Jak to zakończyć?

24.07.04, 06:04
Czesc dziewczyny. zwracam sie do was z wielkim jak dla mnie problemem. nie
wiem jak zakonczyc zwiazek ktory trwa prawie 5 lat...jestem z chlopakiem juz
od 5 lat, jednak ostatnio wszystko w naszym zwiazku sie wali. zaczynam
zauwazac w nim rzeczy ktore strasznie mnie denerwuja: jest egoista- mysli
tylko o swoich potrzebach i przyjemnosciach (i nie mysle tu o seksie), zdarza
sie ze przylapie go na klamstwie, juz nie jest taki jak kiedys. kiedys to
przynajmniej staral sie o mnie a teraz...naprawde chcialabym zakonczyc ten
zwiazek tylko ze nie wiem jak, nie potrafie przeprowadzac powaznych rozmow w
4 oczy! prosze waz doradzcie mi cos, powiedzcie cos co byc moze doda mi sil
na to wszystko..dziekuje z gory, pa
    • ginztonikiem Re: Jak to zakończyć? 24.07.04, 09:46
      Malutka, nigdy nie byłam w podobnej sytuacji (chodzi mi o zerwanie
      wieloletniego związku), ale i tak sądzę, że musisz sama przez to przejść. To
      twój związek i pewnie nikt ci tu recepty na zerwanie nie da. Powiedz mu co
      czujesz i zrób tak jak on - myśl w tym momencie o sobie. Pamiętaj, że to
      zdarzenie wrysuje się w bagaż twoich i tylko twoich doświadczeń. Pozdrawiam i
      trzymam kciuki!
      • menadka Re: Jak to zakończyć? 24.07.04, 10:38
        Ja miałam podobny problem. Też 5 lat stażu, też zero asertywności. Ale w końcu
        zebrałam się w sobie. Przygotowałam do rozmowy (chyba z milion razy odbyłam ją
        w myślach). Przygotuj sobie argumenty - moje to m.in. - oboje sie zmienilismy w
        ciągu tego zasu, ale te zmiany oddaliły nas od siebie zamiast zblizyć; zmieniły
        się moje oczekiwania co do osoby z którą chcę spędzić resztę życia i niestety
        nie maja wiele wspólnego z tobą itd.
        Było cholernie ciężko. On płakał, pytał co ma zrobić po tych latach, że mu je
        zmarnowałam itd.
        Grunt to nie złamać się w tym momencie. Powtarzałam sobie w myślach NIE, NIE,
        NIE. A głośno mówiłam w kółko, ze mi przykro, ze nic nie poradzę - tak czuję,
        że nie zmienię decyzji.
        a potem .... OGROOOOMNA ULGA.
        Było warto. Spotkałam mężczyznę moje życia, jestem szczęśliwa.

