Co ja mam zrobic :(((

28.06.11, 01:38
Witam
W sumie to nie jestem mloda mezatka bo po slubie juz 8 lat... ale
Mam 28 lat i od 8 lat w zwiazku.... ale czuje ze wlasnie dzis peklam i juz wiecej nie zniose...
W sumie to niewiem od czego zaczac bo wszystko wydaje sie bardzo skomplikowane... nie chodzi o zadne zdrady ani nic w podobie ... i to chyba jeszcze bardziej komplikuje sprawe.
Wszyscy oceniaja nas za bardzo udane malzenstwo... a mojego meza to juz za aniola normalnie, zawsze grzeczny spokojne itd...
Spory miedzy nami zawsze dotycza tego smaego , podzialu obowiazkow domowych

h i tego ze on nigdy nie ma czasu dla mnie i dla dziecka bo siedzi z nosem ptrzy kompie albo grajac na playstation!
Pracujemy oboje , ja pracuje mniejsza czesc etatu wiec dla mnie naturalna rzecza bylo ze zaczelam go wyreczac w obowiazkach domowych... a on z czasem zaczal wszystko spychac na moje barki...
Mam wrazenie ze czym wiecej mu dam tym on jeszcze wiecej zada... a za to co ma nie powie nawet dziekuje tylko wydaje mu sie ze wszystko sie poprostu nalezy...
To ja zajmuje sie gotowaniem, praniem, sprzataniem, planowaniem, zakupami, i wszytkim innym co dotyczy domu i dziecka... a oprocz tego jeszcze pracuje zwodowo... ON natomiast tylko pracuje, po czym przy chodzi do domku, zjada ciepky obiadek, i pierwsz co robi to wlacza kompa i sprawdza wszystko co oczywiscie trwa pare godzin... jest calkiem nieobecny a czesto jeszcze ma sluchawki na uszach z muzka...
Wieczorem obowiazkowo gierka telewizyjan jakas...
proby rozmowy z nim koncza sie zawsz powazna awantura... bo on poprostu nie potrafi albo nie chec sluuchac... nigdy nie moge wyrazic tego co czuje bo w najlepszym przypadku powie ze przesadazam i go nie rozumiem ze on przychodzi do domu zmeczony... w gorszym przypadku co nastepuje duzo czesciej slysze ze jestem kretynka, idiotka, chora psychicznie...i ze potrafie tylko narzekac...
Jesli chodzi o zmeczenie to slysze to nawet w dni wolne od pracy,,, a o mnie sie nikt nie pyta czy ja jestem zmeczona...
Ostatnio coraz czescie uzywa coraz mocniejszych slow i wybiera to co wie ze najbardziej mnie rani... przykladem jest ze uslyszalam iz chodzi codziennie glodny... chociaz wie ze to nie prawda i wie ze mnie tym zranil bo kulinaria to moja pasja... ja uwielbiam gotowac i obiad jest codziennie i codziennie inny
Caly czas mnie straszy ze mnie zostawi i wtedy zobacze jak mi bedzie ciezko i ze nie dam rady bo on jest dla mnie i tak za dobrym mezem...
za zwrocenie mu uwagi ze to ja dbam o caly dom i oniego slysze tylko ze mam wypierdalac i zamknac morde, ze nie moze na mnie patrzec...
Jest mi bardzo ciezko bo caly czas zylam w jakims dziwnym snie ze wszytko sie zmieni i ze to zmeczenie jego powoduje to wszystko.. ale ostatnio czuje ze juz dluzej tego wszystkiego nie wytrzymam... ze juz nie mam sily...i ze nic juz sie nie zmieni
Wszystkie proby rozmow z mojej strony koncza sie niczym bo on i tak nie slucha jest zamkniety w swoim swiecie komputera i tylko to sie liczy... zastrasza mnie ze odejdzie... wmawia ze nie dam rady sama.... powoli probuje mnie izolowac od rodziny z mojej strony... sam nie ma zadnych znajomych i krytykuje mnie gdy ja spotykam moich...
Napisalam ten post bardzo chaotycznie ale naprawde nie wiem od czego tak naprawde zaczac bo problem narasta juz od wielu lat a w zasadzie od samego poczatku... tylko ze ja go chyba wczesniej nie chcialam widziec...
Napisalam bo moze jest ktos w podobnej jak ja sytuacji...
jestem z nim ale sama juz niewiem czy z milosci czy ze strachu ze sama sobie nie poradze??
moze wlasnie mu o to chodzilo zasiac we mnie zwatpienie we wlasne sily , oslabic mnie psychicznie... uzaleznic od siebie?... bo ON doskonale wie ze finanse i mieszkanie nie sa problemem i ze moge odejsc w kazdej chwili...
niewiem co mam dalej zrobic szargaja mna emocje z jednej strony mysle ze moze on sie wreszczie zmieni... zdrugiej nie chce zmarnowac wiecej najlepszych lat mojego zycia z facetem ktory traktuje mnie jak sluzaca, nie szanuje, jest uzalezniony od komputera i od gier... nigdy nie slucha i jest nieobecny duchem:(((
ufff wyzalilam sie
pozdrawiam saffran

