Już nie daję rady...

15.07.12, 15:15
Jesteśmy po ślubie rok i 3 miesiące. Nie mieszkamy razem od ponad roku. Nie umiem poradzić sobie z tym psychicznie. Widujemy się jak koleżanka z kolegą. Czasami jest tak, że nie widzimy się tydzień. On pracuje od 8:00 czasem do 20:00. Ja pracuję na 3 zmiany. Gdy mam pierwszą lub trzecią zmianę widujemy się oczywiście u jego mamy, bo tam mieszka a do mnie nie przyjdzie. Gdy na coś się obrazi to i 3 dni ja u mamy i on on u mamy bez widzenia się. Do tego całą winę kłótni zwala na mnie. Jeszcze przed ślubiem próbował się ze mną rozstawać kilkakrotnie za to, że nie chciałm żeby w danym momęcie mnie dotknoł, bo mi zimno a on ma lodowate ręce. Za to, że rozmawiałam z kolegą przez komunikator. Za to, że powiedziałam koledze w pracy żeby uważał, bo mąż nadchodzi (oczywiście to było w formie żartu), ale mąż ztwierdził że zrobilam z niego geja i kolejna awantura. Kazał oddawać obrączkę kilkakrotnie. W pracy robił mi na złość. Jeździliśmy razem autem do pracy. Jak byliśmy pokłóceni a kończyliśmy pracę o 22:00, robił wszystko byśmy wyszli z pracy 23:00 i póżniej. Kolegom w pracy nagadywał na mnie. Jeszcze przed ślubem, gdy wyjechał w delegację do Węgier, co drugi dzień rozmawialiśmy ze sobą i robił wszystko żebym czuła się winna o to, że on tam jest. Wiedział doskonale że wykańcza mnie psychicznie takim głupim gadaniem. kiedyś się przyznał do tego że świadomie robił wszystko żebym czuła się psychicznie malutka. Także wiedział ile przez niego płaczę i jak bardzo jestem roztrzęsiona. Tuż po ślubie tak jemu odbijało, że się wyprowadzał. Z czasem jak przechodziły fochy,dawał reklamówki z ubraniami abym go wprowadzała powoli. Mówił że nadejdzie taki dzień kiedy się wprowadzi, a ja międzyczasie będę rozpakowywać jego reklamówki.Oczywiście do tej pory czyli ponad rok mieszka u mamusi. Później zaczęły się wojny na gesty i słowa. Wojna dosłownie o to że spojżałam się na męża troszkę inaczej jak zawsze. Przykładowo
Prosiłam męża żeby załatwił dla mnie filmy, bo on ma warunki a ja muszę dodatkowo płacić. Na początku się zgodził, ale później oczywiście cos zrobiłam nie tak i już obrażony. Powiedział żebym zapomniała o filmach. W efekcie pokasował całą listę. Z jego matką rozmowy wyglądają tak: Zjadłeś moje jedzenie-teraz mi masz odkupic. Jak nie zrobisz mi nic do jedzenia a upadne na ulicy, albo spowoduje wypadek, to będzie twoja wina. Używasz za dużo wody, papieru, światła. Matka o wszystko się czepia nas obu. Już nie mogę patrzeć na codzienne awantury i czepiane się. Boję się rozstania i tego co będzie nagadywał na mnie do ludzi. Co mam robić?
    • bibe08 Re: Już nie daję rady... 15.07.12, 17:34
      Dorośnij, już czas.
    • jagienka75 Re: Już nie daję rady... 15.07.12, 22:11
      Po co Ci taki wariat? On się do leczenia psychiatrycznego kwalifikuje, nie do życia w małżeństwie.
      • nikkir Re: Już nie daję rady... 16.07.12, 11:00
        Za jakiś miesiąc mamy już zamieszkać razem. Ciekawa jestem czy będzie jakaś zmiana, czy będzie pomagał... czy czasem nie będę musiała jemu "zmieniać pampersy". Jakoś czarno to widzę. No ale czas pokaże :/
        • jagienka75 Re: Już nie daję rady... 16.07.12, 12:00
          Zamieszka z Tobą czy nie, na pewno się nie zmieni. Sama pisałaś, że przed ślubem szopki odstawiał, po ślubie robi to samo. Wspólne gospodarstwo domowe nie zmieni jego postępowania.
          Nie wiem, co kobiety trzyma przy takich niedojdach. Twój mąż to niedojda i debil.
    • samotna241 Re: Już nie daję rady... 18.07.12, 21:02
      Szczerze mówiąc to się dziwie że jeszcze jesteście razem ale i rozumiem bo moja przyjaciółka ma taką samą sytuacje. Mówie jej że ma sobie dac spokój ale ona ma klapki na oczach i brnie w ten związek bez przyszłości....
      • nikkir Re: Już nie daję rady... 18.07.12, 23:25
        Podam przykład jak wgląda dzień. Jestem teraz na urlopie i oczywiście więcej czasu na bicie się z myślami. Mąż zadzwonił po mnie zaraz po 20:00. Pojechaliśmy do „niego” posiedziałam trochę, oczywiście z mężem mało rozmów(chyba odzwyczailiśmy się od rozmów albo tematów nie ma :(). Autobus miałam zaraz przed 22:00 więc pojechałam. Jak się podoba moje małżeństwo?
        Gdzie mam sięgnąć o pomoc ? POMOCY
        • samotna241 Re: Już nie daję rady... 19.07.12, 13:05
          Wasz związek nie przypomina małżeństwa tylko parę przyjaciół. Mam podobnie tylko że mój mąż pracuje za granica, ja siedze w polsce z dziecmi i tak naprawde kazdy z nas ma swoje zycie (niby razem a jednak osobno). Jak przyjeżdża po miesiącu to wogóle nie mamy wspólnych tematów.
      • nikkir Re: Już nie daję rady... 18.07.12, 23:34
        Mojej teściowej odzywki to: Przychodzi mąż do domu i mamusia do niego : rzucasz się na żarcie teraz czy później. Zjedz coś bo żołądek masz głodny. Krzywo się na mnie patrzysz, poćwicz wzrok.
        Jakaś masakra albo ze mną coś nie tak. Wcześniej tego nie było albo ja nie chciałam tego widzieć i do mózgu nie dopuszczałam.
        • samotna241 Re: Już nie daję rady... 19.07.12, 13:01
          Moja teściowa jest taka sama!!! Jak tylko się spotka z moim mężemto ciągle mu mówi że strasznie schudł odkąd się ożenił, że u mamusi na garnuszku lepiej wyglądał!!! Czuje się tak jakbym go głodziła!!! Żałosna jest ta kobieta!!!
          • nikkir Re: Już nie daję rady... 19.07.12, 13:18
            Mój też zarabia kasę... nawet powiedział że nie muszę pracować przez 2 lata. Ale co z tego? Pieniądze to nie wszystko. Pieniądze nie załatwiają problemów, pieniądze to rzecz nabyta, miłości nie da się kupić. Czas pokaże jak to będzie... Bądźmy pozytywnej myśli ;)
    • nikkir Re: Już nie daję rady... 27.07.12, 18:55
      Pisałam ostatnio o tym, że już nie długo zamieszkamy razem... To miał być sierpień, okazuje się iż plany poszły w łeb i przeprowadzka w październiku. Oczywiscie mąż wiedział o tym 2 m-c wcześniej, ale po co mówić ;(
      • fragile_f Re: Już nie daję rady... 08.08.12, 00:18
        Serio lubisz byc traktowana jak scierka do podlogi?
        • nikkir Re: Już nie daję rady... 08.08.12, 11:28
          Tydzień temu powiedział że chciałby sie wprowadzić. Mam się zapytać mojej mamy czy może. Zapytałam się, reakcja była taka ze az ją zamurowało. Chyba nie była zadowolona, bo w sumie ja też nie czuję już tego ... aby znów zamieszkał że mną/nami. Jak mam to rozumieć? Pomieszkał z mamą znudziło się i chce wrócić do mnie? Myślę nad pójściem do psychologa. Jeszcze trochę i wyląduję w zakładzie psychiatrycznym.
          • rose01 Re: Już nie daję rady... 17.08.12, 21:03
            beznadziejna sprawa, moim zdaniem powinniście iść całkiem na swoje, choćby to miała być kawalerka na początek, bo inaczej każde z Was będzie się czuło obco na nie swoim jakby terenie, a pozatym terapie małżeńskie itp nic nie stracicie, a spróbować można
            • nikkir Re: Już nie daję rady... 17.08.12, 21:56
              No tak, ale jak mąż tydzień po ślubie kazał oddać obrączkę? Wypisuje że mam zakończyć ten związek i wziąć rozwód. Zadyma o byle co. To jest chore. I tak przez np. 60 lat? Już przebudzam się w nocy z ciśnieniem, rano wstaję i ciśnienie. Jak długo i jak dużo można brać tabletki na uspokojenie. Albo on się zabije autem, tylko zapomina że ja też siedzę w aucie i nie wie co czuję jak zbliża się do drzewa. :(
              • kawka.z.mleczkiem Re: Już nie daję rady... 19.08.12, 11:13
                aż ciśnie się na usta - po co był Wam ten ślub? co on w Waszych relacjach zmienił? wygląda na to, że absolutnie nic.nie ogarniam, jak można doprowadzić do takiego stanu, że Twój mąż mieszka u mamusi, a Tobie wydziela czas na "widzenia". chore. skończ to czym prędzej. nawet w kościele przy nakładzie chęci i determinacji dostaniesz unieważnienie. ten facet kompletnie nie dojrzał do niczego
                • nikkir Re: Już nie daję rady... 19.08.12, 12:13
                  Na całe szczęście nie mam kościelnego. On nie rozumie że to koniec. Od 2 tygodni tłumaczę... mówię KONIEC. Napisze mi sms'a: to żyj sobie z mamusia (ale to on się wyprowadził), między nami koniec, czekam na rozwód, moja matka to moja żona a brat mąż.
                  Brat mieszka z narzeczoną, dzieckiem i kolejne w drodze i jest dobrze (jest bardzo duże mieszkanie).
                  Wiem jedno, jeżeli sam się nie zabije lub nas nie zabije, to już w następnym miesiącu sprawa pójdzie do sądu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja