madeline_360
07.02.13, 17:47
Witam Was dzewczyny, chlopaki...
poczatkiem ubieglego roku moj chlopak podjal sie nowej pracy. Miedzy nami ukladalo sie dotad super, jak przez wczesniejsze ponad 10 lat. Po trzech miesiacach nowej pracy on zaczal sie regularne umawiac na imprezy. Nie mialam nic przeciwko, dopoki po pierwszych dwoch takich imprezach domowkach bez uprzedzenia nie wrocil na noc domu. Poczatkowow myslalam, ze to naprawde byly imprezy firmowe, ale jak sie okazalo, to byly imprezy w waskim gronie kolegow i kolezanek z pracy, na ktorych punkcie totalnie zwariowal. Zafascynowal sie szczegolnie jedna kolezanka, ktora do tej pory go nie akceptowala, ale od momentu, kiedy zaczely sie wspolne imprezy, kiedy, jak sie dowiedzialam na jednej z pierwszych imprez, kiedy nie wrocil na noc do domu, zasnal obok niej sam na sam w pokoju, stala sie jego jedna z ulubionych kolezanek. „Madra, sympatyczna i ona naprawde nie jest taka zdystansowana, jak mi sie wydawalo na poczatku”. Zyl jakby w innym swiecie, nie potrafil o niczym innym gadac, jak o niej, o kolegach i o pracy. W domu zajmowal sie tylko tworzeniem muzyki do odsluchania na playliscie w pracy, spogladal tylko na telefon, czy ktos mu nie napisal. Jak napisala ona, nie potrafil zjesc ze ze mna obiadu do konca, musial wejsc na komputer, zeby na youtube jakis nic nie znaczacy filmik zaladowac i jej przeslac... Przychodzil spowrotem, podjarany, pelny ekstazy , szczerzyl tylko zabki i mowi „ale dobra dzisiaj ta salatka, nie?”.. „Zanim wyszedles juz to powiedziales dwa razy...” On... „Tak?? Nie pamietam...” Wciaz byl gdzie indziej myslami, czulam tylko, jak sie ode mnie oddala, potrafil mowic tylko o sobie. Ja przechodzialm wtedy trudniejszy okres w pracy i zaczelam dostrzegac, ze nie bylo sensu mu opowiadac o swoich problemach, bo przyjmowal to z usmiechem na twarzy i zaraz dalej mogl godzinami opowiadac o swoich super znajomych i super przezyciach w pracy i na imprezach. Wyrwal sie z jednej z imprez wczesniej nie dajac nikomu znac z pracy, w drodze powrotnej dzwonil oczywiscie do niej, zeby sie wytlumaczyc... Jak pokazuje billing telefonu, w drodze do domu 7 razy polaczyl sie z jej poczta glosowa, potem jak odebrala gadali przez prawie pol godziny... Normalny czlowiek wykonuje telefon i czeka, az ktos oddzwoni, jesli nie moze sie teraz polaczyc, albo wysyla smsa... Tak to przynajmniej u nas do tej pory funkcjonowalo i u niego niby tez... W przeciagu kilku tygodni stal mi sie niesamowicie obcym czlowiekiem, zdystansowal sie, unikal rozmow ze mna, przestal mowic, ze kocha, patrzyl na mnie z gory. Probowalam zmienic cos w naszym zyciu, zapraszalam go na koncert, nie chcial, bo muzyka nie w jego stylu, co mnie bardzo zdziwilo, bo te tej pory bawilsimy wszedzie i niewazne bylo gdzie, lecz z kim, a co najgorsze za kilka dni umowil sie ze swoja trupa na impreze mimo muzycznego tla niemieckich szlagierow... Chcialam z nim wyjsc do miasta, ok super, a po 5 minutach „chyba jednak mi sie nie chce, ide spac”. Stalam sie klebkiem nerwow i w obliczu tej niemocy przywrocenia nam sily zwiazku i milosci, w obliczu jego dziwnych zachowan, powiedzialam, ze moze isc zamieszkac u kolegi, ktory a propo wczesniej zartowal sobie do niego na imprezie, ze ma na tyle duze mieszkanie, ze moga je wspolnie wynajac. Mielismy zarezerwowane weekendowy wypady, ale byly to najgorsze spedzone wspolne wypady, wciaz obserwowal komorke, wciaz mowil do mnie jezykiem, ktorego wogole nie rozumialam. Bylismy dla siebie jak dwoje obcych osob. Myslalam, ze to juz koniec naszego zwiazku. Zaczerpnelam porad psychologa, zaczelam zyc wlasnym zyciem. Raz tez specjalnie nie przyszlam na noc do domu (pojechlalam do siostry i przeplakalam cala noc), na koncert poszlam w koncu sama z kolezanka, probowalam czesciej wychodzic, oh biedni moi towarzysze, ktorym plakalam wciaz do ramienia. W domu probowalam byc silna, choc mialam chwile slabosci i pytalam.. kochasz mnie? Odpowiadal wymijajaco... Ja staralam sie byc silna, ale wypominalam mu wciaz jego zachowanie... Jednoczesnie chcialam zyc swoim zyciem i go nie probowalam do niczego zmuszac. Mial ochote wyjsc ze swoimi uwaga, mial droge wolna, ale smialam sie do niego cynicznie, czy ma ochote po imprezie spac ze mna czy woli zasnac obok kolezanki. On ograniczyl sie w wypowiadaniu jej imienia, ograniczyl sie w opowiadaniu o sytuacjach z nia zwiazanych. Nie mowil mi, ze kocha, ale w domu zaczal bardziej doceniac, ze obiad dobry, dziekowal za pranie, formalnie zaczal byc do mnie milszy. I tak mijaly tygodnie, miesiace, kiedy nasze zycie zaczynalo wchodzic na stare tory. Na imprezy przestac nie chodzil, ale zaczal sie ograniczac, tzn, imprezy juz nie trwaja po 16 godzin, dzwoni, kiedy idzie domu, w domu zaczelismy sie znowu dogadywac, przede wszystkim smiac sie razem i zaczelismy znowu miec wspolne tematy... Jest PRAWIE jak po staremu.. Dlaczego mowie prawie... Bo za kazdym razem, kiedy jest mowa o jego imprezie, do mnie wraca jak bumerang to, co sie wydarzylo przed pol rokiem i wiem, ze na imprezach spedza z nia czas, bo mimo, ze mi tego nie mowi, ale wiem, bo mu wysyla po imprezie o 3 w nocy wiadomosc „o nie, konduktor o 3 nad ranem? Niemozliwe...”. I najgorsze sa statystyki spedzania naszego wspolnego czasu... Prawie 80% imprez w ostatnim pol roku spedzil z nia i z nimi, 20% ze mna i z naszym gronem przyjaciol. Miedzy nami jest niby znowu milo i super i sie kochamy... Ale za tydzien szykuje sie kolejna impreza, na ktorej bedzie sie z nia i z nimi wszystkimi „integrowal” i trudno mi sie pohamowac przed niewsopmnieniem czegos z przeszlosci. Trudno mi zaakceptowac, ze idzie sie bawic z dziewczyna i reszta towarzystwa, ktora kiedys sprawila, ze przestal powaznie myslec o naszym zwiazku i nie mial ochoty rozmawiac o zakladaniu rodziny, zmienily sie poglady na zycie. Na poczatku tlumaczyl sie tez, ze to tylko ludzie z pracy sie spotykaja, dlatego mnie nie bierze ze soba... Teraz nawet jesli zmienil poglad, jesli chcialby mnie zabrac ze soba kiedys... Ale to sa rzeczywiscie ludzie tylko z jego pracy (zyja solo), mocno zintegrowani ze soba i spedzaja w koncu po 8 godzin ze soba w pracy, maja wspolne tematy na imprezach w weekendy, nie wiem czy mialabym ochote sie pchac w totalnie obcych mi ludzi i czuc sie niekomfortowo. Czuje sie bezsilna, bo mimo ze sie dogadujemy teraz, spedzamy ze soba wpsolny czas tj. Kino, spacery, ale jesli chodzi o imprezy, to woli je spedzic z nia i z nimi, bo juz nie raz okreslil, ze imprezy z naszymi wspolnymi znajomymi sa „normalne”, a po imprezach z nia i z nimi jest zawsze mnostwo smiesznego do opowiedzenia... Ehh... Jest jakas rada??