teściowa z sercem na dłoni, wrrrr

21.05.04, 09:32
Witajcie! Na początek trochę o mnie - niebawem kończę 25 lat, a w czerwcu
dołączę do grona młodych mężatek:)) Z moim lubym mieszkamy razem od pół roku.
Pracuję w wolnym zawodzie i dlatego mam duzo czasu na buszowania po sieci.
Dziś znalazłam Was i baaardzo się cieszę, bo brakowało mi takiego właśnie
forum:))

A teraz do rzeczy. O teściowych było tu, jak się zorientowałąm duużo.
Najczęściej problem jest z wrednymi teściowymi. A u mnie
    • ola Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 09:59
      hi hi, znam troche ten typ. Zebyscie widzialy, jak moja tesciowa terroryzuje
      nas:
      - kapciami ("masz tu kapciuszki, bedzie ci cieplej w nozki" -"ale ja lubie na
      bosaka" - "ale masz kapciuszki...")
      - obiadkami (tuz po sniadaniu: "no to powiedz, Olu, co bys jutro zjadła na
      obiad" -"Jutro?" - "No tak, bo na dzis juz mam")
      - dobrymi radami ("strasznie schudłaś, Olu, wyglądasz jak wieszak. Mam tu dla
      Ciebie świetną dietę z gazety, bo wiesz, trzeba jeść dużo tłuszczów, żeby nie
      oślepnąć..." (jestem wege!)
      i wszelkiego typu innymi przydatnymi poradami...

      Hmmmm, ale na prawde ja lubie...
      • ola Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 09:59

        aaaa! I zapomnialam dodac:
        Witaj na forum!
    • anula36 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 11:46
      dosc czesto zagladam na to forum i mam takie wrazenie,ze w kontaktach z
      tesciowymi wszystkie synowe czy przyszle synowe strasznie sie zaperzaja i
      traktuja to jako swoja osobista wojne.
      Mam prawie tesciowa w tym samym stylu co Gaggi- nadopiekuncza kwoczka. JAsne,ze
      neiktore zagrania mnie smiesza ( np telefon rano "dzis jest tak zimno ubierzcie
      sie cieplo, wlocz czapeczke, bo sie przeziebisz i sprawdz czy ** Wlozyl cieple
      buciki, ocieplane, bo wiesz,ze on mataki delikatny organizm)Tylko ze mnei to
      wszystko bawi,no wlasnie, bardziej bawi niz irytuje, moze dlatego, ze mam
      faceta po swojej stronie,a byla tesciowa byla koszmarna. Staram sie sytuacje
      rozladowac zartem, tak naprawde lubie moich tesciow, z ich wszelkimi
      dziwactwami,a propozycje ktore mi nie leza potrafie odbic, jak pileczke:)
      Moze do tego trzeba dojrzec? Mam 30 lat, troche tych amus juz bylow moim zyciu:)
    • mackowy4 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 11:49
      Pisząc dosyć brutalnie, mogą z tego wyniknąć tylko jeszcze większe kłopoty
      (piszę jako mężatka z prawie 6-letnim stażam, która nie pozwoliła, aby teściowa
      miała jakikolwiek wpływ na nasze życie). Niestety jeśli tuż przed ślubem Twój
      przyszły mąż mówi Ci, abyś ustępowała jego matce, bo ..., nie masz co
      liczyć ,że ślub nawróci Go na "dobrą drogę". A postawa Twojego przyszłego męża
      jest tu kluczowa - jeśli On nie będzie po "Waszej" stronie, marnie widzę szanse
      na normalnie funkcjonujące, samodzielne i niezależne małżeństwo. Według mnie
      pozostaje Ci tylko szczera do bólu rozmowa w drugą połową - masz mało czasu,
      więc nie zwlekaj. Z czytanych tu postów wynika jasno, że teściowa potrafi
      zatruć życie, a nawet rozbić pozornie mocny związek.
    • burza4 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 12:00
      dokładnie takim samym typem była moje ex tesciowa... dzieci, pomoc, dzieci,
      wszystko się kręciło dookoła innych - ku mojej irytacji, bo dla mnie to było
      trudne do zniesienia. Są ludzie, którym taka opieka nie przeszkadza, ale ja się
      czułam, jakbym była niedorozwinięta. Wchodzimy do tesciów - przemowa mniej
      więcej taka: czy zamknęliśmy okna? czy na pewno wyłączyliśmy gaz? czy
      zamknęliśmy dobrze drzwi? NA PEWNO? czy któreś sprawdziło naciskając klamkę?
      którym autobusem jechaliśmy? dlaczego tym, bo oni uważają, że lepiej byłoby
      innym? itd. Mój eks mąz też problemu nie widział... wtedy na szczęście nie
      mieliśmy telefonu, ale do swojej córki dzowniła po kilka razy dziennie od
      samego rana: wstałaś? a dzieci? jak spały? zjadły już śniadanko? a co zrobiłaś?
      a co planujesz na obiadek? na spacerek idziecie?. W czasach, kiedy wszystko
      było już dostępne w kazdym sklepie wiozła na drugi koniec Polski 6 kg arbuza
      dla wnuków, targając do tego milion innych siat i stękając pod ich ciężarem...