        Życzę powodzenia. Bądź dzielna

        • yolande Re:och, menadko... 05.09.04, 14:23
          zaczęłam trochę rozpaczliwym tonym, ale też i tak się czuję... ja też chcę
          odejść, ale mamy małe dziecko, nie zebym bała się odejść, ale obawiam się
          samotności! Nie mam z kim zostawić dziecka... no i jak znależć tego
          męzczyznę?... Czy jeszcze są tacy? Czy tylko tacy, co zony zostawiły?
    • weronikarb Re: Jak to zakończyć? 30.07.04, 11:16
      U mnie nie byl to az tak dlugi czas bo 3 lata. Tez w koncu doszlam do wniosku
      ze niestety nie idziemy ta sama scieazka ze mamy inne oczekiwania od zycia,
      poprostu roznimy sie. I to mu powiedzialam, powiedzialam tez ze teraz moze
      myslec iz swiat mu sie zawalil ale moze pozniej mi podziekuje za ta decyzje.
      Znajdzie kobiete ktora go pokocha takim jaki jest i bedzie chciala tego samego
      od zycia. Bylo ciezko, plakal, prosil, oskarzal. Pozniej przesladowal,
      wyjechalam 300 km od mojego miasta i tam mnie znalazl - trwalo to pol roku.
      Obecnie minelo 4 lata dowiedzialam sie ze jest zonaty, ja tez jestem mezatka od
      dwoch lat i mam 9 m. synka. Jestem szczesliwa
    • an_ni Re: Jak to zakończyć? 30.07.04, 12:31
      przede wszystkim rozwaz tez to co ty robisz dla tego zwiazku...
      jesli nic sobie nie mozesz zarzucic wal prosto z mostu
      jesli jednak i po twojej stronie sa bledy, to po prostu powiedz ze sie
      rozmijacie i nie ma sensu isc dalej ta niby wspolna droga
      wysluchaj i jego ... wiem po latach, ze nie ma jednostronnej winy w zwiazkach
    • lomzanka Re: Jak to zakończyć? 02.09.04, 19:45
      mi się jednak wydaje że rozmowa w cztery oczy nieunikniona. Nie można
      potraktować człowieka, z którym się było tyle lat jak wroga. Ja też byłam w
      podobnej sytuacj (10 lat z chłopakiem) i naprawdę ciężko było zakończyć. Jedna
      rozmowa tego nie załatwiła. Tym bardziej że tylko ja chciałam rozstania. Ale
      nie ma jak to prawda i nic innego według mnie nie wchodzi w rachubę. Pozdrawiam
    • dr_tusia Re: Jak to zakończyć? 02.09.04, 20:36
      Badz tylko pewna, ze na 1000% chcesz to skonczyc, ze to nie przejsciowy kryzys.
      Ja tez przeszlam z moim chlopakiem takie chwile i cale szczescie, ze nie
      powiedzialam tego, co chcialam przez jakis czas. Jestesmy teraz szczesliwym
      malzenstwem.
      Ale jesli jestes pewna... tylko szczerosc.
      Powodzenia i pozdrawiam!
      • kokosia1 Re: Jak to zakończyć? 02.09.04, 21:24
        Jeśli taką decyzje podjęłaś to i tak czeka Cię rozmowa w cztery oczy,w czasie
        której mu powieszże to koniec i wyjaśnisz czemu. Tak wydaje mi się że bedzie
        fair. Jeśli by facet ze mną zrywał, to chciałabym przynajmniej aby mi to
        powiedział osobiście, a nie kombinował czegoś i wytłumaczył czemu chce zerwać
    • karo_lina79 Re: Jak to zakończyć? 02.09.04, 22:32
      Wiesz, dla mnie związek, w którym jedna ze stron boi się poważnie porozmawiać o
