frajeroza
24.04.10, 02:44
Witam..
Miałam trudne, burzliwe związki. Porzucano mnie, zdradzano, oszukiwano,
kłamano prosto w oczy. Wytrwale czekałam na tego jedynego i udało się.
Jesteśmy razem 3 lata, były już zaręczyny i wszystko zmierzało w dobrym
kierunku. Właśnie, zmierzało...aż do dziś.
Mojego obecnego faceta poznałam na studiach. Nie od razu przykuł moją uwagę.
Dopiero kiedy trafiliśmy do tej samej grupy i zaczęliśmy częściej rozmawiać,
żartować, dostrzegłam w nim to "coś". Widywaliśmy się tylko na zajęciach. Nie
wystarczało mi to zbytnio. Do tego często na przerwach między wykładami,
siedział w kącie sam, smutny, zamyślony, ze wzrokiem w bitym w dal. Trzymał w
ręku komórkę, pisał smsy i miał bardzo smutne oczy. Postanowiłam zagadać do
niego, czy miałby ochotę na piwko. Odmówił. Domyślił się, że chyba na niego
lecę i dowiedziałam się wtedy od niego,że ma dziewczynę. Odpuściłam na kilka
m-cy, ale potem znowu zagadałam, lecz znowu odmówił. Bardzo chciałam go bliżej
poznać, chciałam się tylko zaprzyjaźnić. Wymieniliśmy się sms i gg.
Rozmawialiśmy na gg dużo i często. Wiedzieliśmy już o sobie sporo i mieliśmy
wiele wspólnych cech, bardzo wiele.
Podczas tego pisania na gg, zwierzał mi się z tego, że ma dziewczynę od 2ch
lat, z którą nie ma kontaktu osobistego. Mnie to się wydało od razu podejrzane
i wszystko wskazywało na to, że laska go robi w jajo, zbywa go, a on naiwny i
zakochany, ufny, czeka na nią i wciaz kocha. Po prostu wierzył we wszystko co
mu tak pisała czy nawijała przez telefon. Ja byłam sceptyczna i ostrzegałam
go, ale nie słuchał. Odbierał to wręcz jako atak. Zaproponowałam mu więc po
raz n-ty spotkanie, czysto przyjacielskie, żebyśmy o tym porozmawiali, bo nie
mogłam już tego znieść, jak on cierpiał i jak za nią tęsknił. Namówiłam go,
żeby do niej tam pojechał, zobaczył co jest, tylko tyle. Bo to za długo trwa
ten cyrk. No w końcu się zgodził, pojechał. Okazało się to, co podejrzewałam.
Robiła go w konia, miała tam faceta i normalne życie. Przejrzał na oczy i zerwał.
Jest to uczuciowy i wrażliwy człowiek, podobnie jak ja, więc ciężko to znosił.
Pomagałam mu smsami, rozmowami na gg i od czasu do czasu jakieś spotkanie.
Było lepiej i zaczynałam dostrzegać w jego oczach radosc i blask, którego jak
dotąd u niego nie widziałam.
Zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. Po kilku miesiącach zostaliśmy parą,
a związek był bardzo późno skonsumowany. Nie spieszyliśmy się z cielesnością.
Bardziej skupialiśmy się na poznawaniu siebie.
W międzyczasie tego naszego studiowania, na tych samych studiach w naszej
grupie była pewna mężatka. Była ona od mojego faceta starsza gdzieś może 6-8
lat, dokładnie nie wiem. Była atrakcyjną kobietą i wzbudzała zachwyt w oczach
większości płci męskiej, nieważne jakiego wieku i stanu cywilnego. Ja
poznałam tę kobietę z grubsza i na pół roku przed jej wyjazdem z kraju.
Niewiele mogę rzec, jak tylko to, że miła, dowcipna babka na luzie,
jednocześnie ciepła, dobra kobieta.
Mój facet, gdy zaczynaliśmy się ze sobą spotykać, opowiadał mi, że ta
mężatka(dzieciata) jest jego przyjaciółką. Ma męża za granicą i takie tam. Że
bardzo dobrze się rozumieli, bo on miał dziewczynę na odległość i ta mężatka
miała męża daleko. Spotykali się często i rozmawiali czasem i zwierzali, ale
nie przesadnie.
Gdy mi o tej przyjaźni opowiedzial, byłam zazdrosna jak diabli. Taka laska (
nie ważne, że 8 lat starsza) i tylko przyjaźń ich łączyła? Odpowiadał, ze
tylko i wyłącznie. Czasem on jej w czymś pomagał, czasem ona jemu i po prostu
jakoś miło im się ze sobą gadało.
Gdy zaczynaliśmy związek, jej już nie było w kraju, wyjechała do męża,
zamilkła i owa przyjaźń ucichła.
Umówiliśmy sie też na wstępie znajomości, ze będziemy ze sobą szczerzy, nic
nie będziemy ukrywać. On tylko dodał, że ma tajemnicę, ktorą weźmie ze sobą do
grobu, coś złego , o czym chce zapomnieć, a tyczyło się jego i ex. No dobra,
jakoś to przemilczałam.
Z czasem zaczęłam się jednak zastanawiać, co to za tajemnica.Uważam,ze jesli
się ze sobą jest, to powinno się wiedzieć o sobie wszystko. Poza tym, bałam
się, że jeśli dowiem się co to, to mogę nie chcieć z nim być. Zzaczelam go
przekonywać do tego, że mam prawo znać ten sekret, bo nie chcę być z kimś, kto
zrobił coś złego, być może będzie to dla mnie coś, nie do przetrawienia.
Wreszcie powiedział.
Mianowicie - całował się z tą mężatką.To miało miejsce na 1,5 roku przed tym,
jak zaczęliśmy się spotykać. Zabiło mnie to zupełnie.Płaczę już 4godziny i nie
wiem co ze sobą zrobić.
Zapytałam, ale dlaczego mówiłeś, że to się tyczy twojej ex! A on na to, że
gdyby powiedział, że to się tyczy jego i koleżanki ze studiów to bym się
domyśliła! Wiec pytam, czemu w ogóle to ukrywałeś, zamiast od razu powiedzieć-
to tłumaczył, że bał się, że źle o nim pomyślę, oraz wiedzial, że jestem
zazdrosna o nią i dlatego. Mówił, że załuje,że oboje w sumie jakoś tego
chcieli, tak wyszło, ale i załowali. Że potem spotykali się, ale już nie
rozmawiali o tym, że nigdy o tym nie wspominali więcej.
Mówił,że wie, iż popełnił błąd, ze bylo mu z tym źle, bo wówczas miał przecież
swoją dziewczynę, tę na odległość, więc była to zdrada. Całowali się raz, nic
więcej nie było i nie było żadnych ciągotów.
Wierzę mu, bo jak dotąd nigdy mnie nie okłamał, nie przylapałam go na niczym
złym. Jest takim facetem, jakiego szukałam. Czułym, wrazliwym, opiekuńczym,
troskliwym, uczynnym i pomocnym, zawsze można na niego liczyć i nikomu nie
odmawia pomocy. Spokojjny, odpowiedzialny i porzadny człowiek, bez nałogów i
przede wszystkim szczery. Te 1,5 roku to najcudowniejsze chwile mego życia,
ale często były też smutne dni, gdy ciągle gadałam o tej mężatce, co będzie
jak wróci, i będzie się chciała spotkać. Wciaz byłam zazdrosna o nią, mimo iż
zapewniał, że tylko rozmawiają i lubią się.
Wciaż byłam o nią zazdrosna, dlatego to ukrył, ale też i ze względu na nią,
bo też zrobiła źle. Rozumiem to, tylko czuję się jednak oszukana...
Mówił, że nic ich nie łączy, a teraz dowiaduję się o pocałunku.
Mówił, że to się tyczy jego byłej, a okazuje się, że to koleżanka..
Nigdy mnie nie okłamał, ale teraz to.. mnie dobiło..
Boję się, co będzie jeśli ona wróci do kraju i zechce się z nim spotkać.
Pytałam go, to mówi, że możemy isć w trójkę, bo nie mają nic do ukrycia. Ale
to głupi pomysł, bo czułabym się jak piąte koło u woza, przeciez nie znam tej
kobiety tak dobrze jak on, ani ona mnie. Tylko z widzenia i "czesc".
A przecież nie zabronię mu takich spotkań, przeciez znają się jeszcze zanim
mnie poznali, to dlaczego mam mu zabraniać.
Ale jak sobie o tym pocałunku pomyślę, to zaczynam się bać...
Poza tym, mój facet od zawsze uważał, że skoro jesteśmy razem, to liczymy się
my teraz w tej chwili. Że przeszłosc nie ma znaczenia, że każdy popełnia
jakieś błędy, nie ważne kto z kim był, czy walił się na dyskotekach z laskami
czy był porządny- każdemu należy się szansa.
Ja zaś uważam, zę jeśli wchodzę w związek, to mam obowiązek poinformować tę
osobę o moich związkach, poczynaniach, występkach, tajemnicach, ażeby miał
zarys tego, z kim się zadaje. Żeby mógł sam ocenić mnie i zdecydować, czy chce
z kimś takim być. I ja też chciałam tę tajemnicę poznać, własnie po to, by
wypowiadając sakramentalne tak, byc pewną, ze dobrze robię. A do dziś, wciąż
mialam te niepewność, że nie wiem co on tam zrobił złego, może to sprawi,ze go
zostawie, ze nie zniosę tego?
I tak się stało. Mam to co chciałam. Niestety nie wiem teraz już nic. Oczy mam
już spuchnięte od płaczu i wciaż przed oczami mam obraz tych dwojga jak się
całują.
Doradźcie proszę. Czy nasza przeszłosć przed-związkowa jest taka ważna? Czy
może ja zwariowałam, skoro płaczę na pocałunkiem z kobieta, co miało miejsce
długo zanim ich poznałam. No ale przecież on miał kogoś wtedy ( już kit z nią,
ze ona miała), i można rzec- zdradził. Skąd mam wiedzieć, że to się kiedyś nie
powtórzy, czy z nią czy z inną?
Jak zaufać, jak żyć?