      kiepsko widzę szanse na unormowanie tych kontaktów, tym bardziej że twój facet
      nie widzi w tym nic złego i nie zamierza czegokolwiek z tym zrobić. Sama
      niewiele zdziałasz, chyba że machniesz ręką na jej obrazy i powiesz prosto z
      mostu jak sobie wyobrażasz wasze stosunki. Sposób na obejście - koleżanka
      założyła sobie telefon z automatyczną sekretarką i telefonów od teściowej po
      prostu nie odbiera (no, nie całkiem, co 20-ty), po pierwsze teściowa
      szczęśliwym zbiegiem okoliczności panicznie boi się nagrywania wiadomości, po
      drugie zawsze potem może się wytłumaczyć, że nagrywanie fiksuje i nie było
      żadnej wiadomości...
    • gaggi Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 21.05.04, 12:37
      No właśnie. Kocham mojego męża in spe, ale jego nabożny stosunek do rodziców
      jest dla mnie nie do zniesienia. Traktuje ich jak święte krowy. Bo są starzy.
      Ja nie uważam, że z tego względu należy im się inne traktowanie. Moja babcia ma
      75 lat i też jest kwoką, ale zdrowo egoistyczną. Dba o siebie, bo ma kłpoty ze
      zdrowiem, ale lubi też innym pomóc, nawet jeśli nie chcą. Próbowała we mnie
      wzbudzać poczucie winy, że odrzucam jej pomoc, ale wyjaśniłam jej dobitnie, że
      jestem już duża i nie lubię podtykania wszystkiego pod nos. Ale to moja babcia,
      kochamy się bardzo i możemy sobie wiele powiedzieć. Zrozumiała. Więc jednak
      starzy ludzie są wyuczalni.

      Ale z obcą kobietą trzeba inaczej. Nie zamierzem być dla jego matki wyrozumiała
      i raz już ją przepędziłam. On wie czego w niej nie znoszę, ale - jak mówi - nie
      rozumie, jak może mnie złościć czyjaś dobroć. No jak? A ja po prostu czuję się
      czasem jak kotek zagłaskiwany na śmierć...

      Mam nadzieję, że NIGDY nie przyjdzie mi z nią mieszkać. Druga synowa ma gorzej.
      Teraz owa szwagierka przebąkuje o przeprowadzce do Wawy (w domyśle - ucieka od
      teściowej, która krytykuje jej sposób wychowywania dzieci) i teściowa ma o czym
      donosić mojemu mężusiowi:)))