      swoich uczuciach jest po prostu chory.
      Aż nie wiem, jak takie związki mogą funkcjonować. Po Waszym przykładzie widać,
      że chyba nie są w stanie.
      Życzę dojrzałości.
      • blondangel Re: Jak to zakończyć? 03.09.04, 09:40
        Czesc!
        Ja rowniez jestem w podobnej sytuacji, choc moze bardziej zawilej. Wiem, ze
        kazdy musi sa sobie z nia poradzic, ale ja nie potrafie. Wiele razy mowilam
        sobie, ze zakoncze, ale zawsze robilo mi sie go szkoda i mowilam " Nie, nie
        mozesz go teraz zostawic. KIedys wszystko sie uspokoi i wtedy mu to powiesz".
        Fakt jest taki, ze ja sie mecze, zapomnialam o swoich potrzebach, studia etc
        poszly na bok. O co chodzi?
        Moj facet mieszka 500 km ode mnie, zwiazek trwa 9 miesiecy. Na poczatku
        myslalam, ze to milosc mojego zycia, bylam w siodmym niebie, nawet sie
        zareczylismy. Wiele razy dochodzilo miedzy nami do klotni, ignorowal mnie,
        zamykal sie w sobie, tlumaczylam to jego "sprawa". Jego "sprawa" to powazny
        sprawa prawna, ma zakaz opuszczania kraju, a ja nie mieszkam w Polsce.
        Wszystkie nasze spotkania zaleza ode mnie. Od 9 miesciecy bujam sie miedzy moim
        miastem a jego, na poczatku nie bylo tak zle, ale teraz jestem juz zmeczona,
        chce w koncu zakonczyc studia i zyc normalnie. Moj facet nie pracuje, jest
        zawieszony, nie wiadomo co bedzie robil po przyjezdzie do mnie. Do tego jego
        uwagi, typu ze ja mam przez pierwsze miesiace pracowac, zanim on nauczy sie
        jezyka itd. daly mi po prostu do myslenia. Jestem silna kobieta, zawsze dawalam
        sobie rade, nie przeszkadzalo mi, ze to ja musze finansowac wyjazdy, wyjscia,
        imprezy na miejscu etc. Ale po prostu mam juz tego dosc. Co z tego ze on ma
        chwile, ze jest kochany, ze seks jest boski, to troche za malo zeby stworzyc
        szczesliwy zwiazek. Czuje coraz wiekszy ciezar, wiem ze on mnie potrzebuje zeby
        przejsc przez ta cala "sprawe", ze bedzie mu latwiej... Ale ja juz nie mam na
        to sily. Jego matka strasznie wchodzi mi na ambicje, zreszta on tez, jest to
        rodzina "wojskowa", gdzie pokazanie slabosci nie jest charakterne.... Czuje sie
        jakbym byla na jakims pologonie! Czuje sie osaczona, zla na siebie ze dalam sie
        w to wszystko wkrecic, wiedzialam od poczatku jak jest, myslalam ze milosc
        przezwyciezy wszystko, a okazuje sie ze jednak nie.
        Poradzcie prosze, bo nie wiem co mam zrobic. On czeka kiedy ja przyjade, a ja
        chce troche spokoju. Chce byc po prostu szczesliwa!!!!
        Pozdrawiam!
        • karo_lina79 Re: Jak to zakończyć? 03.09.04, 21:47
          Coś mi to podejrzanie wygląda.
          I to, że kolejna baba nie umie gadać z właśnym chłopem.
          Kobiety, co się z Wami dzieje?
          • yolande Re: Jak to zakończyć? 05.09.04, 14:31
            karo_lina79 napisała:

