jak Wy to robicie?!

04.07.04, 12:48
Witam!
Czytam Was już od dłuższego czasu i nie mogę się nadziwić. Jak Wy to sobie
organizujecie? Ja mam 23 lata, studiuję dziennie (4rok) na b.trudnym i
absorbującym kierunku (nawet 5rok jest ciężki :( ), dorabiam korepetycjami,
myslę o stałej pracy, ale nie wiem, czy uda mi się to pogodzić ze studiami.
Mój chłopak (jesteśmy razem od 5 lat) studiuje wieczorowo, czasem gdzieś
dorywczo pracuje i też nie ma zbyt dużo czasu. Oboje jesteśmy z Wa-wy i
mieszkamy z rodzicami. W przyszłość patrzymy raczej z lękiem- w tej chwili
zupełnie nie moglibysmy sobie pozwolić nawet na samodzielne mieszkanie (nawet
wynajmowanie), nie mówiąc już o dziecku...

A tu czytam, że wiele z Was to już mężatki, dzieciate, dodatkowo często
studiujące- jak to robicie i, przepraszam za pytanie wprost, za co? Jesteście
na utrzymaniu starszych, już pracujących mężów, utrzymują Was rodzice,
teściowie, czy dajecie sobie radę samodzielnie?

Dla nas kupno mieszkania i przy tym utrzymywanie się jest na razie w sferze
marzeń...

Pozdrawiam i liczę na Wasze historie (na razie czuję się przytłoczona...),
gosia
    • pysienka Re: jak Wy to robicie?! 04.07.04, 20:15
      Cześć! Tu Patrycja i Marcin. Mamy odpowiednio 22 i 27 lat. Od 9 miesięcy
      jesteśmy małżeństwem, a znamy się 2 lata. Ja zaczynam od października 4 rok
      studiów dziennych, a mój mąż jest już 3 lata po studiach. Pobraliśmy się
      ponieważ nie mogliśmy bez siebie wytrzymać. Początkowo mieszkaliśmy z moimi
      teściami, obecnie jesteśmy "na swoim", ale kosztowało nas to wszystkie
      książeczki oszczędnościowe, pieniążki zebrane z wesela i mnóstwo pracy i
      wyrzeczeń. Mieszkamy w 60 tys mieście gdzie bezrobocie jest 25%. Na pewno w
      warszawie jest wsz drozsze(mieszkania, życie). zeby było śmiesznie mąż tydzień
      po ślubie stracił pracę i 7 miesięcy był bezrobotny i bez prawa do zasiłku.
      Utrzymywaliśmy się za 1000 zł miesięcznie(moja renta po tacie i zasiłek z
      Mopsu). Prawie 700 zł z tego to same rachunki(mieszkanie, mój bilet miesięczny,
      świtało tel itp). I jakoś ciągliśmy leddwo bo ledwo ale razem wspierając się
      wzajemnie. Po prostu trzeba chcieć. Dzis juz jest OK mąż znalazł pracę i
      nareszcie nie mam wyrzutów sumienia czy kupiłam za drogie mydło albo papier
      toaletowy:))
      Głowa do góry. Zapytajcie rodziców, może będą w stanie wam pomóc i mozecie na
      razie mieszkać u nich. Nasi nam pomagali, tyle na ile mogli.
      Trzymajcie się, powodzenia. Pozdrawiamy:)
    • jkatnik Re: jak Wy to robicie?! 05.07.04, 10:33
      Ja mam 22 lata mój mąż 27, oboje jesteśmy z Wrocławia. Znamy się 2 lata, z czego
      rok jesteśmy małżeństwem. Jak poznałam mojego męża, to on miał już własne
      mieszkanie (które kupila mu mama jak poszedl na studia) i własnie obronił pracę
      magisterską. Z pieniądze, które oszczędził na studiach (pracował na zlecenia)
      kupił samochód. Bardzo szybko znalazł pracę, ja się do niego przeprowadziłam. Od
      początku byliśmy niezależni od rodziców finansowo, bo utrzymywaliśmy się z jego
      pensji. Po roku wzięliśmy ślub, który sfinansowali rodzice. Mąż znalazł nową
      pracę, założyliśmy działalność gospodarczą.
      Obecnie ja studiuje dziennie (od pazdziernika zaczynam 4 rok), zajmuje się
      działalnością gospodarczą (co nie zajmuje mi zbyt dużo czasu, a przynosi trochę
      pieniędzy), mąż ma całkiem dobrą pracę. Żyjemy z pensji i odkładamy na nowe
      mieszkanie. Jak ja skonczę studia chcemy się przeprowadzić do więszego
      mieszkania i zacząć myśleć o dziecku.
