dominika010
21.04.12, 00:14
Witam! Może zacznę od początku. Mam 21 lat, mąż 25. Poznaliśmy się 2,5 roku temu. Po 8 miesiącach znajomości zaszłam w ciąże. Na początku było jak z bajki. Zapoznał nas nasz wspólny kolega. On zobaczył moje foto w internecie i chciał mnie poznać bliżej. ok. Udało mu się. Przez pierwsze dni był mi obojętny totalnie przez duże T, więc to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Potem zakochałam się w nim bez pamięci. Zaznaczę że to trwa do dnia dzisiejszego. Spotykaliśmy się codziennie. Z czasem zaczęło mu to przeszkadzać, bo nie miał czasu na nic, tylko ja ja i znowu ja. Może to i dobrze. Przestał wkońcu pić i latać z koleszkami po disco. Zawsze siedzieliśmy w domu, bardzo rzadko gdziekolwiek wychodziliśmy. Mówił, że już 'skapcaniał', nie chce mu się i jest zmęczony. ok. Jakoś starałam się to zrozumieć. Facet nie maszyna odpocząć musi. Szalał za mną przez pierwszy miesiąc. Potem coś w nim przycichło. Żylismy sobie z dnia na dzień aż do momentu kiedy zaszłam w ciąże. Jego reakcja : < no to świetnie dopilnowałaś>. Był niemile zaskoczony co było dla mnie przykre, bo przecież było nam dobrze, choć mi czasami czegoś brakowało. Po pewnym czasie dotarło to do niego, wiele rzeczy przemyślał i był szczęśliwy że bedzie miał bobasa :) Kiedy byłam już prawie w 5 miesiącu ciąży wzieliśmy ślub kościelny. Oczywiście zaraz po ślubie się pokłociliśmy. Co w naszym przypadku jest już normą niestety. Ale przyzwyczaiłam się już do tego, po kłotni zaraz się normalnie odzywamy do siebie. Mamy śliczną córeczkę, niedługo kończy 14 miesięcy. Jest cudna. Ale od dłuższego czasu coś jest nie tak w naszym małżeństwie. Mąż pracuje do godz. 17.00, po pracy zazwyczaj ma jakieś inne zajęcie, Ja nie pracuje, opiekuje się dzieckiem. Mieszkamy tymczasowo u rodziców. Mąz ma wiele na głowie, problemy z kasą, bodowa naszego domu i wiele innych. Ciągle się zamartwia gdzie tu dorobić, jest przemęczony po pracy, mało pomaga mi przy dziecku. Ale nasze maleństwo też potrzebuje ojca, chce się z nim bawić a jemu się po prostu już nie chce. Próbuje mu uświadamiać ale to działa na krótką mete. Ja zresztą też chciałabym odpocząć. Jestem przy dzieku 24 h na dobę, ale to przecież w jego oczach żadna praca bo nie ma z tego pieniedzy i przeciez siedze w domu, a przeciez przy takim dziecku potrzeba wiele sił i poświęcenia. Jak wyrwe się z nim na godz na zakupy to od razu mi lepiej. Od kilku miesiecy tylko dziecko i dziecko. Dzień i noc, czasami aż mi się nie chce już :( potrzebuje oddechu. Raz byliśmy w kinie, kilka razy na pizzy i tyle mojego wolnego. Bardzo kocham męża i córke. Ciesze się że ich mam. Mąz ostatnio strasznie mnie zaniedbuje, a kiedy ja chce mu zrobić przyjemność to on mnie odrzuca. Nawet kiedy głaszcze go po rece to go drażnie. To ja się do niego przytulam i upominam żeby chociąż mnie pogłaskał. Może powinnam przystopować? Może nie powinnam byc taka natrętna? Ale dłużej niż tydzień nie mogę wytrzymać :( mąz jest strasznie opryskliwy, zresztą od początku taki był. Czasami nie ma dla mnie szacunku. Ja jestem strasznie uczuciowa on raczej się kryje ze swoimi emocjami. Ale wiem że mnie kocha i robi wszystko dla mnie o córki. I tu jest problem. Wszystko sie teraz skupia na budowie domu. A my? Dom to nie tylko budynek. Dom przede wszystkim jest w sercu. I wydaje mi się że nawet kiedy już w nim zamieszkamy to wcale nie bedzie miał wiecej czasu dla mnie i dziecka. Wrecz odwrotnie:( i to mnie bardzo martwi. Ja chce okazywać mu moje uczucie codziennie. Gotuje mu pyszne obiadki itp. A on ma to w nosie, Nie mam już pomysłu. Zdobył mnie i co? Sama już nie wiem. Może powinnam go olać, może za mocno sie staram. Jest mi coraz bardziej smutno. Coraz czesciej jestem sama z dzieckiem. On nie ma siły na nic a ja nie mam siły na niego. Moje słowa do niego nie docierają. Czasami są i miłe chwile ale można je policzyć na palcach jednej ręki. To nie ten sam facet którego poznałam. Wczesniej pełen energii a teraz wrak. Może ktoś z Was mi doradzi jak mogę cokolwiek zmienić. Krytykę także przyjmę. Ciężko jest opisać 2,5 roku w kilku zdaniach, tyle uczuc zdarzeń itp, więc to bardzo powierzchowny opis, ale mam nadzieje że może ktoś da ma jakąs rade która choć odrobine zmieni w naszym związku albo zmieni mój pogląd na to wszystko.