sebalda
19.03.10, 15:49
Na innym forum mialam kiedyś takie przemyślenia i uznałam, że może tutaj się
one przydadzą, chciałabym, żeby posłuzyły jako przestroga:
Uważam, że to nie jest tak, że po urodzeniu dziecka kobieta całkowicie się na
nim fiksuje i automatycznie odstawia na boczny tor męża. Jaki to mialoby sens?
Przecież w takiej chwili mąż, ojciec jest szczególnie potrzebny.
Obserwuję stały motyw. Mlodzi ludzie się pobierają. Kobieta ma zakodowane, że ma
być dobrą żoną, stara się, zabiega o szczęście małżonka na różne sposoby.
Najprostszy sposób to wykazanie się w domu. Domek jest czysty, wysprzątany, a po
powrocie z pracy ciepły obiadek ugotowany i podany. Potem upojna noc.
Rodzi się dziecko. Siłą rzeczy życie się nieco zmienia. Noworodek jest naprawdę
absorbujący, zwłaszcza w pierwszych miesiącach, tak do roku. Kobieta z natury
jest skłonna do poświęceń i koncentruje się na takim wymagającym stałej troski
dziecku kosztem swojego snu, odpoczynku, wolnego czasu, ale też kosztem porządku
w domu i gotowania ciepłych posiłków. Mąz wraca z pracy i co widzi? Koty po
kątach, góra ciuchów do prania, niewyprasowane koszule i obiad jeszcze
niegotowy, a przecież żona siedzi cały dzień w domu, ma czas. Mąż niezadowolony,
żona lekko zestresowana i kłótnia gotowa. Noc oczywiście już nie taka jak
przedtem, bo nie dość, że żona zmęczona (nie wiadomo po czym, przecież cały
dzień siedzi w domu), to jeszcze obrażona, że zwrócił jej uwagę na temat
balaganu w domu. Aaa, prawda, miałem jej pomóc wykąpać dziecko, ale przecież w
sytuacji, kiedy się pokóciliśmy, chyba sobie nie wyobrażała, że jej pomogę.
I tak przez jakiś czas, żona zmęczona, smutna, niechętna, ciągłe scysje, seks
przestał ją interesować, no i ciągle przy tym małym. Odsunęła się od wiecznie
niezadowolonego męża, dziecko stało się dla niej najważniejsze. Fakt, nie
pomagam jej, ale jak ona taka ciągle naburmuszona, to nie będę się starał, mam
to gdzieś.
I jak kobieta, widząc takie nastawienie męża, ma go nadal stawiać na pierwszym
miejscu. Nie dość, że nie okaże choć odrobiny tak przecież potrzebnego w tych
miesiącach zrozumienia i wsparcia, to jeszcze palcem nie ruszy w domu, wszystko
jest na jej głowie, a on wiecznie niezadowolony, napastliwy, obrażony. No
kurcze, w konkurencji z takim to jednak dziecko wygrywa. Wystarczyłoby, gdyby
okazał choć trochę zrozumienia, czasami pomógl i odciążył przemęczoną kobietę,
przecież ten okres nie trwa wieki. Jak mamy trudny egzamin albo ważny projekt w
pracy też pracujemy na wyższych obrotach, zarywamy noce, dajemy z siebie
wszystko, potem to mija i możemy wrócić na dawne, spokojniejsze tory. Podobnie
rzecz się ma z dzieckiem (no może nieco dłużej to trwa), ale naprawdę nie trzeba
dużo, żeby kobieta nie tylko nie odwróciła się od męża, ale wręcz poczuła z nim
większą więź dzięki temu, że w trudnych chwilach był dla niej wsparciem i
pomocą. Ale przeciętny mężczyzna tego nie rozumie, tym bardziej, że był
przyzwyczajony do czegoś zupełnie innego zaraz po ślubie. Zatem rzeczywiści,
to wina kobiet.
Jestem ciekawa, ile tutejszych młodych matek mogłoby to potwierdzić.