twoja_przelozona
15.07.10, 14:46
Wyszlo dlugie ale prosze, przeczytajcie i napisze cokolwiek !!!
Pisalam kilka razy o swoim polozeniu, az z pewnego forum prawie mnie
przepedzono, ale nadal jestem w kropce i po prostu musze
sie "wygadac". Opisze w skrocie (o ile sie uda) swoj zwiazek: w
wieku 17 lat poznalam fajnego chlopaka, w sumie nigdy nie pociagal
mnie fizycznie, ale cos sprawialo ze czulam sie przy nim "jak przy
swoim", jakos tak stabilnie i rodzinnie. Przetrwalismy razem 6,5 i
chyba wlasnie sie rozchodzimy. Sek w tym ze ja jestem niesmiala
dziewczyna, zero poczucia wlasnej wartosci, niezaradna zyciowo - na
poczatku moze nie bylo to tak razace bo chodzilam do liceum, nie
kazda nastolatka musi juz pracowac... ale koncze juz studia i nic
sie nie zmienilo - mam 24 lata, nigdy w zyciu nie pracowalam,
przeraza mnie mysl o rozmowie kwalifikacyjnej. Nie mam znajomych,
mam kilka nr tel w komorce i najczesciej rozmawiam tylko z
rodzina... Moze i mam od kilku lat stan depresyjny, nic nie chce mi
sie robic, siedze w domu, nie spotykam sie z nikim. Na poczatku w
zwiazku bylo super, fascynacja i takie tam; pozniej tez ok ale
zaczynaly sie zarty n/t mojej inteligencji i niezaradnosci, ktore
weszly w codziennosc i od jakiegos czasu zamienily sie w ponizanie
mnie. Slysze od niego ze jestem do niczego, ze nie poradze sobie w
zyciu, ze jestem leniwym pasozytem, ze jestem nijaka i ze zyje bez
celu. W sumie ma racje, ale zaczelo mnie to jeszcze bardziej
dolowac, nie wiem czy on sadzil ze mnie tym motywuje?? Generalnie
musialam sie zmuszac do seksu z nim (strasznie to brzmi, po prostu
mnie nie pociaga, moglam sie przytulac, lubilam jego obecnosc ale
sex). To ze go odtracalam spowodowalo, ze wyzywal sie na mnie
jeszcze bardziej. On pracuje, planuje, jest uczynny, duzo robi, ode
mnie nie dostawal nic w zamian, nawet obiadow mu nie gotowalam i na
dodatek nie dostawal sexu. Dochodzilo do takich sytuacji kiedy
naskakiwal na mnie "bez powodu", ostatnio ledwo co wstalam z lozka
skoczyl na mnie ze zepsulam szafe (wypadly kolka z prowadnicy),
mowilam ze to nie ja a przynajmniej nie przypominam sobie, on stale
naskakujac ze na pewno szafa nie chciala sie domknac wiec szarpalam
bezmyslnie i zepsulam. Potrafi powiedziec do mnie "spieprzaj
tumanie", "zamknij sie" itd. Przyznam ze brzydkie slownictwo
wprowadzilam ja, ale nigdy nie obrzucalam go kwiatkami bez powodu.
Doszlo do tego ze czulam sie tak zmeczona psychicznie stalym
oskarzaniem ze powiedzialam mu ze przez to juz mi na nim nie zalezy
i... chyba za kilka dni on sie wyprowadzi.
Sek w tym ze kiedy powiedzialam o tym rodzinie, powiedzieli ze tak
nie powinno byc. Ze fakt ze jeszcze nie pracuje i w spokoju robie
studia nie powinien byc podstawa do tego, zeby on mnie ponizal. Ja
nie moge pozbyc sie poczucia winy ze zawalilam na calej linii, ze
autentycznie jestem do niczego, on dawal z siebie wiele, ja nic,
jeszcze sex byl kiepski wiec ile on tak mogl?? Zapracowalam sobie na
brak szacunku. Powiedzial mi, ze gdybym byla inna to on by mnie
inaczej traktowal. Nie wiem po co to pisze, chyba potrzebuje
obiektywnej oceny sytuacji. Nie bojcie sie mnie zjechac jesli
uwazacie, ze na to zasluguje. Dzieki za jakiekolwiek opinie.