            > Coś mi to podejrzanie wygląda.
            > I to, że kolejna baba nie umie gadać z właśnym chłopem.
            > Kobiety, co się z Wami dzieje?
            "Baba"? kim Ty jesteś, żeby tak pisać o nieszczęśliwych KOBIETACH? Czy Ty
            jesteś kobietą, mężczyzną, a może to Ty właśnie jesteś BABĄ?! Więcej
            wyrozumiałości dla innych!!!I kultury, kobieto kultury życzę!
            • anula36 Do blondangel 05.09.04, 14:51
              Przepraszam bardzo ale nei uwazam blondangel za nieszczesliwa kobiete tylko za
              glupia kobiete!!!!A raczej bede uwazac jesli szybko nei zwieje.
              Co to w ogole za facet? Bez pracy, po wyroku sadowym ( bo niby skad zakaz
              opuszczania kraju), z upodobaniem dajacy sie utrzymywac kobiecie, z ambicjami
              na utrzymanka na stale i podlechtywany ambicjonalnie przez rodzinke!!
              Jedyne co ma to urok osobisty i sprawne meskie organy, bo charakteru za grosz.
              Blondangel nad czym ty sie zastanawiasz dziewczyno- chesz byc siostra
              milosierdzia? Nie zostawiasz go samego z sytuacja -ma rodzinei kochajaca
              matke,a zaloze sie,ze tez szybciutko znajdzie sobie nowa sponsorke.
              Nie przyszlo mu do glowy zeby podjac przynajmniej sezonowa prace zeby nie
              siedziec caly czas w twoim portfelu, odlozyc na ewentualny wyjazd do ciebie
              choc pare zlotych,tu na miejscu uczyc sie jezyka- za 9 miesiecy gdyby
              przysiadl faldy mialby juz jakies podstawy.
              Przyjedz jeszcze raz umowcie sie w jakims neutralnym miejscui porozmawiaj z
              nim,ze to koniec,albo postaw jasne warunki,zobaczysz jak szybko ucieknie jak
              tylko zaczniesz cos od niego czegokolwiek wymagac.
              • blondangel Re: Do blondangel 07.09.04, 22:58
                Dzieki Anula36, potrzebowalam tego! Nie jestem i nie bede matka milosierdzia,
                mam juz tego serdecznie dosyc!!! Wlasnie z nim rozmawialam, zaproponowalam
                spotkanie na granicy, powiedzial ze nie ma kasy.... Mam zakonczyc przez
                telefon? Czuje, ze musze to szybko zakonczyc, zeby wreszcie kamien z serca mi
                spadl. I swietnie, ze tu sa jeszcze kobiety, ktore potrafia zrozumiec i
                doradzic obiektywnie a nie osadzac. Dzieki Anula!
            • karo_lina79 Re: Jak to zakończyć? 08.09.04, 12:05
              Dziekuję za życzenia, naprawdę bym sobie życzyła wokół ludzi z kulturą...
              Yolande,
              nieuważnie przeczytałaś mojego posta - nie pisałam nic o nieszczęśliwych
              kobietach, tylko zadałam pytanie retoryczne: dlaczego niektóre "baby" mają ze
              sobą problemy.
              Bo wiesz, dla mnie to są baby. Uwiązane toksycznego faceta, niesamodzielne,
              niezdolne do podjęcia konstruktywnej decyzji.
              I mam dużo wyrozumiałości dla innych. Ale nie dla takich rozpapranych
              psychicznie istotek.
              Same widzą, że coś jest "chyba" nie tak, ale brną dalej w tym chorym układzie.
              Potem pozwalają sobie zafundować dziecko i już w ogóle droga powrotna zamknięta.
              Uważam, że teraz nikt nikogo nie zmusza do bycia razem.
              Dlatego nie rozumiem, jak może brakować odwagi do rozmowy z partnerem - jak by
              nie patrzeć - życiowym.
              Dla mnie związek oznacza zrozumienie, partnerstwo i zaufanie. Jeśli tego nie
              ma, mówi się co nie gra i odpływa się w siną dal.
              Właściwie masz rację - kobieta/baba, która nie umie tak postępować, jest chyba
              naprawdę nieszczęśliwa.
              Ale jakoś wcale mi jej nie żal.
              • blondangel Do Karo_liny79 08.09.04, 18:20
                Sama zyczysz sobie ludzi z kultura, ale jakos daleko od tego odbiegasz.
                Uwazasz, ze pochopne osadzanie i ublizanie ma klase?? I miano niesamodzielnej
                kobiety akurat do mnie w ogole nie pasuje, jesli juz zabierasz glos w tym
                temacie, to czytaj uwazniej. Ale widocznie ze sa na tym swiecie istotki, ktore
                brak poziomu rekompensuja atakiem.
                P.S. Nie uwazam sie za kobiete nieszczesliwa. Raczej chwilowo zagubiona. Nie
                powiesz mi, ze TY jestes perfekcyjna. A jesli tak to gratuluje!
                • karo_lina79 Re: Do Karo_liny79 08.09.04, 21:20
                  Jest takie powiedzenie - "uderz w stół a nożyce się odezwą".
                  Chyba jakaś przykrość Cie spotkała albo snp. Współczuję, ale wyluzuj, ok?
                  Naskakujesz na mnie bez powodu. Nie uważam, żeby brakowało mi kultury. Po
                  prostu przedstawiłam moje zdanie na forum. Każdy, również Ty i ja, ma do tego
                  prawo. Jeśli forma mojej wypowiedzi Ci się nie podoba, to Twój problem, nikt
                  nie każe Ci ze mną dyskutować.

