Dodaj do ulubionych

Nie chcę mieć dziecka...

02.02.10, 21:51
Mam 24 lata, męża, uwielbiam dzieci i chętnie przy nich pomagam rodzinie... ale nie chcę mieć własnych.

Czy obecnym tutaj Matkom nie wydaje się czasami, że posiadanie potomstwa to egoizm? Sprowadzamy je przecież na taki świat, jednocześnie skazując je tym samym na cierpienie, choroby, wszelkiego rodzaju ból, którego przecież nie unikną.

Jesli ktos zna odpowiedz na nurtujące mnie pytanie: dlaczego ludzie chcą mieć dzieci, chętnie poznam odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • kontestatorbg Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 09:59
      Jakby tak filozoficznie podchodzić do posiadania dzieci, to juz dawno byśmy wymarli.
      Tak posiadanie dziecka jest pewną formą egoizmu w przypadku dzieci chcianych, w
      przypadku dzieci "przypadkowych" jest koniecznością Ale obserwowanie jak się
      własne dziecko rozwija potrafi dać wiele przyjemności, które przysłaniają te dni
      w których mamy ochote nasze dziecko udusić bo nam się spieszy a ona chce na
      śnieg iść w sandałkach.
      Co do cierpienia i chorób to jest to część człowieczeństwa więc to dziwnie
      postrzegać że nie chce mieć dziecka żeby nie cierpiało. Podobno po życiu ma być
      lepiej i bez cierpienia ale co z tego wyjdzie to zobaczymy :)
    • sar36 Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 10:00
      myosotis86 napisała:

      > ... posiadanie potomstwa to ego
      > izm? Sprowadzamy je przecież na taki świat, jednocześnie skazując je tym samym
      > na cierpienie, choroby, wszelkiego rodzaju ból, którego przecież nie unikną.

      Rozumiem, że masz o to pretensje do swoich rodziców?
      • oronga79 Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 10:46
        NO ja mam dzieko i chcę 2-gie a mąż nie chce.
        Uważam, że chęć posiadania dziecka jest wpisana w człowieka i jest
        to najważniejsza potrzeba (powinna być)
        Jeśli mój mąż nie chciałby mieć dzieci to zgodnie z moją wiarą nie
        wychodziłabym za niego, jeśli oszukałby mnie lub rozmyslił po - to
        rozstanie.
        Ja mam taki charakter, że poradziłabym sobie bez męża ale nie bez
        dziecka. To dla mnie bardzo ważne.
        Uważam że faceci to tchórze, boją się:
        - zobowiązań
        - pretensji że muszą wiecej od siebie wymagać
        - wymagania od nich!!!!!
        - obowiazków

        Jestem teraz w momencie - "wkurzenia" i stad mam takie mysli
        Ja osobiście mam średnią pracę ale wydaje mi się dobre wykształcenie
        (Akademia Ekonomiczna) ale kurcze nie boję się życia i obowiazków
        Pracuje...dojeżdzam do pracy czasem 4 godziny dziennie,opiekuję sie
        dzieckiem ,gotuję i sprzątam w nocy, spłacam 2 kredyty, i mam
        jeszcze 2 zajęcie po pracy z którego próbuje coś zarobić, które też
        czasem robie wieczorami i weekendy.
        Moj mąż wymaga od siebie o niebo mniej - a jak mu mówię że on ma byc
        lepszy ode mnie to się wycofuje i nic nie robi.

        Gdzie są faceci z jajami, którzy sprostają moim oczekiwaniom, a ja
        nie oczekuje luksów ale powera do życia!

        • titta Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 16:55
          A gdzie sa kobiety ktore kochaja, a nie tylko wymagaja? Ktore sa dla
          innych, a nie uwazaja, ze tylko inni dla nich?
          Ty sobie poradzisz tylko z dzieckiem. Ale dlaczego w imieniu tych
          wymagan, dziecko bedzie musialo poradzic sobie w niepelnej rodzinie?
        • uwolnic_cyce Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 13:06
          oronga79 napisała:
          > Moj mąż wymaga od siebie o niebo mniej - a jak mu mówię że on ma
          byc
          > lepszy ode mnie to się wycofuje i nic nie robi.
          >
          > Gdzie są faceci z jajami, którzy sprostają moim oczekiwaniom, a ja
          > nie oczekuje luksów ale powera do życia!
          >

          Jakiego sobie wybrałaś takiego masz.I pytanie - wychodząc za niego
          nie znałaś go i nie zapytałaś nawet ile chce mieć dzieci?
          A może zwyczajnie facet woli spać z fajną żonką, tak jak woli
          jeździć autem, które nie było bite?

          Zasuwanie na trzech etatach, żeby spłacić dwa, a właściwie trzy
          kredyty to musi być faktycznie p a ł e r.
        • wredna.zmija Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 14:08
          oronga79 napisała:

          > NO ja mam dzieko i chcę 2-gie a mąż nie chce.
          > Uważam, że chęć posiadania dziecka jest wpisana w człowieka i jest
          > to najważniejsza potrzeba (powinna być)
          > >
          to ja se zapytam: a dlaczego chęć posiadania dziecka powinna być najważniejszą potrzebą ? to jakieś obligo? przymus jakiś?
        • ultra.kuku Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 14:26
          Aha, zgodne z Twoja wiara... Jasne.

          Odpowiedz mi na pytanie, dlaczego Twoj maz musi sie dostosowac do Ciebie, ale
          dla Ciebie komprmis jest obcym slowem? Zanim wyszlas za niego powinnas byla
          zapytac czy i ile chce miec dzieci.

          > Uważam że faceci to tchórze, boją się:

          Widocznie faceci widza zycie inaczej, niz latanie z jezorem na brodzie do nocy.
          Zastanow sie nad SOBA, kobieto....

