amblela
12.02.10, 10:29
Nawet nie wiem jak formułować zdania, które chcę tu napisać...Mętlik w głowie. Wybaczcie. Wczoraj kolejny raz mąż zostawił mnie samą sobie. Nie rozmawia ze mną. Odwraca głowę i już. Na nic prośby, płacz (nie jakiś udawany- prawdziwy- serce mi pęka). Nic nie rozumiem. Jesteśmy małżeństwem 1,5 roku. Mamy roczne dziecko. Ślub z mojej strony z wielkiej miłości.Po ślubie coś się zmieniło. Zrzucałam to na moją ciążę. Nie rozwiązane problemy. Ciągle kłótnie. Szarpaniny. Jestem nerwus. To fakt, ale czy maż, który celowo wyprowadza mnie z równowagi nie jest temu współwinny? Nie rozwiązujemy problemów, bo on nie chce rozmawiam. Ciągle mi powtarza, że to ja mam problem. Nie on. On jest biedny i nieszczęśliwy, bo ma żonę wiecznie marudzącą...Jak ja mam się godzić na ignorancję? Wszystkie ważne decyzję podejmuje sam, zakupy robi on, on trzyma kasę. Gdy przychodzą do nas znajomi jest bardzo mną zaoferowany. Nadskakuje mi. Gdy wychodzą - nie odzywa się do mnie ani słowem. Laptop + tv + czasami browar lub poprostu idzie spać. Nigdy się nie przytula. Wszystko z mojej inicjatywy. Seks też. On nie ma potrzeby. Przynajmniej ze mną. Na pytania czy ma kogoś - stanowczo zaprzecza. Mówi, że sobie wymyślam. Nie mam jak tego sprawdzić, niestety. Muszę wierzyć, choć jest ciężko. Śmieje się ze mnie jak mu coś cokolwiek opowiadam. Mówi, że tylko czytam fora i gadam głupoty i nic nie wiem o życiu. Poniża mnie. Wyzywa. Boję się o sobie. chciałabym odejść jednak nie jestem się wstanie utrzymać z dzieckiem. Zagroził mi, że jeżeli chcę odejść to tylko sama - bez dziecka. To dla mnie straszne. Próbowałam go tłumaczyć na wiele sposobów. Potrafię o wszystkim zapomnieć dla kilku dobrych chwil. Jak długo mam się zatracać dla kogoś, dla kogo nic nie znaczą moje łzy, moja rozpacz, mój strach...Ja bym go nigdy nie zostawiła gdyby się czymś martwił, smucił, zawsze byłam gotowa do pomocy, wysłuchania itp. On nigdy.