      Czuję presję, bo mój luby chce i ona też, żeby nasze stosunki były inne niż z
      tą drugą synową...
    • bombonierka a moze z innej strony... 21.05.04, 12:46
      narzekacie na tesciowe ze sie wtracaja, ze sie dopytuja, ze podsuwaja swoje
      zdanie, ze nie moga zyc bez dzieci itp. postawcie sie w ich sytuacji-jestescie
      na emeryturze i nie mozecie przeciez czytac caly dzien! chcecie sie troche stac
      uzyteczne, nieprawdaz? myslicie sobie -zajrze do syna moze mnie potrzebuje,
      moze w czyms pomoge.a tam spotykacie warczaca synowa.niemilo wam sie robi,
      prawda?
      a tez nie bylybyscie zadowolone gdyby tesciowa nie interesowala sie W OGOLE
      wasza rodzina. myslalybyscie sobie ze jej na was nie zalezy, ze ignoruje was.
      tez niemile. mnie by sie to nie podobalo.
      w sprawach z tesciowymi-dodajcie troche humoru, usmiechu, czasem wyrazow
      sympatii. wysluchajcie jak cos ma do powiedzenia a nadal robcie swoje.
      moze to jakis sposob?
      • gaggi Re: a moze z innej strony... 21.05.04, 12:57
        Masz rację, to mógłby być sposób. Ale porównuje styl zachowania mojej mamy i
        babci do jej zachowanai i wypada na niekorzyść teściowej. Moja babcia jest na
        emeryturze i ma doskonale zapełniony czas. Żyje książkami, wyjazdami,
        spotkaniami ze znajomymi, no i rodziną, ale nie tylko rodziną. Czy człowiek
        naprawdę musi być użyteczny kosztem innych? Teściowa mogłaby np. częściej
        sprzątać u siebie w domu, jeśli ma ochotę zrobić coś pożytecznego. Straszny z
        niej flejtuch i chomik - wszystko gromadzi i nam też nie pozwala wyrzucać
        zbędnych klamotów, bo "może wam się przydać". Nie - kiedy stawiam się w
        sytuacji teściowej - nie widzę siebie jako kwoki, która musi sprawdzić czy nie
        przyda się synowi. On ma żonę i to ona jest panią domu, nie ja - teściowa.
      • burza4 Re: a moze z innej strony... 21.05.04, 13:22
        ja bardzo przepraszam, ale taki styl życia jest dla mnie jego żałosną parodią.
        Stety-niestety z politowaniem patrzę na osoby, które poza życiem innych nie
        mają żadnych zainteresowań. Gdzie kino, książki, teatr, hobby, znajomi? jeśli
        życie starszych osób koncentruje się wyłącznie na życiu ich dzieci, to dla mnie
        oznacza to jedynie, że ich właśne życie wewnętrzne było po prostu jałowe.
        Ludzie, którzy żyli pełnią życia nie wiszą na swoich dorosłych dzieciach jak
        bluszcz, po za tym sami stanowią ciekawe towarzystwo; nie narzucają się ze
        swoją obecnością bo sami jeszcze mają mnóstwo pomysłów na zapełnienie sobie
        czasu

        Nie wyobrażam sobie także żebym na stare lata skapcaniała tak, że nic poza
        dziećmi i ich sprawami by mnie nie interesowało, no może z wyjątkiem
        brazylijskich telenowel.

        Moi rodzice są kochani, mimo że mieszkamy w jednym mieście widujemy się raz na
        miesiąc mniej więcej, nie dlatego że muszę/wypada, ale dlatego że chcę. Między
        innymi dlatego, że nie domagają się aktywnego uczestnictwa w naszym życiu, że
        rozumieją że mamy swoje sprawy i milion ciekawych zajęć, że z jednej strony nie
        wtrącają się, ale z drugiej - można na nich liczyć w razie potrzeby. Gdybym
        była bombardowana telefonami, domaganiem się wizyt, odpytywana co i jak, to
        czułabym się po prostu zaszczuta i niechętna tym kontaktom. Żyjemy aktywnie,
        korzystamy intensywnie z życia i zwyczajnie nie mamy czasu. Rodzice na
        szczęście mają też swoje sprawy i nie są żądni uczestnictwa w naszych.

        Czym innym jest pomoc kiedy jest taka potrzeba, a czym innym bezpardonowe
        wchodzienie w czyjes życie. Natręctwo nie jest przejawem troski o innych - jest
        egoistycznym pragnieniem wypełnienia treścią WŁASNEGO życia. To nie przejaw
        miłości, lecz zaburzeń psychicznych, niezależnie od tego co nimi (w ich
        przekonaniu kieruje) tacy ludzie są po prostu toksyczni. Ja mam silną potrzebę
        niezalezności i dla mnie osoby tego pokroju to po prostu wampiry energetyczne -
        nie przsadzam! dawnej po wizycie u teściów wychodziłam jak po praniu mózgu...

        Nawiasem mówiąc z eks teściami mam teraz bardzo dobre, serdeczne stosunki. Bo
        nie muszę! mam wybór - dzwonię i widuję się wtedy, kiedy mam chęć, nie czuję
        się zobligowana moralnymi nakazami i umiejętnie wzbudzanym poczuciem winy.

        A humor przyda się w każdej sytuacji :)
        • gaggi Re: a moze z innej strony... 21.05.04, 13:30
          zgadzam się z Tobą Burza!!! Też czuję się wyssana z energii po każdym
          kontakcie. Nie wiem. Może jestem do niej uprzedzona. ale to chyba jest tak, że
          wyrwałam się z domu, usamodzielniłam i nie mogę pogodzić się z tym, że obca
          kobieta chce uczestniczyć w moim zyciu więcej niż moja rodzona matka!!!

