Nie tak chciałam żyć...

04.03.10, 11:05
Jestem mężatką...od 2 tygodni, co czuję..rozczarowanie. Problemem jest praca..wiem, takie czasy, ciągły brak czasu, zabieganie. Ale dlaczego aż do takiego stopnia?Mój mąż od ślubu z domu wychodzi rankiem, wraca kolo 18 po to żeby znowu siąść przed komputerem i pracować do nocy.
Nie ma czasu na rozmowę...on tłumaczy, że nie ma wyjścia, że MUSI pracować a to ja jestem tą złą, która go nie wspiera...
Ja też pracuję ale nie 15 godzin na dobę a 8...czy to ze mną coś jest nie tak?
Ważne jest też to...że mąż nie robi tego dlatego że brakuje nam na życie:(
Jak to życie będzie wyglądać za kilka lat, jeśli już teraz tak to wygląda...?
    • i.ola1979 Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 14:22
      Moja droga takie jest życie!Ja z mężem widzę się codziennie mniej więcej 3 godziny. Kiedy ja wychodzę do pracy on jeszcze śpi a kiedy ja przychodzę jego już nie ma.On wraca do domu o 19 a ja ok. 22 kładę się spać (bo jutro trzeba rano wstać). A te 3 godziny które teoretycznie mamy dla siebie dzielimy jeszcze między dziecko bo to ono jest w tym momencie najważniejsze. Ja to już się chyba do takiego życia przyzwyczaiłam! Czy jest możliwość żeby to zmienić? U nas nie bardzo!
      • kasienka-5 Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 15:15
        u mnie jest dokładnie tak samo. jak wychodzę do pracy to mąż śpi, albo dopiero
        się budzi. A jak ja wracam to już go nie ma. Jak wraca do domu to zajmuje się
        dziećmi (9 miesięczne bliźniaki)a mam chwileczkę czasu dla siebie. Czyli mogę
        coś tam posprzątać, ugotować obiad.
        bardzo rzadko zdarza się, że spędzamy razem popołudnie. Nie mówiąc już o
        weekendach. Takie życie.
        Proponuję porozmawiać z mężem, powiedzieć mu o swoich obawach. Może zrozumie, że
        takie zachowanie oddali was od siebie i poświęci ci troszkę więcej czasu
        • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 18:40
          Dziekuje Wam za odpowiedzi...ehh, czyli życie, tak to widocznie bedzie musialo wygladac...tylko nie macie czasem wrazenia ze zycie przecieka Wam przez palce?ze traci sie to, co naprawde wazne?bo takie 'mijanie sie w drzwiach' naprawde moze oddalic:(
          • marzeka1 Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 20:03
            A dla mnie praca 15 godz. na dobę to absurd, no chyba że nie ma wyjścia. Tu
            jednak kobieta jest 2 tygodnie po ślubie, a mąz zachowuje się jak stary piernik:
            praca, a potem do kompa. Pytanie: przed ślubem nie wiedziałaś, jakie ma
            podejście do pracy???
            • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 21:04
              Wiedziałam, tzn. zdarzały sie juz takie okresy gdy pracowal duzo, ale miescilo
              sie to w normie, od pol roku nawet bylo normalnie...do teraz. Mowi ze ma tyle
              pracy ze musi ja zabierac do domu...ale czemu akurat w tym momencie...i nie
              widac szansy na zmiane
              • marzeka1 Re: Nie tak chciałam żyć... 04.03.10, 21:09
                "..ale czemu akurat w tym momencie.."- nie wiem, dlaczego, ja 2 tygodnie po
                ślubie byłam w pensjonacie w górach i z łóżka prawie z mężem nie wychodziłam.
                Dla mnie to nie jest normalna sytuacja.
                • kasienka-5 Re: Nie tak chciałam żyć... 05.03.10, 19:06
                  owszem trochę oddalamy się od siebie ale cóż takie życie. U mnie ogólnie
                  sytuacja skomplikowana ale to inny temat
                  • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 05.03.10, 20:37
                    Dlaczego skomplikowana?a powiedz prosze, spodziewalas sie ze tak to bedzie
                    wygladac...?troche to przykre "oddalamy sie od siebie,ale coz takie zycie":(
                    • kasienka-5 Re: Nie tak chciałam żyć... 06.03.10, 19:27
                      nie spodziewalam sie tego. jestem typem osoby ktora jest samodzielna ale jednak
                      czasem poprostu nie mam siły. a mój mąż nie zawsze to rozumie
                      • kasienka-5 Re: Nie tak chciałam żyć... 06.03.10, 20:15
                        w sumie juz sie przyzwyczailam tylko czy mozna sie przyzwyczaic do czegos
                        takiego, chyba nie ....
                • titta Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 12:57
                  Chwileczka...
                  Jak dlugo mieszkaja razem? Moze sie soba juz zdazyli znudzic i "nie
                  wychodzenie z lozka" raczej juz w gre nie wchodzi? Mmoze dla niego
                  slob to byla formalnosc, a nie romantyczno-podniosle wydazenie jak
                  to zwykle jest dla kobiet. I w tym jest problem, a nie w samej pracy.

                  Inna kwestja, to to, ze skoro wczesniej bylo lepiej, to moze on
                  wlasnie w tym momecie ma nawal pracy (jakis kontrakt, projekt,
                  ekstra zlecenie, czy cos) i jak skonczy to znowu bedzie lepiej?
                • roman512 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:38
                  To wy z mezem nie pracujecie ze was stac na 2 tygodnie wolnego ?!
                  Nie kazdy sobie moze na to pozwolic.
              • roman512 Pewnia maz pracuje za kogos, bo recesja! 17.03.10, 14:37
                Pewnia maz pracuje za kogos, bo recesja i u niego w firmie zwolnili pare osob. No i on ma wiecej na glowie.

