kolejna nieszczesliwa...

16.04.10, 01:55
witam wszystkie Panie/byc moze Panow rowniez,
zdecydowalam sie napisac na forum o swoim problemie i to z blahego
powodu-nie mam tutaj nikogo oprocz mojego Meza i Pana Komputera.
Problem zwiazany jest z Mezem a On nie chce rozmwaiac wiec zostal Pan
Komputer-i Wy.
Poznalismy sie z T. 3 lata temu-na Internecie. Jakas taka zabawna
znajomosc, ktora przerodzila sie po kilku miesiacach w powazny
zwiazek. Bardzo dlugo utrzymywalismy zwiazek na odleglosc-pozniej ja
zdecydowalam sie pojechac do Niego, zostalam pol roku, wzielismy
slub, poniewaz wierzylismy, ze nasze problemy (ktore byly male wtedy
i wciaz te same) to kwestia wlasnie tej odleglosci i zle
odczytywanych intencji. Po slubie lepiej nie bylo-Jego Rodzina i
Przyjaciele odwrocili sie od Niego jakbym tredowata byla... Wracajac
do slubu: byl rok temu. czy bylam najszczesliwsza Panna Mloda? nie.
nie bylam. w stu procentach nie bylam. nie mialam bialej suknii, nie
mialam przyjecia, ledwo mialam bukiet (obrzydliwy). I nie jestem
wcale ''damulka''-po prostu nic nie bylo takie jakbym chciala-nawet
moich kochanych Rodzicow nie bylo przy mnie.
Po slubie musielismy sie rozstac na kolejne pol roku. i od pol roku
jestesmy razem. zdecydowalismy sie wyjchec za granice. wyjechalismy.
pierwsze wieksze problemy pojawialy sie szybko-brak pracy, brak
pieniedzy, sprawy dokumentowe-wszystko pokonywalismy z czasem. i z
tym czasem bylismy tez coraz dalej od siebie. nie awanturujemy sie-
nie. nie rozmawiamy. nie przytulamy sie, nie calujemy, nie
glaszczemy, nie spedzamy razem czasu-i teraz mysle sobie-czy my
kiedykolwiek cos robilismy z powyzszych?! rzadko. zeby nie powiedziec
nie. pracujemy niestety w godzinach roznych-ja rano-T. wieczorem i
mijamy sie dosyc znacznie w ciagu dnia-ale rano (tzn ok 11) kiedy
wychodze zawsze staram sie powiedziec ''kocham Cie'' ''milego dnia''-
czesto wtedy slysze syczenie (cos w rodzaju ''odpieprz sie'') spod
poduszki... przykro mi bardzo. kazdego dnia. i kazdego wieczoru
czekam az wroci do domu, i zastanawiam sie za co mnie skrzyczy tym
razem-ze zle sie popatrzylam, ze nie wypralam jego bluzy, ze ''nie
interesuje mnie Twoj dzien''. Boli. bardzo boli. coraz mocniej i
mocniej. dzis wlasnie o pranie-zapytalam czy pojdzie wziasc prysznic
a On na to, ze ''nie bo nie wypralas mi bluzy i niby co mam ubrac?!''
(cala szafa ubran ale nie... bluza). tak bardzo przykro mi sie
zrobilo, ze zalalam sie lzami-babskie to i slabe ale prawdziwe. nie
wzruszyl sie ani na sekunde, zignorowal mnie i chatowal ze znajomymi-
siedzac obok mnie, ktora umierala z bolu serca... probowalam
porozmawiac-zapytac dlaczego taki jest, co robie zle, dlaczego nie
rozmawia ze mna-odpowiedzial, ze ''prowokujesz mnie zeby Cie
uderzyc''-zszokowalo mnie to. probowalam dlaej bo nie moglam uwieryc,
ze On, moj T., ten ktory mowil, ze jestem Jego zyciem tak do mnie
mowi! zapytalam ''dlaczego mnie tak traktujesz?'' a On na to ''czy Ty
sie wreszcie zamkniesz? jakis guzik masz zeby Cie wylaczyc czy co?''.
nawet nie umiem opisac jak bardzo mnie bola Jego slowa. wyszlam z
domu w towarzystwie slow ''pozalujesz jak zakniesz drzwi. nie
zartuje, nie wracaj''. szlam i plakalam i zastanawialam sie co ja
tutaj robie... i nie wiem. i nie wiem czy Go kocham. nie wiem czy
kiedykolwiek kochalam. nie wiem czy w jakikolwiek sposob spelnil moje
oczekiwania. czy ja spelnilam Jego (?). co mam robic? poddac sie?
pozwalac sie ranic i trwac? nie wiem jak zaczac rozmowe, zeby po raz
kolejny nie uslyszec ''mozesz sie zamknac, prosze?''.

