lara27
31.03.04, 18:46
Wiem, wiem to temat stary jak świat Ale muszę się was poradzić Bo mój M nie
jest po mojej stronie. Ale czytałam fora o teściach i zawsze M jest po
stronie żony ! Nie chcę już walczyć, chcę żyć normalnie i mieć własną rodzinę
A nie życ w trójkącie z teściową Ona wzbudza ciągle w nim poczucie winy a po
to żeby cały czas była w centrum zainteresowania swojego syna (choć ma
jeszcze drugiego) ale mój M jest jej jakby "partnerem" życiowym bo mieszkamy
razem (niby osobno) ale w tym samym domu. kiedyś zaproponował że wyjedziemy
ja i on do Stanów,że staramy się o wizę to teściowa wpadła w czarną rozpacz -
jak ty mnie synku tu zostawisz...
kiedyś po ciągłych żalach teściowej że "jest sama jak pustelnik" po mimo
wciąż odwiedzających ją gości , zaproponował jej że razem pojedziemy do kina -
chcę nadmienić że mamy bardzo mało czasu dla siebie ja i M cały czas
pracujemy i do tej pory myślałam że wspólny czas razem to świętość a tu nagle
w perspektywie mam siedzieć z teściową na randce w kinie (ona w środku -
moje marzenie...) jeżeli chodzi o mieszkanie osobno (bez niej!)to całkowicie
odpada "dobrze że mój synek chce ze mną mieszkać, tak co ja bym
zrobiła..musiałabym sprzedać dom w którym mieszkała nasza rodzina od lat ,
babcia z dziadkiem kupiła ten dom i spłacali przez całe życie..."
albo "dobrze że jesteś będzie kto mi miał szklankę wody podać do łóżka jak
już nie będę miała sił..." jest i wiele innych tego typu tekstów.
nie cierpię tej manipulacjii!!! nie wiem co mam robić? moja codziennoś
wygląda tak:
- jemy wspólne obiadki codziennie!(no bo jak mama sama będzie sobie gotowała)
ona gotuje w so i ndz ja w pozostałe dni
- mój M latał codziennie na kawkę rano do mamusi ja też czasem byłam ale ileż
można... (na szczęście kiedy zwróciłam mu uwagę ostatnio już nie przychodzi
do niej rano - narazie)
- często wpada bez pukania - żeby o coś się zapytać- kilka razy dziennie
(nawet się spokojnie nie mogę wy..załatwić) bo już coś chce
- kilkakrotnie otwieram drzwi w ciągu dnia jej znajomym (bo niby mam bliżej..)
a co gorsza czasem nawet zamykam bo teściowa zamyka dzrzwi na górze a "gość" -
jej "gość" puka do mnie(lub nie) żebym otworzyła mu drzwi wejściowe.
Do cholery chcę mieć własne życie!
- mamy jeden dzień w tygodniu wspólnie z M wolny od pracy - wydawałoby się
świetnie można odpocząść, zrelaksować się, po tulić i pobaraszkować ale...
(popatrz powyżej wymienione )
w tym miesiącu teściowa założyła swój telefon - wkońcu bo sekretarką też
byłam
teraz planuję osobny dzwonek do drzwi - zobaczymy może M sie zgodzi
Ale czy to rozwiąże sprawę...
Chcę też powiedzieć że mój M nie jest rasowym maminsynkiem bo jest
samodzielny potrafi sam zrobić wszysko np. pranie, sprzątanie,
obiad ,śniadanie...jest dla mnie wspaniały gdyby nie jego MAMUSIA
Ona w gruncie rzeczy nie jest złą kobietą...
oto jej charakterystyka
ZABORCY
Ci nie krytykują, przeciwnie, często wręcz zachwycają się Tobą. Chcą z Tobą
być, jakbyś akt ślubu podpisała również z nimi. Uwodzą słowami: bliskość,
miłość, rodzina, tradycja. Będziesz zachwycona, nim zorientujesz się, że
jesteś w pułapce. Rasowi teściowie potrafią tak manipulować swoimi dziećmi,
by oddawały im dużą część własnego życia. Porządki teściowej w Twojej szafie –
czemu nie. Waszą miłość mierzą ilością wspólnie spędzanego czasu, od Was
zależy ich szczęście. To ciężar, którego nawet osoby bardzo spragnione
rodziny w końcu będą chciały się pozbyć. Teściowie zaborcy zmieniają więzy
miłości w krótką smycz, na której dusi się Wasze małżeństwo.
i jak tu jej nie "zabić"?
Pomóżcie jak na nią wpłynąć? jak przekonać mojego M że robi mu i mi
przyokazji krzywdę (z poufnych żródeł wiem że poprzednie jego małżeństwo
rozleciało się między innymi przez love story do matki niestety ona też
mieszkała w tym pełnym miłości i dobroci rodzinnym domu).
Ratujcie! bo zwariuję!