czy to ma sens ? wątpliwości

26.04.11, 22:59
zaznaczam,ze to nie jest troll. Jestem z moim facetem ponad 2 lata i ogólnie jeszcze do świąt myślałam,że układa nam się dobrze. Dał popis na święta u mojej rodziny taki,ze ogólnie miałam wrażenie że jest tam na siłę. Nie podejmował kompletnie żadnej dyskusji z moją rodziną a tematów naprawdę było sporo i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Bawił sie portfelem a w sumie wyszło na to, ze rodzina mu nadskakiwała. Tata był wkur... jak nic, mama to tez udawała że jest dobrze. Ogólnie szykowałam coś- nie pomógl tylko siedzial jak słup. Nawet se nie zapytal. To nie było tak,ze sie na niego gapiło 30 osób- nawet jak był z kimś sam na sam to i tak jakoś po prostu nie wiem, nie chciało mu sie :/ Byli dla niego mili wiec po prostu odegrali wszyscy scenę wielkiej sympatii do niego. Dzisiaj zadzwoniła mama i powiedziala,ze było im przykro ze w sumie to oni musieli im nadskakiwać, ze on sie nie zaangażował i ze nie widać tego że jest we mnie zakochany. Nie zobaczyli tez błysku w moich oczach ( tak twierdzą)

Rozumiem,ze on jest taki ze nie jest typowo dyskutantem i źle się czuje w towarzystwie, gdzie wszyscy się na niego patrzą. Moim zdaniem on powinien się starać Zawiedziona jestem bardzo :( Nie jest to zdanie tylko moich rodziców tylko tez innych. Znam ich i widziałam że nie bardzo im to podpasuje.

Nie to,ze jestem jakoś zaskoczona. Miałam tego pewne symptomy na przykład przy spotkaniach ze znajomymi no ale zawsze sobie tlumaczyłam,ze moze jest zmęczony , że mu nie pasują koleznki czy tematy no ale naprawde...

Oprócz tego jest wspaniałym facetem ale już teraz sama nie wiem. Jesteśmy ponad 2 lata ze soba- ani zadnych planów wspólnych ( tylko zamieszkanie), rodzine to mam wrazenie ze po 40 chce zakladać gdy ja już bede niezdolna prawie do rozmnażania ( zegar biologiczny) eh.. Prosze poradźcie mi co teraz.. :(
    • kiecha3 Re: czy to ma sens ? wątpliwości 27.04.11, 07:54
      ale czemu się dziwisz... facet, może i dziwak, ale nie umie zachować się w towarzystwie, w rodzinnym gronie.. takiego wzięłaś.. albo to akceptujesz, albo wio.. szukać nowego, co to pozmywa naczynka po świątecznym obiedzie... ja sama jestem taka, że nie umiem zachować się u mojego M przy świętach.. jestem zupełnie inaczej wychowana.. U mnie w domu było zupełnie inaczej niż u mojego M... ja też, przez pierwsze kilka godzin, czasem pierwszy dzień.. siedzę, prawie nie jem i nie odzywam się prawie do nikogo.. Nie umiem jeść gdy wszyscy na mnie patrzą.. Nie mam tematu...
      Pamiętaj, że dla niego to byli zupełnie obcy ludzie.. Być może inny rytuał niż ten do którego jest wychowany... No nie odnalazł się chłop... A rozmawiałaś z nim o jego zachowaniu? Czy tylko wylałaś swój żal tutaj. Facet, to facet trzeba mu czasem coś powiedzieć, pokazać, wytłumaczyć...
      • gnida4359 Re: czy to ma sens ? wątpliwości 27.04.11, 23:35
        ja zachowuje sie tak samo..
        nie lubie rodzinnych spotkan u OBCYCH ludzi!!
    • tab-ris Re: czy to ma sens ? wątpliwości 29.04.11, 14:12
      Mój M też taki jest. Co prawda po 7 latach już nie czuje się tak obco w domu moich rodziców, ale my oboje nie lubimy tej sztywnej atmosfery wszelkich świąt.
      Nie mam do niego o to pretensji. mój M jest najkochańszym facetem pod słońcem i mogę mu tylko dziękować że jest w stanie wytrzymać dzień czy dwa na spotkaniach rodzinnych (Sama je ledwo znoszę).
      I nie mam zamiaru rozważać rozwalenia związku tylko dlatego że on źle się czuje w towarzystwie mojej rodziny.
      Ale jak ktoś wyżej napisał, trzeba porozmawiać o tym, wyjaśnić swoje stanowisko, i w ten sposób "wiedzieć" dlaczego on się tak zachowuje. Jeśli nie masz mu nic innego do zarzucenia, to po co psuć dobry związek.
    • bokbok Re: czy to ma sens ? wątpliwości 11.05.11, 12:20
      Myślę, że tak go może wychowano, że wszyscy nad nim skaczą. Zwłaszcza jest to niestety normalne u facetów, którzy w większości są od małego przyzwyczajeni, że tylko mama i inne kobiety pomagają np w kuchni przy spotkaniach świątecznych czy innych. Jeżeli np. u nas w domu było jakieś takie spotkanie to tylko jakaś (obca nam w sumie) dziewczyna pytała się czy nie trzeba pomóc, nigdy czyjś chłopak. Chociaż znam takich pomagających, piorących itd. Weź poprawkę, że gdyby jednak wam się zdarzył dzieciak to też pewnie będzie tak siedział i nie kiwnie palcem żeby przy nim pomóc, mało tego trzeba będzie skakać i nad nim i nad dzieckiem.Z drugiej strony ja też nie znoszę takich spotkań i pomocy przy garach, ale to robię, żeby innym nie było przykro i nie wyjść na leniwego gbura. Także jak twój luby jest nawet za leniwy na stwarzanie pozorów to go lepiej wymień na inny model a nie później będziesz narzekać.
Pełna wersja