malenka200
09.07.04, 11:43
Mam pytanie- jak wy wpływacie na waszych facetów, żeby zepchnęli przysłowiowe
g... z progu? Bo ja do mojego juz nie mam siły...
Nasza sytuacja wygląda mniej więcej tak- on, czyli wielebny mąż w tej chwili
pracuje b. długo- do godz 21-22 w porywach. Ja jako przykładna kobieta i pani
domu czekałam na niego dzień w dzień z rozłożonym łóżkiem, podgrzanym
obiadkiem (czasami sama cały dzień nie jadłam, żebyśmy mogli zrobić to
wspólnie). Ale ostatnie 2 dni przychodził o 17 i też nic nie ruszył-nawet jak
go proszę,żeby pobawił się z dzieckiem, ktorego czasami nie widzi po 3 dni,
to robi to 15 min. na "odwal się " a później siada przed telewizorem z piwem
i znowu nie można sie go o nic doprosić. Na początku zmuszałam go do
wstawania w nocy do Mateusza- w rezultacie przeniósł się na drugie łóżko.
Kiedy mały był chory musiałam go niańczyć pół nocy na rękach- inaczej płakał,
to on nawet do niego nie wstał. Kiedy go poprosiłam rozpętała sie nieziemska
awantura, na drugi dzień sie pogodziliśmy i pomyślałam, że może jak mu dam
troche wolnego, jak mu nie będę ględzić nad głową może się domyśli, że trzeba
coś pomóc... Gdzie tam...
Nie mam juz na niego metod- może wy mi cos podpowiecie...