Dodaj do ulubionych

Przeszłość przed-związkowa

24.04.10, 02:44
Witam..
Miałam trudne, burzliwe związki. Porzucano mnie, zdradzano, oszukiwano,
kłamano prosto w oczy. Wytrwale czekałam na tego jedynego i udało się.
Jesteśmy razem 3 lata, były już zaręczyny i wszystko zmierzało w dobrym
kierunku. Właśnie, zmierzało...aż do dziś.

Mojego obecnego faceta poznałam na studiach. Nie od razu przykuł moją uwagę.
Dopiero kiedy trafiliśmy do tej samej grupy i zaczęliśmy częściej rozmawiać,
żartować, dostrzegłam w nim to "coś". Widywaliśmy się tylko na zajęciach. Nie
wystarczało mi to zbytnio. Do tego często na przerwach między wykładami,
siedział w kącie sam, smutny, zamyślony, ze wzrokiem w bitym w dal. Trzymał w
ręku komórkę, pisał smsy i miał bardzo smutne oczy. Postanowiłam zagadać do
niego, czy miałby ochotę na piwko. Odmówił. Domyślił się, że chyba na niego
lecę i dowiedziałam się wtedy od niego,że ma dziewczynę. Odpuściłam na kilka
m-cy, ale potem znowu zagadałam, lecz znowu odmówił. Bardzo chciałam go bliżej
poznać, chciałam się tylko zaprzyjaźnić. Wymieniliśmy się sms i gg.
Rozmawialiśmy na gg dużo i często. Wiedzieliśmy już o sobie sporo i mieliśmy
wiele wspólnych cech, bardzo wiele.
Podczas tego pisania na gg, zwierzał mi się z tego, że ma dziewczynę od 2ch
lat, z którą nie ma kontaktu osobistego. Mnie to się wydało od razu podejrzane
i wszystko wskazywało na to, że laska go robi w jajo, zbywa go, a on naiwny i
zakochany, ufny, czeka na nią i wciaz kocha. Po prostu wierzył we wszystko co
mu tak pisała czy nawijała przez telefon. Ja byłam sceptyczna i ostrzegałam
go, ale nie słuchał. Odbierał to wręcz jako atak. Zaproponowałam mu więc po
raz n-ty spotkanie, czysto przyjacielskie, żebyśmy o tym porozmawiali, bo nie
mogłam już tego znieść, jak on cierpiał i jak za nią tęsknił. Namówiłam go,
żeby do niej tam pojechał, zobaczył co jest, tylko tyle. Bo to za długo trwa
ten cyrk. No w końcu się zgodził, pojechał. Okazało się to, co podejrzewałam.
Robiła go w konia, miała tam faceta i normalne życie. Przejrzał na oczy i zerwał.
Jest to uczuciowy i wrażliwy człowiek, podobnie jak ja, więc ciężko to znosił.
Pomagałam mu smsami, rozmowami na gg i od czasu do czasu jakieś spotkanie.
Było lepiej i zaczynałam dostrzegać w jego oczach radosc i blask, którego jak
dotąd u niego nie widziałam.
Zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. Po kilku miesiącach zostaliśmy parą,
a związek był bardzo późno skonsumowany. Nie spieszyliśmy się z cielesnością.
Bardziej skupialiśmy się na poznawaniu siebie.
W międzyczasie tego naszego studiowania, na tych samych studiach w naszej
grupie była pewna mężatka. Była ona od mojego faceta starsza gdzieś może 6-8
lat, dokładnie nie wiem. Była atrakcyjną kobietą i wzbudzała zachwyt w oczach
większości płci męskiej, nieważne jakiego wieku i stanu cywilnego. Ja
poznałam tę kobietę z grubsza i na pół roku przed jej wyjazdem z kraju.
Niewiele mogę rzec, jak tylko to, że miła, dowcipna babka na luzie,
jednocześnie ciepła, dobra kobieta.
Mój facet, gdy zaczynaliśmy się ze sobą spotykać, opowiadał mi, że ta
mężatka(dzieciata) jest jego przyjaciółką. Ma męża za granicą i takie tam. Że
bardzo dobrze się rozumieli, bo on miał dziewczynę na odległość i ta mężatka
miała męża daleko. Spotykali się często i rozmawiali czasem i zwierzali, ale
nie przesadnie.
Gdy mi o tej przyjaźni opowiedzial, byłam zazdrosna jak diabli. Taka laska (
nie ważne, że 8 lat starsza) i tylko przyjaźń ich łączyła? Odpowiadał, ze
tylko i wyłącznie. Czasem on jej w czymś pomagał, czasem ona jemu i po prostu
jakoś miło im się ze sobą gadało.
Gdy zaczynaliśmy związek, jej już nie było w kraju, wyjechała do męża,
zamilkła i owa przyjaźń ucichła.
Umówiliśmy sie też na wstępie znajomości, ze będziemy ze sobą szczerzy, nic
nie będziemy ukrywać. On tylko dodał, że ma tajemnicę, ktorą weźmie ze sobą do
grobu, coś złego , o czym chce zapomnieć, a tyczyło się jego i ex. No dobra,
jakoś to przemilczałam.
Z czasem zaczęłam się jednak zastanawiać, co to za tajemnica.Uważam,ze jesli
się ze sobą jest, to powinno się wiedzieć o sobie wszystko. Poza tym, bałam
się, że jeśli dowiem się co to, to mogę nie chcieć z nim być. Zzaczelam go
przekonywać do tego, że mam prawo znać ten sekret, bo nie chcę być z kimś, kto
zrobił coś złego, być może będzie to dla mnie coś, nie do przetrawienia.
Wreszcie powiedział.
Mianowicie - całował się z tą mężatką.To miało miejsce na 1,5 roku przed tym,
jak zaczęliśmy się spotykać. Zabiło mnie to zupełnie.Płaczę już 4godziny i nie
wiem co ze sobą zrobić.
Zapytałam, ale dlaczego mówiłeś, że to się tyczy twojej ex! A on na to, że
gdyby powiedział, że to się tyczy jego i koleżanki ze studiów to bym się
domyśliła! Wiec pytam, czemu w ogóle to ukrywałeś, zamiast od razu powiedzieć-
to tłumaczył, że bał się, że źle o nim pomyślę, oraz wiedzial, że jestem
zazdrosna o nią i dlatego. Mówił, że załuje,że oboje w sumie jakoś tego
chcieli, tak wyszło, ale i załowali. Że potem spotykali się, ale już nie
rozmawiali o tym, że nigdy o tym nie wspominali więcej.
Mówił,że wie, iż popełnił błąd, ze bylo mu z tym źle, bo wówczas miał przecież
swoją dziewczynę, tę na odległość, więc była to zdrada. Całowali się raz, nic
więcej nie było i nie było żadnych ciągotów.
Wierzę mu, bo jak dotąd nigdy mnie nie okłamał, nie przylapałam go na niczym
złym. Jest takim facetem, jakiego szukałam. Czułym, wrazliwym, opiekuńczym,
troskliwym, uczynnym i pomocnym, zawsze można na niego liczyć i nikomu nie
odmawia pomocy. Spokojjny, odpowiedzialny i porzadny człowiek, bez nałogów i
przede wszystkim szczery. Te 1,5 roku to najcudowniejsze chwile mego życia,
ale często były też smutne dni, gdy ciągle gadałam o tej mężatce, co będzie
jak wróci, i będzie się chciała spotkać. Wciaz byłam zazdrosna o nią, mimo iż
zapewniał, że tylko rozmawiają i lubią się.
Wciaż byłam o nią zazdrosna, dlatego to ukrył, ale też i ze względu na nią,
bo też zrobiła źle. Rozumiem to, tylko czuję się jednak oszukana...
Mówił, że nic ich nie łączy, a teraz dowiaduję się o pocałunku.
Mówił, że to się tyczy jego byłej, a okazuje się, że to koleżanka..
Nigdy mnie nie okłamał, ale teraz to.. mnie dobiło..

Boję się, co będzie jeśli ona wróci do kraju i zechce się z nim spotkać.
Pytałam go, to mówi, że możemy isć w trójkę, bo nie mają nic do ukrycia. Ale
to głupi pomysł, bo czułabym się jak piąte koło u woza, przeciez nie znam tej
kobiety tak dobrze jak on, ani ona mnie. Tylko z widzenia i "czesc".
A przecież nie zabronię mu takich spotkań, przeciez znają się jeszcze zanim
mnie poznali, to dlaczego mam mu zabraniać.
Ale jak sobie o tym pocałunku pomyślę, to zaczynam się bać...

Poza tym, mój facet od zawsze uważał, że skoro jesteśmy razem, to liczymy się
my teraz w tej chwili. Że przeszłosc nie ma znaczenia, że każdy popełnia
jakieś błędy, nie ważne kto z kim był, czy walił się na dyskotekach z laskami
czy był porządny- każdemu należy się szansa.
Ja zaś uważam, zę jeśli wchodzę w związek, to mam obowiązek poinformować tę
osobę o moich związkach, poczynaniach, występkach, tajemnicach, ażeby miał
zarys tego, z kim się zadaje. Żeby mógł sam ocenić mnie i zdecydować, czy chce
z kimś takim być. I ja też chciałam tę tajemnicę poznać, własnie po to, by
wypowiadając sakramentalne tak, byc pewną, ze dobrze robię. A do dziś, wciąż
mialam te niepewność, że nie wiem co on tam zrobił złego, może to sprawi,ze go
zostawie, ze nie zniosę tego?
I tak się stało. Mam to co chciałam. Niestety nie wiem teraz już nic. Oczy mam
już spuchnięte od płaczu i wciaż przed oczami mam obraz tych dwojga jak się
całują.
Doradźcie proszę. Czy nasza przeszłosć przed-związkowa jest taka ważna? Czy
może ja zwariowałam, skoro płaczę na pocałunkiem z kobieta, co miało miejsce
długo zanim ich poznałam. No ale przecież on miał kogoś wtedy ( już kit z nią,
ze ona miała), i można rzec- zdradził. Skąd mam wiedzieć, że to się kiedyś nie
powtórzy, czy z nią czy z inną?
Jak zaufać, jak żyć?
Obserwuj wątek
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 24.04.10, 02:56
        Kiedyś rozmawialiśmy o przeszłości przed-związkowej i on mi mówil, że nawet
        gdybym się tam z kimś kochała na 1 raz, nie będąc w związku, albo gdybym grała w
        filmach porno,albo gdybym była prostytutką czy złodziejką, morderczynią,
        nieważne- wybaczyłby mi to, ponieważ to było. Jeśli czułabym skruchę i miała bym
        świadomosc, że zrobiłam źle, że tego więcej nie zrobię - wybaczyłby mi to
        wszystko, co robiłam. Bo liczy się teraźniejszosc i każdy zasługuje na szansę.
        Czy to dobre myślenie?
        Bo wychodzi na to, że ja mu muszę dać szansę, że powinnam wybaczyć ten występek.
        No ok, ale czy nie będę tego kiedyś żałować?;(
        • bestiatko Re: Przeszłość przed-związkowa 27.06.10, 19:22
          powiem tobie tak ty to musisz mu wybaczyc, ale czy bedzie odwrotnie
          ze on wybaczy tobie. Z autopsji wiem ze facet nie wybacza kobiecie.
          Powszechnie wiadomo ze jak oni zdradzaja to jest wszystko w
          porzadku. Ale jak kobieta zdradzi to zaraz jest wyzywana od
          najgorszych. Kiedys wypilam dwa piwa i uslyszalam od kolezanki ze ja
          to pijaczka a gdy ona podrywala innych to ja z premedytacja ze z
          niej dziwka. To ona zaraz sie obrazila i tak obrobila mi dupe wsrod
          znajomych. A co smieszne bylo ze inni powiedzieli jej wprost ze to
          jest prawda. Od tej pory unika wszystkich i jest wielce obrazona. Z
          tego wynika ze jak ktos dostaje druga szanse to nie potrafi z niej
          skorzystac. Tylko nadal powiela swoje bledy.
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 24.04.10, 16:06
        Dziekuję za wszystkie wpisy, za te niepochwalające również...
        Dziś czuję się już lepiej, właściwie dalej o tym rozmawialiśmy. To była chwila
        cos, co on stara się wyrzucić z pamięci. Lecz mam obawy, czy to się nie powtórzy
        kiedyś. Nie, że konkretnie z tą mężatką, tylko że w ogóle.
        On zapewnia, że wie już jak to jest, najchętnje wymazałby to z pamięci. I wcale
        nie czuje się lepiej przez to, że to z niego wyciągnęłam.
        ;(
        • nathasha Re: Przeszłość przed-związkowa 24.04.10, 20:31
          Jezeli bedziesz go nadal naciskac to on zwariuje i naprawde zacznie
          myslec ze zwiazal sie z wariatka. Nawet gdyby sie z nia przespal, teraz
          jest z Toba, razem tworzycie zwiazek i nie masz prawa czynic mu
          wyrzutow z powodu tego co bylo. Daj mu juz z tym spokoj, nie kontynuuj
          tematu, a zamartwianie sie typu "co bedzie gdy" jest chyba najlepszym
          sposobem na wrzody
          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 14:39
            Przyznał się, że to nie był tylko pocałunek a kilkumiesięczny romans., Mało
            tego, on z nią cnotę stracił. Zakochał się w niej wtedy i jednocześnie był w
            związku na odległość, a ona miała męża i dzieci.
            Potem zakończyli to, bo on chciał czegoś wiecej od życia niż ukrywania się przed
            całym światem, niemożnosc pokazania się razem. Żyli razem ale osobno.
            Kiedy oni to zakończyli , ona wyjechała do meża.
            To się działo na m-c przed tym, jak zaczeliśmy się spotykać.
            Wiem, że to było PRZED. Ale on przez 3 lata związku mi mowil różne kłamstewka z
            tym związane. Wierzyłam mu a teraz okazało się że to była bzdura.
            On nie chciał nigdy mi o tym powiedzieć, to miało nigdy nie wyjsć. Brnął w te
            kłamstwa tyle czasu. Nie moge się pozbierać, nie jem już 2 dni.Nie funkcjonuję,
            nie śpię. Płacze i myślę, jak mam dalej żyć z człowiekiem, który coś takiego
            ważnego zataił przede mną.
            Wyszło to tylko bo naciskałam, tak, nigdy bym się nie dowiedziała, że mój facet
            miał romans z mężatką.
            Doradźcie, co począć, jak mam mu teraz wierzyć w cokolwiek. Nie wierzę mu już w nic.
            Skąd wiedzieć mam, że w czasie naszego związku z nią się nie spotykał na raz? Boże..
            • lu_bella Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 08:12
              frajeroza napisała:

              > Przyznał się, że to nie był tylko pocałunek a kilkumiesięczny romans., Mało
              > tego, on z nią cnotę stracił.


              faktycznie cholerny problem dla Ciebie :/

              Zakochał się w niej wtedy i jednocześnie był w
              > związku na odległość, a ona miała męża i dzieci.

              I tego powinien żałować :>


              > Potem zakończyli to, bo on chciał czegoś wiecej od życia niż ukrywania się prze
              > d
              > całym światem, niemożnosc pokazania się razem. Żyli razem ale osobno.
              > Kiedy oni to zakończyli , ona wyjechała do meża.

