mazi27
19.07.04, 22:59
Opisze Wam najnowsze wyczyny = teksty mojej tesciowej.
1) Mowi mi ze kosciol katolicki wprowadzil nowy przepis ze mezczyzna
ktory "zrobi" dziecko innej kobiecie a nie zonie (ktora np jeszcze nie chce)
to od razu dostanie uniewaznienie koscielne malzenstwa. Jak dla mnie to
kompletna bzdura i miala na celu dogryzienie mi, bo ja chce jeszcze troszke
poczekac z macierzynstwem.
2) Tydzien temu przed pojsciem spac zapytala mojego meza czy sie wysiusial.
Bylo to akurat w domku w gorach. Zrobila karczemna awanture kiedy
odpowiedzial ze akurat mu sie nie chce i po prostu idzie spac. I wczoraj
wrocila do tematu mowiac to samo,
3) Cellulitis powstaje i tworzy sie w celu ulatwienia urodzenia dziecka. I
kiedy u kobiety sie pojawia cellulit to znak ze trzeba zajsc w ciaze, bo
organizm jest do tego gotowy. No dla mnie to kolejna bzdura.
Nie moge nerwowo wytrzymac. To tylko ostatnie przyklady. Takiego typu rzeczy
gada caly czas, oczywiscie proba sprzeciwu i obalenia takich teorii konczy
sie krzykiem tesciowej i wtedy slysze ze ja nic nie wiem, na niczym sie nie
znam, itp. Wszsytko tonem nie znoszacym sprzeciwu. POwiedzcie czy to co ona
gada jest normalne? Bo moja mama nie ma takich odpalow, wiec mi sie wydaje to
nienormalne. Czy to ze sie denerwuje takimi bzdurami jest uzasadnione? A moze
to ja sie czepiam? Jak mam na to reagowac?????? Nie daje rady juz z nia i to
od prawie 5 lat... :-(