      Dodam jeszcze, że obecne mieszkanie jest malutkie, dwupokojowe, co znacznie
      obniza koszty z nim zwiazane. (Na miesieczne oplaty wydajemy 400 - 500 zl)
      Jestem świadoma, że moja sytuacja jest całkiem dobra jak na obecne czasy i mój
      wiek. Większość moich koleżanek nawet nie myśli o własnym mieszkaniu, ślubie i
      samodzielności.
      Nam dobry start zapewnili rodzice. Zarówno moi rodzice jak i moja teściowa
      mieszkają w tym samym mieście i są dosyć zamożni. Wiemy, że możemy liczyć na ich
      pomoc, chociaż od ślubu nie wzięliśmy od nich pieniędzy. Ale np od tesciowej na
      gwiazdke dostalismy nie byle jaka wieżę.
      Nie uważam, że jest to jakaś naszą szczególną zasługą (chociaż mąż nie ma
      problemów z pracą, co jest zasługą dobrego wykształcenia).
      Po prostu mieliśmy szczęście.
      Pozdrawiam
    • rabidurbian Re: jak Wy to robicie?! 05.07.04, 14:28
      Witaj.
      Ja wraz z moją żoną pracujemy na pełne etaty. Zarabiamy nie mało, choć patrząc
      na znajomych to są prawie głodowe pensje. Ale wystarcza nam pieniędzy na
      opłacenie rachunków (mamy samochód i mieszkamy w wynajętym mieszkaniu),
      wyżywienie się, ubranie i odłożenie czegoś na nasze przyszłe mieszkanie.
      Niedługo przeprowadzamy się do swojego własnego. O mojej obecnej pracy
      dowiedziałem się prywatnymi kanałami, spodobałem się i pracuję do dziś. Moja
      żona pracuje w tej samej firmie już od 5 lat. Oboje studiujemy zaocznie. Studia
      żony sami opłacamy, a moje studia opłacają rodzice. Mieszkanie które kupujemy
      to w połowie sfinansowali nam rodzice (bardzo im za to dziękujemy), ale
      wykończenie jest na naszej głowie oraz musielilśmy wziąść kredyt na resztę.
      Pieniądze na przyszłe m mamy ze ślubu + to co odkładamy każdego miesiąca.
      Pozdrawiam.
    • mamabuberka Re: jak Wy to robicie?! 11.07.04, 21:44
      Ja wyszłam za mąż jak miałam 22 lata, teraz mam 26 lat a mąż 30 i do tej pory nie mamy swojego mieszkania, tylko cały czas wynajmujemy, samochodu również (tylko 2 rowery:-)) Studia kończyłam zaocznie, bo nie stać mnie było na dzienne. Na czesne przynajmniej mogłam sama zarobić. Teraz mamy pracę, prawie 10-cio miesięczne dziecko i mnóstwo opłat. Nie mamy nawet 50zł oszczędności. Ani moja mama (tata nie żyje) ani rodzice męża nam nigdy nie pomogli (wszyscy za często zaglądają do kieliszka :-( ) Czasem sobie myślę: czy nam się udało? I nie wiem, pocieszam się, że przynajmniej mamy pracę, mało płatną (razem mamy 1500 na rękę) ale zawsze pracę. Jesteśmy w 100% samodzielni, NIKT nam nic nie dał. I jakoś życie samo się potoczyło. Czasem żal mi się robi jak czytam, że komuś rodzice kupili mieszkanie. Po prostu zazdroszczę. Myślę sobie czasem, co zrobiliśmy złego, że mamy takich rodziców, o kurde kończę, zaczynam zbaczać z tematu!
      • viki2lav Re: jak Wy to robicie?! 12.07.04, 08:39
        hej mama buberka, zastanow sie ile osob moze Ci pozazdroscic takiego Synka;))))
        glowa do gory (znaczy : jeszcze wyzej!)
      • dosh Re: jak Wy to robicie?! 22.07.04, 16:52
        aż ciężko uwierzyć, że 1500 starcza Wam na wynajem, jedzenie i jeszcze na
        dziecko.
    • mamm Re: jak Wy to robicie?! 14.07.04, 15:22
      moja historia jest chyba troszkę inna.pobraliśmy się dość wcześnie ja miałam 20
      mój mąż 22.teściowie w prezencie ślubnym wybudowali nam dom,więc dostaliśmy
      prezent na całe życie.mój mąż skończył studia,mnie został jeszcze rok.jesteśmy
      3 lata małżeństwem,mamy 1,5 roczną córkę.mąż ma firmę budowlaną,ja jestem
      obecnie na wychowawczym.wiedzie nam się jak na obecne czasy bardzo
      dobrze,jednak bardzo dużo zawdzięczamy rodzicom.życzę powodzenia!!!!chociaż
      może łatwo mi mówić bo akurat biedy nigdy nie doświadczyłam,ale uważam,że
      pieniądze to nie wszystko.