              I tu jest koniec tamtej historii. Ty niestety z uporem maniaka rozgrzebujesz wszystko.


              > To się działo na m-c przed tym, jak zaczeliśmy się spotykać.
              > Wiem, że to było PRZED. Ale on przez 3 lata związku mi mowil różne kłamstewka z
              > tym związane.

              A po co naciskałaś. Czasem lepiej żyć w nieświadomości, mając poczucie, że tak jest. Jakby powiedział ci prawdę zrobiłabyś jazdę taka jak teraz tyle, że wcześniej ;/


              Wierzyłam mu a teraz okazało się że to była bzdura.
              > On nie chciał nigdy mi o tym powiedzieć, to miało nigdy nie wyjsć. Brnął w te
              > kłamstwa tyle czasu.

              I pewnie by nie wyszło jakbyś nie naciskała. Głupi facet tak Ci ufał, że ci powiedział. I to był jego błąd :/

              Nie moge się pozbierać, nie jem już 2 dni.Nie funkcjonuję,
              > nie śpię. Płacze i myślę, jak mam dalej żyć z człowiekiem, który coś takiego
              > ważnego zataił przede mną.
              > Wyszło to tylko bo naciskałam, tak, nigdy bym się nie dowiedziała, że mój facet
              > miał romans z mężatką.


              BYŁO NIE NACISKAĆ 8) Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Jak nie umiesz pewnych rzeczy odpowiednio przyjąć to nie proś się o nie.


              > Doradźcie, co począć, jak mam mu teraz wierzyć w cokolwiek. Nie wierzę mu już w
              > nic.
              > Skąd wiedzieć mam, że w czasie naszego związku z nią się nie spotykał na raz? B
              > oże..


              Zostaw go. Wyświadcz mu przysługę i go zostaw. Znają życie to przez jakieś 20 lat wypominałbyś mu to co było kiedyś i byłby to horror dla obojga.
              W następnym związku nie dopytuj się już o przeszłość to może jakoś się ułoży ;(
              • szonik1 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 11:21
                To masz nauczkę. Po co wyciągać coś, co było przed Tobą i nie ma z Tobą żadnego
                związku?Będzie chciał, to się będzie spotykał i miewał romanse pomimo Ciebie,
                nie będzie chciał - będzie Ci wierny. Po co martwić się czymś na zapas?
                Prezentujesz coś a la wrażliwość i naiwność panienki z 19 wieku.Tragedia.
                • plastelinka.czerwona Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 12:26
                  Dokładnie sama jest sobie winna. Mężczyzna w swej mądrości, dla jej dobra,
                  skłamał. Ona zaś miast z wdzięcznością przyjąć co jej raczył zełżeć, dociekała
                  dalej. Po co jej to było, mogła żyć w błogiej nieświadomości toć to lepsze niż
                  obecne dylematy.
                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 16:08
                    Ale ja nie chcę żyć w nieświadomości!
                    Jak mam się pogodzić z tym, że on wtedy zdradzał kogoś, a był przecież z kimś
                    na odległość. I w dodatku cnotę stracił z tą puszczalską krową. Nigdy o niej
                    złego słowa nie powiedział, mimo iż był jednym z wielu, bo miewała też innym
                    kochasiów. Wykorzystała go, a on i tak tego nie widzi, nie uważa tak i nic złego
                    o niej nie mówi.
                    To fer?
                    • plastelinka.czerwona Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 16:56
                      Moja poprzednia wypowiedź była ironiczna.
                      Jestem zdania, że partnerowi się nie kłamie. Rozumiem też, że fakt iż sypiał z
                      kimś będąc w związku burzy twój wizerunek ukochanego. Z wiernego i
                      wykorzystywanego zmienił się w zdradzającego i zakłamanego.
                      Jednak to że nie mówi źle o tamtej kobiecie nie poczytywałabym mu za złe, tylko
                      faceci bez klasy oczerniają kobiety z którymi sypiali i zwalają winę za zdradę
                      na kochanki. To ilu ona miała facetów nie zmniejsza jego odpowiedzialności za
                      zdradę ani tym bardziej za kłamstwa i obłudę w "cierpieniu" po zdradzie dziewczyny.
                    • szonik1 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:14
                      Jak aż tak Ci to przeszkadza,to możesz rozstańcie się?Bo inaczej będziesz zawsze
                      wobec niego podejrzliwa, nieufna i staniesz się b.zaborcza.Albo zamiast
                      przyglądać się jego byłym relacjom,może skup się na relacji mdzy Wami?
                      • panna.m.igotka Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 16:00
                        Zgadzam się z przedmówcą. Masz dwa wyjścia, albo zaufasz
                        bezgranicznie swojemu partnerowi, zamkniesz za sobą jego przeszłość
                        i będziecie sobie żyć, a los pokaże co będzie potem. Albo nie
                        zadręczając się wciąż kłębiącymi myślami przyszłej ewentualnej
                        zdrady i cudzołożenia twojego obecnego partnera przerwiesz ten
                        związek, a w przyszłości może znajdziesz kogoś kto będzie odpowiedni
                        twoim wyobrażeniom idealnego partnera. Radzę się zastanowić poważnie
                        nad samym związkiem, relacjom między wami i nie zadręczać się
                        wspomnieniami z przeszłości. Obyś podjęła słuszną decyzję.
                        Powodzenia.
                    • lili-2008 Re: Przeszłość przed-związkowa 05.05.10, 11:43
                      A ja nadal nie rozumiem co on takiego okropnego zrobił poza spaniem z mężatką.
                      Ja się nie dziwię, że ukrywał prawdę, sama zobacz jak zareagowałaś.

                      Ludzie często popełniają różne błędy, taka jest już ludzka natura, trzeba to
                      zaakceptować. Rozumiem, gdyby sypiał z tą kobietą, będąc z Tobą, ale to nie
                      miało miejsca.

                      To tylko przeszłość, jaki jest sens tak się na niej skupiać? Wtedy nie byliście
                      razem, teraz jesteście, może warto zająć się teraźniejszością?
        • lemonna Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 07:50
          piszesz jak jakaś psychiczna.
          każdy ma swoje tajemnice przedzwiązkowe i nikt nie musi o nich wiedziec, mogł
          nawet isc do łóżka z nią i nic ci do tego, po prostu przyjmij to do wiadomosci i
          tyle.
          teraz wy jestesce razem, to najwazniejsze.
          chyba, ze chcesz go osaczyc i zrazić do siebie to rób mu dalej akcje i wyrzuty o
          jakis glupi pocałunek.
          • plastelinka.czerwona Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 11:46
            Hmmm... to że ją okłamywał też ma po prostu przyjąć do wiadomości?
            Myślę, że każdy może oceniać "nadawanie się" do związku partnera na podstawie
            własnych kryteriów( wyznania, przeszłości, ocen w podstawówce, czy wielkości
            stopy). Jeśli się komuś pytania o jego przeszłość nie podobają może zerwać
            znajomość, może powiedzieć, że nie odpowie na takie pytania i wtedy druga strona
            musi zdecydować czy potrafi z tą niewiedzą żyć, ale nie ma prawa kłamać bo tak
            mu wygodnie omijać niewygodne dla siebie fakty.
            • lu_bella Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 18:49
              plastelinka.czerwona napisała:

              > Hmmm... to że ją okłamywał też ma po prostu przyjąć do wiadomości?

              To zupełnie inna historia. Najprawdopodobniej czuł pismo nosem i migał się od odpowiedzi.
              Dla mnie przeszłość nie miała nigdy znaczenie, więc nie pytałam. ktoś kto pyta chce...no właśnie, co chce ?

              > Myślę, że każdy może oceniać "nadawanie się" do związku partnera na podstawie
              > własnych kryteriów( wyznania, przeszłości, ocen w podstawówce, czy wielkości
              > stopy).

              Oczywiście :)

              Jeśli się komuś pytania o jego przeszłość nie podobają może zerwać
              > znajomość, może powiedzieć, że nie odpowie na takie pytania i wtedy druga stron
              > a
              > musi zdecydować czy potrafi z tą niewiedzą żyć, ale nie ma prawa kłamać bo tak
              > mu wygodnie omijać niewygodne dla siebie fakty.


              Moim zdaniem to autorka powinna była się zastanowić co będzie jak usłyszy odpowiedź. A teraz ? Usłyszała coś czego wolałby nie słyszeć i zamiast go zostawić to miota się. po co jej to było ?
              Jakby mnie ktoś zapytał o moją tego typu przeszłość to bym podziękowała. Ale wiem to po latach doświadczeń. Nie każdy nadaje się, żeby znać prawdę.
              Zastanawiam się też, na ile bezinteresowne było wtrącanie się autorki w poprzedni ( ten na odległość ) związek ?
              Myślę, że podświadomie chciała tak czy inaczej pomóc zakończyć.
              teraz ma to chciała. Tylko nad czym się zastanawia :/ ?
      • lu_bella Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 12:31
        Z zadawaniem ważnych pytań jest tak, że trzeba się liczyć z każdą odpowiedzią :(
        To jest trochę podobna sytuacja do badań prenatalnych ( wg mnie).
        Jak byłam w II ciąży lekarz zaproponował mi ww badania. Po chwili odpowiedziałam, że nie chcę, bo nic to nie zmieni. I tak urodzę.
        moje koleżanki ( z dwoma rozmawiałam) na takie badania się zdecydowały i okres czekania na wyniki był dla nich największą męczarnią na świecie.
        Drugi raz by tego nie zrobiły. Urodziły zdrowe dzieci i jest ok. Ale co by było jakby w badaniach wyszły wady genetyczne ?
        Mimo wszystko następny dylemat.

        Czy pytając go o przeszłość brałaś pod uwagę, że nie był taki święty ? Z tego co piszesz raczej nie. Wiec po co pytałaś ?
    • daszka26 Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 12:21
      Na głowę Ci padło kobietko? Po co pytałaś, co Cię obchodzi co było.Jest taka
      zasada "nie chcesz wiedzieć, nie pytaj". Ty mu się spowiadasz ze wszystkiego?
      Swoją drogą zacznij leczyć kompleksy, bo widać, że raczej nie czujesz się za
      pewnie. A jeśli tak bardzo się martwisz powrotem tej kobiety do waszego miasta,
      to radzę się przenieść na drugi koniec kraju. Tak samo to rozsądne jak Twoje
      wydumane pretensje do faceta (ja myślałam, że kogoś co najmniej zamordował).
      • ylfeth Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 10:49
        Sama napisałaś że jego dziewczyna, ta, z którą był w "oficjalnym" związku go oszukiwała, nie układało się między nimi, chłopak był nieszczęśliwy. zdradził ją tak jak ona jego zdradzała. może potrzebował bliskości, może mu imponowało, że ta starsza, atrakcyjna mężatka na niego leci. Nieistotne, nie byliście razem, to nie jest Twoja sprawa. Byłaż wtedy jego koleżanką, chociaż chciałaś czegoś więcej. I myślę że tutaj leży problem - on był związany z tą mężatką w okresie, kiedy chciałaś go mieś Ty - sorry, ale chłopak jest istota ludzka, z wolną wolą, sam wtedy wybrał ją zamiast Ciebie.

        Co do obecnej sytuacji powiem tyle - mój chłopak zanim się ze mną związał wiódł dość luzacki tryb życia - imprezy, panienki, niejednokrotnie takie na jeden raz. Też pewnie z którąś stracił dziewictwo :) Nie był w poważnym związku. I próbowałam go kiedyś podpytywać o te jego panienki, ale migał się od odpowiedzi. Wiem że z jedną spotykał się w okresie, kiedy mnie już na nim zależało bardziej, ale nie mam zamiaru naciskać, obrażać się, kombinować. To było jego życie. Teraz mamy nasze życie - carte blanche i sobie ją zapisujemy po swojemu. I jest fantastycznie.
    • madziaq Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 20:44
      Wy chyba oboje macie problem ze sobą. Facet całował się z kobietą i robi z tego
      "tajemnicę, którą zabierze go grobu", jakby kogoś zabił co najmniej. A Ty -
      dowiadujesz się, żę on się całował z kobietą (CAŁOWAŁ SIĘ RAZ, nie uprawiał
      seksu, nie zdradził cię z nią, zrobił to półtora roku przed tym, jak zostaliście
      parą) i świat Ci się wali na głowę? Zastanów się. Moim zdaniem bardzo bardzo
      wyolbrzymiasz problem. Piszesz, że trzeba być szczerym wobec siebie w związku.
      To prawda, ale czy szczerość oznacza wyliczenie na wstępie wszystkich byłych
      partnerów, co się z nimi robiło, kiedy i ile razy?
    • lili-2008 Re: Przeszłość przed-związkowa 05.05.10, 11:27
      Hmm... Chyba najwyższy czas zaakceptować fakt, że Twój facet zanim Cię poznał
      też miał swoje ŻYCIE. Przecież nie zdradził Ciebie!
      Nie chciał się przyznać, bo wiedział, jak zareagujesz.

      Ty przecież też miałaś facetów przed nim, może były to ciężkie związki, ale też
      kochałaś, całowałaś. Dlaczego uważasz, że masz prawo do takiej reakcji? Nie
      piszesz, żeby on Ci robił sceny zazdrości o byłych facetów.

      Moim zdaniem zdecydowanie przesadzasz. Z tego co piszesz wydaje się, że chłopak
      jest z Tobą szczery, kocha Cię. Daj mu szansę i zaufaj.
      Bez zaufania nie ma niestety dobrze funkcjonującego związku.

      Powodzenia.
        • lili-2008 Re: Przeszłość przed-związkowa 08.05.10, 01:35
          Przede wszystkim chłopak nie ma obowiązku opowiadać dziewczynie takich rzeczy.
          Posta pisałam zanim przeczytałam dalszy ciąg historii. W tym przypadku chłopak rzeczywiście okłamywał, ale przypuszczam, że robił to w dobrej wierze, bo chce być z autorką wątku, a takie historie mogą zniszczyć całe zaufanie i chyba każdy sobie zdaje z tego sprawę.
          Niestety wiele bab tak ma, że koniecznie musi wiedzieć o swoim lubym wszystko, wyciągają przeróżne informacje, a kiedy facet wreszcie się przyzna do jakichś swoich błędów z przeszłości są załamane.
          Nie trzeba było się o to dopytywać to by nie było sprawy.
          Możliwe, że w tym przypadku chłopak byłby uczciwy - zupełnie inny związek, nie na odległość, może prawdziwa miłość.
          Gdybyśmy tak wszystkich oceniały po tym co zrobili kiedyś to żadna nie byłaby w związku - prawie każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu co nie oznacza, że chce je nadal popełniać.
          • plastelinka.czerwona Re: Przeszłość przed-związkowa 08.05.10, 01:52
            Oczywiście, że nie ma obowiązku opowiadania o swojej przeszłości, ale jeżeli
            partner pyta i jest to dla niego ważne, to jest obowiązek mówienia prawdy lub
            szczerego powiedzenia "nie chce na ten temat rozmawiać".
            Opowiadanie kłamstw "dla dobra" okłamywanego jest wygodnictwem i oszustwem.
            Decydować co ma dla kogoś znaczenie powinien sam zainteresowany.
            Dopytywanie jest bardzo dobre, każdy powinien to zrobić w kwestiach dla siebie
            istotnych, czy jest to podejście do wychowania dzieci, kwestie wydawania
            pieniędzy, przeszłości partnera, czy jego ocen w podstawówce.
            Facet od początku tego związku nie był uczciwy - żaląc się i przeżywając wielką
            zdradę i rozstanie, sypiając jednocześnie z inną.
              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 00:36
                Nie zamierzam Go zostawić, to porządny człowiek, posiada wszystkie cechy
                charakteru , których każda kobieta szuka czasem i latami. Kocham Go, planujemy
                przyszłosć.
                Kłamał (jak mawia) tylko w tej kwestii. Z uwagi na to, że znałam osobiście jego
                ex, nie chciał mi o tym powiedzieć. Również z uwagi na to,że źle bym o nim
                pomyślała, być może nie chciałabym z nim wchodzić w związek, a poza tym -
                obiecał jej, bo to mężatka. Dodatkowo sam chciał to zakopać w pamięci.
                Ja, dopytując, wciaż to rozkopywałam i rozdrapywałam. Zmuszony był kłamać, bo na
                początku znajomości ja się zgodziłam na obecnosc tej tajemniscy w Jego życiu,
                obiecałam nie drążyć. Złamałam to i drążyłam. Zatem kłamał.
                W ciągu tych trzech lat jak do tej pory, nic na Niego nie mam. Żadnego kłamstwa,
                żeby jakieś wyszło z czasem, czy bym Go przyłapała, czy doszłyby do mnie słuchy
                o czymś - NIC. Mało tego, przez cały czas bycia ze mną zwierzal mi się z takich
                błahostek z któych w ogóle nie musiał. Gdy pytałam o coś, co mógł skłamać ( np.
                czy ta ci się podoba? albo, powiedz szczerze, czy ta jest w twoim typie)
                odpowiadał szczerze. Nie było tak, że zawsze się zapierał, a potem wychodziło na
                moje. Po prostu mówił prawdę nawet gdy mógłby spokojnie zełżeć i mogłoby to
                szybko nie wyjść.
                Wobec tego, skoro nie mam na Niego innych haków, to powinnam Mu wierzyć i
                zaufać. Powinnam. Lecz mam czasami tak, że myślę, iż może w czymś jeszcze mnie
                okłamał i to nigdy nie wyjdzie, a może nie kłamał w niczym i powinnam mu zaufać?
                I codziennie mam takie dwie rozbieżne myśli, raz tak, raz siak.
                Rozmawiamy o tym, często wałkujemy ten temat, jest to męczące dla Nas, ale co
                zrobić, skoro stale mam momenty zawahania.
                Jestem normalna, ponieważ oczekuję szczerosci. Więcej luzu, tzn. że można się
                okłamywać w błahych sprawach i jest cacy? A co wg was należy do tych błahych
                spraw? Przecież każdy człowiek ma inne wartosci, zasady. Dla jednych wazna jest
                szczerosc absolutna, dla innych dopuszczalne kłamstwa drobne, dla jeszcze innych
                można łżeć ile wlezie i też będzie ok.
                Ja mam takie zasady i kropka, nikt z was nie ma prawa mi mowić, że to jest
                głupie, chore, nienormalne. Wy macie prawo do swoich zasad i żyjcie sobie wg
                tych swoich zasad, nic mi do tego.
                Nie oceniajcie. Proszę tylko o to, byście się jednak zastanowili, czy
                rzeczywiście przeszłosć przed związkiem nie powinna nikogo interesować. Bo jeśli
                kobieta była kiedyś prostytutką, puszczała się, grała w filmach porno, albo
                zdradzała swojego meżą, czy siedziała w więzieniu za molestowanie syna( to tylko
                przykłady), to na miejscu faceta, mocno bym się zastanawiała, czy z taką kobietą
                można w związek wchodzić.
                Mój facet mnie nauczył tego, że każdy zasługuje na szansę. Ja tez mam grzeszki,
                mój facet o nich wiedział i mimo to, zaufał mi, wszedł w to. Jednakże nie
                każdego stać na taką odwagę, mnie kiedyś, dawno temu, skreślono i szansy nie
                dano na przykład....
                Jest ciężko mi z tą świadomością, że mój facet święty nie był, a za takiego go
                jednak uważałam. Ciężko, że to, co podejrzewałam, a czemu zaprzeczal okazało się
                być prawdą. Ciężko też zaufać ponownie i uwierzyć, że faktycznie tylko w tej
                jednej kwestii kłamał. Lecz zasługuje na szansę, dałam Mu ją.
                Nie będę czekać do następnego kłamstwa, tylko jeśli kiedyś coś wyjdzie, to już
                nie będę się zastanawiała co zrobić.
                Bez ryzyka, niestety nie przekonam się, czy On jet tego wart. Wierzę, że jest i
                te 3 lata dały mi dowód na to, że warto.
                Życie jednak pokaże, czy warto było.
                • lili-2008 Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 10:35
                  frajeroza napisała:
                  Nie oceniajcie. Proszę tylko o to, byście się jednak zastanowili, czy
                  rzeczywiście przeszłosć przed związkiem nie powinna nikogo interesować. Bo jeśli
                  kobieta była kiedyś prostytutką, puszczała się, grała w filmach porno, albo
                  zdradzała swojego meżą, czy siedziała w więzieniu za molestowanie syna( to tylko
                  przykłady), to na miejscu faceta, mocno bym się zastanawiała, czy z taką kobietą
                  można w związek wchodzić.
                  Mój facet mnie nauczył tego, że każdy zasługuje na szansę.



                  To w takim razie należy się mocno zastanowić, czy też dać drugą szansę?

                  I proszę Cię, nie pisz "mu", "jego", "nas" z wielkiej litery. Zbyt daleko idąca
                  forma grzecznościowa, a właściwie błąd językowy.
                  Z kolei "was" jest już z małej litery, a bardziej na miejscu byłoby z wielkiej:P
                  Nie piszcie, że nie mając co napisać czepiam się takich rzeczy, bo nie znoszę,
                  gdy ludzie piszą w taki sposób. Wydaje im się, że coś wiedzą; że słyszeli, że
                  dzwonią, ale nie wiedzą, w którym kościele.
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 14.05.10, 13:58
        lili2008-
        boli mnie to, że mnie okłamywał
        boli mnie, że kiedyś kogoś zdradził, mówił/pisał kocham dwóm na raz
        boli mnie, że przyzwalał na zdradę bo sam był jej obiektem ( romans z mężatką)
        nie ufam Mu i boję się, że kłamał we wszystkim
        mimo iż inne kłamstwa nie wyszły, uznaję, że jest takim spryciarzem, że nic nie
        wyszło
        sama nie wiem jak żyć dalej skoro nie ufam, nie wierzę, myślę nawet, ze wciaz są
        razem tylko ukrywają to
        można zwariować...
        • jo_a_sia Re: Przeszłość przed-związkowa 14.05.10, 15:33
          Wiem, że teraz bardzo cierpisz. Myślę, że potrzebujesz pobyć trochę sama, nabrać
          dystansu do partnera i tego co się stało. Potrzebujesz czasu, by przemyśleć
          pewne sprawy i zastanowić się, czy jesteś w stanie być z nim dalej. Ten czas w
          samotności jest potrzebny też by sprawdzić czy ten właśnie mężczyzna jest wart
          tego by dalej wiązać z nim swoją przyszłość. Trwanie dalej w związku, przy tak
          silnym poczuciu urazy do partnera może tylko pogłębić Twój ból.
    • gtomasso Nieświadomość i głupota służą szczęściu w życiu! 14.05.10, 19:45
      Atakuje się tutaj autorkę strasznie - że po co pyta, po co chciała wiedzieć, że
      psychiczna... no jasne, typowo wyprane na współczesną modłę mózgi!
      Lepiej nie wiedzieć, jak powstaje żarcie do McDonalda - bo przecież trzeba żreć,
      takie dobre, po co sobie psuć ten obraz? Po co wiedzieć, że nasze bluzeczki za
      99,99 zł produkują chińskie dzieci zapierdzielając po 12 h dziennie za parę
      groszy, a że wyprodukowanie takiej bluzeczki kosztuje jakieś 99 gr? Lepiej po
      prostu kupować i ładnie wyglądać, co nie?

      Dużo przyjemniej i wygodniej żyje się w błogiej nieświadomości - taka jest
      ścieżka dla mas i to się z pewnością nie zmieni. Lepiej nie wiedzieć, nie
      myśleć, tylko po prostu być i robić. Osiągnąć szczęście posiadając takową
      szeroko pojętą świadomość jest zadaniem dużo bardziej ambitnym - nie śmiem
      nikogo do tego namawiać, gdyż hedonizm, wygodnictwo i lenistwo umysłowe są zbyt
      przyjemne i atrakcyjne, aby "lud" zechciał z nich zrezygnować...

      Niemniej nie przejmuj się tymi opiniami - przeszłość często MA znaczenie, czy
      tego byśmy chcieli czy nie. Rozumiem, że można nie chcieć jej znać, można nie
      chcieć o niej pamiętać, ale to jest właśnie najprostsza droga do tego, że pewne
      historie będą się powtarzać. To jest niestety typowe dla ludzkości - nie chcemy
      pamiętać, nie uczymy się, tylko w kółko popełniamy te same błędy.

      W podobnym tonie widziałem kiedyś wątek, w którym ciskano w dziewczynę gromy, bo
      wyczytała jakieś straszne wiadomości z pamiętnika mężusia - szmata przecież, bo
      nie miała prawa! Tak samo w komórkę zaglądać :) a że koleś zdradza, kłamie? Nic
      to, ważniejsze że wariatka się wtrynia :D hehe, żałosne to jest... ale taki już
      jest właśnie "lud" ;)

      A do autorki - cóż, widać że sobie strasznie wyidealizowałaś kolesia, a teraz
      widzisz, że to jednak nie jest taki kryształ... to też nie jest niestety nic nowego.

      Rozum to przeciwieństwo emocji. Niestety także zarazem największa przeszkoda w
      osiągnięciu szczęścia... Lecz jego brak, jak widać, też go nie gwarantuję.

      Współczuję, ale tutaj nic mądrego doradzić się nie da. Jedynie tyle, to taka
      większa mądrość życiowa, trzeba nabrać dystansu i umieć go na właściwym poziomie
      utrzymać. Życie nie było, nie jest, i nie będzie łatwe, kolorowe i przyjemne.
      Tak to jest tylko w filmach/serialach ;) Dlatego właśnie warto pracować nad tym
      dystansem ;)
      • lu_bella Re: Nieświadomość i głupota służą szczęściu w życ 15.05.10, 20:57
        Przeczytaj jeszcze raz wątek, a najlepiej doczytaj jeszcze forum.gazeta.pl/forum/w,15128,110545223,110545223,Przeszlosc_przed_zwiazkowa.html
        I oto ukazuje się obraz kobiety, która wierciła dziurę w brzuchu facetowi, żeby zdradził jej tajemnicę. Tyle, że ona spodziewała sie info o aborcji :O
        I oto powaliła ja wiadomość, że kiedy ona zabiegała o względy kolesia, uświadamiała, że jego związek na odległość nie ma szans, on bzykał mężatkę. Na dodatek STARSZĄ :/ Ba ona czuje się zdradzona jeszcze zanim zostali parą, bo pisał do niej na gg o sprawach osobistych.
        Są ludzie, którzy jej radzą żeby go zostawiła. A ona, że nie. Czego więc chce ?
        Myślę nad tym juz drugi tydzień i ni huhu nie wiem ;/
        Ale jak wymyśle to napiszę ;D
        • frajeroza Re: Nieświadomość i głupota służą szczęściu w życ 15.05.10, 21:09
          Ciekawe czy byś była taka wesoła, gdyby Ciebie coś takiego spotkało.
          Co innego od samego początku wiedzieć o pewnych faktach.
          A co innego przez 3 lata słuchać kłamstw, żyć w pewnej świadomości, że to i
          tamto, a po trzech latach dowiedzieć się, że było inaczej.
          Nie życzę Ci takiej niespodzianki w życiu.

          Gdyby od razu powiedział co i jak, byłoby inaczej. Nie wiem jak, ale na pewno
          nie żyłabym tyle czasu w ułudzie.

          On stworzył obraz siebie jako ideała, skrzywdzonego przez dziewczynę na odległość.

          Wyszło co innego, wyszła prawda o Nim, jaki jest.

          W związku z tym, mam obawy - wydaje mi się słuszne - by bać się, że kiedyś
          zdradzi, bądź ulegnie znowu tej samej kobiecie, bo kto wie, czy Ona kiedyś nie
          zapragnie ponownego romansu.

          Nie umiecie się postawić w mojej sytuacji.
          • lu_bella Re: Nieświadomość i głupota służą szczęściu w życ 16.05.10, 10:51
            frajeroza napisała:

            > Ciekawe czy byś była taka wesoła, gdyby Ciebie coś takiego spotkało.
            > Co innego od samego początku wiedzieć o pewnych faktach.
            > A co innego przez 3 lata słuchać kłamstw, żyć w pewnej świadomości, że to i
            > tamto, a po trzech latach dowiedzieć się, że było inaczej.


            Takie jest życie. czasem ludzie po 5 latach małżeństwa dowiadują się, że żyją z
            chamem, pijakiem, przemocowcem itp.


            > Nie życzę Ci takiej niespodzianki w życiu.


            Ja Tobie też nie życzę niektórych moich przeżyć :/

            >
            > Gdyby od razu powiedział co i jak, byłoby inaczej. Nie wiem jak, ale na pewno
            > nie żyłabym tyle czasu w ułudzie.


            Czy aby na pewno ułudzie ?


            >
            > On stworzył obraz siebie jako ideała, skrzywdzonego przez dziewczynę na odległo
            > ść.
            >

            A może to Ty stworzyłaś sobie obraz ofiary ( przecież to za twoją namowa
            zweryfikował swój związek na odległość ). Chciałaś się zaopiekować bezbronnym,
            pokrzywdzonym stworzeniem, dać mu całą siebie, a tu bach ! - nie taki
            pokrzywdzony, nie taka ofiara ')


            > Wyszło co innego, wyszła prawda o Nim, jaki jest.


            Zburzył TWOJĄ wizje jego i tyle.

            >
            > W związku z tym, mam obawy - wydaje mi się słuszne - by bać się, że kiedyś
            > zdradzi, bądź ulegnie znowu tej samej kobiecie, bo kto wie, czy Ona kiedyś nie
            > zapragnie ponownego romansu.


            To go zostaw i tyle.

            >
            > Nie umiecie się postawić w mojej sytuacji.

            >
            Owszem. Bo ma swoje dużo poważniejsze problemy.
            >
    • evrin Re: Przeszłość przed-związkowa 15.05.10, 23:21
      Naprawde potrzebujesz pomocy psychologicznej, tego, zeby ktos Ci powiedzial w oczy to, co pisza dziewczyny. To jak podchodzisz do jego przeszlosci niszczy Wasz zwiazek i jak facet tego psychicznie nie wytrzyma i Cie w koncu zostawi, to bedziesz mogla miec pretensje tylko do siebie samej. A zostawi raczej dla usmiechnietej kolezanki z pracy niz dawnej milosci. Jestes generatorem problemow.
    • luksusowa.narzeczona Re: Przeszłość przed-związkowa 03.06.10, 22:47
      przeczytalam caly watek i moje zdanie jest takie, ze twoja reakcja na wyznanie
      chlopaka jest kompletnie niewspolmierna do przyczyny. zachowujesz sie tak, jakby
      to kiedys ciebie zdradzil. przeczytaj co dziewczyny wyzej pisza, to prawda, ze
      czujesz sie zdradzona, bo sypial z ta kobieta wtedy gdy ty go chcialas miec. jak
      piszesz boisz sie, ze znow cie z nia zdradzi. ciekawe, ze nie boisz sie, ze
      zdradz cie np. z kolezanka z pracy, tylko wlasnie z ta mezatka. sama stworzylas
      sobie problem, z ktorym sobie nie radzisz. na pewno pomoglaby ci wizyta u
      dobrego psychologa.

      tak na marginesie, to nie wiem po co tak analizujesz co bylo przed waszym
      zwiazkiem. czy twoj chlopak musial ci opowiadac ze szczegolami o wszytskich
      swoich wczesniejszych zwiazkach i przygodach? nie rozumiem po co ludziom takie
      informacje.

      i najwazniejsze - przestan meczyc tego biednego chlopaka, walkowac ten temat bez
      konca. wspolczuje mu strasznie. obawiam sie, ze moze miec ciezkie zycie z toba,
      a ty rowniez z tymi swoimi problemami. zastanow sie powaznie nad wizyta u
      psychologa.
    • bestiatko Re: Przeszłość przed-związkowa 27.06.10, 19:12
      Bede brutalna i powiem wprost sama sie wepchalas w taki zwiazek,
      chcialas go zdobyc a jak juz osiagnelas swoj cel to raptownie ze
      jest inna kobieta niz jego eks dziewczyna. Dodam ze na samym pocztku
      mialas wyrazne sygnaly od niego ale je zbagatelizowalas. Chcialac
      byc szczesliwa za wszelka cene i tak oto zaplacilas. dodam ze
      wlasnego szczescia na cudzej krzywdzie nie zbudujesz. On byl wobec
      ciebie fer ale ty nadal nagabywalas. Uwazam ze traktuje ciebie tylko
      jako znajoma przed ktora musial sie wygadac i zostac pocieszony i
      nic poza tym. Jakby chcial byc z toba to powiedzial by tobie prawde
      na samym poczatku niezaleznie jakie beda z tego konsekwencje.
      Naprawde trudno mi tobie cos doradzic, przedstawilam tobie tylko
      sytuacje jaka ja widze z innej perspektywy.
      • rocco-siffredi Ile mozna to samo walkowac?????????? 03.07.10, 01:21
        Rany, kobieto czy ty muszis zszukac dziury w calym? Gdybys nie miala problemow
        to bys je sobie wynalazla.
        Daj ze spokoj juz temu biednemu facetowi do cholery
        zdradzil Cie?
        co za glupoty opowiadas zo jakims zdradzonym zaufaniu i tym podobne "jak dalej
        zyc, jak zaufac" - co to jest do cholery, jakas brazylijska telenowela?

        wez zesz sie w garsc i przestan zatruwac zycie sobie, facetowi i ludziom na forum

        ja rozumiem z ekobiety musza sie wygadac, przeanalizowac kazdy detal i tak
        dalej, ale to juz jakas czarna komedia - bedziesz sie pograzac w tej paranoii to
        sobie facet sie zabierze i pojdzie w cholere i nie bedzies zmiala dylematu
        "zaufac i jak dalej zyc z tym facetem"

        pozdrawiam
        • frajeroza Re: Ile mozna to samo walkowac?????????? 03.07.10, 13:01
          Nie podoba się to nie czytaj. To ja mam problem, nie Ty. Ciebie on nie dotyczy,
          nie rozumiesz go nawet więc na cholerę się udzielasz?!
          Nie zdradził - tak mówi. A skąd ja mam do cholery wiedzieć kiedy tamta dokładnie
          wyjechała?! Czy ja za nimi chodziłam wtedy?! A może pukał nas obie jednocześnie
          przez pół roku, a ciul wie! Nic nie wiem i to jest nagorsze, że mógł to robić a
          ja się o tym zapewne nigdy nie dowiem.
          Ba- jeszcze muszę wierzyć w to, co mi mówi. Tak.
          Tak, jak przez te 3 lata, gdy mówił, że to tylko przyjaciółka. Hehe.
          Ile jeszcze się dowiem cudownych rzeczy o moim facecie od Niego samego albo
          kogoś innego? Na końcu może się dowiem, że to miastowy jebaka a mi wmawiał, że
          jest monogamistą o wielkim sercu i nie mógłby z dwiema na raz się spotykać i bzykać.
          Komedia-może dla Ciebie. To mnie spotkało i do śmiechu mi nie jest, gdy mam
          życie dalej planować z człowiekiem, który miał mnie nigdy nie okłamać, a to
          robił notorycznie przez 3 lata.
          Nie wiesz jak to jest i zapewne gdyby Ciebie to dotknęło, parsknąłbyś śmiechem i
          żył dalej. Gratuluję ale nie zazdroszczę.
          Dlaczego mam akceptować to wszystko takim, jakie jest? Przecież prosiłam od
          początku o szczerość do cholery. Czy dla was facetów jest to takie ciężkie nie
          do przeskoczenia?!
          I skąd mam wiedzieć, że On jej nadal nie kocha, nie czeka aż wróci by znowu ją
          dymać. To Jego pierwsza więc.... Skąd mam mieć pewność, że jak Ona się kiedyś do
          Niego nie odezwie, to nie poleci do Niej jak posłuszny piesek a mnie kopnie w d..?
          I też nie wiem, czy wciąż nie utrzymują kontaktu, a może ją dyma raz w tygodniu.
          Nie wiem nic.
          • se-bdy To się nie uda 22.11.10, 02:53
            Już jest za późno.
            Temu człowiekowi już nigdy nie zaufasz.
            Dalsze z nim życie nie ma sensu.
            Wróci z imprezy, gdzie kurtka przesiąknie zapachem sąsiedniej, kobiecej, której właścicielka zdecydowanie nadużywa perfum, i co?
            Mężatka, czy nie?
            Szkoda, bo może to dobry człowiek jest.
            Ale Ty mu już nie zaufasz.
            Nigdy.
    • stofftier Re: Przeszłość przed-związkowa 04.07.10, 18:52
      Wierzę mu, bo jak dotąd nigdy mnie nie okłamał, nie przylapałam go na niczym
      > złym. Jest takim facetem, jakiego szukałam. Czułym, wrazliwym, opiekuńczym,
      > troskliwym, uczynnym i pomocnym, zawsze można na niego liczyć i nikomu nie
      > odmawia pomocy. Spokojjny, odpowiedzialny i porzadny człowiek, bez nałogów i
      > przede wszystkim szczery. Te 1,5 roku to najcudowniejsze chwile mego życia

      hmm, masz superfantastycznego wymarzonego faceta i na siłe robisz problem z sytuacji, która zaszla zanim się poznaliście. A z tego co napisałaś we wstępie, Ty miałaś bardziej burzliwą przeszłość, i, o ile rozumiem, Twój facet nie robił z tego problemu. Ciesz się swoim związkiem i pielęgnuj go, a wypłakiwanie oczu zostaw na gorsze czasy (oby nigdy nie nastąpiły).
      Facet mógł mieć romans, rozumiem, że nie czujesz się z tym komfortowo, a to BYŁO I MINĘŁO. Zniszczysz sobie życie zamartwiając się bez potrzeby. Pomyśl: wtedy zdradził, bo był w nieciekawym związku i czuł się źle. Teraz ma Ciebie, wszystko się układa, więc po co miałby Cię zdradzać i kombinować.
      Moja rada: spróbuj przełożyć te negatywne emocje (niedługo złość minie, tylko nie pielęgnuj jej) na pozytywne - budowanie Twojego związku z fantastycznym facetem
    • zamszowa Re: Przeszłość przed-związkowa 05.07.10, 20:31
      u mnie było tak:
      jedna laska, co z nia na solarkę chodziłam miała brata. Ten brat miał dwóch
      kumpli, jeden z nich miał koleżankę, a ona wujka. ten wujek miał znajomą co byał
      kuzynką matki mojego ojczyma. i tak się zaczeło. smssy, gadu gadu i jak sliwka
      w kompot.ta koleżanka siostry tego kumpla co zna moją ciotkę i jej pierwszego
      męża o tym się dowiedizała i się wydało.
    • anika.1986 Re: Przeszłość przed-związkowa 16.11.10, 08:29
      Przypuszczam, że jesteś dosyć konserwatywna. Byłam kiedyś taka jak Ty, teraz jestem szczęśliwa mężatka ze zdecydowanie większym dystansem.
      Czy myślałaś że on był prawiczkiem? Bo może myślałaś, a okazało się że przeżył swój pierwszy raz przed Tobą. Mi się wydaje, że wyolbrzymiasz, chciał zataić bo zna Ciebie i wiedział jak zareagujesz.
      A na przyszłość- nie zgadzałabym się na ich wspólne spotkanie, tylko we 2 jak ona wróci. W moim związku nie ma czegoś takiego jak osobne wyjścia jego z koleżanką albo moje z kolegą, i jest ok. Tak nam obydwojgu pasuje. Mój mąż miał bujną przeszłość, przynajmniej w porównaniu ze mną- z nim straciłam dziewictwo-czekałam na tego "wyjątkowego". On w tym czasie wiele razy się sparzył i sam mi zaproponował ten układ, bardzo dobry z resztą.
      Radziałabym Ci nabrać więcej dystansu, bo on nie okłamał tylko nie powiedział ze strachu o Twoją reakcję- i jak widać miał rację. Odczekaj trochę, uspokój emocje- jesli nabierzesz dystansu-to dobrze, tym bardziej, że masz cudownego faceta. Jeśli nie będziesz potrafiła zapomnieć to skończ, nie jesteś związana łańcuchami żeby musieć z nim być. Związek to nie męka, to ma być wspólna radość.
    • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 18.11.10, 16:58
      Napiszę dosyć brutalnie.
      Skoro już o tym wiesz (na własne życzenie zresztą), a nie chcesz faceta zostawiać, to pozostają ci dwie opcje:

      a) pogodzić się z tym, wybaczyć i żyć dalej
      b) zadręczać siebie i faceta wyrzutami, zazdrością i pretensją

      Przy podejmowaniu wyboru opcji a) należy zastanowić się, CO konkretnie jest do wybaczania i godzenia się. Na pewno nie zdrada, bo jak sam słusznie ci powiedział, to dotyczyło jego eks-dziewczyny, nie ciebie. Czy jest tutaj to wybaczania kłamstwo? Zauważmy, że na samym początku zastrzegł sobie prawo do tajemnicy - a ponieważ nie dotyczyła ona ciebie, można uznać, że miał do tego prawo. Co najwyżej możemy czepiać się wersji o tym, jak to byli przyjaciółmi, którą wstawiał ci wcześniej. Z drugiej strony - chciał to zostawić dla siebie, bo to była sprawa z przeszłości, to ciebie nie dotyczyło. Z trzeciej strony - rozumiem opory przed związkiem z kimś, kto raz już kogoś zdradził (okoliczność łagodzącą może stanowić co najwyżej "telefoniczny" charakter tego związku).
      Tyle faktów. Historię o złej mężatce, która wróci i co go zabierze, wymyśliłaś sobie sama. Musisz sobie teraz przeanalizować, co przemawia do ciebie bardziej, co jest w tej historii istotniejsze? Niewierność wobec telefonicznej ex czy 3 lata udanego związku? Fakt, że przyznał się do tajemnicy, że ostatecznie powiedział czy fakt, że kiedyś ci wmawiał niewinny charakter tego związku?
      Na twoim miejscu zapytałabym, czemu nie powiedział ci o tym wcześniej, skoro ciebie nie dotyczyło. Być może jego zachowanie podświadomie sprowokowałaś sama, opowiadając mu o tym, jakie masz problemy z zaufaniem, jaką masz zszarganą psychikę. Facet kłamał i to urosło do wielkiej tajemnicy, która stała się niemalże powodem końca związku. Porozmawiajcie o tym, by spojrzeć na rzecz z właściwej perspektywy. Sama napisałaś, że wg niego ważne są sprawy tylko między wami, że (zakończone!) sprawy sprzed związku to prehistoria i się nie liczą. To by tłumaczyło częściowo ten konflikt - on postąpił zgodnie z tą zasadą i na dodatek postanowił cię chronić.

      A czy warto z nim budować dalej - imho to nie zależy tyle od niego, co od ciebie. Skoro na podstawie historii z przeszłości budujesz paranoiczną wizję odbijającej ci go byłej, skoro nie śpisz po nocach w obawie przed jej przyjazdem i masz takie problemy z zaufaniem, to zastanów się nad ewentualnym ślubem. Tak samo, jeśli wasze podejście do czasów sprzed związku jest - jak widzę - różnicą nie do obejścia dla was. Znajdź sobie kogoś, kto ci się zwierzy z każdego pocałunku sprzed poznania ciebie i po dokładnym sprawdzeniu, czy to w 100% prawda buduj związek.
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 23.11.10, 08:32
        Dziękuję za rady.
        Ona już dawno wróciła, ba, mój kochany nawet ją na mieście widział. Ona się nie odzywa do niego, nie pisze, milczy. A ponoć mieli byc przyjaciółmi, ona to urwała. Czemu?
        1. w międzyczasie okazało się, że mój kochany był jej jednym z paru ( miewała takie romanse już) i może ona bawiła sie nim, stąd to milczenie
        2.może ona go kocha, wie, że on jest ze mną i nie chce mu życia psuć
        3. może wciąż mają kontakt i dymają się po kryjomu a ja, zarówno jak i jej mąż nic o tym nie wiemy....

        Takie własnie mam myśli. Nie wiem jak jest. On mi opowiadał, że było między nimi uczucie, że on mowil, że kocha, że ona też. No ale jak sobie pomyśle, że jestem samotną, niedowartościowaną, pozostawioną samą sobie mężatką około 35lat, interesuje się mną szczeniak 20paroletni to podbudowuje. Korzystam. A co mi tam. No i on mi nagle wyskakuje z jakimś "kocham". No to przecież mu nie powiem - słuchaj, ja ciebie nie kocham, kocham męża, ty mnie dymasz i jest to fajne.". Tylko powiem mu, że tez go kocham, żeby nie odchodził-logiczne. Ale do mojego kochanego nie dociera, że mógł być zabawką od początku do końca. Tym bardziej, ze się nie odzywa, olała go i że miała innych przed nim i pewnie i po nim. On nie dopuszcza do siebie nawet takiej myśli, chyba lepiej mu się żyje z takim wmawianiem sobie, że ona go kochała. No cóz, niech sobie wmawia....
        Zakładajac, że to prawda, bo jak pisalam wyżej - mam tez myśli, że oni wciąż się grzmocą, bo to niemożliwe, że nie ma kontaktu z taką za**sta laską.

        Uff,.

        Co mam wybaczać? Ano:
        -zdradzał swoją dziewczynę, obu naraz mówił kocham ( jednej osobiście, drugiej telefonicznie)
        -dymał mężatkę, co już świadczy o jego braku zasad moralnych
        -kłamał mi 3 lata i nie wyjawił prawdy sam z siebie, a za sprawą mego nacisku i to dość ciężkiego.

        Czemu nie wyjawił od razu? Twierdzi, że nigdy nikomu nie chciał o tym mówić, bo to coś złego, czego żałuje. Gdy pytałam - czego tu żałować, nie daje jednoznacznej odpowiedzi. No bo czego tu żałować? Przecież było miło i przyjemnie dla obu stron. Nikomu z tego powodu ręki czy nogi nie urwało, nikt nie umarł wskutek tego romansu, zatem czego tu kurna żałować?! Myślę, że on tylko tak mi gada, żeby poudawać takiego co się zmienił. A w gruncie rzeczy nie żałuje ani troche. Przecież dzięki niej nabył doświadczenia, poznał, co to seks, kobiece ciało...

        To wszystko mnie boli do takiego stopnia, że czasami mam ochotę strzelić sobie w łeb. Nie mam pewności już do niczego.
        Nie jestem pewna, czy ona sie kiedyś nie rozwiedzie i nie przylezie do mojego faceta. Piękna jest, nie to co ja, więc duża szansa, że ją przyjmie. On zaprzecza, ale kto go tam wie.....
        Nie jestem pewna, czy nadal się nie dymają. Przecież nie łażę za nim ani nie sprawdzam, czy w robocie jest czy nie, czy pojechał tam czy nie tam.
        Nie jestem pewna, czy nie dymał nas jednocześnie - o ile skończył z nią romans. Twierdzi, że nie mógłby na raz tego toczyć. No ale przecież już toczyl, prawda? Będąc z tamtą przez telefon i romasując z inną.
        Już nic nie wiem, a żyć trzeba. Jakieś plany snuć.
        Kocham go, on mnie też, widzę i czuję. Jednak przeraża mnie to wszystko, wiedząc, że O N A jest blisko i w każdej chwili.....
        ;(
        • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 24.11.10, 11:37
          Wyciągasz całą masę pochopnych wniosków na podstawie faktu, że ona urwała znajomość.
          Dla mnie bardziej prawdopodobna jest opcja 4: to, co było między nimi, wygasło, a przyjaciółmi widocznie też nie byli tak wielkimi, by kontynuować znajomość.
          Teraz pytanie: dlaczego tej opcji nie bierzesz pod uwagę?

          > Zakładajac, że to prawda, bo jak pisalam wyżej - mam tez myśli, że oni wciąż si
          > ę grzmocą, bo to niemożliwe, że nie ma kontaktu z taką za**sta laską.

          Nie rozumiem. Dlaczego niemożliwe?

          > Co mam wybaczać? Ano:
          > -zdradzał swoją dziewczynę, obu naraz mówił kocham ( jednej osobiście, drugiej
          > telefonicznie)

          To nie ty masz to wybaczać, bo nie jesteś stroną w tej sprawie.

          > -dymał mężatkę, co już świadczy o jego braku zasad moralnych

          Również nie ty masz to wybaczać, bo nie robił tego przeciw tobie.

          > -kłamał mi 3 lata i nie wyjawił prawdy sam z siebie, a za sprawą mego nacisku i
          > to dość ciężkiego.

          Pisałaś, że na początku akceptowałaś jego tajemnicę, zatem logiczne, że nie poczuwał się do wyjawiania jej.
          Zaczęłaś naciskać - to wyjawił.
          Dla mnie obronił się tylko argument "kłamał 3 lata", to jest poważny zarzut.

          > Czemu nie wyjawił od razu? Twierdzi, że nigdy nikomu nie chciał o tym mówić, bo
          > to coś złego, czego żałuje. Gdy pytałam - czego tu żałować, nie daje jednoznac
          > znej odpowiedzi. No bo czego tu żałować? Przecież było miło i przyjemnie dla ob
          > u stron. Nikomu z tego powodu ręki czy nogi nie urwało, nikt nie umarł wskutek
          > tego romansu, zatem czego tu kurna żałować?! Myślę, że on tylko tak mi gada, że
          > by poudawać takiego co się zmienił. A w gruncie rzeczy nie żałuje ani troche.

          Przecież ci nie powie, że nie chciał wywoływać u ciebie takiej reakcji, jak teraz, bo się wściekniesz :)

          > Nie jestem pewna, czy ona sie kiedyś nie rozwiedzie i nie przylezie do mojego f
          > aceta. Piękna jest, nie to co ja, więc duża szansa, że ją przyjmie. On zaprzecz
          > a, ale kto go tam wie.....

          Nie miałabyś również takiej pewności, gdyby był kryształowo uczciwy.
          Nikt nie ma takiej pewności i należy się z tym pogodzić zaczynając z kimś związek.
          Poza tym to, czego ona chce jest akurat na II miejscu. Ważniejsze w tym momencie byłoby to, czy on by chciał do niej wrócić. A to jest trochę bardziej złożony problem, sprowadzanie kwestii do "on będzie ją wolał, bo jest ładniejsza" to jest, sorry, dziecinada.
          Facet nie jest zabawką na półce, którą druga dziewczyna przyjdzie i ci zabierze, bo tak się jej spodoba. On jest samodzielną jednostką i podejmuje suwerenne decyzje. Nie będzie jej chciał, to nic z tego nie będzie.

          Jak mówi stare powiedzenie: nie chodzi o to, żeby nie mógł zdradzić, tylko żeby nie chciał. Dopóki wiesz, że nie chce, możesz spać spokojnie... bo i tak nie upilnujesz.

          > Nie jestem pewna, czy nadal się nie dymają. Przecież nie łażę za nim ani nie sp
          > rawdzam, czy w robocie jest czy nie, czy pojechał tam czy nie tam.
          > Nie jestem pewna, czy nie dymał nas jednocześnie - o ile skończył z nią romans.

          Dlatego musisz podjąć decyzję - chcesz mu ufać czy nie.
          Bo jak nie będziesz mu ufać, to choćby był wierny i niewinny, będziesz go wiecznie podejrzewała. Chcesz takiego związku?

          A właściwie na jakiej podstawie podejrzewasz, że się dymają? Bo rozumiem, że nie podejrzewasz go tak bezpodstawnie, z czystej paranoi?

          > Twierdzi, że nie mógłby na raz tego toczyć. No ale przecież już toczyl, prawda
          > ? Będąc z tamtą przez telefon i romasując z inną.

          Widzę subtelną różnicę między związkiem z tobą a związkiem przez telefon z kobietą, której na oczy nie widział.

          > Kocham go, on mnie też, widzę i czuję.

          Skoro tak widzisz i czujesz, dlaczego twierdzisz, że wolałby tamtą?

          Jednak przeraża mnie to wszystko, wiedzą
          > c, że O N A jest blisko i w każdej chwili.....

          Tak i co z tego? Wokół twojego faceta są setki kobiet. Zamierzasz zadręczać się tą myślą przez resztę życia z nim?
          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 24.11.10, 13:33
            @klawiatura
            Dziekuję za Twoje posty. Piszesz dokładnie to samo, co mówi mi mój facet....

            Poprostu tak sobie widocznie wmówiłam, że to niemożliwe by urwali ze sobą kontakt, skoro było im tak cudownie. Właściwie to ona zamilkła i bardzo martwi mnie - DLACZEGO.
            No chyba, nie dlatego żeby mu nie burzyć związku ze mną, ona nie ma zasad, więc co by jej przeszkadzało, że chłopak ma dziewczynę. Tak sobie wmówiłam, bo jest też piękna i każdy na nią leciał. Mnie to tam nikt nie zauważa...

            Masz rację. Nie mam co wybaczać, bo na początku zastrzegł sobie prawo do posiadania tej tajemnicy. Poinformował. Przystałam na to. No ale do głowy by mi nie przyszło, że ta tajemnica to złamanie swoich moralnych zasad. Wszelkich zasad. Dlatego dłuuugo nie drążyłam.
            Mimo wszystko czuję się oszukana, bo to jednak nie było uduszenie kota w dzieciństwie czy powieszenie psa, a romans z kobietą zamężną. I nie jeden raz a kilka m-cy, więc tym bardziej świadomy wybór. I jak mam Mu wierzyć, ze On tego żałuje, skoro miesiące to ciągnął i było Mu dobrze? Żadnych wyrzutów ..

            Nie wyjawił od razu, podawał wiele wyjaśnień jednocześnie i są jak najbardziej logiczne, ale nie podał najważniejszej, którą to ja mu podsunęłam. Że nie powiedzial, bo bym nie chciała wtedy z nim ciągnąć znajomości, tworzyć związku. Przytaknął, że to jest oczywisty powód. No skoro oczywisty, czemu nigdy o nim nie wspomniał? Zasłaniał się innymi.

            Nie wiem, czy to czego O N A chce jest na drugim miejscu. Uważam, że jeśli ludzie rozchodzą się w zgodzie i przyjaźni, to w każdej chwili życia mogą znowu się spotkać i coś do siebie poczuć, w końcu coś tam kiedyś było.... Nie wiem jak to jest, bo moje związki kończyły się zawsze czymś złym, pretensjami, kłamstwami drugiej strony czy zdradą. Nigdy z nikim nie rozeszłam się w przyjaźni..... Mogę tylko podejrzewać jak to jest i boję sie, bardzo, że to czego O N A chce, może kiedyś być numer 1.

            "Dlatego musisz podjąć decyzję - chcesz mu ufać czy nie.
            Bo jak nie będziesz mu ufać, to choćby był wierny i niewinny, będziesz go wiecz
            nie podejrzewała. Chcesz takiego związku? " - napisałaś. To, co mówi mi mój facet.
            To jest tak, że czasami ufam i wierzę i niemożliwe jest, żeby zrobił mi coś złego celowo. A kiedy Go nie ma blisko mnie, podejrzewam o wszystko....że może być u niej a nie w domu, że nawet w pracy nie musi być bo może mieć wolne i guzik się dowiem, że mogą pisać na gg a on ma inny numer specjalnie do tego celu, albo maile i ma inne poczty.... Wpadam w paranoję. Miedzy innymi też dlatego, że mój ostani niemalze 4 letni związek cały taki był - gościu ciągle kłamał i oszukiwał, miał różne cuda w telefonie, smsy, inne poczty, wizyty na czatach i świrowanie.... Mam uraz + ta tajemnica = kompletny brak zaufania ;(

            "A właściwie na jakiej podstawie podejrzewasz, że się dymają? Bo rozumiem, że ni
            e podejrzewasz go tak bezpodstawnie, z czystej paranoi?"-piszesz.
            Właśnie nie mam przecież ku temu dowodów, nawet ich nie szukam.... To czysta paranoja;(

            '

            Jednak przeraża mnie to wszystko, wiedząc, że O N A jest blisko i w każdej chwili.....
            "Tak i co z tego? Wokół twojego faceta są setki kobiet. Zamierzasz zadręczać się
            tą myślą przez resztę życia z nim?" -piszesz.
            I mój facet, znowu, mówi do mnie to samo.... Że mnóstwo kobiet mija, ma styczność i o nie się nie martwię, a są przecież większym zagrożeniem bo ma z nimi kontakt. No i wtedy było mi baaardzo głupi i dziwnie, gdy to usłyszałam... Bo to nie jest tak, że nie jestem zazdrosna o inne, jestem, ale to ukrywam bo dobrze wiem, że to chore..... A bardziej boję się o tę mężatkę , nie o obce baby, bo z nią przecież był a z obcymi nie.
            Zadręczam się od kwietnia własnie, gdy to wszystko wyszło i tak żyję do dziś;(

            Jak pisałam już w innych postach - w ciągu całego związku nie zdarzyło się nic, gdzie nadużyłby mojego zaufania, oszukał itd poza tym jednym.
            No ale skoro kłamstwo daje tyle korzyści, a szczerość to wysłuchiwanie marudzenia i kazania, lepiej opłaca się kłamać albo siedzieć cicho, no nie? Obawiam się, ze On to wie i stosuje wobec mnie ;(
            • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 24.11.10, 14:23
              > Poprostu tak sobie widocznie wmówiłam, że to niemożliwe by urwali ze sobą konta
              > kt, skoro było im tak cudownie. Właściwie to ona zamilkła i bardzo martwi mnie
              > - DLACZEGO.
              > No chyba, nie dlatego żeby mu nie burzyć związku ze mną, ona nie ma zasad, więc
              > co by jej przeszkadzało, że chłopak ma dziewczynę. Tak sobie wmówiłam, bo jest
              > też piękna i każdy na nią leciał. Mnie to tam nikt nie zauważa...

              Zauważam, że bardzo się dołujesz. Nie pisz ciągle, jaka ty jesteś brzydka, a ona piękna. Przecież to absurdalne. Gdyby twój facet tak sądził, to byłby z nią, a nie z tobą :)
              Wydaje mi się, że twoje lęki wynikają nie tyle z jego zachowania, ile z twojego braku pewności siebie.
              Jak to nikt cvię nie zauważa? Twój facet cię zauważył! I to jak zauważył! I wolał od tej piękności! To jest COŚ, nie?

              > I jak mam Mu wierzyć, ze On tego żałuj
              > e, skoro miesiące to ciągnął i było Mu dobrze? Żadnych wyrzutów ..

              Ale czego właściwie od niego oczekujesz? Deklaracji, że było okropnie? Pewnie nie było. Deklaracji, że ona była wstrętna? Ależ nie.
              Nie zmienia to jednak faktu, że z obecnej perspektywy patrzy na to inaczej niż wtedy. Teraz ma z tobą prawdziwy związek, a nie romans na boku czy gadki szmatki przez telefon. Jest to po prostu jego wybór życiowy, który mógł wyglądać inaczej: mógł stracić cnotę w normalnym związku, najpierw wybrał fikcyjny związek na odległość (przez telefon?? No soooorry), potem seks na boku w charakterze przydupasa. Może i nawet czuł coś do niej, ale ona go potraktowała czysto użytkowo. Ty byś nie żałowała? Zamiast normalnego związku miał takie namiastki.
              Mam koleżankę, która przeżyła pierwszy raz jako nieziemski seks ze swoim wychowawcą z jakiegoś obozu młodzieżowego, był to z jej strony one night stand, nie wiązała z nim żadnych nadziei, żadnego związku... dzisiaj żałuje, że tak wybrała. I nie ma to z jakością seksu nic wspólnego, po prostu dzisiaj myśli o tym inaczej - wolałaby z mniej doświadczonym, ale z prawdziwego uczucia, w prawdziwym związku. Twój chłopak może myśleć podobnie.

              > Nie wyjawił od razu, podawał wiele wyjaśnień jednocześnie i są jak najbardziej
              > logiczne, ale nie podał najważniejszej, którą to ja mu podsunęłam. Że nie powie
              > dzial, bo bym nie chciała wtedy z nim ciągnąć znajomości, tworzyć związku. Przy
              > taknął, że to jest oczywisty powód. No skoro oczywisty, czemu nigdy o nim nie w
              > spomniał? Zasłaniał się innymi.

              A czy ty musisz wszędzie węszyć spisek?
              Facet wije się pod krzyżowym ogniem pytań, a jak w końcu coś z niego wydusisz, to zaraz atakujesz znowu: dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?
              Tak, chodziło o twoją reakcję. Bał się, że jak on to tak postawi, ty odbierzesz to jako atak na siebie. Że niby przerzuca na ciebie powody niewyjawienia tajemnicy. Ja tak to widzę.

              > Nie wiem, czy to czego O N A chce jest na drugim miejscu.

              Dlatego, że jeśli ON nie będzie chciał tego samego, to NIC z tego nie będzie.

              > Uważam, że jeśli ludzie rozchodzą się w zgodzie i przyjaźni, to w każdej chwili życia mogą znowu się spotkać i coś do siebie poczuć, w końcu coś tam kiedyś było....

              Wiesz, ja się przyjaźniłam jeszcze latami ze swoją pierwszą wielką miłością... latami po tym, jak już było wiadomo, że nic z tego. I nie wyobrażam sobie, jak niby miałabym teraz do niego coś poczuć. Jestem od prawie 2 lat szczęśliwą mężatką i teraz bym tamtego kijem nie dotknęła.
              Znasz takie powiedzenie "nikt nie jest bardziej obcy niż ten, kogo się kiedyś kochało"?
              To naprawdę nie jest tak, że się o swoich ex-miłościach marzy skrycie z pożądaniem... czasem tak bywa, ale to nie reguła. Poza tym - ludzie ewoluują. Twój facet z czasów romansu na telefon a po 3 latach poważnego związku z tobą to są zupełnie inne osoby. Inny etap dojrzałości, inne priorytety, inne wartości. Wtedy chciał stracić cnotę, hormony go grzały, tamta przez telefon była wirtualna praktycznie, a ta druga go kusiła na żywo tu i teraz... nie tłumaczę tego romansu, ale teraz to jest facet po 3 latach poważnego związku, seks mu już mózgu nie przesłania, bo ma go na stałe.

              Co do zaufania...tu już nikt i nic nie pomoże, żadne tłumaczenie, ani ja, ani twój facet. Musisz się poważnie zastanowić, czy ufasz jemu, czy nie. Czy twoje poczucie własnego braku wartości jest tak silne, że nie będziesz w stanie nigdy uwierzyć, że on woli ciebie od tamtej. Bo wiesz, może ona zniknie, a będą inne. Piękne. I będziesz się tak stresować? Jeszcze raz powtórzę brutalnie: jeśli nie zdołasz zaufać, odpuść sobie tę szarpaninę i ten związek.

              >Wpadam w paranoję. Miedzy innymi też dlatego, że m
              > ój ostani niemalze 4 letni związek cały taki był - gościu ciągle kłamał i oszuk
              > iwał, miał różne cuda w telefonie, smsy, inne poczty, wizyty na czatach i świro
              > wanie.... Mam uraz + ta tajemnica = kompletny brak zaufania ;(

              Bo to nie jest tak, że nie jestem zazdrosna o inne, jestem, ale to ukrywam bo dobrze w
              > iem, że to chore.....

              Jest tylko jeden problem... twój obecny facet nie jest winien temu, że twój poprzedni związek tak wyglądał. Ani twojemu choremu zachowaniu.
              I wcale mu się nie dziwię, że nie chciał ci powiedzieć prosto w oczy "nie mówiłem ci, bo jesteś paranoiczką".
              Obawiam się, że bez gruntownej zmiany twojego podejścia wasz związek nie ma szans. Nie ma też szans twój związek z kimkolwiek innym. Bo każdy ma jakąś eks, jakieś koleżanki w pracy. Zachowujesz się, jakbyś wykryła nie wiadomo jaką perfidną zdradę, robisz awantury o to, że twój facet zdradzał... swoją byłą. Gdyby mu nie zależało, dawno by machnął ręką na taką kłótliwą babę. Ale skoro ci tłumaczy, widocznie mu zależy.
              Mógł też się nie przyznawać i mieć spokój... jak sądzisz, dlaczego się przyznał?
              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 24.11.10, 17:13
                To nie bylo tak, że mnie wybrał, mnie wolał, mnie zauważyl.
                Pisaliśmy dużo i rozmawialiśmy - w tym samym czasie, gdy On ja jeszcze dymał - pod koniec tej historii właściwie. Wiedział, że ona wyjedzie i ze mną rozpoczął budować relacje.
                To ze mną rozmawiał o poważnych sprawach, które go męczą. Ją dymał.
                Ona potrafiła mówić mu tylko "będzie dobrze, zobaczysz, będzie okej". Ja wchodziłam w problem głębiej i robiłam wszystko by Mu pomóc. Nie liczyłam na korzyści, uczucie.Chciałam Jego szczęścia, chciałam tylko przyjaźni. A wyszła z tego miłość....

                Wyjechała, potem zamilkła. Ona zerwała kontakt.
                To nie tak, że On zamilkł pierwszy czy coś. I to jest chyba ważne, że gdyby Ona nie zamknęła się pierwsza, to cholera wie, ile by ta ich niby przyjaźń trwała i czy nie spotykaliby się na kawkach, a tego bym nie zniosła.
                Nie można zatem powiedzieć, że mój facet wolał mnie. Po prostu tamta była niedostepna, należała do innego faceta, była wygodnisią, rozpieszczoną i nie zostawiłaby kasiastego mężulka dla jakiegoś szczeniaka z najniższą krajową tylko dlatego, ze ją cudnie dyma. On był świadom tego, dlatego chyba własnie o nią nie walczył, nie namawiał do rozwodu.
                A może bał się bardziej tego, co ludzie powiedzą? Rodzice? Rodziny?
                Pewnie i jedno i drugie.

                Fakt, ze mną nie musi sie ukrywać po kątach ze złapaniem za rękę i pocałunkiem. Nie musi przed światem ukrywać, ze ze mną jest. Ale może tak bardzo pragnął normalnego związku, że było Mu wszystko jedno z kim, byle to miec. A gdy to już ma, wie jak jest - a nie jest tak cudnie jak podczas romansu, wiadomo, to skąd mam miec pewność, że nie zapragnie jej znowu dymać, gdy ją znowu gdzieś zobaczy. Albo gdy jej się nagle o Nim przypomni.

                To dobry chłopak, często naiwny. Ona może go znowu wykorzystać, a urok ma, oj ma...
                • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 25.11.10, 09:42
                  > Nie można zatem powiedzieć, że mój facet wolał mnie.

                  Dlaczego wszystko stawiasz na linii "ty vs ona"? Miałam na myśli to, że gdyby cię nie wolał spomiędzy innych kobiet, to by z tobą nie był.

                  > A gdy to już m
                  > a, wie jak jest - a nie jest tak cudnie jak podczas romansu, wiadomo, to skąd m
                  > am miec pewność, że nie zapragnie jej znowu dymać, gdy ją znowu gdzieś zobaczy.
                  > Albo gdy jej się nagle o Nim przypomni.

                  Wiesz co, piszesz o swoim facecie w taki sposób, że ja bym się na jego miejscu poważnie zastanowiła, czy chcę być z kimś, kto moje uczucie i moją rolę związku sprowadza do "tak było ci wygodniej", "nie wiadomo, czy nie zapragniesz jej znowu dymać".
                  Czy naprawdę nic więcej o jego uczucia do ciebie nie da się powiedzieć? Czy on jest dla ciebie kimś, kto odejdzie w 3 sekundy, bo mu się zachce "ją znowu dymać" (w ogóle co to za określenie)?
                  Skoro tak, po co z nim jesteś?

                  > To dobry chłopak, często naiwny. Ona może go znowu wykorzystać, a urok ma, oj m
                  > a...

                  Ale chyba nie ma 3 lat, na litość boską???
                  Masz jakąś obsesję Złej, Pięknej, Uwodzicielskiej Kusicielki, która może w każdej chwili przyjść i wyjąć ci zabawkę z rąk - twojego faceta. A on, dziecię niekumate, zrobi, co ona mu każe, bo zamiast mózgu ma penisa i jego życie wewnętrzne sprowadza się do tego, kogo mu akurat wygodniej "dymać".
                  Fajna wizja waszego związku.
                      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 25.11.10, 14:41
                        Bo mnie kocha - przynajmniej tak twierdzi.
                        Mówi też, że wygląd nie jest najważniejszy, ani seks ( bla, bla bla, bla), że pasuje Mu mój charakter i wszystko inne i baaaaardzo Mu się podobam ( yhy, akurat).
                        Mówi, że nie musi mieć dziewczyny w swoim typie.
                        Ale zwraca uwagę na ten typ jak idziemy ulicą. Nie, żeby się lampił straszliwie, ale zauważa. Jest mi wtedy przykro, mówiłam Mu o tym, a On - że to tylko włosy i tylko na włosy zwraca uwagę bo ten kolor Mu się zawsze podobał i tyle.
                        No dobra, ale ja takich włosów nie mam ;)
                        Koło się zamyka.

                        Czy jeślibyś, droga klawiaturko, miała za swój ulubiony od zawsze typ - brunet, bujna czarna czupryna, ciemne oczy, ciemna cera a poznała długowłosego blondyna o niebieskich oczach i zakochała w nim ( najpierw w jego wnętrzu, potem zacząłby Ci się podobać), to czy zerwałabyś z nim , bo nie jest w Twoim typie?
                        Niech zgadnę... NIE.
                        Ale z pewnością zauważałabym owych brunecików na ulicy, w sklepie.

                        Ja to rozumiem.
                        Jednak i tak jest mi przykro, że nie mogę Mu dać wszystkiego, bo choćbym włosy pofarbowała na Jego ulubiony kolor (czego na razie nie planuję), to i tak nie będzie to samo.
                        • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 25.11.10, 16:15
                          > Bo mnie kocha - przynajmniej tak twierdzi.

                          Czyli nie jesteś tego pewna, on ci tego nie okazuje, nie umiesz stwierdzić po jego zachowaniu, czy to prawda?

                          > Czy jeślibyś, droga klawiaturko, miała za swój ulubiony od zawsze typ - brunet,
                          > bujna czarna czupryna, ciemne oczy, ciemna cera a poznała długowłosego blondyn
                          > a o niebieskich oczach i zakochała w nim ( najpierw w jego wnętrzu, potem zaczą
                          > łby Ci się podobać), to czy zerwałabyś z nim , bo nie jest w Twoim typie?

                          Tak się składa, droga frajerozo, że mój ulubiony od zawsze typ to był właśnie: brunet, bujna czarna czupryna (loki!), ciemne oczy, śniada cera. I tak się składa również, że poznałam pewnego długowłosego blondyna o niebieskich oczach i nie tylko się w nim zakochałam, ale nawet za niego wyszłam. Do tej pory trafiłaś w 10.
                          Nie rozumiem natomiast "najpierw w jego wnętrzu, potem zacząłby Ci się podobać".
                          Tak się składa, że mój mąż mi się zawsze fizycznie podobał, chociaż nie był w tzw. moim typie. Więc nie rozumiem, gdzie tu miałby być konflikt i czemu zakładasz, że się twojemu facetowi nie podobasz. Miłość do wnętrza nie ma tu nic do rzeczy. Ja się po prostu zakochałam w blondynie i typ mi się zmienił. To nie jest zakodowane genetycznie przecież. I tak samo mogło być z twoim facetem.
                          A już pomysł "zerwania z kimś, bo nie jest w twoim typie" mnie rozśmieszył, albo ktoś ci się podoba, albo nie. Niezależnie od typu. Można mieć jakieś wyobrażenie o idealne, ale to się gwałtownie zmienia, gdy nagle nam się spodoba ktoś od tego ideału odbiegający. I ten ideał się weryfikuje, kształtuje na nowo.
                          Ja nie myślałam nigdy, że się zakocham w blondynie. Mój mąż nigdy nie myślał, że się zakocha w wysokiej lasce (zawsze uwielbiał niskie i kruche). Dzisiaj się z tego co najwyżej pośmiać możemy.

                          > Ale z pewnością zauważałabym owych brunecików na ulicy, w sklepie.

                          Czemu nie? Ja tam lubię zauważyć przystojnego faceta na ulicy czy w sklepie. Jakiego by nie był typu.

                          To naprawdę nie jest tak, że podoba ci się tylko określony "typ" i nic innego, że rzucisz kogoś, bo ma oczy brązowe, a nie zielone, że będziesz nieszczęśliwa, bo ma loczki, a nie falowane włosy i grzywkę nad czołem.

                          Albo stawiając rzecz inaczej: jeśli to typ decyduje o naszych preferencjach co do partnera, to skoro ktoś ci się podoba, to MUSI być w twoim typie, inaczej by ci się nie podobał.

                          Tak btw: twój facet ci mówił, że nie jesteś w jego typie? Że cię kocha POMIMO wyglądu?
                          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 08:22
                            > Bo mnie kocha - przynajmniej tak twierdzi.
                            -
                            > Czyli nie jesteś tego pewna, on ci tego nie okazuje, nie umiesz stwierdzić po j
                            > ego zachowaniu, czy to prawda?

                            Okazuje. Umiem stwierdzić. Może nie jest za bardzo wylewny w sferze uczuciowej i okazywania, jak każdy facet chyba, ale da się odczuć, że mnie kocha. Mówi to jak i też pisze w smsach gdy się nie widzimy, słyszę też komplementy etc.
                            Tylko w głowie mam Jego występek z przeszłości, który mi to wszystko przysłania. Zasłania powiedziałabym.


                            "Tak btw: twój facet ci mówił, że nie jesteś w jego typie? Że cię kocha POMIMO wyglądu? "
                            Otóż nigdy tego nie powiedział. Ilekroć mówię " no ale ja nie jestem przecież w Twoim typie" słyszę "jesteś". Wiem, jaki jest Jego typ, niejednokrotnie mi mówił, że woli dany typ urody, dany kolor włosów, daną długość i mówi, że zawsze tak miał, że wolał takie. Lecz nigdy nie kierował się tym w doborze/wyborze partnerki, czy też nie zakochiwał się tylko w tym typie, ani też nie ma tak, że podoba mu się tylko ten typ, bo podobają rózne kobiety.
                            No ale wiem jaki ma typ i ja tym typem nie jestem;) Za to owa pani mężatka była;) O ironio...

                            Nie mówił, że kocha POMIMO wyglądu. Mówi raczej, że wszystko gra, no ale który facet powie swojej kobiecie "eeeee, szkoda, że nie masz takich cycków jak ta", albo "eeeee, szkoda że nie masz takich i takich włosów". No który? ;)

                            Przykro mi po prostu, jak mi opowiada, że zauważył u pewnej dziewczyny, że ma ładne włosy ( takie, w Jego typie rzecz jasna). Przykro mi, bo tego nie mam. Logiczne przecież, że czuję się wtedy gorsza no i czuję zagrożenie, że gdyby taka na Niego leciała, to by uległ.;(
                            • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 10:40
                              Skoro umiesz stwierdzić, że kocha, dlaczego w to wątpisz? Rozumiem, że myślisz o jego postępku, ale co on w ogóle ma do miłości do ciebie? Że niby jakby cię kochał, to by nie zdradzał swojej eks?