                Wolisz bezrobotnego meza, takiego pracujacego 8 godzin dziennie smazac frytki za 1100zl miesiecznie - czy takiego ktory pracuje ciezko, za przyzwoite pieniadze?
      • roman512 Dziekuj Bogu za takeigo meza niewdziecznico! 17.03.10, 14:35
        Powinnas byc dumna ze twoj maz OSTRO ZAPIEPRZA, zeby WAM bylo jak najlepiej.

        Facet stworzony jest do harowki, a kobieta do zarzadzania wszystkim w domu i wspierania meza.

        Odpowiedz sobie na pytania: Czy chcialabys miec meza ktory NIC nie robi i to TY musisz na niego pracowac?

        Wspieraj meza, NIGDY nie wypominaj mu tego ze pracuje za duzo!
        Zamaist tego podejdz do tego "biznesowo", po prostu umawiajac sie konkretnie - ze np. w piatki chodzicie zawsze do kina i kolacje, a co 3 weekend spedzacie za miastem w namiocie :)

        Mezczyzni tak juz maja ze poluja i pracuja - by tobie bylo dobrze (pomimo iz pracujesz).

        • phalene0 Re: Dziekuj Bogu za takeigo meza niewdziecznico! 17.03.10, 18:15
          Debilu!!! Masz niezłą siekę w głowie i g. zamiast mózgu nie zabieraj głosu popaprańcu!
          • aardvaark Re: Dziekuj Bogu za takeigo meza niewdziecznico! 17.03.10, 21:19
            Mama w domu tak się do Ciebie zwracała? Na obiad tak Cię wzywała z podwórka?
            "Debilu, kończ zabawę, bo zupa stygnie!", "Chodź już do domu, popaprańcu!".

            Ależ te fora internetowe to dziwny świat...
        • trans.sib Re: Dziekuj Bogu za takeigo meza niewdziecznico! 17.03.10, 20:17
          > Facet stworzony jest do harowki, a kobieta do zarzadzania wszystkim w
          domu i ws
          > pierania meza.

          No i jeszcze żeby zdechł na zawał w 42. urodziny.
          Buehehehehe
      • pendzacy_krolik g...o prawda! 17.03.10, 19:39
        i.ola1979 napisała:

        > Moja droga takie jest życie!

        jak w temacie. kasa was zaslepia. i tyle.
    • krzysztof-lis Re: Nie tak chciałam żyć... 07.03.10, 10:08
      A co to ma wspólnego ze ślubem, bo nie rozumiem?

      Raczej z pracą partnera, niż z samym faktem, że teraz jesteście małżeństwem.
      • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 08.03.10, 07:17
        Niby nic...poza faktem, że nasiliło się to od razu po ślubie
        • agatazieba Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:31
          a nie było tak, że przed ślubem najważniejsze było organizowanie
          śłubu, tudzież wesela i mąż teraz musi ponadrabiać?
          • lucusia3 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 23:48
            A ja myślę, że do niego dotarło, że ma rodzinę - żonę, będą dzieci. Przeraziła go odpowiedzialność, co będzie jak starci pracę, z czego będziecie żyć, jak ON się sprawdzi jako mąż i ojciec. Polskie społeczeństwo naciska ostro na facetów, nie tylko na baby.
            Daj mu ochłonąć i powolutku ucz, że on jest dla Ciebie ważny a nie jego dochody, że sobie poradzicie, bo łatwiej coś ciągnąć we dwójkę niż samemu, że nie oczekujesz, żeby to on Ciebie wlókł ale macie to robić razem. Nie rywalizacja czy zwalanie się na głowę, ale współdziałanie.
    • evrin Re: Nie tak chciałam żyć... 09.03.10, 11:47
      My na dlugo przed slubem ustalilismy priorytety w Naszym zyciu - dom i rodzina. Pieniadze szczescia nie daja choc oczywiscie sprawiaja, ze zycie jest przyjemniejsze :) Dlatego my pracujemy tyle, by moc je RAZEM wydawac na wspolne przyjemnosci. Maz pracujacy po 15h, gdy nie mamy finansowego noza na gardle? to raczej wspollokator nie maz.
      • wen_yinlu Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 16:01
        > nosci. Maz pracujacy po 15h, gdy nie mamy finansowego noza na gardle? to raczej
        > wspollokator nie maz.

        Dokładnie, a życie jest krótkie... Bez czasu dla siebie, wolnego czasu, to durna
        harówka, a i tak na koniec do piachu :/
      • turzyca wspollokator a maz 18.03.10, 01:56
        Maz pracujacy po 15h, gdy nie mamy finansowego noza na gardle? to raczej
        > wspollokator nie maz.

        Wspollokator:
        -dostaje grafik obowiazkow domowych do wykonania
        -ma oddzielne lozko
        -za klepniecie po pupie konczy mu sie umowa najmu ze skutkiem natychmiastowym
        -za probe zaciagniecia do lozka nie tylko umowa najmu konczy mu sie ze skutkiem
        natychmiastowym, ale jeszcze dostaje szalenie efektywna pomoc w natychmiastowej
        wyprowadzce. Jedna z metod jest przeniesienie jego wlasnosci poza teren via okno.
        W zasadzie jesli te warunki nie sa spelnione to, to nie jest wspollokator a
        partner. Partner zas od meza rozni sie brakiem zlozonego podpisu na pewnych
        dokumentach.
        Rozroznianie tych trzech osob: wspollokator, partner, maz jest naprawde
        uzyteczne. W zasadzie jest tak uzyteczne, ze wrecz konieczne do normalnego
        funkcjonowania.