      ps.dom też bym najchętniej zamieniła na 2 pokojowe mieszkanie.bo rady juz nie
      daję sprzątać a mała ma to delikatnie gdzieś...
    • pensjonarka Re: jak Wy to robicie?! 14.07.04, 15:35
      ja tez poczułam się wywołana do tablicy. Mam 27 lat, mąz 28 lat, oboje
      skończyliśmy studia kilka lat temu. Mieszkamy w mieszkaniu należącym do męża
      (kupili mu rodzice przed slubem i stanowi jego majątek odrębny), samochód też
      zapisali na niego. Przez 1,5 roku mąż nie pracował, ja nas utrzymywałam.
      Obecnie mąż pracuje, nie wiem jak długo. Ja pracuję bez przerwy odkąd
      skończyłam studia i zarabiam więcej od swojego M, ale moi teściowie
      go "dofinansowują" na jego potrzeby
    • ankad2 Re: jak Wy to robicie?! 14.07.04, 15:59
      Może nie jestem mładą mężatką,ale byłam nią. Wczoraj obchodziłam 7 rocznicę
      ślubu. Wyszłam za mąż jak miałam 19 lat, mąż 21. Od początku obydwoje
      pracowaliśmy. Ja międzyczasie konczyłam zaocznie liceum. Męż kończy obecnie
      studia i w tej chwili ma dobrą pracę.Ja te studia dopiero teraz zacznę,
      niestety nie było nas stać na to abym też studiowała. Mamy 20 mc dzieci-
      bliźnięta. Cały czas wynajmujemy mieszkanie. Prawdopodobnie dopiero w nowym
      roku weźmiemy kredyt na swoje M. Nasi rodzice nie są zamożni więc ich pomoc
      była niewielka. Bywały momenty że było ciężko ale już jest ok i jest coraz
      lepiej. Ja właśnie zwalniam się z pracy ponieważ nie dam rady działać na 3
      fronty: dom, dzieci, studia. Powolutku ale jakoś idzie ,najważnieszje że razem.
    • qwertyu Re: jak Wy to robicie?! 17.07.04, 18:14
      Dzięki za wszystkie odpowiedzi!
      Trochę mi się już porozjaśniało. Już miałam nas za parę niezaradnych
      nieudaczników, ale czytając Wasze historie wiem, że nie można uogólniać, ani
      przykładać jednakowej miarki do wszystkich.
      Cóż, to chyba jest kwestia priorytetów i sytuacji- z tego, co wyczytałam,
      większość z Was ma sporo starszych mężów, którzy w chwili ślubu już pracowali i
      mogłyście przejść na ich utrzymanie, część po prostu zaczynała od "garnuszka
      rodziców", albo też oboje już pracowali, a za naukę zabrali się już po ślubie-
      zaocznie.
      W mojej (naszej) sytuacji ślub i zycie na garnuszku rodziców nie wchodzą w grę.
      Po pierwsze dlatego, że oboje jestesmy zdania, że żeby załozyć "odrębną komórkę
      społeczną" ;) trzeba mieć chociaż podstawy tej odrębności. Po drugie,
      obawialibysmy się, że jesli rodzice będą nas utrzymywać, nie unikniemy tego,
      że "kto płaci, ten wymaga"... No a po trzecie, nasi rodzice nie wydają się zbyt
      skorzy do pomocy (czasem to mi b.przykro z tego powodu, bo obie rodziny do
      biednych nie należą, moi rodzice dodatkowo dysponują mieszkaniem, które
      wynajmują, w sumie mogliby pomóc, ale przecież obowiązku nie ma... )
      Cóż, trzeba będzie poczekać, do końca studiów w końcu jeszcze tylko rok, a
      później może się jakoś ułoży...
