłopaka pod kluczem a on biedny
        zastraszony boi się odezwać. W szoku byłam jak tego słuchałam.
        Dzisiaj będę w domu dopiero po 22 więc też z nim nie porozmawiam,
        ale po tym co usłyszałam w nocy nie mam już nawet na to ochoty.
        • lili-2008 Re: przesadzam? 13.01.10, 09:35
          Dziewczyno, uciekaj, póki możesz. Kochasz go, będzie Ci źle przez jakiś czas,
          ale wkrótce sama się przekonasz, że zrobiłaś najlepsze co można było w tej
          sytuacji zrobić. On musi sobie sam ze sobą poradzić, Ty tylko zmarnujesz sobie
          życie. Lepiej teraz, niż po ślubie, mając dzieci.
        • horpyna4 Re: przesadzam? 13.01.10, 10:35

          Czyje jest mieszkanie? Jeżeli jego, to się spakuj i wyprowadź.
          Jeżeli Twoje, to spakuj jego i przygotuj nowe zamki do wymiany.

          Zrozum, że tylko w ten sposób możesz mu pomóc! Stanowczością i
          czytelnym przesłaniem, że z pijakiem nie chcesz mieć nic wspólnego.

          Jeżeli choć trochę mu na Tobie zależy (w co zresztą wątpię), to
          tylko natychmiastowe zerwanie może go zmobilizować do podjęcia
          leczenia i zmiany relacji z kumplami.

          To może brzmi nieprawdopodobnie, ale tylko natychmiastowe zerwanie
          daję jakąś szansę (bardzo niewielką, ale jednak) na odbudowanie
          związku. Jemu potrzebna jest terapia szokowa.
          • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 13.01.10, 10:51
            Mieszkanie jego, a wyprowadzić się nie tak łatwo. Dzisiaj od rana
            szukam pokoju ale zaczynają się od 600zł, nie mam tyle, żeby płacić
            za sam czynsz 600zł, a do rodziców nie mogę wrócić...

            • agnisia77 Re: przesadzam? 13.01.10, 11:15
              dlaczego nie możesz wrócić??? Ile wy w ogóle jesteście razem?
              Teraz nie miałabym na Twoim miejscu wątpliwości, odeszłabym od niego...ale jedno
              rozumiem..miłość jest ślepa...
              • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 13.01.10, 11:25
                Razem trzy lata,ale znamy sie od dziecka. Byłam jego pierwsza
                miłością, chociaż platoniczną bo mieliśmy wtedy po 15-17 lat jakoś.

                Nie mogę wrócić, bo mam beznadziejne stosunkiz ojcem, do tego moja
                wyprowadzka też nie przebiegła w miłej i rodzinnej atmosferze. Jeśli
                teraz wrócę, a z nim mi się jakimś cudem ułoży, staram się w to mimo
                wszystko wierzyć, to już zupełnie rodzice się ode mnie odwrócą.
                Wolałabym więc, żeby jednak nie wiedzieli o tym wszystkim
                przynajmniej dopóki nie będę na 100% pewna, że już nie ma co
                ratować.

                Poza tym, ja ciągle boję się, że wyolbrzymiam wszystko, że sytuacja
                nie jest aż tak dramatyczna jak ja to teraz widzę i że przecież nie
                każdy kto pije, od razu będzie alkoholikiem. Dodam jeszcze, że
                miałam kiedyś sytuację, że rozstałam się po pierwszym związku i też
                bardzo dużo piłam, imprezowałam, generalnie zagłuszałam uczucia
                chyba. Moi znajomi też już zaczeli się o mnie martwić i mówić że mam
                problem, bo to trwało w ciągu jakiś pół roku. Ale przeszło mi,
                wyszalałam tyle co musiałam, zrozumiałam że głupio i źle robię, że
                do niczego nie dojdę w ten sposób i przestałam. Łudzę się, że on też
                przestanie jak dorośnie bardziej...
                • agnisia77 Re: przesadzam? 13.01.10, 11:38
                  ...a jak było zanim zamieszkaliście razem?
                • lili-2008 Re: przesadzam? 13.01.10, 11:42
                  chyba jesteś typem kobiety, która nie potrafi żyć bez faceta, nie wyobrażam
                  sobie topić smutki z powodu faceta w alkoholu...
                  widać, że nie chcesz od tego odejść, a nawet jeśli masz takie myśli to i tak nie
                  odejdziesz
                  mądrzy ludzie nie chcą mieć nic wspólnego z toksycznymi osobami, czasem trzeba
                  pomyśleć o sobie, być egoistą, bo nikt inny o Ciebie nie zadba