                  Nie napisałam, że jesteś niesamodzielna ani nieszczęśliwa, gdzie to wyczytałaś?
                  Napisałam tylko, którego rodzaju zachowanie kobiet uważam za żałosne i niegodne
                  współczucia. I mój komentarz był do wątku rozpczętego przez malutka23. Chyba
                  coś jest na rzeczy, skoro tak na mnie skoczyłaś...

                  I jeszcze jedno - nie uważam się też za ideał, broń Boże.

                  Pozdrawiam,
                  Karolina

                  • karo_lina79 Re: Do Karo_liny79 08.09.04, 23:12
                    Wiesz co - naprawdę nie chciałam Cię urazić.
                    Rozumiem, że serce nie sługa, ale jeśli uważasz, że ten chłopak jest jakiś taki
                    nie bardzo - to czemu się zastanawiasz?
                    Ja bym po prostu uciekła, jestem zbyt wielką egoistką, aby ktoś na mnie
                    pasożytował.
                    Z tego co napisałaś - wygląda, że on ma w Tobie duże oparcie, zwłaszcza
                    finansowe. Nie wspomniałaś nic o tym, w jakich okolicznościach się poznaliście,
                    ale może on widzi w Tobie ofiarę? To znaczy daje Ci czułość i bliskość fizyczną
                    w zamian za swego rodzaju sponsoring?
                    Nie mam na myśli "utrzymanka", tylko to, że Ty płacisz za wszystko. Ja też
                    nieraz kupuje coś mojemu chłopakowi, gdy jest bez kasy, ale potem role się
                    odwracają.
                    Ale Twój chłopak nic nie robi. A to co innego.
                    Na Twoim miejscu zwiałabym gdzie pieprz rośnie.
                    Fajny seks może być też z innym.
                    Pozdrawiam,
                    Karola
                    • blondangel Re: Do Karo_liny79 09.09.04, 17:41
                      Wiem Karola. Rozum mowi cos innego i serce tez. NIgdy nie bylam egoistka, i
                      pewnie dlatego w wieku 28 lat nie ulozylam sobie zycia. I wiesz co, jestem
                      ofiara - nie potrafie byc egoistka, zbyt sie angazuje w zwiazku, mimo tego ze
                      na poczatku wiem, ze to i tak nie ma przyszlosci.
                      Jakos smutno mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojego postu, pewnie dlatego, ze
                      widze pomalu moje bledy... a czasu nie cofne.
                      Pozdrowionka
                      Smutna
                      • karo_lina79 Re: Do Karo_liny79 09.09.04, 21:07
                        Czasu nie cofniesz, ale też go nie tracisz.
                        Myślę, że pewne zdarzenia mają byc dla nas nauczką czy sprawdzianem i w
                        zależności, czego się z nich nauczymy, taką mamy potem przyszłość.
                        Życzę Ci naprawdę wszystkiego najlepszego i właściwych decyzji, chociaż to
                        chyba najtrudniejsze.
                        Pozdrawiam:)
    • kasienka80 Re: Jak to zakończyć? 08.09.04, 12:07
      Ja musialam zakonczyc zwiazek po 3 latach.
      Nic sie nie ukladalo, wszystko co robil, mowil wzbudzalo we mnie zlosc, gniew.
      Byly klotnie, krzyki, ciagle wyrzuty.
      Znajomi i rodzina powtarzali, ze nie pasujemy do siebie (mimo, ze to byl
      inteligentny, niezle wychowany chlopak) ale ja nie chcialam tego sluchac.
      Az ktoregos dnia podjelam decyzje, ktora meczyla mnie przez 3-4 miesiace.

      Powiedzialam, ze koniec.... to bylo straszne przezycie.
      Mezczyzna, ktorego kochalam (rozstajac sie wciaz go kochalam, ale wiedzialam,
      ze charaktery nasze sa tak rozne, ze przyszlosci przed nami nie ma)plakal jak
      dziecko, nie wypuszczal mnie z rak, ramion, blagal, skomlal.....
      Straszne. Naprawde trzeba byc silnym, zeby to przejsc bez uszczerbku na
      psychice.
      Plakal 3 dni, potem sie zlamalam i powiedzialam, ze mozemy sprobowac....ale na
      szczescie wyjechal na 2 m-ce do innego kraju.
      To mi uswiadomilo, ze latwiej mi bez niego, ze milosc sie konczy, ze bedzie
      dobrze. ze bedzie dobrze MNIE !!!!!

      Zycze ci sily charakteru. Pomysl o sobie i o swoim szczesciu
Inne wątki na temat:
Pełna wersja