      Hmmm, bardzo bym już chciała mieć z Nim dom, własne wspólne życie...
      gosia
      • mama007 Re: jak Wy to robicie?! 17.07.04, 22:55
        hej, hej, fajny wątek założyłaś, gratuluję :))
        moja "historia" (jak to fajnie brzmi...) jest trochę inna :)) najważniejsze
        jest mianowicie to, że ja mam męża... młodszego :)))) Jak się pobieraliśmy to
        miałam właściwie niecałe 20 lat, a on jest o rok młodszy ode mnie :) pół roku
        po ślubie urodziła nam się Joasia - ma teraz 11 miesięcy (wcześniej mówiliśmy
        na nią Iskierka, teraz bardziej pasuje Tornado... :)). Początki były trudne,
        nawet bardzo. Ja zrezygnowałam ze studiów dziennych (chociaż tak naprawdę
        zrezygnowałam z nich wcześniej, jak zaszłam w ciążę to użyłam jej jako
        pretekstu, coby się rodzice nie czepiali za mocno...:|), mój mąż zrezygnował ze
        studiów dziennych na Wyższej Szkole Morskiej (kosztowało go to duuuuużo), i
        przeprowadził się do mnie do Krakowa (nasi rodzice mieszkają jakieś 400km
        stąd). Gdyby nie moi rodzice (męża też, ale ich wkład jest mniejszy, nie
        dlatego że nie chcieli nam pomóc, po prostu nie mieli jak i za co) to nie
        poradzilibyśmy sobie sami. Po pierwsze zrobili nam wesele. Po drugie pieniądze
        z wesela wystarczył na podstawowe sprzęty AGD i utrzymanie się w Krakowie przez
        jakiś czas, po trzecie kupili w większości Asi wyprawkę, po czwarte jak się
        kończyły pieniądze to nam pomagali.
        Mąż znalazł pracę jakieś 2 miesiące po przeprowadzce do mnie. nie była to dobra
        praca. Wystarczało na rachunki, na jedzenie już niebardzo. Tak było przez
        prawie trzy miesiące. Najgorszy problem był w tym, że mąż jest po liceum
        ogólnokształcącym. Co z tego, że całe życie robił z ojcem na budowach i umie
        sam położyć instalację elektryczną w bloku...? Nie ma na to papierów, więc nikt
        nie wierzy... Potem moja mama powiedziała tak - "pomagam wam jeszcze przez
        miesiąc, jak się nic nie zmieni to wracacie do Chełma" (Chełm to wschód Polski,
        totalne zadupie, brak pracy, perspektyw....). Ja byłam pod koniec ciąży, i moja
        determinacja się jakby zmiejszyła, nawet zastanawiałam się jak najtaniej będzie
        przewieźć lodówkę i meble do Chełma.... :) I wtedy... mój mąż znalazł obecną
        pracę :)) Jak na aktualne warunki jest to praca płatna dobrze. Co prawda
        wynajmujemy malutkie (23m kw, o mieszkaniu na forum emama ostatnio
        pisałam... :)))) mieszkanko, nie odkłądamy regularnie pieniążków, nie mamy
        samochodu, nie chodzimy w modnych ciuchach, ale stać nas na utrzymanie i
        potrzeby nasze i naszej córki. I najważniejsze - jesteśmy niezależni i
        samodzielni!! Jedyne za co płacą nasi rodzice to zaoczne studia (moi rodzice za
        moje, męża za jego).
        Czy nam się udało...? Odpowiem Ci za kilka lat, jak już postawimy dom, założymy
        jakiś interes.... :) Niedługo Asia będzie na tyle duża, żeby zostawić ją z
        opiekunką, ja będę mogła pójść do pracy. I będzie coraz lepiej. Musi być. I
        tyle :)
        Jedyne co mogę Ci poradzić to nie martw się tak. Myśmy też nie mieli
        perspektyw, nie mieliśmy NIC. A Joasia nas zdopingowała do tego stopnia, że
        teraz - ja skończę 12 sieprnia 21 lat, Łukasz skończył w czerwcu 20, Joasia
        parę dni po mnie skończy roczek, mąż pracuje, oboje studiujemy, jesteśmy sami w
        wielkim mieście, nie mamy do pomocy NIKOGO i radzimy sobie :) Nie mamy wyboru,
        musimy sobie radzić. I z tego co wiem nieźle nam to wychodzi :) Wśród
        krakowskich studentów jesteśmy podobno jak legenda - "wyjechali i poradzili
        sobie"... hehe :))
        Głowa do góry, naprawdę! Mogło by być lepiej, ale czy tak jest źle...? Czas
        szybko leci, tylko rok studiów, zamieszkajcie razem, znajdą się perspektywy, a
        jak pojawi się na świecie maleńki człowieczek to będą ważniejsze problemy (na
        przykład taki jak mój ostatni - jak zabezpieczyć kurki od kuchni gazowej przez
        dzieckiem?!)
        pozdrawiam bardzo cieplutko
        Aga :)
    • kachax Re: jak Wy to robicie?! 22.07.04, 13:23
      Głowa do góry, oczami widzieć - nie tylko patrzeć, nadzieja w serce, zakasać
      rękawy i jazda!
      Ja wyjechałam do Warszawy jak miałam 22 lata, teraz mam 29. przyjechałam tu z
      500 PLN w kieszeni, 300 poszło 3 dnia na pokój. W ciągu 1,5 miesiąca znalazłam
      prace...studiowałam już wtedy zaocznie na 3 roku. Potem firma zaczeła płacić za
      studia, potem wynajęłam kawalerkę...potem kolejną, potem drugie studia, obecnie
      4 firma, zarobki ciągle w górę mimo wszystko, mieszkanie juz 4, wynajem ciągły,
      od grudnia jestem mężatką po cywilnym, w sierpniu wesele i kościelny.
      Nie mamy oszczedności, mieszkania ani samochodu, tylko 2 rowery.
      Konczymy spłacac długi, planujemy w tym roku kupno używanego samochodu, a ze 2
      lata grunt pod budowę i domek kanadyjski. Mimo że jemu kontrakt się konczy w
      grudniu, a ja mam pewność pracy tylko do konca roku. Bo wiesz co? Trzeba w
      siebie wierzyć, jak Ty w siebie nie uwierzysz to dlaczego miałby ktoś inny?
      A ja po prostu jestem skazana na sukces ;) - i jakoś idzie do przodu.
      Acha - i jeszcze wakacje zagraniczne były i są nadal :)))
      Trochę optymiznu, będzie OK!
      • naturella Re: jak Wy to robicie?! 22.07.04, 17:08
        Dzień dobry:) Witam Was wszystkie, bardzo sympatyczne forum...
        To teraz o nas. Jesteśmy małżeństwem od roku i miesiąca, znamy się trzy lata.
        Poznaliśmy się w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej - nie będę opisywać,
        grunt, że w pewnym momencie mieliśmy 1200 zł miesięcznie i to w ratach. I 21
        tys. długów do spłacenia... Debetów, kart kredytowych i innych takich, gdzie
        banki już wzywały do płacenia. Sytuacja z pozoru beznadziejna... Ale minęły z
        dwa lata od tamtej chwili - i wszystkie długi spłacone, oboje mamy stabilną
        pracę, w miarę dobre zarobki - i właśnie kupiliśmy mieszkanie. Oczywiście na
        kredyt, ale tak czy siak jest to dla mnie osiągnięcie - bo kiedyś mogłam tylko
        pomarzyć o zdolności kredytowej. opowiadam tę naszą historię, żebyś uwierzyła,
        że wszystko się może zmienić:)
        • lesia27 Re: jak Wy to robicie?! 26.07.04, 23:27
          Twoja historia podniosła mnie trochę na duch, bo niestety my mamy troche nie
          ciekawą sytuację finansową; podziwiam i gratuluję i zachodzę w głowę jak można
          to zrobić, może uchylisz rąbka tajemnicy? pozdrawiam
          • naturella Re: jak Wy to robicie?! 09.08.04, 15:51
            Właściwie to nie wiem, czy to tylko nasza zasługa... mieliśmy dużo szczęścia.
            Mojemu mężowi wyprostowała się sytuacja w pracy, wcześniej zarabiał mniej i to
            w ratach - firma miała problemy:( A ja, po długich poszukiwaniach, znalazłam
            dobrze płatną pracę. Jeśli w czymkolwiek mamy zasługi, to tylko w oślim uporze.
            Przez czas spłacania długów nie jedliśmy w ogóle mięsa, wędlin, kupowaliśmy
            najtańsze parówki i paprykarz w puszce:) Nie kupiłam dosłownie pół ciucha, kawę
            piliśmy sypaną, kosmetyki najtańsze, tylko te niezbędne. Oszczędzaliśmy na
            wszystkim, na czym się dało. A przy tym robiłam wszystko, żeby zarabiać jak
            najwięcej. Wytrwałam półtora roku na umowie zlecenie, początkowo kiepsko
            płatnej i bardzo eksploatującej czasowo... Doczekałam się czterech podwyżek i
            etatu.

            No ale po prostu trzeba wierzyć, że się polepszy. My naprawdę byliśmy w kropce,
            a się udało. Mam nadzieję, że ten kiepski okres się już nie powtórzy...
    • joannach Re: jak Wy to robicie?! 25.07.04, 21:27
      Hej, witam i pozdrawiam męzatki i nie tylko :) ujawniam sie na forum, bo temat
      wyjątkowo ciekawy, do tej pory tylko czytałam systematycznie.

      qwertyu - jestem w Twoim wieku, moj ukochany też 23 lata. Oboje studiujemy
      dziennie. Od dawna pracujemy dodatkowo. Od 2 m-cy mieszkamy razem - w naszym (
      a formalnie jego) -mieszkaniu. Od 5 lat marzylismy o tym, jeszcze rok temu
      zastanawialismy sie czy nie wynajac czegoś, ale byloby to zbyt duże wyrzeczenie
      i ryzyko. Od tego czasu on znalazł lepsza prace, ja zawsze dorabialam sobie
      korkami, przy kazdej okazji biore dorywcze prace. Przez ten rok uzbieralismy na
      remont, meble, urzadzenie się - mieszkanie jest na kredyt,(tu pomogli jego
      rodzice, kredyt na nich- my splacamy co m-c, sporadycznie oni)
      Bardzo sie cieszymy z tego co osiągnęliśmy, myślę, ze to tez wielka zasługa tego
      , ze jesteśmy we dwoje, mamy ten sam cel i oboje sie staramy.
      Jednak to prawda, ze wśród naszych rówieśników to rzadka sytuacja. My poprostu
      jesteśmy samodzielni i pracowici;)
      Oczywiscie nie bylo tak różowo< chwilami mialam dośc pracując codziennie do 20
      po porannych zajęciach. Ostatnio moj Skarb byl taki zapracowany, ze na pierwszy
      spacer z nowego mieszkanie wyszlismy po m-cu. Ale było warto!

      myslenie, ze bez finansowej pomocy rodzicow sie nie uda to błąd! My nie mamy
      slubu, wiec zadne "pieniadze z wesela" nas nie dotycza. (poza tym dziwi mnie ta
      metoda)
      Zresztą na wesele nas teraz nie stać. Uważam, ze jesteśmy dorosli i sami mozemy
      pokrywać nasze wydatki.

      Uważam, ze warto samodzielnie spełniać marzenia, to na prawde wielka satysfakcja
      !
      Pozdrawiam i zyczę wiecej wiary w to, ze się uda!
      Powodzenia!
      joanna
      (młoda niemężatka)

      PS> a wlasnie szykujemy sie na super wakacje we dwoje:)

    • smoocza Re: jak Wy to robicie?! 27.07.04, 09:56
      najważniejsze to cholernie mocno czegoś chcieć
      ja się wychowałam w kawalerce i przysięgłam sobie jako dziewczynka,że moje
      dziecko w takich warunkach żyć nie będzie...zanim z mężem zdecydowaliśmy się na
      ślub spotykaliśmy się 5 lat i nie było różowo...u mnie nie było jak posiedzieć,
      a u niego rodzice czasem krzywo patrzyli (nie pokochali mnie od pierwszego
      wejrzenia;-)))...u nas najpierw pojawiła się decyzja by mieszkac razem, ale nie
      wynajmować, zaczęliśmy zbierać grosik do grosika, dołożyła się moja mama, a na
      połowę wzięliśmy kredyt i mamy własne...jego rodzice dopiero zaczęli nam
      pomagać jak remontowaliśmy to mieszkanie i urządzaliśmy...ślub, wesele w 85%
      też zrobiliśmy za własne oszczędności, ale było bardzo zdroworozsądkowe (45
      najbliższych nam osób)...teraz jedyna bolączka to szybko spłacić kredyt, bo
      dzidziuś w drodze i zaczną się inne wydatki ;-))
      nie traćcie celu z oczu i wiary w swoje możliwości, brzmi utopijnie, ale się
      sprawdza!
    • dziewojka Re: jak Wy to robicie?! 27.07.04, 10:20
      Wkrótce bierzemy ślub, jesteśmy oboje na 3. roku ciężkich studiów dziennych,
      mieszkamy oboje daleko od swoich rodziców (200-300 km). Mąż (wkrótce) dostał od
      swoich mieszkanie na starcie, ja ciągle coś wynajmuję. Wyczerpuje nas
      świadomość, że ciągle jesteśmy na utrzymaniu rodziców, to bowiem, co dorabiamy,
      to bardzo niewiele. Od tego października wiele jednak się zmieni. Jako że i
      jedni i drudzy rodzice są iście zrozpaczeni naszą miłością, chcemy uniezależnić
      się finansowo całkowicie. Rodzice mojego lubego dali mu mieszkanie, więc póki
      co, po ślubie, tam będziemy mieszkali. Ślub (bierzemy cywilny) musimy
      sfinansować sami, gdyż nasze rodziny w dużej mierze się nie pojawią, wesela nie
      chcemy urządzać, wymyślamy coś skromniejszego, a bardziej odpowiadającego
      naszym gustom.
      Nie boimy się :) Jesteśmy silni sobą wzajemnie i naszą miłością. Mamy ogromny
      zapał do zbudowania naszego, wspólnego życia, ogromne to nasze marzenie. Nie
      będzie łatwo, bo i studia, i praca, i tyle przecież jeszcze rzeczy do robienia,
      ale zaciśniemy zęby i ziścimy nasze marzenie- być razem, razem żyć, stworzyć
      wspólnie DOM.
      Wiara w siebie, przyjemność dążenia do celu i sam cel na horyzoncie
      zrekompensują wszystkie smutki i trudności, tak sądzimy przynajmniej :))
      Pozdrawiam ciepło.
      • wawrz Do dziewijki!! 07.08.04, 22:30
        Pięknie to napisałaś!!!
    • weronikarb Re: jak Wy to robicie?! 27.07.04, 11:02
      Witaj
      My z mezem nie studiowalismy Ja mam 27 lat maz 30, mamy synka 9 m-cy. Slub
      bralismy 2 lata temu. Na start mielismy pokoj (reszta do remontu) u tesciow i
      mielismy jakies 30 tys. dlugu. Maz nalegal na slub, mimo takich dlugow -
      glownie mooich ale to dluga historia. Dzis wiekszosc splacona jestesmy juz
      prawie na gorce. Mamy ziemie, rysunek, material na budowe i pieniazki na
      pociagniecie pod dach. Troche pomogli nam rodzice meza. Jednak duzo
      zawdzieczamy sobie, jestesmy silni jak dosiegaja nas klopoty i wtedy niema dla
      nas zadnej przeszkody.
      Teraz ciut sobie odpuscilismy, mamy troche rozluznienia w finansach, ale w
      koncu kiedys trzeba :-)
    • romilka To jest proste tylko... trzeba chciec! 07.08.04, 11:58
      szukalismy taniego mieszkania do wynajecia udało nam sie za 600 zł + prad to
      nie jest droga.mieszkammy pod Warszawa.ja jestem nauczycielka wiec nie zarabiam
      strasznie duzo,ale radze sobie moj maz zarabia 1300 zł ja 1300 razem to 2600
      starcza nam na mieszkanie zachcianki i teraz staramy sie o dziecko.co miesiac
      sobie co kupujemy"to aparat,to tv itdjak sie chce to sie da!!pozdrawaiam
    • szklanka13 Nie mam bo nie chcę 07.08.04, 14:57
      Jestem w niemalże identycznej sytuacji. Mam 25 lat, mój chłopak 24, oboje
      studiujemy na dziennych, mieszkamy u swoich rodziców.
      Bardzo chciałabym się już wyprowadzić i mieć własny kącick, ale po prostu nie
      ma na to szans. Jedyna praca jaką mam to umowa o dzieło, za 200zł miesięcznie
      (nie pomyliłam się w zerach), co starcza mi na bilet miesięczny, opłacenie
      komórki, jakiś ciuch od czasu do czasu.
      Mój chłopak dostał pracę dopiero teraz, ale też nie na etat. On kończy studia w
      przyszłym roku, ja za dwa lata. Podejrzewam, że wtedy też nie zamieszkamy razem.
      Chyba po prostu jesteśmy ciapowaci. Przyznam, że jestem strasznym leniem i nie
      widzę sensu się wysilać, skoro rodzice mnie utrzymają i jeszcze mam w domu
      wszystko zrobione. Nie muszę gotować i prać, robię tylko zakupy i sprzątam,
      wyprowadzam psa. Mój chłopak też ma w domu "full serwis" i również nie spieszy
      mu się do obowiązków domowych.
      To nie jest komfortowe, ale jakie WYGODNE. Co prawda ceną jest mieszkanie z
      rodzicami i wieczne kłótnie, ale w ostatecznym rozrachunku warto.
      Nie wstydzę się tego, że jestem niezaradna. Po prostu taka jestem i nie mam
      ochoty wypruwać sobie żył, aby zaciągnąć pięć kredytów. Zawsze wszystko miałam
      podane na tacy i już za późno na zmianę postwy wobec życia (chociaż nie
      wykluczam, że będę musiała zmodyfikować poglądy i zachowania).
      Gratuluję Wam zdobytej samodzielności, ale ja jeszcze poczekam. Na razie
      zakładam, że do 30-stki.
      Pozdrowienia dla wszystkich.
    • baranka81 Re: jak Wy to robicie?! 29.09.04, 13:50
      Podciągam do góry bardzo ciekawy wątek :-)

      qwertyu i joannach, jestem w bardzo podobnej sytuacji! Też studiujemy oboje,
      mamy mało czasu na pracę (którą zresztą trudno znaleźć na stałe). Tak więc
      dorabiamy od czasu do czasu coś na boku, ale mieszkania z tego nie będzie, co
      dopiero utrzymania dziecka!
      Jesteśmy razem od 4 lat, ale wspólne mieszkanie jest ciągle w dalekich
      planach, bo trudno planować bez stałych źródeł dochodu... Na pomoc rodziców
      wolimy nie liczyć, podobnie jak Wy, qwertyu, chcemy być niezależni samodzielni.