    • aniaburzy Re: kolejna nieszczesliwa... 16.04.10, 09:57
      Na taki problem są dwie odpowiedzi... Chyba obydwie prowadzą niestety do jednego:

      1.
      Kobieto!
      Uciekaj!
      Szkoda życia. Czas przyznać się do błędu. Wracaj do przyjaciół, Rodziców, na
      pewno Ci pomogą. Pewnie trochę się boisz, co pomyślą znajomi, rodzina, ale to
      nie oni tkwią w tej dziwnej sytuacji. Kochasz go? Z tego co tu piszesz wynika,
      że traktuje Cię jak sprzątaczkę, a nie jak żonę. Chyba tracisz czas. Pewnie
      kiedyś będziesz na siebie zła, że aż tyle...

      2.
      Czasami tak to już jest w małżeństwie, ze zdarzają się gorsze dni. Nawet
      najlepsze związki przeżywają gorsze chwile. Ale ile ta 'chwila' może trwać? Na
      to pytanie musisz sobie odpowiedzieć sama. Walczyć o miłość trzeba. Ale nie w
      pojedynkę.

      Po tych kilku zdaniach napisanych przez Ciebie nikt nie ma prawa powiedzieć Ci
      co masz robić, ale można pomóc zadać Ci pytania na które sama musisz sobie
      odpowiedzieć. To pewnie bardzo trudna sytuacja. Powodzenia!
    • onaionczerwiec Re: kolejna nieszczesliwa... 16.04.10, 10:06
      masakra. tylo tyle mogę powiedzieć na temat waszego małżenstwa:(
      wiem że jak jestem bardzo daleko to łatwo mi radzić /uciekaj od
      niego jak najszybciej/ ale obie wiemy ze to nie jest takie łatwe
      zwlaszcze ze jestescie małżenstwem. na pewno mowienie po co ci był
      taki ślub po tak krótkim i płytkim poznaniu go (bo pół roku razem
      pół osobno i ślub nie był mądrym pomysłem)/ jednak stało się i
      trzeba to jakoś uporządkować. po pierwsze zajełabym się sobą.
      wynajęłabym coś innego albo znalazła pracę gdzie indziej albo
      postanowiłabym wrócić do swojego dawnego miasta. Musisz się od niego
      odciąć on nie może cię widzieć codziennie bo nie może już na ciebie
      patrzeć (taka prawda) nie czekaj aż spełni swoją "obietnicę" i cię
      uderzy :( jeżeli on nie chce z tobą rozmawiać ( a nie chce) to nawet
      nie próbuj zaczynac rozmow z nim bo to nie ma sensu. mówię ci wyjedź
      gdzies jak najdalej od niego. wtedy oboje będziecie mogli przyjżec
      sie tej sytuacji z boku. przemyślicie wszystko i być może nawet
      uznasz że jesteś szcześliwsza bez niego i o wiele spokojniejsza.
      jeśli tak się stanie to uwierz mi że jak do niego zadzwonisz to albo
      bedzie chcial abys wrociła ( w co szczerze wątpie) albo bedzie na
      tyle spokojny ze pogada z toba o rozwodzie. powodzenia. rób coś a
      nie czekaj na jego kolejny powrót do domu ...
      • sea.pearl Re: kolejna nieszczesliwa... 16.04.10, 12:29
        nic nie jest proste i nigdy nie bylo... teraz kara mnie milczeniem ale
        jakos tak mi lepiej! wlasciwie to czuje sie dobrze kiedy Go nie ma!
        balam sie, ze wlasnie takie odpowiedzi dostane-ale to znaczy, ze to
        malzenstwo nawet dobrze z zewnatrz nie wyglada... pomysle co zrobic-byc
        moze odwaze sie zadzwonic do Mamy... dzisiaj mam wolne ale zaplanowalam
        sobie mily dzien z moimi jedynymi znajomymi w parku. a to ch*****e
        pranie niech sobie robi sam!!!
        dzieki dziewczyny za odpowiedzi! xx
        • marzeka1 Re: kolejna nieszczesliwa... 16.04.10, 21:09
          A ty jakiś życiowy masochizm uprawiasz, że jesteś z kimś takim?
          Trochę bez pomyślunku weszłaś w małżeństwo z kimś, kogo tak naprawdę
          nie znałaś, od początku było źle. Pytanie: dlaczego w to brniesz?
        • schaudinn Re: kolejna nieszczesliwa... 20.04.10, 11:32
          no błagam! naprawdę myślisz, że jest się nad czym zastanawiać? uciekaj od idioty!
    • caysee Re: kolejna nieszczesliwa... 17.04.10, 21:58
      Sama piszesz, ze nigdy nie bylo naprawde dobrze. Teraz jest nie do zniesienia.
      Chcesz sie tak meczyc do konca zycia? On sie nie zmieni. Ja bym odeszla.
      • masafiu Re: kolejna nieszczesliwa... 20.04.10, 12:31
        Przeciez Wy sie nie kochacie! Jestes nieszczesliwa. Odejdz (choc to tak
        latwo powiedziec,ale czasami trzeba podejmowac trudne decyzje w zyciu i
        bez sarkazmu to mowie) poki Cie nie uderzyl jeszcze i poki nie macie
        dzieci (tak?).

        Jak znowu poczujesz zycie, szczescie z dnia codziennego, poznasz kogos
        naprawde interesujacego to nie bedziesz mogla uwierzyc,ze w takim
        bagnie bylas i tak ktos Cie mogl zle traktowac!
Pełna wersja