          Teść też mnie irytuje, ale on jest w innym stylu - wszystko wie najlepiej. Nie
          znoszę takich mężczyzn. Mój luby nie jest taki, na szczęście.
          • burza4 Re: a moze z innej strony... 21.05.04, 14:57
            gaggi napisała:

            > zgadzam się z Tobą Burza!!! Też czuję się wyssana z energii po każdym
            > kontakcie. Nie wiem. Może jestem do niej uprzedzona. ale to chyba jest tak,
            że wyrwałam się z domu, usamodzielniłam i nie mogę pogodzić się z tym, że obca
            > kobieta chce uczestniczyć w moim zyciu więcej niż moja rodzona matka!!!

            Każdy po prostu ma inną potrzebę niezależności i tyle. Jedne osoby będą się
            cieszyć z tak żywego zainteresowania, innym będzie to kością w gardle. A
            zazwyczaj przy tym bywa tak, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :)) to
            upupianie nas przez moich teściów mnie doprowadzało do szału, choć naturalnie
            zdaję sobie sprawę, że intencje były dobre, ale czy trzeba przy tym grzebać w
            moich majtkach??? Coż, kota też można na śmierć zagłaskać, a nadmierna troska
            jest po prostu uciążliwa. Najlepszy jest stosowny dystans, ale rzadko występuje
            sam z siebie, czasem trzeba go po prostu wywalczyć i okupić morzem łez i kupą
            nerwów. Jednak nicnierobienie prowadzi w prostej lini do pogłębiania konfliktu.
            >
            > Teść też mnie irytuje, ale on jest w innym stylu - wszystko wie najlepiej.
            Nie > znoszę takich mężczyzn. Mój luby nie jest taki, na szczęście.

            Na lubego bym uważała, jeśli jemu taki układ pasuje i jest przyzwyczajony do
            potulności w tych kontaktach "bo mamy nie wolno denerwować", to nie licz, że to
            się kiedykolwiek zmieni, nawet jak bedziecie mieli 4 własnych dzieci i
            będziecie dobiegać 40-tki - i tak to dobre samopoczucie mamusi będzie
            najwazniejsze, a nie twoje (cokolwiek byś na ten temat nie myślała). I potem
            dołączysz do grona piszących "cholera jasna, zamiast na sylwestra w góry mam
            jechać do teściowej, bo jej samej smutno", albo "mam małe dziecko, jestem w
            ciązy i źle się czuję a teściowa domaga sie wizyt co niedzielę".

            Poczytaj sobie "Toksycznych rodziców" i "Toksycznych teściów" - pouczająca (i
            zatrważająca) lektura...
    • ma.pi Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 25.05.04, 19:45
      gaggi napisała:

      BOję się co będzie jak ona zostanie sama bez
      > męża (teść jest od niej starszy kilkanaście lat, ona ma 60). Wejdzie nam na
      > głowę!!!!! PArokrotnie próbowała już wpadać do nas bez zapowiedzi, raz byłam
      > dla niej niemiła to mój luby miał do mnie pretrensje (usłyszałam,ze jego mama
      > była w obozie koncentracyjnym jako dziecko i mam jej wybaczać wszystkie
      > zagrywki, dobre sobie).

      Humm, Ma 60 lat. Tzn, ze urodzila sie w 1944 roku. To kiedy ona zdazyla przejsc
      ten oboz koncentracyjny. Mysle tu o swiadomym przejsciu przez to pieklo.
      Bo ewentualnie mogla sie tam urodzic, ale czy z tego cos pamieta?

      Pozdr.
    • krysia79 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 27.05.04, 09:22
      Ja pozbyałam się swojej tesciowej jeszcze przed slubem. Mieszkalismy razem 1,5
      roku w domku jednorodzinnym. W przybudowce miescila sie firma przyszlego meza,
      w ktorej "mamusia" grala pierwsze skrzypce. Mieszka blisko i przychodzila
      codziennie (jest na emeryturze). Firma sie zamknela, maz poszedl do pracy,
      zamieszkalismy razem a tesciowie nadal przychodzili, wpadali tez do mieszkania
      robic sobie kanapki, powiedziec..a tam ja w majteczkach i kusej koszulce, a
      tesc siada i sie relaksuje. Do tego caly czas robili cos na dzialce (dom i
      dzialka sa mojego meza). Wyjezdzalismy na wakacje a na srodku dzialki pojawialy
      sie nowe drzewa, krzewy itp. Trwalo to rok, podczas ktorego kilkakrotnie
      rozmawialam z nimi szczerze i grzecznie, ze mi to nie odpowiada, ze sa tu
      zawsze mile wiadziani, ale to ze maja klucze do naszego domu i wpadaja kiedy
      chca (takze w nocy bo tesc jedzie na rybki i musi cos wziac) nam nie odpowiada.
      Tesc sie awanturowal a tesciowa obiecywala poprawe, mowila ze rozumie i po 2
      dniach bylo to samo (moj maz niestety odziedziczyl ta ceche). Maz przez rok
      staral sie przemowic im do rozsadku ale buntowany przez nich przychodzil do
      mnie i namawial mnie na to zeby przychodzili kiedy chca bo sie przyzwyczaili.
      Az w koncu postawilam sprawe na ostrzu noza. Zaprosilam ich na obiad i mielismy
      raze porozmawiac. Tesc milczal. Tesciowa sie klociala, ze ona bedzie do nas
      przychodzila kiedy bedzie chciala. Wiec jasno i glosno powiedzialam, ze nie ma
      takiej mozliwosci!!! Potem zaczela robic wyrzuty mezowi, jaki to jest wyrodny.
      Wymienilismy zamek i dalismy klucz bratu meza bo nadal pracowal w przybudowce.
      Tesciom powiedzielismy, ze nie damy im klucza.Tesciowa po cichu wziela klucz od
      drugie syna i bez naszej wiedzy dorobila go sobie. To juz byla przesada.
      Kolejna awantura. I przestali sie pokazywac. Potem zabralismy im klucz.
      Oczywiscie to ja byla prowodyrka akcji a nie maz. Potem sasiedzi opowiadali mi
      jak tesc mnie obgaduje itp. Teraz relacje z nimi mam dobre bo rzadkie (swieta)
      i jest ok. Nie nachodza nas. Ale sprawe to unormowalam przed slubem, bo slubie
      to juz klamka zapadla.
      • aniusia_u Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 03.06.04, 13:51
        Ja właściwie też, bo kiedy tuż przed ślubem szykowaliśmy swoje mieszkanie,
        byli codziennie. Nie zdązyłam przekręcić klucza w drzwiach, po przyjściu z
        pracy-a oni wpadali zobaczyć co nowego mamy kupionego w mieszkaniu.
        Teściowa jest młoda osobą, ale z powodu zdrowia jest na rencie-więc ma mnóstwo
        czasu, na zachodzenie- bo mieszkamy kilka przecznic dalej(jak jej po drodze??).
        Mąż, wczesniej jeszcze jako narzeczony, zrobił in awanturę, że nas nachodzą.
        Więc przestali, ale będąc na zwolnieniu dłuższy czas, i mając w kuchni okno
        niejednokrotnie przechodzącą koło naszego bloku. wiemy, ze mają do nas o to żal
        i w dodatku przypominają na każym kroku mojemu mężowi, który mieszkał z nimi 24
        lata- np.kiedy bedąc u nich bierac coś z szafki, żeby nie grzebał, bo u nas to
        nawet szklanki nie można samemu sobie wyjąć.
        cała miłość teściowej skupiła się na młodszym synu, a nam robi aluzje, że jak
        będą starzy, to pewnie kopa i ze schodów. Chodzę tam jak najrzadziej mogę,
    • mirabella1 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 27.05.04, 18:38
      A ja mam troszke inny problem. Otoz, moj maz nienawidzi mojej matki i dosc
      glosno i czesto sie na ten temat wyraza. Mowiac ze sie klocimy o moich
      rodzicow nie jest wstanie okreslic tych awantur kiedy zawsze powtarzamy jedno i
      to samo w kolko.. jaka moja matka jest natretna, ze inspektuje, obraza itp
      itd....Prawda jest ze, moja mama potrafi byc naprawde natretna osoba, tak jak
      juz bylo wspomniane, robi to z milosci do dzieci bo one w zyciu bez niej zgina.
      Ona nie wiedzi w tym nic zlego i uwaza ze tak musi byc i koniec. Bron Boze
      wyjechac na weekend i nie powiedziec ze nas nie bedzie w domu. Kilka razy
      probowam ja upomnniec ale bez skutku, nic nie pomoglo, to poprostu do niej nie
      dociera, na dodatek obrazila sie i oczywiscie uswiadomila mi ze nie szanuje
      rodzicow, ze nie tak mnie wychowali, itp itd... tak ze dalam sobie spokoj i
      robie swoje zamiast sie dwoic i troic zeby wszystkich uszczesliwiac. Jednak,
      moj maz tego nie rozumie. Rezultat jest taki ze moi rodzice nie maja wstepu do
      naszego domu bo on nie moze ich zniesc, mawet na chwile. Kiedy zaprosze ich do
      nas, a musi byc powod, np. raz w roku na swieta (a mieszkamy pol godziny od
      siebie) , maz mi robi taka awanture ze tylko siedzie i placze... ladne swieta,
      co nie? Mi jest okropnie wstyd. Moi rodzice nie sa idiotami i widza co sie
      dzieje. Raz ojciec spytal sie mojego meza dlaczego on jest zawsze taki niemily
      kiedy oni przyjezdzaja raz w roku na swieta. Bez skutku. Probawalam
      przetlymaczyc mojemu mezowi zeby postaral byc bardziej tolerancyjny bo mnie
      boli kiedy widze jak on ich traktuje. Ze troche szacunku, dobrej woli i humoru
      by nie zaszkodzilo a napewno polepszylo miedzy nami i rodzicami, nie mowiac nic
      o naszym malzenstwie. Niestety to zbyt wysokie wymagania dla mojego meza. On
      ich nie chce widziec i na tym sie koczy dyskucja. Az do nastepnej klotni.

      Mam pytanie dla tych ktorzy nieciepia swoich tesciow: Jak wy sie do nich
      odmosicie? Czy uciekacie z domu kiedy przychodza z wizyta, czy zachowaniem
      dajecie im znac ze sa nieproszeni i ze sie maja wynosic z waszego domu? Czy
      pochwalacie jak moj maz sie zachowuje? Czy moze, to troche za duzo
      wulgarnosci?

      Jestem tez ciekawa, jak byscie sie czuli gdyby to wasi rodzice byli
      nienawidzeni przez waszych malzonkow? Ale moze to jest dyskucja na inny raz.


      • violetta76 Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 28.05.04, 14:30
        Witaj
        Ja nie przepadam ze moimi tesciami. Nie bede tutaj przytaczac wszystkiego,
        gdzies jest moj watek o nich...
        Toleruje ich. Oni mnie chyba tez, aczkoelwiek ciegla krytykuja mnie i mojego
        Meza, wszystko robimy nie tak. Tez sie nam ostatnio dostalo, ze nie
        powiedzilesmi im, ze wyjedzdzamy na weekend majowy. Ze jak tak mozna itp... A
        nie powiedzileismy specjalnie, aby nie sluchac ich wywodow, ze po co, ze szkoda
        pieniedzy, ze moglismy do nich przyjechac.
        Nie odwiedzmy ich, tz teraz coraz czesciej. Po pierwsze widze, ze moj Maz
        niezbyt chetnie do nich jedzic. CZasami mowi "wypadalo by do moich rodzicow
        pojechac, co ty na to??" Ja ze ok i potem nic na ten temat przez jakies 2-3
        tygodnie. Z kolie do moich Rodzicow bardzo chetnie jezdzi, nawet sam z siebie
        pyta kiedy ich odwiedzimy. Tesciom wiem ze jest przykro. Szczegolnie np jak
        dzwonilismy do tesciowej na dzien matki, to chyba sie jej przykro zrobili, ze
        do niej nie przyjedzimy (tz na weekend, bo mieszkja ok 200km od nas) a u mojej
        bylismy. Zastanawiam sie czy moze sie domyslec, ze niezbyt chcetnie do nich
        jezdzimy i ze to z powodu ich malo przyjemnego zachowania i ze mnei wyprowadzja
        z rownowagi. Ale mysle, ze nie bo ma zbyt wysokie mniemanie o sobie...
        To sa Rodzice mojego Meza, ktorego kocham i zrobie dla niego wsyztsko. Nawet
        jestem gotowa zmarnowac weekend aby tam pojechac. On wie, ze dla mnei to wielka
        meczarnia.
        Jesli chodzi o odnoszenie sie do nich to staram sie byc mila, usmiechneita.
        Nawiazuje rozmowy. Ale to jest sztuczne i z czasem to coraz bardziej widac. Bo
        ile mozna slyszec, ze mam cos zjesc (naokraglo), ze to nie tak, ze to bezsensu,
        ze to po co, ze szkoda pieniedzy itp itp... Ciagla krytyka!! Na zaden temat nie
        mozna z nimi porozmawiac, bo ani nic nie czytaja i ogolenie to interesuje ich
        tylko zarcie i jakies durne seriale.
        Moim zdaniem Twoj Maz powinien sie poswiecic. Chcoiaz nie wiem, bo np nie iwem
        ile ja czasu jeszcze bede w stanie ich znosic. Bo jest coraz gorzej.

        Pozdrawiam weekendowo :))
        Violka
    • lideczka_27 NIEZALEŻNOŚĆ... 28.05.04, 17:28
      ... to PODSTAWA! I własne życie. Gaggi, widzę, że z Ciebie twarda babka i tak
      trzymaj. Twoja teściowa musi do wiadomości przyjąć, że jej syn się
      usamodzielnił, ma kobietę - ŻONĘ, z którą podejmuje różne wybory, kreuje życie
      wg potrzeb własnych i Twoich. Małżeństwo czy inny rodzaj usamodzielnienia się
      to ostateczny zabieg odcięcia pępowiny - rodzice tracą swą rolę opiekuna i
      współtowarzysza życia - mogą w nim uczestniczyć, ale nie na równorzędnych
      prawach. Wszystko to nie wyklucza miłości, przyjaźni i troski oczywiście, ale
      oznacza, że przyszedł czas, by każdy zajął odpowiednie miejsce - rodzice
      schodzą na plan drugi - taka kolej rzeczy. Problemy zawsze pojawiają się, gdy
      ten "drugi plan" postrzegany jest przez nich jak coś złego, karę jakąś; a
      jeszcze gorzej, gdy nie chcą przyjąć do wiadomości, że tak być powinno, że to
      zdrowe, tylko obwiniają współmałżonka swego dziecka, że "separuje",
      że "odbiera" ukochane dziecko itd.
      Bardzo sobie cenię takt i delikatność matki mojego męża. Jest nam strasznie
      życzliwa, pomocna i ofiarna, ale nigdy nie zdarzyło się, by przyszła do nas na
      inspekcję czy wizytację. Nim przyjdzie - dzwoni: nie dlatego, że jesteśmy
      sztywniakami i trzeba się anonsować, tylko szanuje i swój czas i nasz: gdy ma
      pewność, że będziemy w domu i nie zaplanowaliśmy innych rzeczy, wpada. I na
      odwrót: gdy potrzebujemy jej np. do opieki nad maluchem najpierw dzwonię i nie
      proszę by się ustawiała pod moje dyktando - o ile to możliwe ona najpierw
      załatwia swoje sprawy a potem przychodzi do nas. Ma mnóstwo zajęć; choć jest na
      emeryturze, stale jest poza domem - a to spacer po lesie czy nad rzeką, a to
      działka, a to przyjaciółka i tak stale. Złapać ją w domu to wielka sztuka,
      musieliśmy kupić jej komórkę ;-)
      Miałam kiedyś podobną teściową do Twojej, tyle, że ona nie była taką ciepłą
      kluchą czy jak wolisz kwoką, tylko despotyczną złośnicą. Dyktowała synkowi co
      ma ubrać, podawała mu obrane jabłuszko na talerzyku (miał już po trzydziestce),
      przestawiała moje wazony, doniczki, przewieszała obrazki, poprawiała firanki,
      sprzątała w moich szafkach itd - oczywiście wszystko dla "naszego dobra", bo
      przecież lata DOŚWIADCZENIA ŻYCIOWEGO ją do tego uprawniały. A ponieważ syn był
      pod przemożnym jej wpływem i nie liczył się całkowicie z moim zdaniem, które
      najczęściej było różne od zdania jego matki - rozwiedliśmy się.
      Świetnie, że nie mieszkacie pod jednym dachem, bo było by Wam trudniej jeszcze.
      Ponieważ jesteś konsekwentna i asertywna, myślę, że poradzisz sobie z teściową.
      Ważne, by Twój mąż potrafił określić się z kim teraz idzie przez życie i był
      wobec Ciebie lojalny.

      pozdrawiam ciepło
      lida
    • weronikarb Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 02.06.04, 09:16
      Witaj
      Moim zdaniem przed ślubem ustal z przyszłym mężem stosunki z teściami, bo może
      być ciężko. Ja z moim omówiłam to przed slubem, ponieważ wiedziałam że będę tam
      mieszkać i chciałam mieć jego słowo iż to ja od dnia ślubu staje się dl a niego
      ważniejsza. Jak objecal tak jest. Na poczatku tylko byly klotnie, bo maz
      zamiast prosto z pracy do mnie to najpierw szedl do tesciow a pozniej do mnie,
      czesto u nich siedzial (pietro nizej), wkurzylam sie i ostro z nim pogadalam.
      Teraz po 2 latach malzenstwa przyznal sie ze myslal iz sie czepiam ale teraz
      widzi z perspektywy czasu iz mialam racje. Wiem ze zawsze w starciu stanie za
      mna murem. Tesciowa mam podobna do Twojej i wiesz zamiast coraz lepiej nam sie
      wspolrzyc to jest coraz gorzej, tym bardziej ze u niej do poludnia jest nasz
      synek (7 mcy), a ona sie zachowuje jaky to byl jej syn, brrrr Renata
    • redmim Re: teściowa z sercem na dłoni, wrrrr 02.06.04, 11:30
      Heee dobre
      moj tesciowa jest jescze lepsza - remontuje sobie gore domu - stwierdzila ze nalezy sie jej tam pokoik. Jak to uslyszalem myslalem ze zdehne ze smiechu
      (podobno moja wada/zaleta jest to ze mowie prosto z mostu co sade o tym)
      i odpowiedzialem podkolorowujac wypowiedz w aby efekt byl jeszce wiekszy
      - zapytalem sie czy wie co to jest czas dla siebie i co to znaczy szanowac kogos???
      Nie otrafila powiedziec...
      - wiec wylozylem definicje szacunku dla kogos - czanowac znaczy liczyc sie z zdanim 2 osoby i miec to na wzgldzie i czas opoczynku jest czasem SWIETYM wtedy moze robic to na co ma ochote (tesciowa nalezy do matek zatruwajacych zycie)
      - jezeli bede chcial sie rznac z pani corka a potem bedze ona miala 20 minutowy orgazm to pani bedzie siadziala w swoim pokoiku ze szkanka przu scianie .....
      nic sie nie odezwala - jestem hamem prostakiem i sloma mi z butow wystaje ... ale juz nie moglem inaczej odpowiedziec.

      jak tlumaczylem delikatnie ze chcemy sami ze jestesmy dorosli ze niezyczymy sobie to nie trafialo dopiero jak z grubej rurki to pomoglo
      - nie odzywa sie do mnie bezposrednio tylko przez tescia a z tesciem lepiej bo chlop z hlopem sie dogada...

      pozdrawiam

      Red
      • lideczka_27 tak mi się teraz przypomniało... 03.06.04, 17:41
        Moja eks-teściowa miała zwyczaj włazić do naszego pokoju o każdej porze dnia,
        pukała - owszem, ale już na "proszę" nie czekała, bo to dla niej tylko proforma
        było i już. Z seksem czekaliśmy do późnej nocy, gdy mieliśmy pewność, że śpi
        (za ścianą - of koz ;) ), no to wtedy. No i kiedyś jakoś tak nas przypiliło z
        rana. Ja tam zbytnio nie lubię, ale suma sumarum wlazłam na ślubnego. Wtem puk,
        puk, włazi teściowa, zobaczyła nas ekhm... w akcji i uderzyła w te
        słowa: "dosyć tego dobrego, wstawajcie, bo już dla was śniadanie zrobiłam!". I
        wyszła.

        Zamurowało mnie kompletnie, ślubnemu od razu oklapło to i tamto. A to bezczelne
        babsko cały dzień jakby nigdy nic. Założę się, że w duchu bardzo cierpiała, że
        jej syn z jakąś babą tak blisko, takie rzeczy... no ale tolerowała, bo to był
        jedyny sposób na to, by ona w przyszłości mogła zostać babcią.
        Niestety nie została, bo gdy przekroczyła o jeden most za daleko, odeszłam od
        synka. Teraz ma go już wyłącznie dla siebie, no chyba, że znajdzie się druga
        taka głupia, która zechce się z nią użerać.

        pozdrawiam Cię i dzięki za fajną historyjkę, poprawiłeś mi nią humor ;)))

        lida
Pełna wersja