                              > Otóż nigdy tego nie powiedział. Ilekroć mówię " no ale ja nie jestem przecież w
                              > Twoim typie" słyszę "jesteś". Wiem, jaki jest Jego typ, niejednokrotnie mi mów
                              > ił, że woli dany typ urody, dany kolor włosów, daną długość i mówi, że zawsze t
                              > ak miał, że wolał takie. Lecz nigdy nie kierował się tym w doborze/wyborze part
                              > nerki, czy też nie zakochiwał się tylko w tym typie, ani też nie ma tak, że pod
                              > oba mu się tylko ten typ, bo podobają rózne kobiety.

                              Czyli to nie jest tak, że poza tym typem nic mu się nie podoba. Zatem - w czym problem?

                              > No ale wiem jaki ma typ i ja tym typem nie jestem;) Za to owa pani mężatka była
                              > ;) O ironio...

                              Aha czyli ty wiesz lepiej, co jest dla niego najważniejsze w wyborze partnerki...?

                              Mam wrażenie, że cały czas przenosisz na niego SWOJE wyobrażenia o tym, co on myśli, czuje, czym się kieruje... a potem masz do niego pretensje :D

                              > Nie mówił, że kocha POMIMO wyglądu. Mówi raczej, że wszystko gra, no ale który
                              > facet powie swojej kobiecie "eeeee, szkoda, że nie masz takich cycków jak ta",
                              > albo "eeeee, szkoda że nie masz takich i takich włosów". No który? ;)
                              >

                              Wiesz, że znałam takiego?

                              > Przykro mi po prostu, jak mi opowiada, że zauważył u pewnej dziewczyny, że ma ł
                              > adne włosy ( takie, w Jego typie rzecz jasna). Przykro mi, bo tego nie mam. Log
                              > iczne przecież, że czuję się wtedy gorsza no i czuję zagrożenie, że gdyby taka
                              > na Niego leciała, to by uległ.;(

                              Nie rozumiem, czujesz zagrożenie, bo pochwalił którejś włosy? Przecież to jest normalne, że zauważa ładne cechy u innych kobiet. Dlaczego odbierasz wszystko jako zagrożenie dla siebie?

                              Wiesz co, ja coraz bardziej podziwiam twojego faceta, że ma do ciebie tyle cierpliwości i próbuje ci przemówić do rozsądku... bo mnie taka spirala paranoi by zmęczyła po 2 dniach takiego związku. Wszystko jest zagrożeniem, on ci może mówić 100 razy, co myśli, ale nie, ty przecież wiesz lepiej... wiesz lepiej, co mu się podoba i co on zrobi. Wątpisz w jego miłość do ciebie, bo zdradzał swoją eks (i nie szkodzi, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego!). Twierdzisz, że myśli penisem ("bo skoro wtedy myślał, to teraz też może"). A tak poza tym wszystkie kobiety na świecie są ładniejsze i w każdej chwili mogą ci go zabrać. Litości!
                              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 10:56
                                Czyli wg Ciebie sama stwarzam problemy, a On je musi znosić każdego dnia i jest to męczące.
                                Niby to wiem... rozumiem, a i tak potem myślę swoje, że w końcu i tak mnie zostawi dla swojego typu, albo wróci mężatka a On nie będzie umiał przejść obojętnie.
                                Nie dociera do mnie wiele rzeczy, to, że może mnie ktoś kochac i to właśnie On.
                                Skoro Go zaczepiłam i sama poderwałam, to czuję się tak, jakby "przypełzło to i zostało"....

                                On to samo mówi o mnie, że mimo wałkowania tego samego tematu po raz enty, to i tak wiem lepiej i nawet wiem co On zrobi...

                                On nie jest o mnie zazdrosny. Tłumaczy to tak, że zazdrość niszczy związek, a poza tym i tak zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy od Niego więc.....;|
                                A mi ta zazdrość jest potrzebna, czułabym wtedy, że mocno nie chce mnie stracić, a tu nic... Mówię na mieście o kimś "hmm, ale ciacho", a On nic....;(
                                • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 29.11.10, 11:35
                                  Co do stwarzania problemów - tak, wnioskując z tego wątku większość problemu wmówiłaś sobie sama.

                                  > Niby to wiem... rozumiem, a i tak potem myślę swoje, że w końcu i tak mnie zost
                                  > awi dla swojego typu, albo wróci mężatka a On nie będzie umiał przejść obojętni
                                  > e.

                                  Skoro tak myślisz, to z nim zerwij.
                                  Oszczędzisz męczarni jemu i sobie.

                                  > Skoro Go zaczepiłam i sama poderwałam, to czuję się tak, jakby "przypełzło to i
                                  > zostało"....

                                  Wiesz co? Poczytaj to, co piszesz o swoim facecie... i pomyśl, czy ty chciałabyś, żeby on o tobie tak pisał. W taki krzywdzący, poniżający sposób: że zostawi, że "przypełzło", że myśli cipą... miło by ci było?

                                  Tak, zazdrość niszczy związek. Zobacz, ile chamskich rzeczy napisałaś o swoim facecie z zazdrości.

                                  >Mówię na mieście o kimś "hmm, ale ciacho", a On nic....;(

                                  Szczerze to też bym nie reagowała na takie tandetne prowokacje.
                                  Poszukaj sobie takiego obsesyjnie zazdrosnego, który zrobi ci awanturę o to, że 5 min za długo rozmawiałaś z sąsiadem na klatce, w kolejce do zsypu albo przy skrzynce na listy. A temu facetowi daj spokój.
                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 10:51
                                    Brutalnie....

                                    Mój facet wie, że tutaj opisałam "nasz" problem. Nie wie gdzie, nie czytał. Nie pokazywałam Mu, a i On nie drążył bym Mu pokazała.
                                    Niedawno rozmawialiśmy o tym forum i niestety 100% tematów założonych przez ludzi tutaj, to opinie jednostronne. Tzn. znamy sprawę z punktu widzenia jednej osoby ( jednego z partnerów), nie z punktu widzenia obojga. I wtedy mój inteligentny mężczyzna zaproponował "to bądźmy pierwszą parą, która założy tutaj wątek, każde z nas napisze jak widzi ów problem ze swojego punktu widzenia".
                                    Niby pomysł dobry, bo jeszcze nie widziałam tutaj wątku, gdzie oboje zainteresowanych się udziela i to jest właśnie złe, bo nie wiemy jak jest naprawdę, czy założyciel faktycznie opisał prawdę czy coś zataił.
                                    W większości przypadków myślę, że ludzie wiele ukrywają żeby nie zostać "zjechanym". Często przedstawiają samych siebie jako "biedactwa", "ofiary", "niczemu niewinne", a w rzeczywistości to niezłe ziółka.
                                    Ja swój problem przedstawiłam ze szczegółami, tyloma ile potrafiłam sobie przypomnieć.
                                    Właściwie to na "brak seksu...." też założyłam ten wątek i tam mnie gorzej zjechano.
                                    No ale podejrzewam,że gdyby czytelnicy poznali opinię mojego faceta - zjechaliby mnie jeszcze bardziej...

                                    Tyle, że po co mamy to robić? Forum to nie poradnia.
                                    Oczywiście biorę do siebie porady, które tutaj przeczytam, ale nie jest tak, że robię tak jak tutaj mi napiszą... Nie dajmy się zwariować...

                                    Wszyscy, no może 90% mnie zjechali, a tylko 10% rozumiało to, co czuję. Że ważne jest dla mnie to, co partner robił zanim go poznałam. Że to baaardzo ważne, ponieważ świadczy to o człowieku, o jego zasadach czy ich braku, poglądach etc.
                                    Jakiś koleś napisał, że prowadził agencję tow. i posuwał swoje "pracownice". Potem znalazł kobietę, z którą postanowił się ustatkować, założył rodzinę.... Jest jej wierny. Pewien etap w jego życiu wyglądał własnie tak - bardzo rozrywkowo. Kolejny - spokojny, wyważony, poukładany. Jego żona nie skreśliła go z powodu jego przeszłości. Ba, wiedziała o tym i wiedziała 'co bierze'.
                                    Ale ile ludzi tyle poglądów.... Jednemu nie przeszkadza, jeśli żona była w przeszłości panią na telefon. Innemu przeszkodzi zaś to, że jego żona poszła do łóżka kiedyś z żonatym....

                                    Mam zasady jakie mam.Mam je zmienić, dlatego, bo poznałam takiego a takiego faceta? Niby dlaczego? Mam sobie w głowie teraz wszystko układać, skoro nie potrafię. Nie jest już tak cudnie jak PRZEDTEM. Każdego dnia myślę o TYM.

                                    Nie szukałam ideału ani prawiczka. Chciałam mieć faceta z w miarę poukładaną, spokojną przeszłością. Do tej pory tylko takich miewałam. Żaden z tych związków nie wypalił, ponieważ osoby te były niedojrzałe do związku. Zresztą czego oczekiwać/wymagać od faceta ledwo po 20stce. Może to ja za wysokie mam wymagania, ale nie uprawiałam seksu nie będąc z kimś w związku, nie spałam z żonatym i nie sądzę bym uwikłała się w taką historię.
                                    Ciężko mi żyć z tym, że mój facet z premedytacją i świadomością w pełni w to wlazł i brnął, dopóki to ona nie zwinęła żagli. Może wyczuła, że chłopak się zakochał i będzie problem. To by tłumaczyło jej późniejsze" zamilknięcię."

                                    Ale...

                                    Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę tego, że mój facet jednak robi mnie w jajo?
                                    Skąd w WAS przekonanie, że tego nie robi?
                                    Nawet nie przyjmujecie tego do myśli, że mógłby to czynić. A przecież wielu tak robi, świetnie się maskują. Już na tym forum takie historie czytałam, nawet niedawno, że gościu tylko maile pisał z koleżanką z pracy, którą posuwał. A smsy/telefony - cisza. Więc? Można i tak.
                                    Jednak żadna osoba mi tego nie napisała, że jest to możliwe, od razu zostałam okrzyknięta histeryczką z syndromem Otella.
                                    Ciekawe co byście pisali, gdyby wyszło inaczej.
                                    • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 15:32
                                      > Mam zasady jakie mam.Mam je zmienić, dlatego, bo poznałam takiego a takiego fac
                                      > eta? Niby dlaczego? Mam sobie w głowie teraz wszystko układać, skoro nie potraf
                                      > ię. Nie jest już tak cudnie jak PRZEDTEM. Każdego dnia myślę o TYM.

                                      Ale na czym polegają twoje zasady? Na podejrzewaniu go? Bo skoro na tym, że szemrana przeszłość przekreśla partnera, to bądź konsekwentna, zastosuj swoje zasady i go rzuć. Akceptacja forum ci chyba do tego niepotrzebna.

                                      > Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę tego, że mój facet jednak robi mnie w jajo?
                                      > Skąd w WAS przekonanie, że tego nie robi?

                                      Z jednego prostego powodu: nie podałaś żadnego jego zachowania, które by wskazywało na to, że robi.
                                      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 15:44
                                        Przez 3 lata zaprzeczał i wmawiał mi, że tamto to była TYLKO PRZYJAŹŃ.
                                        Po niczym nie szło poznać, ze kłamie.
                                        Zatem skoro nie potrafię poznać, czy kłamie, logiczne - że może mieć kogoś na boku a ja nawet nie zauważę!

                                        Sytuacji dziwnych było już kilka:
                                        -dziwny sms od osoby, która rzekomo się pomyliła ( numer nie zapisany w telefonie)
                                        - dwa razy długi włos znaleziony pod butem ( nie mój, a włos "w jego typie")
                                        - nagła, niespodziewana zmiana planów w ciągu dnia ( polegająca na tym, ze jednak nie widzimy się)

                                        Owszem. Może faktycznie się ktoś pomylił z tym smsem, też sama mam 2 takie numery i nie wiem kto to.
                                        Owszem, włosy mogły się przykleić w markecie, na ulicy, tym bardziej że to but.
                                        Owszem, każdemu się zdarzy zmienić plany jak coś niespodziewanego wypadnie.

                                        Jasne.Zrozumiałe.

                                        Tylko gdzie kończy się zaufanie a zaczyna naiwność?
                                        • agstp Re: Przeszłość przed-związkowa 01.12.10, 00:03
                                          Jezu... zostaw go teraz, natychmiast, bo Ty mu tego "występku" nigdy nie wybaczysz. Ok, Twoje zasady - Twoje prawo, tylko dlaczego masz sobie i Jemu niszczyć życie?
                                          Ten włos pod butem mnie powalił, do tej pory myślałam, że jestem zazdrosna o swojego męża, ale ty mnie zakasowałaś...
                                        • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 01.12.10, 08:52
                                          > Przez 3 lata zaprzeczał i wmawiał mi, że tamto to była TYLKO PRZYJAŹŃ.

                                          A co miał robić? Skoro obiecał tamtej, że nigdy o tym nikomu nie powie...
                                          Jeśli ktoś powinien twojemu facetowi nałożyć po gębie, to tamta mężatka, że zdradził jej tajemnicę (tobie!), chociaż obiecał, że "zabierze do grobu"
                                          Przeczytałam twój wątek na "brak seksu" i te posty, w których przyznajesz, że kontrolujesz, że masz paranoję. Tak jak ci słusznie napisano, sama się prosisz, żeby cię okłamywać. Masz obsesję na punkcie każdej kobiety w otoczeniu twojego faceta, więc jak miał ci powiedzieć o swojej eks?

                                          > Sytuacji dziwnych było już kilka:
                                          > -dziwny sms od osoby, która rzekomo się pomyliła ( numer nie zapisany w telefon
                                          > ie)

                                          Wiesz co, do mnie ostatnio zadzwonił facet, który wziął mnie za jakąś Magdę. Gdyby mój mąż był taki jak ty, pewnie już bym miała spakowane walizki :P

                                          > - dwa razy długi włos znaleziony pod butem ( nie mój, a włos "w jego typie")

                                          Dłuższą chwilę zajęło mi zastanawianie się, jak to inteligentnie skomentować.
                                          Tak, to jest 100% dowód na to, że deptał włosy swojej kochanki, gdy ta lizała mu stopy (taka perwersyjna gra wstępna).

                                          > - nagła, niespodziewana zmiana planów w ciągu dnia ( polegająca na tym, ze jedn
                                          > ak nie widzimy się)

                                          Wiesz co, ja na jego miejscu też bym cię unikała.

                                          > Tylko gdzie kończy się zaufanie a zaczyna naiwność?

                                          Złe pytanie. Ty nie masz do niego za grosz zaufania, skoro włos POD butem budzi twoje podejrzenia.
                                          Prawidłowe pytanie brzmi: gdzie kończy się "mówienie sobie o wszystkim", a zazczyna kontrola, zaszczucie i paranoja?
                                          Jakbym miała się tłumaczyć mężowi z męskiego włosa pod butem, to bym się natychmiast rozwiodła.
                                          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.12.10, 14:40
                                            Obsesja na punkcie szczerości wzięła się u mnie stąd:
                                            w wieku 18 lat pisałam z pewnym chłopakiem( 3 lata starszym), najpierw była przyjaźń, potem wyszło uczucie. Mieliśmy się spotkać, ale jakoś wyszło, że postanowiłam się mu do czegoś przyznać. Że skłamałam w jednej mało znaczącej drobnostce, dotyczącej moich zdolności kulinarnych oraz opowiedziałam mu o swoich zamiarach oszukania go na samym początku, lecz tego nie uczyniłam. On to odebrał tak, że prawdopodobnie okłamywałam go we wszystkim, od początku znajomości. Wybaczył, było dobrze 2 m-ce, potem znowu odrzucił. Jak odrzucił, tak ja walczyłam do upadłego o tą znaojmość,ale z marnym skutkiem.
                                            Miałam 19 lat i było to moje pierwsze bardzo ważne w życiu uczucie, mimo iż gościa nigdy oko w oko nie widziałam, a znajomość opierała się na długich rozmowach tel. i pisaniu listów, wymianie zdjęć...
                                            Świat mój wtedy zawalił się zupełnie, powiedziałam mu tylko na koniec, że kiedyś zrozumie swój błąd i zechce wrócić ale ja nigdy mu tego nie wybaczę, w jaki sposób mnie potraktował, nigdy nie zapomnę tego, jak cierpiałam i jak zimny i obojętny był na to wszystko - i że nigdy go nie przyjmę. Wtedy powiedział, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
                                            Po kilku latach odezwał się i zapragnął powrotu. Że zrozumiał iż wielką krzywdę mi wyrządził, że nie powinien był z tak błahych powodów mnie odtrącać. Oczywiście byłam dumna, ale dostał kolejnego kopa. Po roku znowu próbował, i kolejny kop. Dla mnie gościu jest kompletnym idiotą.
                                            Niestety cała ta historia spowodowała w moim umyśle trwałe zmiany. NIE WOLNO KŁAMAĆ W ZWIĄZKU. Każdy następny związek byłam szczera - ze mną nikt.

                                            Wreszcie kiedy poznałam mojego obecnego faceta, myślałam, że w końcu znalazłam człowieka z zasadami, szczerego, któremu można zaufać. Wszystko na to wskazywało i miałam na to dowody każdego dnia, że to TO. Tak minęły 3 lata i nigdy by mi do głowy nie przyszło, w ciągu tych 3 lat- żeby sprawdzać Jego telefon, czytać maile, podejrzewac, że z kimś się spotyka gdy sie nie widzimy etc.

                                            Gdy wyjawił tajemnicę, od tamtej pory to wszystko kusi.Boję się, że padłam ofiarą kolejnego krętacza i kłamcy, który bawi się moim kosztem a może i czyimś jeszcze.....To nie było tak, że ja Go kontrolowałam 3 lata i sprawdzałam. N I E . Nie musiałam tego robić, nie miałam takiej potrzeby bo nie dawał mi żadnych podejrzeń, dziwnych zachowań ku temu. Można by rzec - że jednak ufałam Mu, ale na pewno w 100% to nikomu nigdy nie zaufam. Teraz już nie..

                                            Myslę, że to przecież jest oczywiste - że po poznaniu tej tajemnicy mam obawy, że byłam okłamywana od początku we wszystkim i jestem po dziś dzień, prawda?

                                            Skąd ja mam to wiedzieć czy On mówi prawdę? Nie umiem poznać...


                                            Co do włosów pod butem. Raz można znaleźć taki włos. Ale dwa razy i ten sam?
                                            • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 01.12.10, 16:57
                                              Nie jestem żadnym psychologiem, ale po mojemu to projektujesz ten swój ex-związek na obecną sytuację i to dość mocno:

                                              - po 1, skoro twój wirtualny związek był dla ciebie tak nieziemsko ważny, wyolbrzymiasz też znaczenie ex-związku swojego faceta z jego wirtualną dziewczyną

                                              - po 2, skoro ty cierpiałaś po dobrowolnym, jak rozumiem, wyznaniu szczerości swojemu ex, tak teraz ma odcierpieć swoje twój obecny facet, który również nieopatrznie przyznał się uczciwie do tego, do czego nie należało

                                              > Gdy wyjawił tajemnicę, od tamtej pory to wszystko kusi.Boję się, że padłam ofia
                                              > rą kolejnego krętacza i kłamcy, który bawi się moim kosztem a może i czyimś jes
                                              > zcze.....

                                              A teraz się zastanów tak na logikę - czy krętacz i kłamca po 1 przyznałby się do tego, że ma jakąś tajemnicę, po 2 - po twoich namowach ją wyjawił?
                                              Bo dla mnie wyciągasz wnioski przeciwne do logicznych. Twój chłop to ciapa, która nie dotrzymała słowa i nie trzymała języka za zębami, łatwowierny poczciwiec... a ty go podejrzewasz, że jest mistrzem kamuflażu? Litości!

                                              >To nie było tak, że ja Go kontrolowałam 3 lata i sprawdzałam. N I E .

                                              Dlaczego zatem w drugim wątku pisałaś, że mówiliście sobie o wszystkim, że nawet ci SMSy i maile pokazywał?

                                              > Myslę, że to przecież jest oczywiste - że po poznaniu tej tajemnicy mam obawy,
                                              > że byłam okłamywana od początku we wszystkim i jestem po dziś dzień, prawda?

                                              Nie, to wcale nie jest oczywiste. To jest tylko dla ciebie oczywisty i odruchowy wniosek.
                                              Szczerze mówiąc pozostałe fakty świadczą przeciwko tej tezie, a nie za.

                                              > Skąd ja mam to wiedzieć czy On mówi prawdę? Nie umiem poznać...

                                              Kobieto, przecież on ci jak dziecko wypaplał tajemnicę innej osoby, najpierw naiwnie się zdradzając, że takową posiada. Naprawdę sądzisz, że to maestro kłamstwa?

                                              > Co do włosów pod butem. Raz można znaleźć taki włos. Ale dwa razy i ten sam?

                                              Weź przestań z tym włosem, bo mnie już brzuch ze śmiechu boli.
                                              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 02.12.10, 07:57
                                                1. nie wyolbrzymiam tego bo mój facet sam zaliczał swój wirtualny związek jako ważny
                                                2. tak po prostu sie życie ułożyło, jaki to ma związek?
                                                3.wyjawił po namowach, więc żeby mieć święty spokój, a nie dlatego, że jest SZCZERY

                                                >To nie było tak, że ja Go kontrolowałam 3 lata i sprawdzałam. N I E .
                                                >
                                                > Dlaczego zatem w drugim wątku pisałaś, że mówiliście sobie o wszystkim, że nawe
                                                > t ci SMSy i maile pokazywał?
                                                >Odpowiadam - wiedział o moim poprzednim chorym związku i sam od początku pokazywał mi smsy, mówił o wszystkim etc, bez mojego proszenia się.




                                                --------------------------------------------------------------------------
                                                W sieci nikt nie jest anonimowy.
                                                Ponoć.
                                                • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 02.12.10, 12:40
                                                  > 3.wyjawił po namowach, więc żeby mieć święty spokój, a nie dlatego, że jest SZC
                                                  > ZERY

                                                  Po 1 mógł się w ogóle nie przyznawać, że ma jakąkolwiek tajemnicę.
                                                  Po 2 mógł powiedzieć "obiecałem innej osobie, że nie powiem - sorry".

                                                  Żeby już tego nie wałkować w nieskończoność: co zamierzasz zrobić?
                                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 02.12.10, 12:53
                                                    1. mógł, zatem popełnił błąd na początku, o czym pewnie pomyślał potem ( zazwyczaj wpierw robi, potem myśli)
                                                    2.mógł, ale powodów było wiele, nie tylko "obiecałem komuś", ale o tym już pisałam gdzieś i po co znowu mam powtarzać....

                                                    Co zamierzam?
                                                    No żyć z tym, nie zostawię Go z tego powodu choć zamierzałam kilka razy.
                                                    Zmienić się zamierzam, tzn. na myślach kończyć. Gdy przyjdą mi do głowy podejrzenia, starać się o tym nie myśleć. I nie mówić o tym.
                                                    Wczoraj nawet usłyszałam od Niego, ze ostatnio coś "dałam spokój z TYM". Zatem zauważył.... Pytał, skąd ta zmiana ( przyzwyczajony do wałkowania dzień w dzień od pół roku), zbyłam Go.... Przecież nie powiem "aaaaa.....forum", bo się zaśmieje. Ogólnie sceptycznie podchodzido tego forum, nie dziwię Mu się. Ilekroć o nim wspomnę, krzywo się na mnie patrzy;)
                                                    Ile wytrzymam, nie wiem. Postaram się na dobre odpuścić. Czy dam radę okaże się...

                                                    On dużo znosi i wiele zniósł z mojej strony, 6 m-cy męczącego tematu i rozmów w kółko o tym samym.... pora dać Mu spokój...
                                                  • klawiatura_zablokowana Re: Przeszłość przed-związkowa 02.12.10, 14:47
                                                    > 1. mógł, zatem popełnił błąd na początku, o czym pewnie pomyślał potem ( zazwyc
                                                    > zaj wpierw robi, potem myśli)

                                                    Najpierw robi, potem myśli... aha i ty twierdzisz, że taka osoba by konsekwentnie i bez najmniejszej wpadki ukrywała romans przed tobą :D

                                                    > Co zamierzam?
                                                    > No żyć z tym, nie zostawię Go z tego powodu choć zamierzałam kilka razy.
                                                    > Zmienić się zamierzam, tzn. na myślach kończyć. Gdy przyjdą mi do głowy podejrz
                                                    > enia, starać się o tym nie myśleć. I nie mówić o tym.

                                                    "Starać się nie myśleć" to najlepszy sposób, żeby o czymś właśnie obsesyjnie myśleć.
                                                    Na tamtym wątku doradzano ci wizytę u psychologa. Popieram to w całej rozciągłości. Po prostu ciężko jest siebie samego pilnować, jak się ma utarte schematy myślenia.

                                                    > On dużo znosi i wiele zniósł z mojej strony, 6 m-cy męczącego tematu i rozmów w
                                                    > kółko o tym samym.... pora dać Mu spokój...

                                                    Też tak uważam... że już odpokutował z nawiązką :D
                                                    W ramach higieny umysłowej proponuję ci na serio odpuścić też czytanie i komentowanie własnego wątku... po co rozkręcać się, już wszystko zostało powiedziane, co było można.
                                                    Miło się gadało :) A teraz marsz na jakieś forum o czym innym :D
                                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 17.05.11, 15:04
                                                    Tak. Jesteśmy razem. Zrozumialam, że liczymy się tylko MY, NASZA przyszłość. To, co było to było i nie można stale żyć przeszłością. Każdy popełnia błedy. Warto dać szansę, ale też trzeba wiedziec ( być przekonanym), że ta osoba na to zasługuje. W moim przypadku, wiem, że zasługuje bo mam na to masę dowodow.
                                                    Powodzenia.
                                                    W razie pytań, pisz śmiało.
                                                  • marzenasuwalki Re: Przeszłość przed-związkowa 20.05.11, 11:19
                                                    Bardzo się cieszę że wam się udało. U mnie chyba happy endu nie będzie, on już zakończył nasz związek ( jak widać ja stoję po drugiej stronie), bo nie mógł sobie poradzić z moją przeszłością i moimi byłymi. Doszło do tego, że kłótnie były prawie przy każdym spotkaniu. Koszmar trwał kilka miesięcy i on powiedział, że sobie z tym nie poradzi.
                                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 20.05.11, 14:52
                                                    Ludzie są rożni... Dla jednego przeszłość nie ma znaczenia, dla drugiego jest wizytówką. Dla mnie była wizytówką i po cześci wciąż uważam, że warto znać przeszłość swojego przyszłego męża, żony bo możemy się dużo dowiedzieć. Jednakże każdy popełnia błędy, każdy ma coś na swoim koncie... Czasem jest to coś, czego żałujemy, wstydzimy się, nie chcemy do tego wracać bo z czasem widzimy, ze popełniliśmy błąd. Wiele mnie kosztowało by to zrozumieć i dać szansę i zacząć normalnie fukcjonować.
                                                    Po roku czasu zdarzy mi się raz w tygodniu pomyśleć o TYM, ale inaczej już na to patrzę, nie tak jak jeszcze rok temu czy pół roku temu.... Mam już ten dystans do tej sprawy, a wtedy myślałam o tym dzień w dzień i też były kłótnie częste.
                                                    No cóż, pewnie o tym nie zapomnę nigdy. Obawiam się też natknięcia się na tą osobę w mieście przeze mnie lub przez Niego, albo Nas oboje na nią... ale przed tym nie ucieknę, to nie uniknione i pewnie kiedyś trzeba będzie powiedzieć CZESĆ i znowu wspomnienia wrócą.. Tyle, że nie mam na to wpływu, zatem po co nad tym się zastanawiać na zapas, popadać w paranoję....
                                                    Przykro mi, że Twój facet nie zrozumiał, nie wytrzymał. Może jeszcze wróci, ale czy Ty chcesz by wrócił?
                                                    Widocznie to Go przerosło, być może zbyt bujną miałaś przeszłość ;(
                                                  • yadrall Re: Przeszłość przed-związkowa 28.05.11, 22:43
                                                    Dobrze,ze moj maz jest facetem :)

                                                    Jako mloda dziweczyna zwiazalam sie z ZONATYM, sporo starszym facetem!!! Ba! Ten facet sie przeze mnie rowodl z zona,choc mieli 2 dzieci! Taka bylam moralnie zepsuta!
                                                    Potem mialam jeszcze jeden zwiazek i w koncu poznalam mojego obecnego m. Dosc szybko mu powiedzialam moich zwizkach z przeszlosci i wiedzial,ze o zgrozo bzykalam sie z zonatym facetem. Co wiecej jak poznalam mojego m to z tamtym gosciem mialam kontakt przez maile i sms-y. Dlugie lata dostawalam od niego zyczenia na urodziny czy swieta.
                                                    I wyobraz sobie,ze pomimi tego od ponad 9 lat jestem calkowicie wierna mojemu obecnemu mezowi! Nigdy nie przyszlo mi do glowy go zdradzic.
    • alienka20 Re: Przeszłość przed-związkowa 22.08.12, 00:55
      Ja do swojego narzeczonego podeszłam psychologicznie, gdy zaczął marudzić, że jest bardzo złym człowiekiem i po prostu dałam mu warunki na wyjawienie tych strasznych tajemnic. I mimo, że dowiedziałam się o nim wielu smutnych rzeczy, że popełnił raz bardzo duży błąd nie wracałam do tego już nigdy, może czasem w myślach, ale nie dręczyłam. Bo i sama święta przed tym związkiem nie byłam, przez parę miesięcy wolności nieźle narozrabiałam i w końcu się dość boleśnie doigrałam. I tego tematu również się nie porusza i nie wypomina w kłótniach. Oboje to zaakceptowaliśmy i zamknęliśmy przeszłość za sobą.
      Moim zdaniem, gdybyś dała mu pewien komfort w związku, sam by ci może w końcu o tej tajemnicy powiedział, czego dotyczy. A ty nie dość, że naciskałaś i wierciłaś mu dziurę w brzuchu, to jeszcze pretensje masz, że w końcu powiedział ci prawdę o sobie sprzed związku. Nie byliście ze sobą wtedy jako para i nie ma sensu tego roztrząsać. Czas zamknąć ten rozdział. Romans z mężatką nie jest powodem do chluby, ale i nie trzeba rozpaczać, jakby ci rodzinę wymordował, albo schronisko dla kotów z daltonizmem podpalił.
      Ogarnij się.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka