czekoladynka
05.08.10, 23:09
Witam Was
Mam taki problem. Jesteśmy młodym małżeństwem, córcia w drodze (to
już 7 miesiąc). Nie pracujemy,ponieważ studiujemy dziennie-urodzę w
czasie ostatniego roku (studiujemy razem),więc do końca edukacji
niedaleko.I tu się zaczyna problem, ponieważ w związku z obecną
sytuacją nie możemy pozwolić sobie na mieszkanie osobno,więc
mieszkamy u mnie do końca studiów.Otóż nastawienie męża do mojej
rodziny zmieniło się diametralnie gdy dowiedział się,że jestem w
ciąży.Wcześniej już "pomieszkiwał" u mnie,co w praktyce okazywało
się dokładnie tym samym co teraz,bo spędzał u mnie po 3 noce pod
rząd,po czym jeździliśmy na jedną do niego i tak to
fukncjonowało,moja mama gotowała obiadki i mąż (wtedy mój chłopak)
był jej ulubieńcem.Teraz moja mama to zwitek wad.Wiecznie wysłuchuje
oszczerstw pod jej adresem,mąż twierdzi że my (ja, mama, mój brat)
żerujemy na tacie który nas utrzymuje (mama nie pracuje,zajmuje się
domem i moim młodszym bratem,teraz będzie pomagać mi przy
dziecku,żebym mogła dokończyć studia),wiecznie mamie dogryza(np.mama
powiedziała,że kupi nam wózek w ramach prezentu na urodzenie
wnuczki,to odpowiedział że to NIE MAMA KUPI,tylko TEŚĆ,bo jak mama
nie pracuje to z czego?..),moja siostra to idiotka - bo nie
skończyła studiów i nie ma ślubu(dodatkowo kupuje mi
ubranka,zasponsorowała łóżeczko,ale to źle bo "ona jest taka
rozrzutna,nic dla siebie nie umie zaoszczędzić..",a pozatym"kupiła
już tego tyle,że innym się wykazać nie dała" - tylko nie wiem komu
miała się dać wykazać,jego rodzice nie spieszą się raczej z
finansową pomocą co rozumiem bo im się nie przelewa,ale w takim
razie nie rozumiem narzekania jak ktoś inny chce nam pomóc...),mój
brat to mamisynek który "beczy jak baba" (ma 7 lat...),i tak moge
długo wymieniać.Niby pierodły,ale powtarzane nachalnie i
złośliwie,potrafią nieźle zdołować,szczególnie,ze widzę jak mama sie
stara żeby nie ingerować w Nas,jest miła i uśmiechnięta,nieraz
obchodzi się z zięciem "jak z gównem" za przeproszeniem,byle go
tylko nie zdenerwować,bo jak mówi, robi to dla mnie żebym była
szczęśliwa.Nie pomaga rozmowa-tyle razy tłumaczyłam,że sprawia mi to
przykrość,że przecież wszyscy go u mnie lubią,ale w odpowiedzi
zawsze mam to samo-że przesadzam i nie potrafie przyjąć krytyki,bo
matka mnie tak (źle) wychowała.U niego zamieszkać nie możemy,bo nie
ma miejsca (chyba że pokój z jego bratem,jak tam nocujemy to on śpi
łózko obok...).Między nami sytuacja jest też bardzo nieciekawa-
właśnie od momentu,kiedy dowiedziałam się o ciąży,jakby między nami
powstał mur.Żadnych czułości,pocałunków,niedajboże powiem "kocham
Cię" - to ponoć przywilej nastolatków,a my jesteśmy już taaacy
starzy (ja mam 21,on 22 lata)i nam nie wypada-zdanie męża.Mówiłam,
że potrzebuję wsparcia,szczególnie teraz kiedy spodziewam się
dziecka,często zdarza mi się nawet popłakać z zazdrości że inni
mężowie noszą na rękach swoje ciężarne żony,ale takie rozmowy dają
skutek na dzień,dwa,po czym wszystko wraca do normy-czyli suchej
obcesowości,mijania się.Czuję się taka samotna i sama w tym
wszystkim-kiedyś mogłam liczyć na mamę,siostrę,teraz boję się im
zwierzać czy choćby spędzać z nimi więcej czasu,bo od razu mam o to
awanturę i dziesięć razy więcej docinków niż zazwyczaj.Czuję się
zaszczuta,nie wiem co robić:( rozmawiałam tyle
razy,tłumaczyłam,mówiłam spokojnie,czasem krzyczałam,płakałam albo
byłam poważna-to nic nie daje,zawsze to samo - "przesadzasz","robisz
problemy z niczego", albo "jeśteś ślepa,sama nie zauważasz jakimi
ludźmi są Twoja rodzina".Teraz mąż wyjechał za granicę na 3 tyg,to
odżyłam,ale wraca już za parę dni,a ja ryczę-przerażona tym,że w
ogóle za nim nie tęsknię,że lepiej mi bez niego.Nie wiem co
robić,jesteśmy małżeństwem tylko 4 miesiące,wcześniej 2,5 roku
związku (ach,jak było pięknie,całkiem inny,czuły,kochający
człowiek).Miałyście podobną sytuację?Wiecie,jak z tego wybrnąć?
Jestem już zmęczona.I bardzo nieszczęśliwa.Sama nie wiem,stawiać
ultimatum,czy może po porodzie samo się zmieni?(bo tak myślę,że
może "tacierzyństwo" jest dla niego takim gromem,chyba ciąge dorasta
jeszcze do posiadania dziecka).Tak mi smutno.Poradźcie coś...