    • petitlamer Re: Co ja mam zrobic :((( 28.06.11, 21:57
      Po pierwsze, zastanów się czy nie patrzysz na to jednostronnie. Może być tak, że nawzajem się nie rozumiecie:
      "Jezu w pracy było ciężko. Padam. A jak wrócę do domu to znowu to baba będzie mnie wykańczać..."
      "Znowu ten stary cap wróci do domu i znowu będzie siedział i grał, i zrzędził"
      Wejdź w jego skórę i pomysl jak wtedy rozwiązać problem. Poza tym, są różne style rozmawiania i przekonywania:
      "Pomóż mi! Jesteś leniem" (taki oskarżający tryb nie jest dobry)
      "Pomóż mi, jestem zmęczona." (to jest ok, bo wyrażasz swoje odczucia)
      "Wiem że jesteś zmęczony, ale czy mógłbyś mi pomóc. Sama padam!" (taki styl empatyczny, bo komunikujesz że wiesz że jemu ciężko)

      Po drugie, spróbuj go delikatnie zaangażować w jakieś czynności domowe, które w miarę lubi lub przynajmniej nie nienawidzi. Jakaś drobna naprawa? Może coś ugotuje? Nie dość, że Ty skorzystasz to i on poczuje się ważny.

      Po trzecie, jeśli on chce odpoczywać spróbuj zaangażować jakiś wspólny odpoczynek. Może być wylegiwanie się na plaży czy spacer lub basen (na basenach są jacuzzi...). Znowu, musisz wyczuć na co byłby skłonny się zgodzić. Nałogowe granie na komputerze nie jest zdrowe i niszczy nie tylko związki ale i przyjaźnie, czy nawet związki w rodzinie.

      Daj sobie ze dwa miesiące na ratowanie związku. Tak na spokojnie. Jeśli się nie uda, zostaw dziada (bo najpewniej nałóg komputerowy totalnie zeżarł mu mózg). Jesteś młoda i z powodzeniem możesz znaleźć lepszego mężczyznę. Jeśli ta decyzja będzie dla Ciebie za trudna, wybierz się na dłuższy urlop do jakiegoś kurortu, odpocznij i przemyśl sprawę i wtedy podejmij decyzję.

