mandarynka.1
13.09.11, 14:15
wyszlam za maz po raz drugi.
wczesniej bylam zdradzana i upokarzana.po 7 latach w koncu wyprowadzilam sie i sie skonczylo.
w tej chwili mam dziecko i meza.wydawaloby sie ze wszystko jest ok.coraz czesciej dochodze do wniosku,ze najnormalniej w swiecie zrobilam blad.nie wiem czy zrobilam to ze wzgledu na dziecko czy dla siebie.coraz czesciej widze,ze po prostu z dnia na dzien jest mi coraz ciezej.maz bardzo malo pomaga mi przy naszym 6miesiecznym dziecku.coraz bardziej sie pograzam i wydaje mi sie ze po prostu nie pasujemy do siebie.czesto sie klocimy,on z byle powodu robi mi problemy.Pozniej przychodzi izachowuje sie tak jakby nic sie nie stalo.To on pracuje ja jestem w domu z dzieckiem.i jak zwykle slysze,ze to ja "SIEDZE" w domu wiec mam czas zrobic to czy tamto.Nie powiem,bo staram sie,ale chyba tez powoli zaczyna brakowac mi znajomych i po prostu zyczliwych mi osob,ktore nie tylko beda na mnie warczec.
nie mieszkamy w POLSCE.cala swoja rodzine tam mam.Tym bardziej mi ciezko.Coraz czesciej lapie sie na tym,ze nie ma juz normlanych ludiz na swiecie.coraz mniej milosci,przyjazni.Tak n adobra sprawe nie mam sie do kogo odezwac przez caly dzien.Nie chce nagadywac ani na siebie ani na meza.Chcialabym zeby po prostu byl bardziej wyrozumialy.Dziecko to praca.I kocham mojego szkraba i chcialabym wszystko robic jak najlepiej.Czasami jednak nie wytrzymuje.chcialabym moc wyjsc czasem choc na chwilke w miasto chocby sie przejsc.On na dluzsza mete nie zostal jeszcze z malym,bo zaraz twierdzi ze to ja powinnam zajmowac sie malym.Staram sie go rozumiec,ale bycie caly czas na najwyzszych obrotach tylko z mojej strony ,troche mnie przerasta.
A moze mam depreche????