        A co do pracowania 15 godzin na dobe bez noza finansowego na gardle: inne noze
        tez bywaja. Np. honor - jesli kumple ratowali mnie przed slubem, dajac mi luz na
        zalatwianie moich spraw, to teraz czlowiek honoru rewanzuje im sie i odpracowuje
        swoje. Albo tez po prostu rodzaj pracy - koniec projektu, to jest koniec
        projektu, czasem trzeba nie tylko pracowac 16 h na dobe, ale tez zarwac kilka
        nocy. Albo takie obrzydlistwo jak okres odnowieniowy w branzy ubezpieczeniowej.
        Czasami w zyciu zdarzaja sie takie sytuacje, ze musimy sobie narzucic wariackie
        tempo pracy. I naprawde jedyne co mozemy zrobic jako druga strona to po prostu
        wspierac partnera, a nie jojczyc dekonstruktywnie. Oczywiscie zakladajac, ze
        sytuacja jest naprawde przejsciowa.

        PS A najlepsza metoda dzialania wobec meza to przyjecie zlotej zasady:
        "mezczyzna jest urzadzeniem prostym, jak chce sie uzyskac efekt, to trzeba wydac
        prosty komunikat". Polecam "komunikacje bez przemocy" znana tez jako "jezyk
        zyrafy" jako trening do wydawania prostych komunikatow.
    • megi1973 Re: Nie tak chciałam żyć... 09.03.10, 12:23
      jak ja nie lubię takich marudnic!!! jak mąż po południu siada przed
      kompem-to ty masz czas dla siebie!!! zrób sobie maseczkę, obejrzyj
      film albo umów się z koleżanką.Nie masz jakiś zainteresowań?
      Najgorsze są te kobiety co by chciały kłapać paszczą o duperelkach a
      facet ich nie słucha:( Po godz.22.00-jak mniemam macie czas dla
      siebie;).Poza tym-weekendy
      • an-nna Re: Nie tak chciałam żyć... 13.03.10, 19:41
        jejku kochany jaka to durna odpowiedz!!! aż się masa slow na usta ciśnie
        przecież trzeba mieć trochę zrozumienia dla 2giej osoby i jak Cie taki temat
        meczy to lepiej nic nie pisz bo nikomu tym nie pomagasz.
    • alicja_ala Re: Nie tak chciałam żyć... 09.03.10, 16:46
      Jestem mężatką...od 2 tygodni
      ?Mój mąż od ślubu z domu wychodzi rankiem, wraca kolo 18 po to żeby
      znowu siąść przed komputerem i pracować do nocy.

      a tak zapytam, co robil 3 czy 4 tygodnie temu??
      • megi1973 Re: Nie tak chciałam żyć... 10.03.10, 08:59
        to trzeba było nie wychodzić za mąż!!! albo szukać bardziej
        dyspozycyjnego czasowo!!! a najlepiej-zrób sobie dziecko to bedziesz
        miała zajęcie na całe popołudniaaa
        • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 10.03.10, 09:05
          Nie rozumiecie! Nie chodzi o to, że nie potrafię sobie czasu zająć, że nie mam swoich spraw i swojego życia..Po prostu, po ludzku martwię się po pierwsze o niego, bo ile można harować kilkanaście godzin na dobę a po drugie martwię się o nas, bo ciągły brak czasu dla siebie na pewno nie zbliża.
          Ktoś pytał jak było przed ślubem...pisałam już, że różnie, ale tak jak jest teraz, jeszcze nie było.
          A wyszłam za mąż bo go kocham nad życie więc komentarze w stylu "trzeba było nie wychodzić za mąż" proszę sobie zostawić dla siebie
          • crrazy Re: Nie tak chciałam żyć... 10.03.10, 10:52
            A ja Cię doemi doskonale rozumiem, choc mam zupełnie inny problem
            małżeński.
            Moim zdaniem powinnas porozmawiać z mężem przedstawić mu swoje racje
            i wspólnie jakoś dojśc do porozumienia tak, żebyście oboje czuli się
            usatysfakcjonowani (chociaz częściowo).
            Trochę Ci zazdroszczę, bo ja po paru tygodniach małżeństwa już
            wiedziałam, że to nie to... ale to oddzielny temat.
            Pozdrawiam i słuchaj swojego wewnętrznego głosu.
            • adelajda211 Re: Nie tak chciałam żyć... 10.03.10, 17:02
              Ja też doskonale Cię rozumiem. Wprawdzie mój mąż po ślubie nie
              pracował prawie w ogóle (taki okres) a ja tez miałam sporo wolnego
              czas wię po prostu się kłóciliśmy o wszystko. DZiałały też pewnie
              hormony bo szybko zaszłam w upragniona ciąże. A poem był pozorny
              spokój, praca codziennie od 7 do 15 ale za to ciągły brak kasy. Gdy
              już urodziłam nie było wyjścia mąz pracował po 15 godzin. Wracał
              nieprzytomny a każda rozmowa kończyła sięawanturą. Teraz mamy 3
              dzieci (chłopcy 3 i 1,5), oboje pracujemy po 8 godzin, jednak się
              mijamy, ale są weekedny i to jest cudowne! jesteśmy sebie stęsknieni
              i w końcu mamy dla siebie czas! A już nie wspomne o tych pikantnych
              smsach i mailach w ciągu dnia. Teraz jest ok. Pozdraawiam wszystkie
              mężatki i zyczę cierpliwości!
              • joooooooana Re: Nie tak chciałam żyć... 10.03.10, 17:45
                A ja myślę, że jeszcze dużo się w Panstwa związku zmieni. Na lepsze.
              • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 14:47
                Dziękuję:)może rzeczywiście to nie zawsze musi kończyć sie oddaleniem w związku
                tylko właśnie tym, że bardziej się do siebie tęskni..Tylko z drugiej strony,
                jeśli mam jakiś problem o którym chcialabym z nim porozmawiac a on nie ma czasu
                na to..i sytuacja sie powtarza, to uczę sobie radzić sama...a to na pewno nie
                zbliża;)
                • titta Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 13:01
                  chm...zanudzanie meza "problemami" tez nie zawsze zbliza ;) Moze
                  warto wlasnie nauczyc sie radzic sobie samej?
          • megi1973 Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 09:11
            a w jaki sposób forumowiczki mają ci pomóc??? podaj adres to
            przyjedziemy i siłą oderwiemy ci chłopa sprzed kompa i posadzimy na
            kanapie hahahaha bo chyba tego oczekiwałaś pisząc swojego posta...a
            może-naskarż na niego TEŚCIOEWEJ-niech opieprzy synusia
            • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 14:52
              A nie opowiadałaś nigdy nikomu o czymś po prostu żeby się wygadać, lub poznać
              opinię innych ludzi na daną sprawę? Wiem, że ludzie mają sporo większych
              problemów i mój pewnie jest błahy, ale jest to rzecz, która w danym momencie
              mnie boli a forum jest miejscem gdzie można napisać o wszystkim...a takie
              odpowiedzi jak Twoja zniechęcają do pisania czegokolwiek...
              A swoją drogą, jak przyjaciółka przychodzi do Ciebie porozmawiać, nawet z małym
              problemem, to też tak ją traktujesz?
              • aneta-skarpeta Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 15:32
                doemi, a moze zaproponuj- wymagaj;) nastepującej rzeczy