                  szukasz dla niego usprawiedliwień

                  gdyby mój mąż schlewał się codziennie albo nawet 2 razy w tygodniu to już by był
                  na odwyku, a ja składałabym pozew o rozwód
                  • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 13.01.10, 11:54
                    Potrafię i po tamtym związku byłam sama przez ponad rok, nie była to
                    dla mnie jakaś trauma ale przyzwyczajenie się do takiego stanu
                    rzeczywiście było bolesne i odreagowałam to właśnie w tak głupi
                    sposób. Dumna z tego nie jestem, ale tak było, nic teraz nie
                    poradzę. Zresztą 20 lat wtedy miałam więc naprawdę szkoda gadać.
                    Szczerze Wam powiem, że wybiło mnie trochę to, ze się obraził tak
                    bardzo. Byłam raczej przygotowana na to, że bedzie przepraszał itp,
                    ale to jak on się czuje pokrzywdzony mnie zupełnie zaskoczyło.
                    A czy mogłabym odejść? Mogłabym, ale musiałabym mieć zupełną
                    pewność, że nie ma już o co walczyć.
                    • lili-2008 Re: przesadzam? 13.01.10, 12:03
                      to jeszcze tej pewności nie masz? chcesz czekać, aż każdego dnia będzie wracał
                      do domu ululany? powodzenia
                    • banika2 Re: przesadzam? 13.01.10, 12:56
                      No cóż, widać, ze nie odejdziesz taki już typ, być moze jesteś już
                      współuzależniona jak moja tesciowa, która też nie zrozumiała, ze uratować
                      rodzinę mozna tylko pozwem o rozwód. Nie słuchasz rad ludzi którzy już przez to
                      przeszli lub widzieli takie sytuacje, ze jedyny ratunek nie tylko dla Ciebie ale
                      i dla niego to jest wasze rozstanie. Bo jego możesz tylko uratować terapią
                      szokową, a tak idziecie obydwoje w bagno. Dyskusja na forum nie ma sensu :(
                      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 13.01.10, 13:02
                        Mylisz się. Miała sens o tyle, że teraz rozpatruję sprawę w kwestii
                        rozstania lub nie, kiedy zakładałam wątek nie zastanawiałam się nad
                        tym w ogóle. Jedyny mój problem polegał na tym, że nie wiedziałam
                        czy to ja mam rację czy on. Teraz wiem, uświadomiliście mi kilka
                        rzeczy, ale wiesz, nie tak łatwo wszystko zakończyć ot tak i w trzy
                        dni podjąć taką decyzję. Będę teraz bardziej wyczulona i pewna tego
                        że to nie ze mną jest coś nie tak, tylko z nim i w razie czego będę
                        brała pod uwagę rozstanie znacznie szybciej.
                        • deszcz.ryb Re: przesadzam? 13.01.10, 13:22
                          Kobieto, ty nie masz KIEDYŚ brać pod uwagę rozstania, tylko TERAZ, w tej konkretnej chwili masz myśleć, jak by się tu najszybciej wyprowadzić. A jak coś ci zrobi? A jak z nim wpadniesz? Szukaj czegokolwiek - stancji, pokoju z koleżanką, rozważ nawet waletowanie w akademiku. Nie wiem, czy u ciebie też tak jest, ale np. w Krakowie ostatnio pojawiło się dużo ogłoszeń o tym, że ktoś szuka współlokatorki do mieszkania, może u siebie też takie znajdziesz.

                          No i co, uświadomiliśmy ci, że on ma problem i CO Z TYM TERAZ ZROBISZ? To, jak on się skarżył swojej siostrze, to tylko jak najgorzej o nim świadczy [i to, jak się obraził na ciebie]. On nie widzi problemu, nie wie, czemu się czepiasz i nie będzie chciał się leczyć. Więc siedzenie przy nim jest bez sensu, bo i tak nic nie zrobisz.

                          Na twoim miejscu jednak rozważyłabym powrót do rodziców, wątpię, żeby ci się udało rozwiązać ten problem. Nie warto się z pijusem szarpać.
                        • zakonna Re: przesadzam? 13.01.10, 14:42
                          Chyba nie rozumiesz, że CZAS gra tu zasadniczą rolę. Im dłużej z nim
                          zostaniesz tym będzie trudniej. Nie rozumiesz tego?
                          Ja rozumiem, że rozstanie oznacza dla Ciebie trudne decyzje i zmiany
                          ale to NAJLEPSZE I JEDYNE wyjście.
                          ON JEST ALKOHOLIKIEM. Zmarnuje Ci życie. Nie wierz w cud odmiany ani
                          w to, że Twoje prośby, groźby, szantaże coś zmienią.
                          Dopóki nie macie dzieci, ślubu, wspólnego majątku masz szanse
                          wyplątać się z tego w miarę bezboleśnie. Skorzystaj z niej.
                          Poczytaj o uzależnieniach. Idź do poradni leczenia uzależnienie.
                          Znajdź spotkania AL-anon w Twoim mieście i idź na takie spotkanie.
                          Może wtedy otworzą Ci się oczy. I nie zrozum mnie źle, nie idź w te
                          miejsca żeby biednego misia ratować, idź tam żeby pomóc SAMEJ SOBIE.
                    • horpyna4 Re: przesadzam? 13.01.10, 15:07
                      Toż tłumaczę (i nie tylko ja), że tylko odchodząc NATYCHMIAST masz
                      jakąś szansę, że on zechce się leczyć. W ten sposób właśnie o niego
                      walczysz, to jedyna szansa! Inaczej on będzie brnął dalej w bagno,
                      wiedząc, że i tak z nim zostaniesz.
                      • agnisia77 Re: przesadzam? 13.01.10, 15:10
                        ...powiedz dzisiaj że odchodzisz i zobacz jego reakcję...masz jakąś koleżankę u
                        której mogłabyś się zatrzymać???
    • megi1973 Re: przesadzam? 13.01.10, 15:47
      dziewczyno otrząśnij się wreszcie!!! to że kochasz-nie jest żadnym
      argumentem!!! nie ten facet to inny!!! pracujesz na 2 etatach i nie stać
      cię na wynajęcie pokoju??? to może wynajmij z jakąś koleżanką na
      spółkę!!! jak nie chcesz wracać do rodziców-to może oni by trochę ci
      pomogli finansowo? wiesz wolałabym jeść cały miesiąc chleb z dżemem niż
      mieszkać z pijakiem!!! powiedz mu że od dziś dajesz mu się bawić bo się
      rozstajecie!!! czekamy na efekt tej rozmowy
      • deszcz.ryb Re: przesadzam? 13.01.10, 16:15
        A ja nie czekam na wynik rozmowy, bo z góry przewiduję, co facet powie. On jej powie, że: zwariowała, że wcale problemu przecież nie ma, że nie jest alkoholikiem, bo przecież nie pije codziennie, że go ogranicza i nie daje mu się zabawić po pracy a przecież ma takie prawo, że koledzy się z niego śmieją bo się jej słucha. A ona pewnie potulnie stuli uszy i na tym się to skończy. :/

        Jedyne, co autorka wątku powinna teraz zrobić, to wyprowadzić się [gdziekolwiek, nawet na waleta do akademika]. A facetowi zostawić w mieszkaniu kartkę z opisanymi powodami odejścia. Nie ma co z nim rozmawiać, bo to nie ma sensu i nic nie zmieni.
        • horpyna4 Re: przesadzam? 13.01.10, 19:15

          Oczywiście, że tak jej powie. Gorzej, że ona zupełnie nie rozumie
          rzeczy zasadniczej: rozmawiając z nim stawia się od razu na straconej
          pozycji. Pomóc może tylko natychmiastowe odejście bez żadnej rozmowy
          oraz, jak słusznie piszesz, wyjaśnienie pisemne. Bez prośby o
          odpowiedź, oczywiście.
          • agnisia77 Re: przesadzam? 13.01.10, 22:05
            I jak tam sytuacja??
            • evvik Re: przesadzam? 14.01.10, 09:54
              Kochana , odejdz od niego juz, natychmiast.On jest alkoholikiem,
              człowiek który upija sie do nieprzytomności regularnie- nic mu nie
              da twoje gadanie , rozmowy.To jest beznadziejna sprawa. Jesli sam
              zechce to wyjdzie z tego, inaczej tylko sie pogrążysz.Pamiętaj, sama
              musisz dbac o siebie przede wszystkim.
    • agnisia77 Re: przesadzam? 14.01.10, 11:36
      I co tam u Ciebie??
    • deaarts zmiana statusu 14.01.10, 14:05
      należy zmienić status z na "były narzeczony"
      zmiana statusu na "mąż" to TRAGEDIA

      teraz pije by się zabawić potem będzie się tak odstresował
      a potem z nudów


      a TY zapiszesz się do kółek żon pijaków i będziesz płakać jak go amienic


    • agnisia77 Re: przesadzam? 16.01.10, 10:21
      Co tam u Ciebie???
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 16.01.10, 13:22
        Wyjaśniliśmy sobie wszystko wczoraj i jest ok, powiedziałam że przy drugiej
        takiej akcji nie będę tak wyrozumiała i nie skończy się tylko na czterodniowej
        ciszy. Dał słowo, że więcej tak nie zrobi. Wiem, że może kłamać, ale niewiele
        ryzykuję, najwyżej stracę jeszcze miesiąc czy dwa, wydaje mi się to mała ceną za
        czyste sumienie i 100% pewności.
        • zakonna Re: przesadzam? 16.01.10, 15:57
          Czyli wszystko zgodnie ze schematem. Szkoda gadać. Do następnego
          razu.
          • agnisia77 Re: przesadzam? 16.01.10, 20:34
            ...ja pewnie zrobiłabym tak jak ty...no ale trzeba dawać sobie szansę...tylko
            pamiętaj jak nie dotrzyma słowa to go zostaw...daj znać jaki będzie tego
            rezultat oki???
            • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 17.01.10, 13:49
              Napiszę :)
    • ilona27_only Re: przesadzam? 17.01.10, 15:49
      Witaj.
      Moim zdaniem nie przesadzasz.Jeśli teraz tego nie zmienisz, nie
      zmienisz tego już nigdy. Po ślubie możebyć tylko gorzej... Niestety.
    • panna_p Re: przesadzam? 01.02.10, 11:23
      • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 18.02.10, 09:16
        Witam po ponad miesiącu, tak więc wyprowadziłam się wczoraj a Wy
        wmiałyście 100% racji...
        • 1luna1 Re: przesadzam? 18.02.10, 10:15
          ktoregos_dnia napisała:

          wyprowadziłam się wczoraj a Wy
          > wmiałyście 100% racji...

          Milcząco śledziłam Twój wątek. Gratuluję serdecznie podjęcia dobrej
          decyzji. Życzę powodzenia i otwarcia na nowe dobre związki. Obyś
          miała szczęście do odpowiedzialnych mężczyzn. Trzymaj się.
          Pozdrawiam.
          • kobieta25.2 Re: przesadzam? 18.02.10, 12:51
            Witaj:) A co się stało??:) Z niepokojem czekałam na twoją wiadomość:)
            Życzę powodzenia na nowej drodze zycia:)
            • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 18.02.10, 13:35
              Było dobrze przez trzy tygodnie jakoś, naprawdę dobrze, aż do
              czwartku kiedy to napił się z kumplami i skończył dopiero dziś rano,
              tego nie wiem na pewno bo już nie doczekałam. Dzisiaj jest wielce
              zdziwiony tym, ze odchodzę, oczywiście stwierdził, że coś kombinuję,
              kogoś poznałam tylko pretekstu mi brakowało... Okropne to wszystko,
              teraz jest wściekły i mówi wszystko co może mnie najbardziej
              zaboleć, ale nie dam się sprowokować, tzn. mam nadzieję , ze nie
              dam.. :(
              • aneczka.krk Re: przesadzam? 18.02.10, 16:20
                jeśli można dopiszę sie do twojego wątku
                ja mam podobny problem, mój też sie upija ale co najwyżej raz na miesiąc nawet
                rzadziej ale...
                codziennie przed spaniem pije jedno piwo i żadne argumenty na niego nie działają...
                i też pytam co robić? i czy to ja przesadzam?
                • aneczka.krk Re: przesadzam? 18.02.10, 18:33
                  wybacz
                  nie przeczytałam całego wątku i tak sie niepotrzebnie wpieprzłam...
                  teraz już nadrobiłam i szczerze cię podziwiam, że dałaś rade z tym skończyć
                  powodzenia
                  • ktoregos_dnia Re: przesadzam? 19.02.10, 07:42
                    Dałam radę skończyć i daję rady w tym wytrwać, bo bardzo mi ułatwia.
                    Gdyby był miły i kochany nie byłoby tak łatwo, ale na to jest zbyt
                    wściekły. Wczoraj byłam u niego, bo nie zabrałam się ze wszystkimi
                    rzeczami na raz, to kiedy na koniec chciałam z nim porozmawiać tak
                    po prostu, nie wracać do siebie, ale jak ludzie się porozumieć, to
                    powiedział żeby odeszła bo mi 'przypierdoli', że nie ma o czym ze
                    mną rozmawiać, ze jestem tak samo gówno warta jak wszystkie itp.
                    Naprawdę trudno się tego słucha, bo ja go kocham nadal, to nie tak
                    że nagle przestałam, ale takim zachowaniem na każdym kroku pokazuje
                    mi że dobzre robię. Jeszczeakurat jak tam byłam ktoś do niego
                    zadzwonił i umawiali się na dzisiaj, nie wiem czy kumpel czy jakaś
                    kobieta, ale jak widzę on planuje już impreze na najbliższy tydzień
                    a ja mogę się tylko cieszyć że wysiadłam.
              • zakonna Re: przesadzam? 19.02.10, 07:42
                Podjęłaś jedyną słuszną decyzję. Nie wdawaj się z nim już w żadne
                dyskusje. Odejdź i nie zmieniaj decyzji!! Nie słuchaj go bez względu na to
                czy będzie zwalał winę na Ciebie czy błagał o jeszcze jedną szansę.
                Naprawdę trzymam kciuki za Ciebie, za to żebyś była teraz konsekwentna.
                • ktoregos_dnia_nowe Re: przesadzam? 02.11.14, 19:48
                  Nie wiem czy jest na tym forum jeszcze ktoś z tego wątku. Ja jakimś cudem odgrzebałam go po tych ponad czterech latach i jestem nieco poruszona. Poruszona tym co wypisywałam w tamtym momencie i jak bardzo zaślepiona byłam.
                  • karakala Re: przesadzam? 12.12.14, 10:24
                    przeczytałam cały wątek i bardzo bardzo mnie zaciekawił, ponad rok temu zakończyłam związek z podobnymi problemami ( chociaż mniej nasilonymi jednak). Ciągle wydawało mi się że przesadzam bo wszyscy jego znajomi pili, nawet wiecej niż on, a ja byłam "dziwakiem" który w sobote zamaist lezec w cuchnącym przetrawionym alkoholem łóżku, wolałam wstać rano i jechać na rower. Udało Ci się wytrwać? Jak z perspektywy czasu patrzysz na to wszystko?
                    • ktoregos_dnia_nowe Re: przesadzam? 31.01.15, 00:38
                      O proszę, nie sądziłam że ktoś odpisał ;)
                      Udało mi się wytrwać i powiem Ci, że nie żałowałam ani przez chwilę. Mam do niego żal o wiele rzeczy, ale w te wakacje po moim rozstaniu z kimś innym, spotkaliśmy się parę razy i wyjaśniliśmy wszystko. Takie katarsis po latach :) niestety u niego nic się nie zmieniło i powoli zaczyna mieć problemy ze zdrowiem. W czerwcu będzie miał 31 lat dopiero, a organizm powoli odmawia posłuszeństwa. Przez sentyment i sympatię jest mi go żal. Ale tylko tyle. Cieszę się, że wtedy tu napisałam. Mimo zaślepienia i tłumaczeń jednak taki kubeł zimnej wody daje do myślenia i nawet jeśli reakcja nie jest natychmiastowa to pewne rzeczy zaczyna się widzieć jaśniej. Tak było u mnie.
                      No i zdecydowanie takie doświadczenie uczy pokory. Teraz kiedy czytam podobne wątki i wkurzam się, bo 'co ta dziewczyna ma w głowie?!' przypominam sobie siebie ;)
                    • ktoregos_dnia_nowe Re: przesadzam? 31.01.15, 00:39
                      A Ty jak patrzysz na swój związek? Macie kontakt? Poznałaś kogoś przez ten rok?
    • kacdudu Re: przesadzam? 05.11.14, 14:29
      Krótko: tak przesadzasz.
      • renata1152 Re: przesadzam? 25.02.15, 13:02
        Tak będzie wyglądało całe Twoje życie.
        To jestem ja sprzed 32 lat . Tak wyglądało moje chodzenie z moim przyszłym mężem.
        Również nie podobało mi się popijanie alkoholu przez chłopaka,ale wydawało mi się,
        że jak się pobierzemy ,będą dzieci to za przeproszeniem weźmie
        ''''doopę w troki''''i wszystko będzie dobrze.

        Jeśli teraz już coś się Tobie nie podoba to intuicja Ciebie nie zawodzi.
        I wybij sobie z głowy ,że swoja miłością wpłyniesz na postępowanie partnera.
        I najważniejsza sprawa dla Ciebie;;;;dopilnuj żebyś nie zaszła w ciążę,
        dla swojego i przyszłych dzieci dobra;;;;;.
        • anitracz Re: przesadzam? 27.11.15, 11:23
          Zostaw go, nie jest ciebie wart. Możesz mieć kogoś, kto będzie cie szanował, słuchał. Nie oszukuj się, ze on się zmieni, bo on nawet nie ma takiego zamiaru.
          • lucyy3 Re: przesadzam? 08.12.15, 13:21
            tez uważam, że najlepszym wyjściem byłoby od niego odejść.
Pełna wersja