      Mój chłopak zresztą chyba nie jest bardzo skory do wyprowadzki od rodziców i
      wynajmowanie mieszkania (ciągle powtarza, że lepiej kupić od razu własne -
      pewnie, że lepiej, ale za co?).
      Wierzę jednak, że jakoś nam się uda, byleby razem. Czasem mam wrażenie, że
      jakoś jesteśmy ciapowaci i mało zaradni, szczególnie patrząc na to , jak radzą
      sobie nasi znajomi. (praca, mieszkanie itd. )
      Cieplutko pozdrawiam wszystkie forumowiczki,
      B.
    • anik801 Re: jak Wy to robicie?! 29.09.04, 17:41
      Cześć!Oboje z mężem mamy 24l.Jesteśmy 4l po ślubie.Nasza córeczka ma prawie
      10m.Mój mąż jest żołnierzem zawodowym,ja od kilku lat jestem na rencie(choruję
      na nerki).Otrzymuję więc z tego tytułu pieniądze(550zł).Mąż zarabia 1600+za
      poligony,mundurówka,trzynastka itd.Ja na razie siedzę w domu z małą,ale od
      przyszłego roku mam zamiar rozpocząć studia zaoczne.My na razie mieszkamy w
      mieszkaniu służbowym,które nam przysługuje.Obecnie czekamy na przeniesienie do
      większego.Przez 2l pracowałam w szpitalu,ale zmieniliśmy miejsce zamieszkania,a
      potem zaszłam w ciążę.Na razie myślę głównie o studiach.
      • dr_tusia Re: jak Wy to robicie?! 30.09.04, 06:42
        A my mamy krociutki staz- 4ty miesiac, ale radzimy sobie we dwoje. Mieszkanko
        mamy kwaterunkowe / i to jest chyba najwieksza bolączka- w koncu trzeba bedzie
        pomyslec o wlasnym/, ale od zmiany sytuacji poczekamy, az skoncze studia- czyli
        od czerwca 2005. Samochodu nie mamy i nie chcemy miec, dzidziusia na razie nie
        mamy, bo wiemy, ze nie dalibysmy rady finansowo /zreszta nie dojrzelismy do
        tego chyba jeszcze do konca, ale to inny wątek:)/, ale jest to nasze wielkie
        marzenie za czas jakis:) Maz skonczyl studia w zeszlym roku i pracuje-
        podstawowej pensji ma raptem 850zl, ale szybko zorganizowal wszystko tak, ze
        zarabia 1500 /jak najbardziej legalnie:),zeby slowo "zorganizowal" nei
        kojarzylo sie nikomu niedobrze/. Ja studiuje medycyne dziennie /ostatni rok/,
        ale od matury nieprzerwanie dorabiam- wyciagam z mojej pracy kilkaset zlotych
        miesiacu /srednio ok.600, bywa wiecej, bywa mniej/. Z pracy przewodnickiej nie
        mamy dochodow- robimy to hobbystycznie, jak wiekszosc zapalencow:), ale daje
        nam to darmowe regularne wyjazdy w gory, ktore tak kochamy- no i raz w roku, po
        wakacjach zastrzyk kilkuset zlotych. Moja mama jest bardzo skora do pomocy,
        chociaz jej mozliwosci sa nieiwielkie obecnie- ale... okazuje sie, ze nie
        musimy korzystac z pomocy. Radzimy sobie sami, jakos kula sie wszystko bez
        odmawiania sobie drobnych przyjemnosci- ammy swoja hierarchie wartosci- nie
        zzera nam kasy samochod, zadno z nas nie pali, wyjazdy w gory /nawet te, za
        ktore ,musimy placic/ wciaz sa tanie, nie oszczedzamy nigdy na jedzeniu, bo
        uwazam, ze na zdrowiu oszczedzac nie wolno, jestesmy w stanie nawet placic z a
        kurs angielskiegoo meza / o moje wyksztalcenie w tym zakresie moja mama zadbala
        na szczescie w odpowiednim momencie i dzieki temu moge zarabiac/. No i chyba
        tyle tych wyliczen:)
        Przyszlosc jest wielka niewiadoma- nie wiem, gdzie bede robic staz, gdzie i
        kiedy kupimy swoje mieszkanko itp. Ale jestesmy mlodzi, zdrowi i wszystkoprzed
        nami. Nie ma sensu martwic sie finansami, ktore, jak wiadomo , sa zmienne-
        kiedy ludzie przezywaja prawdziwe dramaty.
        Optymistyczne pozdrowionka dla wszystkich!
Pełna wersja