                masz potrzebe pogadania z nim o roznych sprawach na bieżąco, a nie
                po 5 dniach

                moze niech sobie wygospodaruje 1h po pracy np na obiad, zebyscie
                razem usiedli, pogadali, chwilke odpoczeli.
                potem on siada do pracy, ty sie nagadasz, poprzytulasz etc i
                zajmujesz sie swoimi sprawami

                a co do tego, ze teraz jest tak źle, a wczesniej nie bylo- pewnie to
                głupi zbieg okolicznosci i niedlugo sie to wyklaruje, ale
                porozmawiaj z nim, ze go potrzebujesz takze w tygodniu;)
              • aaanim Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 17:57
                A nie pomyślałaś, że Twój mąż może założyć wątek na forum pod tytułem "jesteśmy
                dopiero 2 tygodnie po ślubie, daję z siebie wszystko, żeby zapewnić mojej cudnej
                żonie wszystko, czego zapragnie, a ona wciąż marudzi, czy to się kiedyś zmieni?"
                to są dopiero 2 tygodnie, więc nie panikuj. Podejrzewam, że w związku ze ślubem
                narobił sobie w pracy zaległości. Nie możesz od niego wymagać, żeby Cię w pełni
                zrozumiał, skoro Ty nie starasz się zrozumieć jego. A skąd to wiem? bo nie
                wykazałaś się zbytnią cierpliwością. Tak naprawdę możesz się tu wyżalić, ale
                nikt Waszego problemu nie rozwiąże za Was. Ja ze swojej strony radzę trochę
                więcej cierpliwości i kompromisów
    • diegosia Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 13:50
      Rozumiem, ze maz po powrocie do domu nie siada przed kompem zeby pograc w jakies durne gry, tylko do dalszej pracy, zgadza sie?
      W takim razie pytaniem jest, dlaczego on tak ciagle pracuje: piszesz, ze noza na gardle nie macie, ale moze jemu sie wydaje, ze teraz musi zarabiac wiecej... no nie wiem, zeby Was, Ciebie zabezpieczyc...

      Jezeli Tobie to przeszkadza, musisz z nim o tym porozmawiac, innego wyjscia nie ma.

      My w sumie w ciagu tygodnia tez malo sie "widzimy": wspolne sniadanie, a potem dopiero zazwyczaj ok 19-20, ale ten wspolny czas staramy sie wlasnie wspolnie spedzic (dlatego np. nabawilam sie niezdrowego przyzwyczajenia gotowania i jedzenia po 20/21), weekendy zazwyczaj mamy wolne i ten czas wykorzystujemy dla nas.
      Zyjemy tak juz ponad 8 lat i nie powiedzialabym, ze sie od siebie oddalilismy. Mozna spedzac razem czas od 16 do 22 i gapic sie w ekran i nie zamienic dwoch zdan, a mozna we 2-3 godziny wieczorem porozmawiac o wszystkim i spedzic ten czas RAZEM.

      Sek w tym, zeby to obojgu odpowiadalo. Tobie nie odpowiada, wiec musisz o tym z mezem porozmawiac!
      Glowa do gory! :)
      • doemi Re: Nie tak chciałam żyć... 11.03.10, 14:45
        Dziękuję:)Tak, nie siada po to, żeby pograć, tylko praca, praca...Czasem tak aż do nocy, no i do tego robi rzeczy które wymagają kompletnego skupienia.
        Rozmawialiśmy już o tym nie raz, niestety, bez rezultatu. Też nie chce go tutaj obwiniać, bo wiem że ma taką pracę, która wymaga 'poświęceń', tylko za jaką cenę..dobrze jakby czasem umiał tupnąć noga i powiedzieć 'nie';)
        Do pewnych rzeczy muszę się przyzwyczaić ale nie powiem, że nie czekam na spokojniejszy, jesli chodzi o prace, okres z jego strony.
        Bardzo dziękuję za podniesienie na duchu!
        • diegosia Re: Nie tak chciałam żyć... 12.03.10, 09:41
          No to mamy podobnych mezow :)

          Moj wychodzi o 9 z domu i teoretycznie pracuje do 18, ale z tego co pamietam tylko w pierwszych moze 2 latach wychodzil z niej (prawie) punktualnie. Teraz jak jest przed 20 mamy wrazenie, ze cos nie gra :) tyle wolnego czasu :D
          ja wiem, ze on ma odpowiedzialne stanowisko i czesto nie moze powiedziec NIE. Projekty leca, prace trzeba oddac, a on swoja prace lubi i wiem, ze chce ja dobrze wykonywac... Ja na szczescie (nieszczescie?) tez mam zajecia do wieczora - na uczelni, a potem praca dorywcza, tez do 20 lub 22, wiec taki wieczorny tryb zycia malzenskiego przyjelam, choc wiem ze bywa inaczej :)

          Jedyne co by mnie w tej harowie meza martwilo, to to, ze sie przepracuje i wypali. Moj dobrze wie, ze jezeli chce to moze duzo pracowac, ale wie tez ze dla mnie nie musi i jezeli stwierdzi, ze mu za duzo tego wszystkiego ma to rzucic w cholere. I mam nadzieje, ze tak zrobi.

          aneta_skarpeta rzucila dobra rade - jezeli maz wraca do domu, by dalej tam pracowac (co dla Ciebie pewnie mile nie jest - bo jest, a nie ma go :)) postarajcie sie wygospodarowac wlasnie z godzinke na wspolny obiad (nawet niekoniecznie gotowanie, bo to choc fajne, troche trwa) - w spokoju razem na chwile usiadziecie, porozmawiacie, maz troche odsapnie...
          My tak wlasnie robimy w okresach, kiedy pracujemy jeszcze intensywniej i widzimy sie bardzo krotko - moj maz pracuje bardzo blisko uczelni i np. umawiamy sie na krotka kawe. Niby to 20 minut, ale milo zobaczyc wlasnego meza przed zmrokiem :)

        • an-nna Re: Nie tak chciałam żyć... 13.03.10, 20:02
          Ja poradze Ci tak muszisz zarzadzic cos bardziej stanowczo cyz ta jedna godzine
          czy okreslone wieczory w tygodniu np w srode maz nie pracuje wieczorem i wekendy
          macie dla siebie. Ja Cie doskonale rozumie tylko mi problem poglebil sie
          kilkukrotnie bo wyjechalam za granice do meza nei znajac jezyka a on nie mial
          czasu dla mnie w tygodniu ani w wekendy bo albo pracowal /co rozumie/ albo mial
          dodantkowe okreslone zajecia do ktorych przyzwyczail sie kiedy mnie z nim nie
          bylo i nie rozumial tego ze ja nie mam ani z kim porozmawiac / bo nie mialam tam
          znajomych i ie znalam jezyka/ i bylo mi sitrasznie samotnie. Rozmowy konczyly
          sie tym ze on mowil do mnie pretensjonalnie / to co ze wsztkiego co lubie mam
          zrezygnowac?/ a ja pograzalam sie coraz bardziej bylo mi zle i biezace problemy
          nie mialam z kim omowic. Wrocilam do kraju. Zrozumial ze nie tylko praca sie liczy.
    • annataylor Re: Nie tak chciałam żyć... 14.03.10, 17:32
      do autorki watku: zgadzam się z tobą, tj. nie ma nic gorszego niż życie
      uciekające przez palce. po co ta praca/kasa, skoro nie mam czasu jej
      wydawac? ani czasu dla rodziny?
      trzeba znaleźć złoty środek
      może przystopowac trochę z życiem na wysokim biegu?
      proponuję Ci wyjazd gdzieś, najpiej tam, gdzie cisza i spokój :)
    • dom-za Re: Nie tak chciałam żyć... 16.03.10, 16:22
      Doemi, może moja wypowiedź trafi kulą w płot, ale skoro problem
      nasilił się od razu po ślubie, to.... może Twój mąż ma problem z
      bliskością, nie radzi sobie z decyzją o ś;ubie, czuje się uwięziony,
      więc ucieka... Radzę zainteresować się problemem ucieczki przed
      bliskością, który jest niebagatelny. Olej wszystkie wypowiedzi, że
      życie jest takie i masz się przyzwyczaić itd. Oczywiście, że po
      ślubie powinnaś być szczęśliwa. Naprawdę macie jeszcze czas na takie
      życie. Ja absolutnie nie dziwię się Twoim odczuciom , są naturalne.
      • sigrid.storrada Re: Nie tak chciałam żyć... 16.03.10, 19:05
        Też przyszło mi do głowy coś podobnego, co dom-za. Dodatkowo - może po ślubie
        poczuł na sobie przygniatającą odpowiedzialność, boi się, że jak odpuści chociaż
        troszeczkę, to zacznie brakować wam kasy? Może doświadczył biedy i panicznie boi
        się braku pieniędzy?
        I jeszcze inna hipoteza: piszesz, że już kiedyś bywały takie okresy, że
        strasznie dużo pracował. Może pracuje w takim zawodzie, że jak jest zlecenie, to
        się siedzi po te 15 godzin, a jak nie ma, to jest luźniej?
    • my.day Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 13:22
      A ja mam dokładnie odwrotnie - co prawda po ślubie jesteśmy już
      kilka lat, ale...

      mój mąż od niedawna nie pracuje, ja wychodzę z domu 7-7:30 i wracam
      19-20 wieczorem. Często zabieram komputer do domu i do wieczora
      pracuję, zdarza się też, że siędzę w pracy jeszcze dłużej i wtedy
      jestem w domu ok 22. Co drugi weekend mam studia.
      Jak mam gorszy (czytaj cięższy) dzień w pracy to jeszcze wieczorem
      idę na siłownię, bo inaczeł wyładowałabym stres na moim mężu. Muszę
      jeszcze znaleźć czas na: dom (pranie, zakupy....), szkołę (pisanie
      prac ipt), przyjaciółki, rodzinę (czasem warto zobaczyć rodziców) i
      hobby.

      Pytanie czy tak wyobrażałam sobie małżeństwo - pewnie nie. Nie
      wyobrażałam sobie wiecznego zmęczenia i walki z czasem.
      Rzeczywistość jest taka jaka jest - rachunki i raty kredytu od
      bialodenia same się nie zapłacą.

      • lavinka Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:00
        No akurat pranie i zakupy to spokojnie może zwalić na męża. Chyba że to
        ten z gatunku kanapowców :)
        • my.day Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:22
          zakupy - częściowo tak
          pranie - wolę nie. Jak mój mąż coś upierze to różowe rzeczy stają
          się buro szare, wełniane sweterki nadają się dla 5 latki...
          • agatazieba Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:40
            przecież nie wyszłaś za debila, który nie potrafi opanować pralki :)
            niech się uczy. pokaż mu co i jak. zaswsze dla ciebie jakaś praca
            mniej. rzeczy trudne robi za nas ktoś, kto robi to lepiej tylko do
            momentu, kiedy ten ktoś daje radę. a tobie jest ciężko. zwal na
            niego.
            • my.day Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 14:51
              za debila nie :) facet jak chce to naczy się i zmywarkę włączyć i
              odkurzacz uruchomić :)

              ale badania empiryczne dowiodły, iż pranie jest ponad możliwości
              rozwojowe przeciętnego mężczyzny - zbyt duże straty materialne w
              postaci ulubionych ubrań.
              • lavinka Re: Nie tak chciałam żyć... 18.03.10, 01:36
                U mnie w domu pomaga segregacja. Nie wrzucamy wszystkiego jak leci
                tylko czarne z czarnymi do jednego worka a białe z białymi do
                drugiego. I nikt nie ma problemu z praniem :)
                Jak go będziesz całe życie wyręczać to się nigdy nie nauczy... a tak
                możesz co bardziej cenne rzeczy segregować oddzielnie, a te mniej -
                niech się uczy do diabła, Ty też się kiedyś uczyłaś prawda? Poza tym
                trzeba być debilem, by nie wiedzieć że czarna skarpeta zafarbuje
                białe koszule na szaro. To się po prostu "pamięta" na logikę. Raz go
                hukniesz mokrą ścierą między oczy - to zapamięta. Facetom trzeba
                takie rzeczy utrwalać. ;)))
    • lavinka Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 13:34
      Mnie tu pachnie,że coś nie tak w sprawach łóżkowych. Żaden normalny
      facet co pragnie swojej lubej - nie będzie wysiadywał 15 godzin w
      pracy tylko po toby skończyć dzień przed komputerem). Ślub, praca,
      komputer... to wszystko wymówki. I to nie jest tak,że "tak już w
      życiu jest". Co bym zrobiła na miejscu autorki wątku? Nie mam
      pojęcia. Ale na pewno nie winiłabym obrączki. Ślub to formalność.
      Gorzej, jeśli dziewczyna miała średnio udany związek i myślała,że po
      ślubie będzie lepiej. Otóż nie będzie. Teraz to już jej tylko
      "namawianie na dziecko" zostaje, a potem rozwód i ten "zimny dań,
      świnia nie chce płacić alimentów".
      Nie, nie będę dawać rad. Sytuacja jest beznadziejna, mam na dzieję że
      nigdy mnie to nie spotka. Ale ja nie z tych, co lubią wychodzić za
      mąż. O nie. Za dużo rozwodów w rodzinie było ;)
    • turbo-liberal Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 13:54
      Następna sobie znalazła męża - informatyka :) i teraz rozczarowana :)
    • wredny_jestem Że koleś ma kochanke albo jest chory to już wiemy 17.03.10, 14:00
      Mężatce gratulujemy. Potem wymyśle czego gratulujemy.
      • claudiiin Re: Że koleś ma kochanke albo jest chory to już w 17.03.10, 18:02
        kochanke 2 tyg po slubie? to po co by w ogole ten slub bral?
        wg mnie jedynym rozwiazaniem jest szczera rozmowa... i to teraz, nie
        za kilka lat jak juz do reszty zapomnicie co jest dla Was
        najwazniejsze
      • wredny_jestem Bo to zły facet jest 17.03.10, 19:08
        tak jak bywaja złe kobiety
    • w.i.l Oj, bo życie to nie ciągła je bajka... 17.03.10, 15:38
    • magda-magda25 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 16:54
      czegos nie rozumiem, a przed slubem jak bylo? nie pracowal, pracowal 8 godz. a
      po slubie ju 15?? troche to nielogiczne co piszesz.
    • groma_00 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 18:25
      Oczywiście, że tak to wygląda,a co Ty myślałaś?
    • pendzacy_krolik pasujemy do rzeczywistosci... 17.03.10, 19:37
      ...a ta jest taka,ze ten,ktory nie poswieca sie pracy i nie goni za
      kasa wypada z gry,nie liczy sie. moje malzenstwo wali sie przez
      prace,ale pogodzlam sie z tym, ostatecznie kupe lat przezylismy
      szczesliwie razem, moze limit sie wyczerpal? najbardziej szczesliwa
      bylam wtedy,kiedy maz pracowal tylko 8 godzin i przynosil tyle
      pensji,co ja.nie robilam mu wyrzutow. ale na wiele rzeczy nie bylo
      nas stac.teraz tez jest niewiele lepiej.niby duzo wicej zarabia
      maz,ale jakos tego nie widac. a czy jest bardziej szczsliwy? watpie.
      wiem,jakie rzeczy musi w pracy znosic.ale robi to tez na wlasne
      zyczenie.ja go o to nie prosze.sama mam tez dosc stresujaca prace,
      do tego bez wielkich pieniedzy,tyle,ze jest i....bedzie. a to chyba
      wazniejsze w tych czasach.
      co moge poradzic? zareagowac,poki masz jeszcze jakis wplyw na meza,
      poki jemu na Tobie zalezy. potem bedzie tylko gorzej.pozdrawiam.
      • pendzacy_krolik mialo byc:"nie pasujemy" nt 17.03.10, 19:38
        j.w.
    • jagger2009 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 19:38
      wiec nie czekaj 15 lat tylko zakoncz teraz
    • mowika Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 20:52
      Jeju, kobieto... To co piszesz wydaje mi się niedojrzałe jak cholera. Twój mąż najwyraźniej ma taką specyfikę pracy - raz luźniejszy okres, raz cięższy - znam to, bo też mam taką pracę, którą bardzo lubię i która przynosi mi wiele satysfakcji. Czasem wystarcza 6h, a czasem mam "cugi" po 11-13h dziennie przez dłuższy okres czasu. Przecież on nie robi tego specjalnie... Poza tym trwa to TYLKO 2 tygodnie! Nie pół roku, czy rok! A Tobie od razu wydaje się, że "oddalacie się od siebie". No litości! Rozumiem Twojego męża, już prędzej takie smęcenie nad uchem Was oddala od siebie i wzmaga napięcie. Więc nie doszukuj się nie wiadomo czego w tym, zajmij się swoimi sprawami i już. Doprawdy czasem nie pojmuję takiego braku zrozumienia - niektórzy mają pracę od 8 do 16, a inni mają pracę bardziej "zadaniową"...