          > Pracuje...dojeżdzam do pracy czasem 4 godziny dziennie,opiekuję sie
          > dzieckiem ,gotuję i sprzątam w nocy, spłacam 2 kredyty, i mam
          > jeszcze 2 zajęcie po pracy z którego próbuje coś zarobić, które też
          > czasem robie wieczorami i weekendy.

          To nazywasz ZYCIEM? Ja mojego POWERA wykorzystuje do realizacji zupelnie innych
          spraw. Moja zona rowniez.
        • feel_good_inc Re: Nie chcę mieć dziecka... 16.02.10, 14:04
          oronga79 napisała:
          > Uważam że faceci to tchórze, boją się:
          > - zobowiązań
          > - pretensji że muszą wiecej od siebie wymagać
          > - wymagania od nich!!!!!
          > - obowiazków

          A może po prostu nie lubią wrednych bab, którym wydaje się, że to facet powinien się dostosować do nich i ich potrzeb? Tego kwiatu jest pół światu (a nawet trochę więcej) w końcu.

          > Gdzie są faceci z jajami, którzy sprostają moim oczekiwaniom, a ja
          > nie oczekuje luksów ale powera do życia!

          Faceci z jajami są z fajnymi babkami (z cyckami?) :)
          Ty potrzebujesz parobka albo sponsora, a nie męża.
          • oronga79 Re: Nie chcę mieć dziecka... 16.02.10, 14:13
            Faceci z jajami są z fajnymi babkami (z cyckami?) :)
            > Ty potrzebujesz parobka albo sponsora, a nie męża.

            Zapewniam Cię że nie potrzebuje ani parobka ani sponsora bo sama
            sobie świetnię radzę w pracy i zarabiam na siebie i na dom i był
            czas że tylko ja pracowałam w moim związku.
            Pisałam ten post pod wpływem emocji i rozżalenia nad ignorancją i
            brakiem działania mojego męża, który nie wykazał po raz kolejny
            inicjatywy i jest całkiem inną osobą ode mnie - mniej ambitna i
            mniej w życiu osiągnął i to fakt niezaprzeczalny.
      • gruby_dolar Re: Nie chcę mieć dziecka... 10.02.10, 10:58
        czytają Twoją wypowiedź nie znalazłem tam ani krzty miłości. Raczej wymaganie i zwykłą zwierzęcą ruję, która okraszona wiarą rozkłada nogi przed wybranym samcem by zaspokoić pierwotne instynkta.

        Jeżeli ludzie są ze sobą, to dlatego, że CHCĄ BYĆ ZE SOBĄ. Ludzie nie zostają parą bo Ty masz fajne oczy, a Ty niezły podbródek, więc może spędzimy resztę naszego życia na płodzeniu. Dlatego mamy rozumek i widocznie Twój facet ma znacznie większy rozumek niż Ty. Ty to jesteś chodzące wymaganie i skrajny egoizm a nie miłość do rozdania. Twojej miłości bym nie wziął nawet gdybyś do niej dopłacała. Pozdrów męża i pogratuluj odwagi ode mnie. Odważny człowiek, że jeszcze z Tobą jest, bo ja jakby warunkiem było posiadanie potomstwa pogoniłbym taką.
    • marzeka1 Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 12:49
      Przecież nie ma przymusu rozmnażania w Polsce,prawda? Nie chcesz, nie mniej,
      ważne przecież tylko, by takie samo podejście miał mąż i od początku wiedział,
      jakie jest twoje do tej sprawy podeście. Bo tak jak nie można zmuszać do bycia
      rodzicem, nie można też pozbawiać tego, gdy ktoś dzieci mieć chce. Czyli jak z
      męzem tak samo myślicie- OK.

      Mam 2 dzieci, ale urodziły się kilka lat po slubie, na początku mieć nie
      chciałam, teraz -bardzo się cieszę,ze je mamy.
      • wj_2000 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 20:25
        marzeka1 napisała:
        > Mam 2 dzieci, ale urodziły się kilka lat po slubie, na początku mieć nie
        > chciałam, teraz -bardzo się cieszę,ze je mamy.

        To bardzo ważne stwierdzenie, kwintesencja natury!

        Jeśli pomyśleć chwilę dlaczego, nie tylko ludzie pierwotni, ale i wszystkie
        gatunki istniejące na Ziemi, zadają sobie tyle trudu by wychować kolejne
        pokolenia, to dojdzie się do wniosku, że istnieją mechanizmy kija i marchewki,
        które je do tego popychają.
        Nie świadomość, że "tak trzeba", a kij i marchewka.
        Powstały one w drodze ewolucji - osobniki, czy gatunki, które nie wytworzyły
        mechanizmu kija i marchewki przepadły. Te co są, mają więc NA PEWNO te mechanizmy.

        Można zapytać dlaczego tyle wysiłku poświęca każde stworzenia na zdobywanie
        jedzenia. I w ogóle czemu je? No bo jak nie je, to staje się głodny. To wielki
        dyskomfort (kij). A jak już znajdzie jakieś papu i napełni kałdun ma uczucie
        błogości (marchewka).

        Z rozmnażaniem jest trochę podobnie. Jednak by dostrzec mechanizm kija i
        marchewki, trzeba oddzielnie rozpatrzyć różne grupy zwierząt (ograniczę się do
        ssaków). U większości dużych ssaków (np niedźwiedzie) maluchem opiekuje się
        matka. W momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej samica zaczyna odczuwać "głód
        seksualny" (kij)wydzielając przy tym zapachy budzące głód seksualny u samców.
        Samce rywalizują, silniejszy zwycięża i dochodzi do kopulacji (marchewka).
        Zwierzę nie ma pojęcia iż owocem tego będzie potomstwo!!! Żadna "chęć posiadania
        potomstwa" nie istnieje. Istnieje tylko CHUĆ.
        Ba, podróżnik polski, Bronisław Malinowski, opisał spotkane na początku XX wieku
        plemiona, gdzie nie zdawano sobie sprawy ze związku między kopulacją a ciążą.
        (Plemiona hodowców zwierząt o takim związku wiedziały od tysiącleci, ale
        zbieracze i łowcy nie).

        I oto samica rodzi. Wydzielające sie hormony i rozmaite neuroprzekaźniki
        powodują iż dla matki kwilenie malucha powoduje ból (kij) a jego dobrostan
        błogość (marchewka). Ojciec nie gra żadnej roli!!!!! Asymetria jest
        niesamowita. A mimo to dzieci się rodzą i gatunek trwa, a nawet się rozwija za
        sprawą ojców, gdyż do rozrodu wykorzystywany jest tylko jeden samiec, na
        powiedzmy 5, czy 10 rówieśników. Samiec najsilniejszy.

        U ludzi, podstawą sukcesu biologicznego jest skomplikowany mózg. By był on
        przydatny, musi być długo "programowany". Dziecko ludzkie osiąga jaką taką
        samodzielność po kilkunastu latach. Model nniedźwiedzicy nie ma szans się
        sprawdzić, bo rodząca co rok matka wlokła by ze sobą gromadkę dzieci w wieku od
        miesiąca do lat 15.

        Potrzebna jest pomoc ojca!!! Stąd monogamia. Stąd wykształcony (wyjątkowo u
        ludzi) STAŁY popęd seksualny mężczyzn i to nie tylko do kobiety w okresie
        płodności!!!! Tego nie ma gdzie indziej!
        Głód seksualny na okrągło daje kobiecie "walutę" w postaci udostępnienia ciała
        do seksu W ZAMIAN za udział w opiece nad potomstwem!!! Kolejna asymetria!
        Potrzeba seksu u kobiety nma biologiczny sens tylko w okresie płodności. Poza
        tym okresem, przeszkadzała by w opiece nad potomstwem. Poza okresem płodności
        wystarczy by TOLEROWAŁA ona umizgi partnera, o ile jest miły i przyniósł żarcie
        do domu!

        Współczesna cywilizacja, antykoncepcja, przeżywalność niemowląt niemal 100%
        powodują zupełny rozbrat między naszymi instynktami a zachowaniami celowymi.
        Ale mechanizmy biologiczne działają tak czy inaczej.
        Nie istnieje generalny "ciąg" na posiadanie dzieci. Istnieje głód seksu. Gdy
        dziecko się pojawi, POJAWI się też, u mamy niesłychanie silny mechanizm "kija
        marchewki" w stosunku do dziecka. U ojca ten mechanizm jest słabszy i raczej
        cywilizacyjny niż wrodzony.
        • wj_2000 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 20:42
          Powinienem dodać, że ta opóźniona prawda iż dziecko to rozkosz, w połączeniu z
          umiejętnością zapobiegania ciąży stanowi dla ludzkości śmiertelne
          niebezpieczeństwo!!
          Rozkoszowanie się seksem i równoczesna rezygnacja z dzieci (możliwa tylko u
          człowieka i to dopiero od kilku pokoleń) może być porównana do rzymskiego
          zwyczaju rozkoszowania się jedzeniem ponad zwykłą miarę. Gdy żołądek się
          zapełniał, brali piórko do gardła powodując wymioty i mogli jeść na nowo.
          Natura wyposażyła człowieka w głód seksu i rozkosz spełnienia dla celów
          prokreacyjnych. Wstrzymując się zupełnie od rodzenia dzieci zwyczajnie ją
          "kiwamy"! Ale zarazem GUBIMY nieuświadamianą sobie a priori rozkosz z posiadania
          dzieci.
    • titta Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 16:52
      Hej, a nie jest czasem tak, ze to ty siebie nie bardzo lubisz? Cos w
      dziecinstwie co sprawialo, ze niezbyc dobrze sie czulas?

      Dlaczego nie cieszysz sie zyciem?

      Dlaczego pytam? Bo mialam tak samo.
      A dlaczego ludzie chca miec dzieci? Aby moc spojrzec na swiat ich
      oczami. Jeszcze raz przezyc ta magiczna radosc ze zwyklych spraw.
      Aby miec kogo uczyc rzeczy ktorych my nauczylismy sie za pozno. Aby
      miec kogo kochac.

      Moze powinnas po prostu troche poczekac. Troche dojrzec. Moze za
      kilka lat?
      • zarafi Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 12:22
        > Moze powinnas po prostu troche poczekac. Troche dojrzec. Moze za
        > kilka lat?

        Argument "trochę dojrzeć" jest jednym z najbardziej bzdurnych argumentów z
        jakimi można się spotkać w dyskusji o dziecku. Ja kiedyś chciałem mieć dzieci,
        ale teraz dojrzałem i już nie chcę. Nie uważasz, że to działa też w drugą stronę?
      • bracialwieserce titta 09.02.10, 12:50
        Pierwsza część Twego postu to "typowe" gadanie domorosłego psychologa? Jak Ci
        pasuje to: mój kuzyn miał nieciekawe dzieciństwo - Ojciec alkoholik, matka
        bierna sam ma dziecko, alkoholu nie pije, córkę kocha i sam z siebie chodził co
        by się dowiedzieć czy aby ok z nim wszystko na terapię dla DDA! Takie pisanie o
        nieszczęśliwym dzieciństwie etc. to jedno wielkie chrzanienie z całym szacunkiem
        dla Ciebie. Człowiek jako jedyny może pewne rzeczy rozpoznać przepracować etc.
        Gdyby więcej ludzi myślało niż spełniało stereotypowe wyobrażenia "życiu
        idealnym" - któż nie zna ludzi co mieli dziecko bo presja, bo tak wypadało, bo
        spróbujemy, bo nie było kasy na aborcję, bo "jako to będzie". Poza tym nie każdy
        się nadaje tak po prostu. Do rozrodu prócz braku problemów zdrowotnych nie
        trzeba mieć specjalnych uprawnień ot ruszać pewna częścią ciała - a może by tak
        głową? Do prawo jazdy trzeba mieć uprawnienia do innych rzeczy też a tu niestety
        byle lump może a potem są problemy! I czy doprawdy uważasz, że znakomite gro
        ludzi mających dzieci to ludzie "dojrzali". Poza tym bycie szczęśliwym
        niekoniecznie ma/musi być związane z posiadaniem { nie mam tu na myśli
        posiadania dziecka jak/niczym samochodu} potomka. To może być pewien wybór do
        całych życiowych puzzli a nie oczekiwanie, że jak się będzie miało dziecko to
        już happy forever a niektórzy tak niestety mają a potem zdziwienie? Nie
        spotkałaś takich osób? Którym dziecko miało coś zapewnić/zrekompensować/lub
        "miało być zupełnie inaczej" i zamiast brać sprawy tak jak leci rodzice
        próbowali "na swoją modłę" ukształtować coś co powinno trochę się samo
        "ociosać". Ja znam bardzo mało osób, które w ogóle powinny być rodzicami,
        stesty/niestety.
        • titta Re: titta 09.02.10, 14:49
          Wiesz, ja to napisalam ze swojego doswiadczenia: dziecka miec nie
          chcialam (swojego) bo po co sprowadzac kolejnego czlowieka na ten
          swiat aby sie meczyl. Za to chetnie adoptowala bym gotowego
          (odpowiedzialnosc za "sprowadzenie" odpada).
          Sama bylam dzieckiem nadwrazliwym i w zasadzie caly czas cos bylo
          nie tak. No i na takiego czlowieka wyroslam. Z rodziny normalnej,
          kochajacej sie, ani sladu patologi.
          Zmiana podejscie do zycia, siebie i ludzi (czyli: zaakceptowanie
          siebie, nauczenie sie widziec pozytywow w kazdej sytuacji i cieszyc
          sie z zycia) wymagala kilku lat pracy nad soba (przy wspopracy
          przyjaciol).
          Jednym ze skutkow "ubocznych" bylo przestanie postrzegania
          splodzenia dziecka jako wyrzadzenie mu krzywdy :)

          Dziecinstwo szczesliwe/nieszczesliwe i postrzeganie swiata jako
          dobrego/zlego to sprawa niezwykle subiektywna. Wbrew pozora nie
          wiele ma wspolnego z okolicznosciami.

          Bardzo czesto ludzie z tzw. dobrych, zamoznych, wyksztalconych
          rodzin nie potrafia sie cieszyc zyciem. Tacy ludzie jak mowisz,
          sie "nie nadaja". Jesli im to odpowiada, nie ma sprawy. Ale juz samo
          rozwazanie sprawy pod kontem "niestabilnego swiata" swiadczy, ze cos
          jednak w pozadku nie jest. Czasem sami sie ze swoim pesymizmem i
          egoizmem mecza.

          Owszem, nie wszyscy ludzie posiadajacy dzieci sa dojrzali. Dlatego
          nikomu nie powiem, ze dziecko powinien miec. Za to powiem, aby
          poczekal, nabyl doswiadczen i ...popracowal nad soba. Nad swoimi
          motywacjami tez. Wiekszasc tego o czym piszesz, czyli, ze dziecko ma
          cos zrekompensowac/zapewnic/spelnic konkretne oczekiwania wynika
          wlasnie z tradycji rodzinnej (ci ludzie sami tak byli wychowywani) i
          pozniejszych problemow. I tym warto bylo by sie zajac: problemami z
          soba. Posiadanie dziecka ich nie rozwiaze.

          • bracialwieserce Re: titta 09.02.10, 16:48
            titta napisała:
            Za to chetnie adoptowala bym gotowego
            > (odpowiedzialnosc za "sprowadzenie" odpada). No chyba żartujesz? A co ma
            urodzenie to znaczy, że dziecko adoptowane wszystkie "lęki" strachy etc. by
            eliminowało z samego tytułu, że urodziła je inna kobieta?
            > Sama bylam dzieckiem nadwrazliwym i w zasadzie caly czas cos bylo
            > nie tak. No i na takiego czlowieka wyroslam. Z rodziny normalnej,
            > kochajacej sie, ani sladu patologi.
            > Zmiana podejscie do zycia, siebie i ludzi (czyli: zaakceptowanie
            > siebie, nauczenie sie widziec pozytywow w kazdej sytuacji i cieszyc
            > sie z zycia) wymagala kilku lat pracy nad soba (przy wspopracy
            > przyjaciol).
            Nie wszędzie da się zauważyć same pozytywy! To też choroba tychże czasów, że
            wszyscy chcą być popularni, być bogaci {nawet jak sobą nic nie reprezentują ,ani
            pomysłów na "siebie" nie mają}. Są takie rzeczy które stawiają to wszystko {
            istnienie} w nieciekawym świetle i czasem po prostu nie da się wyciągnąć z tego
            czegoś więcej no niestety! Dlatego, często bycie taką "śmieszką" to też pewnego
            rodzaju parasol i skorupa chroniąca przed zderzeniem z REALNYMI naprawdę
            ciężkimi problemami. Jasne trzeba je pokonywać ale jak się da a pewne rzeczy
            choć tak fajnie jest powiedzieć, że cierpienie ma głębszy sens i wymiar można o
            kant d...y potłuc.

            > Dziecinstwo szczesliwe/nieszczesliwe i postrzeganie swiata jako
            > dobrego/zlego to sprawa niezwykle subiektywna. Wbrew pozora nie
            > wiele ma wspolnego z okolicznosciami. A tu się nie zgodzę bo wielokrotnie ma.
            >
            > Bardzo czesto ludzie z tzw. dobrych, zamoznych, wyksztalconych
            > rodzin nie potrafia sie cieszyc zyciem. Tacy ludzie jak mowisz,
            > sie "nie nadaja". Jesli im to odpowiada, nie ma sprawy. Ale juz samo
            > rozwazanie sprawy pod kontem "niestabilnego swiata" swiadczy, ze cos
            > jednak w pozadku nie jest. Czasem sami sie ze swoim pesymizmem i
            > egoizmem mecza.
            A nieładnie bo nie uważam, abym gdziekolwiek wspomniała o tych zamożnych
            rodzinach! Straszne - kolejne stereotypowe myślenie. Kompleksy, miałaś taki
            przykład w rodzinie czy uważasz, że tak jest z obserwacji { widziałaś ze 3 takie
            przypadki i rozciągasz to na całe rodziny "zamożne"?}, czy znasz ze "słyszenia"?
            Strasznie fałszywy obraz!? Ja znam ludzi z różnych środowisk i to naprawdę jest
            coś czego nie da się wypośrodkować. Znam faceta, który miał wszelkie szanse aby
            pójść w ślady rodziców a nie zrobił tego - po drodze spotkał sensowne fajne
            osoby, które mu pokazały "inny świat", mam koleżankę, której rodzice prócz
            posiadania kasy i rozumu mają serce dziewczyna zwiedziła kawał świata, włada
            paroma językami - i pomaga organizacjom pozarządowym. Świat nie jest czarno -
            biały a z Twego postu wychodzi coś mniej więcej takiego, że bogaczy dzieci mają
            poprzewracane w głowach i nie wiedzą, że proste rzeczy są najważniejsze { zauważ
            ilu ludzi obojętnie jakiego są stanu majątkowego ma je na co dzień i ma je
            głęboko w d...} a patologia, margines lub ubodzy materialnie { nie duchowo bo to
            co innego} POSIADLI mityczny cel życia/sens.
            Co człowiek to ten "sens" trochę inny!
            >
            > Owszem, nie wszyscy ludzie posiadajacy dzieci sa dojrzali. Dlatego
            > nikomu nie powiem, ze dziecko powinien miec. Za to powiem, aby
            > poczekal, nabyl doswiadczen i ...popracowal nad soba. Nad swoimi
            > motywacjami tez. Wiekszasc tego o czym piszesz, czyli, ze dziecko ma
            > cos zrekompensowac/zapewnic/spelnic konkretne oczekiwania wynika
            > wlasnie z tradycji rodzinnej (ci ludzie sami tak byli wychowywani) i
            > pozniejszych problemow. I tym warto bylo by sie zajac: problemami z
            > soba. Posiadanie dziecka ich nie rozwiaze.
            To niekoniecznie wynika z problemów z domu rodzinnego wyniesionych - są ludzie
            którzy po prostu tych dzieci nie chcą a są dojrzali i odpowiedzialni tak po
            prostu - w ich księdze życia ich nie ma - dzieci! Naprawdę urodzenie/posiadanie
            potomstwa nie jest wyznacznikiem czegokolwiek a już na pewno nie tego, że taki
            człowiek jest empatyczny, dobry, dojrzały etc. Inaczej urodzenie dziecka /bycie
            rodzicem trzeba by zapisywać na receptę w ramach tworzenia "lepszego świata".
            >
    • myosotis86 Re: Nie chcę mieć dziecka... 03.02.10, 22:06
      Z dzieciństwem byc moze jest to zwiazane. Kilkuletnia terapia pomogła na wiekszosc rzeczy, ale nie zmieniła tego przekonania :) oczywiscie miewam momenty słabości, gdy myślę, że moze jednak mogłabym miec dziecko i tego się boję najbardziej. Spłodzę je w przypływie słabości, a pozniej całe zycie bede myśleć tylko o tym, ze nie powinnam była, bo przeze mnie cierpi...
    • panna.m.igotka Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:02
      myosotis86 napisała:

      > Czy obecnym tutaj Matkom nie wydaje się czasami, że posiadanie
      potomstwa to ego
      > izm? Sprowadzamy je przecież na taki świat, jednocześnie skazując
      je tym samym
      > na cierpienie, choroby, wszelkiego rodzaju ból, którego przecież
      nie unikną.

      Może to jakaś obawa przed życiem; otaczającym Cię światem. Sama w
      nim nie czujesz się dobrze i zakładasz, że Twój przyszły potomek jak
      dorośnie i wejdzie w dorosłe życie to będzie mu źle; tak jak Tobie.

      Nie sądzę aby posiadanie potomstwa było egoizmem. Dla mnie to czysta
      biologia. Mój doktor na uczelni zwykł mawiać, że "jest
      nieśmiertelny, bo ma córkę, a dzięki niej jego geny krążą w
      przyrodzie". Głównym celem istnienia człowieka, jako zwierzęcia
      umiejscowionego na najwyższym szczeblu drabiny łańcucha pokarmowego,
      ale także i innych istot żywych, jest przekazanie genu, czyli
      ewolucja. Oczywiście towarzyszą temu procesy niezbędne do
      funkcjonowania, czyli zdobywanie pożywienia i inne potrzeby natury
      iście fizjologicznej. Ale nie możemy zapominać, że rządzą nami
      hormony, feromony i inne "specyfiki biochemiczne", dzięki którym my
      kobiety wybieramy właściwego samca, a mężczyźni odpowiednią samicę,
      który będzie posiadał lub która będzie posiadała geny najbardziej
      właściwe (czyt. silne) aby nasze potomstwo przetrwało. Mnie bardziej
      nurtuje aspekt łączenia ludzi w związki, bo przecież nie jest to w
      naturze biologicznej człowieka, jako zwierzęcia stadnego. Ale to już
      rozmowa na inny temat :) To smutne, ale tak na prawdę tylko to po
      nas pozostanie - łańcuch genetyczny przekazywany we fragmentach
      naszym dzieciom, a raczej wnukom ;)Wybacz ale takie już moje
      spaczenie zawodowe ;)

      Osobiście też nie chcę mieć dzieci; Zastanawiam się czemu? Może nie
      jestem gotowa aby brać odpowiedzialność za drugiego człowieka,
      jestem wiecznym dzieckiem i nie dorosłam do roli matki,
      jestem "przyrodniczym bublem genetycznym" ponieważ nie odczuwam
      instynktu macierzyńskiego, jestem wygodnicka bo wolę chodzić spać o
      2 w nocy, a wstawać o 12 w południe, a może obawiam się, że
      pojawienie się dziecka spowoduje całkowite wywrócenie mojego
      obecnego życia do góry nogami, że przestanę mieć czas na własne
      przyjemności i robienie różnych rzeczy, których nie będę mogła robić
      przy dziecku z powodu braku czasu itp.

      Znam wiele kobiet i mężczyzn, którzy posiadając dziecko lub dzieci,
      są niezmiernie szczęśliwi z tego powodu. Dla nich dzieci to radość
      życia, nie wiem jak to opisać. Spędzany z dziećmi czas wolny jest
      dla nich czymś bezcennym, niestety czasem z lekką przesadą patrzą w
      te swoje dzieciaki jak w malowane obrazki; czego nigdy nie będę w
      stanie zrozumieć.

      Moim zdaniem jesteś jeszcze młodą osobą, mężatką, dla której może
      jeszcze nie przyszła pora na taki skok w dorosłość. Masz inne
      priorytety, cele i plany życiowe. Nie poszukujesz stabilizacji i w
      głębi siebie czujesz, że to jeszcze nie pora; jeszcze nie teraz. A
      może nasłuchałaś się od rodziny na temat wychowywania dzieci i po
      własnej analizie stwierdziłaś, że nie chcesz tego przeżywać co inne
      młode matki.
    • agnienienia Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:28
      Nie dziwię Ci się, ja będąc w Twoim wieku w ogóle nie myślałam o
      dziaciach, miałam inne priorytety, chciałam podróżować, bawić się,
      rozwijać umiejętności, poznawać ludzi- to było ważne:).
      Później poznałam swojego obecnego męża, wybuchła miłość, wspólne
      spędzanie czasu, podobne patrzenie na świat, zainteresowania, pasje,
      decyzja o ślubie i przyszła wielka chęć na posiadanie dzieci.
      I mamy bliźnięta:)))), myślę, że to całkiem naturalne:)))).
      Pozdrawiam, masz jeszcze czas:).
    • goldenleo Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:29
      oj młodziutka jesteś i tyle :) kto w wieku 24 lat myśli o dziecku? Z Tobą
      wszystko ok, zapewniam :) Dziwiłabym się, gdybyś teraz pisała o przypływie
      wielkich macierzyńskich emocji, rozbudzeniu instynktu etc. Poczekaj jeszcze
      kilka lat (może 10? :) i napisz nam, co czujesz i czego pragniesz ;)
      • malgosienka88 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 14:26
        Nie byłabym taka pewna. Ja mam 22 lata. O dziecku marzyłam już dawno. Teraz jestem przeszczęśliwa, że niedługo moje maleństwo przyjdzie na świat. A chcę mieć dzieci nie ze względu na egoizm, ale właśnie dla nich. Aby pokazać im, jaki ten świat może być piękny, jak bardzo nawet drobiazgi mogą cieszyć. Żeby wychować je na ludzi wrażliwych i gotowych do pomocy innym.
    • patrykbj Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:36
      Dziecko wiele zmienia.
      Wlasciwie zmienia wszystko o 180 stopni.
      Dziecko to wiele pracy i obowiazkow co najmniej tyle ile radosci.
      Pierwsze 2 lata to koszmar.
      Ale teraz fajnie jest spojrzec w te przepelnione miloscia oczy, posluchac
      szczerego smiechu, takiej prawdziwej szczerej radosci, ktorej nam doroslym brakuje.

      dzieci mozna miec i monza nie miec.
      to czy sa czy nie nie decyduje czy czlowiek jest ok czy nie.

    • f_jak_frustratka Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:41
      Dlatego, że nie zdają sobie sprawy co ich czeka po narodzinach dziecka. Dlatego
      że wokół trąbi się jakie to niesamowite szczęście - mieć dzieci. A prawda jest
      taka, że w "życiu piękne są tylko chwile". I tylko chwile są piękne w
      macierzyństwie i ojcostwie. Reszta to ciężka orka. I wszystko zależy od twojego
      poczucia humoru.
    • ms.wrong Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 10:45
      Domyślam się, dlaczego chcą.
      Bo mają wdrukowane biologicznie, że mała pulchna istotka o okrągłych proporcjach
      ich wzrusza i wywołuje potrzebę opieki (dlatego za słodki uważa się również małe
      kotki, niedźwiadki, króliki itp.).
      Bo chcą mieć opiekę na starość (dziecko tego nie gwarantuje, ale tego nie widzą).
      Bo są konformistami i robią to, co wszyscy.
      Bo nic innego w życiu nie osiągną i dzieci im wystarczają.
      Bo chcą przekazać swoje geny.

      Sama nie mam i mieć nie chcę. I nie będę mieć.
      • anek80 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 11:12
        Te forumowe wątki nt. dlaczego chcecie/nie chcecie mieć dzieci stają
        się już nudne.
        Nie wszyscy chcą mieć dzieci... również wśród tych, co je mają. Inni
        bardzo pragną, a nie mogą mieć własnych. Ludzie się różni, różne
        mają motywacje i potrzeby.
        Do autorki wątku: w wieku 24 lat w ogóle nie myślałam o dzieciach.
        Inne sprawy mnie zajmowały. Uważałam i nadal uważam, że to jeszcze
        zbyt młody wiek na potomstwo. Teraz mam lat 30 i dopiero od jakiegoś
        czasu czuję pragnienie posiadania dziecka. Dlaczego? Bo tak. Po
        prostu. To się czuje i już. Bo dojrzałam do tego - w sensie
        emocjonalnym, psychicznym, społecznym. Bo mam stabilną sytuację
        materialną. Bo mam kochajacego męża, z którym chciałabym mieć
        dziecko. Bo on też tego bardzo pragnie. A zresztą, kogo to w sumie
        obchodzi?
    • alza73 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 11:22
      Żeby jak wieczorem jestem strasznie zmęczona i malucha położę spać,
      a on woła mnie bo chce się wody napić, bo piesek źle leży, bo... i
      kiedy już mi się wydaje, że nie wytrzymam (9-10 podejście) a on
      mówi, że chciał mi tylko powiedzieć, że kocha mnie i lubi. A ja go
      też najbardziej na świecie.
    • antykonformista powody można podzielić na dwie grupy 09.02.10, 11:33
      ... a sam fakt posiadania na trzy. wiadomo - dochodzi "wpadka". Co do samej
      chęci zaś, to dzielimy ją na powody racjonalne (dobre) i nieracjonalne (upodlone
      konformistycznie).

      powody dobre, to wiadomo: dwoje kochających się ludzi, chęć wzbogacenia miłości,
      gotowość i dojrzałość do wychowania "następnego pokolenia". tak naprawdę - jedna
      na kilkadziesiąt rodzin to ma.

      o wiele częstsze są powody irracjonalne, gdzie indoktrynowana i otumaniona przez
      społeczeństwo jednostka po prostu ulega presji. lub ma jakieś braki, które chce
      sobie załatać dzieckiem. no a jeśli potrzebujesz głębszej typologii, to wygląda
      to mniejwięcej tak:

      1. presja rodziny (bo mamusia chciała zostać babcią a mamusi trzeba słuchać)
      2. presja znajomych (co ty stary, masz 30 lat i nie masz dzieci? co ty bezpłodny
      jesteś? strzelasz ślepakami, hahaha!)
      3. kaprys (mamy już pieska yorka, kotka persa to jeszcze dzidziuś się przyda)
      4. posiadanie dzieci jest modne (ma je Urbańska i Cichopek)
      5. bo dziecko uratuje nasz związek (tonący, w tym przypadku, "brzytwy się
      chwyta", niestety)
      6. chęć posiadania władzy nad kimś (nie bez powodu politycy mają zwykle dużo dzieci)
      7. chęć posiadania darmowej opieki na stare lata (przysłowiowa już "szklanka wody")
      8. chęć odreagowania dzieciństwa, coś na kształt "wojskowej fali" ( rodzice byli
      wymagający i srodzy, muszę tego posmakować od drugiej strony)
      9. niedobory uczuć (rodzice mnie nie kochali, partnerzy mnie nie kochali, tylko
      dziecko naprawdę mnie pokocha)
      10. chęć bycia w centrum zainteresowania i zwrócenia na siebie uwagi (jedni mają
      próby samobójcze, inni "robią sobie" dziecko)
      11. zwykły bezrefleksyjny zwierzęcy pęd na przekazanie genów, instynkt (typowy u
      ludzi mało inteligentnych).


      • czarna_mysz Re: powody można podzielić na dwie grupy 09.02.10, 21:09
        Czytam te bzdury i mi się w głowie nie mieści, dobrze że nie będziesz miał
        dzieci to może dostaniesz jeszcze po śmierci nagrodę Darwina za to, że Twoje
        głupie geny umrą. Jeżeli Twoim zdaniem ''mało inteligentni" się tylko rozmnażają
        to albo jesteś sztucznie zrobiony albo Twoja mam do takich osób należy. Nie
        wolno zapominać, że dalej jesteśmy zwierzętami i zawsze nimi będziemy. Naszym
        celem jest dać potomstwo. Tylko słabe jednostki nie dają i umierają samotnie.
        • antykonformista proponuję nauczyć się czytac ze zrozumieniem. 09.02.10, 21:51
          Wyraźnie napisałem, że jest wiele (w skali świata to miliony) par, które mają
          dzieci z zacnych i sensownych powodów. oraz równie wiele, którym zdarzyła się
          wpadka, więc poza brakiem wiedzy lub wyobraźni w trakcie stosunku, niewiele im
          można zarzucić.

          Wszystkie te punkty, które wymieniłem to były patologie. Które rzecz jasna się
          zdarzają i to bardzo często, ale jednak patologie. Zaś podpunkt 11 dotyczył
          ludzi, którzy są na tyle mało inteligentni i wykształceni, że nie wiedzą nawet
          co to są geny. Więc nie martw się, nie pisałem o Tobie.