      Życzę szczęścia.
      • bam_bino Re: Co ja mam zrobic :((( 29.06.11, 10:09
        Skoro on uważa, że chodzi głodny (mimo, że obiad jest codziennie) to przestań gotować, przestań sprzątać, prać. Może jak nie będzie miał w końcu czystej koszuli i faktycznie nic do jedzenia, może doceni to co robisz (albo stwierdzi, że jeszcze bardziej się obijasz :). Albo może wyjedź gdzieś, żeby został sam na pewien czas, żeby w końcu coś się ruszył do pracy w domu. Nie zgodzę się z petilamerem, że powinnaś być miła dla niego mimo wszystko, proponować wspólny odpoczynek, miłe gadtki itp. Owszem, możesz spróbować ale przecież sama też pracujesz więc też masz prawo być zmęczona i też mieć zły dzień i nie musisz być na siłę miła jeśli on tego nie docenia. Może jest to egoistyczne ale dlaczego w takim razie mąż nie może pomyśleć o żonie, że może jej trzeba pomóc. Wiem, że faceci to czasami tępa masa i trzeba im wszystko wykładać jak "kawę na ławę" i bardzo szybko przyzwyczają się do dobrego ale to nie powód aby poniżać żonę. Piszesz, że dałabyś radę sama żyć (tzn. finansowo) może warto zakończyć taki związek. Myślę, że taki układ nie jest dobry i dla Ciebie i dla dziecka...
    • marzeka1 Re: Co ja mam zrobic :((( 29.06.11, 14:06
      Powiedz mi, na cholerę ci taki mąż???? Pomijam,że na zewnątrz sama podtrzymujesz iluzję cudownego męża, skoro jest tak odbierany. Nie robi w sumie w domu NIC, ty robisz za służącą, dziecko na twojej głowie, sprzątanie i gotowanie -też, a pracujesz także zawodowo. I masz za to chociażby szacunek? NIE, masz wyzwiska, agresję (zmartwię cię, ale to ma tendencję do nakręcenia, im bardziej będziesz mu na to pozwalała, tym bardziej on będzie się nakręcał). Co robi w domu szanowny małżonek? NIC, gra, bawi się i jest agresywnym śmieciem.
      Dlatego pytam: PO CO ci taki mąż? Masz dziecko, chcesz, aby taki wzór mężczyzny poznało?
      W opisanej sytuacji bycie bez takiego męża, byłoby stanem wręcz pożądanym.

      Straszy cię, że nie dasz sobie rady sama?? DASZ ZNAKOMICIE, to on- przyzwyczajony do obsługi i chamstwa wobec kobiety nie znajdzie żadnej, która by takiego patałacha chciała.
      Za 10 lat takiego związku będziesz zmęczoną życiem, wyniszczoną psychicznie przez poniżenie kobietą. Chcesz tego? Jeśli nie, to weź życie w swoje ręce.
      • marzeka1 Re: Co ja mam zrobic :((( 29.06.11, 14:37
        " bo ON doskonale wie ze finanse i mieszkanie nie sa problemem i ze moge odejsc w kazdej chwili..."

        - o, kochana, to ty jesteś w o wiele lepszej sytuacji niż setki kobiet, które marnują życie przy takich facetach, bo są od nich uzależnione ekonomicznie, jeśli poradziłabyś sobie finansowo i mieszkaniowo, to jesteś w znakomitej sytuacjo do zmiany własnego życia. Odwagi :)
    • hanulllka Re: Co ja mam zrobic :((( 05.07.11, 16:59
      nie odejdzie, bo tak jak żyje mu wygodnie! Ma wszystko podane, robi, co mu się rzewnie podoba, a straszy, bo jest Ciebie pewien, jak niczego innego. Postawiłaś się w roli ofiary, a do dlatego, że tolerujesz taką sytuację, nie wyciągasz konsekwencji. Wywal go z chaty na zbity pysk, niech sobie pogotuje, poprasuje, posprząta przez kilka tygodni i zapewne wróci zaraz potem z podwiniętym ogonem. A jak nie wróci, to trudno, tylko dowód na to, że nie jest Ciebie wart.
      Ja się domyślam, że wina nie leży zapewne tylko po jednej stronie, ale fakt, że taki stan rzeczy Tobie przeszkadza, świadczy, że coś chcesz zmienić, naprawić. Pokaż mu, że na takie funkcjonowanie się nie godzisz i albo jest sprawiedliwy podział obowiązków, albo wypad. Ty kolejnego dziecka w domu nie potrzebujesz, tylko wspierającego i szanujące Ciebie partnera.
    • izkad Re: Co ja mam zrobic :((( 25.07.11, 17:33
      Co ja bym zrobila gdybym miala takiego gada w domu?

      Specjalnie zostawila bym otwarte te wszystkie posty, niech poczyta co czujesz i co inni maja do powiedzenia. Tylko nie wiem czy to go jeszcze bardziej nie rozwscieczy, ale w sumie imion nie podawalas.

      Druga rzecz ktora bym zrobila - to od tej chwili palcem bym nie ruszyla, zadnego sprzatania, prania, gotowania (jedynie dla dziecka), moze w koncu zobaczyl co dla niego robisz.
      • marzeka1 Re: Co ja mam zrobic :((( 26.07.11, 09:25
        ", moze w koncu zobaczyl co dla niego robisz."- nie zobaczy, a jak nawet na to centralnie w zadku.
        • agusia3107 Re: Co ja mam zrobic :((( 25.01.12, 16:32
          Ja powiem ci co ja zrobiłam ze swoim mężem. Ogólnie mam bardzo dobrego męża i jest nam ze sobą dobrze, ale jak w każdym małżeństwie zawsze jest małe "ale".
          A więc: Na początku staraliśmy się dzielić obowiązki po równo, ja obiad on naczynia i na zmianę.. Gdy mąż musiał zacząć więcej pracować, to ja wyręczałam go...sprzątałam, gotowałam, zmywałam naczynia, a on wracał jadł i legał na kanapie. Z czasem tak do tego przywykł, że nawet nie umiał umyć sobie łyżeczki czy widelca. Gdy odpowiadałam, że też niedawno wróciłam i mógłby mi pomóc, wykręcał się tym, że to nie on nabrudził. Ale nie podałam się, powiedziałam dość, dlaczego to ja mam wiecznie dbać o dom. W końcu też pracuje i też chciałabym wrócić wieczorem do domu i mieć podane pod nos. A epicentrum tego nastąpiło po wizycie znajomych, garów pełno, mieszkanie wywrócone do góry nogami przez dzieci, a ten położył się i leży, twierdząc, że krasnoludki posprzątają jak zwykle zresztą. Ok mówię, jak posprzątają...to ja też mam to w nosie i usiadłam obok niego. I tak minęło chyba z 2 dni, gdzie brudne gary zastawiały cały zlew i blat, ale ja nie ruszyłam nic nawet palcem, tym bardziej, że mój małżonek akurat był na urlopie. Wstawałam o 8, jadłam śniadanie i wychodziłam do pracy, gdy on jeszcze smacznie sobie spał. I nagle na 3 dzień, wracam do domu ( w głowie 100 pomysłów na szybkie danie), a w drzwiach spotyka mnie miła niespodzianka...coś niebiańsko pachnie, ślinka leci mi na sam zapach, a w kuchni mąż urobiony po łokcie, bo żeby ugotować obiad musiał najpierw pozmywać wszystkie naczynia, które niby myją zawsze krasnoludki!!!! Witaj kochanie, co tak ślicznie pachnie...yyyy obiadek, jak cudownie, a ja taka zmęczona jestem, oj jak tu wysprzątane....czyżby krasnoludki? hihihih mąż tylko coś pomruczał pod nosem, że niby żadnej kobiety w domu nie ma i podał mi obiadek...od tamtej chwili wróciło wszystko do normy i nawet w sobotę wziął się sam za odkurzanie.
          Więc tobie też radzę wypróbować tej metody, niech zobaczy ile znaczy żona u boku i jej cięzka praca. Jak raz, czy dwa nie będzie ciepłego obiadu, albo umytych naczyń i będzie musiał zrobić to sam, to może dotrze do niego jak jest głupi. A tobie radzę albo w tym czasie wyjechać gdzieś na kilka dni, albo robić identycznie jak on. Powodzenia
          • mojemieszkanie24 Re: Co ja mam zrobic :((( 27.01.12, 18:03
            Mojemu poprzedniemu partnerowi było obojętnie czy mieszka w syfie czy nie. Mógł jeść same zupki chińskie i nie był to dla niego żadnej problem. Czyli technika,że ja mialam wszytstko gdzieś nie przeszkadzała mu. Nie odchodził bo było mu wygodnie !!!!!

            Powiedziałam sobie,że nigdy nie popełnię tego błędu-nie będę nikogo wyręczać w obowiazkach. Kobiety... czy wy jesteście niepoważne ????? Same tez pracujecie a po pracy co ? Druga zmiana ? Skoro facet ma siłę grać w playstation to ma też siłę sprzątnać czy zmyć naczynia. Całe szczęście ja nie mam tego problemu. acet gotuje, sprząta, pierze i nawet nie muszę go prosić. ŚWIADOMIE z tego nie zrezygnuje nigdy. Byłabym chyba niepoważna.

            Mieszkamy w mieszkaniu więc partnet nie ma obowiązków ,,koło domu". Z reszta tak został wychowany,że wie o tym że musi umyć na czynia czy po sobie posprzatać. Takich sobie szukajcie. Jak odpuścicie to będziecie do końca życia służącymi !!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja