unikanie obowiązku

14.01.10, 21:31
Witajcie.
Mam do was dziewczyny pytanko.
Jestem po ślubie już 3lata, obecnie mam 25 lat i 3 letnią córkę,
Julę.
Moje problemy z małżeństwem rozpoczęły się w zasadzie już na samym
początku jego trwania. Adam jest starszy ode mnie, ma 32 lata.
Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, było to dla mnie
zaskoczenie, nie planowaliśmy tego. Mieszkaliśmy co prawda razem,
ale o dziwo mieliśmy dwa odrębne życia. Ja pracowałam i studiowałam,
on też pracował, widywaliśmy się w zasadzie tylko wieczorami,
chociaż też nie zawsze bo on lubiał wyskoczyć sobie gdzieś ze
znajomymi. Bardzo go kochałam, nie wyobrażałam sobie życia bez
niego. Pochodziliśmy z różnych środowisk, ja nie znałam jego
znajomych a on moich. Jego matka mnie nie lubiła, twierdziła, że
jestem dla niego za młoda, zawsze zresztą dawała mi to odczuć.
Adam zasadzie ucieszył się z tego, że zostanie tatusiem. Ja za to
byłam przerażona, kompletnie nie potrafiłam sobie tego wyobrazić jak
t powiem rodzicom. W amoku zapytałam się jego czy się ze mną ożeni…
a on się zgodził. I tak się zaczęło
Gdy urodziła się Jula, byłam bardzo szczęśliwa. On zresztą też.
Niestety los chciał, że Jula urodziła się z wadą refleksu górnego
odcinka przewodu pokarmowego. Strasznie wymiotowała pokarmem, ciągle
płakała a lekarze w zasadzie byli bezradni, jedni chcieli operować a
drudzy kazali czekać. Mąż wychodził przed 7 do pracy, a ja
zostawałam z tym problemem sama. Pracę Adam kończy o 15 ale w domu
pojawiał się około 19, bo zawsze tysiące rzeczy mu wypadały, a to z
brata synem na gokarty musiał pojechać, a to cioci mieszkanie
pomalować, a to jakaś impreza, często wracał pijany itp Moja
cierpliwość pomału się kończyła i coraz częściej robiłam mu
awantury.
Moja teściowa nie przyszła nawet do nas na chrzciny bo musiała zupę
gotować, ale to ja jestem zła w oczach męża.
Jula coraz częściej leżała w szpitalu, nie mogłam wrócić do pracy.
Adam w ciągu miesiąca dawał mi jedynie jakieś 50 zł na życie,
tłumacząc, że więcej nie ma, gdyby nie moi rodzice to nic bym nie
miała.
Wszyscy znajomi męża i jego rodzina traktują mnie jako histeryczkę.
Jego matka mnie nie zaprasza, chociaż często robi jakieś imprezy.
Julę widuje w zasadzie w święta.
Często jak czytam jego smsy to jego kumple i siostra współczują mu,
że ma taką żonę.
Przeraża mnie to, bo on poświęca nam mało czasu a wszyscy uważają,
że go ograniczam do siedzenia z dzieckiem. Nawet nie pamiętam kiedy
gdzieś razem byliśmy, przez 3 lata nie wyszliśmy razem na żaden
spacer, sam nigdzie nie zabrał Juli, a jak mu to wypominam to
słyszę, że jestem rozkapryszaną lafiryndą. SA też miłe dni, ale ich
jest dużo mniej niż tych złych. Ostatnio awantury o jego wyjścia są
coraz częstsze. Próbowałam rozmawiać, olewać a nawet zagroziłam
rozwodem, a w zamian usłyszałam że nie będzie mnie uszczęśliwiał na
siłe…
Zastanawiam się czy jest sens ratować jeszcze to małżeństwo, jeśli
nikt z jego otoczenia mnie nie akceptuje? W sumie to już sama nie
wiem czy po tym wszystkim go kocham…
Możecie mi coś poradzić?
    • marzeka1 Re: unikanie obowiązku 14.01.10, 21:42
      Sensu to nie miało W OGÓLE wchodzić w małżeństwo z kims takim. Opisałaś
      człowieka,za którego nie należało wyjść za mąż, za dużo was dzieliło,a za mało
      łączyło. Pojęcia nie mam, dlaczego nie wyobrażałaś sobie życia bez niego, skoro
      żyliście osobnymi życiami i pewnie ciąża przyspieszyła małżeństwo.Nie spełnia
      się ani jako ojciec, ani jako mąż. Jako mąż i ojciec ma obowiązek łożyć na
      dziecko,pozwij go o alimenty.
      Absolutnie nie rozumiem, jak za kogoś takiego można było wyjść za mąż.
    • agusia3107 Re: unikanie obowiązku 14.01.10, 21:54
      Dziewczyno przejzyj na oczy i zostaw tego faceta. Ty to nazywasz unikaniem
      obowiazkow? to malo powiedziane, gdyby nie chcial pozmywac naczyn, zrobic prania
      czy zakopow, to to bym nazywala unikaniem obowiazkow. Ale jego zachowanie
      nazwalabym "ma cie w d...." Jesli wybiera znajomych i rodzine, a oni jeszcze go
      buntuja przeciwko tobie, to zbieraj czym predzej manatki i odejc od tego
      egoistycznego faceta. Macie chora coreczke, powinien byc przy tobie i cie
      wspierac, dbac o was i wam poswiecac kazda wolna chwile, a znajomym
      sporadycznie. Rownie dobrze moglibyscie razem wychodzic i miec wspolnych
      znajomych. Dziwie ci sie, ze wytrwalas w tym zwiazku az 3 lata. A awantury w
      niczym tu nie pomoga, takiego czlowieka juz nie zmienisz. Pomysl o coreczce w
      jakiej atmosferze jest wychowywana. Pamietaj, ze corka juz teraz patrzy na to
      jak sie traktujecie, krzyki i awantury tylko zle wplyna na jest rozwoj
      psychiczny. Jestes jeszcze mloda i zycie przed toba, szkoda go marnowac. Powodzenia
    • deodyma Re: unikanie obowiązku 15.01.10, 09:11
      tu chyba chodzi o cos znacznie wiecej, niz UNIKANIE OBOWIAZKOW...
      dziewczyno, takie zycie, to nie zycie.
      chcesz ratowac to malzenstwo, tylko po co???
      daj sobie spokoj, bo z tej maki chleba nie bedzie.
    • megi1973 Re: unikanie obowiązku 15.01.10, 09:47
      zostaw go z córką sam na sam np.powiedz że idziesz do dentysty,do lekarza
    • makurokurosek Re: unikanie obowiązku 15.01.10, 10:43
      stworzyliście związek podejrzewam, że oparty tylko na seksie, żadnego z was nie
      obchodziła druga strona, żyliście obok siebie każde swoim życiem, trudno aby
      pojawienie się dziecka diametralnie zmieniło wasze układy. Rozumiem, że teraz
      jako matce nie podoba ci się ten układ ale fundamentów już nie zmienisz. Ty
      ruszyłaś do przodu, twój partner został w miejscu, może kiedyś do ciebie dołączy
      ale raczej mało prawdopodobne by w najbliższej przyszłości. Na twoim miejscu
      zdecydowałabym się na rozstanie.
    • anusiak776 Wiej poki mozesz!!!!!! 15.01.10, 11:26
      Kochana, nie bede pisac ,ze popelnilas wielki blad wychodzac za maz
      za tego czlowieka.Wyszlam za maz majac 23l. Nie mielismy dziecka, po
      przeszlo roku zostawilam gnoja (alkoholik)i wnioslam pozew o rozwod.
      Minelo kilka lat, teraz jestem szczesliwa mezatka ze sliczna
      corcia...

      NIE RATUJ CZEGOS CO NIGDY NIE MIALO SENSU!!!!! Jak naszybciej sie z
      nim rozwiedz!!! Nie sluchaj osob ktore mowia ze, masz zostac przy
      mezu ze wzgledu na dziecko,bo ono musi miec ojca. Co to za ojciec,
      ktory przez 3lata nie raczyl zajac sie chora coreczka lub pomoc w
      opiece?? co to za ojciec (i maz) ktory woli nachlac sie z kumplami
      niz spedzic czas z rodzina??
      Kochana, jego znajomi i matka sa przeciwko Tobe i chocbys stanela na
      glowie nigdy nie bedziesz wg nich dobra zona.Oni sie nie zmienia tak
      samo jak Twoj maz. Ciezko w to uwierzyc ale niestety taka jest
      prawda.
      Szkoda Ciebie i Twojej coreczki. Ona widzi ze jej rodzice sa
      nieszczesliwi i przez to bardzo cierpi! Nie pozwol Jej cierpiec
      dluzej!!!
      Rozstanie- to najlepsze i jedyne rozwiazanie w Twoim przypadku.
      Przypuszczam ze masz czarne mysli typu- jak ja sobie poradze , nie
      moge zyc bbez niego.Nie zdajesz sobie sprawy jaka sila drzemie w
      Tobie!!Kazdej osobie jest ciezko biorac rozwod -bo to normalne. Ja
      sama cierpialam i zastanawaialam sie czy to gnoja nie wrocic. To by
      byla najwieksza glupota (zaraz po slubie z nim)jaka moglabym zrobic.

      MOJA RADA: Zbieraj jak najwiecej dowodow na to ze Twoj maz jest zlym
      mezem i ojcem (oczywiscie rob to pokryjomu), notuj wszystko (np
      notuj w kalendarzu kiedy wrocil pijany).
      Dobrze by bylo gdyby jakas Twoja znajoma do Ciebie przychodzial i
      bylaby swiadkiem klotni ,zachowania meza wobec Ciebie i dziecka.
      To wsztystko Ci sie przyda przy rozwodzie, warto by bylo pozbyc ojca
      praw rodzicielskich skoro jest tylko ojecem praktycznie a nie
      teoretycznie. Moze to dziwne ale Twoja tesciowa podczas sprawy
      rozwodowej moze nagle zapajac uczuciem do dziecka , tak samo ojciec.
      Ty udowodnij ze im wisial los coreczki (dowody).
      Zamieszkaj u rodzicow, oni beda najlepszym wspraciem.
      Teraz wszystjko widzisz w szarych barwach, wysztko sie ulozy.
      Znajdziesz sobie kogos tylko tym razem badz ostrozniejsza i patrz
      pilnie od samego poczatku na niego. Jak cos Cie sie nie spodoba
      wiej.
      POWODZENIA!!
      • bobojulinek2 Dziękuję za wszystkie rady. 15.01.10, 18:29
        Bardzo Wam dziękuję dziewczyny, za szczere odpowiedzi.
        W sumie sama zdawałam sobie z tego sprawę, że moje małżeństwo to
        jedna wielka katastrofa, ale Wasze wypowiedzi pomogły mi się z tym
        ostatecznie pogodzić. Teraz już wiem, że przez cały ten okres sama
        siebie oszukiwałam. Podjęłam decyzję o rozwodzie, umówiłam się nawet
        z prawniczką, żeby mi jakoś pomogła wszystkie te fakty pozbierać do
        kupy a przede wszystkim, żeby mi uświadomiła o co mogę walczyć,
        chodzi mi o podział majątku i o ograniczenie praw ojcowskich.
        Mam do Was jeszcze jedno pytanie, czy któraś z Was przechodziła
        przez rozwód z orzeczeniem o winie?
        Czy rzeczywiście jest to bardzo ciężki proces?

        • anusiak776 Re: Dziękuję za wszystkie rady. 15.01.10, 22:18
          Mialam rozwod bez orzekania o winie, brak dzieci i nie chaialam dluzej
          tkwic w tym bagnie. Poza tym, nie chcialam z nim walczyc co bylo maja
          glupota. Zbral nasze wspolne oszczednosci , zabral wszystko . Teraz
          zaluje jak cholera ze mu gnoju nie zrobilam na jaki zasluzyl.
          GRATULUJE, ze podjelas sluszna decyzje.Napewno nie bedziesz zalowac!!!
    • caysee Re: unikanie obowiązku 15.01.10, 18:15

      > Zastanawiam się czy jest sens ratować jeszcze to małżeństwo,
      > jeśli nikt z jego otoczenia mnie nie akceptuje?

      Nie.

      To co piszesz, to jakisz koszmar, zrob sobie dobrze i sie z nim rozwiedz.
    • agnisia77 Re: unikanie obowiązku 15.01.10, 22:46
      GRATULACJE DOBREGO ROZWIĄZANIA:)
Pełna wersja