      Odpowiadając na Twoje pytanie: tak, uważam, że to z Tobą jest coś nie tak, bo moim skromnym zdaniem zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka lub też drama queen - jak kto woli ;-P
      • maugorzata2008 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 21:49
        Też mam pracę "zadaniową" i sytuacja męża tej dziewczyny wydaje mi się chora. To
        nie trwa tylko 2 tygodnie, tylko narazie dopiero 2 tygodnie. Ona ma prawo
        wiedzieć jak długo to jeszcze będzie trwało i jak często będzie się jeszcze
        zdarzać, nie jest to żadne rozkapryszenie. Facet, który jej jasno nie wytłumaczy
        jakie są plany i nie ma czasu na rozmowę z własną żoną ma ewidentnie coś nie tak
        z priorytetami. Poza tym 15h dziennie to jakaś masakra. Żadna praca umysłowa nie
        może być wykonywana ciągle 15h dziennie bez istotnego pogorszenia jakości. Jakby
        on jeszcze pracował w jakiejś instytucji pożytku publicznego, albo chociaż był
        artystą to jeszcze bym zrozumiała, ale to mi wypisz wymaluj wygląda jak
        korporacja, której jedynym celem jest zarobić duże pieniądze. A to jest wtedy
        zwykłe wyzyskiwanie.
        Ja zawsze przy takim "maratonie" w pracy miałam świadomość, że zaniedbuję swoją
        rodzinę i starałam się to jednak wynagrodzić, ale chyba jako kobiety mam po
        protu lepiej rozłożone priorytety. Facet wtedy stwierdzi, że nie może nawet
        kubka po kawie do zlewu odnieść, "bo on ciężko pracował" i zrzuci
        bezceremonialnie całą pracę w domu na żonę. "Robię to wszystko dla ciebie!"
        stwierdzi obrażony nie biorąc nawet pod uwagę ile kosztów przy tym ponosi jego
        żona, która niestety ani awansu, ani podwyżki za to nie dostanie. Z resztą nawet
        nie pytając, czy ona w ogóle tego chce.
    • maugorzata2008 Re: Nie tak chciałam żyć... 17.03.10, 21:34
      Oczywiście, że to nie jest normalne. Są branże w których są czasy pracowite i
      mniej pracowite, pewnie ta twojego męża do nich należy. Na twoim miejscu
      dowiedziałabym się kiedy ten okres wytężonej pracy ma się skończyć. Postaraj się
      też dowiedzieć, czy jego współpracownicy na podobnych stanowiskach również tyle
      pracują. Jeżeli twój mąż może podać konkretną datę kiedy znowu będzie normalnie
      i nie będzie ona odległa dowiedz się jeszcze jak często mają zdarzać się takie
      okresy.
      Potem ustal z nim, czy chce żeby jego życie/praca tak właśnie wyglądały,
      zakładając że tak już ma być zawsze. Uświadom mu, że wcale nie MUSI pracować
      tak. Może poszukać nowej pracy, może porozmawiać ze swoim przełożonym, że
      rozkład obowiązków jest nieoptymalny (zakładając, że inni tyle nie pracują),
      albo pracy jest za dużo na taką ilość pracowników (zakładając, że wszyscy
      pracują 15h/dobę). Czy z twojej pensji będziecie się w stanie utrzymać przez
      jakiś czas? Jeżeli tak możesz zadeklarować, że nawet jak straci pacę jesteś
      gotowa was utrzymywać dopóki nie znajdzie nowej (oczywiście jeżeli jesteś). Taka
      intensywna praca wyniszcza, on jest pewnie młody i nie zdaje sobie sprawy, że
      jego organizm ma swoje ograniczenia. Dzisiaj poświęca dla pracy swoje zdrowie,
      jak mu się wreszcie posypie i nie będzie w stanie pracować tak dużo zostanie
      bezceremonialnie zwolniony. W biznesie nie ma sentymentów.
      Ale ostrzegam, jak ktoś pracuje 15h dziennie to jest zbyt zmęczony, żeby szukać
      wyjścia z tej sytuacji. Może się okazać, że lepiej będzie poczekać z
      propozycjami zmian do czasu aż w pracy zrobi się luźniej. Jak twój mąż dzisiaj
      nie ma czasu na rozmowy niech ci wyznaczy datę i godzinę.
      Jestem inżynierem oprogramowania w baaardzo dużej korporacji i mamy tutaj kilku
      takich jak twój mąż. Ani nie awansują szybciej, nagrody, uściski dłoni prezesa
      też nie zawsze wędrują do nich (chociaż częściej). Ja już dawno zauważyłam, że
      po tygodniu pracy 12h dziennie moja efektywność spada i robię tyle samo co
      wcześniej w 8h, a do tego znacznie gorzej, bo popełniam błędy. Na dodatek nam za
      nadgodziny nikt nie płaci i twojemu mężowi na pewno też nie! Skąd wiem? Bo
      żadnej firmy nie stać na płacenie 7h nadgodzin dziennie. Po prostu trzeba się
      nauczyć dobrze oceniać czas potrzebny na wykonanie pracy i zgłaszać od razu że
      nie da się tego zrobić na czas. Wtedy daje się przełożonemu jeszcze szansę
      podzielić tej pracy na dwie osoby. A jak nie ma takie możliwości zastrzec, że
      swoje zrobimy, ale zażądać w zamian przewidzianego kodeksem pracy urlopu i
      wykorzystać go zaraz po dostarczeniu swojej pracy. Tyle szacunku dostaniesz od
      innych ile masz sam dla siebie, szacunku do swoje prywatnego czasu również.
    • sevennationarmy przed ślubem? 18.03.10, 00:48
      Ale przed ślubem było inaczej? Nie spodziewałaś się tego?
    • fakej Re: Nie tak chciałam żyć... 18.03.10, 01:51
      Tym co piszą, że praca po 15 godzin/dobę jest normalna gratuluję
      zmarnowanego życia. 15h/dobę to można pracować i owszem ale chyba
      nad odkryciem, które będzie nagrodzone noblem albo startupem który w
      zamierzeniu ma się zmierzyć z googlem. Trzepanie po 15h dziennie
      normalnej rutynowej młócki dla pracodawcy-krwiopijcy to machnięcie
      ręką na życie. Praca zadaniowa i owszem istnieje, tyle że to nie
      oznacza przynoszenia pracy z pracy etatowej do domu i stawka też
      jest co najmniej 2-3 razy większa niż na 8-hodzinnym etacie, bo
      wiadomo że na takowym czasem się pracuje a czasem nie więc i
      pracodawca płaci znacznie mniej niż za "zrobione".
      A dwa tygodnie po ślubie głównym problemem męża powinno być
      ściąganie majtek i rozpinanie stanika swojej żony a nie "harowanie
      na ich wspólną przyszłość".
      • wtopek Re: Nie tak chciałam żyć... 18.03.10, 08:58
        w czasach kiedy wspolne pomieszkiwanie przed ślubem jest powszechne,
        ściąganie majtek i rozpinanie żonie stanika, nie jest dla meża taką
        atrakcją, jaką stanowić może dla licealisty zarywającego pierwszą
        laskę...

        a facetowi należy się szacunek bo małzeństwo, to nie tylko
        zarabianie kasy, aby "stykło" i puszczanie tego na bieżące
        przyjemności, jak ktoś wyżej napisał, ale i inwestowanie w
        przyszłość...
        • fakej Re: Nie tak chciałam żyć... 18.03.10, 09:28
          Tak czy inaczej kobieta w przeciwieństwie do swojego męża wykazuje
          zdrowy rozsądek. Nie życie jest dla pracy, ale praca dla życia.
          Ciekawe po co on siedzi po te 15h dziennie przed kompem? Żeby sobie
          kupić 5m2 mieszkania więcej, mieć 50KM więcej pod maską samochodu i
          polecieć na wczasy na Kanary zamiast do Turcji? Pół biedy jeśli
          faktycznie tak jest, ale jak on przynosi pracę z pracy do domu to
          całkiem możliwe, że nic z tego nie ma.
    • o_ren_ishii Re: Nie tak chciałam żyć... 18.03.10, 09:20
      Współczuję Ci, bo wiem, że to dla Ciebie bardzo trudna sytuacja. Mój mąż 2 dni
      po ślubie wyjechał służbowo do bardzo odległego kraju, ze względu na różnicę
      czasu mogliśmy rozmawiać na skype przez 2h dziennie. Jakoś to przetrwaliśmy, ale
      o miodowym miesiącu nie było mowy. Kiedy wrócił też nie było słodko, bo nie miał
      urlopu i zaraz wrócił do pracy. A ja wytęskniona i sfrustrowana... W efekcie
      kupiłam sobie psa. Potem było raz lepiej, raz gorzej. Co dla mnie jest oczywiste
      - praca jest szalenie ważną częścią życia i może po prostu ma w niej aktualnie
      taki okres, że musi więcej pracować - napięty termnin, trudny projekt etc.
      Spróbuj go zrozumieć, ale walcz również o czas dla was. Rozmawiaj z nim o tym,
      że nie tak powinno funkcjonować młode małżeństwo. I znajdź dla siebie jakąś
      aktywność wieczorną, nie będziesz tak bardzo czuła pustki. Powodzenia.
    • adampablo Re: Nie tak chciałam żyć... 07.10.14, 23:44
      Trochę cie rozumiem, ale może musisz mu okazać więcej zrozumienia...skoro jak piszesz brakuje Wam pieniędzy to powinnaś się cieszyć że facet się stara...aczkolwiek rozumiem, że ci go brakuje, jego bliskości, adoracji...hmm może po prostu nad tym powinniście po pracować...mieliśmy to samo...wściekałam się o wszystko...nie potrafiliśmy już normalnie ze sobą rozmawiać...pomogła nam psycholog z Poradni Psychologiczno-Psychiatrycznej Magdaleny Sendrowskiej...zapisz się...będzie ci łatwiej
    • deny4861 Re: Nie tak chciałam żyć... 28.03.15, 11:50
      Jesteś samotna ? Załóż konto i umów się z facetem swojego życia : evondating.com/?aff_id=5
Inne wątki na temat:
Pełna wersja