          Swoją drogą, ciekaw jestem kobieto, który to podpunkt tak NAPRAWDĘ Cię zabolał.
    • hurricanei Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 11:57
      Wg. najnowszych teorii naukowych za wszystkie nasze zachowania, postępowanie, a także za sposób myślenia odpowiedzialne są geny, czyli najmniejsze cząstki DNA umieszczone w jadrach naszych komórek. Cząstki te wszelką cenę chcą" przetrwać, aby to było możliwe muszą się replikować. Ta cecha tych samolubnych cząstek w których zawarta jest informacja o nas samych trzyma nas przy życiu (tzw. instynkt przetrwania) i każe się rozmnażać (tzw. instynkt zachowania gatunku) i nie ma to nic wspólnego z nasza wolą. Jeśli jednak ktoś (Ty) nurza się w filozoficzne kwestie typu "nie chce sprowadzać nowego pokolenia na ten padół łez, bo tu choroby, cierpienie i ból (czy sama tak myślisz o swym życiu, czy nie zauważasz piękna tego świata i zapierającej dech w piersiach możliwości jego przeżywania i uczestniczenia w jego zmienności?) to jest albo nieprawdziwe, nieszczere, albo wynika z dominacji jakiegoś genu, który może prowadziłby do zagłady gatunku, gdyby został powielony w przyszłych pokoleniach, ale ze nie zamierzasz mieć potomstwa, nie przekażesz genu potomnym i w ten sposób ocalisz gatunek ludzki przed zagładą :-)Richard Dawkins, najwiekszy autorytet genetyki i jej popularyztor w jednej ze swych książek pisze: "Umrzemy, i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy sie nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistosci nigdy nie przyjda na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na arabskiej pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci wieksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba mozliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie mysmy sie na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie. Należymy do nielicznych, którzy na tej loterii narodzin trafili szcześliwy los. Jak mozna w tej sytuacji mieć czelność skomlec na myśl o nieuchronnym powrocie do stanu z którego tak wielu nigdy nie miało szansy wyjść?" Tak więc narodziny i zycie to jedyny sposób aby poznać ten wyjatkowy swiat, a takze jedyny sposób na niesmiertelność przez przekazanie zycia nastepnym pokoleniom. Spróbuj o tym mysleć w ten sposób, a moze zmienisz zdanie.
    • baalsaack Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 12:00
      Widzisz, myosotis86, większość odpowiedzi potwierdza to, o czym mówisz - ludzie
      piszą o SWOICH potrzebach, o wzbogacaniu SWOJEGO związku itp. Natomiast mało kto
      zastanawia się nad tym, że decyzja o sprowadzeniu na ten świat nowego życia nie
      dotyczy tylko nas samych.
      • anek80 Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 14:40
        A ja się z tym nie zgadzam. Każdy normalny człowiek, który świadomie
        planuje powiększenie rodziny, zastanawia się nad tym czy będzie
        dobrym rodzicem, czy będzie potrafił dziecko wychować, odpowiednio
        się nim zaopiekować. Myśli o tym, jakie ono będzie w przyszłości,
        jak mu się życie ułoży i czy będzie szczęśliwe. Myśli więc nie tylko
        w kategoriach swoich potrzeb ale też, a może nawet przede wszystkim,
        dobra dziecka. Dlatego właśnie wielu ludzi odkłada tę decyzję na
        później albo w ogóle rezygnuje z posiadania potomostwa.

        Ale gdyby każdy myślał w kategoriach katastroficznych, że powołuje
        na ten straszny świat kolejną nieszczęśliwą istotę więc lepiej tego
        nie robić, to by ludzkość wyginęła. Ja w każdym bądź razie czuję się
        szczęśliwą osobą, umiem czerpać zadowolenie z życia, więc mam
        nadzieję, że moje dziecko też będzie szczęśliwe...
    • my-alena Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 12:05
      > Czy obecnym tutaj Matkom nie wydaje się czasami, że posiadanie potomstwa to ego
      > izm? Sprowadzamy je przecież na taki świat, jednocześnie skazując je tym samym
      > na cierpienie, choroby, wszelkiego rodzaju ból, którego przecież nie unikną.
      >

      Jeżeli uważasz, że nie masz nic więcej do zaoferowaniam i dania dziecku to
      lepiej ich nie miej.

      Moim zdaniem jesteś nieszczęśliwa, może masz depresję, może tylko zakręt
      życiowy, może życie Cię doświadczyło, może walczysz z chorobą, nie wiem. Wiem
      natomiast, że problem jest w Tobie. Przeciętna 24 latka nie postrzega życia
      przez pryzmat cierpienia, bólu czy choroby.
      Życie nie jest bajką, ale ma wiele do zaoferowania, trzeba umieć z niego
      czerpać, dawać i brać , cieszyć się dobrymi chwilami, stawiać czoło problemom.
      Można być szczęśliwym i postrzegać życie jako fajny dar (można się bawić,
      czytać, podróżować, słuchać muzyki, oglądać filmy, pracować, rozwijać pasję i
      uczyć się) i można tego wszystkiego nauczyć dziecko.
      Mam nadzieję, że przekażę moim dzieciom umiejętność czerpania siły z dobrych
      chwil :)

      Alena
    • barszcz.sosnowskiego Re: Nie chcę mieć dziecka... 09.02.10, 12:28
      Dzieci są wspaniałe! Wystarczy, że odpowiednio zagospodarujecie im czas, by nie
      widzieć ich zbyt często.

      Młodszymi mogą się zajmować - oczywiście w innej części domu - nianie/mamki,
      podczas gdy Ty z mężem będziecie popijać bordeaux lynch bages przy rozpalonym
      kominku.
    • antekcwaniak Pierwszy raz jakaś matka pisze tutaj z sensem. 09.02.10, 13:19
      Nie chcesz mieć dzieci to nie decyduj się na to. Nie poddawaj się modom i
      naciskom rodziny, bliskich, znajomych oraz otoczenia. To Twój wybór !!! Ja też
      nie chcę ich mieć. Znalazłem kobietę, która ich także nie chce. I jesteśmy
      szczęśliwi. Nie tylko mając dziecko można byc szczęśliwym.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka